~*~
-Nie martw się Kibum, na pewno ktoś się znajdzie - uśmiechnął się delikatnie jego przyjaciel klepiąc szatyna po ramieniu dodając otuchy.
-A jak nie znajdzie? Taemin szukam już od miesiąca, nie mam tyle pieniędzy aby utrzymać sam całe mieszkanie - zagryzł wargę z zażenowania, tak bardzo nie chciał obarczać chłopaka swoimi problemami, ponieważ wiedział jak dużo ich miał.
-Dasz radę Key, nie dołuj się się - mówił pewny swoich słów. A co jak i on pewnego dnia zwątpi w to co mówi? Kibum już dawno przestał wierzyć, ale nie poddawał się ze względu na siedzącego na przeciwko blondyna.
-Łatwo ci mówić. Mieszkasz razem z Minho, on ci we wszystkim pomaga i jest ci o wiele prościej. Ale dzięki za pocieszenie - westchnął spuszczając głowę, całkowicie zrezygnowany.
-Key, zobacz pewnego dnia ktoś się zgłosi, na pewno. No już. Uśmiechnij się, nie lubię kiedy nie masz humoru a co gorsza się smucisz. Zbyt bardzo wszystko wyolbrzymiasz. Będzie dobrze, nie możesz się załamywać. - puścił mu kuksańca w bok - No już chcę tu widzieć uśmiech.
Widząc, że i to nie zadziałało. Rzucił się na szatyna, łaskocząc go. Piski, krzyki i głośny śmiech było chyba słychać aż na drugiej dzielnicy.
-Dobrze Taemin, dobrze! Błagam przestań! - wydusił z siebie krztusząc się śmiechem. Chłopak widząc, że humor jego przyjaciela lekko się poprawił. Wyszczerzył się dumny z siebie na co Key spiorunował go spojrzeniem wybuchając śmiechem. Ten chłopak był niemożliwy, że w tak szybkim tempie potrafił sprawić, że zaczął się uśmiechać. Bez względu na to jak sytuacja była beznadziejna. Ale nadal nie opuszczał go niepokój, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że musiałby zdarzyć się cud, aby ktokolwiek zechciał z nim mieszkać.
***
-Ale jesteś pewiem, że taka cena ci odpowiada? - pytał po raz setny upewniając się.
-Przecież ci powiedziałem, że tak - warknął brunet już lekko zirytowany dociekliwością chłopaka.
-Spadasz mi z nieba - walnął się w czoło z otwartej ręki - No tak gdzie moje maniery nawet się nie przedstawiłem, jestem Kibum - podał swoją lekko dygającą rękę brunetowi.
-Jonghyun - odparł ściskając delikatnie dłoń szatyna. Spojrzał na chłopaka rozbawiony przez jego roztargnienie i lekką ciapowatość. Który zaraz po zaproszeniu do środka zaczął uprzątać swoje rzeczy o mało przy tym się nie potykając o własne nogi - Spokojnie z tym sprzątaniem bo jeszcze gdzieś nie daj Boże się tu połamiesz - zaśmiał się melodyjnie obserwując zdenerwowanie na twarzy Key.
-Nie spodziewałem się, że ktoś w ogóle zgłosi się na to ogłoszenie, nie zdążyłem posprzątać - wziął kilka ubrań z podłogi po czym wrzucił je do szafy - Oh, Kibum gdzie ty masz głowę? No gdzie?! - warknął pod nosem, biorąc ostatnią parę spodni i zrobił z nimi dokładnie to samo co z resztą swoich rzeczy. Nagle zatrzymał się w półkroku odwracając się przez ramię zlustrował opierającego się przy framudze drzwi chłopaka. No i znowu zapomniał!
-Tak bardzo cię przepraszam! Nawet nie pokazałem ci twojego pokoju! - przeczesał dłonią włosy, prowadząc jego przyszłego współlokatora do pomieszczenia, w którym będzie mieszkał. Chłopak zatrzymał Kibum'a po czym położył swoje dłonie na jego barkach.
