czwartek, 11 września 2014

Waiting to die...

Do napisania tego natchnęła mnie piosenka -> ( klik ) mam nadzieję, że wam się spodoba i, że pojawią się jakieś komentarze :)  Bardzo dziękujemy  za poprzednie komentarze, cieszę się, że ktoś tutaj w ogóle zagląda i czyta to co piszemy. :) Zapraszam do czytania i z góry przepraszam za wszelkie błędy. :)

~*~


Leżał na tym łóżku kolejny dzień.
Tak mijały mu dnie... miesiące... tygodnie... godziny... minuty... sekundy...
Osoby przy jego łóżku zmieniały się.
Nie mógł się ruszyć, wypowiedzieć słowa, nie był w stanie zrobić nic...
Słyszał ich każde słowo...
Czul ich każdy dotyk..
Nie widział ich. Lecz wiedział kiedy przychodził do niego ON.
Czy go kochał?
Kochał.
Kochał jak wariat.
Nie potrafił sobie wybaczyć tego co zrobił, tego, ze zranił JEGO... 
Osobę którą tak cholernie mocno kochał...
Był głupcem.
Chciał go przytulic, pocałować, dotknąć, przeprosić, wyznać, ze go kocha i chce z nim być do końca życia...
Lecz czy ten koniec właśnie nie nadchodził?
Czy bal się śmierci?
Bal się...
Panicznie się jej bal, ale tez cholernie jej pragnął...
Nie potrafił już znieść łez wylewanych przez jego bliskich do jego własnej dłoni.
Nie potrafił znieść tego smutku, który panował w tej przeklętej sali..
Nigdy jej nie widział, ale z tego co mówił mu Kibum była niebieska. Na jednej ścianie widniały podpisy osób które kiedykolwiek znalazły się w tej sali z data od kiedy do kiedy.
Widniał tez podpis "Lee Taemin, 18.07.12-?"
Kibum podpisał go kiedyś gdy siedział u niego.
Podobno oczojebnym różowym markerem. Chciałby to kiedyś zobaczyć. Ale bardziej chciałby umrzeć, wie ze to już koniec.
Lekarze nie dają mu nadziei.
Teraz pozostało tylko czekać na śmierć której jakoś nie spieszy się do niego przyjść.
Był u niego dzisiaj Minho.
Jego kochany Minuś.
Powiedział mu, ze dzisiaj są jego urodziny. Key przyniósł mu róże, białe, jego ulubione.
Dzisiaj mijają dwa lata od tego pieprzonego wypadku.
Od tej cholernej kłótni z Minho.

#Dzisiaj są moje urodziny, to jest najwspanialszy dzień w mym życiu. Prezenty, tort, balony i wszystko czego zapragnę. Wieczorem siedzieliśmy w salonie i piliśmy. Wszyscy byli już wstawienie poza Minho. On miał bardzo mocny łeb odkąd pamiętam. Pilem sobie drinka siedząc na podłodze kiedy brunet usiadł za mną i przyciągnął mnie do siebie. Poczułem się niezręcznie ponieważ siedziałem teraz pomiędzy jego nagami.
Oparł głowę o mój bark a ja prawie zakrztusiłem się drinkiem słysząc..
-Kocham cie Minnie...
Poczułem delikatny pocałunek na moim karku. 
Wstałem szybko i odsunąłem się od niego. Stałem tak chwile w ogromnym szoku.
On podszedł i wpił się w moje usta, nieświadomie oddałem pocałunek, ale zaraz się otrząsnąłem, odepchnąłem go od siebie i dałem mocno z liścia w twarz.
-Jesteś pojebany! Daj mi spokój! Nie chce cie znać ty pierdolony pedale! -chciałem uciec, schować się, przygniótł mnie fakt, ze ja odwzajemniam jego uczucia. Wybiegłem z domu, nie zwracałem uwagi na to ze biegł za mną, biegłem przed siebie. Odwróciłem się żeby zobaczyć jak daleko ode mnie jest. Był blisko. Na jego twarzy widziałem przerażenie.
-Tae uważaj!!- chciał mnie złapać, nie zdążył...
Poczułem okropny ból, usłyszałem krzyki i pisk opon.. #
Siedział przy jego łózko, trzymał go za dłoń, płakał, nachylił się i złożył delikatny pocałunek na jego ustach.
-Kocham cie Tae.. to moja wina..
Nie potrafił patrzeć jak on się obwiniał. Tak bardzo chciał mu powiedzieć ze go kocha...
Poczuł jak nieruchome dotychczas palce. lekko drgnęły.
-Tae?
Jego powieki powoli się otworzyły.
-Tae! Chłopaki budzi się!
Do sali wbiegła reszta zespołu, stali przy łóżko, w oczach mieli łzy szczęścia.
Minho cały czas trzymał go za dłoń.
Sam w to nie wierzył.. otworzył oczy, oślepiło go mocne światło. Tak pokój był niebieski a na środku ściany widniał różowy napis z jego imieniem, uśmiechnął się nikle, przejechał wzrokiem po wszystkich.
Plakami.
Spojrzał na niego.
Tez płakał.
-Tae. Przepraszam. To moja wina. Ja..-nie pozwolił mu dokończyć.
-Cii-i.. - wyszeptał bardzo słabo.
-spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jóź teraz wszystko będzie dobrze..-mówił Choi tuląc do siebie jego dłoń.
-Min...ho...-mówił bardzo slabu i ledwo było go słychać
-Tak? -brunet wsłuchiwał się uważnie w ledwie słyszalny głos, przysunął się bliżej.
-Ko.. kocham... cie...-wydusił z siebie te dwa tak cholernie ważne słowa.
Patrzył na niego nie wierząc w to co usłyszał. Gdy się otrząsnął przytulił
go i musnął jego usta swoimi.
-Ja ciebie tez. Jóź teraz wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Teraz już nic nas... Taemin? Taemin!? Taemin!!
Dłoń rozluźniła uścisk, powieki opadły zasłaniając czarne tęczówki, na ekranie pojawiła się długa pozioma kreska.
Powiedział mu co czuje, wyznał, ze go kocha.
Myślał, że będzie dobrze, ze będą razem szczęśliwi.
Byliby, gdyby nie jedna pani którą tylko czeka aby pokrzyżować komuś plany.
Tyle na nią czekał, a gdy myślał że już z nią wygrał.. ona go pokonała...
Pani, przed którą nie ma ucieczki...
Pani, która znajdzie cie wszędzie...
Pani, która zawsze przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie...
Pani, która ma na imię Śmierć.

~Minnie 

1 komentarz: