wtorek, 20 października 2015

"Głupota potrafi jedynie zabić człowieka, a nie uchronić go przed śmiercią."



To jeszcze nie rozdział, ale nowy już wkrótce się pojawi.





~*~




-Nie rób tego. 
Błagał, słyszał jego szloch nad swoim ciałem.
-Nie zostawiaj mnie samego...
Łzy przenikały, wsiąkały w jego skórę, działały kojąco.
-Kocham cię, to ci nie wystarczy by walczyć?
Krzyczał szamocząc jego nieprzytomnym ciałem.
Chciał walczyć dla niego...
Chciał znów go zobaczyć...
Chciał być znowu w jego objęciach...
Niestety coś go od niego oddalało.
Odpychało, stawiając między nimi ogromny mur...
Którego mimo chęci i wszelkich starań nie dało się zburzyć...
Coś go ciągnęło w dół..
Nie potrafił wrócić..
To miało nad nim ogromną władzę...
Podejmowało za niego decyzje...
Miało kontrolę nad wszystkim, nad jego ciałem.. umysłem...
Mózg nie potrafił nad tym zapanować.
Wydawał się za słaby by zdołać to powstrzymać...
W końcu został obezwładniony.
Jego ciało sztywniało..
Ulatywało z niego życie.
Zaczęło ogarniać go ogromne zimno...
Ból, który był wręcz nie do zniesienia , rozdzierał każdy mięsień, najmniejszą komórkę, malutką cząsteczkę, dosłownie wszystkie wnętrzności...
Starał się go pozbyć...
Usiłował walczyć chociaż wiadome było, że już był na straconej pozycji...
Mimo tego nie poddawał się do samego końca.
Walczył chociaż nie przynosiło to zamierzonych efektów...
Krew ulatywała z niego jak z odkręconej, przechylonej butelki...
Czuł się pusty, nie...
Przecież on był pusty.
Czuł, że odchodzi.
Mentalnie on już odszedł...
Czuł, że cała walka nie ma sensu...
Oczywiście, że nie miała.., ale czy on to wiedział?
Nadal miał nadzieję, że mu się uda..
Był głupi, strasznie naiwny..
Krzyk...
Jego przeraźliwy krzyk...
To ostatni dźwięk, jaki usłyszał nim ogarnęła go ciemność.
Poddał się.
Nie mógł powstrzymać tej siły, która zaciągnęła go aż na samo dno...
Zrozumiał, że dał sobą zdominować...
Pozwolił aby śmierć nim zawładnęła...
By odcięła od całego szczęścia..
Odcięła od wszystkiego co było dla niego ważne...
Dopiero teraz to do niego dotarło...
Pozwolił by odebrała mu miłość życia...
~Hansol.. przepraszam cię..
By zapieczętować to wszystko...
Zamknęła go w szponach ciemnej otchłani ciemności.

piątek, 2 października 2015

Daj mi to czego pragnę... [13]





niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie




Uśmiechnął się delikatnie do bruneta.
-Tak to już jest jak się kogoś kocha nie? 
Szok jaki zagościł na twarzy Jonghyuna był po prostu przekomiczny.
Zachichotał cicho i złączył ich usta w delikatnym ale namiętnym pocałunku. Cieszył się że już jest w domu, że już jest przy Jonghunie. 
-Tęskniłem kochanie... - wyszeptał cicho do ucha starszego. Po chwili został przyparty do ściany, a jego ręce były unieruchomione nad jego głową. 
~Jesteś kretynem, Lee Taemine. 
Uśmiechnął się uroczo i zatopił swoje usta w tych Jonghyuna. 
~Ani mi się waż, jeszcze raz zrobić taką głupotę. Tak ci spiorę tyłek że przez miesiąc nie usiądziesz. 
Starszy szarpnął go za dłoń i wywrócił na łóżko. 
~Teraz już jesteś tylko mój. Tylko. MÓJ  rozumiesz? Nikt inny nie ma do ciebie prawa. Tylko ja mogę Cię całować. Tylko ja mogę pieścić twoje ciało. Tylko ja mogę doprowadzać Cię do szaleństwa. Tylko ja mogę oglądać  Cię w stanie całkowitej ekstazy. Tylko moje imię możesz krzyczeć w tym stanie. Tylko w moich ramionach możesz zasypiać. Kocham Cię skarbie.  Dłonie starszego jeździły po jego ciele. Ich ubrania walały się po podłodze. Ciche jęki i westchnienia opanowały pokój. Czuł usta starszego na swoich wargach. Zatracał się w przyjemności, chciał aby ta chwila trwała wiecznie.

Tak bardzo za tym tęsknił. Doszedł do wniosku, że brakowało mu tego, tej ich bliskości lecz teraz całkiem inaczej do tego podchodził. Inaczej na to patrzył. Kiedyś przecież nie dbał o to czy skrzywdzi młodszego swoimi czynami, a teraz? Nie mógłby zrobić mu krzywdy, nie chce patrzeć na ból, który malowałby się na jego twarzy. Dlatego przesuwał delikatnie opuszkami palców po nagim ciele Taemina czując jego gęsią skórkę oraz dreszcze, które od czasu do czasu po nim przechodziły. Nie mógł uwierzyć, że to koniec wszystkiego, ciągłego bólu, kłopotów, smutku, problemów, że teraz wreszcie będzie mógł skupić się na białowłosym, który uważnie przyglądał się jego poczynaniom niekiedy wydając głośny jęk, czy to ciche westchnienie. Uśmiechnął się lekko składając delikatny pocałunek na jego karku, obojczyku przechodząc do klatki piersiowej a z niej jeszcze niżej. Miał taką delikatną skórę, która aż sama się domagała dotyku oraz pieszczot również to wyrażała jego pobudzona erekcja. Ponieważ gdy tylko przejechał po niej wierzchem dłoni chłopak wypchnął biodra  chcąc aby poświęcić jej więcej uwagi. 
-Tęskniłem za tym - odrzekł zadowolony słysząc ciche jęki Taemina gdy tylko chwycił cały jego członek w swoje szczupłe, smukłe palce, a chłopak jak usłyszał jego słowa spojrzał na niego zaciekawiony.
~Za mną czy za moim ciałem? 
Jonghyun słysząc jego pytanie udał, że się chwilę zastanawia, a następnie odparł pewnie.
-Gdyby nie było ciebie, nie miałbym kogo pieprzyć, czy to nie oczywiste?
Uśmiech, który gościł na ustach białowłosego w jednej chwili zszedł zastąpiony został krzywym grymasem. Podniósł się do pozycji siedzącej wyswobadzając się tym z ramion Jonghyuna, a starszy patrzył na jego poczynania z czystym rozbawieniem. 
~W takim razie nic tu po mnie...
Słysząc jego urażony głos i wściekłe spojrzenie, którym go uraczył nie mógł się powstrzymać przed lekkim chichotem.
~ I co w tym takiego śmiesznego, co?
-Ty kochanie - mruknął przyciągając jego kruche ciało do ciasnego uścisku - Przecież wiesz, że nie to miałem na myśli - cmoknął lekko jego zagłębienie szyi czując znów lekki dreszcz na ciele młodszego - Jesteś strasznie uroczy kiedy się denerwujesz i za to cie właśnie kocham. 

Postanowił podroczyć się trochę z brunetem. Uwielbiał to robić.
-Nie jestem jasnowidzem skarbie. - uśmiechnął się lekko i usiadł na kolanach starszego obejmując go za szyję - a poza tym to chyba kocha się za nic cio? - wredny uśmieszek sam wypłynął na jego usta. 
~Ohhh marudzisz jak stara baba 
Usta starszego zachłannie całowały te jego, odwzajemniał każdy pocałunek, pomrukiwał cichutko w usta starszego. Brakowało mu tego. Czuł, że teraz Jonghyun zupełnie inaczej do tego podchodzi. Nie jest już taki jak wcześniej. Jest taki.. delikatny, czuły, kochany, dotykał go tak, jakby bał się, że zrobi mu krzywdę.  
Kim zawisł nad Tae wpatrując się w jego zamglone oczy. 
~Jesteś piękny kochanie...
Lekki rumieniec wypłynął na policzki Lee gdy usłyszał te słowa. 
-Nie jestem. Oboje o tym wiemy. Nie pamiętasz jak zareagowałeś jak pierwszy raz mnie zobaczyłeś? 
~Pamiętam. Ale wtedy byłem kretynem. A teraz przejrzałem na oczy. Jesteś piękny i jesteś mój.
Uśmiechnął się lekko i ucałował usta Kima. 
Czuł się tak bardzo błogo w tym momencie, każdy ruch Jonghyuna był delikatny, aż za delikatny jak na jego gust ponieważ starszy nigdy taki nie był. Czyżby aż tak udało mu się go zmienić? Szczerze jeszcze kilka tygodni temu gdy przyszło mu się z nim zmierzyć nigdy by nie uwierzył, że coś takiego mogłoby mieć miejsce. Najzwyczajniej w świecie by tego kogoś wyśmiał gdyby mu powiedział, że kiedykolwiek zakocha się w takiej osobie. Westchnął głośno kiedy brunet włożył sobie jego członka do buzi i zaczął zamaszyście poruszać głową. To coś naprawdę niesamowitego. Więc jedyne co uczynił to odchylił swoją głowę do tyłu, a jedną z rąk wplótł w jego ciemne kosmyki włosów. 

Czuł lekkie szarpanie lecz wcale to go nie zniechęciło przed zrobieniem dobrze swojemu chłopakowi. Jak to śmiesznie brzmiało, Jego chłopak. Wygiął usta w lekkim uśmiechu, a swoim językiem przejechał po główce od penisa Taemina. Dziwnie było trzymać przyrodzenie białowłosego w swoich własnych ustach i chyba nigdy się do tego nie przyzwyczai lecz nie poddawał się ponieważ widział ile mu to sprawia przyjemności. Nie musiał długo czekać gdyż chwilę później poczuł w buzi lepką i słoną maź, którą połknął. Skrzywił się lekko lecz tylko na chwilę by młodszy tego nie dostrzegł, ale z tego co zauważył był zbyt bardzo zaaferowany przeżytym orgazmem by zwrócić na coś takiego swoją uwagę. Musnął lekko jego podbrzusze, uda, które lekko podniósł odnajdując dostęp do jego dziurki w którą chwilę później włożył jeden ze swoich palców sprawiając, że Taemin w natychmiastowym tempie podniósł się do pozycji siedzącej. 
~Co ty robisz? 
Dostrzegł w jego oczach malujące się zdziwienie, a Jonghyun przejechał po jego twarzy swoją dłonią odgarniając z niej niesforny kosmyk, który gdzieś się zapodział. 
-Nic kochanie, rozluźnij się - szepnął mu do ucha i popchnął go znów na miękki materac. Poruszył lekko ręką, a Taemin wygiął się w łuk wydając głośny jęk, który był jak muzyka dla jego uszu. Na miejsce jednego palca dołożył kolejny, a później jeszcze jeden. Chłopak leżący pod nim wpatrywał się w jego poczynania z lekko uchyloną buzią. 
~D.. dla,. ahhh... dlaczego ty mnie ro... ohhh.. rozciągasz? 
Zaprzestał na chwilę ruchy patrząc na niego unosząc jedną brew. 
-Żeby nie zrobić ci krzywdy? 
~Nigdy tego wcześniej nie robiłeś.. - wysapał
~ Wejdź we mnie po prostu... 
Skoro tak bardzo tego chciał tak też zrobił zatapiając się w nim do samego końca, a z jego buzi uleciał głośny jęk. Tak dawno tego nie czuł, tak bardzo mu tego brakowało.

Z początku czuł pewnego rodzaju ból, który z czasem minął zastępując go wspaniałym uczuciem, które przychodziło przy każdym kolejnym pchnięciu starszego. Kolejna rzecz, którą zauważył to to, że jego ruchy nawet złagodniały. Nie starał się za wszelką cenę wchodzić w niego by sprawić tylko sobie przyjemność, zwracał także uwagę na jego potrzeby dlatego również na samym początku się zatrzymał by Taemin mógł się przyzwyczaić do jego wielkości czego przedtem nigdy nie robił. Jęczał głośno starając się pokazać brunetowi jak dobrze mu jest przy nim. Zacisnął palce na prześcieradle, a następnie wygiął swoje ciało w łuk gdy poczuł jak starszy przyspiesza ruchy i idealnie trafia w jego prostatę. Nawet nie wie kiedy doszedł na jego brzuch, a sam opadł zdyszany na miękkie poduszki co również uczynił starszy gdy rozlał się w jego wnętrzu. Oddychali ciężko, głośno lecz ten stosunek różnił się od pozostałych i to zdecydowanie. Ponieważ był przepełniony miłością, której wcześniej im brakowało, a teraz przyszła jak gdyby nigdy nic całkiem niespodziewanie. Wtulił się mocno w klatkę piersiową starszego, a Jonghyun objął go szczelnie w pasie.
-Jonghyun... -Wyszeptał cicho Lee
~Hmmm?
-Kocham Cię skarbie.. Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz. 
~Tae, kotku nie miałbym serca tego zrobić. Obiecuję.. 

