środa, 26 listopada 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 1.


 

Ten one shot miał wyjść krótszy, ale wyszedł jaki wyszedł więc postanowiłam, że podzielę go na dwie (?) części :) miłego czytania, za wszelkiego rodzaju błędy przepraszam.

~*~

Miłość, a co to właściwie jest? Jakieś dziwne uczucie, którzy inni sobie ubzdurali, bo jak to inaczej miał sobie tłumaczyć? Nigdy nie rozumiał tych wszystkich ludzi skamlących do siebie, starających się zwrócić uwagę osoby na której im zależy. Przecież to głupie, ubieganie się o coś nie wartego zachodu. Skąd pewność, że akurat ta osoba odwzajemnia ich marne uczucia? Ludzie potrafią być tacy naiwni wierząc w te wszystkie bzdury wyssane z palca. Miłości nie ma, te wszystkie motyle w brzuchu, przyspieszone bicie serca, zwykłe urojenia. Ludziom zależy tylko na jednym, aby się ustatkować, żeby żyło im się dobrze u boku tej drugiej osoby, głównie dzięki pieniędzy. To właśnie po to zabiegają, a nie że kogoś kochają. To by było niemoralne, przecież zawsze musi być powód dlaczego ten "związek" jak to inni nazywają jest taki udany. Wszystkie przysłowia "Miłość aż do śmierci", "Miłość od pierwszego wejrzenia". To takie nierealne, zawierające mnóstwo obłudy i kłamstwa. Ponieważ jak mają to zrobić skoro takie coś nie istnieje?
-Nie rozumiem co ty w tym wszystkim widzisz, to nienormalne - wywrócił oczyma patrząc, ciekawym lecz zmęczonym już wzrokiem na swojego przyjaciela.
-Tak wszystkiemu zaprzeczasz, starasz coś sobie wmówić. Może dlatego, że nigdy nie byłeś zakochany? Nie sądzisz? - uśmiechnął się zadziornie dumnie unosząc głowę. Wiedział, że zagiął szatyna. Ale coś w tym jest. Jak miał wierzyć w coś czego nigdy sam nie doświadczył?
-Jonghyun, naprawdę nie mam na to siły. Męczysz mnie tym niemalże codziennie. Masz chłopaka, to zajmij się nim, a zostaw mnie w spokoju. Nie potrzebuję osoby, która plecie jakieś morały - warknął już zirytowany.
-Kibum ja się tylko o ciebie martwię. Nie miałeś jeszcze nikogo. Nie miałeś jak doświadczyć tego pięknego uczucia jakim jest miłość, więc trzeba będzie to jakoś zmienić - wyszczerzył się, a jego oczy niebezpiecznie zaświeciły. Wyglądał w tym momencie naprawdę jak osoba niezrównoważona psychicznie.
-Zaczynasz mnie przerażać - przyznał zgodnie z prawdą, aż strach się bać kiedy ten chłopak coś wymyśli. Ale wiedział, że nie zamierza być żadnym królikiem doświadczalnym - Co ty kombinujesz? - zmrużył podejrzliwie oczy.
-Przekonasz się - klasnął w dłonie - Będę się zbierał i owszem możesz się bać.
Zmarszczył niezrozumiale brwi. Naprawdę zaczynał się bać i to tak na serio. Westchnął ociężale. Czas pokaże co temu kretynowi wpadło do głowy.

