sobota, 25 kwietnia 2015

Nadzieja umiera ostatnia...

Witam was robaczki :) Mam dla was coś co napisałam już w sumie dawno ale dodam wam teraz :) Pisane pod wpływem uczuć :) Miłego czytania :)
Ps. poszukujemy bety, jeśli ktoś jest zainteresowany proszę w kom napisać jaka droga kontaktu mu odpowiada a podamy, np fb czy gg, mam nadzieję, że ktoś się znznajdzie :)





Czekał na niego.
Mijały minuty, godziny.
On wciąż czekał.
Znów się spóźnia..
Znów nie przyjdzie?
Za każdym razem to samo..
Ile razy mieli się już spotkać?
On zawsze czekał...
Czy kiedyś się doczeka?
Tego nie wiedział.
Ale miał nadzieje, zawsze ja miał.
Zawsze czekał do ostatniej chwili z nadzieja ze go zobaczy, ze znów spojrzy w te jego piękne oczy, ze zobaczy ten piękny uśmiech.
Znów siedzi na dworcu.
Znów te same krzesełko.
Ludzie spieszący się do domu.
No tak.. było już ciemno.
Zimno.
Go to nie obchodziło.
Czekał dalej.
Patrzył na odjeżdżające autobusy wypatrując tego jednego.
Uśmiechał się za każdym razem gdy widział ten numer.
Biegał oczyma po sylwetkach ludzi wychodzących z autobusu szukając jego.
Uśmiech znikał z jego twarzy.
Autobus odjeżdżał pusty.
A jego nie było.
Znów czekał.
Znów się łudził.
Znów miał nadzieje na to ze przytuli się do niego i powie jak bardzo go kocha i jak bardzo tęskni.
Wybiła godzina 23.
Zawsze o tej godzinie wracał do domu.
Wstał z krzesełka, zabrał plecak i ruszył przed siebie. Wyjął mp3 puścił muzykę, włożył słuchawki do uszu, wsunął dłonie w kieszenie i dal upust smutkowi.
Słone kropli powoli spływały po jego policzkach.
Szedł wolno przed siebie.
Znał ta drogę na pamieć.
Jutro znów tutaj wróci
Znów będzie czekał.
Znów będzie miał nadzieje na to ze go zobaczy.

~Minnie♥

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

,,Śmierć jest prze­cin­kiem w zda­niu twe­go życia. "


Hej, Hej :) Bez zbędnego rozpisywania się zapraszam was na takiego oto One shota, Mam nadzieję, że się wam spodoba :). Miłego czytania ^-^.
(Jeśli zdarzą się błędy, z góry przepraszam :*)




,,Umiera się na wiele sposobów : z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie."

~*~

Wszedł do sali, usiadł na tak dobrze znanym sobie krzesełku, chwycił jego dłoń w swoją, siedział w ciszy i po prostu patrzył, po jego policzkach spływały łzy, powoli toczyły się, aby w końcu oderwać się od linii jego szczęki i upaść z niesłyszalnym hukiem na podłogę i roztrzaskać się jak mała, krucha porcelanowa laleczka.

Nie płacz kochanie.
Przecież wszystko będzie dobrze.
Zawsze to powtarzałeś pamiętasz?
Dlaczego więc teraz ronisz łzy?
Dlaczego twe usta drżą pod wpływem szlochu?
Nie płacz skarbie...

Przesunął dłonią po bladym policzku. Przeczesał jego włosy, pochylił się i ucałował jego usta. 
-Kibum.. 

Jonghyun...

-Nie zostawiaj mnie kochanie, proszę cię. 

Ja nie mam wyboru...


-Wstań z tego pieprzonego łózka rozumiesz? Odepnij te wszystkie kable, rurki, wstań i znów obdarz mnie tym pięknym uśmiechem, tym cudownym spojrzeniem, proszę cię.. Bummie.. Nie rób mi tego... 

Kochanie, zrozum mnie, tak będzie lepiej...
Będzie lepiej dla nas obu...

-Dlaczego odchodzisz?


Dobrze wiesz, że nie mogę zostać...


-Dlaczego to zrobiłeś?

Dobrze wiesz dlaczego to zrobiłem...


-Dlaczego nic nie zauważyłem? 
Nie chciałeś widzieć Jonghyun...

-Czy byłem aż tak ślepy?
Nie skarbie... byłeś zaślepiony..
Wiem, że kochasz jego, nie mam ci tego za złe,
ale właśnie dlatego nie mogę zostać.
Kocham cię tak bardzo, że nie mogę patrzeć na was.
Nie potrafię tego słuchać.
Przepraszam, że nie potrafię cieszyć się twoim szczęściem kochanie..
Mam nadzieję, że kiedyś mi to wybaczysz...
Kocham Cię Jonghyun...
Pamiętaj o tym, że kochałem, i że to miłość skazała mnie na śmierć...


W sali rozległ się głuchy pisk
-Kibum! Nie rób mi tego! 
Łzy, krzyki, szloch, lekarze, próby reanimacji, ciągły pisk dudnił w jego głowie..
...odszedł...
Oparł się plecami o ścianę i osunął na podłogę. 
Łzy całkowicie zamazywały mu widoczność. 
Nie wiedział co dalej. 
Co miał teraz zrobić? 
Jak dalej żyć? 
On umarł przez niego... 
Z jego powodu się zabił...
Tak bardzo chciał go teraz wziąć w ramiona..
Podszedł do łóżka i zaniósł się głośnym szlochem.
Chwycił coraz to zimniejszą dłoń i pocałował jego usta, ten ostatni raz. 
Przejechał dłonią po jego twarzy.
Dopiero teraz to wszystko do niego dotarło.. tylko teraz jest już za późno..
-Kocham Cię Kim Kibum...

~Minnie♥

niedziela, 19 kwietnia 2015

Sen.



Jest lekki zastój, wiem. Nie mam ostatnio weny co widać, po one shocie ;-; Jeśli wróci to będzie coś może lepszego, ale z pewnością dłuższego, oraz gdy czas dopisze. Na razie to tyle :) 



Czuję jak dotykasz mojego ciała..
Ten twój delikatny dotyk jest tak strasznie zaraźliwy..
Twoje drobne pocałunki, które pozostawiasz..
Pragnę więc..
Lecz co się dzieje?
Gdy otwieram swoje zaspane powieki wszystko znika..
Pozostaje jedna wielka pustka.
Ale byłem pewny, że to było naprawdę..
Że to mi się nie wydawało...
Więc dlaczego cię nie ma?
Gdzie jesteś?
Wracaj, potrzebuję cię..
Nie zostawiaj mnie.
Rozglądam się rozpaczliwie szukając czegokolwiek co mogłoby przypominać cząstkę ciebie..
Nic, zero.
Przecież czułem to jasno i wyraźnie..
Pamiętam jak z tobą rozmawiałem..
Byłeś taki prawdziwy, tak bardzo realistyczny..
Więc dlaczego już cię nie ma?
To niemożliwe, że mi się wydawało..
Nie wierzę w to..
Nie chcę w to uwierzyć…
Łzy stają w moich oczach..
-Kawangmin, wszystko w porządku?
Nie, zdecydowanie nie jest w porządku…
Ta złudna nadzieja, że to co się wydarzyło może okazać się prawdą…
Z każdą mijającą minutą dociera do mnie, że to był wybryk mojej wyobraźni..
Że ciebie tutaj wcale nie było..
Nie będzie..
Ale przecież twój dotyk…
Czy to możliwe, że czułem go aż tak wyraźnie kiedy to wszystko mi się przyśniło, przywidziało?
Skoro to nie było prawdziwe nie chcę więcej się budzić…
Chcę by trwało to naprawdę..
Na zawsze..
Mając ciebie przy sobie…
By móc znów czuć twoje delikatne palce na swoim ciele..
-Kwangmin..
Przymykam powieki pragnąc znów ujrzeć twoją twarz…
Nic takiego się nie dzieje…
Przepadłeś na zawsze?
Nie, wracaj..
Chcę cię zobaczyć..
Proszę…
To na nic..
Nie widać cię..
Otwieram oczy..
Spoglądam na siedzącego po drugiej stronie łóżka Youngmina.
Przyglądam się jego zdezorientowanemu wyrazowi twarzy..
To ukłucie w sercu gdy dociera do mnie ta smutna rzeczywistość..
Przecież ty nigdy nie istniałeś w moim życiu..
I już nigdy w nim nie zaistniejesz…
-To był tylko sen…

~Bummie 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Dotarło do mnie za późno..



