piątek, 29 maja 2015

Daj mi to czego pragnę... [3]




Cześć wam :) Łapcie kolejny rozdział. Dodaję również wcześniej, bo potem nie będę miała jak (nie jestem pewna czy będę mieć dostęp do internetu) aczkolwiek nie jest on sprawdzany, przykro mi, ale dzisiaj jestem strasznie zabiegana. Pakuję się od dwóch dni i nadal mam wrażenie, że czegoś zapomniałam, bądź zapomnę, kładę rzeczy w różne miejsca, a później nie wiem gdzie to jest ^^ (to u mnie normalne) dlatego jeśli zdarzą się jakiekolwiek błędy to wiecie :) Posprawdzam, popoprawiam wszystko jak wrócę (myślę, że w jednym kawałku) Dlatego życzę wam miłego czytania i mam nadzieję, że rozdział się wam spodoba :) ~ Bummie


~*~


niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie 





Punkt 19. Chłopak o ciemnych tęczówkach i pewnym siebie uśmiechu, który Jonghyun mógł podziwiać tego dnia niejednokrotnie tym razem wpatrywał się w niego wyczekująco. Zdawało by się wręcz, że bardzo mu się gdzieś spieszyło, ale pewnie to było jego kolejne złudzenie. Wielki błąd popełnił kiedy myślał, że jak zaśnie późno rano aż tak tego nie odczuje, niestety ale skutki tego są, na dodatek zbyt widoczne czego Jonghyun wcześniej nie przewidział. Jakieś 3 godziny temu o mało co, a naskoczyłby na obcego sobie chłopaka, który złudnie przypominał białowłosego. A powodów do tego miał całkiem sporo, zaczynając od przedstawienia jakie mu urządził kiedy ten łaskawy raczył go podwieźć pod jego skromne progi. Właściwie to sam nie bardzo rozumiał dlaczego miał ochotę mu nawrzucać, bo przecież nic takiego jakoby nie pacząc nie zrobił. Oj Kim ty kładź się wcześniej spać, bo od niedomiaru snu gadasz jakieś głupoty i zaczynasz popadać w jakąś skrajność. Faktycznie, jeśli dalej tak pójdzie pewnego dnia po prostu zwariuje i zamkną go w domu dla obłąkanych. Dlatego by dłużej się nie zagłębiać w jakieś dziwne myśli, które ostatnio coraz częściej nawiedzają jego głowę podniósł się sprzątając po sobie wszystko a mianowicie samego siebie. Jeszcze rozejrzał się na wypadek jakby czegoś zapomniał bądź przez chwilę swojej nieuwagi mógł zostawić, lecz tym razem nie był aż tak bardzo roztargniony. Zerknął kątem oka na stojącego, a zarazem zniecierpliwionego chłopaka, a następnie chwycił dłoń nic nie spodziewającego się szatyna, który najwidoczniej czekał na taki obrót spraw. Zadowolenie to coś, co było doskonale widoczne na jego twarzy, ale u Jonghyuna zresztą też, bo przecież to była idealna okazja na poznanie i to bardzo bliskie kogoś nowego. 

-Jeszcze się nie znamy, Jo Youngmin - wystawił swoją dłoń w stronę bruneta, który aktualnie był zajęty zapinaniem pasów kiedy już w końcu znaleźli się w samochodzie. Spojrzał na chłopaka, a lekki zadziorny uśmiech malował się na jego czerwonych ustach. 
-Kim Jonghyun, ale zgaduję, że z pewnością to nazwisko nie jest ci obce - zaśmiał się widząc zaskoczoną minę młodszego, który chyba nie wiedział co miał na to odpowiedzieć - Skarbie, tutaj wszyscy mnie znają, a przynajmniej nie trudno pomylić z kimś innym - odparł pewnie swoich słów wzdychając usatysfakcjonowany, że to kolejna osoba, którą udało mu się w jakiś sposób onieśmielić. Mimo że Youngmin od samego początku nie wydawał się być strachliwym chłopcem, teraz siedział cicho prawie przez całą podróż do jego dużej posiadłości. Zaparkował na podjeździe, a potem opuścił samochód ciągnąc szatyna do środka, w którym już na wstępie przycisnął jego drobne ciało do ściany.
-Chyba, że nagle zmieniłeś zdanie? - mruknął mu na ucho, a za odpowiedź otrzymał lekkie muśnięcie jego warg, które po chwili oblizał swoim językiem. 
-Pokaż na co cię stać kotku - Jo sapnął mu w usta ostatecznie się w nie wpijając, a Jonghyun nie szczędząc w jakieś czułości od razu przeszedł do rzeczy. W bardzo szybkim tempie wyzbył się jego ubrań lustrując nagie ciało Youngmina, które w tej chwili wyglądało, a przynajmniej według starszego bardzo pociągająco. 
-Zerżnął cię ktoś kiedyś tak mocno i porządnie? Jeśli nie, to dzisiaj dopiero się przekonasz co to prawdziwy sex - mówiąc te słowa ścisnął jego pośladek, a z buzi szatyna wydobył się cichy, choć w zasadzie głośny jęk, który tylko podsycił pragnienie bycia w głąb niego. Uwielbiał to uczucie, tą świadomość, że posiada nad kimś pełną kontrolę, było to coś niesamowitego, coś cudownego bez czego w sumie nie wyobrażałby sobie dalszego życia. Uzależnienie? Całkiem możliwe choć nigdy nie uważał tego za nałóg, który powoduje jego rozpad. Gra wstępna? A po co to komu, od razu kiedy tylko pozbył się swoich spodni odwrócił chłopaka tyłem do siebie, bez ostrzeżenia nabijając się w jego pośladki. Przeraźliwy krzyk Youngmina rozszedł się po całym domu aczkolwiek został on lekko zagłuszony przez jedną z dłoni Kima, którą trzymał na jego buzi natomiast drugą stymulował jego pobudzoną już erekcję. Nie bawił się w jakąś delikatność po prostu poruszał się szybko, mocno i pewnie nie pozostawiając na chłopaku suchej nitki. Nieszczególnie obchodził go fakt czy tej drugiej osobie będzie przyjemnie, a skoro sam do niego przyszedł to nie mógł posądzić go o próbę gwałtu, bo do niczego przecież nie zmuszał. Sam się oddał w jego ręce, mogąc jedynie się spodziewać na co tak naprawdę się pisze. Kiedy już w końcu miał szczytować całemu temu zdarzeniu przerwał dźwięk irytującego dzwonka telefonu. No chyba sobie kurwa jaja robicie? Warknął wiązankę przekleństw, kiedy natręt w żaden sposób nie chciał zrezygnować. Wkurwiony do granic możliwości wyszedł z chłopaka, który jęknął niezadowolony z takiego obrotu spraw natomiast Jonghyun chwycił w dłoń grające ustrojstwo i odebrał nawet nie patrząc kto raczył mu przeszkadzać. 
-Czego? - syknął, ale złość, która w jednej chwili się w nim wezbrała jakby w jednej sekundzie z niego uleciała słysząc ten głos w słuchawce - T..Taemin? Coś się stało? Gdzie jesteś? Okej, zaraz będę - rozłączył się przybierając kamienny wyraz twarzy nie patrząc nawet na szatyna, który uważnie przypatrywał się jego poczynaniom. Ubrał się, a dopiero gdy zapinał zamek w spodniach zerknął na nagiego w dalszym ciągu Jo. 
-Kpisz sobie ze mnie, prawda? - pisnął rozwścieczony stając z nim twarzą w twarz, a w jego oczach można było dostrzec jedynie wściekłość, czym Jonghyun nawet się nie przejął.
-A czy ja wyglądam jakbym żartował? - parsknął wciskając chłopakowi wcześniej leżące na ziemi ciuchy - Ubieraj się. 
Youngmin, który wściekle wpatrywał się w jego tęczówki nagle i niespodziewanie wybuchł śmiechem choć był on na tyle podenerwowany i sztuczny, że bruneta to jedynie zirytowało jeszcze bardziej. 
-Nie wyraźnie mówię? Zakładaj te szmaty i wypierdalaj - widząc jego ociąganie się i bluzgi, które rzucał pod adresem Kima jedynie pokręcił głową wypychając go za drzwi, a sam zamknął je na klucz. Nie myśląc o tym jak chłopak dotrze do domu i czy w ogóle do niego trafi wsiadł znów w samochód i pojechał w miejsce, w którym miał się zjawić. Miał szczęście, że to było blisko zaledwie pięć minut drogi stąd. Kiedy już zaparkował, opuścił pojazd idąc spokojnym, a w zasadzie podenerwowanym krokiem szukając wzrokiem białej czupryny, która powinna tutaj być. Skręcił w jedną z uliczek napotykając się na kogoś, kogo już na wstępie rozpoznał, a on wpatrywał się przerażony nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Może kretynie zadzwonisz po karetkę? Krzyczały wręcz jego myśli kiedy niepewnie przykucnął obok nieprzytomnego Taemina, a kartka która rzuciła mu się w oczy wkurzyła go chyba najbardziej. 

"Masz tydzień na oddanie wszystkiego co do grosza..."


Zgniótł ją znów w swojej dłoni, wyrzucając za siebie. Chciałby, a nawet powinien wezwać jakąkolwiek pomoc, ale mógłby mieć przez to kłopoty na które nie mógł w żaden sposób sobie pozwolić. Złapał najdelikatniej jak tylko potrafi jego ciało, by nie zrobić mu jeszcze więcej krzywdy i zaniósł na tylne siedzenie kładąc go na nim. Sam zaś zasiadł za kierownicą wracając do miejsca w którym odbyli swój pierwszy stosunek. Jak był już na miejscu odetchnął ze szczerą ulgą gdy zauważył, że szatyna już nigdzie nie ma w pobliżu i bez problemu może wnieść Taemina do swojej posiadłości w której swoją drogą ostatnio spędza dość sporo czasu. Położył go wygodnie na rozłożonej kanapie ściągając z niego ubrania, które i tak nie nadawało się do dalszego użytku, a następnie uważnie opatrzył jego rany, których była niezliczona ilość. Czego Jonghyun był pewien to tego, że Lee na sto procent ma połamane żebra, które i tak będzie musiał obejrzeć lekarz, ale skoro na razie nie mają takich możliwości muszą się nacieszyć talentem bruneta, który robił za jego pielęgniarza. Podczas obwiązywania jego klatki piersiowej zwrócił uwagę, że białowłosy właśnie się przebudził bo cichy jęk wydobył się z jego lekko rozchylonych ust. 

-Może powinienem zostać twoim bohaterem, co? Już chyba drugi raz ratuję ci dupę gówniarzu - westchnął kręcąc jedynie głową z dezaprobatą.

-Przepraszam hyung.. - wyszeptał cicho - Nie mogłem zadzwonić po karetkę, nie chcę mieć więcej problemów niż mam. Nie musiałeś przyjeżdżać. Może jakbym tam skonał było by lepiej. Zniknęłaby osoba która jest problemem dla wszystkich wokół. Jebany ćpun który wiecznie potrzebuje pomocy. Wiesz, że w sumie jedyną osobą która trzyma mnie przy życiu jest Kai? Właśnie, zaraz zadzwonię do niego, żeby przyjechał i wziął mnie do siebie. Nie chcę być ciężarem dla ciebie. - syknął głośno kiedy starszy przyłożył opatrunek w miejscu żeber. 

