Z racji tego, że dzisiaj są święta życzę wam zdrowych, wesołych świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa ^^ Tutaj taki świąteczny shot, nieważne czy oni te święto tam obchodzą czy też nie :) jeszcze raz Wesołych świąt ^^
~*~
Dzień wydawał się zwykły, przeciętny jak każdy inny lecz czy
taki był? Nie, od trzech dni panował świąteczny nastrój w domu SHINee. Tu ktoś
sprzątał, tam inny gotował, a nawet znalazł się też taki co nic nie robił i
najchętniej przeleżałby cały dzień przed telewizorem. Cóż mógł poradzić biedny
Jonghyun, że mieszkał pod jednym dachem z wymagającym Kim Kibumem, który umiał
wyczuć lenistwo niemalże na kilometr. Czy mu się uda ukryć lub pozostać
niezauważonym? Marzenie.
-Kim Jonghyun ty paskudny dinozaurze rusz tą swoją szanowną
dupę z kanapy i mi pomóż – pacnął go mokrą ścierką prosto w nos, a następnie
stanął z założonymi rękoma tupiąc swoją zgrabną nóżką.
A co mógł zrobić? Nic, bo ze złym Key lepiej było nie zadzierać.
Spojrzał na niego niechętnie robiąc zniechęconą minę jak bardzo nie lubił świąt
tak też nienawidził udzielać się w nich.
-Kochanieeee moje najdroższe – zatrzepotał swoimi pięknymi
oczyma starając się zmiękczyć zimne, stalowe serce kociookiego. Czego mógł się
spodziewać? Oczywiście nie tego, że coś tym wskóra.
-Przestań słodzić, bo to nie robi na mnie wrażenia – zerknął
na niego przelotnie, a potem na bałagan jaki panował w salonie – Wstawaj, ten
burdel sam się nie ogarnie – wystawił mu miotłę przed twarz, a kiedy brunet
ją chwycił sam zaś zniknął za drzwiami kuchni z której unosiły się pyszne
zapachy które tylko kusiły by coś skosztować. Jonghyun poddając się wziął się w
końcu do roboty byleby blondyn już więcej się go o nic nie czepiał, bo szczerze
nie chciał mieć z nim więcej do czynienia. Pościerał kurze z półek, szafek i
nawet tam gdzie światło dawno nie zagląda. Odkurzył dywan, wypastował podłogę ,
wyrzucił różne walające się papierki, poukładał rzeczy, które były porozwalane,
a kiedy skończył sam był pod wrażeniem swojego efektu. Czuł, że duma go
rozpiera i musi się komuś pochwalić swoim rezultatem. Rozejrzał się po domu
lecz jak długo już nie szukał, nikogo nie było. Zdziwiony zerknął do kuchni w
której krzątał się Kibum, a wzrok Jonghyuna przykuł jego uroczy różowy
fartuszek, który miał na sobie. Uśmiechnął się pod nosem podchodząc do niego by
przytulić go od tyłu, swoje dłonie zaplótł mu na brzuchu. Nic nie spodziewający
się blondyn lekko podskoczył zaskoczony nagłym dotykiem.
-Chcesz bym zawału tu przez ciebie dostał? – prychnął
niezadowolony odwracając się do niego przodem. Widząc jego dobry nastrój i
rosnący z każdą chwilą pewny siebie uśmieszek
spojrzał na niego podejrzliwie mrużąc swoje kocie oczy – Zrobiłeś to o co cię
prosiłem? – spytał groźnie na niego patrząc. Chłopak stojący naprzeciw blondyna
roześmiał się radośnie całując jego blady policzek.
-Wszystko lśni, jeszcze nigdy nie widziałeś takiego porządku
skarbie – puścił mu oczko, a Key pokręcił głową z dezaprobatą uśmiechając się
lekko – A tak właściwie to o mało bym zapomniał – pacnął się w czoło – Gdzie
wszystkich wywiało? – uniósł brwi w zdziwieniu, a kociooki prychnął.
