niedziela, 27 marca 2016

Daj mi to czego pragnę... [14]

Nie bijcie, błagam ;-; Ja wiem doskonale, że zawaliłam ociągając się z tym, bo Minnie już dawno to skończyła, a ja nie potrafiłam się za to zabrać. Jednakże dzisiaj coś mnie tknęło i właśnie dodaję ostatni (?) rozdział Daj mi to czego pragnę. Wiem, że minęło sporo czasu od ostatniego rozdziału za co was przepraszam, ale mam cichą nadzieję, że warto było poczekać. Może zdziwi was zakończenie, może nie, ale liczę, że mimo iż trochę zleciało czasu w dalszym ciągu pamiętacie o tym opowiadaniu. Przyznaję, nie sprawdzałam w całości tego wszystkiego, ale postaram się to zrobić jak najszybciej. Jeszcze raz życzę wam Wesołych Świąt! ^^ ~ Bummie 



żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie






~*~


Po bardzo miłej kąpieli którą przygotował dla niego Jonghyun teraz to on chciał zrobić coś dla niego. Ubrał bokserki oraz jedną z koszul Jonga i poszedł do kuchni z zamiarem przygotowania starszemu naleśników. Otworzył lodówkę i pokręcił lekko głową.
~Co jest młody? - usłyszał głos przy swoim uchu następnie oparł się plecami o tors Jonga który właśnie objął go w pasie od tyłu.
-Nie kupiłem jajek, a chciałem ci zrobić naleśniki. - Nadymał policzki i zamknął lodówkę.
~No to co za problem? Ubieramy się i idziemy do sklepu po jajka.
Starszy uśmiechnął się szeroko, jednak Lee nie był pewien czy chce iść, jego intuicja podpowiadałam mu, że dziś już nigdzie nie powinien wychodzić.
-No sam nie wiem.. 
~Kotku,  ze mną nic ci się nie stanie, o to możesz być spokojny. 
Kim złączył ich usta w delikatnym pocałunku a następnie obaj ubrali się i wyszli z domu. Pojechali samochodem, gdyż pogoda nie była zbyt ładna i powoli robiło się ciemno. 
Znów towarzyszyło mu to dziwne uczucie, mocniej złapał rękę bruneta i rozejrzał się po sklepie.
-Mam dziwne wrażenie, że coś się dzisiaj stanie Jonghyun. 
Pogładził kciukiem dłoń Jjonga jednak ta po chwili zniknęła.
-Przepraszam kochanie, muszę odebrać, nie ruszaj się stąd. 
Uśmiechnął się lekko i stał czekając aż Jonghyun skończy rozmawiać. W jego słowach usłyszał jedno imię które sprawiło, że lodowaty dreszcz przebiegł po jego ciele "Youngmin" to ten koleś który dzisiaj go śledził. Jonghyun odszedł trochę dalej, nie podobało mu się to, już chciał do niego podejść, jednak nie było mu to dane. Ktoś złapał go w pasie a do twarzy przytknął jakiś kawałek materiału, chciał krzyknąć jednak gdy tylko zaciągnął się powietrzem przez materiał, wszystko mu zawirowało, a on sam stracił przytomność.