~Wiesz, że to musi zobaczyć lekarz? Masz połamane żebra. 
- No co ty nie powiesz.. Nie wiedziałem. - odparł wrednie jednak zaraz się poprawił. - Przepraszam hyung, czuje się jak rozjechana żaba w tym momencie. Muszę im oddać te pieniądze bo następnym razem mnie po prostu zabiją.. 
~Ile musisz im oddać?
-50 tysięcy... - szepnął cicho i wzrokiem zaczął szukać telefonu.- możesz mi podać fona?
~Po co ci?
Jonghyun ani na chwilę nie przestał opatrywać jego ran, czuł jak dokładnie i solidnie to robi. Uśmiechnął się lekko i przeczesał jego włosy. 
-Słodko wyglądasz, dziękuję ci. Muszę zadzwonić po Kaiego, nie chcę być dla ciebie problemem, on przyjedzie i zabierze mnie do siebie.
~Nigdzie nie jedziesz i koniec tematu. 
-Ale.. 
~Koniec powiedziałem! 
Siedział już cicho obserwując poczynania bruneta. Po około 40 minutach Jong skończył. 
-Haha wyglądam jak mumiaaaaaa - uśmiechnął się uroczo patrząc na swoje ciało prawie w całości pokryte plastrami bandażami i innymi opatrunkami. Ponieważ starszemu zabrakło zwykłych plastrów przykleił mu na nosek żółty plasterek w myszkę miki 
-Iiiijaaaaahhhh!! jaki słodkiiii!!! - zrobił zeza starając się dostrzec plasterek, jednak szło mu to z wielkim trudem, nadymał policzki jednak pożałował tego czując w ustach metaliczny posmak krwi. - Wrrr.. - zsunął nogi na podłogę i już chciał wstać gdyby nie ręce bruneta które go w porę zatrzymały.
~Gdzie leziesz kretynie? 
- Muszę się czegoś napić.. - patrzył na niego 
~Leż kurwa i mnie nawet nie denerwuj..
Po chwili w jego dłoniach wylądował kubek z wodą, pił sobie powoli patrząc na Jonghyuna który przyglądał mu się cały czas. Odstawił kubek na podłogę, położył się w miarę wygodnie i nawet nie wiedział kiedy zasnął. Obudził go dzwonek do drzwi, jedyne co usłyszał to "Możemy już dokończyć to co zaczęliśmy skarbie?" I więcej chyba nie chciał słyszeć. Nie wiedział dlaczego poczuł gdzieś w środku takie dziwne uczucie, przecież łączył ich tylko sekst tak? "Dragi za seks, nic więcej" tak leciały słowa Jonghyuna. Więc dlaczego starszy tyle dla niego robi? I dlaczego on sam ma poczucie, że nie chce się nim dzielić?
-Ehh.. Taemin idź ty lepiej spać bo już ci się z tego bólu wszystko pierdoli w tym głupim łbie. - na tyle na ile potrafił naciągnął na siebie kawałek koca na którym leżał, i znów zasnął. Sen jest tą rzeczą, która daje największe ukojenie w bólu, mogę się więc już nie obudzić?

Już gdy tylko otworzył oczy z samego rana poczuł jak coś go piecze na plecach. Był wkurzony, że przez taką głupotę nie może się porządnie wyspać dlatego też wstał z łóżka aby rozwiać swoje wątpliwości, lecz tak jak się spodziewał. Gdy tylko spojrzał w lustro ujrzał na nich dość dużą czerwoną szramę, która ciągnęła się przez prawie całą prawą łopatkę. Kiedy się tak sobie przypatrywał coś jeszcze rzuciło mu się w oczy co wcale Jonghyunowi nie przypadło do gustu. 
-Co za mały smarkacz - warknął jeżdżąc opuszkiem palca po malince, która teraz zdobiła jego szyję. Tyle razy mu powtarzał, że ma tego nie robić, a Youngmin jak widać i tak postawił na swoim co niezwykle drażniło bruneta. Że chłopak miał strasznie podobny do niego charakter bo kiedy czegoś bardzo pragnie musi to dostać za wszelką cenę. Jakieś to znajome. Pomyślał, a przed oczyma od razu stanął mu obrazek wczorajszej nocy, dość upojnej. Co miał zrobić, skoro wczoraj przyszedł? Przecież nie mógł go wyrzucić, nie miał na to ochoty jak i również nie chciał się go pozbywać. Jego jęki w dalszym ciągu dudniły mu w uszach przyprawiając o ból głowy. Kolejny dzień, a on nadal się nie wyspał przez co również jego humor był pochmurny i stawał się, a raczej był bardzo zrzędliwy jak jakiś staruszek, któremu wszystko na starość przeszkadza. Narzucił na ramiona czarny podkoszulek oraz tego samego koloru bokserki schodząc na dół, a jego oczom rzuciła się biała czupryna. No tak, przez całe to wczorajsze zamieszanie prawie zapomniał o leżącym w jego domu chłopaku. Czyli on to wszystko słyszał? Zagryzł podenerwowany wargę. Dlaczego się tym przejmuje? To jego dom, a Taemin był tylko gościem, a on mógł w nim robić co mu się żywnie podobało.
-No młody jedziemy do szpitala - szturchnął lekko jego ramię, a chłopak nie bardzo jeszcze kontaktując zamachnął się uderzając Jonghyuna ręką w twarz jakby chciał odgonić jakąś muchę, co jedynie go rozdrażniło - Taemin wstawaj, przestań się wygłupiać - potrząsnął jego ciałem nieco bardziej pewnie i zdecydowanie czego od razu nie powinien robić, bo spotkał się z jego głośnym jękiem. 
~Daj mi spokój, nigdzie nie jadę. 
Spojrzał na niego wręcz zdumiony, bo albo już ma jakieś omamy słuchowe, albo białowłosy właśnie się mu sprzeciwił. 
-Oczywiście, że jedziesz. Jeśli się zaraz nie obudzisz nie myśl, że to dostaniesz, a z tego co mi wiadomo to tego bardzo potrzebujesz - mruknął co od razu poskutkowało, bo młodszy rozchylił powieki spoglądając na Jonghyuna zaspanym wzrokiem. 
~Dobra, pojadę, ale daj mi to.
-Dostaniesz dopiero jak wrócimy ze szpitala - odparł pewnie mierząc się ze wzrokiem Taemina.
Kiedy Lee się na niego patrzył, czy to możliwe aby zobaczył u niego złość? Gniewał się na niego, naprawdę? O wczorajsze, tylko nie bardzo rozumiał dlaczego. Mimo że go to bardzo ciekawiło nie mógł się o to zapytać. Po prostu wolał to zostawić tak jak jest ignorując całe zachowanie białowłosego. Który gdy tylko z nim rozmawiał odburkiwał jakieś krótkie odpowiedzi bądź dawał jakieś zgryźliwe komentarze zaskakując tym Jonghyuna. 
-Może byś tak przestał? - fuknął w końcu nie wytrzymując ciągłego zrzędzenia i marudzenia Lee - Jeśli ci nie pasuje nie muszę ci pomagać. Mogę cię zostawić na środku ulicy, a ty radź sobie sam.
~Nikt cię przecież nie zmusza. Śmiało, wyrzuć mnie, zawsze mogę zadzwonić po Jongina, a on mi bez problemu pomorze. 
Przesadził. Po prostu wytrącił bruneta tak bardzo z równowagi, że niespodziewanie zahamował o mało nie robiąc wypadku. 
-Słuchaj gówniarzu. Jesteś w MOIM samochodzie, ZE MNĄ. Więc przestań mi tu syczeć jak jakiś stary kocur, gdy jesteś ZE MNĄ lepiej ci radzę trzymać buźkę na kłódkę, jasne?   - wpatrywał się w Taemina wręcz z furią w oczach przez co już do końca drogi jechali w ciszy.

 Czy był zły? Można tak powiedzieć. To wszystko co wczoraj słyszał... Te jęki, krzyki, piski, błagania o więcej. Na prawdę nie chciał tego słyszeć.. Żałował, że nie zadzwonił po Kaiego, ale on był już u siebie, zdecydowanie za daleko. 
Na myśl o tym co wczoraj przed wyjściem powiedział mu starszy uśmiechnął się czule i przejechał opuszkami po tatuażu na swoim nadgarstku. Czuł na sobie co chwilę wzrok Jonghyuna, ale ani razu nie spojrzał w jego stronę, po chwili poczuł wibracje w kieszeni, uśmiechnął się widząc zdjęcie brata na popękanym ekranie. 
- Halo? Cześć braciszku, co tam u ciebie kochanie?- zerknął na Jonghyuna, który coraz mocniej zaciskał dłonie na kierownicy. - W miarę. Co? Nie nie, spokojnie skarbie. Nic się nie stało. Nie musisz dzisiaj przyjeżdżać, raczej nie będzie mnie w domu. Haha Jooongiiiiin kotku, przestań proszę. Jong nie zrobi mi krzywdy, jest kochany i troszczy się o mnie mimo, że nie musi. Co jadłem? - na samą myśl o jedzeniu, poczuł jak burczy mu w brzuchu. - Emmm... kiedy? -Zmieszał się trochę. - Czy to ważne co i kiedy jadłem? Spokojnie kotku, póki co jeszcze żyję, a to że za niedługo będziemy mnie ubierać w sklepach dziecięcych to już wiem. - zaśmiał się cicho - zjem coś, nie przejmuj się. - Nagle uśmiech zszedł mu z twarzy, a na jego miejsce wkradł się lekki smutek. - Postaw proszę znicz ode mnie. Ja nie przyjadę, zabiliby mnie chyba. Wątpię by rodzice chcieli, żeby odwiedzał ich syn ćpun. Tak, tak Kai. Wiem. Ale pamiętasz co zawsze powtarzał tata? czekaj, niech no sobie przypomnę.. o mam. -zmodulował trochę głos i poważnym tonem zaczął mówić - Jeśli któryś z was kiedykolwiek sięgnie po narkotyki może już nie wracać do domu. Przecież wiesz, że on tego nienawidził. A mama.. - spuścił lekko głowę. - przyjadę kiedy indziej, wtedy kiedy nie będzie tam całego zlotu rodzinnego. Pytają o mnie? Wierzę, że coś wymyślisz skarbie. - uśmiechnął się delikatnie. - Wiem, ja ciebie też kocham miśku. No oki, ja będę już kończyć. Papa braciszku, trzymaj się i uważaj na siebie. 
Zakończył połączenie i schował telefon do kieszeni, oparł się o fotel z cichym jękiem bólu, to czym dostał wczoraj w plecy musiało być bardzo ciężkie. Odwrócił głowę w stronę okna.
Pogoda była brzydka. Było zimno, padał deszcz, ciemne chmury sprawiały, że wszystko było szare, smutne, ponure. Kiedyś lubił taką pogodę, kochał siedzieć wtedy na dworze, jednak teraz miał ochotę uciec. Gdy dojechali na miejsce czuł się dziwnie. Nienawidził szpitali. Wszystko takie sterylne, białe ściany, podłogi, białe fartuchy. Gdzieś za sobą usłyszał "anorektyk" Wyglądał aż tak źle? Westchnął cicho i szedł powoli za brunetem. Bolało go dosłownie wszystko, czuł wszystkie kości jakie miał a żebra w szczególności. Gdy pielęgniarka zdejmowała mu opatrunki, widział w jej oczach przerażenie. Heh... nie nowość.. przeszło mu przez myśl.
-Musimy zrobić pany badania krwi.
W jednej chwili ogarnęło go przerażenie. 
Myśl Taemin myśl.. 
-Co? Ja się nie zgadzam! - warknął widząc jak lekarz idzie w jego kierunku ze strzykawką. 
-Spokojnie. To nie boli.. 
-Spierdalaj mi z tym pieprzony doktorku. Wiem, że to nie boli bo idioto nie boje się igieł. Nie zgadzam się na pobranie ode mnie czegokolwiek jasne? 
-Ale..
-Bez żadnego ale! 
-Niech pan nie marudzi, chcemy tylko panu pomóc. Niech pan nie będzie dzieckiem. 
-Pomóc? Wy mi? haha też coś. - wstał z kozetki i ubrał na siebie koszulę, nie dbając nawet o zapięcie jej przez co wszystkie rany i siniaki były widoczne. - Jong, wychodzimy. - Złapał starszego za dłoń i powoli ciągnął w stronę wyjścia ze szpitala. Miał gdzieś że go wszystko boli, że wszyscy dziwnie na niego patrzą. Szedł przed siebie nie oglądając się nawet. Wiedział jedno. Musi dostać strzykawkę. I to szybko..

