~*~
Ból,
jedyne co czuję, to ogromny ból, który rozchodzi się w miejscu uderzenia.
Pulsuje po całym ciele. Zamykam oczy, bo nie mogę znieść faktu, że ty mi go
zadajesz. Może to tylko wytwór wyobraźni? Przecież ty byś mi tego nigdy nie
zrobił. Wmawiam sobie, łudzę się, a po co? Skoro jak tylko spojrzę na ciebie,
wszystko okażę się prawdą, bolesną prawdą. Łzy płyną, ale ty nie zwracasz na
nie najmniejszej uwagi. Jakby to, że sprawiasz mi krzywdę w ogóle cię nie
obchodziło. Bo nie obchodzi. Szarpanie, wyrywanie to już nic nie daje i tak bym
cię nie powstrzymał. Nie mam już na to siły. Czekam aż to się skończy, bo
kiedyś musi, prawda? Kolejny silny ból rozrywa moje ciało. Krzyczę, proszę,
błagam. Na marne skoro nadal kontynuujesz swoje czyny. Krew płynie, Czuję się okropnie,
bezwartościowy, zbezczeszczony jak nic nie warta szmata do podłóg. Przecież ja
też mam uczucia. Dlaczego mi to robisz? Czym sobie na to zasłużyłem? Spoglądam
w twoje duże rozszerzone oczy. a ty patrzysz w moje, Bez chwili wahania łapiesz
moją twarz brutalnie wpijając w moje wargi. Nie chcę! Proszę, przestań! Nie
zniosę więcej! Wyrywam usta w pocałunku odwracając głowę od razu tego żałując,
gdyż silne uderzenie powoduje, że mam mroczki przed oczami. Ledwo widzę przez
łzy. Twarz, brzuch, wszystko niemiłosiernie pulsuje. Oczy, usta mam napuchnięte
przez ciągły płacz, oraz przez silne, mocne pocałunki. W buzi czuję ten dobrze
znany żelazny smak, przesuwam językiem po rozciętej wardze i krzywię się
nieznacznie, to nic w porównaniu z tym rozrywającym wnętrzności bólem. Ja
cierpię, fizycznie, a najbardziej ucierpiała moja psychika. Mam dosyć, zabij
mnie! Nie chcę patrzeć na twoją zadowoloną twarz. Nawet nie wiesz jak się
ciebie brzydzę. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, że moje serce w tym momencie
zostało zniszczone, rozszarpane na kawałki. Jak mogłem się w tobie zakochać?
Jak? W tym momencie nie czuję już nic, bo przed moimi oczami zagościła jedynie
ciemność.
~ Bummie
***
Budzę się z krzykiem. Łapię się za twarz, pod opuszkami
palców czuję zaschnięte łzy, pomieszane z krwią. Straszny ból głowy mnie łapie,
kiedy dotykam białego opatrunku. Zaraz, opatrunku? Wytrzeszczam oczy z
przerażenia, macając ową rzecz na czubku swojej głowy, nic nie pamiętam, nawet
tego, dlaczego jestem w szpitalu. Syczę od razu zabierając dłoń od tego
miejsca. Ból rozdziera mój tyłek, gdy tylko postanowiłem na nim usiąść. Od razu
tego pożałowałem.
-Proszę nie siadać panie Kim - powiedziała drobna kobieta w
białym fartuchu tak zwana pielęgniarka. Patrzę na nią zaskoczony, bo wcześniej
jej nie zauważyłem.
-Dlaczego tu jestem? Co się stało? - dopytuję, chcę
wiedzieć. Pielęgniarka patrzy na mnie ze współczuciem wypisanym na twarzy i
kręcąc głową poprawiła moją poduszkę.
-Nie wiem, czy to jest odpowiedni moment, aby.. - przerywam jej lekko poirytowany.
