czwartek, 23 lipca 2015

"Bo przyjaciel to najlepsze, co może posiadać człowiek..."




Jakoś tak mnie wena wzięła do napisania jakiegoś one shota. Miałam wielką ochotę na angsta, ale niestety wyszło nie po mojej myśli. Chciałam przedstawić budującą się przyjaźń między chłopakami oraz jak bardzo ona jest ważna i potrzebna w życiu człowieka. Nie wiem czy mi się to udało, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Ogólnie przepraszam za błędy bo z pewnością się tam jakieś znajdą, chociaż sprawdzałam posta. Miłego czytania! ;* 




~*~



Smutek to rzecz ludzka. Osiąga go niemalże każdy człowiek bez względu na to, jaki ma charakter. Nawet najwięksi optymiści miewają gorsze dni. Nie ma osoby, która by nigdy nie zaznała tego stanu, a przynajmniej jemu się tak wydawało. Obracał się wokół ludzi, którzy nie mieli dla niego praktycznie czasu, traktowali jak powietrze bądź poświęcali mu go lecz nie na tak długo, jakby tego potrzebował. W takim razie po co mu ktoś? Zawsze był typem samotnika, chował się w swojej skorupie przed wszystkimi. Skoro nikt nie chciał go poznać po co miał się przed kimś otwierać? Takim sposobem przemierzał życie jako ten pustelnik, samiutki jak ten palec. Nigdy mu to nie przeszkadzało, pogodził się ze swoim losem. Chociaż musiał przyznać, bywały takie dni, że po prostu brakowało mu drugiej osoby. Chciał nawet to zmienić, ale nie wiedział jak. Jak się za to zabrać. Dlatego nie zrobił z tym nic. Tym razem było podobnie. On przemierza korytarze, a inni go mijają kompletnie nie zwracając na niego uwagi. Przywykł do tego. Lecz zaraz, moment. Mu się to wydawało albo ktoś na niego spojrzał? Rozejrzał się na boki szukając wspomnianej osoby, a jego wzrok zatrzymał się na czerwonowłosym chłopaku. Nigdy go nie widział, a przynajmniej nie miał okazji go tutaj spotkać. Ku jego zdziwieniu nieznajomy nadal na niego patrzył, nawet lekki uśmiech błąkał się na twarzy chłopaka. Nie wiedzieć czemu miał ochotę do niego podejść, porozmawiać lecz pewna część niego kategorycznie mu to zakazała przez co odwrócił głowę podążając znów przed siebie. Do końca dnia czuł na sobie to przenikliwe spojrzenie, które natarczywie było w niego wbijane na każdej przerwie. Jednak zwyczajnie to zignorował. Będąc już w domu nie zdziwił go fakt, że jego rodziców nie było, przecież ciężko pracowali dlatego prawie w ogóle ich nie widywał. Westchnął cicho, zazdrościł innym. Rówieśnicy w jego wieku mają normalną kochającą rodzinę, przyjaciół, niekiedy nawet miłość swojego życia, a co on ma? Chyba tylko swojego misia, który go kocha. Lecz miał jedno, pasję, która go nie opuszczała za wszelką cenę. Dzięki niej mógł wyrzucić cały smutek jaki w nim siedzi, ból, który go nie opuszcza, tęsknotę, która się wyrywa oraz żal, który stara się dusić. W tańcu czuł, że jest wolny. Do niego nie potrzebował nikogo, jedynie siebie oraz muzykę, która unosiła się w pomieszczeniu. Robił to od najmłodszych lat, wymykał się z domu późnymi wieczorami i zakradał do wielkiej hali sportowej. Były tam ogromne lustra, dużo miejsca, więcej nie było mu potrzeba. Kiedy rozejrzał się i zdał sobie sprawę, że nikogo nie ma, pchnął drzwi od pomieszczenia, które o dziwo nigdy nie były zamykane. Stanął przed jednym z luster na ścianie, które rozciągało się od sufitu po samą podłogę i włożył słuchawki do uszu zatracając się w muzyce, która wyginała jego ciało. Unosiła w całkiem inny, odległy świat nieznany nikomu. Lecz musiał przerwać swoją czynność przez huk, który mimo lecącej muzyki i słuchawek, które od jakiegoś czasu odcinały go od rzeczywistości jednak słyszał. Od razu zainterweniował rozglądając się po pomieszczeniu chociaż nikogo w nim nie było poza nim samym. Ze zmarszczonym lekko czołem podszedł do drzwi ciągnąc za klamkę, lecz co go w tym momencie zaskoczyło to to, że były one zamknięte. Jeszcze raz przeleciał podenerwowanym wzrokiem po sali napotykając czyjąś sylwetkę. Zmrużył nieco oczy bo było późno, a w pomieszczeniu było praktycznie ciemno jedynie przez okna wglądało światło z latarni. Postać stała niedaleko, przodem do niego, ale niestety miała na sobie kaptur więc nie mógł określić kto to jest bądź czy zna tą osobę. On jedynie przyglądał się jej nerwowo na co nieznajomy zrobił kilka kroków w jego stronę, a gdy już stał z jakiś metr od niego niespodziewanie zdjął ze swojej głowy niepotrzebny materiał, który utrudniał mu rozpoznanie osobnika. Światło oświetliło jego twarz nikłym światłem i był w niemałym szoku widząc przed sobą tego samego czerwonowłosego chłopaka, co widział w szkole.