Zachowanie młodszego coraz bardziej go zaskakiwało, że aż sam nie wiedział co ma zrobić, a powiedzieć to już tym bardziej. To w jaki sposób rozmawiał z lekarzami, jaki miał do nich stosunek po raz pierwszy się z czymś takim spotyka, ale młody miał racje. Wpakowałby się w niezłe kłopoty gdyby mu pobrali tą krew,w sumie nie tylko on, bo Jonghyun również.  Na co nie mógł sobie pozwolić, zbyt długo siedział w tym biznesie by tak łatwo teraz dać się złapać. Dlatego gdy chłopak niespodziewanie zaczął go ciągnąć do wyjścia momentalnie przystanął wyrywając rękę z lekkiego na pozór uścisku.
-Co ty wyprawiasz? - spojrzał na niego jak na szaleńca, który jeszcze chwilę temu przebywał w domu wariatów.
~A wyobrażasz sobie abym mógł tam zostać? A poza tym to już ten czas. 
Patrzył jak białowłosy za wszelką cenę próbuje go wyciągnąć ze szpitala aczkolwiek z brunetem nie jest tak łatwo, nawet nie ruszył się z miejsca.
-Co z twoimi żebrami i innymi obrażeniami? - spytał z lekka zirytowany postawą młodszego, który ani myślał dłużej tu przebywać.
~Zrosną się, a rany zagoją. Będzie dobrze, nie dramatyzuj..., a teraz wracajmy proooooszę.
-Przestań zachowywać się jak gówniarz, który myśli tylko o jednym. Zrozum, że dragi życia ci nie uratują! - fuknął już na niego kiedy już tylko znaleźli się na zewnątrz szpitala.
~Kogo to obchodzi, najważniejsze że działają, a ty jako mój diler powinieneś mi je dać.
O nie, tego najzwyczajniej w świecie było za wiele. Jeśli Taemin sądził, że może rozkazywać Kim Jonghyunowi i mówić co powinien, a czego nie to się grubo pomylił. Dlatego by uświadomić mu kto tutaj naprawdę ma najwięcej do powiedzenia zamachnął się dając mu z otwartej ręki w twarz, ale czego się nie spodziewał to krzyku za swoimi plecami. Gdzieś już kiedyś słyszał ten głos...

~Minnie & Bummie 

niedziela, 24 maja 2015

Daj mi to czego pragnę... [2]




Cześć, cześć :) dodaję coś na szybko, miał być trochę później, ale nie chcę byście czekali nieskończoność, a na dodatek ten tydzień mam strasznie zawalony i pewnie nie będę mieć czasu by choćby wejść na bloga, nie mówiąc już o pisaniu. Rozdział nie jest sprawdzany, dlatego przepraszamy za błędy jeśli się jakieś pojawią. Miłego czytania ^^.




~*~




niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie 


Uratował go, właściwie dlaczego to zrobił? Dlaczego sam się narażał? Sam dokładnie nie wiedział jak ma wytłumaczyć swoje zachowanie, które również go zaskoczyło. Bo nie myślał nad tym co robi, najzwyczajniej w świecie pod wpływem nagłego impulsu działał. Widok bezbronnego, pobitego Taemina wzbudziła w nim wściekłość, która z każdą następną sekundą się coraz bardziej podsycała i musiała znaleźć swoje ujście. Nie wiedział również dlaczego bez najmniejszego problemu przyjął go do swojego domu, a nie zostawił na pastwę losu, jak normalnie miałby w zwyczaju. Po co miał się mieszać w czyjeś sprawy? Za to teraz leżał bezczynnie wpatrując bez celu w sufit. Nie potrafił zasnąć, a zwłaszcza przeszkadzała mu myśl, że po drugiej stronie łóżka leży białowłosy, który ufnie wtulał się w jego klatkę piersiową jak w jakiegoś misia. Czuł się niezwykle dziwnie z tą świadomością, bo chyba po raz pierwszy w całym swoim życiu śpi z kimś w jednym łóżku, nie był do tego przyzwyczajony. Przecież łóżko jest jedno, każdy powinien posiadać swoje własne więc  z nikim nie musiał go dzielić. Skoro miał takie podejście, po co go tu przyniósł? No właśnie, dlaczego? Dlaczego on to wszystko dla niego robi? Nie był w żaden sposób mu bliski, ani nawet dobrze się nie znali. Kolejne z nielicznych pytań, które pozostawały pod znakiem zapytania. W końcu  nie wytrzymał, wyswobodził się z jego objęć nie dbając o to czy się obudzi. Musiał się napić, miał wielką potrzebę poczucia czegoś mocnego w ustach, może to mu w jakiś sposób pomoże uspokoić jego rozszalałe myśli? Zszedł na dół i otworzył mały barek z którego wyciągnął małą wódkę, którą po chwili otworzył robiąc zamaszystego łyka. Ostry płyn wypalał jego gardło dając mu w pewnym sensie małą ulgę. To nie tak, że był alkoholikiem, bo tego od razu się zastrzegał. Lubił wypić lecz tylko raz na jakiś czas, a dzisiaj jest odpowiedni moment. Zrobił kolejny łyk, a całą dotychczasową czynność przerwał mu głośny huk trzaskanej szyby. Zaszokowany odstawił buteleczkę na blat w kuchni idąc w stronę hałasu, który spowodował całe to zamieszanie. Kamień, dość spory wielkości dłoni leżał w salonie, a do niego przyklejona była karteczka. 

"To jeszcze nie koniec. Ten gówniarz odda wszystko co do grosza, już my tego dopilnujemy." 

Zgniótł papier w ręce i warknął wiązankę przekleństw. Jeśli oni sądzili, że w taki sposób wystraszą Kim Jonghyuna, to nie tędy droga. Odwrócił się przez ramię, a przed twarzą stał zaspany białowłosy trąc oko jedną ze swoich piąstek. 
-Dlaczego ty nie śpisz? Wracaj do łóżka młody - warknął niezadowolony kiedy chłopak bez zbędnych skrupułów chwycił do ręki butelkę z wódką - Odłóż to, nie twój zasrany interes po co to mam, zjeżdżaj stąd. Już - spojrzał na niego stanowczym wzrokiem uważnie przyglądając się jego poczynaniom. 

Spał spokojnie, czując przyjemne ciepło, dopóki Jonghyun nie wstał z łózka. Co jak co, ale sen miał strasznie płytki. Patrzył jak brunet opuszcza pokój. Nie chciał znów być sam, nie lubił tej uciążliwej pustki, bicia się z samym sobą, stawiania czoła temu wszystkiemu. Powoli wstal z łóżka i przeczesał włosy, wstał z łóżka i zarzucił na ramiona koszulę Jonghyuna która leżała na podłodze i poszedł do salonu w którym nagle usłyszał głośny hałas.
-Co się stało? - przeniósł wzrok na w połowie pustą butelkę wódki.- Po co ci to? - zapytał biorąc ją do ręki.
Słysząc odpowiedź Jonghyuna odłożył ją i podszedł do niego. 
-Spokojnie, nie denerwuj sie.. Co tu masz? - Chciał zobaczyć karteczkę którą starszy trzymał w dłonie jednak brunet stanowczo mu tego zakazał. 
-Dobrze dobrze, już.. spokojnie.. - spojrzał mu głęboko w oczy i przesunął opuszkami po policzku. - A teraz chodź już spać bo picie alko na noc nie zrobi ci dobrze. 
Chwycił kima za rękę i pociągnął w stronę pokoju z którego przed chwilą wyszedł. Słysząc mamrotania ze strony Jonga zatrzymał się i odwrócił w jego stronę. 
- Ja wiem, że zawsze musi być tak jak ty chcesz, ale może choć raz mnie posłuchaj? Może narkoman na głodzie też czasem mówi racje? - podszedł do niego i objął go za szyje wpijając sie namiętnie w jego usta, po chwili odsunal sie, zrzucił z siebie koszule i nago położył sie do łóżka, nie czekając na ruch ze strony starszego zasnął. 
Gdy obudził sie rano brunet spał spokojnie obok niego. Uśmiechnął sie i pocałował lekko jego wargi, wstał z łóżka, założył Jonghyunową koszulę i poszedł do kuchni. Włączył radio i zabrał się za przygotowanie śniadania. Krzątał się po kuchni wesoło tańcząc i podśpiewując sobie przy tym. Gotowe naleśniki ułożył na talerzach a te na stole. 
-Oł... eee... no cześć. -zmieszał się zauważając, że brunet na niego patrzy. - Zrobiłem śniadanie -uśmiechnął się czule, i zajął jedno z miejsc przy stole. Po spokojnie zjedzonym śniadaniu, Tae zaczął czuć, że to już za długo jak na niego. Za wszelką cenę starał się ukryć trzęsące się dłonie, ale nie tylko to go zdradzało. Nagle wszystko zaczęło mu przeszkadzać, stał się stasznie nerwowy i nie potrafił usiedzieć w miejscu. Bardzo pożałował chamskiej odpowiedzi w stronę Jonghyuna. Zamknął się, a jego lewy policzek zaczął piec. Wiedział, że zasłużył, więc nawet sie nie sprzeciwiał.
-Jonghyun.. daj mi to.. - położył drżące dłonie na jego klatce a oczy wbił w te jego czekając na tę małą strzykawkę.

Obudził się rano czując smaczne zapachy, które unosiły się z kuchni. Dopiero teraz poczuł jak bardzo jest  głodny, brzuch niemiłosiernie zaczął mu burczeć na samą myśl o jedzeniu. Zsunął się z łóżka na nogi przyodziewając kapcie, nie miał jakoś ochoty na ubieranie się więc pozostał we wcześniej ubranych, obcisłych, czarnych bokserkach. Lecz zanim opuścił pokój złapał do ręki paczkę fajek z której wyciągnął jednego papierosa oraz odpalił go zaciągając się przyjemnym dymem nikotynowym. Umma tyle razy mu powtarzała, by nie palił w domu oraz miejscach publicznych. Chyba nic nie wyniósł z tych jej lekcji, bo w dalszym ciągu robi to co mu się żywnie podoba, a odkąd mieszka sam co go przed tym powstrzymuje? Zdecydowanie nic. Z papierosem w ręku i dość dobrym humorem, co u niego rzadko się spotyka i mimo faktu, że się nie wyspał w dalszym ciągu go nie tracił. Zszedł na dół, gdzie już na wstępie dostrzegł białowłosego. Zaskoczyło go, że chłopak bez zbędnych skrupułów przygotowuje dla nich śniadanie, bo przecież nikt go o to nie prosił ani nie zmuszał. Oparł się o framugę drzwi uśmiechając się półgębkiem do tańczącego Taemina, który widocznie nie zauważył, że ktoś w ogóle tutaj przyszedł. Dopiero kiedy buchnął mu dymem przed twarzą zrobił zmieszaną minę, spuszczając swój wzrok, a Jonghyun cicho zachichotał wyrzucając niedopałek przez uchylone okno. 
-Przecież nie kazałem ci tego robić - zmarszczył lekko brwi, ale zaraz się rozpogodził kiedy białowłosy postawił mu przed twarzą talerz pełen świeżutkich naleśników. Od razu porywał jednego i włożył go do buzi. Tak dawno nie jadł porządnego posiłku. Musiał przyznać, bardzo mu tego brakowało, niestety Jonghyun był zbyt leniwy by cokolwiek chciało mu się zrobić, o jedzeniu już nawet nie wspominając. Oblizał usta kiedy zjadł wszystko co dostał, aż sam był zdziwiony, że jego żołądek to wszystko pomieścił. Kątem oka zerknął na chłopaka, który siedział przed nim i tylko wpatrywał się w jedzenie z grymasem na twarzy.
-Młody, dlaczego nic nie jesz? - spytał obserwując uważnie poczynania Taemina, który zaczął się niemiłosiernie wiercić, dłonie trzęsły jak galareta, a wzrok wyrażał głód, ale nie taki normalny. Brakowało mu czegoś, o czym brunet doskonale wiedział. Zdawał sobie sprawę czego potrzebuje.
~A co cię to kurwa obchodzi? Może bardziej wolę twoje pieprzone dragi?
Zdenerwował go, nawet do tego stopnia, że nie powstrzymał się przed sprzedaniem mu siarczystego policzka, który widocznie doprowadził go lekko do pionu, bo w dużej mierze było widać u niego zakłopotanie. Niespodziewanie ułożył swoje drżące dłonie na tych Jonghyuna, a on spojrzał na niego z wyrzutem. Daj mi to.. Wciąż kołatało się w jego głowie.
-Po tym jak się do mnie odniosłeś? Nie ma mowy - warknął od razu tego żałując, bo chłopak wstał z miejsca siadając na kolanach bruneta i zaczął nim niespokojnie potrząsać za ramiona. 
~Błagam cię, muszę mieć te prochy, daj mi je Jonghyun.. proszę. 
Kim wpatrywał się Taemina wręcz zdumiony jego zachowaniem, które było wręcz desperackie. Owszem widywał narkomanów, naćpanych, którzy przychodzili po więcej, o głodzie, ale z taką sytuacją spotyka się po raz pierwszy. W życiu nie widział aż tak uzależnionego człowieka, który życia nie widział bez dragów. Starszy warknął przekleństwo wyciągając z szufladki z kuchni jedną małą strzykawkę, którą białowłosy porwał nawet nie pytając o pozwolenie.
-Ostatni raz. Ostatni raz zwracasz się do mnie takim tonem gówniarzu. 