Z okazji urodzin naszego najukochańszego dinozaura postanowiłyśmy dodać takiego tutaj o dość długiego one shota. Miłego czytania wam życzę, komentarze mile widziane a tobie Jjongi wszystkiego naj naj <3  za błędy przepraszamy z góry :*




~*~



Żółty - Taemin ~ Minnie
Niebieski - Jonghyun ~ Bummie




Zadajesz mi tyle pytań.. tak błahych i niepotrzebnych.. dlaczego myślisz, że ci odpowiem?
-Taemin do cholery odpowiedz mi!!
-Jonghyun.. ty naprawdę myślisz ze będzie dobrze? Że damy sobie rade? Po tym wszystkim? Jjong... nie wiem czy będę w stanie ci wybaczyć, ale wiem też, że bez ciebie sobie nie poradzę... ale ty możesz się mną po pewnym czasie znudzić, lub znów zrobisz to co niedawno.. bo skoro wcześniej gdy byłem sprawny mnie zdradziłeś, to co stoi ci na przeszkodzie żeby zrobić to teraz? - ruszył kółkami wózka i podjechał do kanapy na której siedział starszy.
-Minnie.. skarbie... kocham cie.. ślubowałem ci przecież, że będę w zdrowiu i w chorobie prawda? -przejechał palcami po złotej obrączce i spojrzał na tę Taemina.
-Ślubowałeś też wierność i uczciwości, umknęło ci to? - Tae przeczesał włosy i spojrzał na swojego męża.
-Mówiłem ci, byłem pijany, nie panowałem nad sobą, błagam.. daj mi szanse.. - starszy klękną przy wózku i ujął w swoje dłonie dłoń Lee. - proszę.. pozwól mi być przy tobie i ci pomagać.. błagam.. kocham cię Taemin.
-Dostajesz jedyną i ostatnią szanse Jongi. - powiedział cicho i przytulił się do Jonghyuna.

Takie coś pragnął usłyszeć od samego początku kiedy musiał się zmierzyć ze swoim małżonkiem. Poczuł niemałą ulgę i wreszcie mógł spokojnie odetchnąć. Przecież co jak co, nie mógł dopuścić aby jego małżeństwo się przez takie coś rozpadło. Kochał Taemina, tak? Było mu niezwykle ciężko po wypadku szatyna. Musiał mu ciągle pomagać, być, reagować, myśleć już do przodu zanim mogło coś złego się stać. Normalny człowiek także potrzebuje chwili odpoczynku, zapomnienia, oderwania się od problemów, które go otaczały nie dając spokoju. Czy dlatego się spił dając ponieść czemuś co nie czuł od dawien dawna? Czy było to wszystko warte tego co przeszedł z Taeminem, by teraz o mało tego nie zaprzepaścić? Nie, chyba nie. Żałował? Sam nie wiedział. Ale to nie o to tu w tej chwili chodziło, najważniejsze, że znowu ma swojego szatynka przy sobie. Zasnął tuląc, kruche ciało swojego najdroższego. Nazajutrz obudziło go przeraźliwe dzwonienie jego własnego telefonu, który miał ochotę w tej chwili wyrzucić przez otwarte okno. Zaspany przetarł oczy, a następnie wyswobodził z ramion młodszego po czym odebrał to ustrojstwo.
-Tak? - spytał, a to co usłyszał zbiło go z nóg, szczerze myślał, że ten temat już jest dawno zamknięty, że było minęło i może iść dalej. Takie wielkie zaskoczenie?
-Jonghyun? - zachrypnięty głos kociookiego sprawił lekki dreszcz na ciele starszego.
-Po co dzwonisz? Na dodatek o tak wczesnej godzinie? - warknął zirytowany do słuchawki. 
-Spokojnie kochanie - zaśmiał się lekko lecz szybko spoważniał odchrząkając - Możemy się spotkać?
Spotkać? Po co?
-Po co? - spytał lekko podenerwowany widząc, że Taemin rusza głową niespokojnie - Key? 
-Porozmawiać, tam gdzie zawsze? 
Przeczesał dłonią włosy dostrzegając jak młodszy się pomału budzi. 
-Dobra, będę za godzinę - rzucił po czym się rozłączył kiedy szatyn szukał czegoś po drugiej stronie łóżka, a potem rozwarł swoje powieki spoglądając na niego ospały. 
-Cześć skarbie - uśmiechnął się delikatnie składając na jego wargach soczysty pocałunek po czym dodał - Jak się czujesz? 

Kochał zasypiać w jego ramionach, czuł się w nich tak bezpiecznie. Kochał jego, nie chciał go tracić, nie umiał bez niego żyć, z jakiś powodów wzięli ten ślub, prawda? Chciał, żeby starszy był przy nim do samego końca, pod żadnym pozorem nie wyobrażał sobie że mogłoby go zabraknąć. Co by wtedy zrobił? Jak miałby żyć? Miał pełną świadomość tego, że jest problemem, ale jemu było jeszcze ciężej. Byłby w stanie dać wiele, żeby było jak dawniej.
Przebudził go strasznie wkurzający odgłos, a potem poczuł zimno w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu było ciało Jonga. Starszy z kimś rozmawiał. 
Key? Kto to do jasnej cholery jest Key? Co? Idzie? gdzie on znowu idzie.. szukał ręką po łóżku ciała starszego, powoli otworzył zaspane oczy i zerknął na Kima.
Zamruczał cicho czując delikatne usta starszego na swoich. Uśmiechnął sie lekko.
-Cześć Kochanie. - przesunął dłonią po jego policzku. - Heh.. że tak powiem w połowie się w ogóle nie czuje.. - uśmiechnął się lekko i objął blondyna za szyję. 
Po chwili siedział na pralce opierając się plecami o zimną ścianę, wygiął lekko plecy pod wpływem chłodu. Obaj umyli sobie zęby świetnie się przy tym bawiąc, kto by pomyślał, że oblewanie Jonghyuna wodą z kubka może być takie śmieszne, Taeminowi się najwyraźniej spodobało, dopóki starszy nie wziął prysznica. Piski rozchodziły się po całym domu. Jong po chwili zlitował się nad kulącą się postacią i wziął go na ręce wynosząc z łazienki, położył go na łóżku i chciał się podnieść jednak młodszy przyciągnął go za szyję i namiętnie pocałował. Brakowało mu tego.. chciał czuć go w sobie a nie mógł.. to było okropne. Wlał w ten pocałunek całe swoje uczucia, wplótł dłoń w blond kosmyki a drugą przesunął po klatce Kima, czuł jak jego mięśnie się napinają, przegryzł lekko jego dolna wargę i przyciągnął do siebie. Poczuł zimne opuszki starszego na swojej klatce, wygiął się w łuk i wydał cichy pomruk odchylając głowę. Czując usta Jonghyuna na swojej szyi wydał cichutki jęk, znów przyciągnął Jonga do pocałunku. Po chwili odsunęli się od siebie i patrzyli sobie głęboko w oczy.
-Kocham cię Jjonghi...- wtulił się mocno w ukochane ciało, a uśmiech sam wypłynął na jego twarz. - Pamiętaj, jesteś tylko mój. - cmoknął przelotnie wargi Jonga i rozczochrał jego włosy uśmiechając się czule. 
Wcześniej ubrany przez blondyna teraz siedział na wózku i patrzył na niego. -Gdzie się wybierasz skarbie? Idziemy gdzieś?- podjechał do niego i chwycił za dłoń, spojrzał w górę i wlepił swoje ciemne tęczówki w te od Kima i czekał na to, co mu odpowie. swoją drogą od czasu wypadku z domu wychodził tylko do lekarza, męczyło go to, chciał widzieć świat, chciał tak jak wcześniej wychodzić z nim na spacery.. Poczuł lekkie ukłucie w klatce piersiowej. Tak bardzo chce cofnąć czas..Tak bardzo żałuje, że to jest niemożliwe.. 

