poniedziałek, 14 września 2015

Like a Butterfly.






~*~



Powiedziano mu kiedyś, że miłość to najpiękniejsze uczucie jakim człowiek może darzyć drugą osobę. Ale chyba nikt nie przewidział faktu, że siedzi w tym wszystkim sam. Zakochany po uszy ze złamanym sercem. Czy jest szczęśliwy? Zdecydowanie nie. Przez to wszystko jedynie cierpi nie czując z tego żadnej radości. Więc gdzie w tym prawda? Z tego co zdołał wywnioskować to jest to same kłamstwo, zero szczerości. Wie, że płacz już w tym momencie nic nie da, ale gdyby tak łzy zamienić w krew? Nabierze to całkiem innego, nowego znaczenia? Być może. Nie zastanawiał się nad konsekwencjami, miał plan, który zamierzał zrealizować.

***

Chłopak z kapturem na głowie wyczekiwał odpowiedniego momentu. Nie mógł podejmować pochopnych decyzji tylko działać z pełną premedytacją. Nienawiść jaka w nim siedziała pchała go w przekonaniu, że to najlepsze, co może zrobić. Ale czy faktycznie tak było? Czy ktoś naprawdę musi zginąć, by poczuł się lepiej? Nie widział innego wyjścia. Wolał się pozbyć problemu niż zwyczajnie go rozwiązać. Chciał wreszcie zacząć żyć od nowa, a puki ma świadomość, że on jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko zwyczajnie go dobijała. Nie chce dłużej cierpieć. Skoro nie może go mieć, w takim razie nie będzie miał go nikt. Wziął kilka głębokich oddechów biorąc do ręki mały scyzoryk, może niewielki, ale do tego nie potrzeba mu większego. Naciągnął mocniej odzienie na głowę by przypadkiem ofiara nie zdołała dostrzec jego twarzy i wbiegł do pomieszczenia momentalnie nieruchomiejąc. On, miłość jego życia całuje się z innym. To on powinien być tym chłopakiem, on powinien czuć usta Jina na swoich własnych, on powinien go zaspokajać, sprawiać, że będzie szczęśliwy. W jednej sekundzie cały plan zmienił swój kierunek odnajdując inny, nowy cel. Ścisnął w dłoni trzymane ostrze czując jak powieki zaczynają go piec. Dwie pary oczu spoglądały teraz w jego stronę gdyż swoim wtargnięciem spowodował dość spory hałas. To były sekundy kiedy krew się polała. Ale on tylko do nich podszedł, odepchnął bruneta na bok zajmując się jego towarzyszem. Namjoon zaświergotało mu w głowie gdy widział osuwającego się chłopaka po ziemi z powiększającą się plamą na koszulce. Lecz czego nie przewidział to tego, że podczas całego zajścia w końcu spadnie mu kaptur ukazując jego tożsamość. Spojrzał w przerażone oraz pełne niedowierzania oczy Jina.
-Zrobiłem to dla twojego dobra... - wyszeptał wycierając brudne ręce o biały materiał swojej bluzki. Dopiero gdy spojrzał na swoje dłonie, a potem zapłakane oczy starszego wreszcie dotarło do niego co właśnie zrobił. Zabił człowieka. Został mordercą. Pokręcił głową, raz, drugi, w końcu odrzucił przyrząd zbrodni na bok wybiegając z pomieszczenia.