-Zawsze się tak denerwujesz przyjmując gości? - uśmiechnął się zadziornie uważnie obserwując reakcję szatyna na jego słowa.
-Nie wiem o co ci chodzi - prychnął zrzucając jego ręce - To tutaj - wskazał kiwnięciem głowy na czysty, schludny oraz zadbany pokój.
-Ładny - stwierdził rozglądając się. Usiadł na łóżku sprawdzając czy miękkie - Wydaje się wygodne - spojrzał kątem oka na stojącego w progu Key poruszając znacząco brwiami. Speszony chłopak odwrócił głowę w bok - Nie mam się nad czym zastanawiać, wprowadzam się od razu.
-Od razu? - spytał niepewnie upewniając się, czy być może się nie przesłyszał.
-Tak, to jakiś problem? - uniósł jedną brew w pytającym geście.
-Nie, oczywiście że nie to bardzo dobrze - uśmiechnął się lekko opuszczając pomieszczenie. Po wejściu do swojego królestwa pełnego różu i innych pierdół zamknął za sobą drzwi. Rzucił się na łóżko wpatrując się bez celu w sufit. Był strasznie podekscytowany, że nie będzie już więcej mieszkać sam. Ale także wielki kamień spadł mu z serca, kiedy chłopak się na to zgodził.
***
-Widzisz Key, a nie mówiłem ci, że ktoś się zgłosi - usłyszał po drugiej tronie słuchawki i aż mógł przysiąc, że Taemin się uśmiechał.
-Wiem i co ja bym bez ciebie zrobił? - zaśmiał się lekko zagryzając wargę na myśl o swoim nowym współlokatorze.
-Pewnie nic, no już opowiadaj jaki jest? Można z nim wytrzymać? A przystojny chociaż? - wypytywał.
-Taemin! - fuknął do słuchawki Key - Jak na razie nie mam co narzekać. Sprząta po sobie, płaci w wyznaczonym terminie, czasami nawet robi zakupy. Cud, miód i orzeszki - stwierdził rozmarzony uśmiechając się pod nosem.
-Czyżby ktoś tu się zakochał? No nie wierzę nasz mały Bummie dorasta! - pisnął do telefonu blondynek.
-Hola, hola, hola nikt w nikim się nie zakochał - syknął naburmuszając się - I nie zapominaj kto tutaj jest straszy.
-Mhm, jasne, jasne. Dobra Kibum ja kończę Minho wrócił. O Boże! Kupił mleko bananowe! Trzymaj się, do zobaczenia wkrótce - rozłączył się kończąc rozmowę. Szatyn jedynie wywrócił oczami rozbawiony na wspomnienie jak młody uwielbia ten produkt, który mógłby pić litrami.
Usłyszał trzask zamykanych drzwi. Zaciekawiony wyszedł z pokoju zauważając, że jego współlokator wrócił z mnóstwem siatek w rękach.
-Oooo jak dobrze, zrobiłeś zakupy - uśmiechnął się biorąc od niego torby z jedzeniem i tego typu rzeczami.
-Pomyślałem, że przyda się jakaś nowa żywność do lodówki - podszedł do Key obejmując go w pasie. Chłopak zastygł w bezruchu wstrzymując oddech, a butelka keczupu, którą trzymał momentalnie wyleciała mu z dłoni.
-T..tak - zająknął się sparaliżowany, nie będąc w stanie wykonać żadnego ruchu. Jedynie co czuł to swoje szybko bijące serce i palące ciepło bijące od bruneta.
-Czy ja cię stresuję? - wyszeptał wprost do jego ucha wywołując gęsią skórkę na całym ciele szatyna.
-Nie, dlaczego tak uważasz? - odparł, kiedy odzyskał mowę. Poczuł jak chłopak odwraca go przodem do siebie patrząc centralnie w jego kocie oczy.