Spojrzał na niego zaskoczony, bo nie spodziewał się, że młodszy go zatrzyma. Swoją drogą co miał zrobić? Przecież nie powie mu prawdy, ale kiedy się tak w niego wpatrywał czuł, że coś go ściska. 
-Umówiłem się z kumplem, pamiętasz Minho? - wymyślił na poczekaniu uśmiechając się wiarygodnie chociaż było mu ciężko. Przez wypadek Taemina wszystko się posypało, ich relacje wcześniej gorące pełne namiętności teraz stały się chłodniejsze. To naprawdę ciężkie dla 25 letniego chłopaka, kiedy dowiaduje się, że jego miłość życia, jego najdroższe oczko w głowie już nigdy nie postawi nogi na tym świecie. Nie, to nie tak, że umarł, żył tylko... był sparaliżowany, nie mógł chodzić, jest ciągle zależny od kogoś. Jak bardzo Jonghyun był bez serca, że czasami przechodziło mu przez myśl, że gdyby tam wtedy zginął byłoby lepiej dla ich obojga? Jednak szybko wyrzucał je ze swojej głowy, choć często wracały na dodatek ze zdwojoną siłą, im więcej czasu mijało tym było coraz gorzej. Wyrwał rękę z jego lekkiego na pozór uścisku nie mogąc w dalszym ciągu na niego patrzeć. Musnął delikatnie jego usta po czym poczochrał jego jasnobrązowe kosmyki - Jak wrócę obiecuję, że cię gdzieś zabiorę - dodał, a następnie chwycił kurtkę, założył buty i już go nie było. Że też Kibumowi zachciało się spotkań chociaż w pewnym sensie się cieszył na myśl, że znów zobaczy te kocie oczy, które w pewnym stopniu go odurzyły. Szedł całkowicie zamyślony nie zwracając kompletnie uwagi na przechodnich i przez chwilę swojej nieuwagi potrącił kogoś ramieniem. Co jak się z czasem okazało był to blond włosy, który wpatrywał się w niego z niezadowoleniem. 
-Spóźniłeś się - warknął wykrzywiając twarz w zirytowaniu.
-Byłbym wcześniej, ale Taemin.. - zaczął lecz chłopak mu przerwał. 
-A więc to o niego chodzi... no tak mogłem się tego od samego początku spodziewać - prychnął wyrywając rękę z uścisku Jonghyuna. 
-Jesteśmy małżeństwem, zapomniałeś? - spytał wzdychając ciężko, to będzie trudniejsze niż mu się wydawało. 
-To w takim razie co tutaj jeszcze robisz? Wracaj do swojej kaleki - uśmiechnął się szyderczo, a następnie wyminął go poruszając zgrabnie biodrami.
-Przecież sam chciałeś się zobaczyć.. - spojrzał na niego z niedowierzaniem mimowolnie wpatrując się w jego zgrabne pośladki - Kibum..

Skulił się i pozwolił kosmykom opaść na twarz.
Dlaczego on mu to robił? 
To tak cholernie bolało..
Nie chciał, żeby ich relacje tak wyglądały.
Widział to, jak wielkim jest problemem dla starszego.
-Dlaczego masz mnie za takiego idiotę Jonghyun? - Puścił pytanie w przestrzeń a po jego policzkach spłynęły łzy. 
Key... te trzy literki dudniły mu w głowie..
-Okłamałeś mnie..- żeby się upewnić wybrał numer Minho. Znał go, to on pomógł załatwić dla niego wózek. 
-Ugh.. halo? - usłyszał mocno zaspany głos w słuchawce, już wszystko było jasne. 
-Hej, tu Taemin, mam takie pytanie, czy ty i Jong nie byliście przypadkiem umówieni?
-Eeee.. co? -odparł mało inteligentnie - nie przypominam sobie, sorry Tae, ale jestem wykończony, lecę spać, zdrowiej młody. Pip pip pip
Rzucił telefonem na łóżko i zaniósł się głośnym szlochem - Jonghyun ty dupku! - pojechał pod balkon i oparł głowę o dużą szybę, lecz to co zobaczył sprawiło, że jego serce pękło na milion kawałków. 
Jonghyun.. Jego Jonghyun całujący jakiegoś blondyna, na środku chodnika. Rozszerzył mocno oczy i zamrugał nimi parę razy. 
-Nie.. - przejechał opuszkami po swoich ustach. - Jak mogłeś? - Jego wzrok spoczął na obrączce która była na jego palcu, zdjął ją i rzucił z impetem za siebie, wylądowała pod drzwiami wejściowymi, schował twarz w dłonie i zaczął płakać. - Jeśli się kogoś kocha.. n-nie robi się mu takich rzeczy.. 
Po chwili usłyszał dźwięk otwieranego zamka.

Stał wpatrując się w niego jakiś czas ze względu na to, że w dalszym ciągu nie otrzymał od niego żadnej odpowiedzi.
-Key? - spytał raz jeszcze.
-Chciałem czy też i nie, nie zmienia to faktu, że wczoraj coś obiecałeś.. - odwrócił się przez ramię rzucając kpiące wręcz spojrzenie kiedy tylko przypomniał sobie wcześniejsze słowa blondyna. 
-Wiem, pamiętam - podrapał się zakłopotany po głowie - Ale to nie jest takie proste.. 
-Nie? A dla mnie jak najbardziej.. kochasz mnie czy jego? - spytał unosząc jedną brew w górę. 
-Co? - pokręcił głową z niedowierzania to naprawdę dzieje się naprawdę? - Serio mam wybierać między tobą, a Taeminem? Nie mogę..
-A co to za problem Jonghi? - podszedł do niego i przejechał swoją dłonią po jego klatce piersiowej - Wybieraj, a może już podjąłeś decyzję? Skoro tak, nic tu po mnie - odwrócił się lecz zaraz poczuł na swoim nadgarstku jego rękę, a cwany uśmieszek zagościł na jego twarzy. 
-Nie.. - zacisnął usta w ciasną linię - Zostań - dodał poddając się. 
-Czyli? Zdecydowałeś? - zagryzł wargę kiedy znów stał z nim twarzą w twarz.
Przełknął ślinę biorąc głęboki oddech po czym wypuścił powietrze ze świstem. 
-T..tak - dodał niezbyt pewnie aczkolwiek żeby więcej nie zadawał mu pytań przyciągnął go do namiętnego pocałunku. Nie pomyślał, że wszystkiemu mógł przypatrywać się jego mąż, a to mogłoby mu złamać serce. W tej chwili liczył się tylko kociooki, który zachłannie zaczął oddawać jego pocałunki, które stawały się wręcz brutalne. Z urywanym oddechem i ciężko bijącym sercem oderwał się od niego, a na koniec złożył krótki, przelotny całus. 
-Przyjdź do mnie wieczorem - blond włosy uśmiechnął się puszczając oczko, a następnie podążył w tylko dla siebie znanym kierunku pozostawiając Jonghyuna ze skołatanymi myślami. I co on miał niby zrobić? Nie jest w stanie zostawić Taemina, ale nie mógł sobie wyobrazić, że mógłby stracić Kibuma. Czuł, że znajduje się w beznadziejnej sytuacji, a decyzja którą by podjął w jakiś sposób się odbije na którymś z nich. Zrezygnowany wrócił do domu, przekręcił zamek w drzwiach, a serce zabiło mu mocniej widząc zapłakaną twarz szatyna. 
-Skarbie? - spytał niepewnie do niego podchodząc - Co się stało? - ukląkł naprzeciwko niego łapiąc go za kruche, delikatne dłonie.

