Cześć wam :) Łapcie kolejny rozdział. Dodaję również wcześniej, bo potem nie będę miała jak (nie jestem pewna czy będę mieć dostęp do internetu) aczkolwiek nie jest on sprawdzany, przykro mi, ale dzisiaj jestem strasznie zabiegana. Pakuję się od dwóch dni i nadal mam wrażenie, że czegoś zapomniałam, bądź zapomnę, kładę rzeczy w różne miejsca, a później nie wiem gdzie to jest ^^ (to u mnie normalne) dlatego jeśli zdarzą się jakiekolwiek błędy to wiecie :) Posprawdzam, popoprawiam wszystko jak wrócę (myślę, że w jednym kawałku) Dlatego życzę wam miłego czytania i mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba :) ~ Bummie
~*~
niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie
Punkt 19. Chłopak o ciemnych tęczówkach i pewnym siebie uśmiechu, który Jonghyun mógł podziwiać tego dnia niejednokrotnie tym razem wpatrywał się w niego wyczekująco. Zdawało by się wręcz, że bardzo mu się gdzieś spieszyło, ale pewnie to było jego kolejne złudzenie. Wielki błąd popełnił kiedy myślał, że jak zaśnie późno rano aż tak tego nie odczuje, niestety ale skutki tego są, na dodatek zbyt widoczne czego Jonghyun wcześniej nie przewidział. Jakieś 3 godziny temu o mało co, a naskoczyłby na obcego sobie chłopaka, który złudnie przypominał białowłosego. A powodów do tego miał całkiem sporo, zaczynając od przedstawienia jakie mu urządził kiedy ten łaskawy raczył go podwieźć pod jego skromne progi. Właściwie to sam nie bardzo rozumiał dlaczego miał ochotę mu nawrzucać, bo przecież nic takiego jakoby nie pacząc nie zrobił. Oj Kim ty kładź się wcześniej spać, bo od niedomiaru snu gadasz jakieś głupoty i zaczynasz popadać w jakąś skrajność. Faktycznie, jeśli dalej tak pójdzie pewnego dnia po prostu zwariuje i zamkną go w domu dla obłąkanych. Dlatego by dłużej się nie zagłębiać w jakieś dziwne myśli, które ostatnio coraz częściej nawiedzają jego głowę podniósł się sprzątając po sobie wszystko a mianowicie samego siebie. Jeszcze rozejrzał się na wypadek jakby czegoś zapomniał bądź przez chwilę swojej nieuwagi mógł zostawić, lecz tym razem nie był aż tak bardzo roztargniony. Zerknął kątem oka na stojącego, a zarazem zniecierpliwionego chłopaka, a następnie chwycił dłoń nic nie spodziewającego się szatyna, który najwidoczniej czekał na taki obrót spraw. Zadowolenie to coś, co było doskonale widoczne na jego twarzy, ale u Jonghyuna zresztą też, bo przecież to była idealna okazja na poznanie i to bardzo bliskie kogoś nowego.
-Jeszcze się nie znamy, Jo Youngmin - wystawił swoją dłoń w stronę bruneta, który aktualnie był zajęty zapinaniem pasów kiedy już w końcu znaleźli się w samochodzie. Spojrzał na chłopaka, a lekki zadziorny uśmiech malował się na jego czerwonych ustach.
-Kim Jonghyun, ale zgaduję, że z pewnością to nazwisko nie jest ci obce - zaśmiał się widząc zaskoczoną minę młodszego, który chyba nie wiedział co miał na to odpowiedzieć - Skarbie, tutaj wszyscy mnie znają, a przynajmniej nie trudno pomylić z kimś innym - odparł pewnie swoich słów wzdychając usatysfakcjonowany, że to kolejna osoba, którą udało mu się w jakiś sposób onieśmielić. Mimo że Youngmin od samego początku nie wydawał się być strachliwym chłopcem, teraz siedział cicho prawie przez całą podróż do jego dużej posiadłości. Zaparkował na podjeździe, a potem opuścił samochód ciągnąc szatyna do środka, w którym już na wstępie przycisnął jego drobne ciało do ściany.
-Chyba, że nagle zmieniłeś zdanie? - mruknął mu na ucho, a za odpowiedź otrzymał lekkie muśnięcie jego warg, które po chwili oblizał swoim językiem.