Gdy się ocknął nic nie widział, było ciemno, siedział na jakimś twardym krześle, miał związane ręce, nogi, był nagi, było mu zimno, cały drżał. Jęknął głośno gdy oślepiło go mocne światło które zapanowało w pomieszczeniu. 
-Taeminie Taeminie Taeminie... mówiłem ci, żebyś trzymał się od niego z daleka... Mówiłem, prawda? A ty, no cóż, nie posłuchałeś mnie, a szkoda.. Gdybyś to zrobił prawdopodobnie nie byłoby cię tutaj, a twój brat pewnie nadal by żył. 
-C...co? - nie wierzył w to co właśnie usłyszał, jak to Kai by żył? Nie.. to nie może być prawda...
-No co się tak dziwisz? Myślałem, że jeśli pozbędę się twojego brata to się załamiesz, odpuścisz lub sam z sobą skończysz, ale nie. Jonghyun był na tyle dobroduszny, że postanowił ci pomóc. Ojj głupiutki jest... Robiąc to wkopał cię jeszcze bardziej. Teraz to ty, jesteś jedyną przeszkodą, która stoi pomiędzy mną, a Jongiem. 
-Nigdy nie będziecie razem.. On cię nie chce, byłeś dla niego zwykłą zabawką na jedną noc i niczym więcej!
-Zamilcz dziwko! 
Zagryzł zęby czując jak jego policzek niemiło pulsuje. 
-I tak jesteś na wykończeniu, więc pocieszeniem dla ciebie będzie to, że nie będziesz męczyć się długo. Hehh.. z satysfakcją będę patrzył na to jak umierasz i wiesz co? Nie pomogę ci w tym.. Skonasz w męczarniach, a ja będę się temu  tylko przyglądał i ostatnią rzeczą jaką usłyszysz będzie mój śmiech. 
Drzwi od pokoju zamknęły się a w pomieszczeniu zapanowała ciemność. 
Pierwszy raz w życiu aż tak się bał, nie miał pojęcia czego może się spodziewać, serce mu pękało na samą myśl o tym, że Kai zginał tylko dlatego, że on nie potrafił zostawić Jonghyuna.
-To moja wina... To ja powinienem był zginąć.. - łzy spłynęły po jego policzkach. Nie wiedział co teraz będzie, miał jednak nadzieję, że to wszystko szybko się skończy, nie miał pojęcia jednak, że to był dopiero początek...

Dni w ciemności i samotności ciągnęły mu się niemiłosiernie, piekły go obtarcia na nadgarstkach i kostkach, jego dzień polegał tylko na siedzeniu w miejscu i daremnemu staraniu się oswobodzenia rąk i nóg. Nic nie jadł, nic nie pił, nie dostawał dragów przez co już trząsł się niemiłosiernie i walczył z samym sobą. Chciał umrzeć, miał już serdecznie dość. Youngmin co jakiś czas przychodził do niego dobijając go swoimi słowami które głównie odnosiły się do wypadku Kaiego, Nie mógł już dłużej tego słuchać, chciał ogłuchnąć, oślepnąć, umrzeć...

Następnego dnia, nudny i dołujący monolog Youngmina przerwał dźwięk jego telefonu. Szatyn sprawnie przykleił na usta Lee taśmę a sam odebrał komórkę.

-No witam cię kochanie, cóż to się stało, że do mnie dzwonisz?
~Zabiję cię ty paskudna ludzka karykaturo, jak mogłeś to zrobić? 
-Zabawny jesteś, przecież was ostrzegałem, prawda? A wy? Nic się tym nie przejęliście, nic nie robiliście sobie z moich słów, ale nie martw się skarbie. Teraz już nic nam nie przeszkodzi w byciu razem. Nasza główna przeszkoda za kilka dni zniknie i zostaniemy tylko my cieszący się sobą nawzajem.
~Jesteś psychopatą! Uwolnij go, słyszysz!?
-Hahaha, kotku, jeśli go uwolnię wróci do ciebie i znów mi cię zabierze, wolę nie ryzykować. 
~Okej.. będę z tobą, ale wypuść Taemina. Bądź razem z nim za godzinę pod moim domem, nie spóźnij się. 
Youmgmin zamyślił się chwilę jednak w ostateczności przystanął na taki układ.
Szatyn pozwolił założyć mu tylko bokserki tak też w samych bokserkach oraz kajdankach na rękach stał teraz obok Jo i słaniał się na własnych nogach. Wiedział, że jest już na krańcu, że faktycznie za parę dni skona. Gdy zobaczył jak Jonghyun wyszedł przed bramę swojego domu poczuł ogromny ścisk w sercu. 
-Jak miło, że jesteś kochanie, myślałem, że się rozmyśliłeś. 
~Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go. 
-Ehh.. niech ci będzie. 
Kajdanki upadły z głuchym hukiem na ziemię, a sam Lee powoli zaczął stawiać kroki w stronę Jonghyuna. Uśmiechnął się delikatnie gdy był już blisko bruneta, lecz zamarł widząc jak ten wyjmuje broń i kieruje ją w miejsce znajdujące się za białowłosym.Usłyszał odgłos strzału i poczuł ogromny ból, który przeszył jego klatkę piersiową, odwrócił się zdezorientowany, a jedyne co zauważył to pistolet trzymany przez szatyna którego lufa była zwrócona w jego stronę,  upadł, jednak w ostatniej chwili złapał go Jonghyun i przyciągnął go do siebie.
~Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie.
Spojrzał w oczy bruneta i obdarzył go lekkim uśmiechem. Uniósł rękę i przesunął opuszkami po policzku starszego zcierając jego łzy. 
-Nie płacz skarbie.. Będzie dobrze... Dziękuję ci za to, że byłeś. Kocham cię. 
Starszy pochylił się i złożył na jego drżących wargach delikatny pocałunek.
~Nie mów do mnie takich rzeczy młody! Taemin! 
-Dziękuję ci za wszystko Jonghi... - wyszeptał cicho, a następnie zamknął oczy. To koniec, dostał to na co od samego początku zasługiwał. Tylko dlaczego akurat wtedy kiedy wszystko zaczęło się w miarę układać?