Starszy przyciągnął go mocniej do siebie i obu ogarnął sen,

Następnego dnia wstał i to dość wypoczęty lecz kiedy szukał ręką po drugiej stronie łóżka zastał jedynie pustkę. Co wskazywało na to, że młodszy już dawno wstał. Jonghyun zerknął na godzinę w budziku i aż sam się zdziwił, że było już grubo po 12 w południe. Naprawdę już dawno tak długo nie spał, ale najwidoczniej brakowało mu snu. Przeciągając się leniwie oraz naciągając na siebie czystą parę bokserek. Zszedł na dół poszukując wzrokiem białej czupryny, którą zastał w kuchni, wpatrującą się tępo w otwartą lodówkę. Nie ukrywając rozbawił go ten widok dlatego lekki uśmiech zagościł na jego twarzy gdy przytulił się do pleców młodszego. 
-Co tak patrzysz kotku?- szepnął mu do ucha, a chłopak podskoczył nagle w miejscu najwidoczniej nie słysząc, że ktoś w ogóle przyszedł do pomieszczenia - Spokojnie, to tylko ja. 
~Nie strasz mnie.
Warknął cicho pod nosem, a następnie odwrócił się do niego przodem robiąc zmartwioną minę. 
~Lodówka jest pusta, nie ma nic do jedzenia. 
Zmarszczył lekko brwi przecież niedawno robił zakupy więc jakim cudem mogło już nic nie być?
-Przecież robiłem zakupy... 
~Kiedy?
Zamyślił się na chwilę, a później spojrzał zakłopotanym wzrokiem w głąb lodówki, faktycznie świeciła pustkami. 
-No... niedawno.. - wzruszył ramionami, a młodszy jedynie pokręcił głową całując lekko jego policzek. 
~Zrobię zakupy, a ty w tym czasie przygotuj mi gorącą kąpiel. 
Wywrócił oczyma gdyż sądził iż właśnie się przesłyszał lecz kiedy tak patrzył na twarz młodszego zdał sobie sprawę, że mówił to i to całkiem poważnie. 
~Cieszę się, że się zrozumieliśmy skarbie..
Zachichotał uroczo składając na jego spierzchniętych ustach soczysty pocałunek. 

 Pierwsze co rzuciło mu się w oczy od razu po przebudzeniu to twarz bruneta pogrążona w głębokim śnie. Uśmiechnął się lekko i ucałował usta ukochanego. Powoli wstał z łóżka uważając żeby nie zbudzić Kima. Podszedł do szafy i wyciągnął świeże ubrania. Udał się do łazienki i wziął szybki prysznic. Włożył wcześniej wybrane ciuchy i zszedł na dół z wizją zrobienia śniadania. Jednak gdy otworzył lodówkę zastał zupełną pustkę.
Podskoczył gdy Jong objął go od tylu.
-Nie strasz mnie.. - podrapał się w tył głowy -Nie ma nic do jedzenia.
Uśmiechnął się widząc zmieszaną minę Jonga.
-Ja pójdę a ty przygotuj mi gorąca kąpiel.
Złożył na jego ustach namiętny pocałunek i po chwili już nie było go w domu.
Powoli szedł przed siebie w stronę najbliższego marketu. Pogoda była piękna. Zaciągnął się świeżym powietrzem i uśmiechnął sam do siebie. Miał dziwne wrażenie że bez przerwy czuje na sobie czyjś wzrok, jednak gdy się odwracał nikogo nie widział. W pewnym momencie poczuł jak zimny dreszcz przebiega jego ciało. Przyspieszył kroku i wszedł do sklepu. Pakował do koszyka tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Bał się. Chciał jak najszybciej stąd wyjść. Ruszył do kasy. Po zapłaceniu puścił się biegiem na przystanek na który właśnie podjechał autobus. W tym momencie był szczęśliwy że potrafi tak szybko biegać. Wskoczył w ostatnie drzwi które gdy tylko przekroczył ich próg zamknęły się. Dysząc patrzył na osobę która dobiega do odjeżdżającego autobusu. Rozszerzył oczy i zamarł. Po jego plecach przeszedł zimny dreszcz. Był pewien, ze zna ta osobę. Gdy tylko wysiadł z autobusu puścił się biegiem do domu Jonga. Zamknął za sobą drzwi i rzucił się w ramiona zdziwionego bruneta.
~Co się...
-Jong.. Ktoś mnie śledzi...


Kiedy młodszy wyszedł z domu sam nie bardzo wiedział co ma zrobić w tym momencie. Wiedział, że sprawi mu dużą przyjemność jak przystosuje się do jego tak zwanej prośby, choć lekko go może tym zaskoczyć. W końcu pierwszy raz robi coś dla niego, prawda? Wzdychając ciężko podążył do łazienki, a kiedy tylko przekroczył jej próg o mało co, a nie wywrócił się o leżący na podłodze ręcznik, który zdecydowanie nie należał do niego. 
-Pogadamy o tym potem - mruknął pod nosem podnosząc owy przedmiot, który chciał go zabić i odwiesił go na wieszak tam gdzie powinien być od samego początku. Odkręcił kran i napuścił ciepłej wręcz gorącej wody do wanny uważnie obserwując lecący strumień. A w myślach miał Taemina, który nie daje mu spokoju od jakiegoś czasu, sporo się zmieniło, a to głownie przez tego chłopaka. Jeszcze jakiś czas temu nie pomyślałby, że jest zdolny do miłości, a tym bardziej nie spodziewał się, że aż tak mu jej brakowało, że aż tak bardzo jej potrzebuje. Przy białowłosym wreszcie czuł, że może jeszcze nie wszystko jest stracone, że wszystkie miłosne powieści nie są zwykłą fikcją, a prawdziwymi realiami. Wiedział, że przy nim wreszcie pomału rozumie i pojmuje znaczenie tego uczucia, które dotąd było mu obce, które wręcz go przerażało i odpychało od siebie. Zmienił się, w tak krótkim czasie, że też doprowadził do tego wyniszczony narkoman, który dnia nie wyobrażał sobie bez dragów. Kiedy tak siedział i rozmyślał o mało co, a nie zalałby całej łazienki przez wylewającą się z wanny wodę. 
-Cholera - zaklął - Pięknie.. - warknął biorąc szmatę by po chwili wytrzeć mokrą podłogę. A potem wziął z salonu kwiatki, które stały na stole i oskubał je z płatków, by rozrzucić je wokół wanny. Pierwszy raz coś takiego robi, widział to kiedyś na jednym  filmie kiedy facet chciał zrobić coś dobrego dla swojej dziewczyny. Co go nagle wzięło na jakieś romantyczne bzdety? Czyżby jego zmiana naprawdę jest aż tak widoczna? Zagryzł wargę rzucając okiem na swoje dzieło, a następnie opuścił pomieszczenie schodząc na dół po schodach. Zerknął na wiszący zegar w przedpokoju i doszedł do wniosku, że Taemin już dawno powinien być. Zmarszczył brwi kiedy chwilę później do domu wbiegł zdyszany nastolatek, który wpatrywał się w Jonghyuna wręcz przerażonym wzrokiem. 
-Co się... - przerwał mu.
~Jjong... ktoś mnie śledzi. 
Starszy zmarszczył brwi wpatrując się w roztrzęsionego chłopaka ze zdezorientowanym wyrazem twarzy. 
-Jak to ktoś cię śledzi, o czym ty mówisz? - zdziwił się, że białowłosy coś takiego mówi, ale sądząc po jego postawie wcale nie żartował.
~Nie wiem, jak już szedłem do sklepu wydawało mi się, że ktoś za mną idzie, ale kiedy się odwracałem nikogo nie było, a jak wracałem ujrzałem osobę, którą wydaje mi się, że znam, ale... sam nie wiem...  - podrapał się zakłopotany po głowie. 
-Nie wychodź już nigdzie dzisiaj, okej? 
W odpowiedzi otrzymał jego naburmuszoną minę.
~Może najlepiej od razu mnie zamknij w piwnicy.
Westchnął cicho.
-Wiesz, że się o ciebie martwię, tak?
~Wiem, przepraszam. 
-Choć - złapał go za dłoń ciągnąc za sobą - Widzę, że jesteś zestresowany i cały spięty, a to ci dobrze zrobi - uśmiechnął się lekko pod nosem.
~Ale o czym ty...  

 Odstawił siatkę z zakupami na stół i poszedł za brunetem. Nie miał pojęcia o co mu chodzi, do póki ten nie otworzył drzwi od łazienki. Jego oczy rozszerzyły się a usta otworzyły w zdziwieniu.
Wanna pełna wody, płatki kwiatów porozsypywane na podłodze, świece, lekki półmrok w pomieszczeniu. On na prawdę to zrobił? 
Nie mógł w to uwierzyć. 
Odwrócił się w jego stronę i przytulił go mocno
-Dziękuję kochanie, nie musiałeś, kocham cię. - odsunął się troszkę i pocałował go namiętnie. Był taki szczęśliwy mając go przy sobie. 
~Nie musiałem, ale chciałem skarbie. A teraz już tyle nie gadaj tylko wskakuj bo ci woda wystygnie. 
Brunet chciał opuścić pomieszczenie, jednak młodszy zatrzymał go łapiąc za nadgarstek. 
-Jonghi... Zostań.. Wanna jest duża, myślę, że zmieścimy się obaj.. - delikatny rumieniec wypłynął na jego policzki
Podszedł do starczego i przymknął drzwi z pomieszczenia. Wsunął dłoń pod materiał koszulki Jonghyuna i wpił się namiętnie w jego usta. Wodził dłonią po jego ciele podciągając materiał coraz wyżej, nie trwało to jednak długo. Po chwili starszy chwycił go za barki i przyparł do ściany obok unieruchamiając jego ręce nad głową a nogami rozsuwając te jego w skutek czego jego udo ocierało się o krocze Lee wywołując u niego dość głośny jęk. 
~Nie zapominaj kochanie, że to ja tutaj dominuję. 
Z cichym jękiem odchylił głowę lekko w tył czując jak dłoń Jonga sunie po jego torsie w dół aby zacisnąć się lekko na jego kroczu. 
-Gdzieżbym śmiał kochanie.. - wpił się namiętnie w jego usta pozbywając się jego koszulki.
Po chwili obaj stali już zupełnie nadzy i zatraceni w pocałunku pełnym miłości i pożądania.
Starszy podniósł go, złapał jedną ręką pod kolanami, a drugą objął go za plecami i powoli położył go do wanny pełnej wody, następnie samemu tam wchodząc. Wanna była duża, dwuosobowa, więc obaj mieli wiele miejsca. 
Starszy zawisł nad Lee i wpatrywał się w jego ciemne tęczówki.
~Jesteś na głodzie prawda? 
Aż tak bardzo było to widać w jego oczach? 
Zagryzł lekko dolną wargę i spuścił głowę. 
~Ehhh.. Postaram się zrobić wszystko żeby cię wyciągnąć z tego świństwa wiesz? Zacznijmy od zmniejszania ci dawek skarbie.. 
Jong wyszedł z wanny jak i z łazienki, jednak po chwili wrócił trzymając smukłą strzykawkę w dłoni. Tae poderwał się i patrzył jak połowa jej zawartości spływa po ściankach umywalki.
-Niee.. - jęknął niezadowolony kiedy starszy spłukał umywalkę wodą. 
~Teraz ja będę dozował ci dzienne dawki. Ręka. 
Pokręcił lekko głową ostatecznie wyciągając rękę w stronę bruneta. Poczuł lekkie ukłucie i płyn który rozchodził się w jego żyłach. Kochał to uczucie. Nie podobał mu się jednak fakt, że jego dawka została tak drastycznie zmniejszona i odczuwana euforia która zawsze następowała nie jest już taka sama.