***

Osunął się po ścianie budynku z ciężko bijącym sercem. W uszach nadal kołacze mu ten przeraźliwy krzyk. Na dłoniach nadal posiadał jego krew, która zdążyła już zaschnąć. Łzy leciały mu ciurkiem po twarzy a on sam starał się za wszelką cenę pozbyć czerwonych śladów na rękach. Obmył je wodą z butelki, ale one nie chciały zniknąć jakby go naznaczyły. Przed oczyma nadal miał ten zbolały, pełen nienawiści wzrok Seokjina. Nie tak to miało wyglądać, to on miał zginąć, ale poczuł zazdrość, która zablokowała racjonalne myślenie. Przecież takim sposobem nie pozbył się problemu, a jedynie stworzył nowe. A może to nie Jin jest problemem? Może to wcale nie Jin powinien się usunąć? Rozszerzył nieco oczy dochodząc do pewnych wniosków. Może to właśnie on powinien uciec? Odejść w lepsze miejsce? Pociągnął nosem wyciągając z kieszeni telefon, na jego tapecie widniało zdjęcie jego i starszego, jedyne jakie posiadał. Szybko go odblokował nie przypatrując się mu zbyt długo. Wykręcił jeden z najważniejszych numerów w całym jego życiu. Nie zdziwiłby się gdyby odbiorca wcale nie odebrał lecz większy szok miał gdy właśnie to uczynił.
-Musimy porozmawiać - usłyszał stanowczy, chłodny głos w słuchawce.
-Nie mamy o czym.
-Taehyung..
-Nie, hyung dzwonię tylko po to by cię przeprosić, że mnie w ogóle poznałeś. Żyj w spokoju, Kocham cię mimo że doskonale o tym wiesz. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, wiesz w tym miejscu do którego trafiają ludzie tacy jak ja chociaż mój los został przesądzony. Żegnaj Jin - nim zdołał się rozłączyć słyszał jak chłopak coś do niego mówi lecz nie zdołał zarejestrować co.
Wstał z brudnej ziemi i otrzepał się idąc w jedne miejsce w którym dostanie ukojenia.


***

Plaża, świeży powiew wiatru, szkoda, że została opuszczona kilkanaście lat temu. Lecz to nie jest odpowiedni czas by się nad tym zagłębiać. Jego celem było tylko jedno.
Spoglądał na wielką skocznię rozchodzącą się tuż przed nim. Wchodząc na górę był całkowicie zatracony w swoich myślach.

"Zostaniesz przy mnie?" 

Nie został, a obiecał, że będzie zawsze bez względu na wszystko. Jeden szczebelek.

"Możesz mi to obiecać?"

Zrobił to, choć od początku było to kłamstwem. Drugi szczebelek, coraz bliżej celu.

"Obawiam się, że jeśli puszczę twoją rękę możesz odlecieć, zniszczyć się."

Odleciał i to daleko. Kolejny szczebelek.

"Możesz zatrzymać czas?"

Nie zatrzymał, sprawił, że biegnie jeszcze szybciej. Jeszcze tylko dwa, tylko dwa.

"Obawiam się, że jeśli ten moment przeminie nic się nie stanie tej nocy."

Już przeminął.


***


Chłopak o roześmianych oczach wpatrywał się pełnym zachwytu wzrokiem w swojego kolegę, który tłumaczył mu zadanie z matematyki. Jak miał się skupić skoro wiedział jak blisko niego się w tym momencie znajduje? Widząc jak starszy również się mu przygląda odwrócił zawstydzony spojrzenie wbijając je w książkę. 
-Rozumiesz? 
Ten uśmiech, od którego czuje jak robi mu się gorąco. Pokręcił potakująco głową.
-Eh, nie masz pojęcia o czym mówię, prawda? 
Poczuł jak pieką go policzki, miał racje, kompletnie olał to co do niego mówił. 
-Więc czego nie rozumiesz? - spytał raz jeszcze.
-E.. no.. - zająknął się nawet nie wiedząc jak ma mu odpowiedzieć. 
-Jesteś strasznie rozkojarzony, o czym tak zawzięcie myślisz? - starszy uniósł brew w górę, a młodszy miał wrażenie, że tym pytaniem wbił go centralnie w podłogę. Jakby przyłapał go na gorącym uczynku. "O tobie" Przeszło mu przez myśl lecz nie spodziewał się, że wypowie te słowa prosto na głos. Wiedział, że jego twarz już jest koloru krwisto czerwonego pomidora.
-O mnie? - spojrzał na niego z zaciekawieniem - Jestem aż taki interesujący, że zaprzątam twoją głowę? 
Wiedział, że to koniec, teraz albo nigdy, nie ma już odwrotu. 
-Kocham cię, hyung - wyznał obawiając się reakcji Jina, której o dziwo nie było. Nie wydawał się być zaskoczony, ale również nie pałał radością. Chyba już wolał jakby go zjechał na czym świat stoi niż nic konkretnego nie okazywał. 
-Taehyung, nie zrozum mnie źle. Lubię cię, ale tylko jako kolegę. Przykro mi nic z tego nie będzie.
-Ale może jest jakaś..
-Nie - odparł stanowczo - Przepraszam muszę już iść. 
Wtedy właśnie jego życie legło w gruzach.


