~*~
Em.. em.. em... nie wiem kompletnie co napisać ^^ Moje chore, poplątane pomysły ewidentnie dają o sobie znać. Miłego czytania :)
~*~
-Powiem mu – zaczął nastolatek o jasno złotych włosach, o
urodzie, której nie jedna kobieta mogłaby mu jej zazdrościć.
-Nie, on nie może się o tym dowiedzieć – sprzeciwił się starszy
zagryzając wargę ze zdenerwowania niemalże do samej krwi.
-Kibum, jak nie ty to ja to zrobię – westchnął młodszy wywracając
oczami na zachowanie szatyna.
-Rozumiesz, że jak on się o tym dowie, to się załamie? – Key
pokręcił głową po czym poderwał się do góry – A po za tym, jak miałbym mu to
powiedzieć? „Słuchaj Jonghyun fajnie nam razem było, ale po pijaku raz
przespałem się z Taeminem, później zdarzyło nam się to więcej razy i jakimś
cudem teraz jesteśmy razem, przykro mi ?” – puknął się w głowę – Pomyśl tylko
jak to brzmi.
-Jak prawda. Przecież tak było, nie możesz teraz zaprzeczyć –
odparł Taemin i stanął naprzeciw kociokiego – Powiedziałeś, że mnie kochasz i
będziesz ze mną bez względu na wszystko, to w takim razie musisz mu powiedzieć –
zażądał poważnie wpatrując się w jego oczy.
Key westchnął tylko, pewnie przyciągając kruche, delikatne
ciało Taemina i zamknął w ciasnym uścisku. Przymknął jedynie powieki, bo
wspomnienia, które zaczęły nim targać stanęły
mu przed oczami.
Szatyn siedział na skraju
łóżka, wkładał ostatnie rzeczy, które miał z sobą zabrać.
-Kibum masz już wszystko?
– usłyszał z dołu krzyk tego zminimalizowanego dinozaura.
On i czegoś nie wziąć?
Oczywiście, że ma dopięte wszystko na ostatni guzik. Więc po co się głupio pyta?
Wywrócił oczami biorąc torbę po czym zszedł
na dół.
-Nie drzyj się tak.
Przecież doskonale wiesz, że mam wszystko, więc nie widzę sensu dlaczego się o
to pytasz – wziął jeszcze telefon, który leżał na stoliku w salonie i schował do
kieszeni swoich obcisłych, różowych rurek.
-Upewniam się tylko
kotku – pocałował go w policzek uśmiechając się delikatnie – seksownie wyglądasz
w tych spodniach – uśmiechnął się brunet i zjechał młodszego wzrokiem – uważaj żebym
się tam na ciebie nie rzucił – dodał puszczając mu oczko.
-Przestań – warknął rumieniąc
się, wziął kluczyki leżące na szafce przy drzwiach – Prowadzisz czy…
-Oczywiście, że prowadzę - przerwał młodszemu Kimowi i wyrwał mu
klucze z ręki.
Skąd mógł się tego
spodziewać?
-Rozumiem, że całą
imprezę nie pijesz? – uśmiechnął się przebiegle zapinając pasy w samochodzie
zerkając na swojego chłopaka kątem oka.
-Skąd w ogóle ten pomysł? Oczywiście, że nie zleję
się w trupa, ale jednego piwa sobie nie odpuszczę – odparł pewnie wyjeżdżając z
podjazdu.
-Jonghyun…
-Spokojnie kochanie
nic mi nie będzie – przejechał dłonią po jego bladym policzku skupiając się na
jeździe.
-Wcale mnie tym nie pocieszyłeś – fuknął robiąc
niezadowoloną minę – Martwię się o ciebie, ostatnio prawie wjechałeś pod tira, a
to ponoć było jedno piwo.
-Przecież mówiłem ci,
że to się więcej nie powtórzy, a po za tym to nie była moja wina, sam jechał jak popaprany nie trzymając się przepisów – zaczął.
-Nie powtórzy… -
prychnął – Ty nawet nie zdawałeś sobie sprawy jaki ja byłem przerażony!
Rozumiesz? Ty dzisiaj nic nie pijesz, a tylko spróbuj coś tknąć, to obiecuję że
pozbędziesz się czegoś w bardzo szybkim czasie ! – pogroził mu palcem poważnie
wpatrując się w jego roześmianą twarz – Ja nie żartuję , Kim Jonghyun staniesz
się bezpłodny jeśli spojrzysz choćby nawet na jedno piwo – dodał.
-Kotku… - zaskamlał.
-Albo się zamkniesz,
albo ja prowadzę, ale wtedy będziesz miał celibat przez miesiąc – zażądał co
skończyło się ciszą pomiędzy nimi aż nie zajechali na miejsce. Starszy Kim
zaparkował, a młodszy wyszedł po drodze wyciągając z bagażnika prezenty.
Uśmiechnął się od ucha
do ucha słysząc głośną dudniącą muzykę, pociągnął za klamkę bo obawiał się, że
nikt nie usłyszy dzwonka. Wszedł do środka ciągnąć na sobą, ociągającego się
dinozaura od razu zostali zaatakowani przez solenizanta.
-Taeminnie, kochanie ty
moje wszystkiego najlepszego! – pisnął uwieszając się na szyi młodszego mocno
go ściskając.
-K…Kibum… du..dusisz m…mnie
– wykrztusił na co Key spojrzał przepraszająco na Lee wręczając mu swój
pakunek.
-No młody, stówki no i
żebyś w końcu rozdziewiczył tego przerośniętego żaboluda – Jonghyun uśmiechnął
się zadziornie sugestywnie poruszając brwiami, na co oberwał w ramię od Kibuma.