Od samego początku wiedział, że coś jest nie tak. Samo zachowanie młodszego było gwałtowne, podenerwowane i działał w bardzo impulsywny sposób co dla Jonghyuna nie było żadnym problemem, bodajże kiedyś tym by się nie przejął. Niestety teraz bardziej przywiązywał wagę do mniejszych lub większych zmian w zachowaniu Taemina. I gdy tylko ten miał zamiar znów go pocałować brunet niespodziewanie się od niego oderwał spoglądając w oczy. Tak jak podejrzewał, miał rację. 
-Jesteś na głodzie, prawda? - spytał uparcie patrząc w tęczówki młodszego, który na jego słowa od razu spuścił głowę. Westchnął cicho odpychając białowłosego delikatnie od swojego ciała. Powiedział parę słów i wyszedł z wanny by chwilę później wrócić z tak bardzo oczekiwanym przez młodego Lee trunkiem, a właściwie narkotykiem. Chłopak widząc co starszy trzyma w dłoni aż oczy się mu zaświeciły i od razu wystawiał ręce w jego stronę. Oczywiście brunet miał inne plany, bo połowę zawartości strzykawki wylał do umywalki zanim Taemin zdołał w jakikolwiek sposób zareagować. 
-Teraz ja będę dozował ci dziennie dawki. Ręka. 
Chwycił jego dłoń by chwilę później wstrzyknąć płyn znajdujący się w strzykawce. Widząc ukojenie malujące się na jego twarzy sam poczuł jak się lekko uspokaja. Będzie dobrze.. Uśmiechnął się delikatnie. 
-I jak? Wszystko w porządku? - przejechał kciukiem po jego rumianym policzku odgarniając z jego twarzy niesforne kosmyki wpadające do oczu. Wzrok miał strasznie rozbiegany lecz to już zdecydowanie nie to samo co było jakiś czas temu. Wierzył uparcie, że Taemin wyjdzie z nałogu i już pewnego dnia usłyszy z jego ust: "Nie, ja już nie potrzebuję tego świństwa by być wreszcie szczęśliwy." Lecz kiedy to będzie? Za rok? Dwa? Nieważne kiedy, ważne że kiedyś to w końcu nastąpi. 
-Rzucę ten interes - wyszeptał cicho, a białowłosy niespodziewanie się poderwał w górę. 
~Co? Nie! - pokręcił energicznie głową, a w oczach stanęły mu łzy. 
-Hej, spokojnie, znajdę lepszą pracę. Póki co narkotyków mam wystarczająco dużo, że bez wątpienia ci wystarczy Taeminnie. Wyciągnę cię z tego gówna, obiecuję - westchnął cicho kiedy młodszy przejechał po jego klatce piersiowej w dół zahaczając o jeden z wystających sutków. Oblizał usta odsuwając dłoń Lee od swojego ciała. Widział zdziwienie w jego oczach, ale nie przejął się tym w szczególny sposób. Wszedł z powrotem do wanny i uśmiechnął się lekko
-Odwróć się, umyję cię. 
Chłopak posłusznie wykonał Jonghyuna polecenie zagryzając mimowolnie wargę. Starszy chwycił gąbkę koloru czarnego w swoje dłonie, a na nią nalał trochę żelu do ciała. Zerknął na białowłosego kątem oka dostrzegając zadowolenie kiedy sunął to gąbką, to opuszkami palców po jego odkrytej skórze. Zawsze sprawiało mu to ogromną satysfakcję kiedy widział w jaki sposób Taemin reagował na jego choćby minimalny dotyk. Obmył najdokładniej każdy skrawek jego odkrytego ciała, każdemu poświęcając jak najwięcej uwagi. Nie zapominając o czułych i najczulszych miejscach młodszego. Chwycił w dłoń jego przyrodzenie, a ciche sapnięcie wydostało się z ust chłopaka. Namydlił drugą z rąk i również dołączył do tej pierwszej. Przejeżdżał w górę i w dół czując jak członek Tae pęcznieje mu w dłoniach. A jęki zaczęły rozchodzić się po niemalże całym pomieszczeniu. Jeździł po główce, prąciu, a każdy ruch był precyzyjny oraz nie zapominał o wymaganej dokładności. Takim sposobem sprawił, że białowłosy doszedł brudząc mu ręce. Po umyciu Taemina pozwolił również to samo uczynić młodszemu ze sobą. 

*** 

Czyści, ubrani, wypachnieni ubierali właśnie buty by iść z powrotem do sklepu gdyż przy roztargnieniu białowłosego zapomniał kupić poszczególne rzeczy, które okazały się niezbędne. 
-Taeminnie spokojnie jesteś ze mną więc nic ci nie grozi - szepnął mu na ucho gdy stali już przy jednym z regałów. Popatrzył na młodszego, który zaczął się nerwowo rozglądać po pomieszczeniu by następnie westchnąć zrezygnowanie. 
~Mam dziwne wrażenie, że coś się dzisiaj stanie Jonghyun... 
-Skarbie. Coś ci na ten temat już mówiłem - chwycił go mocniej za dłoń ciągnąc bardziej w głąb sklepu. 
Niespodziewanie przy dziale z nabiałem zadzwonił mu telefon widząc nieznany numer na wyświetlaczu puścił dłoń chłopaka tłumacząc, że musi odebrać. Nie odchodził zbyt daleko dlatego ciągle miał Lee na oku. 

-Halo? - spytał, a słysząc ten dobrze znany śmiech aż go zmroziło. Youngmin
-Cześć kochanie, strasznie długo się nie widzieliśmy, nie sądzisz? 
-Chyba już wspominałem, że masz dać mi spokój, niejasno się wyraziłem?!
-Ale dlaczego ty się od razu denerwujesz? Chce tylko...się spotkać. 
Poczuł jak krew zaczyna się mu podnosić dlatego odszedł dalej gdyż miał wrażenie, że młodszy będzie to wszystko słyszał. 
-Spotkać?! Mało mam przez ciebie problemów?! Nie ma nawet takiej opcji..
-Doprawdy? 
-Odpierdol się wreszcie ode mnie i daj mi święty spokój! 
-Oj Jonghyun, Jonghyun.. - zacmokał do słuchawki - Teraz tak mówisz lecz czuję, że zrobisz to prędzej niż myślisz...  
-Nie mam ochoty oglądać twojej mordy nigdy więcej - warknął do słuchawki 
-Jak chcesz, ale ja na twoim miejscu bym pilnował swojego chłoptasia.. 
-Co masz na myśli? - spytał lecz nie uzyskał już odpowiedzi. 
Zerknął jeszcze na wyświetlacz i zmarszczył brwi. Kompletnie nie rozumiał ostatnich słów Youngmina dlatego wrócił w miejsce gdzie zostawił Taemina. Lecz go tam wcale nie było. Z myślą, że być może poszedł po coś na inny dział zrobił obchód po sklepie, ale kiedy już pięć razy obszedł go i nie znalazł białowłosego czuł jak serce zaczyna mu szybciej bić. Wziął telefon i wykręcił jego numer, a kiedy nie odebrał raz, drugi, dziesiąty wiedział, że coś jest nie tak... Wiedział tylko jedno. Zabije tego dupka.

~Minnie & Bummie 

poniedziałek, 14 września 2015

Like a Butterfly.






~*~



Powiedziano mu kiedyś, że miłość to najpiękniejsze uczucie jakim człowiek może darzyć drugą osobę. Ale chyba nikt nie przewidział faktu, że siedzi w tym wszystkim sam. Zakochany po uszy ze złamanym sercem. Czy jest szczęśliwy? Zdecydowanie nie. Przez to wszystko jedynie cierpi nie czując z tego żadnej radości. Więc gdzie w tym prawda? Z tego co zdołał wywnioskować to jest to same kłamstwo, zero szczerości. Wie, że płacz już w tym momencie nic nie da, ale gdyby tak łzy zamienić w krew? Nabierze to całkiem innego, nowego znaczenia? Być może. Nie zastanawiał się nad konsekwencjami, miał plan, który zamierzał zrealizować.

***

Chłopak z kapturem na głowie wyczekiwał odpowiedniego momentu. Nie mógł podejmować pochopnych decyzji tylko działać z pełną premedytacją. Nienawiść jaka w nim siedziała pchała go w przekonaniu, że to najlepsze, co może zrobić. Ale czy faktycznie tak było? Czy ktoś naprawdę musi zginąć, by poczuł się lepiej? Nie widział innego wyjścia. Wolał się pozbyć problemu niż zwyczajnie go rozwiązać. Chciał wreszcie zacząć żyć od nowa, a puki ma świadomość, że on jest tak blisko, a jednocześnie tak daleko zwyczajnie go dobijała. Nie chce dłużej cierpieć. Skoro nie może go mieć, w takim razie nie będzie miał go nikt. Wziął kilka głębokich oddechów biorąc do ręki mały scyzoryk, może niewielki, ale do tego nie potrzeba mu większego. Naciągnął mocniej odzienie na głowę by przypadkiem ofiara nie zdołała dostrzec jego twarzy i wbiegł do pomieszczenia momentalnie nieruchomiejąc. On, miłość jego życia całuje się z innym. To on powinien być tym chłopakiem, on powinien czuć usta Jina na swoich własnych, on powinien go zaspokajać, sprawiać, że będzie szczęśliwy. W jednej sekundzie cały plan zmienił swój kierunek odnajdując inny, nowy cel. Ścisnął w dłoni trzymane ostrze czując jak powieki zaczynają go piec. Dwie pary oczu spoglądały teraz w jego stronę gdyż swoim wtargnięciem spowodował dość spory hałas. To były sekundy kiedy krew się polała. Ale on tylko do nich podszedł, odepchnął bruneta na bok zajmując się jego towarzyszem. Namjoon zaświergotało mu w głowie gdy widział osuwającego się chłopaka po ziemi z powiększającą się plamą na koszulce. Lecz czego nie przewidział to tego, że podczas całego zajścia w końcu spadnie mu kaptur ukazując jego tożsamość. Spojrzał w przerażone oraz pełne niedowierzania oczy Jina.
-Zrobiłem to dla twojego dobra... - wyszeptał wycierając brudne ręce o biały materiał swojej bluzki. Dopiero gdy spojrzał na swoje dłonie, a potem zapłakane oczy starszego wreszcie dotarło do niego co właśnie zrobił. Zabił człowieka. Został mordercą. Pokręcił głową, raz, drugi, w końcu odrzucił przyrząd zbrodni na bok wybiegając z pomieszczenia.

***

Osunął się po ścianie budynku z ciężko bijącym sercem. W uszach nadal kołacze mu ten przeraźliwy krzyk. Na dłoniach nadal posiadał jego krew, która zdążyła już zaschnąć. Łzy leciały mu ciurkiem po twarzy a on sam starał się za wszelką cenę pozbyć czerwonych śladów na rękach. Obmył je wodą z butelki, ale one nie chciały zniknąć jakby go naznaczyły. Przed oczyma nadal miał ten zbolały, pełen nienawiści wzrok Seokjina. Nie tak to miało wyglądać, to on miał zginąć, ale poczuł zazdrość, która zablokowała racjonalne myślenie. Przecież takim sposobem nie pozbył się problemu, a jedynie stworzył nowe. A może to nie Jin jest problemem? Może to wcale nie Jin powinien się usunąć? Rozszerzył nieco oczy dochodząc do pewnych wniosków. Może to właśnie on powinien uciec? Odejść w lepsze miejsce? Pociągnął nosem wyciągając z kieszeni telefon, na jego tapecie widniało zdjęcie jego i starszego, jedyne jakie posiadał. Szybko go odblokował nie przypatrując się mu zbyt długo. Wykręcił jeden z najważniejszych numerów w całym jego życiu. Nie zdziwiłby się gdyby odbiorca wcale nie odebrał lecz większy szok miał gdy właśnie to uczynił.
-Musimy porozmawiać - usłyszał stanowczy, chłodny głos w słuchawce.
-Nie mamy o czym.
-Taehyung..
-Nie, hyung dzwonię tylko po to by cię przeprosić, że mnie w ogóle poznałeś. Żyj w spokoju, Kocham cię mimo że doskonale o tym wiesz. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, wiesz w tym miejscu do którego trafiają ludzie tacy jak ja chociaż mój los został przesądzony. Żegnaj Jin - nim zdołał się rozłączyć słyszał jak chłopak coś do niego mówi lecz nie zdołał zarejestrować co.
Wstał z brudnej ziemi i otrzepał się idąc w jedne miejsce w którym dostanie ukojenia.


***

Plaża, świeży powiew wiatru, szkoda, że została opuszczona kilkanaście lat temu. Lecz to nie jest odpowiedni czas by się nad tym zagłębiać. Jego celem było tylko jedno.
Spoglądał na wielką skocznię rozchodzącą się tuż przed nim. Wchodząc na górę był całkowicie zatracony w swoich myślach.

"Zostaniesz przy mnie?" 

Nie został, a obiecał, że będzie zawsze bez względu na wszystko. Jeden szczebelek.

"Możesz mi to obiecać?"

Zrobił to, choć od początku było to kłamstwem. Drugi szczebelek, coraz bliżej celu.

"Obawiam się, że jeśli puszczę twoją rękę możesz odlecieć, zniszczyć się."

Odleciał i to daleko. Kolejny szczebelek.

"Możesz zatrzymać czas?"

Nie zatrzymał, sprawił, że biegnie jeszcze szybciej. Jeszcze tylko dwa, tylko dwa.

"Obawiam się, że jeśli ten moment przeminie nic się nie stanie tej nocy."

Już przeminął.