-Też cię kocham.. - uśmiechnął się uroczo i pobiegł na górę szukając swoich rzeczy. Gdy znalazł, szybko wyciągnął pasek ze spodni i sprawnie założył go na ramie, koniec chwycił w zęby, odbezpieczył igłę i po chwili siedział oparty o ścianę rozkoszując się tym uczuciem które z dnia na dzień uzależniało go coraz bardziej. Po paru minutach wstał i zszedł na dół. 
-Witamm kotkuuu - podszedł do Jonghyuna i obejmując go za szyję wpił się namiętnie w jego wargi.
-Chodź na seks skarbie.. - wyszeptał mu seksownie do ucha i przejechał językiem po jego szyi.
Najwyraźniej Kimowi nie trzeba dwa razy powtarzać. Po chwili leżał już na łóżku w ich sypialni głośno jęcząc i wijąc się pod wpływem dotyku starszego. Narkotyki sprawiały  że nie czuł bólu, w tym momencie nie obchodziło go to czy ma złamane żebro, że ma pełno ran i siniaków. Krzyknął głośno imię kochanka kiedy ten bez zbędnych przygotowań zagłębił się w jego wnętrze i trafił idealnie w jego prostatę. Wyginał swoje ciało we wszystkie strony czując szybkie i zdecydowane ruchy bruneta. 
- Hyuuuuuuuuung!!!! - pisnął głośno i doszedł brudząc brzuch starszego.
Czując jego ciepłe usta na swoich i nasienie zalewające go od środka oddawał każdy pocałunek jęcząc w usta starszego, objął go za szyję i wtulił się w leżące na nim ciało. Mruczał mu cicho do ucha dochodząc do siebie. Był potwornie zmęczony. To, że był tak wychudzony zawsze dawało w takich chwilach o sobie znać, ale nie przeszkadzało mu to jakoś strasznie bardzo.
-Muszę się zbierać do domu.. - szepnął wstając powoli z łóżka i chwytając zakrwawioną bokserkę w dloń z zamiarem założenia jej.
~Oszalałeś? Nie będziesz paradował w takim syfie. Dam ci coś swojego.
Po chwili stał już ubrany w ciuchy bruneta i zapinał pasek w spodniach. Zerknął na starszego ubranego w czarne rurki i białą koszulkę, zagryzł seksownie wargę patrząc na jego krocze. 
-Wybierasz się gdzieś? - Podszedł do niego i uwiesił się na jego szyi składając na niej kilka mokrych pocałunków.
~Jadę cię odwieźć do domu geniuszu. 
-Przecież sam trafię. - odsunął się i patrzył na niego wystraszony. 
Nie chciał, żeby wiedział gdzie mieszka.
~Ta.. i cię zabiją po drodze..
-Ale na prawdę nie trzeba.. Nie chcę.. - chciał wyjść z domu starszego jednak silne objęcie w pasie zmusiło go do zatrzymania się, dreszcz zawładnął jego ciałem słysząc szept Jonga tuż przy swoim uchu.
~Posłuchaj mnie mała łajzo. To ja decyduję o tym czego chcesz i kiedy chcesz, a czego ewentualnie nie chcesz, będę robił to co MI się podoba i kiedy MI się podoba, a ty nie masz NIC do gadania, więc bądź posłuszny i kurwa pakuj ten swój chudy tyłek do samochodu albo zapomnij o tych pierdolonych strzykawkach.
Przełknął głośno ślinę i za parę minut siedział posłusznie w samochodzie bruneta podając mu adres. Po niespełna 20 minutach zatrzymali się na parkingu przed małą kamienicą, pierwsze co Tae zobaczył to jego brat biegnący w stronę samochodu.
-Dziękuję, jakby co, będę dzwonił. - wziął jego wizytówkę która leżała na podszybiu i wyszedł z auta rzucając się w ramiona brata. 
-Jezus Maria Taemin! Co ci się stało?! - krzyknął przerażony patrząc na to w jakim stanie jest chłopak. - To on cię tak urządził?! - rzucił patrząc na wychodzącego z auta Jonghyuna. - To że jest narkomanem nie znaczy, że możesz go katować ty przerośnięta kupo mięśni! 
-Kai! Przestań! - młodszy przyciągnął go do siebie i położył dłonie na jego policzkach patrząc głęboko w jego oczy. - On mnie uratował. Kochanie, spokojnie, On nic mi nie zrobił. - pocałował czule jego usta i przytulił go mocno. 
-W takim razie przepraszam, że na ciebie naskoczyłem. - Skłonił się lekko i złapał Tae za dłoń prowadząc w stronę domu. 
Tae usmiechnał się jeszcze czule do Jonghyuna i wtulił się w ciało starszego, po chwili obaj zniknęli za czarnymi drzwiami kamienicy.

Kochanie? To on nie był jego bratem? Patrzył w dalszym ciągu na odchodzącą parkę, którzy w końcu zeszli mu z oczu. Był zdezorientowany całą tą sytuacją, bo zdecydowanie nie należała ona do normalnych, lecz w to starał się szczególnie nie zagłębiać. Przecież co go to obchodzi, co robi gdy nie jest w jego pobliżu? Tym bardziej jakie ma relacje ze swoim rodzeństwem, to jego sprawa, a Jonghyunowi nic do tego. Nawet nie starał się tego zrozumieć dlatego najzwyczajniej w świecie wsiadł do czarnego Hyundai Sonata, a następnie podjechał w miejsce gdzie przesiaduje niemalże każdego dnia, bo jakoby nie patrząc to było jego źródło zarobku. Zaparkował, wysiadł oraz udał się w wąską, dość ciemną uliczkę gdzie sobie usiadł na schodku jak co dzień. Odetchnął ciężko, a przed oczyma stanął mu obrazek całującego się Taemina z jak mu tam leciało? Kaim? Niby nic nadzwyczajnego, ale strasznie zaczął mu nagle przeszkadzać do chwili obecnej sądził, a wręcz był przekonany, że tylko on miał jakiekolwiek prawa do tego chłopaka, tak się pomylił? Tylko dlaczego nie dawało mu to aż tak spokoju? Dlaczego zaczął już nienawidzić chłopaka, który uważał się za brata białowłosego? Przymknął powieki kręcąc głową, może to mu pomoże pozbyć się uciążliwych myśli, które nawiedziły jego głowę. Dopiero gdy usłyszał czyjś głos postanowił otworzyć oczy, a przed twarzą ujrzał wysokiego, drobnego szatyna, który wyglądał dość młodo na oko dał mu jakieś 18 lat. Kiedy ich spojrzenia się spotkały na jego bladej twarzy zagościł pewny siebie uśmiech. 
-Czego potrzebujesz? - mruknął opierając się plecami o zimną ścianę, uważnie przyglądał się poczynaniom chłopaka, który zamyślił się na chwilę zanim udzielił mu jakiejkolwiek odpowiedzi. 
-Kokaina, masz prawda? - spytał unosząc jedną brew w górę, a Jonghyun na jego słowa parsknął pod nosem, a potem zerknął jak na skończonego kretyna. 
-Masz mnie za idiotę, małolacie? Oczywiście, że tak - warknął, a następnie wyciągnął rękę po kasę, której jak na razie jeszcze nie otrzymał. 
-Bo wiesz.. - zaczął szatyn kucając tak, że teraz znajdował się na tym samym poziomie co twarz starszego - Słyszałem, że masz nową ofertę za którą sprzedajesz dragi, a ja jestem skory z niej skorzystać - zagryzł wargę przejeżdżając po jego policzku, a Jonghyun lekko się od niego odsunął zdezorientowany. 
-O czym ty do mnie mówisz? Bierzesz te dragi, albo spierdalaj - odparł chłodno patrząc na nieznajomego, na którym słowa Jonghyuna w żaden sposób nie wywarły wrażenia.
-Spokojnie, już.. już.. biorę - zaśmiał się wyciągając z tylnej kieszeni kolorowe banknoty które przykuły uwagę bruneta, a następnie wręczył mu je do ręki - Cóż, spodziewałem się, że tak łatwo nie będzie, ale nie myśl sobie, że przez to nadal chcę zrezygnować, w dalszym ciągu jestem chętny - przejechał mu palcem po klatce piersiowej mimowolnie zagryzając swoją dolną wargę. 
-O czym ty pierdolisz młody? - spytał, a lekki zadziorny uśmiech pchał się na jego usta, bo domyślał się do czego zmierza. 
-O seksie skarbie, no nie mów, że o tym nie pomyślałeś kiedy tylko mnie zobaczyłeś - nachylił się nad Jongyunem szepcząc mu do ucha - Będzie fajnie - następnie wpił w jego czerwone usta całując je zachłannie, a starszego nie trzeba szczególnie zmuszać do takich rzeczy, bez problemu oddał pocałunek wplątując palce we włosy nieznajomego. W końcu oderwał się od niego wpatrując uparcie w jego oczy, a na ustach szatyna malował się figlarny uśmieszek, który był wręcz prowokacyjny - Przyjdę o 19 - mruknął podnosząc się do pozycji stojącej, a Jonghyun mimowolnie zmierzył go wzrokiem, który ostatecznie zatrzymał na twarzy młodszego.
-Będę czekał - rzucił, a chłopaka już nie było. 

Kiedy tylko przekroczyli próg jego mieszkania Kai przyparł go do ściany i objął delikatnie w pasie. Ich usta złączyły się w namiętnym i delikatnym pocałunku. Tae położył jedną dłoń na karku brata a drugą na policzku, przymknął powieki i rozkoszował się tym co tak bardzo kochał.