-Do sklepu poszli, gdybyś słuchał co mówię byś wiedział –
warknął niezadowolony wyswobadzając się z uścisku Jonghyuna, który widząc co
chłopak zamierza ścisnął go mocniej by po chwili się nachylić i składać
pojedyncze pocałunki na jego szyi. Blondyn mruknął cicho z zadowolenia
mimowolnie odchylając głowę do tyłu – Jonghyun.. przestań – odepchnął go z
całej siły, a brunet patrzył na niego zaskoczony.
-Przecież nic nie robię – prychnął rozjuszony wkładając
swoje ręce do kieszeni spodni.
-No właśnie w tym problem, że nic nie robisz – uśmiechnął się
złośliwie puszczając oczko starszemu, który z każdą chwilą otwierał buzię
coraz bardziej aż w końcu znów prychnął – Nie popluj się skarbie – wysłał mu
buziaka w powietrzu, a następnie odwrócił się i wrócił do przerwanej czynności
czyli nakładania na jajka koszulek i tego typu pierdół.
W tym samym czasie w pobliskim supermarkecie..
-Minhooo, Minhoooo – krzyknął na cały sklep najmłodszy z
całego towarzystwa niosąc cztery zgrzewki mleka bananowego do koszyka.
-Młody, kto to wypije? – zdziwił się czarnowłosy mierząc
wzrokiem zawartość rąk Taemina – Onew nie będzie zadowolony, że wydajemy
pieniądze na pierdoły – dodał czego w sumie pożałował bo spotkał się z głośnym
niezadowoleniem młodszego.
-No wiesz co?! Moje maleństwa nie są pierdołami… no może są,
ale należą do mnie– wydął policzki po czym spojrzał na kartoniki – Nie
słuchajcie tego żaboluda, Taeś was kocha – przytulił je, a następnie pogłaskał
uśmiechając uroczo co nie umknęło uwadze najwyższego.
-A mnie to już nie kochasz? – spytał kręcąc głową z
niedowierzaniem, chociaż sytuacja była wręcz przekomiczna i gdyby nie znał Taemina
pomyślałby, że ma trochę nierówno pod sufitem.
-A pozwolisz mi je kupić? – wlepił w Minho swoje duże
brązowe oczy, a następnie uśmiechnął się tak jak on tylko potrafił miękcząc tym serce starszego. Doskonale
wiedział, że czarnowłosy mu ulegnie, bo miał do niego ogromną słabość. Z czego blondyn
często korzystał.
-Ja się zgadzam, tylko jak Onew mnie zabije, to zostaniesz
sam z całym mlekiem.
-Przeżyję – mruknął lecz kiedy ujrzał zbolały wzrok
starszego roześmiał się uroczo – Żartowałem przecież Minuś, oczywiście
jakby chciał ci coś zrobić będę bronił cię pełną piersią – wpakował wszystko do
koszyka, a potem złapał go za rękę – Teraz choć go poszukać, bo jeśli nie, znowu wykupi całego kurczaka, a już go mamy o
wiele za dużo.
Minho się roześmiał chwytając kruchą rączkę blondynka, a
następnie pociągnął go w miejsce gdzie po raz ostatni widzieli się z liderem.
Czy młody był aż tak przewidywalny? Dostrzegli najstarszego przy wielkich
lodówkach, który nachylał się aby wyciągnąć kolejne opakowanie zimnego wręcz
mrożonego kurczaka.
-Onew hyung odłóż to w tej chwili, bo nie zawaham się tego
użyć! – Taemin chwycił pomarańczowy pistolet na wodę i wymierzył go w stronę
przestraszonego brązowowłosego, który gdy tylko ujrzał dwójkę chłopaków spuścił
wzrok zakłopotany lecz szybko odchrząknął łapiąc fason.
-To tylko jedno pudełko.. – westchnął ciężko.
-Z pozostałych jedenastu – odparł bystrze Minho, kiedy
policzył opakowania w czerwonym koszyczku, które znajdowały się u ich
przyjaciela.
-To już ostanie, a poza tym to ja kupuję więc mogę to zabrać
– wypiął dumnie pierś, a chłopaki parsknęli głośnym, gromkim śmiechem no cóż,
cały Onew, kurczak jest dla niego tak ważny jak dla Taemina mleko bananowe,
świata poza nim nie widzi. Kiedy tylko doszli do kompromisu podążyli w końcu po
trzech godzinach spędzonych w supermarkecie do upragnionej przez Minho kasy.