***


Chłopak o roześmianych oczach wpatrywał się pełnym zachwytu wzrokiem w swojego kolegę, który tłumaczył mu zadanie z matematyki. Jak miał się skupić skoro wiedział jak blisko niego się w tym momencie znajduje? Widząc jak starszy również się mu przygląda odwrócił zawstydzony spojrzenie wbijając je w książkę. 
-Rozumiesz? 
Ten uśmiech, od którego czuje jak robi mu się gorąco. Pokręcił potakująco głową.
-Eh, nie masz pojęcia o czym mówię, prawda? 
Poczuł jak pieką go policzki, miał racje, kompletnie olał to co do niego mówił. 
-Więc czego nie rozumiesz? - spytał raz jeszcze.
-E.. no.. - zająknął się nawet nie wiedząc jak ma mu odpowiedzieć. 
-Jesteś strasznie rozkojarzony, o czym tak zawzięcie myślisz? - starszy uniósł brew w górę, a młodszy miał wrażenie, że tym pytaniem wbił go centralnie w podłogę. Jakby przyłapał go na gorącym uczynku. "O tobie" Przeszło mu przez myśl lecz nie spodziewał się, że wypowie te słowa prosto na głos. Wiedział, że jego twarz już jest koloru krwisto czerwonego pomidora.
-O mnie? - spojrzał na niego z zaciekawieniem - Jestem aż taki interesujący, że zaprzątam twoją głowę? 
Wiedział, że to koniec, teraz albo nigdy, nie ma już odwrotu. 
-Kocham cię, hyung - wyznał obawiając się reakcji Jina, której o dziwo nie było. Nie wydawał się być zaskoczony, ale również nie pałał radością. Chyba już wolał jakby go zjechał na czym świat stoi niż nic konkretnego nie okazywał. 
-Taehyung, nie zrozum mnie źle. Lubię cię, ale tylko jako kolegę. Przykro mi nic z tego nie będzie.
-Ale może jest jakaś..
-Nie - odparł stanowczo - Przepraszam muszę już iść. 
Wtedy właśnie jego życie legło w gruzach.


*** 


Wreszcie dotarł na miejsce. Rozejrzał się, jedno co od razu rzuciło mu się w oczy to ogromna wysokość na jakiej się znajdował. Spojrzał ostentacyjnie w dół, zdecydowanie nic nie zdoła go uratować. Uśmiechnął się mimowolnie, tak sam do siebie robiąc pierwszy krok bliżej deski, zbliżając się ku przepaści. Wiedział, że Jin nigdy nie odwzajemni jego uczuć dlatego nic tu po nim. Złapał kilka oddechów by za chwilę zrobić rozbieg. Biegł przed siebie tak długo puki nie przestał czuć gruntu pod swoimi nogami. Spadał w dół, jedyne co jeszcze zdołał zarejestrować to postać krzycząca dwa wyraźne słowa: Kocham cię. Był to Jin, ale w momencie kiedy to zrozumiał pochłonęła go morska otchłań.


"Motyl. Jak Motyl."


Poleciał jak motyl, zniknął jak motyl.
Wreszcie jest wolny...
Rozmył się jak deszcz, pękł jak bańka mydlana...
Ale co najważniejsze, wreszcie jest w pełni szczęśliwy.

niedziela, 13 września 2015

Daj mi to czego pragnę... [12]

Cześć kochani! Na wstępie strasznie przepraszamy, że tak dawno i długo się nic nie pojawiło naprawdę nam przykro, ale jesteśmy w szkole średniej i mamy trochę obowiązków, a kierunek też nie należy do łatwych. Ale w końcu coś udało nam się naskrobać :) Może trochę krótkie, ale zależało nam by cokolwiek wam dać. Dodaję bez przeróbki, ale pewnie niedługo się jakaś pojawi. Co mogę jeszcze od siebie powiedzieć? Miłego czytania i tak jak Minnie pisała zbliżamy się wielkimi krokami ku końcowi bo dzielą nas jakieś 2 może 3 rozdziały? Ogólnie dziękujemy za wszystkie komentarze, to naprawdę miłe i strasznie się cieszymy, że podoba wam się to co tworzymy. Dobra, dobra nie zanudzam już was więc czekajcie cierpliwie i jeszcze raz przyjemnego czytania :) ~ Bummie




niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie




~*~



Łzy ciekły strumieniami po jego rumianej twarzy, rzadko to robi, chyba, że sytuacja go do tego zmusi, teraz zdarzenia, które miały miejsce najzwyczajniej go przerosły. Bał się, tak strasznie się bał, że go straci choć nie przyjmował tej opcji do wiadomości. Nie mógł odejść, nie mógł go zostawić, całkiem... samego. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nikogo prócz białowłosego nie ma, a już zbyt bardzo się do niego przywiązał by pozwolić mu tak łatwo odejść. Dlatego każdego dnia przesiadywał przy jego łóżku. Nie opuszczał go choćby na chwilę, czuł potrzebę bycia przy nim, a nie mógł sobie pozwolić, że przegapi moment, kiedy otworzy swoje oczy i znów uraczy go tym pięknym uśmiechem, którym obdarowywał go niemalże każdego dnia. Miał wiarę, która pozwalała mu myśleć, że będzie dobrze, że chłopak wyjdzie z tego i to już niebawem, przecież nie mogło być inaczej. Z taką myślą zasnął na szpitalnym krzesełku trzymając kruchą, bladą dłoń młodszego. 
Śniło mu się, że wszystko było w porządku, a ta cała sytuacja, która się wydarzyła, nie miała miejsca, znów słyszał ten jego melodyjny śmiech i widział te roześmiane tęczówki. Kiedy tylko rozwarł powieki spotykał się z wielkim rozczarowaniem, bo to co uważał za prawdziwe okazało się wyłącznie jego wybrykiem wyobraźni, a chłopak w dalszym ciągu pozostawał nieprzytomny. Nie chciał czekać, nie mógł być w dalszym ciągu w tej niepewności, która wręcz go dobijała ponieważ nie mógł zrobić nic, jedyne co było mu dane to bezczynne czekanie. To chyba go najbardziej denerwowało, ta cholerna bezradność, której wręcz nienawidził bo odczuwał wtedy pewnego rodzaju słabość, a do takich przecież nie należał przecież zniósł bardzo wiele w życiu. 
-Przepraszam - wyszeptał całując delikatnie jego dłoń - Co ty ze mną zrobiłeś, chłopaku? - westchnął cicho i nawet się nie zorientował kiedy usnął. 
Następnego dnia obudził go cichy szept, który okazał się melodią dla jego uszu, a kiedy w końcu spojrzał na lekko siedzącą już postać to kamień spadał mu z serca. Nie mógł dokładnie określić co czuł w tym momencie. Ogromną radość? Ulgę? A może bardziej złość, która w nim siedziała mieszana ze strachem, który również nie chciał odejść? W tym momencie go już nic nie obchodziło, najważniejsze dla niego było to, że młodszy żyje i ma się dobrze. 

Kiedy otworzył oczy pierwsze co zobaczył to śpiąca postać Jonghyuna, która siedziała przy jego łóżku trzymając go za dłoń. Widział na jego twarzy zaschnięte ślady łez. 
Płakał? Ale dlaczego? 
Co się stało? Gdzie ja jestem? Rurki? Po co mi te wszystkie rurki?
-Jonghyun... - cichy szept rozległ się w pustej sali. Lee patrzył na zamknięte powieki Kima, które po chwili się rozwarły.
~Kochanie...
Starszy przytulił go delikatnie.
~Co ci kurwa strzeliło do tej pustej głowy, co?
-Bo.. bo to co powiedziałem... co ty powiedziałeś... Kai... to wszystko nie powinno mieć miejsca... - mówił dość nieskładnie jednak Jonghyun zrozumiał o co mu chodzi. 
~Taemin, posłuchaj mnie.. Kai nie żyje. Jego już tu nie ma i nie będzie, a ty musisz żyć dalej, rozumiesz? Jestem pewien, że twój brat nie chce twojej śmierci, a twojego szczęścia, ja też tego pragnę, więc proszę, nie rób mi tego więcej.
-Ale i tak nikogo nie obchodzę, nie jestem już nikomu potrzeby, dla wszystkich jestem tylko problemem.

Patrzył na niego wręcz nie dowierzając w to co od niego właśnie usłyszał. Naprawdę tak myślał?
-Naprawdę tak uważasz? 
~Gdybym zniknął nikt by tego nawet nie zauważył ani nie odczuł. 
Westchnął ciężko uśmiechając się smutno. 
-Naprawdę nigdy o mnie nie pomyślałeś? - mruknął wpatrując się w niego z lekkim wyrzutem, a młodszy uniósł brwi ze zdziwienia. 
~Co? 
-Mylisz się i to bardzo Minnie, ja nie jestem wszyscy. Dla mnie jesteś osobą, bez której teraz nie wyobrażam sobie życia. Nie potrafię przestać o tobie myśleć nawet jak bardzo bym nie chciał, nie jestem w stanie. Zawładnąłeś moim umysłem, ale również i... sercem. 
To jego zszokowanie było wręcz komiczne zdaniem Jonghyuna, a Taemin jedynie otworzył buzię z wrażenia. 
~J...ja przepraszam.. 
-I co mi po twoich przeprosinach? Nawet nie zdajesz obie sprawy co ja czułem kiedy dowiedziałem się od lekarza, że możesz się nie obudzić, a najbliższe godziny osądzą o twoim dalszym życiu. Wiesz jak ja się bardzo o ciebie martwiłem? Byłem przerażony, bałem się że cię stracę.. że zostanę sam... Tak, prawda jest taka, że nikogo poza tobą nie mam więc jak mogłeś być aż tak bezmyślny i próbować odebrać sobie życie? - wziął głęboki oddech by choć trochę się uspokoić - Zmieniłem się, ty mnie zmieniłeś, już pierwszego dnia kiedy tylko cię spotkałem już czułem pewną zmianę u siebie. Sam fakt, że przejąłem się wtedy twoim wyniszczonym wyglądem był oznaką, że coś zaczęło się ze mną dziać. Szybko odrzuciłem tą myśl zachowując się tak jak zawsze. Niestety z każdym kolejnym dniem, to było coraz bardziej odczuwalne. Przerażało mnie to, bo nigdy dotąd taki nie byłem, nigdy czegoś takiego nie czułem. Zaczęło to pomału kiełkować gdzieś w głąb mojego ciała próbując przedostać się do mojego serca jak i umysłu by nim zdominować. Nie przyjmowałem do wiadomości, że jakiś mały gówniarz mógł mi tak bardzo namieszać w głowie. Przez ten wypadek, prawda, którą usilnie starałem się odrzucić uderzyła we mnie ze zdwojoną siłą. Muszę przyznać, że nadal się tego boję lecz cóż mogę poradzić, że się w tobie zakochałem? - spojrzał na wpół zszokowane, a na wpół wystraszone oczy białowłosego - Kocham cię Lee Taeminie i nieważne co uważasz, nie myśl sobie, że cię tak łatwo odpuszczę bo ja się nigdzie nie wybieram.

Słowa Jonghyuna totalnie go zaskoczyły i zbiły z tropu. Jak to? Jonghyun go kocha? JONGHYUN? JEGO!? To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Co miał teraz zrobić? Po głowie wciąż krążyły mu słowa Jonghyuna pomieszane z tymi Kaiego. Miał ochotę pierdolnąć tym wszystkim i zapaść się pod ziemię, nie miał najmniejszego pojęcia co ma teraz zrobić. Był w kropce, a wyczekujący wzrok Jonghyuna wcale mu tego nie ułatwiał. 
-Jonghyun... Proszę... Idź...
~Co? 
Zdziwienie i rozczarowanie jakie wyczuł w głosie Jonga, po prostu go bolało.
-Idź do siebie. 
~Ale Taem...
-Jonghyun, daj mi to wszystko przemyśleć. 
Zerknął na niego lecz po chwili odwrócił się do niego plecami i zakrył kołdrą. Kilka sekund później usłyszał trzask drzwi. 
Leżał tam jeszcze kilka dni. Jonghyun nie przyszedł ani razu, a może był, ale nie miał odwagi wejść? czasem widział postać która mu go przypominała, ale zwalił to na omamy. Znów schudł, nie chciał nic jeść, jechał na kroplówkach, ale i te mało dawały, a jakby wszystkiego było mało, to sprawą zaczęła interesować się policja. Miał już wszystkiego po dziurki w nosie, ale wiedział jedno. Za żadne skarby świata nie wyda Jonghyuna. Przemyślał sobie to wszystko i doszedł do, jego zdaniem, odpowiednich wniosków. 
-Panie Lee, Tu jest pana wypis, policja już czeka. 
Westchnął głośno i wziął kopertę w dłoń, skłonił się lekko i opuścił salę idąc w stronę wyjścia. Po chwili siedział już w policyjnym wozie i jechał w stronę posiadłości Jonghyuna. 
Zapukał do drzwi i uśmiechnął się smutno gdy  Jonghyun otworzył. wszedł do środka a za nim policja, Jonghyun zbladł w oczach. Lee przytulił go a usta zbliżył do jego ucha szepcząc cicho.
-Wsuń mi w kieszeń klucz z tego pokoju na górze a jeśli się ciebie o coś zapytają to nic nie wiesz. Zaufaj mi.. 
Kiedy Kim wsunął mu w kieszeń mały czarny kluczyk Taemin zaprowadził policjantów na górę pokazując im miejsce gdzie są strzykawki. Przez to, że ostatnio po wszystkich przesunął palcami są na nich tylko jego odciski palców. 
-Czy pan coś o tym wie? - pytanie padło w stronę przerażonego Jonghyuna. 
~N-Nie...
-Pójdzie pan z nami panie Lee.. 
Zimny metal na jego nadgarstkach wykręconych w tył to nic przyjemnego. Przysunął się do Jonghyuna i szepnął cicho 
-Kocham cię, przepraszam... 
Po chwili został wyprowadzony przez policję z posiadłości Jonghuna który został tam, wciąż mocno zszokowany tym, co właśnie się stało.