-Ty niewyżyty
dinozaurze jeden, przymknął byś się – ofuknął go – Pamiętaj co ci mówiłem –
ostrzegł go.
-Tak mamusiu pamiętam –
westchnął zrezygnowany lekko unosząc ręce
w górę, w geście poddania.
-Tego się trzymaj –
uśmiechnął się lekko łagodniejąc. Podszedł do niego składając na jego ustach delikatny
pocałunek – Kocham cię ty wredny dinozaurze.
-Ja ciebie też –
zaśmiał się lekko brunet całując go w policzek – Idź do Taemina muszę o czymś
pogadać z Minho, spotkamy się później – nie czekając na jego odpowiedź zniknął
w tłumie ludzi.
Został sam. Rozejrzał się po osobach znajdujących się w pomieszczeniu
odnajdując tą parę tęczówek, których poszukiwał. Tańczył wraz z Jonginem
popijając jakiegoś drinka. Podszedł do dwóch chłopaków podchodząc ich od tyłu.
Przytulił znienacka blondynka uśmiechając się przebiegle. Zaskoczony chłopak
poskoczył w miejscu, a zawartość jego szklanki wylądowała na butach Kai
-Kibum, wystraszyłeś mnie
– warknął w stronę zadowolonego z siebie szatyna – Przepraszam Kai – uśmiechnął
się przepraszająco do swojego towarzysza na co ten jedynie kiwnął głową
odwzajemniając gest.
-No przecież wiesz, że nie
chciałem – zaśmiał się z naburmuszonej miny swojego przyjaciela – No nie
gniewaj się.
-Nie gniewam –
rozchmurzył się lekko kiedy Key poczochrał mu włosy – Czemu ty jeszcze nic nie
piłeś? – spytał zdziwiony widząc, że starszy nadal jest trzeźwy.
-Muszę pilnować
Jonghyuna żeby się nie spił, on prowadził więc musi zachować trzeźwość, a to
będzie trudne skoro będę nawalony w trzy dupy – uśmiechnął się delikatnie.
-Przecież od jednego
drinka nic ci nie będzie, są moje urodziny musisz wznieść toast za solenizanta –
wydął usta układając je w tak zwaną podkówkę. Patrząc na niego, Kibum nie
miał serca mu odmówić.
-Oczywiście –
pocałował go lekko w policzek podchodząc do mini baru, nalał sobie trochę alkoholu
do kieliszka – Dobrze Minnie, to za twoje zdrowie – przechylił naczynie
opróżniając je do dna.
Przyjemna ciecz
rozgrzała jego gardło , oraz cały przełyk. Pociągnął chłopaka za rękę wracając
z nim na parkiet. Poruszali ciałami w rytm muzyki dobrze się przy tym bawiąc.
Miało się skończyć na jednym kieliszku, a po godzinie pił już chyba 11. Miło
kręciło mu się w głowie, już dawno zapomniał z jakiego powodu miał być trzeźwy.
Uśmiechał się widząc jak chłopak przed nim, który również ledwo utrzymywał się
na nogach zaczął pewnie ocierać się tyłkiem o jego krocze. Złapał go za dłoń ciągnąc w stronę schodów, które były dla nich nie małym wyzwaniem. Lecz dali radę,
weszli do pokoju Taemina. Key nieudolnie zamknął za nimi drzwi i został od razu
przyciśnięty do ściany przez napalonego nastolatka, który bez pardonu wpił się
w jego różowe usta. Nieświadomy tego co robi oddał pieszczotę pogłębiając
pocałunek, który z każdą chwilą robił się coraz bardziej namiętny. Nawet nie
wie jak to się stało, że wylądowali razem w łóżku. Obudził się nad ranem ze
strasznym bólem głowy oraz ogromnym kacem. Nic szczególnego nie pamiętał ze
wczoraj, kiedy się upił. Jedynie jakieś niekompletne urywki. Kiedy dostrzegł z
kim leży pod jedną kołdrą i w jakim stanie się znajdują, cały pobladł. Nie mógł w to uwierzyć, że
zdradził Jonghyuna. To do niego jakby jeszcze nie docierało. Spanikowany ubrał
się i w szybkim tempie opuścił pomieszczenie jak gdyby nigdy nic. Modlił się w
duchu aby brunet nie zauważył, że przez całą noc go nie było. Na jego
szczęście, bądź pecha spał na kanapie w salonie. Zagryzł wargę niepewnie
podchodząc do śpiącego jeszcze chłopaka. Potrząsnął nim delikatnie, nie miał
odwagi go inaczej obudzić jak zawsze miał w zwyczaju. Jak w końcu udało mu się
go dobudzić uśmiechnął się łagodnie.
-Cześć, gdzie byłeś
całą noc? Szukałem cię – spytał starszy, kiedy już trochę się rozbudził i
ogarnął co się w ogół niego dzieje.
-Naprawdę?
Przepraszam, źle się czułem i położyłem się w pokoju gościnnym, nawet nie
zauważyłem kiedy zasnąłem – skłamał drapiąc się po głowie. Było mu źle, że nie
mógł mu powiedzieć prawdy, ale to by wszystko między nimi zniszczyło, a nie
wyobrażał sobie że mógłby go stracić przez swoją własną głupotę.
-Nie sprawdzałem tam,
to fakt – zamyślił się na chwilę – Mówiłem ci kiedyś, że masz dużo nie pić, bo
później tak to się kończy – pokręcił głową.