- Skarbie.. powiedz mi, co się tam stało? To na pewno nie on? - Zapytał starszy przejeżdżając delikatnie opuszkami po siniaku na policzku Taemina.
-No bo to było tak, że jak chciałem wracać do domu to mnie napadli kolesie od dilera któremu jestem winien dość sporą sumkę a Jong mnie uratował, bo gdyby ntam nie przyszedł to by mnie skatowali jeszcze bardziej. - odpowiedział wtulając się w tors starszego - Jong nie jest zły.
-Tak kochanie, dla ciebie nie jest, bo daje ci to bez czego nie potrafisz żyć..  Boję się tylko tego, że on może mi zabrać to, co jest moim uzależnieniem, to bez czego nie umiem żyć. Mój własny narkotyk.. - wyszeptał cicho do ucha młodszego składając na jego szyi kilka pocałunków. 
-Serio? Co to takiego? -spojrzał zaciekawiony w oczy brata. 
-Ty, głuptasie. - uśmiechnął się do niego czule i znów połączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Jesteś moim prywatnym narkotykiem, uzależniam się z dnia na dzień coraz bardziej, nie potrafię z ciebie zrezygnować, nie potrafię przeżyć dnia bez ciebie. Kocham Cię. 
Z oczu Taemina spłynęły dwie małe łzy. Nikt nigdy nie powiedział mu tak pięknych słów. Wtulił się w ciało swojego brata.
-Też cię kocham głuptasie. - schował głowę w zagłębieniu jego szyi i rozkoszował się tym pięknym zapachem który tak kochał - Mówiłem ci już, że ładnie pachniesz?
-Powtarzasz mi to za każdym razem skarbie. - uśmiechnął się i rozczochrał włosy młodszego
- Więc zrobie to jeszcze raz, ładnie pachniesz. - zaśmiał się cicho i odsunął od niego
-Ehh.. muszę już lecieć kochanie, odwiedzę cię jutro, kocham cię skarbie. 
Ich usta znów złączyły się w pocałunku pełnym uczuć, a po chwili Taemin został już sam w domu. Poczuł, że jest okropnie zmęczony, położył się na łóżku nie myśląc zupełnie o niczym i nawet nie wiedział kiedy zasnął. 
Z pięknego snu wyrwało go głośne burczenie w jego własnym brzuchu. W sumie nie pamięta kiedy sam z siebie coś zjadł. Zerknął na zegarek 
-17.10... Muszę iść po coś do jedzenia. - sprawdził stan swojego portfela i uśmiechnął się Kai zostawił mu jakieś drobne, zawsze tak robił, nie były to sumy za które mógłby kupić dragi ale takie które wystarczają np na mleko bananowe, które swoją drogą było jego drugim uzależnieniem.
Zwlekł się z łóżka i poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic i przebrał się w swoje ciuchy. Gdy wyszedł z domu była 17.30. Zamknął drzwi, a klucze wraz z portfelem i telefonem schował do kieszeni. Szedł spokojnie jedną z uliczek, powoli robiło się ciemno ze względu na porę roku, uznał, że pójdzie na skróty, więc skręcił w jedną z bocznych alejek, jednak od razu tego pożałował. 
Ból to jedyne co czuł w tamtym momencie. Oberwał czymś mocno w plecy. Upadł na ziemię z głośnym jękiem. 
-Co gówniarzu? Myślałeś, że tak łatwo uciekniesz? W zębach przyniesiesz wszystko co do grosza..
Ciosy jeden za drugim spadały na jego ciało, starał się bronić, ale ich było kilku, cale jego ciało niemiłosiernie bolało. Krzyczał, płakał, błagał, wszystko na marne. Pluł własną krwią, czuł, że coraz trudniej mu się oddycha, jedyne co w tej chwili widział to krew, a czuł tylko ból, który w pewnym momencie ustał... Zemdlał.
Kiedy się ocknął było już prawie ciemno, ale był sam. Jego ciało przechodził przeszywający ból, wiedział na pewno że ma połamane żebra, z trudem oddychał, nie był w stanie się podnieść. Wyjął z kieszeni poturbowany telefon modląc się żeby zadziałał. Wybrał numer. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał..
-Jonghyun... błagam... pomóż mi.. - powiedział bardzo cicho ponieważ nie był w stanie wydobyć z siebie nic więcej, wybełkotał jeszcze mniej więcej gdzie jest, lecz nie słyszał już tego co mówi do niego starszy. Jego ręka z telefonem opadła bezwładnie na ziemię a powieki zasłoniły ciemne tęczówki. 

~ Minnie & Bummie 

sobota, 16 maja 2015

Daj mi to czego pragnę... [1]



Tak więc jak wam obiecałam, tutaj jest pierwszy rozdział "Daj mi to czego pragnę." Mamy nadzieję, że się wam spodoba i za jakiekolwiek błędy, przepraszamy. Co  do następnego rozdziału nie wiem czy pojawi się tak prędko. Koniec roku szkolnego zbliża się tuż, tuż, a mianowicie ostatnie poprawianie ocen, zaliczanie jakiś sprawdzianów i tym podobne. Do tego dochodzi wycieczka na którą jadę razem z Minnie co trochę komplikuje sprawę. Aczkolwiek myślę, że do tego czasu powinno się coś tu znaleźć. Miłego czytania wam życzę. :)



~*~


żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie 



Siedział na ławce i załamany patrzył w ziemię, deszcz padał od jakiś dobrych dwóch godzin, jego ubrania całkowicie przemokły, włosy przylegały do twarzy, ale nie obchodziło go to w tym momencie. Oparł się o oparcie ławki i odchylił głowę w tył pozwalając kroplą uderzać o jego twarz, po chwili krzyknął wiązankę tylko dla siebie znanych słów i znów ją opuścił spoglądając na swoje drżące ręce. Od dwóch dni nikt nie chce mu niczego sprzedać. Powód? Nie ma tego co jest w tym wszystkim najważniejsze. Pieniędzy. Podniósł swoje wątłe ciało i przyspieszył kroku idąc w tylko sobie znanym kierunku.
-Musisz coś znaleźć Taemin.. weź się w garść!- potrząsnął głową i skręcił w wąską uliczkę. Zobaczył w jej końcu siedzącą pod małym daszkiem osobę. Poczuł jak krew w jego żyłach przyspiesza. Podszedł to mężczyzny, a ten widząc jego stan zaśmiał się pobłażliwie. Do jego uszu doszło pytanie którego tak bardzo pragnął.
-Heroinę... daj mi here.. - patrzył na niego wygłodniałym wzrokiem.
Pytanie które później usłyszał dobiło go.
-Nie mam.. Nie mam ani grosza..
Zrobił wielkie oczy słysząc propozycję bruneta i widząc jego poczynania. Spiął się czując chłodną dłoń na swoim policzku, opuszki przesuwające się po jego szyi w dół przez klatkę, brzuch aby zacisnąć się lekko na jego kroczu. Odskoczył w tył i spojrzał na niego ze wściekłością.
-Spierdalaj! Mam jeszcze trochę godności! - odwrócił się tyłem do bruneta i ruszył przed siebie.
Po jego głowie wciąż krążyły słowa chłopaka
~Narkomani nie mają godności.
-Phi! Też coś.. Dupek!
Usiadł na ławce którą wcześniej zajmował i myślał nad całą tą sytuacją. Dobijała go myśl, że dalej niczego nie zdobył, ale przecież nie mógł się zgodzić na taki układ.
-Przecież każdy ma jakąś godność.. - przeczesał dłońmi splątane białe kosmyki i zamknął na chwilę oczy.
Czyżby się aż tak pomylił?
Westchnął głośno, wstał z ławki i powoli szedł w miejsce które miał w głowie.
Podszedł do chłopaka który patrzył na niego wyczekująco.
-Zgadzam się. - Dwa słowa wystarczyły aby brunet poderwał się z miejsca i wręczył w drżace ręce Lee strzykawkę oraz karteczkę z adresem. Taemin od razu zdjął bluzę, usiadł na ziemi, ze swoich spodni wyjął pasek i sprawnie umieścił go na swoim ramieniu zaciskając go mocno, patrzył jak jego żyły robią się bardziej widoczne, chwycił koniec paska w zęby, odbezpieczył strzykawkę i wstrzyknął sobie dawkę. Słowa ~Jeśli nie będzie cię za max 3 godziny, znajdę cię, a wtedy już nie będzie tak miło~  było ostatnią rzeczą którą usłyszał zanim odciął się zupełnie od świata.

Dzień od samego początku wydawał się ponury, chłodny wiedział, że w taką pogodę nie będzie miał zbyt dużo klientów, a co za tym idzie? Mniejszy zarobek co oznacza mniej pieniędzy. Jakby tego mu brakowało, miał wszystko czego było mu potrzeba, dom, a raczej wielką posiadłość, która pomieściłaby z co najmniej 3 rodziny. Musiał przyznać zarabiał i to dość sporo, a wydawałoby się, że to tylko zwykłe sprzedawanie dragów. Lecz czego wygłodniały człowiek nie jest w stanie zrobić by zdobyć to na czym tak strasznie mu zależy, czyli coś co tylko on miał i mógł dać. Czyli prochy, dużo białych proszków, które tylko czekały na kolejną osobę, która pragnie ich nabyć. Niby mały, niewinny interes, a tak wielkie zyski przynosi, a jak wiele korzyści. Uśmiechnął się na samą myśl o dzisiejszym kliencie, który nawiedził go w stanie krytycznym, który wręcz błagał o jakąkolwiek darowiznę z jego strony,  a on? No cóż, patrząc na chłopaka o białych jak śnieg włosach poczuł potrzebę żeby mu pomóc. Wiedział, że narkotyki strasznie uzależniają, a on jest jego jedyną deską ratunku. Kim Jonghyun nie jest jednak osobą bezinteresowną, musiał mieć z tego jakąkolwiek korzyść. Dragi nie należały do rzeczy tanich o czym doskonale zdawał sobie sprawę więc jakie miał skrupuły do dania mu takiej propozycji wręcz nie do odrzucenia? Oczywiście, że żadnych. Nie należał również do ludzi, którzy mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia, można powiedzieć, że był egoistyczny? Ale co to za różnica? Jemu to szczególnie nie przeszkadzało, a nawet lubił tą cechę, która dla nie jednych byłaby wadą. Dzięki temu zawsze potrafił dążyć do wyznaczonego sobie celu, a jaki sobie teraz obrał? Czego oczekiwał, jednego. JEGO. Który w końcu wrócił ze skruchą wymalowaną na twarzy. Przecież on zawsze wygrywa, zawsze dostaje to czego chce. Aktualnie czekał w wygodnym brązowo brunatnym fotelu wpatrzony w iskierki palącego się ognia w kominku, niby wiosna, ale na dworze w dalszym ciągu zimno. Nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek przeziębienie czy chorobę. To wszystko samo się przecież nie sprzeda, a jak się nie sprzeda nie będzie miał tego co sprawia mu najwięcej radości. Kolorowych szeleszczących papierków na które nie jedna osoba musi harować godzinami, a on je ma prawie na wyciągnięcie ręki. No cóż, takie życie.. Zaśmiał się w myślach odchylając głowę lekko do tyłu. Trzeba być człowiekiem sprytnym i wiedzieć w jaki wejść interes by był jak najbardziej opłacalny, a przecież Jonghyun takim był. Umiał sprytnie zbajerować policjantów, którzy nie jeden raz podejrzewali go o dilerkę, trzeba mieć ten dar, by wyjść na czysto. Westchnął głęboko, a blady uśmiech zagościł na jego ciemnej na pozór karnacji. Zerknął kątem oka na wiszący na ścianie zegar, który wskazywał 20:12. Spóźnia się. Może się rozmyślił? Parsknął pod nosem niezadowolony, nienawidził spóźnialskich, a najbardziej kogoś, kto robił z niego idiotę. Nie był osobą z którą można było zadzierać i bardzo, ale to bardzo nie lubił kiedy ktoś nie zaleca się do jego poleceń. Jakieś dwie minuty później rozbrzmiał w jego posiadłości długi dzwonek do drzwi. Brunet z lekkim ociąganiem się, ale z drugiej strony podekscytowaniem, które oczywiście ukrywał pod maską wielkiego zirytowania mieszanego z niezadowoleniem, wstał z fotela i otworzył wyczekującemu jak się domyślał białowłosemu, a już na wstępie odparł groźnie. 
-Spóźniłeś się, dałem ci wystarczająco czasu, nawet stwierdzam, że za dużo - warknął ciągnąc kruche ramię chłopaka, a następnie wpatrywał się w jego oczy, które ciągle były zamglone, wręcz naćpane - Żeby to było ostatni raz, jasne? Następnym razem nie będę taki milutki - poklepał policzek chłopaka, którego imienia jeszcze nie poznał - Jak się zwiesz? 