Przecież odszedł tylko na moment.. Na głupi cholerny moment... Jakim cudem nic nie zauważył, jest aż tak ślepy? Przeklinał się w myślach, że dopuścił do czegoś takiego, dał się podejść. Mógł się przecież spodziewać, że ten cały telefon od Youngmina jest tylko zagrywką aby odciągnąć jego uwagę od Taemina.. Zamknął oczy wypuszczając ze świstem powietrze nagle zdając sobie sprawę kto może stać za tym wszystkim, a na samą myśl o chłopaku aż mu się niedobrze zrobiło, a chęć zabicia go stała się jeszcze bardziej realistyczna i rzeczywista. Nie liczył się, że coś mu się stanie, że przez to co by zrobił trafiłby do więzienia. Obiecał sobie, że jak tylko białowłosemu spadnie włos z głowy on dopilnuje by tamten gówniarz dostał należytą dla siebie karę. Jeszcze nie miał pojęcia jak to zrobi oraz co uczyni, ale najpierw musiał jakoś dowiedzieć się gdzie mogą się znajdować. To pierwsza rzecz jaka wpadła mu do głowy zaraz po opuszczeniu sklepu. 

Zlokalizowanie pobytu białowłosego nie było prostym zadaniem jednak jeśli się kocha to zrobi się wszystko by odnaleźć ukochaną osobę nieważne czy musiałbyś wyjechać na drugi koniec świata, prawda? Jonghyun był w stanie wskoczyć w ogień aby tylko ocalić swój skarb jakim był Taemin, a o tym się przekonywał każdego dnia kiedy się budził nie widząc po drugiej stronie posłania chłopaka. Popadał wtedy w szał oraz skrajną rozpacz czując tą bezsilność. Wiedział, że nie może się poddać, będzie walczyć by tylko móc zobaczyć białowłosego, by wziąć go w swoje ramiona i już nigdy z nich nie wypuszczać jednakże by to zrobić musi jeszcze trochę się napracować. Póki co znajdował się w punkcie wyjścia, a dni mijały kolejno jeden po drugim. Myśl, że chłopakowi może dziać się jakakolwiek krzywda doprowadzała bruneta do wściekłości, by opanować złość oraz wielki smutek pił. Przelewał swoje emocje w alkohol, który według niego był jednym źródłem ratunku dla niego. Wykańczał się. Każdego dnia wypalał ze 3, 4 paczki papierosów sądząc, że to również da mu poszukiwane ukojenie, a gdzieżby tam. Jedynie niszczył sobie zdrowie. 
Dopiero dzisiejszego dnia coś sobie przypomniał, raczej zdał z czegoś sprawę. Być może to była jedyna szansa na uratowanie Taemina więc wolał dłużej nie zwlekać. Nie przemyślał konsekwencji swojej decyzji, ale wiedział, że nie ma zamiaru odpuścić, że spróbuje nieważne jaki będzie to miało skutek. Wyciągnął z kieszeni spodni urządzenie wybierając numer znienawidzonej przez siebie osoby i tylko czekał aż dany osobnik raczy odebrać..