Nie bardzo pojmował co się wydarzyło w ciągu ostatnich 15 minut. Jedyne co krążyło po jego głowie to Taemin, policja, narkotyki, kajdanki. Dopiero po kilku sekundach od ich wyjścia nagle oprzytomniał przez co zerwał się do biegu. Co jak co, ale nie pozwoli mu brać odpowiedzialności za coś co było jego specjalnością. On nie miał z tym nic wspólnego. Dostrzegł ich jak mieli właśnie wprowadzać białowłosego do radiowozu jednak Jonghyun przerwał im tę czynność głośnym krzykiem. 
-Zaraz! - podbiegł chwytając ramię młodszego, a jedyne co zauważył u niego to jego wystraszone spojrzenie, które w tym momencie było w niego wlepione. 
~Idź stąd Jonghyun...
Stanął naprzeciw niego kręcąc przecząco głową. 
-Nie  pozwolę ci tego zrobić... - odparł hardo przenosząc wzrok na funkcjonariuszy, którzy przyglądali się sytuacji z zaciekawieniem. Niestety już ich spotkał i to nie jednokrotnmie.
~Jonghyun...
*Jakiś problem? - spytał jeden z nich uważnie skanując twarz bruneta, a chytry uśmiech wkradł się na jego usta - Czy mnie oczy nie mylą, Kim Jonghyun? Z tego co mi wiadomo już niejednokrotnie zostałeś posądzony o nielegalne sprzedawanie narkotyków. Niestety dotąd nie udało nam się zdobyć na ciebie dowodów, czyżbyś miał coś na sumieniu? 
Kim zmarszczył brwi spoglądając na stojącego Taemina, który pokręcił głową mówiąc bezgłośne "Zaufaj mi..." Nie był w pełni przekonany, czy powinien go posłuchać, w ogóle nie podobał mu się ten pomył lecz postanowił chwycić deskę ratunkową, którą podrzuca mu młodszy pod nos. Cokolwiek by się nie działo, nie stało on go stamtąd wyciągnie. To sobie właśnie obiecał. 
-Nie, nie tym razem - uśmiechnął się podstępnie do policjanta, któremu ewidentnie mina zrzedła słysząc jego słowa - Taemin, przyjadę do ciebie później.. - posłał mu jedne wymowne spojrzenie zanim zapakowali  go do samochodu. 

Czy sie bał? Baa... Był przerażony.. Czy miał jakiś plan? A skąd... Nie wiedział co z nim będzie. Nie miał pojęcia jak to wszystko się potoczy, czuł głód, miał dość po prostu wszystkiego. 
Po ok 20 minutach siedział już na krześle na przeciw jakiegoś policjanta, a dłonie opierał o stół. Odpowiadał od niechcenia na pytania które mu zadają. Wziął całą winę na siebie, całkowicie oczyszczając Kima z zarzutów. Po skończonym przesłuchaniu zaprowadzono go do celi. 
Kraty, brak okien, twarde łóżko, ściany... To wszystko go przytłaczało. 
-Przyzwyczajaj się Tae.. Z deszczu pod rynnę - szepnal cicho do siebie i położył się na niewygodnym łóżku i zasnął.
Obudziła go czyjaś rozmowa.  Powoli rozwarł powieki i patrzył na to co się dzieje. Po chwili kraty jego celi otworzyły się. 
-Twój stan zdrowia zabrania nam skazania cię na wyrok pozbawienia wolności, zostaniesz więc ukarany wysoką grzywną. 
Uśmiechnął się nikle słysząc te słowa. podpisał kilka papierków i opuścił ten obskurny budynek. 
Zamówił taksówkę i po ok 10 minutach stał już pod posiadłością Jonghyuna. Zapukał do drzwi i obdarzył Jonghyuna pięknym uśmiechem gdy tylko ten otworzył mu drzwi. Od razu rzucił się mu na szyję wtulając się w umięśniony tors.
~Co to miało być? 
-Cii.. Nic nie mów... - wtulił się mocno w jego ciało, i chciał, żeby już tak pozostało.  
Odsunął się trochę od Kima i złożył na jego ustach namiętny i pełen uczuć pocałunek. 

~Minnie & Bummie

sobota, 29 sierpnia 2015

Nie zapomnij o mojej miłości...


Cześć robaczki  <3 Przychodzę do was z takim o to shotem i zapraszam was do czytania :) mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Ps. Następny rozdział "Daj mi to czego pragnę.." jest w trakcie tworzenia, niedługo powinien się pojawić :* Już nie przedłużając, zapraszam do czytania :*

~*~


Trzymał go w swoich rękach i drżącą dłonią gładził jego blady policzek wyczekując aż usłyszy czyjś głos w słuchawce.
-Pogotowie? Proszę przyjechać, mój chłopak... on... on.. został postrzelony..
Nie potrafił powstrzymać łez, a może wcale nie chciał ich powstrzymywać?
Miał świadomość, że miłość jego życia umiera, a co najgorsze, że umiera przez niego...
-Minwoo, słyszysz!? Nie zostawiaj mnie!
Jak w transie powtarzał wykonywane czynności , 30 uciśnięć i 2 wdechy, 30 uciśnięć i 2 wdechy...
-Min do cholery wracaj do mnie!
Nagle poczuł mocne szarpnięcie w tył. Przyjechała karetka. Ktoś coś do niego mówił lecz nie słuchał go. Patrzył na wielką plamę krwi nie mogąc się z tym wszystkim pogodzić. To moja wina..
Kiedy zabrali go do karetki od razu wszedł za nim.Nie wyobraża sobie, żeby zostawić go samego, musi być obok.  
Kochanie, nie możesz odejść...


~*~

Czuł się jakoś tak dziwnie, jakby śnił, lecz to wszystko było tak bardzo realistyczne... Takie prawdziwe...
-Nie.. to nie może być sen...
~Minwoo...
-Mama? - Był w szoku słysząc jej głos... Przecież ona...
~Synku mój kochany... Tak strasznie za tobą tęskniłam...
Wtulił się mocno w ramiona ukochanej matki i starał się zrozumieć to wszystko co się właśnie dzieje, tą całą sytuację w której się właśnie znajduje.
-Mamo.. tak bardzo tęskniłem.. 
~Ciii, nic nie mów syneczku...
- A tak właściwie to co ja tutaj robię? - zapytał patrząc w ciemne oczy brunetki
~Postrzelili cię, ale już jest dobrze... Już nie cierpisz kochanie. - lekki uśmiech wypłynął na usta kobiety.
Jak on za tym tęsknił, za nią, za jej uśmiechem, za jej głosem, za wszystkim...
-Czyli teraz zostanę z tobą?
~To wszystko zależy od ciebie kochanie. Jeśli chcesz tam wrócić musisz walczyć.
-A jeśli chcę zostać z tobą?
~Cóż, też masz takie prawo, nie mogę cię do niczego zmusić, to tylko i wyłącznie twoja decyzja.
Nie zastanawiał się długo nad podjęciem decyzji.
-Chcę zostać z tobą mamo, nie chcę cię znów stracić.
~Jesteś pewny tej decyzji kochanie? - w głosie matki dało słyszeć się zmartwienie.
-Tak mamo. pamiętasz nasz ostatni dzień razem?
~Oczywiście, że pamiętam kochanie.
-Nie chciałaś iść ze mną na dwór. Powiedziałem ci wtedy, że cie nienawidzę. To były moje ostanie słowa do ciebie. Tak strasznie ich żałuję..
~Już dobrze skarbie... Miałeś wtedy siedem lat.
-Zdecydowanie wolałbym,żeby zamiast tamtych słów padły trzy inne.
~Jakie?
-Kocham Cię Mamo. Naprawdę, przepraszam cię za wszystko.
~Spokojnie synku, nie masz mnie za co przepraszać. Na pewno nie chcesz walczyć?
-Nie mamo, tam jest sam ból, kłamstwa, nienawiść i zazdrość. Mam już dość tego wszystkiego. Tu mam ciebie oraz spokój i brak zmartwień. Mam to, czego mi przez tyle lat brakowało.

~*~


Siedział pod salą nerwowo oczekując na jakąkolwiek informację. Gdy zauważył lekarza od razu do niego podbiegł wypytując o stan swojego chłopaka.
-Przepraszam! Nazywam się Jo Kwangmin, jestem jego chłopakiem, może mi pan powiedzieć, w jakim on jest stanie?
-Niestety, nie mam dla pana dobrych wiadomości. kula przebiła tętnicę. Nie byliśmy go w stanie uratować.. Przykro mi.
Poczuł jak ziemia ucieka mu spod nóg. W jednej chwili cały jego świat legł w gruzach. Tyle pytań krążyło u po głowie, nie kontrolował łez które spływały po jego policzkach.
Nie... To niemożliwe... To nie może być koniec...


Ciąg dalszy nastąpi... może :p

~Minnie

sobota, 22 sierpnia 2015

Przypadkowe spotkanie.



Cześć, cześć :) Napisałam kiedyś coś, ale dopiero teraz to skończyłam. Shot długi, ale to chyba dobrze, nie? Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu. Miłego czytania! ;)



~*~


Mijały pierwsze godziny lecz to i tak nic nie zmienia, nie zamierza wrócić. Nie chce nigdy więcej oglądać tych wszystkich ludzi na oczy dlatego też przy pierwszej lepszej okazji się spakował i gdy nikogo nie było w domu wyruszył w swoją życiową podróż. Mogłoby się wydawać to aktem desperacji, ale to nie była prawda. Planował to już od dłuższego czasu, musiał odejść, nie mógł w dalszym ciągu przebywać pod jednym dachem z osobami, które w ogóle nie liczą się z jego zdaniem. Ludźmi, którzy przy pierwszej lepszej okazji zrobiliby z niego kogoś kim nie jest. Nie mógł znieść, że ciągle podejmowali za niego decyzje, robili wszystko jak to uważali dla „jego własnego dobra.” Ale koniec tego, teraz on zadecydował. Sami go do tego zmusili, czy żałował? Nie. Wreszcie czuje się wolny, wreszcie może robić to co mu się żywnie podoba, a o to mu przecież chodziło. Wyjechał daleko, tam gdzie nikt nigdy go nie znajdzie i tak spędził pierwsze kilka dni. Na podróżowaniu, przenoszeniu się z miejsca na miejsce, zwiedzaniu, życiu jak wolny ptak aczkolwiek jednej rzeczy nie przewidział kiedy postanowił uciec. Faktu dość oczywistego oraz ważnego, który teraz dał o sobie znać. Pieniądze. Owszem wywodził się z rodziny dość majętnej więc grosza mu nigdy nie brakowało lecz skoro odejdzie spod rodzinnych progów nie pomyślał jak je zdobędzie. Przecież aby żyć potrzeba jedzenia, a żeby mieć żywność trzeba ją kupić, by ją zakupić potrzeba szeleszczących papierków, których w tym momencie było u niego coraz mniej. Oszczędności, które posiadał pomału się kończyły. Wiedział, że jest za młody i nikt mu nie da pracy z zatrudnieniem, ale również zdawał sobie sprawę, że pod żadnym pozorem nie może wrócić więc czuł, że był w tak zwanej kropce, sytuacji wręcz bez wyjścia. Chociaż pewnego dnia zdarzyło się coś dziwnego, czego w sumie by się nigdy nie spodziewał aczkolwiek taka sytuacja właśnie miała miejsce, która bardzo odmieniła jego los.