-Wróciliśmy kochani! Kibum? Jonghyun? – zawołał Onew
rozglądając się za dwójką przyjaciół po których ślad zaginął lecz nie na długo,
bo po chwili słychać było głośny krzyk z kuchni.
-JONGHYUN ZAMORDUJĘ CIĘ! MOJE ULUBIONE RURKI… TY JUŻ NIE
ŻYJESZ!
Winowajca wybiegł z pomieszczenia cały usypany mąką z
wystraszoną miną.
-Onew! Tak dobrze cię widzieć! Key oszalał, zrób coś, bo ja
sobie z nim nie radzę – złapał kurczaka za rękę prowadząc z powrotem do kuchni
z której chwilę temu wyszedł na co Onew stanął i wyrwał się z uścisku.
-O nie, ty mnie w nic nie mieszaj. To twój chłopak, radź
sobie sam – podniósł ręce w geście kapitulacji, a brunet otworzył szeroko oczy.
-Przecież jesteś liderem! – pisnął wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
-Co nie oznacza, że będę rozwiązywał twoje problemy. Przykro
mi, wiem jaki jest Kibum, a skoro zawaliłeś to teraz musisz to naprawić –
wzruszył ramionami i już go nie było bo czmychnął do swojego pokoju. I co tu
robić? Znowu Jonghyun musi poradzić sobie sam lecz zanim o czymkolwiek mógł
pomyśleć przy samych drzwiach dostrzegł
Minho oraz Taemina, którzy targali kilkanaście siatek z zakupami. Brunet szybko do nich
doskoczył zabierając im kilka, co skończyło się głośnym krzykiem ze strony
blondynka.
-Te są moje! Tam jest moje mleko bananowe – wyrwał mu torby
i spojrzał groźnie na Jonghyuna.
-Znowu ktoś się po mnie drze, ja nie wiem co z wami jest
ludzie – pokręcił głową z dezaprobatą podnosząc ręce w górę - Co kupiliście?
-Dużo rzeczy, o skoro już tu jesteś Jonghyun mógłbyś to dać
Kibumowi? – podał mu opakowanie z keczupem, a brunet chwycił je i poleciał jak
torpeda z powrotem do kuchni lecz zanim tam wbiegł podziękował – Jesteś najlepszy,
zawsze wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć Minho! – krzyknął, a następnie niepewnie otworzył drzwi pomieszczenia, które oznaczało dla niego pewną śmierć.
Kibum kiedy tylko dostrzegł bruneta podszedł do niego łypiąc
na niego gromiącym spojrzeniem.
-Przyszedłeś by zrobić z ciebie pieczeń duszoną? W porządku,
choć – chwycił go za dłoń ciągnąc do nagrzanego piekarnika, a chłopak
wytrzeszczył wzrok.
-Przecież cię przeprosiłem, a tutaj na znak rozejmu –
wystawił z za pleców czerwone opakowanie, które przykuło zainteresowanie
kociookiego. No tak kochanie, wiem że
tego chcesz… Weź to, a skończ mnie ciągnąć do piekarnika! Przeszło mu
przez myśl kiedy blondyn złapał dużą butelkę keczupu, a na jego mordce zagościł
delikatny uśmiech – Zgoda? – spytał uważnie obserwując reakcje swojego
chłopaka, który widać, że zaczął walczyć z samym sobą lecz w końcu się poddał
lądując w rozłożonych ramionach Jonghyuna.
-Dobrze, ale tych spodni i tak ci nie daruję skarbie –
nachylił się nad nim i złożył lekki pocałunek na czerwonych ustach bruneta,
który mu nie wystarczył bo szybko go pogłębił.
-Dobra gołąbki skończcie się migdalić, umieram z głodu –
mruknął Minho klepiąc się po brzuchu rozglądając się po wpół rozstawionym stole
– Mmmm… ładnie pachnie.
Para oderwała się od siebie i spojrzała z wyrzutem na
stojącego czarnowłosego.
-Minho wszystko w swoim czasie, a teraz chcę te zakupy po
które mieliście jechać… bo pojechaliście? – spytał podejrzliwie patrząc na
najwyższego, który słysząc słowo zakupy aż się wzdrygnął.
-Taaa… wszystko jest, zaraz Taemin doniesie, a właśnie co to
w ogóle za pomysł by wysyłać nas o 7 rano do sklepu?! No ja się pytam! – fuknął
niezadowolony wywracając oczami.
-Przykro mi Choi, święta są raz w roku, a skoro ja musiałem
wysprzątać pół domu to ty też musiałeś się przyczynić stary – brunet poklepał
żabę po ramieniu uśmiechając się pokrzepiająco co nie umknęło uwadze Kibuma.
-Właśnie Jonghyun.., a co z pozostałą częścią domu? – uniósł
brew opierając jedną rękę na swoim biodrze.
-Co mówisz Taemin? Mam ci pomóc? Jasne, już idę! – krzyknął,
a potem zerknął na rozbawioną dwójkę – Sami rozumiecie, nie mogę go zawieźć –
uśmiechnął się, a następnie ulotnił z pomieszczenia szukając blondwłosej
czupryny, którą dostrzegł na kanapie w salonie.
-Młody, dlaczego ty wypakowujesz to wszystko w salonie? –
spytał dziwiąc się, nie rozumiał jego poczynań lecz z pewnością zaraz mu
wyjaśni o co chodzi.
-No patrz hyung.. to jest moje, to także, to w sumie może
być wasze, ale też to lubię więc też jest moje, to, to i to również jest moje –
wymieniał odkładając rzeczy, które do niego należały na bok, a Jonghyun był
wręcz zdumiony.
-Wychodzi na to, że został sam kurczak, który w sumie jest
od Onew jakieś dwie paczki masła, kilka warzyw i mleko czekoladowe? – chłopak
słysząc ostatnie zerknął w stronę torebki z której wyciągał zakupy.
-O, dzięki hyung zapomniałem o tym – uśmiechnął się biorąc
kolejną rzecz do swojej kolekcji, a starszy jedynie pokręcił głową śmiejąc się
pod nosem. To będą ciekawe święta, z resztą jak każde spędzone w towarzystwie
SHINee.
Po wielu przekomarzaniach się, kłótniach, bijatykach, które
niekiedy kończyły się kompromisem, a już następnym razem strzaskaną szklanką
zasiedli wszyscy przy jednym wielkim stole. Przecież porządne śniadanie to
podstawa co wspominał Key każdego dnia kiedy tylko starali się wyjść gdziekolwiek
bez pierwszego posiłku. Wszyscy uśmiechali się do siebie, podawali przysmaki i
zajadali wszystko ze smakiem, aż ślinka ciekła.
-Mmmm pyszne Key umma…
a kiedy prezenty? – uśmiechnął się uroczo najmłodszy z całego grona
zebranych przy wielkim stole kociooki spojrzał na niego zdezorientowany choć
doskonale wiedział o co mu chodzi – No zajączek tak kica, roznosi prezenty
grzecznym dzieciom…
-Ale ty nie byłeś grzeczny Taeminnie– poczochrał jego blond
czuprynę najwyższy co spotkało się ze smutnym spojrzeniem w jego stronę.
-I ty Minni przeciwko mnie? – pociągnął nosem spuszczając
głowę co podziałało, bo chłopak od razu przytulił, kruche, wątłe ciało Taemina.
-No już kotku, nie smuć się.. poszukaj w ogrodzie – cmoknął
jego policzek widząc jak młodszy odżywa, a jego oczy zaświeciły tysiącem
blasków.
-A pomożesz mi szukać? – uniósł kąciki ust ku górze i
przejechał swoim nosem zahaczając o ten Minho na co czarnowłosy się lekko zaśmiał.
-A dasz mi buziaka?
-Buziaka? Sam nie wiem Minho… - speszony spuścił głowę lecz
chłopak mu na to nie pozwolił, bo chwycił ją w swoje duże dłonie.