-Pokaż na co cię stać kotku - Jo sapnął mu w usta ostatecznie się w nie wpijając, a Jonghyun nie szczędząc w jakieś czułości od razu przeszedł do rzeczy. W bardzo szybkim tempie wyzbył się jego ubrań lustrując nagie ciało Youngmina, które w tej chwili wyglądało, a przynajmniej według starszego bardzo pociągająco.
-Zerżnął cię ktoś kiedyś tak mocno i porządnie? Jeśli nie, to dzisiaj dopiero się przekonasz co to prawdziwy sex - mówiąc te słowa ścisnął jego pośladek, a z buzi szatyna wydobył się cichy, choć w zasadzie głośny jęk, który tylko podsycił pragnienie bycia w głąb niego. Uwielbiał to uczucie, tą świadomość, że posiada nad kimś pełną kontrolę, było to coś niesamowitego, coś cudownego bez czego w sumie nie wyobrażałby sobie dalszego życia. Uzależnienie? Całkiem możliwe choć nigdy nie uważał tego za nałóg, który powoduje jego rozpad. Gra wstępna? A po co to komu, od razu kiedy tylko pozbył się swoich spodni odwrócił chłopaka tyłem do siebie, bez ostrzeżenia nabijając się w jego pośladki. Przeraźliwy krzyk Youngmina rozszedł się po całym domu aczkolwiek został on lekko zagłuszony przez jedną z dłoni Kima, którą trzymał na jego buzi natomiast drugą stymulował jego pobudzoną już erekcję. Nie bawił się w jakąś delikatność po prostu poruszał się szybko, mocno i pewnie nie pozostawiając na chłopaku suchej nitki. Nieszczególnie obchodził go fakt czy tej drugiej osobie będzie przyjemnie, a skoro sam do niego przyszedł to nie mógł posądzić go o próbę gwałtu, bo do niczego przecież nie zmuszał. Sam się oddał w jego ręce, mogąc jedynie się spodziewać na co tak naprawdę się pisze. Kiedy już w końcu miał szczytować całemu temu zdarzeniu przerwał dźwięk irytującego dzwonka telefonu. No chyba sobie kurwa jaja robicie? Warknął wiązankę przekleństw, kiedy natręt w żaden sposób nie chciał zrezygnować. Wkurwiony do granic możliwości wyszedł z chłopaka, który jęknął niezadowolony z takiego obrotu spraw natomiast Jonghyun chwycił w dłoń grające ustrojstwo i odebrał nawet nie patrząc kto raczył mu przeszkadzać.
-Czego? - syknął, ale złość, która w jednej chwili się w nim wezbrała jakby w jednej sekundzie z niego uleciała słysząc ten głos w słuchawce - T..Taemin? Coś się stało? Gdzie jesteś? Okej, zaraz będę - rozłączył się przybierając kamienny wyraz twarzy nie patrząc nawet na szatyna, który uważnie przypatrywał się jego poczynaniom. Ubrał się, a dopiero gdy zapinał zamek w spodniach zerknął na nagiego w dalszym ciągu Jo.
-Kpisz sobie ze mnie, prawda? - pisnął rozwścieczony stając z nim twarzą w twarz, a w jego oczach można było dostrzec jedynie wściekłość, czym Jonghyun nawet się nie przejął.
-A czy ja wyglądam jakbym żartował? - parsknął wciskając chłopakowi wcześniej leżące na ziemi ciuchy - Ubieraj się.
Youngmin, który wściekle wpatrywał się w jego tęczówki nagle i niespodziewanie wybuchł śmiechem choć był on na tyle podenerwowany i sztuczny, że bruneta to jedynie zirytowało jeszcze bardziej.
-Nie wyraźnie mówię? Zakładaj te szmaty i wypierdalaj - widząc jego ociąganie się i bluzgi, które rzucał pod adresem Kima jedynie pokręcił głową wypychając go za drzwi, a sam zamknął je na klucz. Nie myśląc o tym jak chłopak dotrze do domu i czy w ogóle do niego trafi wsiadł znów w samochód i pojechał w miejsce, w którym miał się zjawić. Miał szczęście, że to było blisko zaledwie pięć minut drogi stąd. Kiedy już zaparkował, opuścił pojazd idąc spokojnym, a w zasadzie podenerwowanym krokiem szukając wzrokiem białej czupryny, która powinna tutaj być. Skręcił w jedną z uliczek napotykając się na kogoś, kogo już na wstępie rozpoznał, a on wpatrywał się przerażony nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Może kretynie zadzwonisz po karetkę? Krzyczały wręcz jego myśli kiedy niepewnie przykucnął obok nieprzytomnego Taemina, a kartka która rzuciła mu się w oczy wkurzyła go chyba najbardziej.