-Odkąd się tu wprowadziłem zdążyłem to zauważyć Kibum - uśmiechnął się delikatnie przejeżdżając opuszkiem palca po jego policzku - To urocze jak się rumienisz, to takie słodkie - zaśmiał się lekko. Słysząc jego słowa chciał się wyszarpać z jego uścisku lecz za mocno go trzymał. Spuścił głowę czując jak robi się cały czerwony.
-Daj spokój, nic o mnie nie wiesz. W ogóle się nie znamy - przygryzł wargę.
-Ale przecież możemy, prawda? Mieszkamy razem, to wypadałoby - uniósł jego podbródek aby na niego spojrzał - Myślisz, że dlaczego chciałem tutaj zamieszkać? Na pewno nie dla ceny, ani nie dla ładnego wystroju mieszkania, ale dla ciebie. Wpadłeś mi w oko jak tylko po raz pierwszy cię ujrzałem. Nie przekreślaj tego - dodał.
-Ale... ja... - jąkał się.
-Oj Kibum, wiem że jesteś gejem, nie trudno to zauważyć - pocałował lekko jego policzek - Proszę, daj mi szansę.
Szatyn czuł, że jest w pewnej rozterce. Był niezwykle szczęśliwy słysząc to z ust bruneta. Od samego początku mu się spodobał, ale wiedział, że to jeszcze za wcześnie. Nie chciał później czegoś żałować. Westchnął niepewnie patrząc mu w oczy, lecz nie dane mu było cokolwiek powiedzieć ponieważ poczuł jego ciepłe wargi na swoich ustach. Całkowicie zszokowany nie miał pojęcia co zrobić. W brzuchu szalało mu stado motyli, które śmiesznie łaskotały, a serce miał wrażenie, że za chwilę wyskoczy z jego klatki piersiowej. Czuł się tak bardzo błogo, że nie mógł go od siebie odepchnąć, jedynie nieśmiało zaczął oddawać pocałunki. Zarzucił ręce na jego szyi przyciągając bliżej. Chciał poczuć go jeszcze bliżej siebie o ile to w ogóle mogło być możliwe. Był taki delikatny, a zarazem subtelny. Kiedy zorientował co się dzieje, odkleił się do niego cały czerwony na twarzy.
-To było... - zaczął, ale kolejny pocałunek przerwał mu.
-Niesamowite? Cudowne? Wspaniałe? Też tak uważam - skończył za niego brunet.
-Jonghyun? - spytał nieśmiało.
-Tak? - odgarnął mu kosmyk z twarzy.
-Zgadzam się. Możemy spróbować - uśmiechnął się delikatnie, cmokając usta swojego nowego chłopaka.
***
Był taki szczęśliwy, już nawet nie pamiętał kiedy ostatnio się tak czuł. Z Jonghyun'em świetnie mu się układało. Był taki kochający, chodzący ideał. On dawał mu nadzieję na lepsze jutro, dodawał kolorów, do jego wszechogarniającej szarości. Nadawał sens jego życiu i nie wyobrażał sobie, że kiedyś mogłoby go zabraknąć.. Kochał go, tak bardzo, dlatego zrobiłby dla niego wszystko, nawet skoczyłby w ogień.
-Kocham Cię, bardzo mocno - wyszeptał wtulając się w jego nagą klatkę piersiową.
-Ja Ciebie też, Bummie - cmoknął go w czubek głowy, głaszcząc po jego odkrytym ramieniu.
Kochał się przy nim budzić, patrzeć jak śpi. Czuć to bezpieczeństwo, którego wcześniej nie mógł poczuć. Jest dla niego wszystkim. Bez niego nie dałby rady, zapadłby w dołek z którego nie zdołałby się pozbierać. Codziennie dziękował za to, że ktoś zesłał mu pięknego, idealnego anioła, który strzeże go od wszystkiego złego. Tak, Jonghyun z pewnością nim był jedynie brakowało mu białych skrzydeł. Uśmiechnął się promiennie patrząc w jego oczy. Pocałował go delikatnie w usta, po czym podparł się na łokciu.