-Oj dobra, ale to były
urodziny Taesia jak mógłbym nie wypić.
-Ja jakoś musiałem
pozostać trzeźwy – prychnął.
-Co i tak ci się nie
udało – stanął z założonymi rękoma uśmiechając się zwycięsko kiedy ujrzał minę
starszego Kima.
-Nie kłócimy się,
proszę. Tęskniłem za tobą – wstał zgarniając lekko zaskoczonego chłopaka w
swoje silne, ciepłe ramiona. Właśnie wtedy obiecał sobie, że prawda nigdy nie
wyjdzie na jaw, a taki wyskok z Taeminem był tylko jednorazową przygodą, której
już nigdy nie zamierza przeżyć.
Minęło kilka dni od
urodzin Lee, oraz od tej nieszczęsnej nocy z której i tak niewiele pamięta.
Postanowił najzwyczajniej w świecie o niej zapomnieć i żyć tak jakby nigdy nic
się nie stało. Wymazać ją ze swojej pamięci. Właśnie dzisiaj po raz pierwszy
miał się zobaczyć z Taeminem. Wcześniej niestety nie miał na to odwagi, ale czy
teraz miał? Westchnął niepewnie naciskając na dzwonek. Otworzył mu nie kto
inny jak blondynek. Uśmiechnął się delikatnie wpuszczając go do środka na co Key
odpowiedział tym samym. Wszedł do pomieszczenia, a chłopak zamknął za nim drzwi.
-Musimy porozmawiać,
jesteś sam? – spytał zagryzając wargę.
-Tak, Minho wyszedł
jakiś czas temu, ale nie powiedział gdzie idzie i kiedy wróci – wzruszył ramionami
jakby to, że jego chłopak sobie poszedł nie wywarła na nim jakiegoś szczególnego
wrażenia. Pociągnął Kibuma w stronę salonu gdzie oboje usiedli na białej
kanapie – Więc co się stało Key?
-Chodzi… o twoją
ostatnią imprezę… pamiętasz coś z niej? – spytał niepewnie patrząc w niemal czarne
oczy swojego przyjaciela.
-Trochę, lecz niewiele
– zmieszał się lekko wiedząc do czego zmierza – Spokojnie Kibum to nic między
nami nie zmienia, nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Żaden z nas nie
wiedział co robi – uśmiechnął się lekko, lecz czy Kibumowi się zdawało, usłyszał
w jego głosie nutkę zawodu?
-Przepraszam – spuścił
wzrok na swoje splecione dłonie.
-Już ci mówiłem, że to
nie tylko twoja wina, nie mam żalu – ułożył swoją ciepłą dłoń na jego.
Szatyn uniósł głowę
spoglądając na jego twarz. W ostateczności jego wzrok zatrzymał się na jego
ustach, które nagle zaczęły wyglądać według niego strasznie kusząco. Oblizał
wargi karcąc się za te niedorzeczne myśli. Blondyn musiał pomyśleć dokładnie o tym
samym, bo nieświadomie pochylił się nad nim, a Key zamarł w bezruchu. Nie był w
stanie się poruszyć, jedynie wpatrywał się na poczynania młodszego, który
znajdywał się niebezpiecznie blisko. Nie wiedział co nim wtedy kierowało chęć
skosztowania po raz kolejny tych miękkich ust, czy być może coś zupełnie
innego? Musnął delikatnie jego usta obawiając się jego reakcji lecz chłopak to
odwzajemnił, a na dodatek pogłębił. Młodszy wepchnął się na jego kolana zarzucając ręce na jego szyi. Działo się źle, bardzo źle, ale nie umiał tego przerwać. To wszystko działo się tak szybko, tak niespodziewanie. Znowu się to wydarzyło lecz tym razem nie mogą zwalić winy na alkohol ponieważ zdawali sobie sprawę ze swoich czynów. Chcieli sprawdzić jak to było, taki sex na pożegnanie jak to określili, który powtarzał się notorycznie przy każdym ich kolejnym spotkaniu. W końcu do tego wszystkiego doszły uczucia, zakochali się w sobie lecz ich związki im to wszystko utrudniały. Żaden z nich nie był w stanie zostawić swojego chłopaka ze względu na jego reakcje. Taemin był bardziej zdecydowany i byłby w stanie to zrobić, jednak Kibum tak nie mógł. Nadal mu zależało na Jonghyunie, w końcu sam nie wiedział czego chce. Miał wrażenie, że oszukuje każdego, a w tym również i samego siebie.
-Kibum - wyrwał go z zamyślenia głos młodszego.
-Przepraszam zamyśliłem się - westchnął odpychając delikatnie zaskoczonego Taemina od siebie - Powiedz mi co z Minho? Tak łatwo będzie ci go zostawić dla mnie?
-Kto powiedział, że będzie mi łatwo. ale ciebie kocham więc jestem gotowy żeby móc z tobą być. Lecz jeśli ty chcesz być ze mną musisz zostawić Jonghyuna - zmarszczył lekko brwi intensywnie nad czymś myśląc - Chyba... że ty go nadal kochasz.
-Taeminnie, to nie tak - zaczął lecz nastolatek gwałtownie od niego odskoczył.
-Mówiłeś, że już nic do niego nie czujesz, okłamałeś mnie - pokręcił głową cofając się kiedy tylko Key chciał go dotknąć.
-Nie wiem, na prawdę nie wiem... przepraszam... - spuścił głowę.
-Czy ty w ogóle mnie kochasz?
-Oczywiście, że tak, dlaczego zadajesz takie idiotyczne pytania? - uniósł ją nagle unosząc brwi w zdziwieniu.