"Masz tydzień na oddanie wszystkiego co do grosza..."
Zgniótł ją znów w swojej dłoni, wyrzucając za siebie. Chciałby, a nawet powinien wezwać jakąkolwiek pomoc, ale mógłby mieć przez to kłopoty na które nie mógł w żaden sposób sobie pozwolić. Złapał najdelikatniej jak tylko potrafi jego ciało, by nie zrobić mu jeszcze więcej krzywdy i zaniósł na tylne siedzenie kładąc go na nim. Sam zaś zasiadł za kierownicą wracając do miejsca w którym odbyli swój pierwszy stosunek. Jak był już na miejscu odetchnął ze szczerą ulgą gdy zauważył, że szatyna już nigdzie nie ma w pobliżu i bez problemu może wnieść Taemina do swojej posiadłości w której swoją drogą ostatnio spędza dość sporo czasu. Położył go wygodnie na rozłożonej kanapie ściągając z niego ubrania, które i tak nie nadawało się do dalszego użytku, a następnie uważnie opatrzył jego rany, których była niezliczona ilość. Czego Jonghyun był pewien to tego, że Lee na sto procent ma połamane żebra, które i tak będzie musiał obejrzeć lekarz, ale skoro na razie nie mają takich możliwości muszą się nacieszyć talentem bruneta, który robił za jego pielęgniarza. Podczas obwiązywania jego klatki piersiowej zwrócił uwagę, że białowłosy właśnie się przebudził bo cichy jęk wydobył się z jego lekko rozchylonych ust.
-Może powinienem zostać twoim bohaterem, co? Już chyba drugi raz ratuję ci dupę gówniarzu - westchnął kręcąc jedynie głową z dezaprobatą.
-Przepraszam hyung.. - wyszeptał cicho - Nie mogłem zadzwonić po karetkę, nie chcę mieć więcej problemów niż mam. Nie musiałeś przyjeżdżać. Może jakbym tam skonał było by lepiej. Zniknęłaby osoba która jest problemem dla wszystkich wokół. Jebany ćpun który wiecznie potrzebuje pomocy. Wiesz, że w sumie jedyną osobą która trzyma mnie przy życiu jest Kai? Właśnie, zaraz zadzwonię do niego, żeby przyjechał i wziął mnie do siebie. Nie chcę być ciężarem dla ciebie. - syknął głośno kiedy starszy przyłożył opatrunek w miejscu żeber.
~Wiesz, że to musi zobaczyć lekarz? Masz połamane żebra.
- No co ty nie powiesz.. Nie wiedziałem. - odparł wrednie jednak zaraz się poprawił. - Przepraszam hyung, czuje się jak rozjechana żaba w tym momencie. Muszę im oddać te pieniądze bo następnym razem mnie po prostu zabiją..
~Ile musisz im oddać?
-50 tysięcy... - szepnął cicho i wzrokiem zaczął szukać telefonu.- możesz mi podać fona?
~Po co ci?
Jonghyun ani na chwilę nie przestał opatrywać jego ran, czuł jak dokładnie i solidnie to robi. Uśmiechnął się lekko i przeczesał jego włosy.
-Słodko wyglądasz, dziękuję ci. Muszę zadzwonić po Kaiego, nie chcę być dla ciebie problemem, on przyjedzie i zabierze mnie do siebie.
~Nigdzie nie jedziesz i koniec tematu.
-Ale..
~Koniec powiedziałem!
Siedział już cicho obserwując poczynania bruneta. Po około 40 minutach Jong skończył.
-Haha wyglądam jak mumiaaaaaa - uśmiechnął się uroczo patrząc na swoje ciało prawie w całości pokryte plastrami bandażami i innymi opatrunkami. Ponieważ starszemu zabrakło zwykłych plastrów przykleił mu na nosek żółty plasterek w myszkę miki
-Iiiijaaaaahhhh!! jaki słodkiiii!!! - zrobił zeza starając się dostrzec plasterek, jednak szło mu to z wielkim trudem, nadymał policzki jednak pożałował tego czując w ustach metaliczny posmak krwi. - Wrrr.. - zsunął nogi na podłogę i już chciał wstać gdyby nie ręce bruneta które go w porę zatrzymały.
