Jakoś tak mnie wena wzięła do napisania jakiegoś one shota. Miałam wielką ochotę na angsta, ale niestety wyszło nie po mojej myśli. Chciałam przedstawić budującą się przyjaźń między chłopakami oraz jak bardzo ona jest ważna i potrzebna w życiu człowieka. Nie wiem czy mi się to udało, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Ogólnie przepraszam za błędy bo z pewnością się tam jakieś znajdą, chociaż sprawdzałam posta. Miłego czytania! ;*
~*~
Smutek to rzecz ludzka. Osiąga go niemalże każdy człowiek bez względu na to, jaki ma charakter. Nawet najwięksi optymiści miewają gorsze
dni. Nie ma osoby, która by nigdy nie zaznała tego stanu, a przynajmniej jemu
się tak wydawało. Obracał się wokół ludzi, którzy nie mieli dla niego
praktycznie czasu, traktowali jak powietrze bądź poświęcali mu go lecz nie na
tak długo, jakby tego potrzebował. W takim razie po co mu ktoś? Zawsze był typem
samotnika, chował się w swojej skorupie przed wszystkimi. Skoro nikt nie chciał
go poznać po co miał się przed kimś otwierać? Takim sposobem przemierzał życie
jako ten pustelnik, samiutki jak ten palec. Nigdy mu to nie przeszkadzało,
pogodził się ze swoim losem. Chociaż musiał przyznać, bywały takie dni, że
po prostu brakowało mu drugiej osoby. Chciał nawet to zmienić, ale nie wiedział
jak. Jak się za to zabrać. Dlatego nie
zrobił z tym nic. Tym razem było podobnie. On przemierza korytarze, a inni go
mijają kompletnie nie zwracając na niego uwagi. Przywykł do tego. Lecz zaraz, moment. Mu się to wydawało albo
ktoś na niego spojrzał? Rozejrzał się na boki szukając wspomnianej osoby, a
jego wzrok zatrzymał się na czerwonowłosym chłopaku. Nigdy go nie
widział, a przynajmniej nie miał okazji go tutaj spotkać. Ku jego zdziwieniu
nieznajomy nadal na niego patrzył, nawet lekki uśmiech błąkał się na twarzy
chłopaka. Nie wiedzieć czemu miał ochotę do niego podejść, porozmawiać lecz
pewna część niego kategorycznie mu to zakazała przez co odwrócił głowę podążając znów przed siebie. Do końca dnia czuł
na sobie to przenikliwe spojrzenie, które natarczywie było w
niego wbijane na każdej przerwie. Jednak zwyczajnie to zignorował. Będąc już
w domu nie zdziwił go fakt, że jego rodziców nie było, przecież ciężko
pracowali dlatego prawie w ogóle ich nie widywał. Westchnął cicho, zazdrościł
innym. Rówieśnicy w jego wieku mają normalną kochającą rodzinę, przyjaciół,
niekiedy nawet miłość swojego życia, a co on ma? Chyba tylko swojego misia,
który go kocha. Lecz miał jedno, pasję, która go nie opuszczała za wszelką
cenę. Dzięki niej mógł wyrzucić cały smutek jaki w nim siedzi, ból, który go
nie opuszcza, tęsknotę, która się wyrywa oraz żal, który stara się dusić. W
tańcu czuł, że jest wolny. Do niego nie potrzebował nikogo, jedynie siebie oraz
muzykę, która unosiła się w pomieszczeniu. Robił to od najmłodszych lat,
wymykał się z domu późnymi wieczorami i zakradał do wielkiej hali sportowej.
Były tam ogromne lustra, dużo miejsca, więcej nie było mu potrzeba. Kiedy
rozejrzał się i zdał sobie sprawę, że nikogo nie ma, pchnął drzwi od
pomieszczenia, które o dziwo nigdy nie były zamykane. Stanął przed jednym z luster na ścianie, które rozciągało się od sufitu po samą podłogę i
włożył słuchawki do uszu zatracając się w muzyce, która wyginała jego ciało.