-Jakby tak było, to bylibyśmy razem - pociągnął lekko nosem spoglądając w swoje buty.
-Proszę cię, nie utrudniaj mi tego - podszedł do niego unosząc lekko jego podbródek - Nie płacz.
-Zostaw mnie, do puki się nie zdecydujesz, nie chcę cię widzieć - wyrwał się idąc w stronę swojego domu co później również uczynił Kibum.
~*~
Mokre pocałunki czuł na całej swojej szyi. Instynktownie odchylił ją lekko do tyłu dając chłopakowi większy dostęp. Kiedy poczuł ręce, które ścisnęły jego przyrodzenie gwałtownie się od niego oderwał.
-Przepraszam, nie mogę - usiadł na skraju łóżka nogi spuszczając na ziemię.
-Kotku co się z tobą dzieje? Już od jakiegoś czasu unikasz mojego dotyku, coś się stało? - spytał przytulając go od tyłu, a głowę opierając na jego ramieniu - Mi możesz powiedzieć.
Właśnie, że nie może. Już nie może nic od niego oczekiwać.
-Kibummie - zaczął lecz szybko się zaciął dostrzegając coś co przykuło jego uwagę, coś czego wcześniej nie zauważył - Co to jest? - spytał dotykając lekko czerwonego miejsca na jego szyi.
-Co? - zdziwił się, spoglądając zdezorientowanym wzrokiem na bruneta.
-Masz malinkę i to nie ja ci ją zrobiłem - pokręcił głową marszcząc brwi pomału wszystkiego się domyślając.
-Jonghyun... to nie tak jak myślisz...
-A jak? Błagam cię, skończ ze mnie robić kretyna. Od jak dawna to trwa? - spytał gorzko odsuwając się od niego
-Co trwa? - udawał głupiego chociaż doskonale wiedział do czego zmierza - Pół roku - dodał poddając się w końcu.
-Zamierzałeś mi kiedykolwiek o tym powiedzieć? Czy nadal chciałeś bawić się mną myśląc, że nigdy nie dowiem się prawdy? Dobrze ci było? - pytał, a w jego oczach mimo wszystko zbierały się łzy. Widząc je, Key zdał sobie sprawę, że popełnił największy błąd w całym swoim życiu.
-Żałuję tego. Dopiero teraz to zrozumiałem. Przepraszam - chciał złapać go za rękę, lecz szybko ją wyrwał z jego uścisku.
-Nie dotykaj mnie, nie wiadomo kogo jeszcze nimi obmacywałeś - uśmiechnął się pogardliwie wstając z ich łóżka.
-Gdzie idziesz? Nie zostawiaj mnie.. - jęknął rozpaczliwie idąc za nim.
-Za późno. Zostaw mnie, jesteś zwykłą puszczalską się dziwką - warknął odpychając Key, który przytulił się do jego pleców - Już nigdy w życiu mnie nie dotykaj. Jesteś dla mnie nikim - splunął mu w twarz raniącymi słowami po czym opuścił ich pokój, a później dom trzaskając drzwiami.
Szatyn dopiero teraz zdał sobie sprawę, że wszystko zepsuł i już nigdy nie będzie mógł tego naprawić. Czy Taemin był tego warty? Sam nie wiedział. Chwilowo znajdywał się w pewnej rozterce. Czuł, że musi się przewietrzyć, przemyśleć pewne sprawy. W szybkim tempie opuścił ich dom idąc tam gdzie go nogi poniosą. Szedł zamyślony kompletnie nie zwracając uwagi na idących ludzi lecz pewna para przykuła jego uwagę, że z wrażenia aż musiał przystanąć. Myślał, że być może się tylko przewidział, przetarł jeszcze oczy dla upewnienia, że być może nie ma omamów, ale nic z tych rzeczy. Nadal tam stali. Jego Jonghyun, który całował się, lecz tą osobą nie był on tylko... Minho? Pokręcił głową nie dowierzając w to co widzi, czego jest świadkiem. Wziął kilka wdechów niepewnie wycofując się. Szedł szybkim krokiem, z każdą chwilą coraz bardziej przyspieszając, aż w końcu biegł byle tylko wymazać obraz jaki miał przed oczami. Teraz zaczął powoli rozumieć o czym chciał wtedy rozmawiać z Choi, rozumiał wszystko. Więc nie tylko on zawinił, nie tylko on może się obwiniać. Nie jest aż tak zepsuty, jak sądził od jakiegoś czasu. Zobaczył dom, który od jakiegoś czasu był dla niego schronieniem, miejscem gdzie mógł uciec zostawiając swoje problemy w niepamięć. Dom w którym mógł spotkać osobę przy której mógł zapomnieć o całej ogarniającej go rzeczywistości. Lecz czy teraz chciał tu być? Chociaż co mu pozostało innego? Tylko on mu został, tylko w nim może mieć wsparcie, tylko jemu może zaufać, bo tylko on go nie oszukał. Mimo tego że zdradzał Jonghyuna poczuł się zraniony widząc go w objęciach innego, a co gorsza ich najlepszego przyjaciela. Nigdy by nie podejrzewał ich właśnie o.. to. Pokręcił głową starając się wyrzucić te kumulujące myśli. Otworzył drzwi zapasowymi kluczami, które otrzymał jakiś czas temu od Taemina i wszedł do środka. Zaraz przy drzwiach ujrzał blondynka, który wpatrywał się w niego nadal wkurzony lecz zadowolony z faktu, że go widzi.