-Jak tu wszedłeś? Drzwi przecież były zamknięte – odparł przyglądając mu się nieufnie. On go śledzi? Przecież to niemożliwe by chodził do tej samej hali i o tej samej godzinie co on. Nieznajomy jedynie uśmiechnął się tak samo jak dzisiaj, a następnie przekręcił lekko swoją głowę.
-Z początku były otwarte, lecz co to za problem je zamknąć? – spytał, a delikatny uśmiech błąkał się na jego twarzy. Czyli to on to zrobił? Chciał zwrócić na siebie jego uwagę? Ale jak to się stało, że nikogo przedtem nie zauważył? Spiął się cały gdy chłopak chwycił go lekko za rękę, od razu ją wyrwał z jego uścisku.
-Kim ty jesteś? Kiedy ty tu w ogóle przyszedłeś? – pytał, nie mógł się powstrzymać, a ciekawość była o wiele silniejsza na co czerwonowłosy wzruszył niedbale ramionami.
-Jestem Mark – wystawił rękę w jego stronę, której przyglądał się niepewnie – Nie ugryzę cię, spokojnie – zaśmiał się przez co speszony spuścił wzrok aczkolwiek uścisnął dłoń nowo poznanego. 
-BamBam – burknął niewyraźnie pod nosem lecz na tyle by stojący przed nim Mark mógł usłyszeć. Chłopak uniósł lekko brwi w górę parskając śmiechem, a BamBam od razu spojrzał na niego zaskoczony jego reakcją – Co w tym takiego śmiesznego?
-Bo to śmieszne przezwisko, a tak naprawdę. Jak się nazywasz?
Zagryzł wargę. Nie lubił swojego prawdziwego imienia, często inni go przez to wyśmiewali dlatego postanowił je jakoś zmienić, a nie spodziewał się, że jego towarzysz zareaguje w taki sposób.
-Kunpimook. Ale nie lubię swojego imienia.
Chłopak przez jakąś dobrą chwilę się nie odzywał uważnie mu się przypatrując, a on od razu odwrócił wzrok skrępowany jego przenikliwym spojrzeniem.
-Ładne, naprawdę nie rozumiem dlaczego się z nim kryjesz. Imię jak każde inne, nie powinieneś się go wstydzić. Tylko być z niego dumny, bo jesteś unikalny – stwierdził po zastanowieniu się powodując kolejne zdziwienie na twarzy BamBama.
-Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? I nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie – zauważył bystrze, a Mark jedynie westchnął.
-Naprawdę chcesz to wiedzieć? – widząc  jego spojrzenie postanowił kontynuować – Dobrze. Przyglądam ci się od jakiegoś czasu.. Bo jesteś dla mnie wielką zagadką. Ogólnie znam wielu ludzi, a ty szczególnie się wyróżniasz z tłumu. I zastanawiam się jak tak bardzo utalentowana osoba może tłumić w sobie tyle smutku? Przecież to na pierwszy rzut oka widać, każdy twój ruch cię zdradza mimo że twoja mimika twarzy nic takiego nie wyraża, jednak widzę prawdę w twoich oczach. Nigdy kogoś takiego nie poznałem i jeśli bym mógł, chciałbym ci jakoś pomóc – zakończył swoją wypowiedź patrząc na chłopaka, który zaczął miętosić swoją koszulkę. Co miał mu na to odpowiedzieć? Jak się zachować? Pierwszy raz, ktoś się nim zainteresował lecz dlaczego tego wcześniej nie zauważył?
-Nie potrzebuję pomocy, radzę sobie sam.
-Znowu to robisz.. Próbujesz uciec.. Ja naprawdę nie chcę cię skrzywdzić tylko sprawić, że może wreszcie na twojej twarzy zagości szeroki uśmiech.
-Po co ci to? Ludzie nie są tacy bezinteresowni, więc powiedz. Jaki masz w tym cel? Ktoś cię do tego zmusił, czy jak? – pytał patrząc w dalszym ciągu na niego nieufnie. Naprawdę nie chciało mu się wierzyć w dobroć chłopaka, a zwłaszcza wtedy kiedy przez cały czas nie miał nikogo. Dlaczego miałby przyjść do niego właśnie teraz? Dlaczego wcześniej tego nie zrobił?
-Nie każdy jest taki, za jakiego go postrzegasz. To że znajdują się w naszym otoczeniu osoby bezwzględne i nieczułe nie oznacza, że ja się do takich zaliczam. Może najpierw mnie poznasz zanim zaczniesz wyciągać jakiekolwiek wnioski, co?
Czy to była okazja? Czy ten chłopak naprawdę chce się z nim zaprzyjaźnić? To może być dla niego szansa na poznanie czegoś całkiem nowego.