~*~


Dzień nie był jakiś wyjątkowo upalny,  a wydawać by się mogło, że to środek lata. Było ciepło to fakt, ale nie na tyle gorąco by pocić się jak świnia. Chociaż? To nie było odpowiednie określenie z racji tego iż mieszkał właśnie na wsi i musiał w tym momencie użerać się z tym zwierzakiem.
-Ej… nie uciekaj.. stój.. no co za głupi zwierz – fuknął rozjuszony robiąc już którąś próbę z kolei by złapać biegającego prosiaka.
-Taehyung, nie wygłupiaj się, muszę zrobić obiad, a nie będę czekać na niego nieskończoność – westchnęła kobieta wyglądając przez otwarte okno z kuchni – Jeśli tak się będziesz do tego zabierał w życiu go nie zjemy.
Chłopak, który przymierzał się właśnie do skoku podniósł wzrok na swoją mamę, a na twarzy był widoczny dość spory grymas.
-Wiesz dobrze, że bez taty to nie takie proste.. – mruknął, a czarnowłosa zagryzła niepewnie wargę ponieważ nie spodziewała się, że jej syn w dalszym ciągu będzie to przeżywać oraz rozpamiętywać. Owszem jej też nie było z tym łatwo, ale była dość silną kobietą aby się po tym pozbierać najwidoczniej Taehyung nadal się z tym wszystkim nie pogodził. Dlatego wytarła mokre ręce o wiszący ręcznik i odstawiła czynność na dalszy plan wychodząc do swojego jedynego syna.
-Kochanie… - zaczęła lecz chłopak wyszedł z zagrody cały ubabrany błotem i usiadł na trawie spuszczając głowę – Przepraszam, nie wiedziałam, że tobie nadal jest z tym ciężko – usiadła obok niego zgarniając jego kruche ciało do swojej  piersi nie dbając o to czy będzie brudna.
Blondyn zerknął na nią zaskoczony.
-A tobie nie jest? – spytał z lekkim niedowierzaniem, bo przecież odkąd tylko pamiętał jego rodzice byli wręcz nierozłączni, zakochani w sobie po uszy, a teraz po śmierci taty jego mama nie wykazuje większej skruchy. Co zaskoczyło go i to dość bardzo.
-Oczywiście, że jest, ale gdybym siedziała i to w dalszym ciągu rozpamiętywała wszystko by klapło, a nie o to w tym chodzi przecież, prawda?
Pokręcił głową wyrywając się z jej uścisku, nie chce tego słuchać, nie może uwierzyć, że coś takiego wypłynęło z jej ust.
-Mamo bądźmy szczerzy już się wszystko wali, a to tylko kwestia czasu aby to upadło, nie damy z tym rady, nie wtedy kiedy jesteśmy sami  - spuścił wzrok czując narastającą złość, sam nie bardzo był pewien czy bardziej zdenerwowały go słowa matki czy fakt iż ona już pogodziła się ze śmiercią jego ojca. Jednego był pewien, że w takim stanie nie może z nią rozmawiać, musi trochę ochłonąć.
-Znajdziemy kogoś, wszystko się ułoży, obiecuję – lecz chłopak jej przerwał.
-Zbyt wiele obiecujesz, a nic jak na razie nie robisz w tym kierunku, czasami już sam nie wiem czy mam w to wierzyć czy najzwyczajniej w świecie olać i wiesz co? Chyba tak też zrobię. Sam coś wymyślę – warknął wbiegając do domu, a następnie do swojego pokoju. Ściągnął ubrania, które miał na sobie ponieważ nie nadawały się już do dalszego użytku, a następnie wrzucił je do kosza na brudy, sam zaś uwalił się na łóżku wcześniej jednak zahaczając o szybki prysznic. Wiedział, że tak tego nie zostawi, już jego w tym głowa aby wszystko znów było takie jak być powinno.


~*~


Nastał kolejny dzień, który od samego rana nie zapowiadał się jakoś wspaniale, ponieważ jak tylko się przebudził zastał za oknem dość spore smugi po deszczu aż wzdrygnął się na samą myśl, że będzie musiał chodzić w taką pogodę. Właśnie miał zamiar znów kłaść się spać lecz jego mama najwidoczniej miała inne plany dla niego gdyż chwilę później w całym domu rozbrzmiał jej krzyk. Nie chciał wstawać, nie chciał nigdzie iść, chciał tu zostać tak długo jak będzie mógł lecz czy to nie było by zbyt piękne? Niechętnie zwlókł się ze swojego posłania i ziewając podążył za dobiegającym go głosem.
-Dlaczego nie dasz mi spać? – spytał kiedy zastał ją siedzącą w salonie gdy oglądała jakiś stary, durny serial – Mamo? – zdziwił się, że kobieta w dalszym ciągu się nie ubrała, ani nic wokół siebie nie zrobiła co było do niej nie podobne.
-Przepraszam synku – westchnęła ciężko, a na jej twarzy zagościł śmieszy wyraz twarzy, aż w końcu wydała dość charakterystyczny dźwięk gdy się kicha. Już wszystko było jasne, a chłopak jedynie pokręcił głową przykrywając ją kocem pod sam czubek nosa.
-Leż, odpoczywaj. Musisz wyzdrowieć  - chciał już iść, ale czarnowłosa zatrzymała go ciągnąc za nadgarstek przez co odwrócił się przez ramię posyłając jej pytające spojrzenie.
-Kochanie zrobisz zakupy? Miałam iść, ale sam widzisz w jakim jestem stanie  - na co blondyn pokiwał porozumiewawczo głową  i  gdy się doprowadził do porządku dziennego, a mianowicie umył się, ubrał a na koniec wypsikał perfumami wyszedł z domu biorąc najpierw z sobą parasol. Niestety nie mieszkał blisko jakiegokolwiek sklepu dlatego też zanim doszedł do takowego musiał trochę przejść aczkolwiek jemu to w szczególny sposób nie przeszkadzało ponieważ lubił spacery, no może niekoniecznie w deszcz. Ale gdy tylko był w środku zerknął na dość sporą listę, która znajdowała się na kartce w jego ręce, a następnie podał ją sprzedawcy, który tylko zerknął na nią wzrokiem. Kilka minut potem wszystko znajdowało się w pokaźnie dużych siatkach, a V nawet miał lekki problem aby to wszystko unieść. Zapłacił i już by znów zatracił się w swoich myślach, ale w oddali na dworze pod małym daszkiem dostrzegł chłopaka trochę młodszego od siebie. Siedział skulony trzymając w rękach coś co przypominało mały scyzoryk na sam widok ostrza przez Tae przeszły ciarki. Sam nie bardzo wiedział co go w tym momencie kierowało kiedy podszedł  do owego osobnika, który nawet nie zwrócił na niego szczególnej uwagi.
-Chłodno jest, przeziębisz się – odezwał się jako pierwszy wyciągając z małego plecaczka, który wcześniej zabrał bluzę i narzucił ją na ramiona nieznajomego.  Chłopak uniósł zaskoczony brwi w górę ponieważ nie spodziewał się, że ktokolwiek do niego zagada, a co dopiero zainteresuje się nim w bardziej szczególny sposób.
-Nie szkodzi – mruknął oddając blondynowi jego własność, a sam wrócił do poprzedniej czynności, którą chłopak mu przerwał.
-Szkodzi, bierz, a nie gadaj – wcisnął mu ubranie spoglądając na niego wzrokiem nie znoszącym sprzeciwów, a młodszy cicho westchnął wciągając na siebie bluzę, którą otrzymał od kogoś kogo widzi pierwszy raz na oczy – Zaraz lepiej, dlaczego siedzisz tutaj w taką pogodę? Gdzie mieszkasz? Odprowadzę cię – chwycił za jego dłoń – Jakiś ty zimny, mam lepszy pomysł zrobię ci w domu ciepłą herbatę.
Nieznajomy zszokowany nie wiedział co ma powiedzieć, bo chyba nie bardzo pojmował zaistniałą sytuację dopiero gdy chłopakowi udało się go podnieść do pionu nagle oprzytomniał.
-Dlaczego to dla mnie robisz? Nawet się nie znamy – odparł niezbyt przekonany co do dobroci blondyna, który mimo wszystko uśmiechał się przyjaźnie. Nikt nie jest bezinteresowny, a Jeongguk się o tym przekonał i to niejednokrotnie. Kim jedynie wzruszył ramionami, a następnie wystawił w jego stronę dłoń, którą Jeon niepewnie uścisnął w dalszym ciągu wpatrując się w twarz towarzysza nieufnie.
-Jestem Taehyung i przestań tak na mnie patrzeć bo to chyba nic złego, że chcę ci pomóc, nie? –pociągnął go za sobą, a czerwonowłosy przystanął wyrywając się z uścisku.
-Dlaczego?  - zmrużył podejrzliwie oczy, a starszy jedynie cicho westchnął.
-To idziesz czy nie? – puścił jego wcześniejsze pytanie mimo uszu wpatrując się w niego wyczekująco.
Chłopak stał chwilę w miejscu w lekkiej konsternacji aczkolwiek ruszył smętnie w kierunku którym podążył blond włosy.
  

~*~


Kiedy weszli do domu Taehyunga, Jungkook uważnie się zaczął rozglądać gdyż różnił się od jego własnego i to o wiele. Choćby nawet tym, że był o wiele mniejszy, ale zdecydowanie bardziej przytulniejszy. Choć musiał przyznać zdziwił się i to bardzo faktem iż chłopak mieszka na wsi gdyż nie wyglądał na takiego. Ubrania tego nie wykazywały, ani hm.. zapach? Po długich namysłach musiał stwierdzić, że oczarował go dom blondyna nie tylko z tego powodu, że był on ładnie urządzony, ale z tego, że pierwszy raz był w takim miejscu.  Stanął w małym przedpokoju i  czekał na starszego, który kazał mu tu chwilę zostać, a kiedy wrócił kiwnął mu głową aby za nim poszedł lecz przytkał sobie palec do ust aby pozostał cicho. Tak też uczynił.


~*~


Siedzieli od jakiś 20 minut w całkowitej ciszy gdyż żaden z nich nie wiedział co zrobić, czy powiedzieć, a dlaczego? Są sobie obcy to jeden z powodów, który komplikował.
-Przez cały ten zamęt nawet nie poznałem twojego imienia – zaczął Tae Tae chcąc przerwać niezręczną atmosferę, a chłopak sączący swój trunek pod ciepłym kocem nagle przeniósł na niego  wzrok.
-Jeongguk – mruknął cicho.
-Jeongguk, Kookie – zamyślił się na chwilę Kim, a następnie uśmiechnął delikatnie – Chyba już wiem jak będę cię nazywał.
A młodszy kolejny raz tego dnia patrzył na starszego szeroko otwartymi oczyma wręcz zdumiony z powodu jego otwartości. Naprawdę był mu wdzięczny za gościnę lecz nie bardzo wiedział jak ma mu to okazać.

-Jeszcze raz dziękuję za gorącą herbatę Taehyung, ale będę już szedł – podniósł się z jego łóżka zerkając za okno lecz wtedy kiedy jego wzrok tam powędrował na niebie  przeszedł wielki, biały piorun, a czerwonowłosy zrobił zdębiałą minę. Nienawidził burzy, tak cholernie się jej bał, a fakt iż nie ma gdzie się podziać wcale mu w tym nie pomagał. Starszy wyczuł, że coś jest nie tak bo mimowolnie spojrzał w to samo miejsce co Kookie, a na jego twarzy zagościł pogodny uśmiech.
-W burzę chcesz iść – spojrzał na zegar wiszący na ścianie – Kurcze, późno już, Może lepiej zostaniesz na noc? Nie mam tutaj jakiś luksusów, ale możesz spać w moim łóżku, ja się prześpię na kanapie – poklepał miejsce na którym siedział, a młodszy bez zastanowienia pokręcił przecząco głową.
-Nie. Nie mogę – starał się odmówić lecz słysząc ten przeraźliwy hałas zagryzł wargę.
-Daj spokój, przecież widzę, że się boisz…– złapał go za dłoń – Kookie.
Poczuł jak przechodzi dreszcz po jego ciele kiedy słyszał to jakże pieszczotliwe zdrobnienie, a w ustach starszego brzmiało to jeszcze bardziej uroczo. Westchnął cicho po prostu się poddając i przystał na jego propozycję.
-No dobrze, ale to twoje łóżko, nie będę zajmował ci twojego miejsca –  stwierdził po chwili namysłu.
-Jesteś gościem, nie będziesz spał na kanapie – Tae upierał się przy swoim lecz czerwonowłosy nie chciał tego słuchać gdyż on już podjął decyzję.
-Tym bardziej nie będę spał w twoim łóżku, ono nie należy do mnie. Tylko do ciebie – rozsiadł się na kanapie naprzeciwko, a widząc na niebie wielki piorun lekko się skulił co nie uszło uwadze Tae Tae.
-Jeongguk – westchnął ciężko, ale chłopak wcale nie reagował robiąc tak zwaną dobrą minę do złej gry.
No ale cóż mógł poradzić na upór młodszego?  Gdy był już umyty, przebrany i gotowy do snu spojrzał ukradkiem na chłopaka, który leżał do niego plecami twarzą zwrócony do pobliskiej ściany. W dalszym ciągu się zastanawiał co go zmusiło do tego aby udzielić mu pomocy, nikt go przecież nie zmuszał. Więc co się nagle stało, że stał się dobroduszny? Z takimi myślami i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi usnął sam nawet nie wiedząc kiedy.