*** 


Wreszcie dotarł na miejsce. Rozejrzał się, jedno co od razu rzuciło mu się w oczy to ogromna wysokość na jakiej się znajdował. Spojrzał ostentacyjnie w dół, zdecydowanie nic nie zdoła go uratować. Uśmiechnął się mimowolnie, tak sam do siebie robiąc pierwszy krok bliżej deski, zbliżając się ku przepaści. Wiedział, że Jin nigdy nie odwzajemni jego uczuć dlatego nic tu po nim. Złapał kilka oddechów by za chwilę zrobić rozbieg. Biegł przed siebie tak długo puki nie przestał czuć gruntu pod swoimi nogami. Spadał w dół, jedyne co jeszcze zdołał zarejestrować to postać krzycząca dwa wyraźne słowa: Kocham cię. Był to Jin, ale w momencie kiedy to zrozumiał pochłonęła go morska otchłań.


"Motyl. Jak Motyl."


Poleciał jak motyl, zniknął jak motyl.
Wreszcie jest wolny...
Rozmył się jak deszcz, pękł jak bańka mydlana...
Ale co najważniejsze, wreszcie jest w pełni szczęśliwy.

niedziela, 13 września 2015

Daj mi to czego pragnę... [12]

Cześć kochani! Na wstępie strasznie przepraszamy, że tak dawno i długo się nic nie pojawiło naprawdę nam przykro, ale jesteśmy w szkole średniej i mamy trochę obowiązków, a kierunek też nie należy do łatwych. Ale w końcu coś udało nam się naskrobać :) Może trochę krótkie, ale zależało nam by cokolwiek wam dać. Dodaję bez przeróbki, ale pewnie niedługo się jakaś pojawi. Co mogę jeszcze od siebie powiedzieć? Miłego czytania i tak jak Minnie pisała zbliżamy się wielkimi krokami ku końcowi bo dzielą nas jakieś 2 może 3 rozdziały? Ogólnie dziękujemy za wszystkie komentarze, to naprawdę miłe i strasznie się cieszymy, że podoba wam się to co tworzymy. Dobra, dobra nie zanudzam już was więc czekajcie cierpliwie i jeszcze raz przyjemnego czytania :) ~ Bummie




niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie




~*~



Łzy ciekły strumieniami po jego rumianej twarzy, rzadko to robi, chyba, że sytuacja go do tego zmusi, teraz zdarzenia, które miały miejsce najzwyczajniej go przerosły. Bał się, tak strasznie się bał, że go straci choć nie przyjmował tej opcji do wiadomości. Nie mógł odejść, nie mógł go zostawić, całkiem... samego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nikogo prócz białowłosego nie ma, a już zbyt bardzo się do niego przywiązał by pozwolić mu tak łatwo odejść. Dlatego każdego dnia przesiadywał przy jego łóżku. Nie opuszczał go choćby na chwilę, czuł potrzebę bycia przy nim, a nie mógł sobie pozwolić, że przegapi moment, kiedy otworzy swoje oczy i znów uraczy go tym pięknym uśmiechem, którym obdarowywał go niemalże każdego dnia. Miał wiarę, która pozwalała mu myśleć, że będzie dobrze, że chłopak wyjdzie z tego i to już niebawem, przecież nie mogło być inaczej. Z taką myślą zasnął na szpitalnym krzesełku trzymając kruchą, bladą dłoń młodszego. 
Śniło mu się, że wszystko było w porządku, a ta cała sytuacja, która się wydarzyła, nie miała miejsca, znów słyszał ten jego melodyjny śmiech i widział te roześmiane tęczówki. Kiedy tylko rozwarł powieki spotykał się z wielkim rozczarowaniem, bo to co uważał za prawdziwe okazało się wyłącznie jego wybrykiem wyobraźni, a chłopak w dalszym ciągu pozostawał nieprzytomny. Nie chciał czekać, nie mógł być w dalszym ciągu w tej niepewności, która wręcz go dobijała ponieważ nie mógł zrobić nic, jedyne co było mu dane to bezczynne czekanie. To chyba go najbardziej denerwowało, ta cholerna bezradność, której wręcz nienawidził bo odczuwał wtedy pewnego rodzaju słabość, a do takich przecież nie należał przecież zniósł bardzo wiele w życiu. 
-Przepraszam - wyszeptał całując delikatnie jego dłoń - Co ty ze mną zrobiłeś, chłopaku? - westchnął cicho i nawet się nie zorientował kiedy usnął. 
Następnego dnia obudził go cichy szept, który okazał się melodią dla jego uszu, a kiedy w końcu spojrzał na lekko siedzącą już postać to kamień spadał mu z serca. Nie mógł dokładnie określić co czuł w tym momencie. Ogromną radość? Ulgę? A może bardziej złość, która w nim siedziała mieszana ze strachem, który również nie chciał odejść? W tym momencie go już nic nie obchodziło, najważniejsze dla niego było to, że młodszy żyje i ma się dobrze. 