-Proszę mi powiedzieć, ale zanim mi pani powie, czy mógłbym
prosić o lusterko? - znów przejeżdżam ręką po opatrunku, po raz kolejny czując
nieprzyjemne pulsowanie. Kobieta lekko wzdycha biorąc z półki proszony przeze
mnie przedmiot i opuszcza moją salę. Natychmiast biorę go do ręki doznając
szoku. Lusterko wylatuje z moich rąk trzaskając na małe kawałki. Nie, to nie
prawda. To tylko sen, to tylko mi się wydaje. Powtarzam sobie, podnosząc mały
skrawek szkła, znowu się w nim przeglądam padając na kolejny zawał serca. Łzy
zbierają się w moich oczach. Przejeżdżam opuszkiem palca po rozciętej dolnej
wardze, oraz wielkiej szramie przy lewej brwi. Rozciąga się prawie do połowy
policzka. Dostrzegam wielką śliwę pod okiem, fioletowe siniaki na prawym
policzku, gdzieniegdzie ślady łez oraz krwi. Podnoszę "lusterko" w
górę na miejsce opatrunku. Moje włosy... Przeszło mi przez myśl, oglądając
uważnie okolice tego miejsca. Raczej ich brak. Jak to się stało, że jestem w
takim stanie? Nagle wszystko do mnie dociera, cała prawda, którą każdy przede
mną skrywa nie chcąc powiedzieć. Zostałem brutalnie pobity i zgwałcony. Łzy
zamazują moje pole widzenia. Zakrywam twarz w dłoniach, nie powstrzymując się
wybucham szlochem. Drgawki przechodzą po całym moim ciele, cały drżę. Nie mogę
się uspokoić, nie mogę się pogodzić, że to właśnie mnie spotkało. Że właśnie on
mi to zrobił. Słysząc krzyk dochodzący z końca sali odrywam ręce od twarzy spoglądając
w tamtym kierunku. Płyn nadal płynie z moich oczu, nie próbuję go zatrzymywać,
nawet nie chcę tego robić.
-Umma! - para ciepłych ramion obejmuje mnie szczelnie -
Słyszałem co się stało. Tak bardzo Cię przepraszam! Przepraszam, że Cię z nim
zostawiłem samego! - wyszeptał zrozpaczony tuż przy moim uchu.
-T..to nie...t...twoja wina - wyjąkałem powstrzymując na
chwilę płacz.
-Co on ci zrobił... Jakbym złapał tego paskudnego dinozaura
w swoje ręce to bym go wykastrował. Na szczęście go złapali, zaraz po tym jak
ktoś zadzwonił na policję słysząc krzyki. Niech zgnije tam w tym więzieniu -
wysyczał uważnie oglądając moją twarz. Odwracam wzrok, nie mogę patrzeć na
Taemin'a, kiedy jestem w takim stanie. Bez zastanowienia wtulam się w niego
przymykając oczy. Wdycham zapach perfum Lee, które sprawiają, że zaczynam się
uspakajać. Chcę aby ten, koszmar się już skończył.
*** tydzień później ***
-Wszystko wydaje się być w porządku, rany ładnie się goją,
a opatrunek na głowie ściągniemy za tydzień. Nie ma żadnych poważniejszych
uszkodzeń, jedynie możesz czuć lekki ból przy siadaniu, lub załatwianiu potrzeb
fizjologicznych, ale po jakimś czasie to ustąpi - lekarz spojrzał raz jeszcze
do swoich papierów po czym przeniósł na mnie swój wzrok - Umówiłem Cię na
wizytę z psychologiem, która odbędzie się za tydzień. Odwagi Kibummie - dodał
widząc moją lekko zdezorientowaną twarz - Możesz wracać do domu, tylko pamiętaj
za tydzień do kontroli.
***
Zagryzam wargę siedząc na krześle. Po co ja tu w ogóle
przyszedłem? I tak mi nie pomogą. To wszystko pozostanie w mojej psychice już
na zawsze. Chcę stąd iść, jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. Nie chcę,
nie mogę o tym rozmawiać, to za wcześnie. Kolejne pytanie, na które, ciężko mi
odpowiedzieć, kolejny mętlik w głowie. Myśli krążą jak szalone, łzy cisną się
do oczu. Nie wytrzymuję. Wstaję, wychodząc trzaskam drzwiami. Nie wrócę tutaj,
już nigdy w życiu. Wybiegam z budynku. Przerasta mnie to, nie zniosę tego
upokorzenia. Tego obrzydzenia patrząc na swoje ciało. Chcę zniknąć stąd jak
najszybciej. Czuję wiatr we włosach, gdy przyspieszam chcą wbiec prosto na
jezdnię. Silne szarpnięcie. Leżę na ziemi. Mrugam zdezorientowany, nie wiedząc
co się stało. Chude ręce obejmują mnie szczelnie. Ale jak? Skąd wiedział?
-Nie pozwolę abyś to zrobił, nie przez niego - szepcze tuż
do mojego ucha.
-Nie dam rady tak żyć, nie mogę na siebie patrzeć! Czuję
wstręt, że na to pozwoliłem więc zrób coś dla mnie i pozwól mi umrzeć! -
wykrzyczałem mu w twarz wyrywając się.