-Dziękuję Ci - szepnął zagryzając dolną wargę.
-Za co? - spytał zdziwiony brunet, nie bardzo rozumiejąc po co mu to mówi.
-Za to, że jesteś i zawsze mogę na ciebie liczyć. Że mnie kochasz mimo tych wszystkich moich wad. Za to, że mnie jeszcze nie zostawiłeś mimo naszych kłótni, które się między nami odbywały. Za to, że Bóg zesłał na moją drogę anioła broniącego od wszystkich złych rzeczy. Za to, że znów mogłem się zakochać i przekazać tą miłość właśnie tobie. Niczego nigdy nie żałowałem, jedynie tego, że wcześniej cię nie poznałem. Kocham Cię skarbie i zawsze będę mimo naszych wzlotów i upadków, nigdy Cię nie zostawię. Zostanę tak długo do puki sam mnie nie wyrzucisz ze swojego życia - łzy leciały po jego twarzy wymawiając każde kolejne zdanie ponieważ zdawał sobie sprawę, że płyną one prosto z jego serca.
-Kibum, kotku nie płacz - zagarnął go do siebie uspokajająco pocierając ręką po jego plecach - Jak mogłeś pomyśleć, że Cię kiedykolwiek wyrzucę ze swojego serca? Nigdy w życiu nie mógłbym tego zrobić, bo o takiej divie nie da się zapomnieć. Zawróciłeś mi w głowie tak bardzo, że nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia bez ciebie. Jesteś dla mnie najważniejszy na całym świecie, cokolwiek by się nie wydarzyło, to będę przy tobie. Będę Cię wspierał w każdej podjętej decyzji. No już Koteczku uśmiechnij się, tak bardzo kocham ten twój uśmiech. Kocham każdy skrawek twojego ciała, a najbardziej kocham serce, które należy tylko do mnie. Którego nigdy nie pozwolę sobie odebrać, bo zbyt wiele dla mnie znaczy. Także Ci dziękuję, że jesteś ze mną, że wytrzymujesz mój wybuchowy charakter. Umiesz zaakceptować moje wady oraz to, że mimo wszystko nadal jesteś przy mnie. Kocham Cię Kibum - pocałował go w policzek, tuląc do swojej klatki piersiowej.
-Ja Ciebie też Jonghyun i zawsze będę - wychlipał chowając twarz w zgięciu jego szyi.
***
Ile by dał aby to co jest dobre zatrzymać na zawsze, lecz niestety tak się nie da. Prędzej czy później nastąpi ten gorszy czas, którego każdy obawia się najbardziej. Lecz silni ludzie go przetrwają, a słabsi najzwyczajniej w świecie się poddają. A on do których się zalicza? Z pewnością nie do tych drugich. Stara się, radzi sobie. Jak długo to potrwa? Ile minie czasu zanim całkiem się załamie? Kiedy po raz pierwszy podniósł na niego rękę, był w szoku. Nie spodziewał się takiego zachowania po swoim chłopaku, tym bardziej jak wyczuł od niego zapach alkoholu. Przepraszał, obiecywał, że to więcej się nie powtórzy. Ileż można wpajać komuś te wszystkie kłamstwa, a później nadal robić to samo? To było takie męczące. Krzywdził go, nie fizycznie ale psychicznie. Ufał mu, czuł się źle z faktem, że coraz bardziej zaczynał się go bać, kiedy wracał do domu. Że znowu wszystko zacznie się od nowa. Powoli miał tego dosyć.
-Kibum, powiesz mi wreszcie co się z tobą dzieje do cholery?! - syknął wkurzony już Taemin widząc w jakim stanie siedzi jego przyjaciel - Nie piszesz, nie dzwonisz, kiedy już się odezwiesz to mówisz, że nie masz czasu bądź, że jest wszystko w porządku. Jak do ciebie przychodzę zastaję cię w takim stanie. Key, zaczynam się o ciebie martwić - pogłaskał siedzącego obok chłopaka po włosach.