~*~




Odliczał minuty, które dla niego ciągnęły się wręcz w nieskończoność, nie mógł dłużej czekać. Nie był człowiekiem cierpliwym dlatego też wyczekując umówionej godziny gdzieś w środku go skręcało i nawet nie zdawał sobie sprawy jak serce szybko mu zabije jak tylko zauważył wskazówkę zegara, która równo wskazywała 15. Spakował wszystkie potrzebne rzeczy, a przede wszystkim jedną ruszając w kierunku parkingu. Widząc dwie postanie zacisnął szczękę jak i ręce w pięści idąc jak najszybciej jednakże dostrzegając tą twarz, te wyprane z życia oczy, jeszcze bardziej wychudzoną sylwetkę, zapadnięte policzki coś w nim drgnęło, czuł jakby ktoś wbijał mu nóż w plecy. Spojrzał się wzrokiem pełnym nienawiści, mordu na zadowoloną twarz Youngmina. Zdawał sobie sprawę, że jego ból tylko cieszy oczy chłopaka dając mu pełną satysfakcję co jedynie jeszcze bardziej podsycało Jonghyuna do działania. Słysząc pierwsze padające słowa prychnął rozjuszony chcąc to wszystko mieć już za sobą. 
-Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go - warknął nie spuszczając z niego zaciętego spojrzenia widział przez moment, że szatyn bije się ze swoimi myślami ostatecznie jednak uwalniając białowłosego. Uniósł lekko kąciki ust ku górze, a gdy chłopak był już blisko niego bez zastanowienia wyjął z tylnej kieszeni pistolet celując prosto w głowę Youngmina. Widział malujący się szok na twarzy Tae, ale nie przejął się tym szczególnie bo miał tylko jeden cel, który starał się zrealizować, jednakże to co stało się chwilę później przerosło jego najśmielsze oczekiwania, a mógł się tego przecież spodziewać... Dlaczego nawet nie przyjął tego do świadomości? Widząc osuwającego się, krwawiącego chłopaka momentalnie złapał go w swoje ramiona, a z czoła odgarnął mu wpadające do oczu kosmyki, czuł łzy cisnące się do oczu. Nie mógł pojąć tego co się właśnie wydarzyło, co miało miejsce.. Jak? Nie, to nie mogło się przecież tak skończyć, nie teraz kiedy miało wreszcie być wszystko dobrze..
-Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie - potarł kciukiem policzek młodszego wpatrując się zaszklonymi oczyma w coraz to bledszą twarz chłopaka. Nie wytrzymał, łzy zaczęły lecieć ciurkiem mu po policzkach to zbyt wiele nawet jak dla niego. Dla osoby, która jest nie empatyczna, nieczuła, zimna. Dodatkowo słowa Taemina go jedynie dobiły przelewając szalę goryczy, nie mógł znieść bólu rozchodzącego się niemalże wszędzie, teraz miał wrażenie, że to co się stało białowłosemu boli go jeszcze bardziej niż samego poszkodowanego. Właśnie w tej chwili zdał sobie sprawę, że traci coś ważnego, coś bez czego nie chce żyć, co jest mu niezwykle potrzebne w dalszym funkcjonowaniu. Zrozumiał, że żyje tylko i wyłącznie dla niego, a skoro jego zabraknie.. po co on tutaj komukolwiek potrzebny? Składając ostatni pocałunek na niemalże zimnych wargach młodszego doszedł do bardzo dziwnych wniosków przez co jedynie odwrócił się do cieszącego się jak nigdy chłopaka patrząc na niego pustym, wypranym z jakichkolwiek emocji wzrokiem. 
-I co? Osiągnąłeś co chciałeś bo o to ci chodziło, prawda? Gratuluję, udało ci się, ale wiesz co? Jednak nie do końca. Może udało ci się pozbyć Taemina, ale pozbywając się jego, pozbyłeś się również i mnie. Mam nadzieję, że zginiesz w piekle za to co zrobiłeś - bez zastanowienia przysunął do swojej skroni lufę pistoletu i już nawet nie zważając na jakiekolwiek protesty szatyna zrobił jeden jedyny, tym razem celny strzał. To chyba była najlepsza decyzja jaką w życiu podjął, właśnie z takimi myślami zamknął oczy oddając się w wieczny, spokojny sen. 