-Okej, zabij się. Pozwól dać mu tą satysfakcję, że jednak
cię zniszczył, że wygrał z tobą. Na prawdę tego chcesz? Chcesz pokazać mu, że
jesteś słaby i łatwo można cię pokonać? Skoro tak, w porządku, ale nie
pomyślałeś, że kogoś tym bardzo skrzywdzisz? Bardziej niż siebie samego? - jego
głos mieszał się z ruchem ulicy. Przystanąłem w półkroku. Zacisnąłem ręce w
pięści wiedząc, że ma racje choć tak bardzo nie chciałem mu jej przyznać.
-Kogo? No kogo masz na myśli? - zacisnąłem usta spuszczając
wzrok.
Poczułem jak podnosi mój podbródek do góry, abym na niego
spojrzał.
-Na prawdę nigdy o mnie nie pomyślałeś? Ah tak,
zapomniałem. Byłeś za bardzo zakochany w Jonghyun'nie aby zwrócić na mnie swoją
uwagę - pokręcił głową smutno się uśmiechając - Zawsze traktowałeś mnie jak
dziecko. Broniłeś od wszystkiego złego. Co za to ci bardzo dziękuję, ale
również traktowałeś jakbym był z porcelany. Obchodziłeś jak z jakimś jajkiem.
Zawsze unikałeś przy mnie tematów o miłości, czy seksie mówiąc, że jestem na to
za młody, że niczego nie zrozumiem. Teraz ty coś zrozum umma,tego małego
Taemin'a już dawno nie ma i nigdy nie będzie - warknął już mocno rozdrażniony.
Patrzyłem na niego jak zaczarowany. Jego słowa nadal do
mnie nie docierały. Kiedy ten chłopak tak wyrósł? Westchnąłem czując poczucie
winy. To wszystko..., ten incydent spowodował, że zamknąłem się w sobie nikogo
do siebie nie dopuszczając. Nawet nie pomyślałem, że jeszcze jest ktoś, komu na
mnie zależy. Byłem zwykłym egoistą, myśląc, że w taki sposób ucieknę od
problemów. Teraz jest mi po prostu wstyd. Jak to możliwe, że Taemin, mój synek,
moje oczko w głowie, to zauważył, a ja będąc jego ummą tego nie dostrzegłem?
Jednak niesłusznie go traktowałem.
-Minnie.... Ja nawet nie wiem co powiedzieć - spojrzałem w
oczy młodszego.
-Nic nie mów, po prostu bądź - musnął delikatnie moje usta
jakby bał się, że go od siebie odepchnę. Lekki dreszcz przeszedł po moim ciele.
Zarzuciłem mu ręce na szyję odwzajemniając pocałunek. Pozwoliłem sobie na
chwilę przyjemności. Zawsze kochałem tego dzieciaka. Może nie patrzyłem na
niego w ten sposób, ale kto powiedział, że nie można zacząć wszystkie od nowa?
Przy nim może wreszcie poczuję, że mam po co żyć. Poczuję w końcu ten sens. Jego
usta były słodkie, jak cukierek. Zjadając jednego masz wielką ochotę zjeść
więcej. Ze mną właśnie tak było. Smakowałem go, mając nieodpartą ochotę zatopić
się w jego wargach na dłużej. Co ma takiego w sobie, że najchętniej już nigdy
bym się od niego nie oderwał? Każde jego muśnięcie, przejechanie dłonią po
moich plechach sprawiało miłe ciepło na sercu. Zapominałem, przenosiłem się do
zupełnie innego świata. Nie czułem strachu, nie czułem bólu. Uciekł gdzieś w
niepamięć. Kiedy był przy mnie wreszcie mogłem poczuć się bezpiecznie.
***
-Jesteś tego pewny? - pyta po raz kolejny patrząc na mnie
zmartwiony - Nie musisz tego robić.
Czułem jak jego dłoń zaciska się na mojej, chcąc dodać mi
otuchy. Uśmiechnąłem się całując go w policzek.
-Tak, dam radę - pocałowałem szybko Taemin'a w usta po czym
wszedłem do środka. Ręce trzęsły mi się jakby były z galarety przekraczając
próg budynku.
-Kim Jonghyun czeka na ciebie w swojej celi - usłyszałem za
sobą.
Skinąłem lekko głową idąc przed siebie. Kiedy stałem tuż
pod drzwiami jego sali dopadło mnie zawahanie, czy aby na pewno jestem w stanie
to zrobić. Chciałem się wycofać, ale przypomniały mi się słowa Lee.
"Chcesz pokazać mu, że jesteś słaby i łatwo można cię pokonać?" Nie
jestem słaby. Pomyślałem biorąc głęboki wdech. Niepewnie nacisnąłem klamkę i popchnąłem
ją do przodu. Para brązowych tęczówek spoczęła na mnie, kiedy tylko
przekroczyłem próg pomieszczenia.