Unosiła w całkiem inny, odległy świat nieznany nikomu. Lecz musiał przerwać
swoją czynność przez huk, który mimo lecącej muzyki i słuchawek, które od jakiegoś czasu odcinały go od rzeczywistości jednak słyszał. Od razu zainterweniował rozglądając się
po pomieszczeniu chociaż nikogo w nim nie było poza nim samym. Ze zmarszczonym lekko czołem podszedł
do drzwi ciągnąc za klamkę, lecz co go w tym momencie zaskoczyło to to, że były one zamknięte. Jeszcze raz przeleciał podenerwowanym wzrokiem po sali
napotykając czyjąś sylwetkę. Zmrużył nieco oczy bo było późno, a w pomieszczeniu
było praktycznie ciemno jedynie przez okna wglądało światło z latarni. Postać
stała niedaleko, przodem do niego, ale niestety miała na sobie
kaptur więc nie mógł określić kto to
jest bądź czy zna tą osobę. On jedynie przyglądał się jej nerwowo na co
nieznajomy zrobił kilka kroków w jego stronę, a gdy już stał z jakiś metr od
niego niespodziewanie zdjął ze swojej głowy niepotrzebny materiał, który
utrudniał mu rozpoznanie osobnika. Światło oświetliło jego twarz nikłym
światłem i był w niemałym szoku widząc przed sobą tego samego czerwonowłosego
chłopaka, co widział w szkole.
-Jak tu wszedłeś? Drzwi przecież były zamknięte – odparł przyglądając
mu się nieufnie. On go śledzi? Przecież to niemożliwe by chodził do tej samej
hali i o tej samej godzinie co on. Nieznajomy jedynie uśmiechnął się tak samo
jak dzisiaj, a następnie przekręcił lekko swoją głowę.
-Z początku były otwarte, lecz co to za problem je zamknąć? –
spytał, a delikatny uśmiech błąkał się na jego twarzy. Czyli to on to zrobił? Chciał zwrócić na
siebie jego uwagę? Ale jak to się stało, że nikogo przedtem nie zauważył? Spiął
się cały gdy chłopak chwycił go lekko za rękę, od razu ją wyrwał z jego
uścisku.
-Kim ty jesteś? Kiedy ty tu w ogóle przyszedłeś? – pytał,
nie mógł się powstrzymać, a ciekawość była o wiele silniejsza na co
czerwonowłosy wzruszył niedbale ramionami.
-Jestem Mark – wystawił rękę w jego stronę, której
przyglądał się niepewnie – Nie ugryzę cię, spokojnie – zaśmiał się przez co
speszony spuścił wzrok aczkolwiek uścisnął dłoń nowo poznanego.
-BamBam – burknął niewyraźnie pod nosem lecz na tyle by
stojący przed nim Mark mógł usłyszeć. Chłopak uniósł lekko brwi w górę
parskając śmiechem, a BamBam od razu spojrzał na niego zaskoczony jego reakcją –
Co w tym takiego śmiesznego?
-Bo to śmieszne przezwisko, a tak naprawdę. Jak się
nazywasz?
Zagryzł wargę. Nie lubił swojego prawdziwego imienia, często
inni go przez to wyśmiewali dlatego postanowił je jakoś zmienić, a nie
spodziewał się, że jego towarzysz zareaguje w taki sposób.
-Kunpimook. Ale nie
lubię swojego imienia.
Chłopak przez jakąś dobrą chwilę się nie odzywał uważnie mu się
przypatrując, a on od razu odwrócił wzrok skrępowany jego przenikliwym
spojrzeniem.
-Ładne, naprawdę nie rozumiem dlaczego się z nim kryjesz.
Imię jak każde inne, nie powinieneś się go wstydzić. Tylko być z niego dumny,
bo jesteś unikalny – stwierdził po zastanowieniu się powodując kolejne
zdziwienie na twarzy BamBama.
-Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? I nie odpowiedziałeś na
moje wcześniejsze pytanie – zauważył bystrze, a Mark jedynie westchnął.
-Naprawdę chcesz to wiedzieć? – widząc jego spojrzenie postanowił kontynuować –
Dobrze. Przyglądam ci się od jakiegoś czasu.. Bo jesteś dla mnie wielką zagadką.
Ogólnie znam wielu ludzi, a ty szczególnie się wyróżniasz z tłumu. I zastanawiam
się jak tak bardzo utalentowana osoba może tłumić w sobie tyle smutku? Przecież
to na pierwszy rzut oka widać, każdy twój ruch cię
zdradza mimo że twoja mimika twarzy nic takiego nie wyraża, jednak widzę prawdę
w twoich oczach. Nigdy kogoś takiego nie poznałem i jeśli bym mógł, chciałbym ci
jakoś pomóc – zakończył swoją wypowiedź patrząc na chłopaka, który zaczął
miętosić swoją koszulkę. Co miał mu na to odpowiedzieć? Jak się zachować?
Pierwszy raz, ktoś się nim zainteresował lecz dlaczego tego wcześniej nie
zauważył?
-Nie potrzebuję pomocy, radzę sobie sam.
-Znowu to robisz.. Próbujesz uciec.. Ja naprawdę
nie chcę cię skrzywdzić tylko sprawić, że może wreszcie na twojej twarzy
zagości szeroki uśmiech.
-Po co ci to? Ludzie nie są tacy bezinteresowni, więc
powiedz. Jaki masz w tym cel? Ktoś cię do tego zmusił, czy jak? – pytał patrząc
w dalszym ciągu na niego nieufnie. Naprawdę nie chciało mu się wierzyć w dobroć
chłopaka, a zwłaszcza wtedy kiedy przez cały czas nie miał nikogo. Dlaczego
miałby przyjść do niego właśnie teraz? Dlaczego wcześniej tego nie zrobił?
-Nie każdy jest taki, za jakiego go postrzegasz. To że
znajdują się w naszym otoczeniu osoby bezwzględne i nieczułe nie oznacza, że ja
się do takich zaliczam. Może najpierw mnie poznasz zanim zaczniesz wyciągać
jakiekolwiek wnioski, co?
Czy to była okazja? Czy ten chłopak naprawdę chce się z nim
zaprzyjaźnić? To może być dla niego szansa na poznanie czegoś całkiem nowego.
Od tej rozmowy minęło trochę czasu lecz niczego nie żałuje.
Dzięki niej zyskał coś bardzo cennego. Przyjaźń o której tak bardzo marzył.
Wreszcie czuł, że nie jest sam na tym świecie, że jednak jest ktoś, kto go
rozumie, poświęci czas, będzie z nim i go wspierał. Lecz jak to w przyjaźniach
bywa, są wzloty i upadki. Niekiedy kłótnie, a potem zwyczajne godzenie się.
Znaleźli swój wspólny język, nić porozumienia, która ich połączyła. Mieli
również swoje własne miejsce w którym notorycznie się spotykali, ale również tą
samą pasję. Nigdy by się nie spodziewał, że kiedykolwiek pozna kogoś z kim
będzie się tak świetnie dogadywać. Mark był zawsze przy nim kiedy go
potrzebował, pocieszał gdy miał kiepski humor oraz wprowadził uśmiech i radość
do jego życia dodając jego szaremu światu nowych kolorów. Jeszcze nigdy nie
spotkał tak pozytywnej i optymistycznej osoby, a to wszystko stało się
zwyczajnie przypadkowo. Tym razem również spotkali się w tej samej hali w
której się poznali. Oboje roześmiani i pełni energii wykonywali nowo wymyślony
przez siebie układ taneczny. Mieli przy tym naprawdę mnóstwo frajdy.