Kiedy otworzył oczy pierwsze co zobaczył to śpiąca postać Jonghyuna, która siedziała przy jego łóżku trzymając go za dłoń. Widział na jego twarzy zaschnięte ślady łez. 
Płakał? Ale dlaczego? 
Co się stało? Gdzie ja jestem? Rurki? Po co mi te wszystkie rurki?
-Jonghyun... - cichy szept rozległ się w pustej sali. Lee patrzył na zamknięte powieki Kima, które po chwili się rozwarły.
~Kochanie...
Starszy przytulił go delikatnie.
~Co ci kurwa strzeliło do tej pustej głowy, co?
-Bo.. bo to co powiedziałem... co ty powiedziałeś... Kai... to wszystko nie powinno mieć miejsca... - mówił dość nieskładnie jednak Jonghyun zrozumiał o co mu chodzi. 
~Taemin, posłuchaj mnie.. Kai nie żyje. Jego już tu nie ma i nie będzie, a ty musisz żyć dalej, rozumiesz? Jestem pewien, że twój brat nie chce twojej śmierci, a twojego szczęścia, ja też tego pragnę, więc proszę, nie rób mi tego więcej.
-Ale i tak nikogo nie obchodzę, nie jestem już nikomu potrzeby, dla wszystkich jestem tylko problemem.

Patrzył na niego wręcz nie dowierzając w to co od niego właśnie usłyszał. Naprawdę tak myślał?
-Naprawdę tak uważasz? 
~Gdybym zniknął nikt by tego nawet nie zauważył ani nie odczuł. 
Westchnął ciężko uśmiechając się smutno. 
-Naprawdę nigdy o mnie nie pomyślałeś? - mruknął wpatrując się w niego z lekkim wyrzutem, a młodszy uniósł brwi ze zdziwienia. 
~Co? 
-Mylisz się i to bardzo Minnie, ja nie jestem wszyscy. Dla mnie jesteś osobą, bez której teraz nie wyobrażam sobie życia. Nie potrafię przestać o tobie myśleć nawet jak bardzo bym nie chciał, nie jestem w stanie. Zawładnąłeś moim umysłem, ale również i... sercem. 
To jego zszokowanie było wręcz komiczne zdaniem Jonghyuna, a Taemin jedynie otworzył buzię z wrażenia. 
~J...ja przepraszam.. 
-I co mi po twoich przeprosinach? Nawet nie zdajesz obie sprawy co ja czułem kiedy dowiedziałem się od lekarza, że możesz się nie obudzić, a najbliższe godziny osądzą o twoim dalszym życiu. Wiesz jak ja się bardzo o ciebie martwiłem? Byłem przerażony, bałem się że cię stracę.. że zostanę sam... Tak, prawda jest taka, że nikogo poza tobą nie mam więc jak mogłeś być aż tak bezmyślny i próbować odebrać sobie życie? - wziął głęboki oddech by choć trochę się uspokoić - Zmieniłem się, ty mnie zmieniłeś, już pierwszego dnia kiedy tylko cię spotkałem już czułem pewną zmianę u siebie. Sam fakt, że przejąłem się wtedy twoim wyniszczonym wyglądem był oznaką, że coś zaczęło się ze mną dziać. Szybko odrzuciłem tą myśl zachowując się tak jak zawsze. Niestety z każdym kolejnym dniem, to było coraz bardziej odczuwalne. Przerażało mnie to, bo nigdy dotąd taki nie byłem, nigdy czegoś takiego nie czułem. Zaczęło to pomału kiełkować gdzieś w głąb mojego ciała próbując przedostać się do mojego serca jak i umysłu by nim zdominować. Nie przyjmowałem do wiadomości, że jakiś mały gówniarz mógł mi tak bardzo namieszać w głowie. Przez ten wypadek, prawda, którą usilnie starałem się odrzucić uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą. Muszę przyznać, że nadal się tego boję lecz cóż mogę poradzić, że się w tobie zakochałem? - spojrzał na wpół zszokowane, a na wpół wystraszone oczy białowłosego - Kocham cię Lee Taeminie i nieważne co uważasz, nie myśl sobie, że cię tak łatwo odpuszczę bo ja się nigdzie nie wybieram.