~*~


Zanim uchylił powieki mruknął cicho pod nosem z zadowolenia. Było mu wygodnie aż nie chciało mu się otwierać oczu lecz wiedział, że nie może się dłużej obijać i gdy tylko to uczynił był w ciężkiej konsternacji. Zdał sobie sprawę, że to nie jego dom ani nie miejsce w którym wczoraj zasypiał. Dopiero teraz zorientował się, że leży w łóżku starszego, a gdy przekręcił swoją głowę zauważył jego twarz niebezpiecznie blisko swojej własnej przez co nieświadomie podskoczył wskutek czego wylądował na zimnej podłodze. Jakby tego było mało swoim nierozważnym zachowaniem obudził blondwłosego, który spojrzał na niego lekko zaspany.
-Stało się coś? – mruknął ospale przecierając ręką jedno oko – Która godzina? – spytał rozglądając się niezbyt przytomnie.
Jeon przyglądał się tak chwilę starszemu i musiał przyznać, że w tym momencie wyglądał całkiem uroczo, a kiedy przyłapał się na tym o czym pomyślał zarumienił się lekko spuszczając z niego wzrok zażenowany.
-Nie, a właściwie to tak – zmienił zdanie po namyśle – Jakim cudem wylądowałem w twoim łóżku skoro z tego co się orientuję zasypiałem na kanapie, prawda? – zagryzł niepewnie wargę, a chłopak przechylił zabawnie głowę w bok otwierając lekko usta jakby chciał coś powiedzieć lecz żaden dźwięk się z nich nie wydostał – Taehyung?
-E..e co? – zamrugał kilkakrotnie oczyma, a dopiero teraz zdał sobie sprawę, że znów się zamyślił – Przepraszam, no.. No bo zasypiałeś lecz kiedy obudziłeś mnie w nocy i zauważyłem jak się wierzgasz niespokojnie zrobiło mi się ciebie żal. A gdy tylko przeniosłem cię do swojego łóżka uspokoiłeś się jak gdyby nigdy nic – wzruszył ramionami jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, a młodszy poczuł jak robi mu się głupio.
-Przepraszam – mruknął – Wiesz co? Dziękuję za gościnę i herbatę, ale będę się już zbierał – stanął na równych nogach, a blondyn chwilę później powtórzył po nim czynność.
-Poczekaj chwilę to cię odprowadzę..
-Nie, nie – zatrzymał go gestem ręki – Nie ma takiej potrzeby, naprawdę
Już miał wyminąć starszego jak miewał chłopaka lecz poczuł coś na swoim nadgarstku co jak się potem okazało jego dłonią. Zerknął na niego zaskoczony.
-Jeongguk, proszę cię – widząc wzrok blondwłosego poczuł jak robi mu się jakoś tak cieplej gdzieś tam w środku lecz ostatecznie wyszarpał się z uścisku schodząc pospiesznie na dół. Założył buty oraz kurtkę, która dziwnym trafem była już sucha i niewiele myśląc opuścił dom chłopaka. Popełnił błąd, że tutaj w ogóle przyszedł, nie powinien był ulegać. Zarzucił na plecy wcześniej wzięty plecak i ruszył w drogę do… nikąd. 


~*~


Od dobrych kilku dni w jego domu nie układa się najlepiej. Farma została zaniedbana przez to, że ciągle musiał usługiwać chorą matkę, nie miał czasu by cokolwiek zrobić przy ogródku bądź zwierzętach. Co gorsza kobieta z dnia na dzień czuła się coraz gorzej co jedynie martwiło dziewiętnastolatka, ale za żadne skarby świata nie chciała jechać do szpitala. A chłopak uważał to za karygodne lecz nic w tej sprawie nie miał do powiedzenia, nie mógł zmusić swojej rodzicielki do zmiany decyzji dlatego było mu jeszcze ciężej. Do tego wszystkiego dochodziła sprawa Jungkooka, którego znalazł tydzień temu. Nie wiedział co się z nim dzieje, czy wszystko z nim w porządku.
Dzisiejszego dnia jak każdego innego o godzinie 10 rano wybrał się na zakupy pierw upewniając się czy jego matce aby na pewno niczego nie brakuje. Jak każdego dnia miał cichą nadzieję spotkać tajemniczego chłopaka, który siedzi w jego głowie od jakiegoś czasu, ale ostatnio miał pecha i ani razu na niego nie wpadł. Czy tym razem mu się poszczęści? Niosąc na plecach dość spory plecak z potrzebnymi rzeczami przechodził właśnie przez ciemną, wąską uliczkę by przeciąć sobie drogę do domu, a jego oczom ukazała się pewna postać. Oczy mu aż rozbłysły rozpoznając w nim znajomą osobę.

Siedział w jakimś ciemnym zaułku podparty plecami o jakąś starą kamienicę. Było mu źle, czuł się wręcz okropnie. Pieniądze mu się skończyły, jedzenia nie miał, a o mieszkaniu już nawet nie było mowy. Miał wrażenie, że jego żołądek się całkiem skurczył. Nawet nie pamiętał kiedy ostatnio coś jadł, nie miał wystarczająco dużo siły by pójść coś przyrobić, a po za tym miał tylko 17 lat, nikt by go przecież nie zatrudnił. Teraz jedynie pozostaje mu umrzeć z głodu i wycieńczenia. Lecz czy to jego omamy słuchowe, a może wzrok już go myli? To znowu on, znowu uśmiechnięty, znowu pogodny, teraz wpatruje się w niego zmartwionym wzrokiem.
-Kookie? Kookie, to ty? – przykucnął naprzeciw badając chłopaka uważnym wzrokiem. Widząc wysuszone, krwisto czerwone, obszczypane usta, zapadnięte policzki, ogromne dołki pod oczami aż z wrażenia złapał się za głowę – Co ci się stało? Nie, nawet nie odpowiadaj, chodź – chwycił go za kruchą dłoń pomagając wstać lecz widząc, że i na to nie ma wystarczająco siły, chwycił Jungkooka jedną ręką pod kolanami, a drugą pod plecami. Czerwonowłosy był tak słaby, że jedyne co zdołał zrobić to wtulić się w ciepły tors starszego, a jego powieki opadły zasłaniając mu cały otaczający świat.


~*~


-Przepraszam, że robię ci znowu problem – westchnął pochłaniając drugą już porcję pieczonego kurczaka. Taehyung na słowa młodszego spojrzał pobłażliwym wzrokiem.
-Jaki znowu problem? – prychnął machając na to ręką – Jestem typem człowieka, który lubi pomagać innym taka już moja natura Jungkookie – uśmiechnął się obserwując jak chłopak pochłania jedzenie ze smakiem – Mogę cię o coś zapytać?
-Hm? – mruknął z pełną buzią przeżuwając ostatni kęs, a Taehyung lekko się zaśmiał na ten widok.
-Kiedy ostatnio coś jadłeś?
Oczy chłopaka zrobiły się wielkie niemalże jak pięciozłotówki dlatego spuścił wzrok na pusty już talerz.
-Tylko szczerze, proszę. Może się nie znamy za dobrze, ale uwierz, mi naprawdę możesz zaufać – posłał mu ciepły uśmiech
-4, może 5 dni temu? – wypalił po chwilowej ciszy, która między nimi zapadła.
-Jeongguk…  - pokręcił głową z czystą dezaprobatą nie miał pojęcia dlaczego, ale martwił się o tego chłopaka, który właściwie jest dla niego obcy. Wspomniany znów wbił swoje ciemne tęczówki w naczynie – Ktoś cię głodzi?
-Nie – odparł stanowczo – Nie chcę o tym rozmawiać – dodał.
-Rozumiem. Do niczego cię nie zmuszam – już chciał wstać i zanieść brudne talerze do kuchni lecz głos młodszego go zatrzymał w półkroku.
-Mogę mieć do ciebie prośbę? – spytał choć czuł się zażenowany tym o co miał zamiar prosić, ale wiedział, że to jedyny dla niego ratunek i nie ma wyjścia.
-Jasne, mów – zachęcił, a Jeongguk wziął głęboki oddech.
-Mógłbym u ciebie przenocować na kilka dni? Obiecuję, później sobie pójdę i dam ci spokój.
-Dla mnie możesz tu zostać nawet i na zawsze – usłyszał, a jego słowa nieco go zmieszały.Nie spodziewał się tak wielkiej otwartości ze strony chłopaka. Lekki uśmiech wpłynął na jego twarz kiedy blondyn opuścił pomieszczenie zostawiając go samego.


~*~


-Jak się czujesz mamo? – spytał gdy tylko przyniósł do domu torby z zakupami, a rodzicielka na słowa syna uśmiechnęła się pogodnie.
-Lepiej, dziękuję kochanie, że tyle mi pomagasz. Jesteś najlepszym synkiem jakiego matka mogłaby mieć – zacmokała wzdychając z zadowolenia.
-Daj spokój, to mój obowiązek – odwzajemnił gest biorąc się za rozpakowywanie prodkuktów lecz o czymś sobie przypomniał – Gdzie Jeongguk?
-Na farmie, patroszy kurczaki na obiad.
-Co? – uniósł brwi w zdziwieniu.
-Jeśli nie wierzysz sam sobie zobacz – zaśmiała się melodyjnie przerzucając następny kanał w telewizji. Tak jak kobieta mu poradziła odstawił wcześniejszą czynność wychodząc tylnymi drzwiami na zewnątrz, a to co przykuło jego uwagę to, to, że niemalże cały ogródek był wypielony, wszystkie chwasty w grządkach usunięte, trawa skoszona, a owoce zebrane z drzew. Stał zdumiony wpatrując się w obrazek rozgrywający się tuż przed nim.
-Jeonggok? – spytał wyrywając tym z zamyślenia czerwonowłosego, który tylko widząc Taehyunga uniósł kąciki ust w górę.
-Cześć hyung.
-Dlaczego ty? Kiedy ty? Jakim cudem udało ci się to wszystko zrobić? – nie bardzo wiedział jak ma sprecyzować pytanie bo zbyt wiele rzeczy chciał wiedzieć naraz, a młodszy lekko zachichotał.
-Jak ciebie nie było pousuwałem chwasty i skosiłem trawę, owoce pozbierałem jak przyszedłeś, a teraz patroszę kurczaka na nasz dzisiejszy obiad – wyszczerzył się. Był naprawdę z siebie dumny w tym momencie jak jeszcze nigdy. Tak strasznie się cieszył, że mógł pomóc w jakikolwiek sposób chłopakowi dziękując tym za gościnę, którą go uraczył od jakiś dwóch tygodni. Chciał mu się w ten sposób odwdzięczyć.
-Ale.. ale skąd wiedziałeś?
-Muszę się przyznać, wczoraj podsłuchałem rozmowę twoją jak i twojej mamy. Zrozumiałem, że potrzebujecie osoby, która pomoże wam to wszystko ogarnąć, a ja jestem do dyspozycji.
-Naprawdę? Ale mówisz poważnie? Chcesz nam pomóc? – oczy Taehyunga w tym momencie zaświeciły jeszcze jaśniej niż zazwyczaj.  Wiedział, że chłopak wiele przeszedł w życiu, a sam się o tym dowiedział kiedy pewnego dnia siedzieli razem pod jednym kocem.


