wtorek, 19 stycznia 2016

I never forget you...




Nie wiem nawet co napisać, długo nic nie dodawałam ja, jak i również Minnie, ale spowodowane jest to brakiem czasu. Nie chcę by ten blog był dłużej zaniedbywany, dlatego coś tu wstawiam i nie, nie zapomniałyśmy o "Daj mi to czego pragnę.." Zdajemy sobie sprawę, że niewiele brakuje by zakończyć to opowiadanie jednak pewne problemy spowodowały, że przestałyśmy cokolwiek pisać, za co bardzo przepraszamy. Jeśli wszystkie sprawy wyjdą na prostą, wkrótce wrócimy z nową dawką energii jak i nowymi, mam nadzieję pomysłami. Póki co, musicie zadowolić się tym one shotem, który powstał już jakiś czas temu. Także miłego czytania :) ~ Bummie




~*~




Czy słowa "Jesteś dla mnie wszystkim.." są naprawdę na tyle puste by nic sobie z nich nie zrobić? Dla rudowłosego chłopaka nie miały one większego znaczenia ponieważ zdawał sobie sprawę, że płyną one z obowiązku, a nie z głębi serca. Są tak samo zakłamane i nic nie warte jak sam ich właściciel. Dlaczego miał o nim takie zdanie? Sam nawet nie zauważył kiedy to się stało, że zaczął go po prostu nienawidzić. Wszystko było lepsze niż udawanie, że jest w porządku, a wpajanie każdemu, a przede wszystkim samemu sobie, że nic się nie stało było po prostu bez sensu. Obiecał, że nikt nigdy go nie wykorzysta oraz nie zamąci mu w głowie tak jak on to zrobił. Bo skoro słowa, które niegdyś były dla niego najważniejsze w świecie zostały rzucone na wiatr.. to po co miał się angażować w coś co nie miało przyszłości? Kiedy zauważył, że go nie kocha, a tylko igra z jego uczuciami? Nie mógł dokładnie stwierdzić kiedy to nastąpiło bo sam nie był tego pewien. Zauważył, że z dnia na dzień coś się między nimi psuło. Ich więź nie była już taka sama jak na początku, a w ich życiu nastała rutyna poprzedzająca dziwnym uczuciem niepokoju, który odczuwał. Na słowa:

-Wszystko w porządku?

Chłopak odpowiadał mu z dziwnym spokojem jakby starał się go udobruchać.

-Tak, a dlaczego by nie?

Sztuczność od niego bijąca jedynie rozwiewała nadzieje, że to wszystko szłoby jakoś uratować. Prawda była taka, że to co się wydarzyło przepadło raz na zawsze.
Kiedy zaczął to zauważać? W dniach kiedy wracał zmarznięty do domu pragnąc jedynie wtulić się w jego ciepłe ramiona. Jak wielkie miał wtedy zawiedzenie zdając sobie sprawę, że powitało go puste mieszkanie. Puste jak jego serce.. Nie czekał na niego jak niegdyś to miał w zwyczaju z kubkiem ciepłej herbaty, a jeszcze cieplejszym od niej uśmiechem na twarzy. Nie ucałował jego zimnych od mrozu policzków, nie powiedział jak bardzo za nim tęsknił.. Kolejny cios prosto w serce. Kiedy wracał od razu zaszywał się w swoim pokoju kompletnie ignorując jego zmartwione, pełne niepokoju spojrzenie. Zaczął traktować go jak powietrze, jakby wcale nie istniał. Czym było to spowodowane, wtedy jeszcze o niczym nie miał pojęcia..

-Taehyung? - usłyszał przy uchu ten cudowny głos od którego dostawał wręcz gęsiej skórki.

-Hm? - mruknął spoglądając z zachwytem w ciemne niczym węgiel oczy chłopaka.

-Co ty na to byśmy spróbowali czegoś nowego? - zadał jedno pytanie, które wywołało burzę dziwnych myśli w jego głowie. Jedynie zmarszczył brwi na słowa starszego.

-To znaczy?

Brunet najwyraźniej trochę ociągał się z odpowiedzią chyba nie będąc pewien czy powinien to w ogóle powiedzieć, ale on nie mógł czekać w nieskończoność.

-Hoseok... - warknął rozjuszony zdając sobie sprawę, że chłopak w dalszym ciągu milczy doprowadzając tym Taehyunga do białej gorączki.

-Chciałbyś spróbować żyć w trójkącie?

Jedno pytanie, a poczuł jakby ktoś przywalił mu z otwartej dłoni w twarz. Wtedy dopiero zaczynał wszystko rozumieć, zachowanie starszego. Jakby odnalazł brakujący puzzel całej układanki, bo zaczęła ona układać się w logiczną całość.