Po jakimś czasie podniósł swoje kruche ciało z ziemi i podążył do swojego mieszkania. Posiadał małą kawalerkę którą utrzymywał Kai, nie chciał żeby jego młodszy brat mieszkał w melinie ale wiedział doskonale, że jest uzależniony, więc nigdy nie dał mu pieniędzy do ręki, często wrzucał mu do portfela jakieś drobne, ale nic więcej. Zawsze mu coś kupował, czy to nowe ciuchy, czy jedzenie, którego swoją drogą jadł ostatnimi czasy bardzo mało, czy perfumy, żele pod prysznic i inne potrzebne rzeczy. Było mu go żal, kochał go i zawsze starał się mu pomóc, lecz czasem już nie wiedział jak. Tae był tak młodym człowiekiem, z tak zniszczonym życiem, że zastanawiał się ile jeszcze pociągnie. Ich rodzice zmarli jak miał zaledwie 10 lat. Obaj trafili do domu dziecka. Kai został adoptowany rok później, a Taemin tam został. Od tego czasu, Jongin przysiągł sobie, że choćby nie wie co się działo, nie zostawi go samego. Dziś też go odwiedził, mieszkanie Taemina było w miarę posprzątane, lodówka pełna, nowe ciuchy na stole i karteczka obok. 
-Dbaj o siebie braciszku. - przeczytał na głos i uśmiechnął się do siebie - Ehh.. jedyny który mi jeszcze został. - zdjął przemoczone ubrania i rozwiesił je na kaloryferze, podszedł do lustra stojącego w przedpokoju i zlustrował swoją sylwetkę. 
-Schudłeś..- podskoczył słysząc za sobą głos brata
-Boże.. idioto zabije cie kiedyś. - uśmiechnął się czule do niego i przytulił do niego - Dawno cię nie było, stęskniłem się. Starszy objął drobne ciało i pogłaskał jego plecy, dokładnie wyczuwając kręgosłup swojego brata. 
-Co jadłeś młody? - zapytał odsuwając się od niego, coraz bardziej zaczynał się martwić o Taemina. 
-Eee.. kiedy? - zakłopotany podrapał się po głowie.
-A kiedy coś jadłeś? - wybałuszył oczy widząc zamyślenie na twarzy białowłosego 
-Nie pamiętammm... - wyminął go idąc do łazienki. 
-Ehh.. co ja z tobą mam.. - sprzedał mu lekkiego klapsa i poszedł do kuchni.
Tae wszedł pod prysznic i dokładnie wymył swoje ciało, z uczuciem patrząc na tatuaż który miał na prawym nadgarstku. Kai miał dokładnie taki sam tylko na lewym, pocałował go delikatnie i zabrał się za mycie włosów i golenie miejsc w których nie powinno ich być. Po jakimś czasie wyszedł spod prysznica i obwiązał biodra ręcznikiem, wyszedł z łazienki i poszedł do kuchni. 
-Muszę coś ubrać.. ale nie mam pojęcia co.. - zerknął na starszego marszcząc nosek. 
-A gdzie to się moje chuchro wybiera hęę? - uśmiechnął się i przyniósł mu z pokoju nowo zakupione przez siebie rzeczy. - Masz, czarne rurki, i biała bokserka dobre na wszystko, na górę zarzuć skórzaną kurtkę i będziesz piękny. - pocałował jego policzek. - No to gdzie idziesz?
-Hm.. ide zapłacić za działkę.. - powiedział wciągając na siebie czarne bokserki 
-Skąd masz kasę? - zapytał opierając się tyłkiem o blat i patrząc uważnie na młodszego.
-A kto powiedział, że będę płacić kasą? - powiedział cicho, jednak wystarczająco aby starszy to usłyszał.
-Co? Czym ty zapłacisz za te dragi? - Wcześniej się martwił? No to teraz był przerażony..
-Sobą.. - westchnął i wciągnął na tyłek czarne rurki. - Za duże - powiedział podchodząc do brata i bez skrępowania wyciągając mu pasek ze spodni. - Też mi się to nie podoba, ale nie mam wyjścia kotku.. - zapiął klamrę i założył białą bokserkę. 
-Może ja ci dam kasę na nie co? - objął od tyłu kruche ciałko kładąc głowę na jego barku
-Nie. I tak jesteś dla mnie za dobry, powinienem gnić w melinie, lub bóg wie gdzie jeszcze.. nie pozwolę, abyś płacił za moje dragi.. - odwrócił się do niego przodem i musnął jego usta. - Idę, zaraz się spóźnię. Już chciał wyjść lecz ręka starszego zatrzymała go. 
- Najpierw coś zjesz. 
Uśmiechnął się lekko słysząc te słowa. 
-Już już.. - usiadł i zaczął jeść kanapki, po jednej już miał dość. - Dziękuję skarbie, więcej nie zjem. - Wstał i poszedł do łazienki, umył zęby, ubrał trampki i kurtkę. - muszę już lecieć. - uczesał włosy i cmoknął policzek brata.- Papa kocham cię i dziękuję - wtulił się w niego. 
-Teraz nie wyglądasz jak narkoman kotku.. - poczochrał jego włosy i uśmiechnął się. - Jakby coś się działo to dzwoń.. - Wsunął mu telefon w kieszeń i pocałował delikatnie jego wargi. - No leć już kruszyno, uważaj na siebie.. - otworzył drzwi i patrzył jak młodszy opuszcza mieszkanie. 
Był spóźniony, biegł ile sił w nogach, nie chciał mieć problemów. W końcu dotarł. Wybałuszył oczy widząc posiadłość, zadzwonił na dzwonek i czekał aż ktoś mu otworzy. Po chwili zobaczył bruneta, spiął się lekko. Bał się, nie wiedział co go czeka. na wstępie dostał opierdziel, przywykł do tego. 
-Lee Taemin - uśmiechnął się delikatnie patrząc na niego. - a ty? 

Kiedy tak stał z nim twarzą w twarz mógł wreszcie na spokojnie mu się przyjrzeć. Białe jak śnieg włosy, szczupła buzia z lekko zapadniętymi policzkami, oczy podkrążone jakby nie spał kilka nocy. Do tego wszystkiego szczupłe ciało i aż nasuwało się na usta słowo kościste, które idealnie opisywało budowę całej jego sylwetki. Spodnie, które miał na sobie wisiały jak na jakimś manekinie. Pokręcił niezauważalnie głową zastanawiając się jak można się doprowadzić do tak opłakanego stanu. Lecz pomijając chudość chłopaka, był piękny co Jonghyunowi w zupełności wystarczało. Dostrzegając niepewność na twarzy młodszego, bo na oko dawał mu gdzieś 18 lat, może był młodszy to złowrogi, zadziorny uśmiech malował się na jego ustach. 
-Jonghyun. Kim Jonghyun - puścił mu oczko przejeżdżając po jego sylwetce swoim ciemnym, a można powiedzieć czarnym jak węgiel spojrzeniem - Lepiej żeby zapadało ci to nazwisko w pamięci - zaśmiał się lekko pod nosem widząc w dalszym ciągu podenerwowanie nowo poznanego - Rozluźnij się młody, to zależy od ciebie czy będzie przyjemnie. Czy dla ciebie to będzie przyjemne - mruknął lecz uśmiech, który gościł na jego twarzy zniknął, a sam brunet spoważniał - Koniec gatki, rozbieraj się. 

Kim Jonghyun... 
-Piękne imię. - uśmiechnął się czule do Jjonga jednak słysząc następne słowa uśmiech znikł z jego twarzy. Co jak co, ale nie lubił swojego ciała. Uważał je za okropne, brzydkie, paskudne i tym podobne.
Czując na sobie ponaglające spojrzenie bruneta zdjął kurtkę i rzucił ją na bok, schylił się i zdjął buty, zaraz do kurki dołączyły spodnie wraz z bokserką. Stał naprzeciw niego w samych bokserkach ze spuszczona głową, gdy podniósł ją w górę zobaczył w jego oczach.. przerażenie?  Strach? Bał się? Poczuł opuszki jego palców na swoich wystających żebrach i wyraźnie widocznych kościach biodrowych. Miał świadomość, że był bardzo chudy. No cóż.. narkotyki nie zostawiły na nim suchej nitki, a jedyną osobą która dotykała jego ciała był jego brat. Aż do teraz...

Tak, rozbieraj się kochanie, pokaż mi swoje ponętne ciało. Oblizał usta pochłaniając wszystko uważnie aby nic nie umknęło jego uwadze. Zwracając ją na każdy najmniejszy szczegół. Jego ruchy, powolne, niepewne sprawiały, że Jonghyun niecierpliwił się coraz bardziej, a cierpliwy to on zdecydowanie nie był. Najgorsze jak czegoś bardzo chce, a nie może tego od razu otrzymać. Szału mógł wtedy dostać. Zazgrzytał zębami, bo pożądanie w nim rosło z sekundy na sekundę, czuł niemalże jak rozpala jego żyły do granic możliwości, jak pobudza dawno uśpione hormony, które zaczęły pracować na coraz to wyższych obrotach. Ostatnim elementem jaki pozostał na Taeminie, był białą bokserką, która aż prosiła się o jej zdjęcie, co też chwilę potem uczynił ukazując swoją wychudzoną klatkę piersiową. Zamarł, po prostu był w tak wielkim szoku, że przez chwilę nawet zdawało mu się, że zemdleje. Już dawno w takim nie był z jakim przyszło mu się zmierzyć właśnie teraz. Chęć wzięcia chłopaka tu i teraz jakby w jednej chwili wyparowała pozostawiając po sobie jedynie przerażenie. Tak, jedynie co czuł to ogromny strach. Jeszcze nigdy nie widział człowieka w tak krytycznym stanie. Chociaż spotykał nie jednego narkomana, sam był dilerem więc było logiczne, że obracał się w otoczeniu tych ludzi. Ale jeszcze nigdy nie przyszło mu oglądać kogokolwiek z nich pół nago. Wiedział, że dragi niszczą człowieka, ale nie spodziewał się, że aż tak. Kości, jedyne co rzucało się w oczy Jonghyuna to wystające żebra, kości biodrowe. Praktycznie nic nie pozostało po pożądliwym ciele, za które jakiś czas temu nie jeden mężczyzna bądź kobieta mogłaby zabić. Nawet nie wyobrażał sobie faktu, że mógłby go teraz przerżnąć tak jak mu się żywnie podoba. Szczerze, bał się go tknąć obawiając się, że zrobi mu krzywdę. O ile jeszcze się jakąś dało. Jakim cudem on w ogóle może jeszcze ustać na własnych nogach, o własnych siłach? To bruneta najbardziej w tej chwili zastanawiało. Mimo swojego wyniszczonego wyglądu chłopak w dalszym ciągu zabiegał o biały proszek, który jedynie jeszcze bardziej doprowadza do jego końca. Musiał przyznać Taemin wyglądał jak chodząca śmierć, która straszyła swoim wyglądem, a przecież musiał być taki piękny. Nie mógł się powstrzymać, musiał poczuć bo może jego wyobraźnia płata mu figle? Jeździł swoimi smukłymi opuszkami palców po nagiej skórze białowłosego. Była taka delikatna, aksamitna jak jeden z najdroższych jedwabi, a zarazem krucha przez co miał wrażenie, że jeden nieostrożny ruch, a może się zniszczyć. Badał każde wystające żebro Taemina wykrzywiając twarz w coraz to większym strachu, przerażeniu, ale również i bezradności, którą czuł mając chłopaka na wyciągnięcie ręki, to jego przerażające ciało. 
-Ty coś w ogóle jesz? Jesteś strasznie wychudzony... Wyglądasz.. okropnie.. - słowa ulatywały z niego znajdując światło dzienne, był bardzo bezpośredni, zawsze coś co mu nie pasowało umiał bez problemu komuś wygarnąć, nie potrafił trzymać tego w sobie. W dalszym ciągu nie spuszczał z niego wzroku lecz w końcu nie wytrzymał. tego po prostu było już za wiele - Błagam cię, zakładaj to z powrotem - rzucił w niego ubraniami, które jedynie znów upadły na podłogę - Nie musisz mi oddawać tych pieniędzy, ale wynoś się stąd jak najszybciej. 