-Nie ma takiej potrzeby, jest dobrze - spojrzał na niego wymuszając uśmiech. Wiedział, że go okłamuje, ale co miał mu powiedzieć? Nie mógł wyznać prawdy.
-Bummie... - zaczął, ale urwał przyglądając się czemuś uważnie - O Boże, czy on cię bije? Kibum błagam, powiedz mi prawdę! On cię bije, tak? Zabiję go! Zamorduję! - wstał kierując się w stronę wyjścia.
-Taemin! - krzyknął przerażony łapiąc chłopaka za nadgarstek - Nikt mnie nie bije, wszystko jest w porządku, a to? - wskazał na śliwę pod okiem, którą za wszelką cenę chciał ukryć pod warstwą makijażu - Uderzyłem się w nocy o szafkę, kiedy spadłem z łóżka, doskonale wiesz ile razy przez nią miałem siniaków - dodał, mając nadzieję, że mu uwierzy.
-No nie wiem, to nie wygląda jak po uderze.. - przerwał mu.
-Ale jest, więc uspokój się, jakby coś się działo niedobrego bym ci powiedział? Prawda? - spytał
-No tak, ale.. - znów nie dał mu dokończyć.
-To skończ się przejmować, bo nie masz czym - uśmiechnął się lekko, klepiąc miejsce obok siebie.
Blondyn nie był przekonany, ale żeby dłużej się nie zagłębiać, bez żadnego kwęknięcia usiadł we wskazanym mu miejscu.
***
-Do zobaczenia Minnie, przychodź częściej - przytulił go na pożegnanie.
-Cześć Kibum, pamiętaj ja tego tak nie zostawię nadal mam wątpliwości - szepnął mu do ucha odsuwając się ponieważ usłyszeli za sobą chrząkanie.
-Cześć skarbie - zagryzł wargę zakłopotany patrząc na Jonghyun'a, który spogląda na Taemin'a morderczym wzrokiem - Taemin już wychodził.
-Tak, jeszcze raz dziękuję za gościnę i do zobaczenia. Miło było cię widzieć Jonghyun - dodał zauważając, że chłopak jeszcze chwilę, a by go zabił.
-Wszystko w porządku? - spytał łapiąc go za ręką od razu tego żałując.
Został brutalnie wepchnięty do domu i pchnięty na ścianę z całej siły. Jęknął patrząc na bruneta z lekkim przerażeniem na twarzy.
-Jak śmiesz obściskiwać się za moimi plecami gdy mnie nie ma w pobliżu?! - krzyknął łapiąc na koszulkę Key stawiając go znów do pionu.
-Przepraszam, ale Taemin to tylko przyjaciel.. jaa - przerwał mu głośny plask, a ból rozszedł się po jego policzku.
-Zamknij się, nie chcę słuchać twoich tłumaczeń. Nie kochasz mnie. Nigdy nie kochałeś - warknął boleśnie ściskając jego ramiona.
-Przestań to boli, Jonghyun... proszę... zostaw mnie - wyjąkał czując jak łzy zbierają się w jego oczach.
-Dlaczego mam to zrobić? Skoro nic dla ciebie nie znaczę, to nikt Cię nie będzie miał. Słyszysz, nikt! - krzyczał obserwując spływające po policzkach łzy Key.
-Zawsze Cię kochałem więc dlaczego mówisz takie rzeczy?! - krzyknął nie wytrzymując już dłużej tego wszystkiego. Co się z nimi stało? Co się z nim stało? Dlaczego się tak zachowuje? Dlaczego go tak traktuje? Przecież go do jasnej cholery kocha!
-Kłamiesz! Po prostu kłamiesz! - brunet robił się coraz bardziej czerwony na twarzy ze złości.