-Kibum - wstał chcąc do mnie podejść, lecz jeden z
ochroniarzy nakazał mu usiąść.
Wpatrywał się we mnie, wreszcie mogłem zobaczyć te
normalne, zwykłe tęczówki. Nie te, które były zamroczone alkoholem, te dawne,
które kiedyś tak bardzo kochałem. Pokręciłem głową, Kiedy tak na niego
patrzyłem wszystko wróciło. Cały ból, cierpienie jakby to co się wydarzyło
miało miejsce wczoraj, a przecież minął już prawie rok. Zacząłem żałować tego
przyjścia tutaj, ale wiedziałem, że muszę się z tym zmierzyć. Rozwiązać
niektóre sprawy, aby móc zacząć wszystko od początku. Pierwszy krok, chciałem
zacząć właśnie od tego. Usiadłem na przeciwko niego, patrząc w jego oczy.
Szukałem w nich choćby krzty poczucia winy. Chciałem usłyszeć po co to zrobił.
Dlaczego potraktował mnie w ten sposób. Co było powodem jego zachowania.
Byliśmy przyjaciółmi, najlepszymi. Kochałem go tak bardzo, że byłem w stanie
poświęcić dla niego wszystko, nawet własne żucie.
-Dlaczego mi to zrobiłeś? - wyszeptałem czując, że zaraz
stchórzę i ucieknę.
-Przepraszam… Wiem, że to za mało i to nie wyleczy zadanej
krzywdy. Wiem także, że nigdy mi tego nie wybaczysz. Spanikowałem, bałem się
tego, że się w tobie zakochałem, bałem się tego uczucia. Wtedy gdy wyznałeś, że
mnie kochasz postradałem zmysły, schlałem się aby móc o tym zapomnieć. Lecz to
nie pomogło, a było jeszcze gorzej, bo myślałem o tobie jeszcze bardziej.
Krzywdząc cię, chciałem abyś mnie znienawidził, że dzięki temu będzie mi
łatwiej zapomnieć o tobie. Myliłem się. Kibum, nawet nie zdajesz sobie sprawy
jak bardzo tego żałuję. Kiedy dowiedziałem się, że chcesz się ze mną spotkać,
serce na chwilę mi stanęło. Poczułem, że może jest jakaś nadzieja, że może uda
mi się jakoś to naprawić. Tak bardzo chciałbym cofnąć czas - złapał moją bladą
dłoń, a wszystkie wspomnienia stanęły mi przed oczami.
***
Blond włosy chłopak siedzi na łóżku patrząc na bruneta przy
czym zagryza wargę. Był zdenerwowany, może nawet nie tyle zdenerwowany co
przerażony. Bardzo obawiał się reakcji przyjaciela na to co ma zamiar mu
powiedzieć. Wiedział, że nie może dłużej tego zwlekać. Nie może nadal udawać,
że traktuje go tylko jak przyjaciela. Przecież, to nie prawda.
-Coś się stało Bummie? - brunet spytał widząc, że chłopak
cały pobladł.
Kibum wiedział, że teraz jest ten moment.
-Jjongie, muszę ci coś powiedzieć. To ważne - zaczął
nieśmiało.
-Tak? To coś poważnego? Ktoś umarł? - spytał przyglądając
się uważnie blondynowi.
-Co? Nie, nikt nie umarł - stwierdził zdziwiony pytaniem
przyjaciela.
-Kibum mów, bo zaczynam się denerwować.
-Jonghyun, Kocham Cię, już od dawna czuję do ciebie coś więcej niż
tylko przyjaźń, ale nie miałem odwagi ci tego powiedzieć - patrzył na niego z nadzieją,
że być może brunet odwzajemnia jego uczucia.
Chłopak siedział sztywno nic się nie odzywając. Wystraszył
się tego co usłyszał. Kibum zaczął powoli żałować swojego wyznania przez co
zaczął interpretować.
-Nic nie powiesz? Żadnego słowa? Nic? - dopytywał, a ból
malował się na jego twarzy.
-Mnie? - Jonghyun spytał jakby upewniając się czy dobrze
zrozumiał.
-Tak, a czy znasz innego Jonghyun'a? - widząc, że chłopak
ma zamiar coś powiedzieć dodał z wyrzutem w głsie - Oczywiście, że chodzi o
ciebie.