~Minnie & Bummie

Fools.

Um, dodaję tutaj cokolwiek po trochę długiej przerwie, ale mimo wszystko chciałam wam życzyć: Wesołych świąt, smacznego jajka, mokrego Dyngusa, dużo prezentów oraz jedzenia, udanego czasu spędzonego z rodziną, a także wiele innych rzeczy. Mam nadzieję, że ten JiKook przypadnie wam do gustu, miłego czytania ^^  ~ Bummie











~*~




Siedział od dobrych kilku minut w kuchni z kubkiem gorącej kawy w dłoni wpatrując się bez celu w jeden punkt. Nie wiedział ile tak przesiedział, godzinę? Dwie? Może więcej, nie potrafił spać, a widząc, która jest godzina westchnął zatapiając usta w trunku, który miał go nieco postawić na nogi. Jednak ileż można pić kawę? W końcu całkiem wyniszczy sobie organizm jak tak dalej pójdzie, ale czy jego to w ogóle obchodziło? Niezbyt gdyż uparcie wyczekiwał przybycia jednej osoby. Nie wiedział go tak długo, że przez chwilę nawet zapomniał, jak on w ogóle wygląda jednak prędko skarcił się za tak niedorzeczne myśli. Nieważne ile czasu by się nie widzieli nigdy by nie zapomniał wyrazu jego twarzy, a szkoda. Uśmiechnął się gorzko biorąc następnego łyka kawy po raz kolejny wzdychając ciężko. Która to jego nieprzespana noc? Piąta? Siódma? Sam nie rozumiał dlaczego tak reaguje na nieobecność osoby z którą i tak nie miał jakoś wielce dobrych relacji. Która ciągle traktowała go jak dziecko, nie brała na poważnie. Może dlatego, że bez względu na wszystko ten ktoś znaczy dla niego więcej niż śmiałby przypuszczać? Momentalnie wypuścił powietrze ze świstem na to określenie. Nie, on po prostu się martwił. Martwił się, że mogła mu się stać krzywda, bądź coś niedobrego, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Nie mógł przecież się zakochać, a już na pewno nie w nim. Słysząc nagły szmer, a zaraz po nim kroki odwrócił się gwałtownie świdrując wzrokiem pomieszczenie jak bardzo się rozczarował gdy zdał sobie sprawę, że to tylko Hoseok. Znów narobił sobie żmudnych nadziei, ale cóż mógł na to poradzić? Chłopak ledwo przytomny wkroczył do kuchni szurając swoimi kapciami w pierwszej chwili nawet nie zauważając siedzącego przy stole Jungkooka, dopiero gdy zorientował się, że nie musiał oświetlać światła zwrócił na niego ospały wzrok. Widział jak charakterystycznie marszczy brwi ziewając przy tym głośno. Być może zrobiłoby to na nim jakieś wrażenie gdyby nie fakt, że takie rzeczy po prostu na niego nie działają. Brunet zasiadł naprzeciw, a chwilę później po pomieszczeniu rozległ się jego cichy, zachrypnięty głos.
-Znów nie śpisz, mały?
Słyszał troskę w głosie starszego, wiedział, że się przejmuje jego zachowaniem, tym że coraz mniej sypia. Chodzi nieobecny, zamyka się w pokoju praktycznie z nikim nie rozmawiając. Zamiast cokolwiek powiedzieć, wytłumaczyć jedynie pokiwał głową wbijając wzrok w parującą ciecz jakby w niej szukał odpowiedzi na tak wiele pytań, które chodziły mu po głowie.
-Kookie, powiesz wreszcie co się dzieje?