***

-Co ty zrobiłeś?! - wrzasnął niemalże na całą kawiarnię. 
-Cicho, ludzie się patrzą - ofuknął go - Umówiłem cię na randkę, którą masz za godzinę. Coś w tym złego? - zaśmiał się widząc minę Key i cisnące z niego gromy, z oczu. 
-Jaka znowu randka? Nie ma mowy - prychnął niemalże natychmiast wstając z krzesła, na którym jeszcze chwilę temu siedział. 
-No weź - jęknął - Nie byłeś jeszcze na randce, może akurat ci się spodoba, No nie daj się prosić. Już ci wszystko zorganizowałem wystarczy, że przyjdziesz - wydął usta robiąc przy tym błagalną minę. 
-I co myślałeś, że się ucieszę skacząc pod sam sufit? - prychnął niezadowolony. Ten pomysł wcale nie przypadł mu do gustu. Nie znosił takiego typu rzeczy. Kiedy nie mógł się na nie przygotować. 
-Nie, ale sądziłem, że wykażesz chociaż większy entuzjazm. To naprawdę porządny facet - wzruszył ramionami jakby umawianie kogoś na randkę w ciemno było dla niego czymś zupełnie normalnym. Co za debil! 
-Kto to? Gdzie ma się to odbyć? - syknął starając się brzmieć na zadowolonego. A czy był? Też coś! Był wściekły do granic możliwości. Najchętniej wstałby, wrócił do domu ignorując całe starania Jonghyuna. Niestety nie był aż takim dupkiem . A powinien! 
-Sam zobaczysz, nie będę ci niczego zdradzać będziesz jedynie musiał iść do parku - odparł Jonghyun dopijając swoją kawę lekko przy tym siorbiąc.
-Do parku?! O tej godzinie?! A co jak zaciągnie mnie w jakieś krzaki i zgwałci?! Liczyłeś się z takim faktem organizując to bezsensowne spotkanie? - ofuknął go wymachując rękami w dezaprobacie. Też coś żeby zmuszać go do takich rzeczy? Blondyn na zachowanie Key wywrócił oczami wzdychając. 
-Kibum nie rób scen - uśmiechnął się lekko spoglądając na przyjaciela z politowaniem - On taki nie jest, znam go. Po prostu mi zaufaj, jasne? - posłał mu jeden z tych słynnych uśmiechów. Oczywiście, że mu ufał. Jedyne czego nie znosił, kiedy ten wścibski dinozaur zbyt bardzo wtrącał się do jego życia dorzucając swoje trzy grosze.