-Jesteś pijany! Nie wiesz co mówisz! Puszczaj mnie! - zaczął się z nim szarpać po czym kopnął go z kolana w krocze. Tak bardzo, bolał go fakt że został zmuszony do takich rzeczy, ale nie może dłużej pozwolić na to aby Jonghyun, jego miłość się nad nim znęcała. Chłopak zaskoczony przez nagły cios skulił się w pół, automatycznie puścił Key. Korzystając z okazji wyswobodził się z jego rąk łapiąc za obolały policzek z którego płynęła krew. Tego już niestety nie zdoła zakryć makijażem. Skrzywił się czując nieprzyjemny ból. Od razu zabrał dłoń. Widząc jak brunet wściekły wstaje z podłogi szybko wybiegł z mieszkania, po drodze biorąc telefon. Biegł przed siebie, tak daleko aby on nie mógł go znaleźć. Ledwo widział przez łzy, które nieustannie ciekły po jego policzkach. Wybrał numer Taemina czekając aż odbierze.
pierwszy sygnał...
drugi...
trzeci...
Poczta głosowa. Zaklął w myślach nagrywając się na sekretarkę.
-Taeminnie?! Tak bardzo Cię przepraszam! Od samego początku miałeś racje.. On... on mnie bije, znęca się. Nie chciałem Ci powiedzieć, bo go kocham. Jestem największym kretynem jakiego ten świat stworzył, ale nic nie mogę na to poradzić. Mogę u was przenocować? Bo chwilowo nie mam gdzie się podziać.. Taemin ja... - urwał widząc przed sobą nadjeżdżający samochód. Poczuł, że całe życie przelatuje mu przed oczami. Zdawał sobie sprawę, że to już koniec i nic nie zdoła zrobić. Usłyszał jedynie pisk samochodu i ostry ból. Ciemność zalała jego pole widzenia.
***
Tyle co szatyn wybiegł Jonghyun udał się w pogoń za nim. Kiedy zauważył, że nigdzie go nie widzi. Warknął niezadowolony. Chciał go przeprosić za swoje zachowanie. Nie wie co w niego wstąpiło, gdy jest po alkoholu wstępuje w niego niszczycielska, agresywna bestia. Nie może dopuścić, aby to wszystko przez co przeszli dotychczas się skończyło. Nie teraz i nie przez niego. Wsiadł do samochodu, nie zwracając uwagi na fakt, że jest po kilku piwach. Teraz liczyło się dla niego tylko to, aby znaleźć swojego Kotka. Zapiąwszy pasy ruszył z piskiem opon w jego poszukiwanie. Po drodze kilkakrotnie przekroczył prędkość, przejechał na czerwonym świetle, ale czego się nie robi dla swojej miłości? Było ciemno, praktycznie nic nie było widać. Deszcz, który padał wcale nie ułatwiał zadania. Po pewnym czasie, zaczynał wątpić w jego odnalezienie. Miał wrażenie, że krąży w kółko. Nagle dostrzegł osobę, która nie wiadomo skąd wyskoczyła na jezdnię. Nie miał szans, aby wyhamować, ponieważ jechał za szybko, a człowiek znajdował się zbyt blisko. Huk, pisk. W szybkim tempie zatrzymał pojazd, a osoba na masce jego samochodu ześlizgnęła się wprost na mokry asfalt. Niewiele myśląc. Wyszedł z samochodu nagle trzeźwiejąc. Cały alkohol, który krążył w jego organizmie jakby w jednej chwili z niego wyparował. Klęknął obok potrąconej osoby, lekko ją szturchając. Odgarnął jej włosy z twarzy czując jak całe jego powietrze ulatuje z płuc. W jednej chwili cały pobladł nie mogąc uwierzyć w co tak naprawdę widzi. Zadzwonił na pogotowie wyjaśniając co się stało. Ukląkł znów koło poszkodowanego łapiąc za jego kruchą, bladą dłoń.