-Jonghyun i Minho, oni są razem - rzucił na wstępie uważnie obserwując reakcję młodszego na jego słowa. Lecz nie wydawał się być zdziwiony - Wiedziałeś? - pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Tak, wiedziałem. Kiedyś przyłapałem ich razem w łóżku - zagryzł wargę podenerwowany - Jonghyun błagał bym tobie nic nie mówił, że on to sam kiedyś zrobi.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! - fuknął.
-Nie mogłem, to by cię zraniło, a po za tym myślałem, że skoro jesteś ze mną to nic nie zmieni - mruknął młodszy, a Key cicho westchnął.
-To dlatego tak łatwo byłoby ci zostawić Minho - powiedział to jakby do siebie po czym spojrzał na Lee - Kiedy to było?
-Nie sądzę, że powinieneś to wiedzieć - zaczął.
-Taemin, skoro się już dowiedziałem chciałbym wiedzieć wszystko - warknął wpatrując się w oczy blondyna - Proszę.
-To było kilka dni przed moimi urodzinami - odparł.
Blondyn otworzył drzwi przekraczając próg domu. Sądził, że nikogo nie ma, bo gdy tylko się odezwał nikt mu nie odpowiedział. Wniósł torby z zakupami po czym je wypakował, a jedzenie włożył do lodówki najpierw robiąc odpowiednią ilość miejsca na jego kartoniki z mlekiem bananowym. To przede wszystkim. Uśmiechnął się sam do siebie, dzisiaj był 14 lipiec, za cztery dni są jego urodziny. Miał wielkie plany co do tego dnia. Właśnie wtedy chciał z Minho to zrobić, to byłby taki prezent dla niego. Nigdy nie spieszyli się jeśli chodzi o te sprawy, nie chcieli czegoś żałować. Za co był mu dozgonnie wdzięczny. Wyciągnął z siatki ostatnią rzecz jaka mu w niej pozostała aż sam się lekko zdziwił. Zapomniał, że to zabrał. Przejechał opuszkami palców po opakowaniu lubrykantu o zapachu truskawkowym lekko się przy tym rumieniąc. Zabrał ze sobą przedmiot idąc w stronę łazienki po drodze przechodząc obok ich wspólnego pokoju. Niespodziewanie przystanął słysząc dziwne, dobiegające dźwięki z tamtego pomieszczenia. Zmarszczył brwi przykładając ucho do drzwi uważnie nasłuchując. Przerażony, gwałtownie je otworzył, a butelka w jego ręce z hukiem upadła na podłogę. Widok jaki zobaczył, zwalił go z nóg. Poczuł jakby ktoś z całej siły przywalił mu w głowę, bo zaczęło mu w niej wirować, że aż z wrażenia musiał się oprzeć o ścianę. Wystraszeni chłopacy w szybkim tempie przykryli się kołdrą wpatrując się przerażonym wzrokiem w zdruzgotaną minę blondynka.
-Minnie, to... to nie tak jak myślisz - zająknął się Minho w pośpiechu zakładając bokserki pod kołdrą.
-J...jak mogłeś? - jęknął - Pomyśleć, że chciałem uprawiać z tobą sex - ostatnie zdanie odparł z niesmakiem boleśnie zagryzając, drżącą dolną wargę.
-Ja ci to wytłumaczę - wstał podchodząc do dygającego chłopaka - Przepraszam.
-Nie podchodź do mnie - zacisnął powieki czując jak zbierają się pod nimi łzy - Nienawidzę was - mruknął pod nosem hamując ciecz, która chce znaleźć ujście - Muszę się przewietrzyć.
-Taemin, błagam tylko nie mów nic Kibumowi, on nie może się o tym dowiedzieć. Proszę, nie rób tego dla mnie, zrób to dla niego - Jonghyun spojrzał błagalnie na młodszego.
-On nie zasługuje na to abyś go okłamywał. On cię kocha, zrobiłby dla ciebie wszystko, a ty... - pokręcił zniesmaczony głową - Ja mu nic nie powiem, nie chcę patrzeć na jego zranioną twarz. Ty mu o tym powiesz osobiście.
-Taemin... - zaczął lecz blondyn mu przerwał.
-Albo ty, albo ja mu o tym powiem, a ty... - spojrzał na Minho - Nie chcę cię widzieć na oczy. Jak tu wrócę, ma was tu nie być - rzucił spuszczając głowę, bo łzy zamazywały mu pole widzenia.
-Przecież dobrze wiesz, że nie mam gdzie pójść, a nie pójdę mieszkać do Jonghyuna skoro jest tam Kibum - rzucił to jako argument.
-Dobra.. ale tylko jak coś znajdziesz masz się wynieść - pociągnął nosem opuszczając to pomieszczenie. Nie chciał już więcej tym ludziom patrzeć w oczy. Czuł się zraniony. Kiedy tylko opuścił ich dom wybuchł ogromnym szlochem. Było mu źle, a powrót tutaj w późniejszym czasie to ostatnie na co miał w tej chwili ochotę.
-Taeminnie...
-Przepraszam cię Bummie, że w takich okolicznościach się o tym dowiadujesz.. - spuścił głowę czując narastające poczucie winy.
-Tobie nadal zależy na Minho, prawda? - spytał niepewnie podchodząc do chłopaka i unosząc jego opuszczoną głowę.
-Ale to ciebie kocham, a nie Minho.
-W porządku kochanie, nie musisz się tłumaczyć - uśmiechnął się lekko jeżdżąc opuszkiem palca po jego policzku - Związałeś się ze mną żeby zapomnieć o bólu, który zadał ci Choi - stwierdził.