***

Twierdził, że był wkurzony? To teraz była z niego maszynka do zabijania. Był wkurwiony i wcale tego nie ukrywał. Chodził w tą i z powrotem mrucząc pod nosem wiązankę przekleństw. Jak wróci do domu to zamorduje tą zmutowaną jaszczurkę przy pierwszej lepszej okazji. Minęło 5 minut, 10 a osoby z którą był "umówiony" nadal nie było. To miał być żart ze strony Jonghyuna? Wiedział, że był ostatnio dla niego niezłym skurwielem. Ale to też nie jest przyczyna aby robić niego kretyna. Kolejny powód aby ten mały, przebrzydły dinozaur nie przespał spokojnej nocy. Gdy minęło już 25 minut miał zamiar właśnie iść, kiedy dostrzegł jakąś obcą sylwetkę. Zmrużył oczy spoglądając na zegarek. Był człowiekiem punktualnym, bardzo nie lubił spóźnialskich. 
-Przepraszam, że tyle czekałeś, były straszne korki - rzucił na jednym wdechu - Nigdy się nie spóźniam. Jestem Minho - uśmiechnął się przyjaźnie podając Key rękę. Szatyn zmierzył go podejrzliwym wzrokiem niebyt przekonany. Zdecydowanie nie wyglądał na geja, ale pozory mogą mylić, prawda?
-Kibum - mruknął ściskając lekko dłoń bruneta. Zmierzył go swoim czujnym okiem dostrzegając coś za jego plecami - Po co ci te chwasty? - uniósł jedną brew. 
-Te chwasty jak to określiłeś są dla ciebie - wystawił rękę z bukietem różowych róż - Doszły mnie słuchy, że lubisz te kwiaty. 
Wziął od niego bukiet po czym rzucił nim o ziemie. 
-Daruj sobie te podchody tylko gadaj po co chciałeś się ze mną spotkać. Bo nie wierzę, że z własnej woli - stanął z założonymi rękoma tupiąc nogą. Był święcie przekonany, że to są zwykłe żarty. Minho przygarbił się lekko wypuszczając ze świstem powietrze. 
-Dlaczego od razu zakładasz, że nie chciałem tego spotkania? - spytał przyglądając się uważnie poczynaniom chłopaka. 
-Nie rób ze mnie debila, wiem że Jonghyun maczał w tym palce tylko powiedz mi co ci takiego obiecał, abyś się zgodził? - warknął coraz bardziej wkurwiony zauważając, że brunet z niego kpi. 
-100 dolców, ale - natychmiast mu przerwał szukając w portfelu wyznaczonej sumy. Wziął banknot i rzucił nim w Minho. 
-Masz i spadaj - syknął jadowicie cisnąc w niego piorunami. 
- Mógłbyś chociaż mnie wysłuchać, a nie wyciągać pochopnych wniosków? - westchnął zirytowany - Nie zgodziłem się na taki układ - dodał na koniec oddając Kibumowi jego pieniądze. 
Szatyn patrzył na Minho zbity z tropu. Potrząsnął głową mrużąc oczy.
-To czego ode mnie chcesz? Bo czegoś na pewno - spojrzał na pieniądze miętosząc je lekko w dłoni, ani trochę ta sytuacja go nie bawiła
-Oh Kibum. Czemu ty ciągle jesteś taki podejrzliwy? - pokręcił głową rozbawiony Minho. I co w tym takiego śmiesznego? - Zaciekawiłeś mnie. Z tego co mi Jjong o tobie opowiadał. Wydawałeś mi się i nadal wydajesz, że jesteś osobą godną poznania - uśmiechnął się szelmowsko puszczając oczko zakłopotanemu Key.
Czuł się niezwykle dziwnie w tej sytuacji ponieważ wszystkie przypuszczenia, które posiadał okazały się jego chorym wymysłem. Tylko nadal nie rozumie po co tak zabiega, stara się jakby mu zależało. Stop. Nie, gdzie tam to takie głupie i bez najmniejszego sensu. Chociaż, to że on miał negatywne zdanie na temat tego śmiesznego uczucia jakim jest miłość, nie oznacza że chłopak będzie uważać właśnie tak samo.
-Nie wierzę w miłość więc nie musisz udawać jak bardzo ci zależy, bo i tak mnie nie przekonasz - odparł poważnie Kibum spoglądając na leżący na ziemi bukiet kwiatów. Nie wiedział co nim kierowało ale miał nieodpartą ochotę podnieść go. Tak też uczynił. Podsunął róże pod swój nos zaciągając się ich słodkim zapachem. Coś na kształt uśmiechu zagościło na jego twarzy. Stwierdził, że to było całkiem miłe ze strony Minho.
-Dzięki za chwasty, przyznaję ładnie pachną - dodał.
-Czyżby Ci się podobają? Kim mówił, że rękami i nogami trzymasz się swojego, ale przy mnie jeszcze zmienisz zdanie - stwierdził pewny swoich słów oblizując zmysłowo swoje usta. Kibum powędrował na nie swoim kocim wzrokiem. Zrobił się lekko czerwony, kiedy zdał sobie sprawę o czym pomyślał. Podniósł spojrzenie na wielkie oczy Minho.
-Może - lekki, niewinny uśmieszek wkradł się na jego twarz - Nie mam pojęcia skąd masz tyle pewności siebie, ale jeśli myślisz, że należę do tych osób, które łatwo zmanipulować, to się mylisz - uśmiechnął się zadziornie puszczając mu oczko. Spowodował, że Minho się lekko zaśmiał.
-Wiesz, że właśnie ze mną flirtujesz? - uniósł jedną brew ukazując swoje białe, proste zęby.
-Wydaje ci się. Lepiej powiedz gdzie zamierzasz mnie zabrać panie pozjadałem wszystkie rozumy  - spojrzał ciekawy co ten wielkolud wykombinował.
-Dowiesz się na miejscu. Na razie niech to będzie niespodzianka - rzucił, a jego duża dłoń powędrowała na plecy Kibuma. Zaczął prowadzić go do samochodu.
-O nie, nie ma mowy! Chcę wiedzieć i to już! Jaką mam pewność, że być może nie jesteś jakimś zboczonym pedofilem? - zatrzymał się w półkroku poważnie patrząc na Minho.
-Oczywiście, że czekam aby dobrać ci się do tyłka. Przecież od samego początku tylko mi na tym zależało odkąd się tutaj zjawiłem - ironizował.
-Nie wiem, nie znam cię - wzruszył ramionami Key po czym za namowami Minho wsiadł do środka pojazdu. Dlaczego miał dziwne wrażenie, że będzie żałować swojej decyzji?

~ Bummie

niedziela, 9 listopada 2014

Nasza wspólna melodia.




~*~

Patrzysz na mnie, a ja na ciebie. Twój wzrok przenika do mojego wnętrza szukając tego jednego miejsca. Każdy twój najmniejszy ruch, dotyk doprowadza mnie do szaleństwa. Co ty masz takiego w sobie, że tak łatwo mną manipulujesz? Pragnę zapomnieć. Oderwać się od tego, lecz to niemożliwe, kiedy jesteś przy mnie. Uśmiechasz się, ja także to robię, to silniejsze ode mnie. Ty tak na mnie działasz. Łapię cię za twoją ciepłą, delikatną dłoń. Nie mogę się powstrzymać, tak bardzo chcę cię mieć.