~Gdzie leziesz kretynie?
- Muszę się czegoś napić.. - patrzył na niego
~Leż kurwa i mnie nawet nie denerwuj..
Po chwili w jego dłoniach wylądował kubek z wodą, pił sobie powoli patrząc na Jonghyuna który przyglądał mu się cały czas. Odstawił kubek na podłogę, położył się w miarę wygodnie i nawet nie wiedział kiedy zasnął. Obudził go dzwonek do drzwi, jedyne co usłyszał to "Możemy już dokończyć to co zaczęliśmy skarbie?" I więcej chyba nie chciał słyszeć. Nie wiedział dlaczego poczuł gdzieś w środku takie dziwne uczucie, przecież łączył ich tylko sekst tak? "Dragi za seks, nic więcej" tak leciały słowa Jonghyuna. Więc dlaczego starszy tyle dla niego robi? I dlaczego on sam ma poczucie, że nie chce się nim dzielić?
-Ehh.. Taemin idź ty lepiej spać bo już ci się z tego bólu wszystko pierdoli w tym głupim łbie. - na tyle na ile potrafił naciągnął na siebie kawałek koca na którym leżał, i znów zasnął. Sen jest tą rzeczą, która daje największe ukojenie w bólu, mogę się więc już nie obudzić?
Już gdy tylko otworzył oczy z samego rana poczuł jak coś go piecze na plecach. Był wkurzony, że przez taką głupotę nie może się porządnie wyspać dlatego też wstał z łóżka aby rozwiać swoje wątpliwości, lecz tak jak się spodziewał. Gdy tylko spojrzał w lustro ujrzał na nich dość dużą czerwoną szramę, która ciągnęła się przez prawie całą prawą łopatkę. Kiedy się tak sobie przypatrywał coś jeszcze rzuciło mu się w oczy co wcale Jonghyunowi nie przypadło do gustu.
-Co za mały smarkacz - warknął jeżdżąc opuszkiem palca po malince, która teraz zdobiła jego szyję. Tyle razy mu powtarzał, że ma tego nie robić, a Youngmin jak widać i tak postawił na swoim co niezwykle drażniło bruneta. Że chłopak miał strasznie podobny do niego charakter bo kiedy czegoś bardzo pragnie musi to dostać za wszelką cenę. Jakieś to znajome. Pomyślał, a przed oczyma od razu stanął mu obrazek wczorajszej nocy, dość upojnej. Co miał zrobić, skoro wczoraj przyszedł? Przecież nie mógł go wyrzucić, nie miał na to ochoty jak i również nie chciał się go pozbywać. Jego jęki w dalszym ciągu dudniły mu w uszach przyprawiając o ból głowy. Kolejny dzień, a on nadal się nie wyspał przez co również jego humor był pochmurny i stawał się, a raczej był bardzo zrzędliwy jak jakiś staruszek, któremu wszystko na starość przeszkadza. Narzucił na ramiona czarny podkoszulek oraz tego samego koloru bokserki schodząc na dół, a jego oczom rzuciła się biała czupryna. No tak, przez całe to wczorajsze zamieszanie prawie zapomniał o leżącym w jego domu chłopaku. Czyli on to wszystko słyszał? Zagryzł podenerwowany wargę. Dlaczego się tym przejmuje? To jego dom, a Taemin był tylko gościem, a on mógł w nim robić co mu się żywnie podobało.
-No młody jedziemy do szpitala - szturchnął lekko jego ramię, a chłopak nie bardzo jeszcze kontaktując zamachnął się uderzając Jonghyuna ręką w twarz jakby chciał odgonić jakąś muchę, co jedynie go rozdrażniło - Taemin wstawaj, przestań się wygłupiać - potrząsnął jego ciałem nieco bardziej pewnie i zdecydowanie czego od razu nie powinien robić, bo spotkał się z jego głośnym jękiem.
~Daj mi spokój, nigdzie nie jadę.
Spojrzał na niego wręcz zdumiony, bo albo już ma jakieś omamy słuchowe, albo białowłosy właśnie się mu sprzeciwił.
-Oczywiście, że jedziesz. Jeśli się zaraz nie obudzisz nie myśl, że to dostaniesz, a z tego co mi wiadomo to tego bardzo potrzebujesz - mruknął co od razu poskutkowało, bo młodszy rozchylił powieki spoglądając na Jonghyuna zaspanym wzrokiem.
~Dobra, pojadę, ale daj mi to.