-Bamie, a może jeszcze to dodamy? – spytał, a następnie
zademonstrował kolejny krok, który mógłby służyć jako idealne dopełnienie do
ich układu. Blondyn pokiwał głową, że się zgadza i zajął miejsce
przygotowując się do przećwiczenia ułożonych przed chwilą kroków.
-No to raz, dwa, trzy, cztery… pięć, sześć, siedem i..aaaa…
znowu pomyliłem… Przepraszam – tupnął lekko rozzłoszczony nogą, bo ćwiczą go już
od jakiegoś czasu, a on nadal się myli. Mark
wyłączył muzykę podchodząc do młodszego.
-Spokojnie Bamie, przecież nic się nie stało – ułożył swoje
dłonie na jego ramionach, a chłopak spojrzał mu w oczy.
-Nie wiem dlaczego, nigdy nie miałem z tym większego
problemu przecież.. aishh – fuknął niezadowolony przez co czerwonowłosy porwał
go w swoje ramiona kołysząc uspokajająco jego ciałem.
-Wdech i wydech gwiazdeczko, bo od nadmiaru złych emocji
jeszcze się tutaj ugotujesz – zażartował szepcząc mu na ucho. Czuł dreszcz
słysząc jego głos tak blisko i mimowolnie zagryzł wargę. Uspokajał się, chłopak
naprawdę miał na niego wielki wpływ, że nawet sam nie zauważył kiedy to się
stało, a zaczął coś czuć do Marka. Lecz bał się tego pokazać,
ujawnić, wyznać z racji na jego reakcję, a co gorsza obawiał się, że może go
stracić. Tego by zdecydowanie nie przeżył, był jedynym jego przyjacielem, którego
potrzebował i nie mógł pozwolić aby odszedł. Dlatego skrywał swoje uczucia,
emocje tak aby niczego się nie dowiedział co szło mu z początku całkiem dobrze, niestety z czasem było mu coraz ciężej. A pewnego dnia gdy o mało by się nie wywrócił na korytarzu, Mark go chwycił szczelnie w swoje ramiona. Wtedy spojrzał w jego oczy zatracając się w ciemnych tęczówkach przyjaciela, to był zwyczajny impuls, chwila słabości, która go ogarnęła. Pocałował go dopiero później zdając
sobie sprawę z tego co tak naprawdę zrobił. Teraz siedział w kącie na hali i
zwyczajnie płakał. Tak bardzo tego żałował. Przecież to oczywiste, że
po tym co się wydarzyło chłopak nie będzie chciał go znać ani mieć z nim nic
wspólnego. Zniszczył wszystko co zdążył zbudować w tak krótkim czasie. Nawet nie
zdążył się tym wszystkim nacieszyć, a znowu został sam. Dlatego nie mógł
przebywać w tym samym pomieszczeniu co
on, musiał uciec, a jego nogi przyprowadziły go aż tutaj. Teraz zwinął
się w kłębek zanosząc się cichutkim łkaniem kiedy usłyszał hałas, a potem tupot
czyiś kroków.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę.
To był on. Lecz po co tu przyszedł? Żeby powiedzieć jak
bardzo się go brzydzi? Że ich przyjaźń skończona i ma zwyczajnie
spierdalać? Ale to co wydarzyło się
kilka sekund później przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Chłopak podszedł
do niego ścierając z jego policzków mokre łzy by złożyć delikatny pocałunek, który on
niepewnie odwzajemnił.
-Kocham cię Bamie dlatego nigdy więcej ode mnie uciekaj,
jasne? - nie dał mu odpowiedzieć, bo
znowu poczuł te wspaniałe wargi na swoich własnych, a on wiedział, że teraz będzie dobrze, coraz
lepiej.
~Bummie
~Bummie

Temat przyjaźni jest moim ulubionym, a to było przesłodkie ^^ Kocham historie, w których przyjaciele zamieniają się w kochanków <3
OdpowiedzUsuń