~*~


Mimo iż zbliża się jesień to powinno być ciepło bo przecież jest koniec lata jednakże niektóre noce nie należały do najcieplejszych. Tak było i tym razem. Z kubkami gorącej herbaty popijanej od czasu do czasu podczas przerywanej rozmowy, kocem naciągniętym po same czubki palców u stóp oglądali jeden z nudnych serialów w telewizji. Odkąd się poznali nie mieli problemu ze wzajemnym dogadaniem się, a wręcz przeciwnie niekiedy rozumieli się jak jeszcze nikt inny. Dzisiejszego wieczoru mogłoby się wydawać, że ich rozmowa jest jak każda inna lecz nie tym razem. Właśnie dzisiaj postanowili się przed sobą otworzyć wyjawiając swoje największe problemy.
-Nie miałem lekkiego dzieciństwa. Rodzice od zawsze chcięli mną sterować nie dając mi prawa głosu. Nigdy mi to w szczególny sposób nie przeszkadzało, jako dziecku, ale gdy skończyłem te 15 lat, czułem się ograniczany. Zacząłem pomału rozumieć i docierało do mnie, że dzieciaki w moim wieku się bawią, szaleją, wychodzą w różne miejsca, a ja? Czułem się jak w klatce pod czujnym okiem zabójcy. Im więcej czasu mijało tym coraz mniej zaczęło mi to pasować, ba nawet mi to przeszkadzało. W swoje 16 urodziny pierwszy raz się im postawiłem. Zbuntowałem się nie mogąc znieść, że inni mogą więcej rzeczy niż ja. Szczerze? Mi nic nie było wolno. Co z tego, że miałem furę pieniędzy skoro swojego życia jakby w ogóle nie posiadałem bo było ograniczane przez nienormalnych rodziców? Wiem, nie powinienem tak mówić, ale oni chcieli zrobić ze mnie kogoś kim naprawdę nie jestem. Pewnego dnia zagroziłem im, że jeśli to się nie zmieni stracą mnie na zawsze. Nie wzięli sobie tego na poważnie gdyż nic sobie z moich słów nie zrobili lecz ja nie żartowałem, nie wytrzymałem tego. Wolałem żyć gdziekolwiek z kimkolwiek, nieważne gdzie byleby nie musieć siedzieć z tamtymi ludźmi. Czy za nimi tęsknię? Owszem, ale nie mogę wrócić. Coś sobie obiecałem i nie zamierzam tak łatwo się poddawać – zakończył swoją jakże wyczerpującą wypowiedź wbijając wzrok w ciesz znajdującą się w trzymanym naczyniu.
Blondyn jeszcze jakiś czas pozostawał cicho jakby chciał przeanalizować słowa swojego towarzysza dopiero później zabrał głos.
-Skoro uważasz, że twoja decyzja jest słuszna…
-Bo jest, nie chcę do nich wracać – jęknął niczym pięcioletnie dziecko, a następnie nieco odchrząknął – Nie chcę.
-Wiesz dobrze Kookie, że u mnie możesz zostać tak długo jak zechcesz – przytulił go do siebie. Nie popierał zachowania młodszego, ale nie miał prawa mu tego mówić. Nie chciał mu robić żadnych kazać, w końcu kiedyś sam to zrozumie.
-A… jak to było z tobą? – zagadnął przykuwając tym uwagę blondyna.
-Co ze mną?
-Bo wiesz… ty już coś o mnie wiesz, a ja o tobie nic. Gdzie jest twój tata? Jeszcze nigdy go u ciebie w domu nie widziałem – spytał, a Taehyung odepchnął go lekko od siebie wykopując się z koca. Mógł się spodziewać, że on go kiedyś o to zapyta, ale nie spodziewał się, że to nadal będzie go tak boleć – Powiedziałem coś nie tak? Taehyung przepraszam! – zrobił przerażoną minę pierwszy raz widząc u chłopaka łzy.
-W porządku, masz prawo nic nie wiedzieć – przełknął ślinę – Otóż mój tata zginął dwa lata temu – pociągnął nosem ścierając łzę z twarzy – Przepraszam, ciężko mi jest o tym mówić.
-W porządku, rozumiem. Naprawdę – wstał by po chwili zgarnąć kruche ciało blondyna w swoje ramiona. Znów to samo ciepło co czuł kilka dni temu tyle, że teraz jakby było jeszcze bardziej odczuwalne. Było mu przyjemnie i musiał przyznać, że mógłby tak pozostać do końca życia.


~*~


Odkąd tylko Jungkook zgodził się pomagać mu jak i również jego mamie, która czuła już się na tyle dobrze by sama mogła się sobą zajmować ich relacje były jeszcze lepsze. Mimo że znali się tak krótko on miał wrażenie, że znają się od lat. To niewiarygodne, że po tak krótkim czasie można się do kogoś tak przywiązać. Tak, Jungkook był bliski sercu Taehyunga,  codziennie o nim myślał, pomagał w mniej czy bardziej trudniejszych rzeczach, był przy nim niemalże na okrągło. Uzależniał się od jego obecności. To niesamowite, nigdy się tak jeszcze nie czuł. To zdecydowanie nie do opisania. Fakt, nigdy się jeszcze nie zakochał. Dlatego nie wiedział na czym miłość polegała, czym była i kiedy się objawiała, ale kiedy tylko znajdował się przy czerwonowłosym jakby zapominał o całym świecie, a liczył się dla niego fakt by chłopak był jak najbliżej niego. Chodził jak zaczarowany, świat jakby nabrał nowych barw i kolorów, a to dzięki jednej, jedynej osobie.
Dzisiejszego dnia mieli wolne, niedziela. Dzień wolny od pracy dlatego od samego rana leżeli w łóżku. Od jakiegoś tygodnia zasypiają razem oraz budzą przy sobie. Właśnie bawił się włosami Jeonggoka kiedy on nagle uniósł głowę do góry by spojrzeć mu w oczy. Widząc wzrok chłopaka na sobie czuł jak serce przyspiesza swoją pracę.
-Tae chyba ci coś muszę powiedzieć – zaczął, a blondyn pokręcił lekko głową uśmiechając się.
-Nie to ja muszę ci coś powiedzieć…
-Od dobrego miesiąca czuję jakieś śmieszne uczucie. Coś na kształt motylków, które fruwają chcąc znaleźć wyjście by móc wydostać się na wolność. Robi mi się niemiłosiernie gorąco, a serce chyba zapomina o swoim naturalnym biegu, jak myślisz Taehyung? Co mi dolega? – czy on dobrze słyszy? Czy Jungkook właśnie wyznał mu swoją miłość? Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy jak on się cieszy, ale by ukryć choć trochę swoją radość jedynie pozwolił sobie na uniesienie lekko kącików ust.
-Nie jestem pewien, ale ta choroba to chyba miłość.
-Tak myślisz? – uniósł jedną brew.
Pokiwał twierdząco głową.
-A wiesz co ja ci powiem? – zaciął się na chwilę wpatrując się w zaciekawiony wyraz twarzy młodszego – Ja ciebie też kocham Kookie – uśmiechnął się szeroko, a chłopak leżący obok niego uniósł się lekko na łokciach zamykając ich usta w czułym pocałunku.
Miał wrażenie, że fajerwerki wybuchły mu w głowie kiedy czuł na swoich wargach te należące do Jeongguka. To co w tej chwili przeżywał nawet, nie wiedział jak miał to opisać. Przyciągnął więc chłopaka do siebie pogłębiając pieszczotę wiedząc, że w swoich ramionach trzyma całe swoje życie.


~*~


Kochał się przy nim budzić, zasypiać, a jeszcze bardziej przytulać oraz całować. Ogólnie go kochał, był tego niemalże pewien. Specjalnie wstał wcześniej przygotowując dla nich oraz swojej rodzicielki pyszne śniadanie. Mógłby zrobić dla niego dosłownie wszystko. Wziął, nałożył jedzenie na dwa talerzyki, a trzecią porcję postawił na stole wiedząc, że jego mama zaraz powinna wstać. Dwie pozostałe położył na tackę zanosząc do ich wspólnego pokoju. Widząc, że chłopak jeszcze śpi uśmiechnął się do siebie, a owy przedmiot trzymany w ręce ułożył delikatnie na jego kolanach sam pierw nachylając się nad nim. Musnął delikatnie usta Jeon co poskutkowało, bo chłopak zaraz gdy tylko się od niego oderwał rozchylił powieki. Rozejrzał się zaspanym nieco wzrokiem po pomieszczeniu ostatecznie zatrzymując go na jedzeniu leżącym tuż przed nim. Podparł się delikatnie na łokciach wpatrując się w to z niedowierzaniem.
-Przyniosłeś mi śniadanie? – spojrzał na blondyna, a szeroki uśmiech aż pchał się na jego twarz. Chłopak skinął głową.
-Dla ciebie wszystko, kochanie – puścił mu oczko wywołując u młodszego rumieńce na policzkach – Mam nadzieję, że jadalne – zaśmiał się biorąc również swój talerz z cieplutkimi naleśnikami.
-Nieważne, najważniejsze jest to, że zrobiłeś je dla mnie, nic więcej się nie liczy – westchnął z zadowoleniem pchając pierwszy kawałek do ust.
-I jak?
-Taehyungie, to jest przepyszne – nałożył na widelec kolejną porcje również pakując ją sobie do buzi.
Parsknął gromkim śmiechem kiedy tylko zerknął na twarz młodszego, który uniósł jedynie pytająco brew do góry.
-Jesteś brudny skarbie..
-Naprawdę? Gdzie?
Nie musiał o nic więcej pytać bo chłopak zlizał mu bitą śmietanę z kącika ust sam później zatapiając w nich swoje własne.


~*~


Ich pierwsza randka była jedną z najlepszych, które będzie wspominać do końca swojego życia. Dosłownie, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla niego czegoś takiego. Był wzruszony do granic możliwości chociaż rzadko pokazywał słabość, teraz łzy cisły mu się same do oczu. Oczywiście, łzy szczęścia. To co Taehyung dla niego robi.. Nawet nie wie jak to opisać. Wspaniałe? Niesamowite? Cudowne? Nie, zdecydowanie nie ma odpowiednich słów by to w jakikolwiek sposób ująć. Wytarł swój lekko już wilgotny policzek przenosząc swoje zapłakane tęczówki na postać swojego chłopaka.
-Jest tu przepięknie.. Dziękuję – wtulił się w jego ciepły tors zaciągając się leśnym zapachem.
Było idealnie. W okół nich rozciągający się las, naprzeciw malutkie jeziorko z małym wodospadem, na trawie rozciągnięty koc z różnymi smakołykami, a co najważniejsze. Byli sami w ciszy i spokoju. Westchnął z zachwytem. To miejsce wręcz bajkowe i aż nie mógł uwierzyć, że chłopak zabrał w nie właśnie jego.
-Jesteś najważniejszą osobą w całym moim życiu. Chcę żebyś o tym zawsze pamiętał. Bez względu na to co się wydarzy, jak potoczą się nasze dalsze losy zawsze będziesz moim kochanym skarbem. Nie chcę byś rozpamiętywał przeszłość tylko ruszył w kierunku przyszłości. Chcę byś pozostał silny taki jaki jesteś teraz, chcę również byś potrafił wybaczać bez względu na to co dana osoba ci zrobiła w życiu niekiedy naprawdę to może okazać się potrzebne. A co najważniejsze chcę byś zawsze pozostał mój Jungkookie – mówiąc te ważne słowa cały czas wpatrywał się w coraz to bardziej zapłakane oczy czerwonowłosego – Proszę cię, nie płacz – starł wierzchem dłoni mokre policzki swojego chłopaka.
-Kocham cię Taehyung – w odpowiedzi złożył na ustach blondyna długi, namiętny pocałunek.


~*~


Było pięknie, niczego im nie brakowało. Ich miłość kwitła z dnia na dzień. Dopełniali się jak dwie jednakowe połówki pomarańczy, byli jednością. Ich uczucie wzmacniało więź, która była między nimi, dzięki niemu byli niepokonani. Niestety piękne i dobre chwile nie trwają wiecznie. Pewnego dnia gdy rozwarł swoje powieki nie zastał czerwonowłosego obok. Z myślą, że pewnie wstał już wcześniej niczym się nie przejął. Do czasu. Minęła godzina, druga, a chłopaka nadal nie było. Coś było nie tak, czuł to. Nie mógł odgonić od siebie samych czarnych scenariuszy. Dlatego wstał pospiesznie i zaczął się rozglądać na boki.
-Jeongguk? – zawołał lecz odpowiedziała mu głucha cisza.
-Jungkookie? – ponowił próbę zaglądając do pustej łazienki.
-Skarbie? Gdzie jesteś? – pytał schodząc na dół łudząc się, że zastanie go w kuchni lecz mylił się i to bardzo. Właściwie miał iść szukać go dalej gdyby nie jakiś kącek papieru, który przykuł jego uwagę. Z zaciekawieniem, ale również i obawą sięgnął po kartkę odwracając przodem do siebie. Był to list, a co najważniejsze znał to pismo…



„Miałeś racje, czas leczy rany. Przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że powinienem wrócić. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie? Mimo że oni zawinili, tęsknię za nimi jak cholera. Przepraszam, że cię tu zostawiam, ale wiesz, że słusznie postępuję. Nie myśl sobie, że cię przestałem kochać, bo to nieprawda. Byłeś, jesteś i będziesz miłością mojego życia. To się nie zmieni. Jeszcze raz dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś, za najlepszy miesiąc w całym moim życiu, za to, że otworzyłeś się przede mną i ofiarowałeś mi coś najcenniejszego, swoje serce. Przykro mi jedynie, że to tak wyszło, ale mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy i że wybaczysz mi to co zrobiłem. Kocham Cię Skarbie!
Twój Jungkookie.”



Ścisnął papier w ręku. On odszedł. Odszedł nawet się z nim nie żegnając. Zostawił go, samego… Serce jakby w jednej sekundzie rozpadło się na drobne kawałeczki. Ale z jednego się cieszył, że jego Kookie wreszcie będzie szczęśliwy, bo zrozumiał błędy, które popełnił. Tylko jedynie nie mógł się pogodzić, że doszedł do takich wniosków jego własnym kosztem. Kiedy się kogoś kocha pozwala mu się odejść, prawda? On to zrobił. Ma tylko nadzieję, że niczego nie żałuje i że podjął właściwą decyzję, 



~Bummie