-Kibummie błagam Cię, nie umieraj! Nie zostawiaj mnie! Tak strasznie Cię Kocham! Wybacz mi! Przepraszam! Tak strasznie Cię przepraszam! - popadł w histerię, szlochając tuż nad ciałem szatyna. Nie mógł uwierzyć, w co się stało. Jego chłopak najprawdopodobniej umiera, nie mógł dopuścić do siebie tej myśli.
***
Od wypadku Kibum'a minęły dwa lata. Najcięższe w całym jego życiu. Poszedł do więzienia, odsiedział swoje, aby móc stać się lepszym człowiekiem. Nie wyobrażał sobie faktu, że mógłby za to wszystko obejść się bez kary. Przecież to co on zrobił jest niewybaczalne. Tak strasznie tego wszystkiego żałował. Przez ten czas zrozumiał wszystkie swoje popełnione błędy, za które płaci srogą cenę. Czy to mu kiedyś zostanie wybaczone? Siedzi w dobrze znanym mu miejscu. Odkąd opuścił celę przebywał tutaj niemalże całe dnie. Bez względu na to jaka była pogoda. Nadal chodziły mu po głowie słowa lekarza. "Przykro mi, ale pacjent doznał zbyt dużych obrażeń, nie zdołaliśmy go uratować", "Pański chłopak nie żyje" Jak okropnym człowiekiem musi być, że nadal pozwalają chodzić mu po tym świecie? To wszystko jego wina. Nigdy nie doceniał tego co miał, kiedy to stracił zrozumiał, jak ta osoba była dla niego ważna. Zrobiłby dosłownie wszystko, aby role się odwróciły. Kibum nie zasłużył na to, przecież nic złego nie zrobił. To on powinien zginąć, ale nie jego Kotek. Nigdy sobie tego nie wybaczy, że mógł być aż tak bezmyślny oraz nierozważny. Dlaczego to akurat on musiał prowadzić ten cholerny samochód? Jak czasem go nie denerwował, ile się nie kłócili to bardzo go kochał. Jakim cudem zrozumiał to dopiero teraz? Kiedy już nic nie może z tym zrobić, bo jest za późno. Bo to co było już nigdy nie wróci. Przejechał dłonią, bo szarym, zimnym marmurze. Przyglądał się wygrawerowanemu imieniu i nazwisku. Nadal ma wrażenie, że to wszystko to jedne wielkie kłamstwo, ale kiedy szczypie się w rękę nic się niestety nie zmieniło.
-Kibum, tak strasznie Cię przepraszam, Przepraszam za swoją głupotę, za to że nigdy nie myślę nad tym co robię. Za to, że poznałeś takiego kretyna jakim ja jestem, że przeze mnie cierpiałeś i przechodziłeś przez całe to piekło. Za to, że Cię skrzywdziłem. Tak naprawdę nigdy nie zamierzałem tego zrobić, nie rozumiałem swojego zachowania. To wszystko przez alkohol od którego się wtedy uzależniłem. Wtedy wychodziły wszystkie moje wady, które za wszelką cenę starałem się ukryć. Ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. Kocham Cię, tak strasznie, mocno Kocham. Nie mogę się pogodzić z myślą, że pozwoliłem ci odejść, a najbardziej z tym że już nie mogę tego naprawić. Straciłem Cię już na zawsze. Przepraszam Cię, zrozumiałem, że popełniłem błąd za który płacę wysoką cenę. Przepraszam, i będę to robił do końca swojego życia, tak długo aż pewnego dnia mi nie wybaczysz - przymknął powieki spod których wydostało się kilka słonych łez. Mógł być z nim szczęśliwy, a zmarnował taką szansę. Teraz pozostał sam z całym natłokiem myśli, oraz złamanym sercem, którego już nikt nigdy nie wyleczy. Wiedział jedno. Już nigdy nie sięgnie po alkohol, bo on nie przynosi szczęścia a jedynie same problemy.
~ Bummie