Brunet, kiedy tylko usłyszał ostatnie zdanie wstał i
wybiegł z pokoju łamiąc tym serce Kibum'a na kawałeczki. Key poczuł jakby
dostał w twarz, chociaż nie, to nic w porównaniu ze złamanym sercem. Łzy ciekły
po jego policzkach, zdając sobie sprawę, że swoją głupotą i bezmyślnością
stracił najlepszego przyjaciela. Próbował się do niego dodzwonić, lecz to na
marne. Nie odbierał. Zwinął się w kulkę na swoim łóżku było mu cholernie
przykro. Nie mógł znieść tego odrzucenia, był pewny, że Jonghyun także darzy go
jakimś uczuciem. Tak się pomylił? Serce zabiło mu mocniej, gdy zobaczył
sylwetkę bruneta tuż przy swoich drzwiach. Pośpiesznie wstał z łóżka podchodząc
do niego. To był błąd. Duży błąd. Chłopak brutalnie wpił się w jego usta
rzucając na łóżko. Zaczął się mu wyrywać obrywając jedynie w twarz nadal go
całując. Czuł ostry smak i zapach alkoholu. Nie chciał tego, nie chciał aby tak
to wyglądało. Ich pierwszy pocałunek, który wyobrażał sobie zupełnie inaczej.
Kiedy Jonghyun go uderzył, był w szoku nigdy nie przypuszczał, że będzie w
stanie podnieść na niego rękę. Znowu się pomylił? Twierdząc, że go zna jak nikt
inny, tak na prawdę nic o nim nie wiedział? Chciał go zrzucić z siebie, wyrwać
się, ale niestety brunet był za silny. Zaczął się bać uświadamiając sobie do czego
to prowadzi. Zaczął płakać. Łzy same leciały po jego policzkach ponieważ
wiedział, że to koniec. Nie ma szans go powstrzymać.
***
-To nic nie zmienia - wyjąkałem chcąc opanować drżenie
głosu - Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nie wiem po co tutaj przyszedłem od
samego początku wiedziałem, że to był błąd. Niepotrzebnie czas straciłem. -
wyrwałem rękę z jego uścisku.
Czułem, że jak zaraz stąd nie wyjdę znów się rozpłaczę, a
tego za wszelką cenę pragnąłem uniknąć.
-Kibum... - zaczął, lecz szybko zamilkł nie wiedząc co
dalej powiedzieć.
-Dzięki tobie zrozumiałem, że są inni ludzie, którzy
bardziej zasługują na moje uczucie niż ty. Na miłość trzeba sobie zasłużyć, ona
nie jest dla takich tchórzy jakim ty jesteś. Patrząc na ciebie nie widzę już
człowieka, tylko jakiegoś potwora. Nie jesteś tym Jonghyun'em którego kochałem.
Nie byłeś i już nigdy nie będziesz. Mam nadzieję, że będąc tutaj, przemyślisz
to wszystko zanim znowu kogoś skrzywdzisz. Na mnie już za późno, ale wiesz co?
Jestem szczęśliwy. Znalazłem osobę, przy której wiem, że mam po co żyć. Szkoda
Jonghyun, bo mogłeś ty nią być. Mimo wszystko co mi zrobiłeś mam nadzieję, że
znajdziesz sobie kogoś innego, lepszego ode mnie, przy kim nie będziesz bał się
wyznać swoich uczuć - westchnąłem spuszczając głowę - Muszę iść, Taemin na mnie
czeka.
Nie czekałem na jego odpowiedź. Wyszedłem z sali nawet nie
racząc go spojrzeniem. Nie mogłem na niego patrzeć. Już nigdy więcej nie chcę
go widzieć na oczy.
***3 lata później***
Wszystko się wreszcie powoli układa. Mam jego, który dba o
mnie jak nikt inny. Niczego nie żałuję oprócz tego głupiego incydentu z
Jonghyun'em. Skoro chodzi o niego, to wyszedł z więzienia. Nadal starał się
mnie do siebie przekonać, lecz na to już za późno. Kocham Taemin'a i nic, ani
nikt nie sprawi, że zmienię zdanie.
-Skarbie co robisz? - słyszę tuż przy swoim uchu.
Chowam pamiętnik pod poduszkę odwracając się przodem do
brązowowłosego.
-Nic takiego, pisałem w pamiętniku - zarzuciłem ręce na
jego szyję patrząc mu w oczy.
-Pewnie wypisujesz o mnie jakieś bzdury - zaśmiał się
przyciągając mnie bliżej siebie.
-Tylko, że Cię Kocham i to już się nigdy nie zmieni.
~ Bummie

Mało osób pisze TaeKey, ale ty piszesz i robisz to świetnie <3
OdpowiedzUsuń