Słowa Jonghyuna totalnie go zaskoczyły i zbiły z tropu. Jak to? Jonghyun go kocha? JONGHYUN? JEGO!? To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Co miał teraz zrobić? Po głowie wciąż krążyły mu słowa Jonghyuna pomieszane z tymi Kaiego. Miał ochotę pierdolnąć tym wszystkim i zapaść się pod ziemię, nie miał najmniejszego pojęcia co ma teraz zrobić. Był w kropce, a wyczekujący wzrok Jonghyuna wcale mu tego nie ułatwiał. 
-Jonghyun... Proszę... Idź...
~Co? 
Zdziwienie i rozczarowanie jakie wyczuł w głosie Jonga, po prostu go bolało.
-Idź do siebie. 
~Ale Taem...
-Jonghyun, daj mi to wszystko przemyśleć. 
Zerknął na niego lecz po chwili odwrócił się do niego plecami i zakrył kołdrą. Kilka sekund później usłyszał trzask drzwi. 
Leżał tam jeszcze kilka dni. Jonghyun nie przyszedł ani razu, a może był, ale nie miał odwagi wejść? czasem widział postać która mu go przypominała, ale zwalił to na omamy. Znów schudł, nie chciał nic jeść, jechał na kroplówkach, ale i te mało dawały, a jakby wszystkiego było mało, to sprawą zaczęła interesować się policja. Miał już wszystkiego po dziurki w nosie, ale wiedział jedno. Za żadne skarby świata nie wyda Jonghyuna. Przemyślał sobie to wszystko i doszedł do, jego zdaniem, odpowiednich wniosków. 
-Panie Lee, Tu jest pana wypis, policja już czeka. 
Westchnął głośno i wziął kopertę w dłoń, skłonił się lekko i opuścił salę idąc w stronę wyjścia. Po chwili siedział już w policyjnym wozie i jechał w stronę posiadłości Jonghyuna. 
Zapukał do drzwi i uśmiechnął się smutno gdy  Jonghyun otworzył. wszedł do środka a za nim policja, Jonghyun zbladł w oczach. Lee przytulił go a usta zbliżył do jego ucha szepcząc cicho.
-Wsuń mi w kieszeń klucz z tego pokoju na górze a jeśli się ciebie o coś zapytają to nic nie wiesz. Zaufaj mi.. 
Kiedy Kim wsunął mu w kieszeń mały czarny kluczyk Taemin zaprowadził policjantów na górę pokazując im miejsce gdzie są strzykawki. Przez to, że ostatnio po wszystkich przesunął palcami są na nich tylko jego odciski palców. 
-Czy pan coś o tym wie? - pytanie padło w stronę przerażonego Jonghyuna. 
~N-Nie...
-Pójdzie pan z nami panie Lee.. 
Zimny metal na jego nadgarstkach wykręconych w tył to nic przyjemnego. Przysunął się do Jonghyuna i szepnął cicho 
-Kocham cię, przepraszam... 
Po chwili został wyprowadzony przez policję z posiadłości Jonghuna który został tam, wciąż mocno zszokowany tym, co właśnie się stało.