Nie mieściło mu się to wszystko w głowie, nie chciał tego pojąć, chciał, żeby to okazało się snem.. Ale jednak nie.. Czuł jak jego serce rozrywa się na kawałki.. "-Skarbie? Co się stało?" Usłyszał za sobą i prychnął z kpiną 
-Ależ nic się nie stało kochanie.. skąd w ogóle taki po-pomysł? - odparł kpiącym tonem i wyrwał dłoń z uścisku starszego. - Nic nie mów! Nie chce cie słuchać! - zakręcił kółkami wózka i podjechał pod drzwi wejściowe, chwycił obrączkę leżącą na podłodze i wrócił do zszokowanego Jonghyuna. - I na co się tak kurwa mać gapisz co!? Myślisz że mi jest łatwo?! Nie jest! Kurwa mać nie jest!! - potok łez płynął po jego twarzy,, nie zwracał na to uwagi w tym momencie - Doskonale wiem, że jestem dla ciebie problemem, ale do cholery jestem twoim mężem! Pamiętasz jeszcze?! Czy aż tak pamięć cię zawodzi.. - wybuchł.. nie umiał już dłużej tego w sobie trzymać. - Gdzie do cholery byłeś i kurwa mać z kim?! 
Wybuchł śmiechem słysząc tłumaczenia swojego męża.
-Tak się skarbie składa, że ten twój Minho smacznie sobie śpi, i raczej nie mówisz na niego Key, prawda? - Obserwował jak twarz Jonghyuna robi się coraz bledsza a oczy coraz większe. - A.. i jeszcze jedno.. popatrz gdzie wychodzą okna balkonowe. - Widział przerażenie malujące się na Twarzy kima. 
-Nie Jonghyun. - Przerwał jego próbę wytłumaczenia się - ja już nie chce słuchać twoich tłumaczeń. Wiesz.. gdy obudziłem się w szpitalu po wypadku, miałem w dupie to, czy mam czucie w całym ciele czy tylko w połowie, najważniejsze b-było dla mnie to, ż-że będę mógł dalej żyć przy tobie, całować twoje piękne usta, przytulać się do twojej klatki i wsłuchiwać się w bicie twojego serca które.. jak mi się wydawało biło tylko dla mnie.. Teraz żałuję, że przeżyłem..- wsunął swoją obrączkę w dłoń Jonghyuna. - Daj ją Key.. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi i że on będzie cię kochać tak jak ja cię kocham Jonghyun.. - zaniósł się głośnym szlochem, nawet nie próbował go powstrzymać, Obrócił wózek i zniknął w sypialni, wziął pare najpotrzebniejszych rzeczy, spakował do plecaka i podjechał pod wejściowe drzwi. - Żegnaj... kochanie.. - spojrzał na niego i przetarł mokre od łez oczy, uśmiechnął się gorzko i wyjechał z mieszkania, na jego szczęście winda akurat stała, wszedł i szybko wcisnął "0" wyjął telefon i zadzwonił do swojego przyjaciela
- Onew.. j-ja.. yy.. przenoc-cujesz m-mnie? - łkał do słuchawki - n-ie, ja s-sam przy-przyjadę. - rozłączył się i wyjechał z klatki, podjechał na przejście, łzy całkowicie zamazywały mu widoczność, ruszył kołami, gdzieś za sobą usłyszał przeraźliwy krzyk, chyba Jonghyuna, potem poczuł tylko okropny i przeraźliwy ból 
~To koniec...Nareszcie...~ przeszło mu przez myśl, a potem nie było już nic.

Był w szoku i to niemałym kiedy widział wybuch swojego małżonka. A co gorsza nic z tym nie mógł zrobić, jedynie domyślał się co było tego przyczyną. 
-Taeminnie.. - zaczął lecz kolejne krzyki szatyna mu to przerwały spuścił swoją głowę wpatrując się w podłogę. Czuł się źle, a najbardziej dobijał go fakt, że to wszystko jego wina. Przecież ledwo udało mu się uratować ten związek, a teraz co? Miało się tak to nagle skończyć? I to przez jego własne widzi mi się? Że zapragnął czegoś innego, czego już by nigdy nie poczuł z Taeminem? 
-Przecież mówiłem ci kochanie, że byłem u Minho - zaczął się bronić choć od samego początku był na straconej pozycji cokolwiek młodszy nie powiedział zagiął Jonghyuna. Do takiego stopnia, że pomału kończyły mu się argumenty, jak mógł być aż tak nieostrożny, że nie zauważył go w tym cholernym oknie? Jak w ogóle mógł dopuścić do takiej sytuacji? Bladł z każdą mijającą sekundą zdając sobie sprawę, że to koniec. Definitywny koniec wszystkiego. Jest większym idiotą niż przypuszczał. Poczuł łzy, które z każdą chwilą coraz bardziej pchały mu się do oczu próbując wydostać aczkolwiek posłusznie je trzymał nie dając po sobie poznać, że jest mu aż tak ciężko.
-Taemin.. ja.. ja przepraszam.. ja jestem idiotą. Kompletnym bezmózgim idiotą... przepraszam cię.. ja.. - chciał kontynuować dalej lecz chłopak znów mu przerwał. Znów zalewał go masą słów, bolesnych słów na które Jonghyun nie miał wpływu. Na które od samego początku sobie zasłużył. Miał racje, wszystko co o nim powiedział, było czystą prawdą, a on nie mógł zaprzeczyć. Lecz kiedy zauważył jak młodszy wręcza mu do ręki swoją obrączkę miał wrażenie, że ktoś mu do serca wbija. Przecież to nie może się tak skończyć..
-No co ty Taemin, nikt na nią nie zasługuje poza tobą.. Taeminnie! - krzyknął za nim lecz szatyn już nie reagował na jego prośby, czy próby zatrzymania. Spakował się, a Jonghyun tylko mógł się bezczynnie przyglądać jego poczynaniom.
Czyli to naprawdę koniec? Nie..
Niewiele myśląc wybiegł za nim kiedy tylko opuścił ich wspólne mieszkanie. Wychodząc z klatki chciał go zatrzymać. Widział co chłopak chce zrobić, nie mógł do tego dopuścić po prostu nie mógł, ale niestety był za daleko. Nie zdążyłby. 
-Taemin! Stój, zatrzymaj się! - pisnął przerażony, nie poskutkowało. 
To były sekundy kiedy rozpędzony samochód uderzył z impetem w wózek szatyna. Krew, krzyki, piski to jedyne co zdołał uchwycić w danej chwili potem widział jedynie bezwładne ciało szatyna kilka metrów od zmiażdżonego prawie doszczętnie wózka inwalidzkiego. Był w tak dogłębnym szoku, że z początku nie wiedział co się dzieje, miał wrażenie, że ma jakieś deja wu, lecz kiedy kierowca samochodu wybiegł do poszkodowanego, Jonghyun jakby odzyskał swoje racjonalne myślenie. Ból to mało powiedziane co czuł w tamtym momencie kiedy klękał przy ciele swojego męża. Ujął jego zakrwawioną głowę, kładąc na swoich kolanach. 
-Taemin kochanie moje najdroższe.. Ja cię tak strasznie przepraszam... To wszystko moja wina.. Błagam.. Nie rób mi tego.. Nie możesz umrzeć.. Nie możesz mnie zostawić.. Przepraszam, że zrozumiałem to dopiero teraz.. Przepraszam, że nigdy tego co miałem nie doceniałem.. Proszę.. skarbie obudź się.. Błagam.. Kocham cię - wyszlochał nad jego bezwładnym ciałem, które zaczął tulić jakby było największym skarbem, które trzymał. Nie chciał go oddawać, już nigdy więcej. Sanitariusze przybyli po jakiś pięciu minutach zbierając ciało młodszego do karetki, a Jonghyun bez chwili wahania pojechał z nimi trzymając delikatną, chłodną dłoń swojego skarba. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że życie Taemina wisi na włosku i chwila nieuwagi może doprowadzić do jego nagłej śmierci.