-Takiego malutkiego. No daj buzi Minusiowi – zrobił dzióbek
z ust i nachylił się nad młodszym, a chłopak patrzył na niego niezbyt
przekonany – No nie daj się prosić skarbie – widząc w dalszym ciągu
niezdecydowanie na twarzy blondynka postanowił wziąć sprawy w swoje ręce –
Skoro nie, sam sobie go wezmę, a chwilę
potem wpił się w jego różowe wargi.
-Ojeeej – zapiszczał Key łapiąc się za policzki – Jesteście
uroczy – wyszczerzył się, a Jonghyun podchwytując dobry nastrój blondyna złapał
go za rękę zwracając jego uwagę na siebie.
-A mi dasz buziaka Koteczku? – zrobił maślane oczka, a
kociooki spojrzał na niego z politowaniem.
-Nie kochanie – odparł pewnie swoich słów po czym przejechał
swoją dłonią po jego policzku – Oj no dobra daj dzióbka skarbie – uśmiechnął
się przyciągając jego twarz do czułego pocałunku, który szybko przerwał robiąc
tym na złość Jonghyunowi.
-No dobrze, każdy się z kimś całuje… daj dziobka mój
kurczaczku – wystawił usta w stronę mrożonego kurczaka, a wszyscy zgromadzeni
parsknęli śmiechem urażając tym dumę ich własnego lidera – No wiecie co.. Nie
znacie się na prawdziwej miłości – w końcu sam dołączył do dobrych nastrojów
swoich przyjaciół kończąc swoje obiado-śniadanie.
-Patrz Minho… patrz tam.. widzisz? Nie tam żaboo… taaam! –
wskazał palcem w tylko dla siebie znanym kierunku, a biedny czarnowłosy
podrapał się po głowie nie wiedząc w dalszym ciągu o co chodzi chłopakowi o
przepięknym uśmiechu.
-Taemin naprawdę nie wiem o co ci chodzi – westchnął już
zrezygnowany siadając na trawniku przed domem.
-Oj ale wy wszyscy jesteście głupi – pokręcił głową
podchodząc do jednego z krzaków po czym wyciągnął torbę z prezentem – Znalazłem
twój prezent Choi – wyszczerzył swoje ząbki, a Minho słysząc prezent i to na
dodatek dla niego ruszył jak strzała porywając go z rąk blondynka. Zajrzał do środka, a na jego mordce zagościł
jeszcze większy uśmiech niż przedtem
- Skąd wiedziałeś, że zniszczyłem swoją ulubioną piłkę do
nogi? – przejechał rękoma po nowiusieńkiej piłce, a Taemin wzruszył swoimi
ramionami.
-Przeczucie Minni – stanął lekko na palcach zarzucając mu
ręce na szyi – Wszystko co najlepsze dla mojego kochanego olbrzyma – musnął
jego policzek, a następnie wtulił się w jego klatkę piersiową zaciągając tym
dobrze znanym dla niego zapachem, który wręcz uwielbiał.
-Dziękuję skarbie jesteś najlepszy, wiesz? – szepnął mu na
ucho – Wiem, że kochasz szukać prezentów lecz niestety nie miałem czasu tego
schować - wyciągnął z kieszeni małe
pudełeczko, a młodszy zabrał mu to z ręki po czym ściągnął wieczko. Lekkie
zaskoczenie było zauważalne na jego bladej twarzy – Żebyś zawsze o mnie
pamiętał i wiedział, że kocham tylko ciebie
Czy tylko mu się wydawało czy widział łzy w tych ciemnych
kuleczkach? Starł je wierzchem swojej dłoni uśmiechając delikatnie.
-Nie płacz..
-Jesteś kochany, dziękuję ja ciebie też kocham Minho –
wtulił się w niego mocno, a w ręce nadal trzymał wisiorek z wygrawerowanym
„Kocham Cię skarbie. Twój Minho.” Tak naprawdę Taeminowi szczęścia nie
przynosiły prezenty, jemu wystarczyła sama obecność osoby na której mu naprawdę
zależy.
W tym samym czasie po drugiej stronie ogrodu.