Patrzył na niego z wielkim szokiem wymalowanym na twarzy. Jak to ma się ubrać? Jak to ma wyjść? Co z dragami?
- Co? Dlaczego? Nie! Gdzie ja znajdę innego dilera? Nie mam pieniędzy.. Przecież nikt mi nic nie sprzeda..- jego dłonie zaczęły drżeć, był przerażony. Nie wiedział co ma zrobić. Nie może  kolejny raz zostać bez narkotyków. Cały się trząsł. Nerwowo wplatał palce we włosy aby po chwili opuścić ręce i przejść się nerwowo kawałek. Czuł jak do jego oczu napływają łzy. Stanął na przeciw Jonghyuna na twarzy którego widział przerażenie. Czyżby nigdy nie widział aż tak uzależnionego człowieka? 
-Jonghi.. - zdrobnił jego imię i spojrzał mu głęboko w czarne tęczówki. - błagam.. nie rób mi tego... - położył chłodna dłoń na jego karku i wzrokiem zjechał na jego usta aby po chwili znów popatrzeć w jego oczy. -proszę...- Nie myślał długo. Zaczął  powoli i delikatnie całować wargi bruneta, po chwili jego język ocierał się o ten starszego. Miał świadomość że potrafi się bardzo dobrze całować i mało kto jest go w stanie odepchnąć. Tylko musi chcieć się postarać i to pokazać. To właśnie była ta sytuacja. Teraz był w stanie zrobić wszystko aby zdobyć te pieprzone narkotyki.

Zakłopotanie, to dobre określenie na to jak się czuł patrząc na chłopaka, który chodził wręcz zrozpaczony po pokoju? Nie, to co się działo przekraczało wszelkie możliwości. Przerażenie w dalszym ciągu było widoczne na jego bladej w tej chwili twarzy, które nie chciało zejść. Poczynania Taemina, zachowanie sprawiało, że Jonghyun nie wiedział co zrobić. Pierwszy raz czegoś nie był pewny i nie chciał zrobić tego co obrał sobie za cel. Słowa, prośby białowłosego w dalszym ciągu kołatały mu w głowie, kiedy poczuł jego ciepłe wargi na swoich własnych. Były takie miękkie, słodkie jak miód, że brunet nie mógł się powstrzymać. Odwzajemnił pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny, gwałtowny wręcz można powiedzieć uzależniający. Po prostu nie potrafił się od niego oderwać ze swojej własnej woli, jeszcze do tego język, który doprowadzał go do szaleństwa i pchał do podjęcia decyzji, którą w ostateczności odrzucił. Nie mógł się przecież dać otumanić, zagiąć lecz tak się działo z każdą najmniejszą chwilą aż w pewnym momencie zapragnął go. Chciał czuć tą dobrze znaną ciasnotę, której tak strasznie mu brakowało, nawet nie zwracał uwagi na fakt, że chłopak nie jest w najlepszym stanie, ani na to, że jeszcze jakiś czas temu wręcz czuł strach przed dotknięciem go. Wszystkie hamulce, zastrzeżenia uleciały z niego, a na ich miejsce znów powróciła czysta chcica, pragnięcie więcej, odkrycie więcej i jeszcze więcej. Przyparł Taemina do zimnej ściany odwracając tyłem do siebie, sam ustawił się za nim składając drobne pocałunki po szyi oraz barku białowłosego. Jedną ręką chwycił go zaś w pasie, a drugą ściągnął bokserki, które jedynie przeszkadzały. Przejechał po odkrytym członku Taemina uśmiechając się lekko pod nosem słysząc cichy jęk, który wydostał się z jego buzi. 
-Jeszcze nie raz zajęczysz dzisiejszej nocy - wymruczał mu seksownym zachrypniętym głosem wprost do jego ucha. 

Bał się, że starszy nie da mu szansy, że go wyrzuci, jednak gdy poczuł jak oddaje jego pocałunki, już wiedział że wygrał, czując jak przejmuje kontrolę nad jego własnym ciałem był pewny, że dostanie to czego pragnie. Nie oponował gdy starszy zdjął jego bokserki, czując chłodne palce na swoim przyrodzeniu jęknął cicho, a słowa które brunet do niego wypowiedział i ton jakim to zrobił sprawiły ze przez jego ciało przeszedł dreszcz. 
-Chcę... - odwrócił się do niego przodem i objął go za szyję.
Znów wpił się w te pełne usta i smakował ich dokładnie, po chwili koszulka Jonghyuna leżała na podłodze. Taemin objął rękami szyję starszego a nogami oplótł jego biodra zawisając na nim, położył głowę na jego barku i szeptał seksownie wprost do jego ucha.
-Chcę jęczeć pod tobą, przez ciebie, chcę błagać o więcej, chcę czuć cię głęboko w sobie.. 
Czując jak starszy napina mięśnie pod wpływem jego głosu uśmiechnął się nieznacznie i lekko zagryzł płatek jego ucha. Po chwili leżał już na wielkim łóżku w sypialni i całował namiętnie te usta które go w pewien sposób pociągały. Zarzucił mu ręce na kark i rozszerzył nogi, tak że Jong bez problemu się między nimi zmieścił. Czuł jego palce na swoim ciele, usta, język podążały za nimi. Dawno nikt go tak nie dotykał, wygiął się w łuk czując usta starszego na swoim sutku. Z każdym ruchem Jonga jęki Tae były coraz bardziej zachrypnięte, coraz głośniejsze, coraz bardziej podniecające. Wił się pod wpływem jego dotyku. Chciał coraz więcej. Za każdym razem gdy tylko próbował chociaż trochę objąć dominację nad zaistniałą sytuacją jego ręce od razu były unieruchomione nad jego głową a usta zamknięte ustami starszego. Podobało mu się to co starszy robił z jego ciałem, podniecenie rosło z sekundy na sekundę. Był ciekaw co będzie dalej..

Jęki, jedyne co było słychać w całym pomieszczeniu to ich sapanie mieszane z pojękiwaniami Taemina, który wił się od jego dotyku. Wziął swojego członka w rękę i od razu nakierował na jego dziurkę nie bawiąc się w żadne rozciąganie, które powinien zrobić aby sprawić białowłosemu jak najmniej bólu. Chociaż czy dla niego liczyła się druga osoba, oczywiście że nie. Najważniejsze było aby to jemu było dobrze, przyjemnie. Oraz jego cierpliwość mu na to nie pozwalała dlatego kiedy tylko wszedł w niego dość gwałtownie od razu przeszedł do ostrych, mocnych pchnięć uderzając w jego czuły punkt. Taemin był tak przyjemnie ciasny, tak bardzo podniecający, że Jonghyun nie potrafił się powstrzymać, nie chciał tego robić. Jedyne co było dla niego ważne w tym momencie to osiągnięcie spełnienia.

Nie wiedział co ma zrobić ze swoim ciałem, palce bruneta były wszędzie, było mu tak cholernie dobrze, jego członek był napięty do granic możliwości. Gdy poczuł jak jong wchodzi w niego miał wrażenie, że rozrywa go od środka, jednak posłusznie zacisnął zęby i znosił ból. Na początku było bardzo źle ale im więcej czasu mijało tym odczuwał coraz większą przyjemność, aż w końcu sam poganiał Jonghyuna za co kilka razy oberwał z liścia, lecz w tym momencie nie przeszkadzało mu to. Objął starszego za szyję i przyciągnął do ostrego pocałunku. Zagryzał jego wargi przyciągając je lekko do siebie, jego język dokładnie badał wnętrze ust bruneta. Wbił paznokcie w plecy Kima zostawiając na nich czerwone pręgi. Krzyknął głośno imię kochanka, zacisnął się na jego członku i po chwili poczuł jak orgazm szarpie jego ciałem. Opadł bezwładnie na plecy, był wykończony, jego klatka poruszała się nierównomiernie, a powieki były tak strasznie ciężkie, że nawet nie próbował ich otworzyć.

Płynne, zamaszyste ruchy w zupełności wystarczyły by mógł dojść do szczytów ekstazy rozlewając się w ciele wręcz kościstego Taemina, którym jeszcze targały dreszcze po chwilowo przeżytym orgazmie. Chłopak przymykał powieki nawet nie racząc go zbędnymi spojrzeniami, widać było, że zmęczenie wzięło u niego górę, a Jonghyuna wcale to nie dziwiło. Spodziewał się tego, przecież to było takie oczywiste, że skoro jest taki chudy, szybciej będzie opadał z sił. Przez chwilę nawet poczuł wyrzuty sumienia, które niespodziewanie nawiedziły jego myśli, ale szybko je odgonił nie pozwalając by zabrnęły zbyt daleko. W pokoju panowała niemalże cisza zagłuszana jedynie ich głośnymi, nierównomiernymi oddechami. Spoglądał na jego wciąż wykrzywioną w spełnieniu twarz po której przejechał opuszkiem swojego palca dopiero po chwili orientując się co takiego zrobił. Jonghyun nigdy nie był człowiekiem czułym, nie przywiązywał się do ludzi, nie zwracał uwagi na ich emocje tak więc takie rzeczy były trochę nie na miejscu, a zwłaszcza kiedy usłyszał komplement od Taemina, i mimo że takie słowa nie robiły na nim wrażenia to lekki uśmiech zagościł na jego ustach. Przestań Jonghyun, to tylko jeden z wielu, który wylądował z tobą w łóżku. 
-Wiem - odparł nieskromnie podnosząc się z łóżka, by sięgnąć do szafy po nową parę bokserek, bo te które leżały nadawały się jedynie do prania, który swoją drogą w końcu będzie musiał zrobić. Później. Zakładając ową rzecz w dalszym ciągu czuł na sobie ten pożerający wzrok młodszego, który ani na chwilę z niego nie schodził. Brunet doskonale wiedział, że był przystojnym mężczyzną za którym nie jedna kobieta się uganiała lecz dowiadując się o jego orientacji odchodziła zawiedziona. No cóż mógł poradzić, że bardziej interesowali go mężczyźni. Słysząc pytanie z tych małych usteczek w pewnej chwili zwątpił, a ogromne wahanie zagościło na jego twarzy, bo nie wiedział co ma odpowiedzieć, czy przystać na propozycje, a może zwyczajnie w świecie odmówić? Lecz czy Jonghyun mógłby przegapić takie coś? Nigdy, nawet by sobie tego nie wybaczył. Więc odpowiedź była jasna, choć w jego głosie było słychać tą nutkę niepewności. Chociaż widząc to proszące spojrzenie kiedy stanął z nim twarzą w twarz, całe wahanie zniknęło. 
-Dobra, przyjdź jutro o tej samej godzinie. Pamiętaj, ubierz się ładnie młody - mruknął mu do ucha by chwilę potem przygryźć jego płatek. Złożył delikatny, motyli pocałunek na jego szyi aż na koniec westchnął uważnie przypatrując się poczynaniom Taemina, który gdy tylko się ubrał opuścił pomieszczenie. Musiał przyznać był zadowolony, ba żeby ino. Był wręcz szczęśliwy, że będzie mieć osobę, którą może pieprzyć ile mu się żywnie podoba, taki układ mu jak najbardziej się podobał.
-Oh, Lee Taeminie mam do ciebie wielkie plany - mruknął pod nosem, a uśmiech który widział na jego ustach się poszerzył. To będzie naprawdę ciekawa znajomość. 