Następne pytanie na które nie chciał odpowiedzieć, a może chciał to zrobić tylko nie umiał? Przecież sam nie rozumiał co się z nim dzieje, więc jak miał mu odpowiedzieć? Cicho westchnął wzruszając przy tym niedbale ramionami. Miał nadzieję, że chłopak zrezygnuje dając mu spokój, ale to jedynie podsyciło jego ciekawość gdyż nie spuszczał z niego upartego spojrzenia. Czuł jak wywierca mu dziurę w głowie jakby w ten sposób mógł coś zaradzić, dowiedzieć się czegoś więcej..
Ha, śmieszne.
-Nic się nie dzieje, po prostu nie chce mi się spać. Nie czuję takiej potrzeby hyung - odparł beznamiętnym głosem nie podnosząc na niego wzroku gdyż zdawał sobie sprawę jak mógł wyglądać wyraz jego twarzy, a sądząc po słowach, które chwilę później do niego wypowiedział, nie uwierzył mu. Czemu się dziwić skoro on nawet samemu sobie nie potrafił uwierzyć?
-Jasne, a ja jestem Roszpunka. Myślisz, że jestem aż taki ślepy i głupi, że nie widzę twojej zmiany zachowania? - spytał zaraz jednak zawieszając głos, a Kookie słyszał nutkę powątpiewania jakby starszy nie był pewien czy w ogóle powinien zadać to pytanie - To ma coś wspólnego z naszym tancerzem?
Głośne parsknięcie, a zaraz po nim gromki śmiech miały być odpowiedzią na tak niedorzeczne pytanie chłopaka, zarazem chciał też pokazać jak bardzo kpi z jego słów.
-Żartujesz sobie ze mnie? Co on mnie w ogóle obchodzi? Co mnie obchodzi jego zniknięcie? Że nie wraca od dobrego tygodnia, że nawet się z nikim nie pożegnał? No właśnie, nic - warknął rozdrażniony słysząc śmiech starszego gdyż jego wzrok momentalnie spoczął na nim - Co w tym śmiesznego?
-Jesteś zabawny Jungkookie - zacmokał mu tuż przed twarzą, ale widział, że również dla niego ta sytuacja wcale nie jest prosta. Sam gdzieś w środku przeżywa to wszystko jednak nie tak dobitnie jak ich maknae. Już od jakiegoś czasu zauważył, że nastolatek mógł się podkochiwać w ich tancerzu jednak nie sądził, że zniknięcie chłopaka wpłynie aż tak bardzo na niego. Siedzieli chwilę w ciszy nie odzywając się do siebie ani słowem jednak Jungkook zadał pytanie, które zaskoczyło Hoseoka na tyle bardzo, że o mało nie zakrztusił się wodą, którą od czasu do czasu popijał.
-Jak to jest być zakochanym? - zerknął na starszego niby niechętnie, ale w środku dręczyła go ta niewiedza w sprawach sercowych gdyż nigdy nie był zakochany i nawet nie wiedział jak to się przejawia, na czym polega - Wiem, że jesteś z Taehyungiem szczęśliwy.
Starszy zmarszczył nieco brwi robiąc dzióbek po jednej stronie twarzy pewnie zastanawiając się nad odpowiedzią, nie naciskał, był cierpliwy za co każdy w dormie go cenił i nie tylko tam, wszędzie.
-Wiesz, nie da się zdefiniować miłości, ona po prostu przychodzi, niekiedy w niezbyt oczekiwanym dla człowieka momencie. Niekiedy sprawia ból, ale zarazem daje wiele przyjemności, zwłaszcza jeśli druga osoba odwzajemnia twoje uczucia. Jesteś wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. Jednak jakbym ja ci miał dać swoją własną definicję miłości to bym powiedział tak. To coś niesamowitego, niespotykanego, co nie odczuwa się na co dzień. Kiedy widzę Taehyunga czuję, że żyję, że mam po co chodzić po tym świecie. Jego szeroki, szczery