-Jonghi.. gdzie mój prezent? – spytał Key, który od dobrych
15 minut chodził w tą i z powrotem szukając swojego pakunku, który Jonghyun
swoją drogą zapomniał kupić. Otworzył oczy z wrażenia drapiąc się zakłopotany
po głowie. Jak mógł być aż tak wielkim kretynem żeby zapomnieć o tak bardzo
istotnej rzeczy jaką były prezenty?
-Bo wiesz kotku… - zaczął, ale blondyn mu przerwał,
uśmiechnął się od ucha od ucha trzymając w rękach nowy, różowy sweterek.
-Śliczny! Dziękuję – rzucił mu się na szyję całując w
policzki, a Jonghyun w dalszym ciągu był w szoku, nie wiedział o co chodzi lecz
dostrzegł w drzwiach wychylającego się Onew, który tylko pokręcił głową
puszczając oczko. Brunet odetchnął tylko z ulgą mówiąc bezgłośne „dziękuję”.
Wtulił w siebie ciało swojego chłopaka rękami gładząc jego plecy – Nie martw
się, o tobie także nie zapomniałem.
Wyswobodził się z jego uścisku idąc w dobrze znanym dla
siebie kierunku, a po chwili wrócił z dość sporym opakowaniem, który przykuł
uwagę bruneta. Uśmiechnięty, wręcz zadowolony Jonghyun zabrał z rąk kociookiego
prezent i ściągnął wieczko pudełka by ujrzeć… kolejne pudełko? Zdziwiony wyjął
pudełko i otworzył, a w nim było kolejne, potem znowu kolejne aż w końcu natrafił na to co powinien
dostać od samego początku. Wziął do ręki niebieski budzik i spojrzał na Kibuma
pytająco, który tylko szczerzył swoje ząbki.
-Chyba nie rozumiem…
-A co tu Dinusiu rozumieć? Dostałeś to po to żebyś wiedział,
że istnieje coś takiego jak wyznaczona godzina, a ty nigdy nie umiesz się
wyrobić na czas. Dlatego nie martw się, teraz już nigdy nie zaśpisz już ja się
o to postaram – poruszał swoimi brwiami w górę i w dół, a Jonghyun roześmiał
się kręcąc głową z dezaprobatą.
-Głupek z ciebie, budzić ci się mnie zachciało? – prychnął,
a następnie rzucił się na niego i zaczął łaskotać.
-Nie, Jo..Jonghyun… prze…przestań.. prooooszę – wybuchł śmiechem
starając wyrwać z dość mocnego uścisku starszego, który ani myślał zaprzestawać
swoich tortur, a wręcz przeciwnie jeszcze nasilał.. – Zrobię… wszystko…
-Wszystko powiadasz? – zerknął na niego zainteresowany
propozycją wręcz nie do odrzucenia – Skoro tak, to okej.. – cmoknął lekko Key
wręcz purpurowy policzek co spotkało się z wielkim niezadowoleniem ze strony
blondyna.
-Nienawidzę cię.. – fuknął urażony odpychając go od siebie.
-Bądźmy szczerzy skarbie, doskonale wiesz, że to nie prawda –
zacmokał mu tuż przed nosem przez co oberwał w ramię lecz nie mocno by nie
zrobić mu krzywdy.
-Spadaj - wstał z ziemi i otrzepał swój tyłek po czym
spojrzał z wyrzutem na śmiejącego się w dalszym ciągu Jonghyuna – Nie myśl
sobie, że dzisiaj dobierzesz mi się do spodni – pogroził mu palcem aż w końcu
zniknął za drzwiami ich wspólnego domu.
Dobre nastroje panowały w domu SHINee przez cały dzień no poza kłótniami JongKey, które zawsze kończyły się kompromisem i nikt nie wyszedł z tego z jakąkolwiek kontuzją. Święta to coś co uwielbiali, co sprawiało im wiele frajdy. Dzięki nim mogli się
do siebie zbliżyć spędzając swój czas razem jak jedna wielka rodzin. Bo co nie
daje więcej szczęścia jak spędzenie wolnych chwil w gronie najlepszych
przyjaciół? Zdecydowanie nic.
~ Bummie