Wygiął się czując jak nasienie starszego rozlewa się w jego wnętrzu. Sapał głośno i wtulił się w tors Jonghyuna. Uśmiechnął się czując opuszek jego palca na swoim policzku. Ucałował czule usta Kima i spojrzał mu głęboko w oczy. 
-Masz piękne oczy.. - przesunął delikatnie opuszkami po jego policzku i uśmiechnął się słodko. Uważnie obserwował jak straszy wstaje z łóżka i ubiera się. Dokładnie lustrował całą jego sylwetkę. Zagryzł lekko dolną wargę i powoli wstał z łóżka. Stanął za Jongiem i przytknął swoją klatkę do jego pleców a dłońmi wodził po torsie starszego. Oparł głowę o jego bark i zaczął mówić mu wprost do ucha. 
-Jonghyun.. zostań na stałe moim dilerem. Ty będziesz dawał mi dragi a ja tobie w zamian będę dawał siebie. - złożył kilka pocałunków na szyi starszego, jego palce dokładnie badały każdy skrawek torsu bruneta. Widząc ze ten się waha stanął z nim twarzą w twarz i przejechał opuszkami od jego szyi aż do podbrzusza i patrzył na niego proszącym wzrokiem. Uśmiechnął się słysząc odpowiedź bruneta. Przytulił go i czule pocałował. Ubrał się i po chwili machał starszemu wychodząc. Stojąc w drzwiach rzucił seksownie "do jutra kotku.." i już go nie było. Szedł długim chodnikiem w stronę bramy. Wyszedł za nią i od razu tego pożałował. Poczol mocny cios w brzuch i upadł na ziemie z krzykiem, łapiąc się za obolałe miejsce.
-Gdzie kasa gówniarzu?!
-Aaa! Nie mam! Kurwa.. odpierdol się. Powiedziałem że oddam jak będę miał do cholery! 
-Już za długo nie masz!
Kolejne ciosy spadały na niego a każdy coraz mocniejszy. Leżał na ziemi i staram się w jakikolwiek sposób ochronić przed ciosami. Czuł krew w ustach, ból ogarnął cale jego ciało. Zaczął krzyczeć, szarpać się, jednak wszystko na nic. Poczuł potworny ból w podbrzuszu i skulił się z głośnym krzykiem, a łzy same popłynęły z jego oczu. Nagle ciosy ustały. Ktoś się z kimś kłócił, ktoś oberwał. Poczuł jak ktoś bierze go na ręce. Zaczął się wyrywać ale gdy usłyszał ciepły głos Jonghyuna poddał się jego poczynaniom. W jego ramionach czuł się bezpiecznie.

Siedział na kanapie w salonie i pewnie by pozostał w tej pozycji jeszcze jakiś czas gdyby nie pies, a dokładniej czarno brązowy jamnik, który niespokojnie zaczął chodzić po pokoju i szczekać przeszkadzając mu w oglądaniu jakiegoś programu w telewizji, który swoją drogą mało go obchodził. Myślami nadal był przy białowłosym chłopaku, który jakieś 20 minut temu opuścił jego posiadłość. Spojrzał na niego swoim czarnym wzrokiem zaprzestając wcześniejszą czynność. 
-Co się stało Roo? - zmarszczył brwi, a potem zerknął na wiszący nad telewizorem zegar - Miałem iść z tobą na dwór! No tak, to o to chodzi, nie? Chcesz iść na spacer? - spytał, a Roo słysząc jego pytanie radośnie zamerdała ogonkiem i już biegła ze smyczą w pyszczku. Brunet wręcz rozczulił się na ten widok, podniósł się z kanapy narzucając na swoje barki ciemną skórzaną kurtkę, na nogi założył buty oraz zapiął Roo wcześniej przyniesioną przez nią rzecz. Wyszedł wcześniej wyłączając telewizor i zamknął drzwi na klucz, który schował do kieszeni swoich jeansów. Jamniczka kiedy tylko znalazła się na świeżym, nocnym powietrzu szarpnęła smyczą, a Jonghyun poszedł za nią słysząc już z daleka czyjeś krzyki, nawoływania. Nie lubił się mieszać w jakieś bójki w które niekiedy popadał, lecz do słabeuszy to on zdecydowanie nie należy i wiadomo, że wychodził z nich zdecydowanie na plusie. Mimo swojego niskiego wzrostu umiał sobie poradzić, bo przecież liczyła się siła, którą posiadał, a nie jak wysoki był. Choć musiał przyznać, że nie zawsze tak było. Będąc coraz bliżej zamieszania, w które nie powinien się angażować, ale ciekawość to cecha, która była u niego wręcz zdradliwa. Musiał zobaczyć co się dzieje ewentualnie później zacząć wycofywać chociaż gdyby była taka potrzeba zostałby. Pies kiedy wyczuł, że coś się dzieje i gdy dostrzegł małą grupkę mężczyzn zaczął panicznie szczekać przez co faceci zwrócili na niego swoją uwagę. 
-Cicho Roo - warknął do jamniczki, która tylko kwapiła się by kogoś ugryźć. Niestety jego pies, nie był łagodny, ani spokojny można nawet powiedzieć, że była ona agresywna. Mówi się, że jaki właściciel taki zwierzak, coś w tym było. Jonghyun przeleciał ich znudzonym, niewzruszonym, wzrokiem nie przejmując się groźbami, które leciały pod jego adresem. Lecz jedna osoba przykuła jego zainteresowanie a mianowicie chłopak o białej jak śnieg grzywce leżący i kulący się na ziemi. Ciśnienie podskoczyło w ciele starszego doskonale wiedząc, kto to jest. Taemin. Przełknął ślinę i już niewiele myśląc spuścił Roo ze smyczy, która pognała do zgromadzonych, a Jonghyun podszedł spokojnie wymierzając pierwszemu stojącemu mężczyźnie prawy sierpowy w twarz, że aż z wrażenia upadł. 
-Lubicie się znęcać na słabszych? Może zmierzycie się z kimś równemu sobie? - syknął w kierunku wysokiego osiłka, który podniósł się z ziemi trzymając za krwawiący nos
-A co ty nam możesz zrobić kurduplu? - oddał Jonghyunowi lecz zdecydowanie nie tak mocno jak wcześniej chłopak mu przywalił - Nas jest trzech, a ty sam jak ten palec - uśmiechnął się choć uśmiech szybko zniknął czując ból na jednej z nóg, bo Roo właśnie go ugryzła. 
-Żebyś się nie zdziwił co ten kurdupel może ci zrobić - podciął mu nogę, a mężczyzna znów wylądował na ziemi, dwóch, których trzymało ciało poturbowanego Taemina zostawiło go w spokoju idąc w kierunku bruneta. Normalny człowiek byłby przerażony, uciekał, modlił się by nic mu się nie stało, lecz nie Jonghyun. On czekał, najzwyczajniej w świecie czekał aż podejdą, będą chcieli zrobić to co zamierzają. Kiedy jeden się zamachnął zrobił unik i sam wymierzył mu pięścią w brzuch i popchnął na drugiego, który chciał właśnie go uderzyć powodując, że obaj upadli wpadając w gęste krzaki. Osiłek, który w dalszym ciągu leżał właśnie zamierzał się podnieść lecz brunet widząc jego zamierzenia kopnął go kilka razy z całej siły w brzuch, a on jedynie skulił się jeszcze bardziej.
- I żebym ja was tu więcej nie widział, spróbujcie go znów tknąć, a skończycie jeszcze gorzej - splunął odwracając się do tyłu, a dwóch, którzy pozostali w krzakach zniknęli z pewnością wystraszeni stanem ich tak zwanego lidera. Zadowolony spojrzał na Taemina i dopiero wtedy przypomniał sobie o celu tego wszystkiego. Przez całą bójkę zapomniał o poszkodowanym, który kulił się jęcząc z bólu gdy starszy wziął go na ręce. 
-Spokojnie.. to tylko ja. Nie zrobię ci krzywdy - widząc w jakim stanie znajduje się chłopak poczuł nagłą wściekłość, że ktoś w ogóle odważył się podnieść na niego rękę. On sam bał się odbyć z nim stosunek obawiając, że zrobi mu krzywdę, a co dopiero doprowadzić do tego - Zabieram cię do siebie, nie ma mowy, że będziesz wracał w takim stanie.. - mruknął słysząc sprzeciwy ze strony młodszego, które go jedynie zdenerwowały jeszcze bardziej - Nawet nie próbuj zaprzeczać, masz w ogóle szczęście, że cię tu znalazłem. Podziękujesz mi później - rozejrzał się poszukując swojej zguby lecz nawet nie musiał nawoływać, bo pies od razu do niego przybiegł - Świetna robota Roo. 

Syknął cicho gdy Kim położył go na kanapie. 
-Nowe ciuchy.. Kai mnie zabije.. - jęknął patrząc na białą bokserkę całą we krwi i parę przetarć i dziur na spodniach. 
~Kto to był? Dlaczego cię pobili? Kto to Kai? 
- Wiszę kasę za dragi... Nie mam z czego oddać.. Mój brat. Tylko on mi został.. tylko on mi po... -Jong wszedł mu w pół słowa.
~Nie obchodzi mnie twoja historia rodzinna. Rozbieraj się, muszę ci to opatrzyć.. 
Starał się zdjąć bokserkę ale przychodziło mu to z wielkim trudem. Po chwili poczuł jak uciążliwy materiał znika z jego ciała z pomocą Jonghuna z którego ust wyleciało kilka przekleństw. Zimne opuszki przesuwały się po siniakach na jego ciele.
-Shhh... - spiął się gdy starszy przejechał po jednym z żeber. 
Dłonie Jnghyuna powoli rozpięły jego spodnie które po chwili zniknęły wraz z butami i bokserkami ukazując posiniaczone i obtarte chude nogi białowłosego.
Leżał na dużej czarnej kanapie i patrzył jak starszy powoli i delikatnie obmywa jego rany żeby następnie je opatrzyć.
Pisnął czując mocny ból gdy Jong przyłożył gazę nasączoną wodą utlenioną do jego krwawiącego łuku brwiowego. Zacisnął ręce w pięści i ścisnął zęby robiąc przy tym zabawną minę, ale wszystko dzielnie zniósł. 
~Hah.. zabawnie wyglądasz. 
Otworzył szeroko oczy. Czy Jonghyun się właśnie do niego uśmiechnął? Ale to był inny uśmiech niż te wcześniejsze.. Taki.. szczery... 
 Gdy Kim już opatrzył wszystkie rany Taemin powoli zaczął się podnosić, lecz brunet zatrzymał go kładąc z powrotem.
~Gdzieś się wybierasz? 
-Eeeeee do domu? - zerknął na niego nie rozumiejąc pytania, chyba nie sądził że..
~Zostajesz na noc. Nigdzie nie idziesz w takim stanie. Chcesz żeby cię zabili?
Szok? To mało powiedziane w odniesieniu do tego co w tej chwili czuł. 
-Ale..
~Słuchaj smarkaczu, będzie tak jak ja chcę, jasne? Zapamiętaj dobrze te słowa. Nie lubię się powtarzać.
Spuścił głowę i siedział już cicho bawiąc się plasterkiem na jego brzuchu. 
Po jakimś czasie, poczuł jak starszy delikatnie i ostrożnie bierze go na ręce niosąc w stronę jednego z pokoi. 
-Hihi - zachichotał uroczo - nie jestem jajkiem głupolu, nie musisz wszystkiego robić tak ostrożnie i delikatnie. - Objął go za szyję i wtulił się w niego obdarzając go pięknym i najszczerszym uśmiechem.  
Z sekundy na sekundę brunet szokował go coraz bardziej. 
Miał tyle pokoi więc dlaczego będą spali razem, w tym samym łóżku? Kiedy starszy położył dłoń na jego pasie i delikatnie przyciąga do siebie, czuł się taki.. bezpieczny.. Nie myśląc długo wtulił się w umięśniony i ciepły tors starszego i zasnął szepcząc ciche 
-Dobranoc.



~ Minnie & Bummie