uśmiech sprawia, że sam mam ochotę to robić niemalże non stop. Mając go przy sobie, wiem, że mam osobę dla której moje istnienie ma jakikolwiek sens. Kiedy go nie ma obok smutek oblewa moją twarz, a ból dźga serce wbijając w nie miliony szpilek, rozłamując je na drobne, drobniusieńkie kawałeczki. Sprawia, że dzień jest szary, niewyraźny, monotonny. Masz wtedy wrażenie, że ci czegoś brakuje, czegoś niezmiernie ważnego - zakończył swoją jakże długą, wyczerpującą wypowiedź uśmiechem, który posłał do zasłuchanego Jungkooka, który co chwila zagryzał dolną wargę. Słowa Hoseoka dały mu trochę do myślenia, ale czy na tyle by chciał coś zrobić w tym kierunku? Porozmawiali jeszcze chwilę następnie udali się do łóżek, a zmuszony przez swojego hyunga również starał się zasnąć. Ku jego zaskoczeniu sen zmorzył go szybciej niż śmiałby przypuszczać.
Następnej nocy również nie potrafił spać, przesiadywanie w kuchni o tak niewyobrażalnie późnych godzinach chyba stanie się jego rutyną. Jak bardzo by nie chciał nie umiał zmrużyć oka. Jednak tym razem czuł się jakoś inaczej,  był spokojniejszy. Jakby przestał się tym wszystkim przejmować co w ostatnich dniach się wydarzyło. Czyżby to dobry znak? Zagryzł wargę upijając łyka kawy od której zaczynał się pomału uzależniać, ale nie to go w tym momencie martwiło. Bardziej nie dawała mu spokoju wczorajsza rozmowa z J-Hope. A co jeśli z nim jest podobnie? Jeśli jest zakochany po uszy? Westchnął ciężko ze spokojem przysłuchując się tykającemu zegarowi jakby to miała być jedyna muzyka dla jego uszu w tej chwili. Nawet trzask drzwi i stukot kroków o podłogę nie sprawiły, że zareagował, nawet się nie odwrócił. Jednak w pewnym momencie poczuł potrzebę sprawdzenia, kto tej nocy postanowił zakłócić jego spokój. Zerknął przez ramię niby niewzruszony, a usta momentalnie opadły mu na sam dół dostrzegając chłopaka, wyczekiwaną przez niego osobę. Może śni? Może jednak wbrew pozorom udało mu się przysnąć, a to wszystko co się dzieje okaże się wytworem jego wyobraźni? Uszczypnął się w rękę czując jedynie nieprzyjemny ból, nic się nie zmieniło, a chłopak nadal stał u progu drzwi nie zwracając zbędnej uwagi na Jungkooka, albo na otoczenie w ogół niego. Po prostu jak gdyby nigdy nic ściągał z siebie buty oraz kurtkę. Młodszy zazgrzytał zębami, a serce przyspieszyło swoją pracę kiedy poczuł napływającą złość. No tak, czego mógł się spodziewać skoro nawet się nie lubili? A przynajmniej odczuwał takie wrażenie bo chłopak często unikał z nim jakichkolwiek rozmów, albo zwyczajnie w świecie olewał go nie zwracając na niego większej uwagi. Tym razem miało być podobnie? Momentalnie podniósł się z krzesła podążając do niego z zaciśniętymi ze zdenerwowania ustami, a będąc już blisko starszego poczuł coś czego nigdy w życiu nie czuł. Czyżby to była tęsknota?
-Gdzie byłeś? - spytał nie potrafiąc usiedzieć w ciszy, wiedział, że chłopak już dawno zorientował się, że Jungkook mu się przygląda, ale ten w dalszym ciągu nie podniósł na niego wzroku. Odpowiedziała mu jedynie cisza, jak zawsze gdy chciał z nim porozmawiać. W ogóle nie potrafili się dogadać co zaczęło mu niezwykle przeszkadzać, a milczenie chłopaka irytowało go jeszcze bardziej do tego stopnia, że czuł cisnące się do oczu łzy.