-Dostaniesz dopiero jak wrócimy ze szpitala - odparł pewnie mierząc się ze wzrokiem Taemina.
Kiedy Lee się na niego patrzył, czy to możliwe aby zobaczył u niego złość? Gniewał się na niego, naprawdę? O wczorajsze, tylko nie bardzo rozumiał dlaczego. Mimo że go to bardzo ciekawiło nie mógł się o to zapytać. Po prostu wolał to zostawić tak jak jest ignorując całe zachowanie białowłosego. Który gdy tylko z nim rozmawiał odburkiwał jakieś krótkie odpowiedzi bądź dawał jakieś zgryźliwe komentarze zaskakując tym Jonghyuna.
-Może byś tak przestał? - fuknął w końcu nie wytrzymując ciągłego zrzędzenia i marudzenia Lee - Jeśli ci nie pasuje nie muszę ci pomagać. Mogę cię zostawić na środku ulicy, a ty radź sobie sam.
~Nikt cię przecież nie zmusza. Śmiało, wyrzuć mnie, zawsze mogę zadzwonić po Jongina, a on mi bez problemu pomorze.
Przesadził. Po prostu wytrącił bruneta tak bardzo z równowagi, że niespodziewanie zahamował o mało nie robiąc wypadku.
-Słuchaj gówniarzu. Jesteś w MOIM samochodzie, ZE MNĄ. Więc przestań mi tu syczeć jak jakiś stary kocur, gdy jesteś ZE MNĄ lepiej ci radzę trzymać buźkę na kłódkę, jasne? - wpatrywał się w Taemina wręcz z furią w oczach przez co już do końca drogi jechali w ciszy.
Czy był zły? Można tak powiedzieć. To wszystko co wczoraj słyszał... Te jęki, krzyki, piski, błagania o więcej. Na prawdę nie chciał tego słyszeć.. Żałował, że nie zadzwonił po Kaiego, ale on był już u siebie, zdecydowanie za daleko.
Na myśl o tym co wczoraj przed wyjściem powiedział mu starszy uśmiechnął się czule i przejechał opuszkami po tatuażu na swoim nadgarstku. Czuł na sobie co chwilę wzrok Jonghyuna, ale ani razu nie spojrzał w jego stronę, po chwili poczuł wibracje w kieszeni, uśmiechnął się widząc zdjęcie brata na popękanym ekranie.
- Halo? Cześć braciszku, co tam u ciebie kochanie?- zerknął na Jonghyuna, który coraz mocniej zaciskał dłonie na kierownicy. - W miarę. Co? Nie nie, spokojnie skarbie. Nic się nie stało. Nie musisz dzisiaj przyjeżdżać, raczej nie będzie mnie w domu. Haha Jooongiiiiin kotku, przestań proszę. Jong nie zrobi mi krzywdy, jest kochany i troszczy się o mnie mimo, że nie musi. Co jadłem? - na samą myśl o jedzeniu, poczuł jak burczy mu w brzuchu. - Emmm... kiedy? -Zmieszał się trochę. - Czy to ważne co i kiedy jadłem? Spokojnie kotku, póki co jeszcze żyję, a to że za niedługo będziemy mnie ubierać w sklepach dziecięcych to już wiem. - zaśmiał się cicho - zjem coś, nie przejmuj się. - Nagle uśmiech zszedł mu z twarzy, a na jego miejsce wkradł się lekki smutek. - Postaw proszę znicz ode mnie. Ja nie przyjadę, zabiliby mnie chyba. Wątpię by rodzice chcieli, żeby odwiedzał ich syn ćpun. Tak, tak Kai. Wiem. Ale pamiętasz co zawsze powtarzał tata? czekaj, niech no sobie przypomnę.. o mam. -zmodulował trochę głos i poważnym tonem zaczął mówić - Jeśli któryś z was kiedykolwiek sięgnie po narkotyki może już nie wracać do domu. Przecież wiesz, że on tego nienawidził. A mama.. - spuścił lekko głowę. - przyjadę kiedy indziej, wtedy kiedy nie będzie tam całego zlotu rodzinnego. Pytają o mnie? Wierzę, że coś wymyślisz skarbie. - uśmiechnął się delikatnie. - Wiem, ja ciebie też kocham miśku. No oki, ja będę już kończyć. Papa braciszku, trzymaj się i uważaj na siebie.