Nie wiedział co się stało, słyszał pikanie, skądś znał ten odgłos..
Słyszał czyjś szloch. 
Jonghyun? Skarbie, co się stało, gdzie ja jestem? 
Nie potrafił ruszyć żadną częścią ciała, nawet jego powieki były tak strasznie ciężkie.
Lekarz pozapisywał jakieś rzeczy w swoich papierach i opuścił salę w drzwiach wymijając Onew. 
- Jong, powiedz mi do cholery jasnej co się stało! Gdzie ty byłeś?! Dlaczego on wyszedł sam?! Coś ty mu zrobił idioto! Zadzwonił, że chce żebym go przenocował, powiedziałem, że przyjadę po niego, jak dojechałem na miejsce dowiedziałem się o wypadku, a jakiś blondyn który wyszedł z auta uśmiechał się, tak dziwnie, dzwonił do kogoś, potem padły słowa "Nareszcie będziemy mogli być razem Jonghyun" Jonghyun kurwa mów co się do cholery między wami stało! - Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, od dawna kochał Taemina, ale uszanował to, że ten wybrał Jonghyuna i traktował Tae jako najlepszego przyjaciela. Lecz teraz poczuł jak część jego serca umiera, nie mógł nic zrobić, przeczesał długie karmelowe kosmyki uważając na opatrunek, chwycił chłodną dłoń w swoją i patrzył na młodszego.
-Minnie.. nie rób mi tego.. Nie możesz odejść. Nie teraz! - łzy stanęły w jego oczach. - Jesteś taki młody.. To nie może się tak skończyć rozumiesz! 
Onew... ja przepraszam.. nie jestem w stanie nic zrobić.. ale.. tak będzie lepiej, wszyscy będziecie mieć spokój, zero problemów, kłopotów, nie będę już ciężarem.
Nie płaczcie. Otrzyjcie swoje policzki, będzie dobrze.
Poczuł jak dziwna siła wciąga go w pustą otchłań, dzwięki się mieszały, głosy cichły, wydawały się słabnąć, gdzieś jakby z oddali usłyszał krzyk Jonghyuna. Ja też cię kocham skarbie... Nie zapomnij o mnie... Głośny ciągły pisk ucichł, zapanowała nicość, teraz nie czuł już nic. Zasnął. Zasnął na zawsze.

Ile czasu minęło? Sam nie wiedział choć miał wrażenie, że minęła wietrzność. Siedział już tu co najmniej z kilka godzin na dość niewygodnym szpitalnym krzesełku. Lekarza jak nie było tak nie ma nadal. Denerwował się i to bardzo, nie wiedział co się dzieje. Nikt mu nie chciał przekazać jakichkolwiek informacji, a doskonale wiedział, że jest po wszystkim. Musi być. Nie wytrzymał, musiał wstać, przejść się miał wrażenie, że jeszcze chwila, a tu zwariuje. Lecz tyle co podniósł się z siedzenia z sali wyszedł lekarz, który przetarł swoje spocone czoło, a następnie zdjął z twarzy maseczkę. Bez chwili wahania podszedł do niego, musiał wiedzieć co się stało. Co z Taeminem, nie może żyć w ciągłej niewiedzy. 
-Przepraszam, jestem mężem tego chłopaka. Co z nim doktorze? - spytał podenerwowany nerwowo zaciskając ręce w pięści. Mężczyzna spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem, a następnie odpowiedział co Jonghyuna wcale nie pocieszyło. 
-Pana mąż jest w śpiączce, nie wiadomo czy uda nam się go dobudzić, przeszedł kilka poważnych operacji, teraz trzeba być tylko dobrej myśli.
-Jak to? I to tyle? - pokręcił głową z niedowierzania. 
-Przykro mi, już zrobiliśmy co w naszej mocy, teraz pozostaje tylko czekać - poklepał jego ramię, a następnie go wyminął, a blondyn wszedł do sali nie pytając się o zgodę czy może tam być, czy nie. Musiał go zobaczyć, nie dawało mu to spokoju. Lecz kiedy dostrzegł nieprzytomnego chłopaka poprzypinanego do różnych kabelków, przeróżnych maszyn nie wytrzymał. Wybuchł głośnym szlochem klęcząc tuż przy jego łóżku. Co z tego, że było krzesło, nie chciał siedzieć, nie umiał. Chwycił jego lodowatą dłoń i lekko ją ścisnął. 
-Skarbie tak bardzo cię przepraszam... - wyszeptał, a łzy w dalszym ciągu mazały mu pole widzenia - Wiem, że mnie nienawidzisz... Wiem, że moje słowa teraz nic nie pomogą, ale Kocham Cię... naprawdę... Być może to nie jest najlepszy argument byś walczył, ale proszę.. zrób to dla mnie..Ten jeden jedyny raz... Nie zostawiaj mnie, nie wiem co bez ciebie zrobię.. Nie wiem jak w ogóle kiedykolwiek mogłem pomyśleć, że jesteś dla mnie ciężarem. Nie jesteś kochanie! Obiecuję, że wszystko się zmieni, naprawdę tym razem dotrzymam tej obietnicy.. Wszystko zrozumiałem.. Przykro mi jest, że dopiero teraz skoro mogę cię naprawdę stracić. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie najważniejszy, że świata poza tobą kotku nie widzę.. Popełniłem największy błąd jaki mogłem popełnić.. Przepraszam, przepraszam... Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić.. Nigdy nie chciałem żebyś cierpiał bo na to nie zasługujesz.. Proszę, ja się poprawię.. będę lepszy. Zmienię się.. obiecuję.. tylko błagam nie zostawiaj mnie - wyszlochał całując wierzch jego dłoni, przytulił ją do swojego policzka mocno zaciskając powieki. Nawet nie zauważył kiedy zasnął dopiero następnego dnia obudził go lekarz, który potrząsnął jego ramieniem. Zamrugał oczyma całkowicie zdezorientowany, w głowie mu niemiłosiernie huczało przez ciągły płacz, oczy miał całe zapuchnięte, czerwone. Spojrzał na w dalszym ciągu nieprzytomnego szatyna. Nic się nie zmieniło przez noc, nie było żadnego kontaktu z jego najdroższym. Doktor posprawdzał coś, pozapisywał w swoich papierach, a następnie wyszedł mijając w drzwiach zdyszanego Onew, który zdziwił blondyna swoją obecnością. Czego mógł się spodziewać widząc swojego przyjaciela? Z pewnością nie słowa współczucia, nigdy za nim nie przepadał i Jonghyun doskonale o tym wiedział. 
-Onew. Nie dobijaj, błagam.. - westchnął ciężko, a następnie przejechał dłonią po lodowatym policzku Taemina. 
Kiedy obserwował Onew, który rozmawia z szatynem miał mieszane myśli. Zawsze podejrzewał go o jakieś głębsze uczucia do jego szatynka. Czyżby wreszcie miał racje? Dlaczego czuł żal? Dlaczego miał wrażenie, że gdyby od samego początku był z brunetem nic by się takiego nie stało? Taemin byłby szczęśliwy, a przede wszystkim zdrowy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że pierwszy wypadek młodszego również był z jego winy. Za wszystko on ponosił pełną odpowiedzialność. Więc jeśli coś mu się stanie... nigdy sobie tego nie wybaczy.. Lecz jedna rzecz nie dawała mu spokoju. o kim wcześniej mówił brunet? Chyba nie... Zrobił wielkie oczy zdając sobie następną rzecz, ale w dalszym ciągu jej do siebie nie dopuszczał myślami nadal był przy swoim Taeminnie. 
Chwila nieuwagi Jonghyuna, a w całej sali było słychać pikanie maszyny, przeraźliwy hałas. Wystraszony blondyn zrobił wielkie oczy wpatrując się na ekranik, który pokazywał jedną długą linię.
-Nie! Taeminnie... kochanie - krzyknął odpychając Onew, nie dbał o to czy coś mu zrobił czy też i nie. Dla niego liczyła się tylko jedna jedyna osoba - Skarbie... to nie może być prawda... proszę cię.. nie rób mi tego.. Kocham cię.. - łzy znowu ciekły po jego policzkach kiedy zdał sobie sprawę, że to koniec.. Koniec wszystkiego. Stracił to już na zawsze i już nigdy nie będzie mógł tego zmienić. Kiedy lekarze wbiegli do sali kazał im natychmiast wyjść, Jonghyun nie umiał.. nie był wstanie się poruszyć. Dopiero silne szarpnięcie przyjaciela spowodowało, że zaczął znów kontaktować z rzeczywistością. Opuścił pomieszczenie w ciężkim szoku, to jakby w dalszym ciągu do niego nie docierało.. Było jak jeden wielki sen z którego pragnął się wybudzić. Osunął się po ścianie, a następnie schował twarz w dłoniach zanosząc się głośnym płaczem. 
-Jesteś taki naiwny.. - usłyszał głos, dobrze znany głos, który spowodował, że na niego spojrzał. Widział ten szyderczy, pełen pogardy uśmieszek - Taki żałosny.. - westchnął wpatrując się w niego pobłażliwie.
-Nie rozumiem Kibum.. - wstał podchodząc do chłopaka bliżej, który ewidentnie śmiał mu się w twarz.. - Co tu robisz? - spytał. 
-Musiałem sprawdzić czy to prawda, ah to było tak dziecinnie łatwe - pokręcił głową, a następnie starł łzy z bladych policzków Jonghyuna - Nie płacz kochanie, to i tak mu nie przywróci życia. 
-Co? - wpatrywał się w niego zszokowany w dalszym ciągu nie rozumiejąc słów kociookiego. 
-Rozdzielenie ciebie i tego.. Taemina, bo tak ta kaleka się nazywała? - zaśmiał się perfidnie, a widząc ból malujący się na twarz starszego zrobił zaskoczoną minę - Ah, przepraszam.. nie powinienem - westchnął - Chociaż zemsta jest słodka, nie uważasz skarbie? 
-Proszę? O czym ty gadasz? - zmarszczył brwi, bo to o czym mówił blond włosy wcale nie było zabawne. 
-Rozdzielenie ciebie i tego gówniarza było banalnie proste, nie spodziewałem się, że tak szybko wpadniesz, sądziłem że będę musiał się bardziej postarać, a tu proszę - klasnął w dłonie - Było nam razem dobrze dopóki nie pojawił się on, dla którego mnie zostawiłeś.. - pokręcił głową wyrywając rękę z uścisku starszego - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mnie wtedy zraniłeś, ale teraz to nie ja cierpię.. Wreszcie spotkało cię to na co zasługiwałeś od samego początku... - widząc coraz to większy szok kontynuował dalej wcale go nie oszczędzając - Chyba nie myślałeś, że po tym wszystkim w dalszym ciągu chciałbym z tobą być.. musiałbym być jakimś bezmózgim kretynem... - roześmiał się prawie na cały szpital widząc zdruzgotany wyraz twarzy blondyna. 
-J..jak mogłeś? - poczuł się oszukany, ta sytuacja jeszcze bardziej go dobiła. Jakby śmierć Taemina mu nie wystarczyła, Key musiał dodać swoje trzy grosze. Jak mógł się nie domyśleć? 
-No cóż kochanie, ja straciłem coś, ty również.. wreszcie jesteśmy kwita - wzruszył ramionami idąc przed siebie - Żeby nie było, nie miałem nic wspólnego z wypadkiem, to czysty przypadek, aż takim chujem nie jestem by życzyć komuś śmierci - uśmiechnął się sztucznie, a następnie opuścił szpital pozostawiając blondyna ze skołatanymi myślami. 
Co miał zrobić? Co miał myśleć? Czyżby Kibum miał racje? Że od samego początku na takie coś zasługiwał? Żeby wreszcie przejrzał na oczy i zdał sobie sprawę co tak naprawdę jest dla niego ważne? Udało mu się. Tylko prawda okazała się niezwykle bolesna. Szkoda, że docenił Taemina w chwili kiedy go stracił.. na dodatek na zawsze, najgorsze w tym wszystkim było to, że z jego własnej głupoty, a poczucie winy już w nim pozostanie. Już do końca życia bezpowrotnie. 