Nie bardzo pojmował co się wydarzyło w ciągu ostatnich 15 minut. Jedyne co krążyło po jego głowie to Taemin, policja, narkotyki, kajdanki. Dopiero po kilku sekundach od ich wyjścia nagle oprzytomniał przez co zerwał się do biegu. Co jak co, ale nie pozwoli mu brać odpowiedzialności za coś co było jego specjalnością. On nie miał z tym nic wspólnego. Dostrzegł ich jak mieli właśnie wprowadzać białowłosego do radiowozu jednak Jonghyun przerwał im tę czynność głośnym krzykiem. 
-Zaraz! - podbiegł chwytając ramię młodszego, a jedyne co zauważył u niego to jego wystraszone spojrzenie, które w tym momencie było w niego wlepione. 
~Idź stąd Jonghyun...
Stanął naprzeciw niego kręcąc przecząco głową. 
-Nie  pozwolę ci tego zrobić... - odparł hardo przenosząc wzrok na funkcjonariuszy, którzy przyglądali się sytuacji z zaciekawieniem. Niestety już ich spotkał i to nie jednokrotnmie.
~Jonghyun...
*Jakiś problem? - spytał jeden z nich uważnie skanując twarz bruneta, a chytry uśmiech wkradł się na jego usta - Czy mnie oczy nie mylą, Kim Jonghyun? Z tego co mi wiadomo już niejednokrotnie zostałeś posądzony o nielegalne sprzedawanie narkotyków. Niestety dotąd nie udało nam się zdobyć na ciebie dowodów, czyżbyś miał coś na sumieniu? 
Kim zmarszczył brwi spoglądając na stojącego Taemina, który pokręcił głową mówiąc bezgłośne "Zaufaj mi..." Nie był w pełni przekonany, czy powinien go posłuchać, w ogóle nie podobał mu się ten pomył lecz postanowił chwycić deskę ratunkową, którą podrzuca mu młodszy pod nos. Cokolwiek by się nie działo, nie stało on go stamtąd wyciągnie. To sobie właśnie obiecał. 
-Nie, nie tym razem - uśmiechnął się podstępnie do policjanta, któremu ewidentnie mina zrzedła słysząc jego słowa - Taemin, przyjadę do ciebie później.. - posłał mu jedne wymowne spojrzenie zanim zapakowali  go do samochodu. 

Czy sie bał? Baa... Był przerażony.. Czy miał jakiś plan? A skąd... Nie wiedział co z nim będzie. Nie miał pojęcia jak to wszystko się potoczy, czuł głód, miał dość po prostu wszystkiego. 
Po ok 20 minutach siedział już na krześle na przeciw jakiegoś policjanta, a dłonie opierał o stół. Odpowiadał od niechcenia na pytania które mu zadają. Wziął całą winę na siebie, całkowicie oczyszczając Kima z zarzutów. Po skończonym przesłuchaniu zaprowadzono go do celi. 
Kraty, brak okien, twarde łóżko, ściany... To wszystko go przytłaczało. 
-Przyzwyczajaj się Tae.. Z deszczu pod rynnę - szepnal cicho do siebie i położył się na niewygodnym łóżku i zasnął.
Obudziła go czyjaś rozmowa.  Powoli rozwarł powieki i patrzył na to co się dzieje. Po chwili kraty jego celi otworzyły się. 
-Twój stan zdrowia zabrania nam skazania cię na wyrok pozbawienia wolności, zostaniesz więc ukarany wysoką grzywną. 
Uśmiechnął się nikle słysząc te słowa. podpisał kilka papierków i opuścił ten obskurny budynek. 
Zamówił taksówkę i po ok 10 minutach stał już pod posiadłością Jonghyuna. Zapukał do drzwi i obdarzył Jonghyuna pięknym uśmiechem gdy tylko ten otworzył mu drzwi. Od razu rzucił się mu na szyję wtulając się w umięśniony tors.
~Co to miało być? 
-Cii.. Nic nie mów... - wtulił się mocno w jego ciało, i chciał, żeby już tak pozostało.  
Odsunął się trochę od Kima i złożył na jego ustach namiętny i pełen uczuć pocałunek. 

~Minnie & Bummie