Jak to się stało, że nie zauważył kiedy do ich życia wkroczyła osoba trzecia? Był aż tak zaślepiony jego blaskiem, zakłamanymi obietnicami, że nie dostrzegł tego co się dzieje?
To było najgorsze czego doświadczył, a w głowie włączył mu się czerwony alarm świadczący tylko jedno: UCIEKAJ. Czy opuszczenie osoby na której ci zależy jak na nikim innym jest proste? Z pewnością do łatwych nie należy, ale odchodząc od niego miał jeszcze cichą nadzieję, że będzie walczył i nie pozwoli mu tak łatwo odejść. Jednak czy on w ogóle zauważył jego zniknięcie? Mijały dni, a on nawet nie napisał, nie zadzwonił jakby już do końca wymazał go ze swojej pamięci. Miał wrażenie, że decyzja, którą podjął dała mu wolną drogę do rozpoczęcia nowego życia kompletnie bez niego. Dała mu wolną rękę ułatwiając wszystko, bo tylko pozbył się niepotrzebnego koła u wozu..

Pogodzenie ze sobą tego co się wydarzyło było najcięższą rzeczą, którą musiał wykonać. Nie raz budził się w środku nocy z krzykiem obudzony przez senne koszmary, wtedy od razu wodził dłonią po łóżku, które było puste.. Wtedy cały żal oraz rozpacz uderzały w niego ze zdwojoną siłą, a poduszka stawała się coraz bardziej mokra moczona przez jego łzy. To były dni jedne z niewielu kiedy miał chwilę słabości, ale czas leczył rany, które z pewnością pozostawią po sobie blizny jednak nie tak bolesne jak na samym początku. Uczył się żyć bez niego, oddychać normalnym tlenem, który nie będzie miał w sobie jego zapachu. Przyzwyczajał wzrok, że już nigdy nie ujrzy tych roześmianych oczu i pogodnego uśmiechu każdego poranka. Zapominał..

Po chłopaku pozostała jedynie pustka, ból wyssał się do ostatniej kropelki, a Taehyung czuł ulgę. W pewnym momencie nawet poczuł, że udało mu się przezwyciężyć cierpienie, ale wtedy właśnie zrozumiał jak bardzo się mylił. Widząc w parku jego, całującego innego.. To właśnie dało mu do zrozumienia, że wszystkie negatywne uczucia wcale nie wyparowały, a zostały jedynie zduszone. Ujawniły się boląc jeszcze bardziej niż śmiałby przypuszczać, a jego wzrok wypalał nową świeżą ranę, tak dawno go nie widział. Tęsknota wwiercała mu się w czaszkę, a oczy zostały przyćmione, oszalał. Popadł w szał dziwiąc nie tylko samego siebie jak i również Hoseok'a. Łzy ciekły mu strumieniami, a usta lekko rozchyliły wydając z nich cichy jęk bólu, który za wszelką cenę chciał z niego się wydostać. Chłopak pozostawił na chwilę swojego towarzysza podchodząc do ogłupiałego Taehyung'a. Starał się go uspokoić, kołysał jego ciałem, a słowa wlatywały jednym uchem, a drugim ulatywały. Nic do niego nie docierało bo przed oczami stanęły mu wszystkie ich wspomnienia. Kompletnie nie wiedział co się w okół niego dzieje, ale czuł znów ten zapach, którego tak dawno nie czuł, a to jedynie przelało szalę goryczy. Chciał znowu go mieć przy sobie, by wszystko było takie jak dawniej, żeby chłopak kochał go bezgranicznie tak jak on to robił. Jednak to był czas przeszły co dobiło go jeszcze bardziej. Brunet odsunął go delikatnie od siebie patrząc mu ze skruchą w oczy, jego oczy..

-Przepraszam.

Jedno jedyne słowo doprowadziło do tego, że jego serce rozpadło się na drobne kawałeczki. Ten głos..

Wiedział, że nie może tutaj przebywać, a rozum podpowiadał natychmiastową ucieczkę, jedynie nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Stał zdumiony wpatrując się bez celu w jego tęczówki. Nadal czuł łzy, które ulatywały mu z oczu, ale nic nie mógł poradzić, że był zahipnotyzowany. Nie potrafił wykonać żadnego ruchu na co przełknął jedynie ślinę, która próbowała zniszczyć gulę uformowaną w gardle. Jednak i to nie pomogło. Dopiero czując dotyk chłopaka na swojej twarzy coś w nim drgnęło. Zamrugał kilkukrotnie, obraz nadal zamazywał mu się przez napływające łzy. Momentalnie go od siebie odepchnął puszczając się biegiem przed siebie. W oddali słyszał jeszcze swoje imię, ale głos odbijał się jakby był echem, był zagłuszony myślami, które robiły mu tylko sieczkę z mózgu dlatego nawet nie zauważył kiedy na kogoś wpadł. Uniósł swoje zapłakane spojrzenie, a lekkie zdziwienie wymalowało się na jego twarzy.

-Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - nieznajomy przyglądał mu się badawczym wzrokiem  zmartwiony jego zachowaniem.

-T..tak - pokiwał głową.

Sądził, że chłopak go wyminie zostawiając samego w spokoju jednak nic takiego się nie wydarzyło, a nieznajomy odwzajemnił gest wysuwając ku niemu dłoń.

-Park Jimin.

Tyle mu wystarczyło by poczuć jeden szybki łomot w sercu. To przeznaczenie, a może los chciał po prostu odmienić jego życie na lepsze? Może dzięki niemu zapomni o bólu i wreszcie zapanuje u niego spokój? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi...

-Taehyung.. - uśmiechnął się bo tylko tyle w tym momencie był w stanie zrobić.


~ Bummie