Minęło już kilka lat, długich, najcięższych dla blondyna. Z czasem ból mijał, był zastępowany codzienną rutyną. Pomału przyzwyczajał się, że pozostał sam, że to wszystko co przeszli razem już przepadło. Jak co roku przychodził do niego, odwiedzał, nawet zmusił się na lekki uśmiech. Przejechał dłonią po szarym marmurze, a potem westchnął ciężko.
-Cześć skarbie, jestem znowu. Pewnie masz mnie już dosyć, że ciągle tu przychodzę nie dając ci spokoju? Trudno, będę to robił tak długo dopóki mi siły oraz sprawność na to pozwolą - starł wierzchem dłoni łzę, która wydostała się z jego oka. Takie spotkania zawsze wywierały na nim emocje, które ciężko mu się kryło. Chociaż nie musiał, bo szatyn doskonale wiedział co czuje, mógł wszystkiemu się przypatrywać tam z góry - Byłeś taki młody, taki niewinny.. Nie będę przepraszał, to bez sensu, co się stało już się nie odstanie kochanie. Chciałbym, żebyś wiedział chociaż teraz to na pewno już wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Nikt, ani nic już mi cię nie zastąpi. Byłeś jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Nigdy o tobie nie zapomnę, już na zawsze zapadłeś w mojej pamięci, oraz sercu, które zabrałeś wraz z sobą. Jak mam je komukolwiek dać skoro ty je uparcie trzymasz nie chcąc nikomu oddać? To nic, nie chcę byś je oddawał, należy tylko do ciebie. Wiem, że jest w dobrych rękach. Mam nadzieję, że jest ci o wiele lepiej, że wreszcie jesteś szczęśliwy żyjąc w spokoju, bez ciągłego bólu, smutku, cierpienia. Mogę być o to spokojny? Obiecuję, że niedługo się spotkamy, czy to będzie za 20 lat, 30 może jeszcze dłużej, ja będę uparcie czekał by móc znowu ujrzeć twoją roześmianą twarz, skosztować tych soczystych różowych warg, poczuć ten twój wręcz odurzający zapach, który mnie uzależnił, którego potrzebuję jak nikt inny lecz nie dostanę przez długi czas. W moim sercu pozostaje pustka, która pozostanie już na zawsze przypominając jaki ze mnie jest idiota, tak długo dopóki nie będę mógł się z tobą spotkać. Będziesz na mnie czekać skarbie? Obiecuję, że ci się opłaci, obiecuję, że będąc z tobą wszystko się zmieni, na lepsze, bądź cierpliwy kotku. Kocham Cię mój najdroższy Taeminnie.


~Minnie & Bummie

niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanoc z SHINee.