Od tej rozmowy minęło trochę czasu lecz niczego nie żałuje. Dzięki niej zyskał coś bardzo cennego. Przyjaźń o której tak bardzo marzył. Wreszcie czuł, że nie jest sam na tym świecie, że jednak jest ktoś, kto go rozumie, poświęci czas, będzie z nim i go wspierał. Lecz jak to w przyjaźniach bywa, są wzloty i upadki. Niekiedy kłótnie, a potem zwyczajne godzenie się. Znaleźli swój wspólny język, nić porozumienia, która ich połączyła. Mieli również swoje własne miejsce w którym notorycznie się spotykali, ale również tą samą pasję. Nigdy by się nie spodziewał, że kiedykolwiek pozna kogoś z kim będzie się tak świetnie dogadywać. Mark był zawsze przy nim kiedy go potrzebował, pocieszał gdy miał kiepski humor oraz wprowadził uśmiech i radość do jego życia dodając jego szaremu światu nowych kolorów. Jeszcze nigdy nie spotkał tak pozytywnej i optymistycznej osoby, a to wszystko stało się zwyczajnie przypadkowo. Tym razem również spotkali się w tej samej hali w której się poznali. Oboje roześmiani i pełni energii wykonywali nowo wymyślony przez siebie układ taneczny. Mieli przy tym naprawdę mnóstwo frajdy.
-Bamie, a może jeszcze to dodamy? – spytał, a następnie zademonstrował kolejny krok, który mógłby służyć jako idealne dopełnienie do ich układu. Blondyn pokiwał głową, że się zgadza i zajął miejsce przygotowując się do przećwiczenia ułożonych przed chwilą kroków.
-No to raz, dwa, trzy, cztery… pięć, sześć, siedem i..aaaa… znowu pomyliłem… Przepraszam – tupnął lekko rozzłoszczony nogą, bo ćwiczą go już od jakiegoś czasu, a on nadal się myli. Mark wyłączył muzykę podchodząc do młodszego.
-Spokojnie Bamie, przecież nic się nie stało – ułożył swoje dłonie na jego ramionach, a chłopak spojrzał mu w oczy.
-Nie wiem dlaczego, nigdy nie miałem z tym większego problemu przecież.. aishh – fuknął niezadowolony przez co czerwonowłosy porwał go w swoje ramiona kołysząc uspokajająco jego ciałem.
-Wdech i wydech gwiazdeczko, bo od nadmiaru złych emocji jeszcze się tutaj ugotujesz – zażartował szepcząc mu na ucho. Czuł dreszcz słysząc jego głos tak blisko i mimowolnie zagryzł wargę. Uspokajał się, chłopak naprawdę miał na niego wielki wpływ, że nawet sam nie zauważył kiedy to się stało, a zaczął coś czuć do Marka. Lecz bał się tego pokazać, ujawnić, wyznać z racji na jego reakcję, a co gorsza obawiał się, że może go stracić. Tego by zdecydowanie nie przeżył, był jedynym jego przyjacielem, którego potrzebował i nie mógł pozwolić aby odszedł. Dlatego skrywał swoje uczucia, emocje tak aby niczego się nie dowiedział co szło mu z początku całkiem dobrze, niestety z czasem było mu coraz ciężej. A pewnego dnia gdy o mało by się nie wywrócił na korytarzu, Mark go chwycił szczelnie w swoje ramiona. Wtedy spojrzał w jego oczy zatracając się w ciemnych tęczówkach przyjaciela, to był zwyczajny impuls, chwila słabości, która go ogarnęła. Pocałował go dopiero później zdając sobie sprawę z tego co tak naprawdę zrobił. Teraz siedział w kącie na hali i zwyczajnie płakał. Tak bardzo tego żałował. Przecież to oczywiste, że po tym co się wydarzyło chłopak nie będzie chciał go znać ani mieć z nim nic wspólnego. Zniszczył wszystko co zdążył zbudować w tak krótkim czasie. Nawet nie zdążył się tym wszystkim nacieszyć, a znowu został sam. Dlatego nie mógł przebywać  w tym samym pomieszczeniu co on, musiał uciec, a jego nogi przyprowadziły go aż tutaj. Teraz zwinął się w kłębek zanosząc się cichutkim łkaniem kiedy usłyszał hałas, a potem tupot czyiś kroków.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę.
To był on. Lecz po co tu przyszedł? Żeby powiedzieć jak bardzo się go brzydzi? Że ich przyjaźń skończona i ma zwyczajnie spierdalać?  Ale to co wydarzyło się kilka sekund później przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Chłopak podszedł do niego ścierając z jego policzków mokre łzy by złożyć delikatny pocałunek, który on niepewnie odwzajemnił.
-Kocham cię Bamie dlatego nigdy więcej ode mnie uciekaj, jasne?  - nie dał mu odpowiedzieć, bo znowu poczuł te wspaniałe wargi na swoich własnych,  a on wiedział, że teraz będzie dobrze, coraz lepiej.

~Bummie 

1 komentarz:

  1. Temat przyjaźni jest moim ulubionym, a to było przesłodkie ^^ Kocham historie, w których przyjaciele zamieniają się w kochanków <3

    OdpowiedzUsuń