 Zakochałem się w tobie, wiesz?

Odwracasz wzrok, a chłód owija moją rękę.

Dlaczego tak mnie traktujesz? 
Nie uciekaj tylko dlatego, że się boisz.
Uwierz, możesz mi zaufać.

Moja miłość ci pomoże. Oboje wzniesiemy  się w górę, tylko wpuść mnie do swojego serca. Widzę to w twoich oczach. Kryje się w nich strach, choć tak bardzo starasz cię go ukryć. Nie jestem ślepy, nadal go widzę. Łapię twój podbródek patrząc w te magnetyczne tęczówki. Ah..te nasze złączone ciała. Teraz jesteśmy jednością, wiesz o tym?

Wyglądasz jak motyl, kiedy pierwszy raz cię ujrzałem.
Mignąłeś mi przed oczami.

Myśli zatrzymały się, a w głowie mi zahuczało.

Patrzysz na mnie niepewnie, mam wrażenie, że zaraz się spłoszysz i uciekniesz. Gładzę lekko twój policzek pod opuszkiem palca czując twoją gładką skórę. Masz twarz jak porcelana. Krucha, ale z pozoru mocna. Nigdy nie wiesz kiedy się potrzaskasz. Może czas wreszcie się otworzyć? Pokazać drogę do swojej duszy.

Przypominasz mi motyla.
Zbyt słaby by przetrwać.
Zbyt delikatny by przetrwać.
Dlatego muszę się tobą zaopiekować.


Pozwól mi się sobą zająć, widzę, że tego potrzebujesz. Przymykasz lekko powieki pod wpływem mojego dotyku, a lekki dreszcz przechodzi po twoim ciele. Czuję go. Zrób to. Obiecuję, że tego nie pożałujesz. Chcę twoje serce, bo ciało już mi nie wystarcza. Chcę poczuć się kochany. Pozwolisz mi na to?

Zaufaj mi, a już nigdy nie będziesz musiał się o nic martwić.

Kiedy będę przy tobie, wszelkie twoje smutki znikną w niepamięć. Będę twoim rycerzem na białym koniu broniącym od złego. Tylko otwórz się na mnie, na moją miłość. Składam lekki pocałunek w kąciku twoich ust.

Zawładnąłeś moim sercem.

Masz moje serce na wyciągnięcie ręki, masz prawo zrobić z nim cokolwiek zechcesz. Pozwalam ci na to. Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz o tym. Rozpływam się pod twoim urokiem, już tak długo się znamy, a ty nadal tak na mnie działasz.

Nie pozwolę ci odejść.

Do puki jesteś blisko mnie. Nie puszczę cię tak łatwo. Zbyt wiele dla mnie znaczysz, ale ty o tym wiesz. Twój uśmiech, jest tak bardzo zaraźliwy. Sam również to robię. Jesteś moim narkotykiem, którego potrzebuję. Biorę, nie znając umiaru. Wyniszczasz mnie od środka, prowadzisz do mojego końca, ale ja nie potrafię z ciebie zrezygnować.

Nie mogę zapanować nad swoim sercem, to obłęd. 

Kiedy czuję, że stoisz blisko, nie mogę się powstrzymać. Napawam się, oddychając tym samym powietrzem co ty. Moje serce zaraz oszaleje, jak nie dasz mu jasnej wiadomości.

Twoja uroda mnie zniewala, to obłęd.


Twoje oczy, różowe usta, nos, wszystko. Jesteś piękny, wiesz o tym? Codziennie dziękuję za to, że cię poznałem. Jesteś moim aniołem zesłanym z nieba. Idealny w każdym calu, a ponoć ideały nie istnieją. Chociaż, ty nim jesteś. Ohh.. kolejne pchnięcie. Przepraszam jeśli sprawiam ci ból. Uspokajam się widząc w twoich tęczówkach te tańczące iskierki cieszące się z naszej bliskości.

Nie chcę nikogo, poza tobą, oszalałem.
Jak to możliwe?


Nie obawiaj się, jestem cały twój. Nie bój się dla mnie otworzyć. Tak bardzo tego pragnę. Pragnę naszej miłości. Szczególnie twojej miłości. Dasz mi ją? Obiecuję, że zachowam ją w swoim sercu. Gładzę dłonią twój nagi brzuch, czując tą gęsią skórkę. Zimno ci? Przecież to niemożliwe jesteśmy rozpaleni do granic możliwości.