Z racji tego, że dzisiaj są święta życzę wam zdrowych, wesołych świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa ^^ Tutaj taki świąteczny shot, nieważne czy oni te święto tam obchodzą czy też nie :) jeszcze raz Wesołych świąt ^^






~*~





Dzień wydawał się zwykły, przeciętny jak każdy inny lecz czy taki był? Nie, od trzech dni panował świąteczny nastrój w domu SHINee. Tu ktoś sprzątał, tam inny gotował, a nawet znalazł się też taki co nic nie robił i najchętniej przeleżałby cały dzień przed telewizorem. Cóż mógł poradzić biedny Jonghyun, że mieszkał pod jednym dachem z wymagającym Kim Kibumem, który umiał wyczuć lenistwo niemalże na kilometr. Czy mu się uda ukryć lub pozostać niezauważonym? Marzenie.
-Kim Jonghyun ty paskudny dinozaurze rusz tą swoją szanowną dupę z kanapy i mi pomóż – pacnął go mokrą ścierką prosto w nos, a następnie stanął z założonymi rękoma tupiąc swoją zgrabną nóżką.
A co mógł zrobić? Nic, bo ze złym Key lepiej było nie zadzierać. Spojrzał na niego niechętnie robiąc zniechęconą minę jak bardzo nie lubił świąt tak też nienawidził udzielać się w nich.
-Kochanieeee moje najdroższe – zatrzepotał swoimi pięknymi oczyma starając się zmiękczyć zimne, stalowe serce kociookiego. Czego mógł się spodziewać? Oczywiście nie tego, że coś tym wskóra.
-Przestań słodzić, bo to nie robi na mnie wrażenia – zerknął na niego przelotnie, a potem na bałagan jaki panował w salonie – Wstawaj, ten burdel sam się nie ogarnie – wystawił mu miotłę przed twarz, a kiedy brunet ją chwycił sam zaś zniknął za drzwiami kuchni z której unosiły się pyszne zapachy które tylko kusiły by coś skosztować. Jonghyun poddając się wziął się w końcu do roboty byleby blondyn już więcej się go o nic nie czepiał, bo szczerze nie chciał mieć z nim więcej do czynienia. Pościerał kurze z półek, szafek i nawet tam gdzie światło dawno nie zagląda. Odkurzył dywan, wypastował podłogę , wyrzucił różne walające się papierki, poukładał rzeczy, które były porozwalane, a kiedy skończył sam był pod wrażeniem swojego efektu. Czuł, że duma go rozpiera i musi się komuś pochwalić swoim rezultatem. Rozejrzał się po domu lecz jak długo już nie szukał, nikogo nie było. Zdziwiony zerknął do kuchni w której krzątał się Kibum, a wzrok Jonghyuna przykuł jego uroczy różowy fartuszek, który miał na sobie. Uśmiechnął się pod nosem podchodząc do niego by przytulić go od tyłu, swoje dłonie zaplótł mu na brzuchu. Nic nie spodziewający się blondyn lekko podskoczył zaskoczony nagłym dotykiem.  
-Chcesz bym zawału tu przez ciebie dostał? – prychnął niezadowolony odwracając się do niego przodem. Widząc jego dobry nastrój i rosnący z każdą chwilą pewny  siebie uśmieszek spojrzał na niego podejrzliwie mrużąc swoje kocie oczy – Zrobiłeś to o co cię prosiłem? – spytał groźnie na niego patrząc. Chłopak stojący naprzeciw blondyna roześmiał się radośnie całując jego blady policzek.
-Wszystko lśni, jeszcze nigdy nie widziałeś takiego porządku skarbie – puścił mu oczko, a Key pokręcił głową z dezaprobatą uśmiechając się lekko – A tak właściwie to o mało bym zapomniał – pacnął się w czoło – Gdzie wszystkich wywiało? – uniósł brwi w zdziwieniu, a kociooki prychnął.
-Do sklepu poszli, gdybyś słuchał co mówię byś wiedział – warknął niezadowolony wyswobadzając się z uścisku Jonghyuna, który widząc co chłopak zamierza ścisnął go mocniej by po chwili się nachylić i składać pojedyncze pocałunki na jego szyi. Blondyn mruknął cicho z zadowolenia mimowolnie odchylając głowę do tyłu – Jonghyun.. przestań – odepchnął go z całej siły, a brunet patrzył na niego zaskoczony.
-Przecież nic nie robię – prychnął rozjuszony wkładając swoje ręce do kieszeni spodni.
-No właśnie w tym problem, że nic nie robisz – uśmiechnął się złośliwie puszczając oczko starszemu, który z każdą chwilą otwierał buzię coraz bardziej aż w końcu znów prychnął – Nie popluj się skarbie – wysłał mu buziaka w powietrzu, a następnie odwrócił się i wrócił do przerwanej czynności czyli nakładania na jajka koszulek i tego typu pierdół.


W tym samym czasie w pobliskim supermarkecie..


-Minhooo, Minhoooo – krzyknął na cały sklep najmłodszy z całego towarzystwa niosąc cztery zgrzewki mleka bananowego do koszyka.
-Młody, kto to wypije? – zdziwił się czarnowłosy mierząc wzrokiem zawartość rąk Taemina – Onew nie będzie zadowolony, że wydajemy pieniądze na pierdoły – dodał czego w sumie pożałował bo spotkał się z głośnym niezadowoleniem młodszego.
-No wiesz co?! Moje maleństwa nie są pierdołami… no może są, ale należą do mnie– wydął policzki po czym spojrzał na kartoniki – Nie słuchajcie tego żaboluda, Taeś was kocha – przytulił je, a następnie pogłaskał uśmiechając uroczo co nie umknęło uwadze najwyższego.
-A mnie to już nie kochasz? – spytał kręcąc głową z niedowierzaniem, chociaż sytuacja była wręcz przekomiczna i gdyby nie znał Taemina pomyślałby, że ma trochę nierówno pod sufitem.
-A pozwolisz mi je kupić? – wlepił w Minho swoje duże brązowe oczy, a następnie uśmiechnął się tak jak on tylko potrafił miękcząc tym serce starszego. Doskonale wiedział, że czarnowłosy mu ulegnie, bo miał do niego ogromną słabość. Z czego blondyn często korzystał.
-Ja się zgadzam, tylko jak Onew mnie zabije, to zostaniesz sam z całym mlekiem.
-Przeżyję – mruknął lecz kiedy ujrzał zbolały wzrok starszego roześmiał się uroczo – Żartowałem przecież Minuś, oczywiście jakby chciał ci coś zrobić będę bronił cię pełną piersią – wpakował wszystko do koszyka, a potem złapał go za rękę – Teraz choć go poszukać, bo jeśli nie,  znowu wykupi całego kurczaka, a już go mamy o wiele za dużo.
Minho się roześmiał chwytając kruchą rączkę blondynka, a następnie pociągnął go w miejsce gdzie po raz ostatni widzieli się z liderem. Czy młody był aż tak przewidywalny? Dostrzegli najstarszego przy wielkich lodówkach, który nachylał się aby wyciągnąć kolejne opakowanie zimnego wręcz mrożonego kurczaka.
-Onew hyung odłóż to w tej chwili, bo nie zawaham się tego użyć! – Taemin chwycił pomarańczowy pistolet na wodę i wymierzył go w stronę przestraszonego brązowowłosego, który gdy tylko ujrzał dwójkę chłopaków spuścił wzrok zakłopotany lecz szybko odchrząknął łapiąc fason.
-To tylko jedno pudełko.. – westchnął ciężko.
-Z pozostałych jedenastu – odparł bystrze Minho, kiedy policzył opakowania w czerwonym koszyczku, które znajdowały się u ich przyjaciela.
-To już ostanie, a poza tym to ja kupuję więc mogę to zabrać – wypiął dumnie pierś, a chłopaki parsknęli głośnym, gromkim śmiechem no cóż, cały Onew, kurczak jest dla niego tak ważny jak dla Taemina mleko bananowe, świata poza nim nie widzi. Kiedy tylko doszli do kompromisu podążyli w końcu po trzech godzinach spędzonych w supermarkecie do upragnionej przez Minho kasy.