-Odpowiesz mi? Gdzie byłeś..
Nie mógł znieść, że starszy go ignoruje, pewnie w innych okolicznościach by się tym nie przejął, przecież jakby na to nie spojrzeć ostatnimi czasy ciągle to robi, ale nie dzisiaj. Chciał wiedzieć co się stało, że odszedł. Coś musiało się stać, był tego pewien..
- Dlaczego nas zostawiłeś? Dlaczego nie dawałeś znaku życia, nie pożegnałeś się? Dlaczego się nie odzywasz? Dlaczego taki jesteś? Dlaczego mnie unikasz i nie chcesz odpowiedzieć na żadne z moich pytań? Jimin.. - przyglądał się chłopakowi w milczeniu czekając aż wreszcie uraczy go chociażby jednym, jedynym spojrzeniem, a gdy tego nie zrobił coś w nim pękło.  Potok łez oblał całą jego twarz, a cichy szloch rozległ się po pomieszczeniu przerywając ciszę. Nie potrafił zrozumieć poczynań chłopaka, dlaczego tak się zachowywał. Jednak w pewnym momencie czując dłoń na swoim policzku zamarł unosząc zapłakane spojrzenie spotykając od razu te od starszego. Niepewne, pełne poczucia winy, ale również czegoś czego nie był w stanie odgadnąć.  Wytarł mokre policzki młodszego starając zetrzeć cały smutek, który oblał jego twarz. Zadrżał nieznacznie, dotyk Jimina był bardziej przyjemny niż śmiałby przypuszczać.
-Przepraszam.
Usłyszał jego cichy, zachrypnięty głos, którego tak dawno nie miał okazji usłyszeć, a nie spodziewał się, że kiedykolwiek za nim zatęskni. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się z chłopakiem w takiej sytuacji w jakiej jest teraz.
-Jestem idiotą.. Wielkim idiotą, wiesz? Dopiero teraz musiałem sobie to uświadomić.
Niezbyt zrozumiał jego słowa dlatego też przechylił lekko głowę spoglądając na niego w dalszym ciągu pytająco. Odpowiedzi jednak się nie doczekał, a poczuł usta starszego na swoich własnych. Serce zabiło mu mocniej jeśli to w ogóle mogło być możliwe gdyż od dobrych dziesięciu minut słyszy je głośniej niż swoje rozszalałe myśli w głowie.
Jimin chwilę później się od niego odsunął przypatrując się z uwagą jego twarzy badając na niej każdy, najdrobniejszy element.
-Kocham Cię, właśnie to musiałem sobie uświadomić..
Przez wypowiedź starszego oczy ponownie zaszły go łzami, ale tym razem łzami szczęścia, nie szczędząc sobie na zbędną rozmowę przysunął się do niego składając czuły pocałunek na jego ustach.  Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że dwa głupie słowa mogą wywołać w nim tak wielką burzę. Doprowadzić do takiego stanu, że wreszcie bez chwili zawahania mógł powiedzieć, że jest szczęśliwy. Dlatego gdy tylko się od niego oderwał szeroki uśmiech wykwitł na jego rumianej twarzy. J-Hope miał rację. Nieobecność osoby może doprowadzić do załamania człowieka, a jej powrót wywołać nieokreśloną radość. Może jeszcze jest młody, nie zna się na miłości, a wszystkiego pomału się uczy, ale jednej rzeczy był pewien jak niczego innego.
-Ja Ciebie Też Kocham idioto. Mój głupi idioto.

~Bummie