Jesteś moim motylem.
Im więcej czasu mija.
Tym bardziej rozumiem, że nie jestem w stanie z ciebie zrezygnować.


Uzależniam się. Mój narkotyk, który nie zna granic. Mój prywatny narkotyk, jedyny, który zażywam. Jesteś taki delikatny, boję się, że cię skrzywdzę. Widzę twoją twarz pod sobą, te twoje rozchylone usta. Jęk, który się z nich wydobywa. To urocze, wiesz?

Nie odrzucaj mnie, nie bój się. 
Bądź ze mną, nie uciekaj. 


Pozwól mi siebie kochać, chcę dotrzeć do twojego serca, które starasz się przede mną zamknąć. Chcę je tak bardzo, że czasami się już gubię bezsilny. Nadal walczę, nie poddam się do puki cię nie zdobędę. Chcę abyś był cały mój, bez wyjątku.

Tak, jestem zakochanym głupcem.
I potrzebuję cię.


Co chcesz z tym zrobić? Wiesz, że mi nie uciekniesz, nie schowasz się i tak cię znajdę. To bez sensu, ta cała gonitwa. Proszę, nie mam już na to siły. Nie dawaj mi nadziei, to mnie zabija. Z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej. Oh.. chłopaku czy ty na prawdę nie widzisz co ze mną robisz? Szaleję przy tobie. Nie patrz na mnie tym wzrokiem, nie zniosę tego.

Wciąż nie potrafię zrozumieć dlaczego jesteś tak chorobliwie uprzejmy. 

Nie wiem, dlaczego to dla mnie robisz. Nie chcę abyś kochał moje ciało, tylko moje serce. Zrozumiałem to od chwili, kiedy stałeś się dla mnie najważniejszy. Nie przekreślaj tego tylko dlatego, że się boisz. Poruszam się w tobie, czuję że jestem w tobie. Tak bardzo pragnę cię kochać. Tylko czekam na twoje pozwolenie. Całuję twoje spierzchnięte wargi, które tylko czekały na pieszczotę. Nie chcę, żeby był to tylko stosunek, chcę aby to coś dla ciebie znaczyło. Chcę poczuć, że jestem dla ciebie kimś ważnym, a nie zwykłym kochankiem. Proszę, nie trzymaj mnie w tej
niepewności. Nie każ mi dłużej czekać.

Nie rozumiem cię.
Tak po prostu mówisz "Nie".
Jestem naprawdę porządnym facetem.


Nadal to robisz. Próbujesz od tego uciec. Ile czasu musi minąć żebyś wreszcie zrozumiał? Nie traktuj mnie jak zabawkę, to boli. Jestem zakochanym głupcem, że ci na to pozwalam. Ale nie potrafię z ciebie zrezygnować.

Chociaż przez ciebie oszalałem.
Nie bądź niepoważny.
Jesteś moim skarbem.

Nie potrzebuję niczego więcej oprócz ciebie.

Chcę cię mieć już na zawsze, nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. Tylko ty. Czyżbyś wreszcie przejrzał na oczy? Czy nadal jesteś tak zaślepiony, że tego nie dostrzegasz? Wijesz się pode mną. Uśmiechasz spełniony. Czy tylko do tego jestem ci potrzebny? Proszę rozwiej moje wątpliwości o wiele cię nie proszę.
-Jonghyun? - słyszę twój ściszony zachrypnięty głos.
-Tak? - patrzę w twoje kocie oczy zastanawiając się co jest takiego ważnego,  co masz zamiar mi powiedzieć.
-Kocham Cię, wiesz? - uśmiechasz się niewinnie, tak bardzo uroczo. Czuję jak moje serce szaleje z radości, wreszcie czuje się tak bardzo docenione. Ma tą cholerną satysfakcję, że dążyło, starało się i zgarnęło to na czym tak strasznie mu zależało.
-Wiem, teraz już wiem Bummie. Ja Ciebie też.

W końcu jesteśmy jednością, wznosimy się razem w górę, coraz wyżej dzięki naszej miłości. Nie musimy już więcej udawać, bo doskonale znamy prawdę. Nie musimy się okłamywać. Nie musimy się porozumiewać. Poruszamy się w tym samym rytmie grając tą samą melodię.

Ring Ding Dong Ring Ding Dong Ring Diggi Ding Diggi Ding Ding Dong. 

Która połączyła nas już na zawsze.


~ Bummie