Zakończył połączenie i schował telefon do kieszeni, oparł się o fotel z cichym jękiem bólu, to czym dostał wczoraj w plecy musiało być bardzo ciężkie. Odwrócił głowę w stronę okna.
Pogoda była brzydka. Było zimno, padał deszcz, ciemne chmury sprawiały, że wszystko było szare, smutne, ponure. Kiedyś lubił taką pogodę, kochał siedzieć wtedy na dworze, jednak teraz miał ochotę uciec. Gdy dojechali na miejsce czuł się dziwnie. Nienawidził szpitali. Wszystko takie sterylne, białe ściany, podłogi, białe fartuchy. Gdzieś za sobą usłyszał "anorektyk" Wyglądał aż tak źle? Westchnął cicho i szedł powoli za brunetem. Bolało go dosłownie wszystko, czuł wszystkie kości jakie miał a żebra w szczególności. Gdy pielęgniarka zdejmowała mu opatrunki, widział w jej oczach przerażenie. Heh... nie nowość.. przeszło mu przez myśl.
-Musimy zrobić pany badania krwi.
W jednej chwili ogarnęło go przerażenie.
Myśl Taemin myśl..
-Co? Ja się nie zgadzam! - warknął widząc jak lekarz idzie w jego kierunku ze strzykawką.
-Spokojnie. To nie boli..
-Spierdalaj mi z tym pieprzony doktorku. Wiem, że to nie boli bo idioto nie boje się igieł. Nie zgadzam się na pobranie ode mnie czegokolwiek jasne?
-Ale..
-Bez żadnego ale!
-Niech pan nie marudzi, chcemy tylko panu pomóc. Niech pan nie będzie dzieckiem.
-Pomóc? Wy mi? haha też coś. - wstał z kozetki i ubrał na siebie koszulę, nie dbając nawet o zapięcie jej przez co wszystkie rany i siniaki były widoczne. - Jong, wychodzimy. - Złapał starszego za dłoń i powoli ciągnął w stronę wyjścia ze szpitala. Miał gdzieś że go wszystko boli, że wszyscy dziwnie na niego patrzą. Szedł przed siebie nie oglądając się nawet. Wiedział jedno. Musi dostać strzykawkę. I to szybko..
Zachowanie młodszego coraz bardziej go zaskakiwało, że aż sam nie wiedział co ma zrobić, a powiedzieć to już tym bardziej. To w jaki sposób rozmawiał z lekarzami, jaki miał do nich stosunek po raz pierwszy się z czymś takim spotyka, ale młody miał racje. Wpakowałby się w niezłe kłopoty gdyby mu pobrali tą krew,w sumie nie tylko on, bo Jonghyun również. Na co nie mógł sobie pozwolić, zbyt długo siedział w tym biznesie by tak łatwo teraz dać się złapać. Dlatego gdy chłopak niespodziewanie zaczął go ciągnąć do wyjścia momentalnie przystanął wyrywając rękę z lekkiego na pozór uścisku.
-Co ty wyprawiasz? - spojrzał na niego jak na szaleńca, który jeszcze chwilę temu przebywał w domu wariatów.
~A wyobrażasz sobie abym mógł tam zostać? A poza tym to już ten czas.
Patrzył jak białowłosy za wszelką cenę próbuje go wyciągnąć ze szpitala aczkolwiek z brunetem nie jest tak łatwo, nawet nie ruszył się z miejsca.
-Co z twoimi żebrami i innymi obrażeniami? - spytał z lekka zirytowany postawą młodszego, który ani myślał dłużej tu przebywać.
~Zrosną się, a rany zagoją. Będzie dobrze, nie dramatyzuj..., a teraz wracajmy proooooszę.
-Przestań zachowywać się jak gówniarz, który myśli tylko o jednym. Zrozum, że dragi życia ci nie uratują! - fuknął już na niego kiedy już tylko znaleźli się na zewnątrz szpitala.
~Kogo to obchodzi, najważniejsze że działają, a ty jako mój diler powinieneś mi je dać.
O nie, tego najzwyczajniej w świecie było za wiele. Jeśli Taemin sądził, że może rozkazywać Kim Jonghyunowi i mówić co powinien, a czego nie to się grubo pomylił. Dlatego by uświadomić mu kto tutaj naprawdę ma najwięcej do powiedzenia zamachnął się dając mu z otwartej ręki w twarz, ale czego się nie spodziewał to krzyku za swoimi plecami. Gdzieś już kiedyś słyszał ten głos...
~Minnie & Bummie