-Nie chcę żeby to tak brzmiało. Na prawdę mi głupio - westchnął odwracając swój wzrok.
-Mówiłem żebyś się nie tłumaczył. Nie jestem zły - przyciągnął go do siebie, mocno przytulając do swojej piersi - Przecież wiesz, że cię kocham.
-Ale nie tak jakbym chciał - ułożył swoją głowę na jego ramieniu.
-Nie mów tak, zawsze będziesz dla mnie bardzo ważny - szepnął mu do ucha.
-Ale nigdy nie najważniejszy, hyung pogodziłem się z tym. Zrozumiałem, że nie powinienem się wpychać między ciebie a Jonghyuna.
-Kotku, ale ja nie mam żalu do ciebie, niczego nie żałuję. To nie my zawiniliśmy - pogłaskał go po blond czuprynie po czym ją ucałował.
-Co teraz będzie? Nie możemy się oszukiwać, wiem że nadal chcesz być z Jonghyunem, a ja.. - zaciął się by wziąć głęboki wdech - z Minho mimo wszystko, ale boję się. Boję się że znowu zostanę zraniony. Nie mogę być z tobą Key mimo że również bym tego bardzo chciał ale zdaję sobie sprawę że nigdy byś mnie nie pokochał tak jak kochasz Jonghyuna hyunga, a ja tęsknię za Minho - skończył zalewając się łzami.
-Nie płacz, wszystko się ułoży zobaczysz tylko otrzyj te łzy, bo serce mi się kraja widząc cię w takim stanie - odparł po czym starł wierzchem dłoni mokre policzki młodszego.
Łomot zamykanych drzwi sprawił, że w szybkim tempie od siebie odskoczyli wzrok kierując na osoby stojące w małym przedpokoju, gdzie na ich twarzach mogli dostrzec lekkie zdziwienie.
-No popatrz, mówiłem ci o tym - warknął Jonghyun cisnąc gromami z oczu w kierunku stojących Key i Taemina.
-Nie zrobisz ze mnie tego najgorszego - wysyczał idąc w stronę Jonghyuna który przestał być taki pewny siebie jak jeszcze chwilę temu - Wściekłeś się, zwyzywałeś kiedy dowiedziałeś się o Taeminie, a nawet nie pomyślałeś jak ja mógłbym zareagować dowiadując się o tym, że każdej nocy kiedy cię nie było pieprzyłeś się z Minho - prychnął patrząc zbolałym wzrokiem na rozszerzone w coraz większym zdziwieniu źrenice Jonghyuna.
-Skąd ty...
-Wszystko widziałem, a Taemin jedynie mi uświadomił, że niepotrzebnie się przez cały ten czas obwiniałem. Wcale nie byłeś lepszy ode mnie, może nawet gorszy? Ja w porównaniu do ciebie miałem odwagę się do tego przyznać - spuścił wzrok przenosząc go na Minho.
-Nigdy bym cię nie posądził o to, że mógłbyś coś takiego zrobić, lecz pozory mogą zmylić człowieka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy co straciłeś. Taemin to najwspanialsza osoba jaką kiedykolwiek poznałem, która nigdy nie zasłużyła na taki ból - ofuknął go.
-A ty to co? Uważasz się za jakiegoś lepszego? - stanął naprzeciw niego mierząc się z nim wzrokiem.
-Lepszego może i nie, ale ja przynajmniej umiałem docenić to co straciłem oraz to co zyskałem - osunął się robiąc między nimi większy dystans - Pasujecie do siebie nie ma co. Nie mam zamiaru więcej na was patrzeć - wyminął ich po czym opuścił dom od 2min. Lecz tak szybko jak wyszedł został przez kogoś zatrzymany, jak się potem okazało był to starszy Kim.
-Przepraszam - rzucił wpatrując się w jego oczy.
-I co? Myślisz, że to coś zmieni? To w takim razie się mylisz - wysyczał jadowicie.
-Oboje zawiniliśmy, to fakt - przerwał mu
-Mimo wszystko ja już ci nie ufam.
-Key...
-Wracaj do Minho i daj mi święty spokój - wyrwał rękę z jego uścisku. Odszedł nie zwracając najmniejszej uwagi na dalsze słowa bruneta. Nie chciał już więcej mieć z nim do czynienia, a przynajmniej przez najbliższy okres czasu.
Wszystko się jakoś zaczęło układać. Musiało minąć trochę czasu aby każdy mógł na nowo się do siebie przekonać. Znów musieli nauczyć sobie ufać, co z początku nie było wcale takie proste przez narastającą obawę kiedy znikała ta druga osoba. Lecz z czasem było lepiej, nauczyli znowu siebie kochać, bardziej doceniać to co mięli, a przez swoją własną głupotę utracili. Czuli, że pewna zmiana, rozłąka dała im wiele. Relacje między nimi jeszcze nigdy nie były tak zażyłe, lecz to nie tak że stracili kontakt z dawnymi miłościami. Nadal się przyjaźnią, spotykają od czasu do czasu lecz już nigdy nie dojdzie do czegoś więcej, bo zbyt bardzo kochają swoją drugą połówkę. Nie chcą popełniać znowu tych samych błędów. Ponieważ czas pokazał oraz dał im wiele do myślenia. Teraz JongKey i 2min nadal są kochającą parą i wiele im do szczęścia nie brakuje. Wystarczy im obecność tej drugiej osoby, by ich wszelkie smutki oraz problemy znikały w niepamięć.
