Mój pierwszy one-shot :). Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu. Za wszystkie możliwe błędy,
przepraszam.
przepraszam.
~*~
-O czym myślisz Bummie? - spytał chłopak siedzący na moim łóżku przejeżdżając kciukiem po mojej chudej, bladej dłoni.
Uśmiecham się do niego promiennie, jak zawsze w takich sytuacjach aby ukryć to o czym pomyślałem w danej chwili.
-Myślę, co bym zrobił gdybym cię nie poznał.
Lecz czarnooki nie dał się nabrać, za dobrze mnie znał. Zawsze potrafił wyczuć kiedy było coś nie tak.
-Boisz się? - szepnął ściskając moją dłoń, palce splatając z moimi.
-Bardzo. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo Minnie - westchnąłem lekko zmniejszając swój uśmiech.
-Jestem tutaj. Przy mnie nic ci nie grozi. Zostanę z tobą, już do końca. Kocham cię Kibummie - nachylił się delikatnie całując moje spierzchnięte wargi.
Coś było nie tak. Czułem to. Zachowywał się inaczej niż zwykle. Chciałem coś powiedzieć lecz silny ból w klatce piersiowej mi to uniemożliwił. Przerażenie wkradło się na moją twarz wtedy, gdy zacząłem się dusić nie mogąc złapać powietrza. Wiedziałem, że to koniec. Co pragnąłem zapamiętać tuż przed śmiercią, to jego twarz. Ostatnie spojrzenie w jego stronę, ostatni oddech. Mój świat ogarnęła pustka ciemności.
***
Otworzyłem pomału oczy. Mrugam kilkakrotnie, aby mój wzrok mógł się przyzwyczaić do rażącego go światła. Jestem w niebie? Jestem już na tym drugim świecie? Biel pomieszczenia bardzo przypominała, tą biel szpitalnego pokoju. Zanim się zorientowałem, że to rzeczywiście szpital w drzwiach stanął lekarz, którego twarz pamiętałem już wcześniej.
-Witaj wśród żywych Kibum. - uśmiechnął się delikatnie, a mnie po głowie chodziło parę pytań. Jakim cudem? Jak to możliwe, że mogę nadal być na tym świecie chociaż szanse na to były niewielkie? Pytanie kto był dawcą? Niepokój wkradł się na moją twarz uświadamiając sobie jedną rzecz. Przejechałam wzrokiem po wszystkich zebranych w pomieszczeniu szukając jego twarzy. Twarzy, którą potrzebowałem ujrzeć zaraz po przebudzeniu, nie zastałem jej. Poczułem większy strach obawiając się najgorszego. Tak bardzo pragnąłem, aby to o czym pomyślałem okazało się nie prawdą, abym później mógł skarcić się za ten niedorzeczny pomysł.
-Masz wspaniałego chłopaka - mówiąc to spojrzał na mnie porozumiewawczo w jego wzroku dostrzegłem smutek - Proszę stąd wyjść. Pacjent potrzebuje teraz spokoju - zwrócił się do ludzi zgromadzonych.
Zapisał coś w swoich papierach i wyszedł z sali. Zostałem sam z moimi kumulującymi myślami. Wielka gula stanęła mi w gardle. Czułem, że coś we mnie pękło. Nie mogłem uwierzyć, nie chciałem w to wierzyć. Łudziłem się, że stanie w drzwiach witając tym swoim uroczym uśmiechem, gdy nic takiego się nie wydarzyło. Zacząłem panikować. Łzy leciały po mojej twarzy niekontrolowanie. Chciałem umrzeć, odejść do niego. Dlaczego to zrobił? Dlaczego oddał życie dla mnie? Nie chcę, nie chcę chodzić po świecie wiedząc, że nie ma go u mojego boku. Chcę być przy nim. Wziąłem maskę tlenową, która pomagała mi oddychać, aby odciąć dopływ powietrza. Chciałem się pożegnać i zatopić w otchłani ciemności żeby znowu móc zobaczyć jego roześmianą buzię, tryskające życiem oczy, lecz coś sobie uświadomiłem. Przecież on jest ze mną. Przyłożyłem rękę do klatki piersiowej w miejscu gdzie znajdowało się serce. Jego serce. Czułem jego bicie. Wiedziałem, że bije ono tylko dla mnie. Już na zawsze.
~ Bummie
~ Bummie