~Bummie
-Jonghyun i Minho, oni są razem - rzucił na wstępie uważnie obserwując reakcję młodszego na jego słowa. Lecz nie wydawał się być zdziwiony - Wiedziałeś? - pokręcił głową z niedowierzaniem.
-Tak, wiedziałem. Kiedyś przyłapałem ich razem w łóżku - zagryzł wargę podenerwowany - Jonghyun błagał bym tobie nic nie mówił, że on to sam kiedyś zrobi.
-Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! - fuknął.
-Nie mogłem, to by cię zraniło, a po za tym myślałem, że skoro jesteś ze mną to nic nie zmieni - mruknął młodszy, a Key cicho westchnął.
-To dlatego tak łatwo byłoby ci zostawić Minho - powiedział to jakby do siebie po czym spojrzał na Lee - Kiedy to było?
-Nie sądzę, że powinieneś to wiedzieć - zaczął.
-Taemin, skoro się już dowiedziałem chciałbym wiedzieć wszystko - warknął wpatrując się w oczy blondyna - Proszę.
-To było kilka dni przed moimi urodzinami - odparł.
Blondyn otworzył drzwi przekraczając próg domu. Sądził, że nikogo nie ma, bo gdy tylko się odezwał nikt mu nie odpowiedział. Wniósł torby z zakupami po czym je wypakował, a jedzenie włożył do lodówki najpierw robiąc odpowiednią ilość miejsca na jego kartoniki z mlekiem bananowym. To przede wszystkim. Uśmiechnął się sam do siebie, dzisiaj był 14 lipiec, za cztery dni są jego urodziny. Miał wielkie plany co do tego dnia. Właśnie wtedy chciał z Minho to zrobić, to byłby taki prezent dla niego. Nigdy nie spieszyli się jeśli chodzi o te sprawy, nie chcieli czegoś żałować. Za co był mu dozgonnie wdzięczny. Wyciągnął z siatki ostatnią rzecz jaka mu w niej pozostała aż sam się lekko zdziwił. Zapomniał, że to zabrał. Przejechał opuszkami palców po opakowaniu lubrykantu o zapachu truskawkowym lekko się przy tym rumieniąc. Zabrał ze sobą przedmiot idąc w stronę łazienki po drodze przechodząc obok ich wspólnego pokoju. Niespodziewanie przystanął słysząc dziwne, dobiegające dźwięki z tamtego pomieszczenia. Zmarszczył brwi przykładając ucho do drzwi uważnie nasłuchując. Przerażony, gwałtownie je otworzył, a butelka w jego ręce z hukiem upadła na podłogę. Widok jaki zobaczył, zwalił go z nóg. Poczuł jakby ktoś z całej siły przywalił mu w głowę, bo zaczęło mu w niej wirować, że aż z wrażenia musiał się oprzeć o ścianę. Wystraszeni chłopacy w szybkim tempie przykryli się kołdrą wpatrując się przerażonym wzrokiem w zdruzgotaną minę blondynka.
-Minnie, to... to nie tak jak myślisz - zająknął się Minho w pośpiechu zakładając bokserki pod kołdrą.
-J...jak mogłeś? - jęknął - Pomyśleć, że chciałem uprawiać z tobą sex - ostatnie zdanie odparł z niesmakiem boleśnie zagryzając, drżącą dolną wargę.
-Ja ci to wytłumaczę - wstał podchodząc do dygającego chłopaka - Przepraszam.
-Nie podchodź do mnie - zacisnął powieki czując jak zbierają się pod nimi łzy - Nienawidzę was - mruknął pod nosem hamując ciecz, która chce znaleźć ujście - Muszę się przewietrzyć.
-Taemin, błagam tylko nie mów nic Kibumowi, on nie może się o tym dowiedzieć. Proszę, nie rób tego dla mnie, zrób to dla niego - Jonghyun spojrzał błagalnie na młodszego.
-On nie zasługuje na to abyś go okłamywał. On cię kocha, zrobiłby dla ciebie wszystko, a ty... - pokręcił zniesmaczony głową - Ja mu nic nie powiem, nie chcę patrzeć na jego zranioną twarz. Ty mu o tym powiesz osobiście.
-Taemin... - zaczął lecz blondyn mu przerwał.
-Albo ty, albo ja mu o tym powiem, a ty... - spojrzał na Minho - Nie chcę cię widzieć na oczy. Jak tu wrócę, ma was tu nie być - rzucił spuszczając głowę, bo łzy zamazywały mu pole widzenia.
-Przecież dobrze wiesz, że nie mam gdzie pójść, a nie pójdę mieszkać do Jonghyuna skoro jest tam Kibum - rzucił to jako argument.
-Dobra.. ale tylko jak coś znajdziesz masz się wynieść - pociągnął nosem opuszczając to pomieszczenie. Nie chciał już więcej tym ludziom patrzeć w oczy. Czuł się zraniony. Kiedy tylko opuścił ich dom wybuchł ogromnym szlochem. Było mu źle, a powrót tutaj w późniejszym czasie to ostatnie na co miał w tej chwili ochotę.
-Taeminnie...
-Przepraszam cię Bummie, że w takich okolicznościach się o tym dowiadujesz.. - spuścił głowę czując narastające poczucie winy.
-Tobie nadal zależy na Minho, prawda? - spytał niepewnie podchodząc do chłopaka i unosząc jego opuszczoną głowę.
-Ale to ciebie kocham, a nie Minho.
-W porządku kochanie, nie musisz się tłumaczyć - uśmiechnął się lekko jeżdżąc opuszkiem palca po jego policzku - Związałeś się ze mną żeby zapomnieć o bólu, który zadał ci Choi - stwierdził.
-Nie chcę żeby to tak brzmiało. Na prawdę mi głupio - westchnął odwracając swój wzrok.
-Mówiłem żebyś się nie tłumaczył. Nie jestem zły - przyciągnął go do siebie, mocno przytulając do swojej piersi - Przecież wiesz, że cię kocham.
-Ale nie tak jakbym chciał - ułożył swoją głowę na jego ramieniu.
-Nie mów tak, zawsze będziesz dla mnie bardzo ważny - szepnął mu do ucha.
-Ale nigdy nie najważniejszy, hyung pogodziłem się z tym. Zrozumiałem, że nie powinienem się wpychać między ciebie a Jonghyuna.
-Kotku, ale ja nie mam żalu do ciebie, niczego nie żałuję. To nie my zawiniliśmy - pogłaskał go po blond czuprynie po czym ją ucałował.
-Co teraz będzie? Nie możemy się oszukiwać, wiem że nadal chcesz być z Jonghyunem, a ja.. - zaciął się by wziąć głęboki wdech - z Minho mimo wszystko, ale boję się. Boję się że znowu zostanę zraniony. Nie mogę być z tobą Key mimo że również bym tego bardzo chciał ale zdaję sobie sprawę że nigdy byś mnie nie pokochał tak jak kochasz Jonghyuna hyunga, a ja tęsknię za Minho - skończył zalewając się łzami.
-Nie płacz, wszystko się ułoży zobaczysz tylko otrzyj te łzy, bo serce mi się kraja widząc cię w takim stanie - odparł po czym starł wierzchem dłoni mokre policzki młodszego.
Łomot zamykanych drzwi sprawił, że w szybkim tempie od siebie odskoczyli wzrok kierując na osoby stojące w małym przedpokoju, gdzie na ich twarzach mogli dostrzec lekkie zdziwienie.
-No popatrz, mówiłem ci o tym - warknął Jonghyun cisnąc gromami z oczu w kierunku stojących Key i Taemina.
-Nie zrobisz ze mnie tego najgorszego - wysyczał idąc w stronę Jonghyuna który przestał być taki pewny siebie jak jeszcze chwilę temu - Wściekłeś się, zwyzywałeś kiedy dowiedziałeś się o Taeminie, a nawet nie pomyślałeś jak ja mógłbym zareagować dowiadując się o tym, że każdej nocy kiedy cię nie było pieprzyłeś się z Minho - prychnął patrząc zbolałym wzrokiem na rozszerzone w coraz większym zdziwieniu źrenice Jonghyuna.
-Skąd ty...
-Wszystko widziałem, a Taemin jedynie mi uświadomił, że niepotrzebnie się przez cały ten czas obwiniałem. Wcale nie byłeś lepszy ode mnie, może nawet gorszy? Ja w porównaniu do ciebie miałem odwagę się do tego przyznać - spuścił wzrok przenosząc go na Minho.
-Nigdy bym cię nie posądził o to, że mógłbyś coś takiego zrobić, lecz pozory mogą zmylić człowieka. Nawet nie zdajesz sobie sprawy co straciłeś. Taemin to najwspanialsza osoba jaką kiedykolwiek poznałem, która nigdy nie zasłużyła na taki ból - ofuknął go.
-A ty to co? Uważasz się za jakiegoś lepszego? - stanął naprzeciw niego mierząc się z nim wzrokiem.
-Lepszego może i nie, ale ja przynajmniej umiałem docenić to co straciłem oraz to co zyskałem - osunął się robiąc między nimi większy dystans - Pasujecie do siebie nie ma co. Nie mam zamiaru więcej na was patrzeć - wyminął ich po czym opuścił dom od 2min. Lecz tak szybko jak wyszedł został przez kogoś zatrzymany, jak się potem okazało był to starszy Kim.
-Przepraszam - rzucił wpatrując się w jego oczy.
-I co? Myślisz, że to coś zmieni? To w takim razie się mylisz - wysyczał jadowicie.
-Oboje zawiniliśmy, to fakt - przerwał mu
-Mimo wszystko ja już ci nie ufam.
-Key...
-Wracaj do Minho i daj mi święty spokój - wyrwał rękę z jego uścisku. Odszedł nie zwracając najmniejszej uwagi na dalsze słowa bruneta. Nie chciał już więcej mieć z nim do czynienia, a przynajmniej przez najbliższy okres czasu.
~ pół roku później ~
Wszystko się jakoś zaczęło układać. Musiało minąć trochę czasu aby każdy mógł na nowo się do siebie przekonać. Znów musieli nauczyć sobie ufać, co z początku nie było wcale takie proste przez narastającą obawę kiedy znikała ta druga osoba. Lecz z czasem było lepiej, nauczyli znowu siebie kochać, bardziej doceniać to co mięli, a przez swoją własną głupotę utracili. Czuli, że pewna zmiana, rozłąka dała im wiele. Relacje między nimi jeszcze nigdy nie były tak zażyłe, lecz to nie tak że stracili kontakt z dawnymi miłościami. Nadal się przyjaźnią, spotykają od czasu do czasu lecz już nigdy nie dojdzie do czegoś więcej, bo zbyt bardzo kochają swoją drugą połówkę. Nie chcą popełniać znowu tych samych błędów. Ponieważ czas pokazał oraz dał im wiele do myślenia. Teraz JongKey i 2min nadal są kochającą parą i wiele im do szczęścia nie brakuje. Wystarczy im obecność tej drugiej osoby, by ich wszelkie smutki oraz problemy znikały w niepamięć.
~Bummie