~*~


-Wróciliśmy kochani! Kibum? Jonghyun? – zawołał Onew rozglądając się za dwójką przyjaciół po których ślad zaginął lecz nie na długo, bo po chwili słychać było głośny krzyk z kuchni.
-JONGHYUN ZAMORDUJĘ CIĘ! MOJE ULUBIONE RURKI… TY JUŻ NIE ŻYJESZ!
Winowajca wybiegł z pomieszczenia cały usypany mąką z wystraszoną miną.
-Onew! Tak dobrze cię widzieć! Key oszalał, zrób coś, bo ja sobie z nim nie radzę – złapał kurczaka za rękę prowadząc z powrotem do kuchni z której chwilę temu wyszedł na co Onew stanął i wyrwał się z uścisku.
-O nie, ty mnie w nic nie mieszaj. To twój chłopak, radź sobie sam – podniósł ręce w geście kapitulacji, a brunet otworzył szeroko oczy.
-Przecież jesteś liderem! – pisnął wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
-Co nie oznacza, że będę rozwiązywał twoje problemy. Przykro mi, wiem jaki jest Kibum, a skoro zawaliłeś to teraz musisz to naprawić – wzruszył ramionami i już go nie było bo czmychnął do swojego pokoju. I co tu robić? Znowu Jonghyun musi poradzić sobie sam lecz zanim o czymkolwiek mógł pomyśleć  przy samych drzwiach dostrzegł Minho oraz Taemina, którzy targali kilkanaście siatek z zakupami. Brunet szybko do nich doskoczył zabierając im kilka, co skończyło się głośnym krzykiem ze strony blondynka.
-Te są moje! Tam jest moje mleko bananowe – wyrwał mu torby i spojrzał groźnie na Jonghyuna.
-Znowu ktoś się po mnie drze, ja nie wiem co z wami jest ludzie – pokręcił głową z dezaprobatą podnosząc ręce w górę  - Co kupiliście?
-Dużo rzeczy, o skoro już tu jesteś Jonghyun mógłbyś to dać Kibumowi? – podał mu opakowanie z keczupem, a brunet chwycił je i poleciał jak torpeda z powrotem do kuchni lecz zanim tam wbiegł podziękował – Jesteś najlepszy, zawsze wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć Minho! – krzyknął, a następnie niepewnie otworzył drzwi pomieszczenia, które oznaczało dla niego pewną śmierć.
Kibum kiedy tylko dostrzegł bruneta podszedł do niego łypiąc na niego gromiącym spojrzeniem.
-Przyszedłeś by zrobić z ciebie pieczeń duszoną? W porządku, choć – chwycił go za dłoń ciągnąc do nagrzanego piekarnika, a chłopak wytrzeszczył wzrok.
-Przecież cię przeprosiłem, a tutaj na znak rozejmu – wystawił z za pleców czerwone opakowanie, które przykuło zainteresowanie kociookiego. No tak kochanie, wiem że tego chcesz… Weź to, a skończ mnie ciągnąć do piekarnika! Przeszło mu przez myśl kiedy blondyn złapał dużą butelkę keczupu, a na jego mordce zagościł delikatny uśmiech – Zgoda? – spytał uważnie obserwując reakcje swojego chłopaka, który widać, że zaczął walczyć z samym sobą lecz w końcu się poddał lądując w rozłożonych ramionach Jonghyuna.
-Dobrze, ale tych spodni i tak ci nie daruję skarbie – nachylił się nad nim i złożył lekki pocałunek na czerwonych ustach bruneta, który mu nie wystarczył bo szybko go pogłębił.  
-Dobra gołąbki skończcie się migdalić, umieram z głodu – mruknął Minho klepiąc się po brzuchu rozglądając się po wpół rozstawionym stole – Mmmm… ładnie pachnie.
Para oderwała się od siebie i spojrzała z wyrzutem na stojącego czarnowłosego.
-Minho wszystko w swoim czasie, a teraz chcę te zakupy po które mieliście jechać… bo pojechaliście? – spytał podejrzliwie patrząc na najwyższego, który słysząc słowo zakupy aż się wzdrygnął.
-Taaa… wszystko jest, zaraz Taemin doniesie, a właśnie co to w ogóle za pomysł by wysyłać nas o 7 rano do sklepu?! No ja się pytam! – fuknął niezadowolony wywracając oczami.
-Przykro mi Choi, święta są raz w roku, a skoro ja musiałem wysprzątać pół domu to ty też musiałeś się przyczynić stary – brunet poklepał żabę po ramieniu uśmiechając się pokrzepiająco co nie umknęło uwadze Kibuma.
-Właśnie Jonghyun.., a co z pozostałą częścią domu? – uniósł brew opierając jedną rękę na swoim biodrze.
-Co mówisz Taemin? Mam ci pomóc? Jasne, już idę! – krzyknął, a potem zerknął na rozbawioną dwójkę – Sami rozumiecie, nie mogę go zawieźć – uśmiechnął się, a następnie ulotnił z pomieszczenia szukając blondwłosej czupryny, którą dostrzegł na kanapie w salonie.
-Młody, dlaczego ty wypakowujesz to wszystko w salonie? – spytał dziwiąc się, nie rozumiał jego poczynań lecz z pewnością zaraz mu wyjaśni o co chodzi.
-No patrz hyung.. to jest moje, to także, to w sumie może być wasze, ale też to lubię więc też jest moje, to, to i to również jest moje – wymieniał odkładając rzeczy, które do niego należały na bok, a Jonghyun był wręcz zdumiony.
-Wychodzi na to, że został sam kurczak, który w sumie jest od Onew jakieś dwie paczki masła, kilka warzyw i mleko czekoladowe? – chłopak słysząc ostatnie zerknął w stronę torebki z której wyciągał zakupy.
-O, dzięki hyung zapomniałem o tym – uśmiechnął się biorąc kolejną rzecz do swojej kolekcji, a starszy jedynie pokręcił głową śmiejąc się pod nosem. To będą ciekawe święta, z resztą jak każde spędzone w towarzystwie SHINee.

Po wielu przekomarzaniach się, kłótniach, bijatykach, które niekiedy kończyły się kompromisem, a już następnym razem strzaskaną szklanką zasiedli wszyscy przy jednym wielkim stole. Przecież porządne śniadanie to podstawa co wspominał Key każdego dnia kiedy tylko starali się wyjść gdziekolwiek bez pierwszego posiłku. Wszyscy uśmiechali się do siebie, podawali przysmaki i zajadali wszystko ze smakiem, aż ślinka ciekła.
-Mmmm pyszne Key umma…  a kiedy prezenty? – uśmiechnął się uroczo najmłodszy z całego grona zebranych przy wielkim stole kociooki spojrzał na niego zdezorientowany choć doskonale wiedział o co mu chodzi – No zajączek tak kica, roznosi prezenty grzecznym dzieciom…
-Ale ty nie byłeś grzeczny Taeminnie– poczochrał jego blond czuprynę najwyższy co spotkało się ze smutnym spojrzeniem w jego stronę.
-I ty Minni przeciwko mnie? – pociągnął nosem spuszczając głowę co podziałało, bo chłopak od razu przytulił, kruche, wątłe ciało Taemina.
-No już kotku, nie smuć się.. poszukaj w ogrodzie – cmoknął jego policzek widząc jak młodszy odżywa, a jego oczy zaświeciły tysiącem blasków.
-A pomożesz mi szukać? – uniósł kąciki ust ku górze i przejechał swoim nosem zahaczając o ten Minho na co czarnowłosy się lekko zaśmiał.
-A dasz mi buziaka?
-Buziaka? Sam nie wiem Minho… - speszony spuścił głowę lecz chłopak mu na to nie pozwolił, bo chwycił ją w swoje duże dłonie.
-Takiego malutkiego. No daj buzi Minusiowi – zrobił dzióbek z ust i nachylił się nad młodszym, a chłopak patrzył na niego niezbyt przekonany – No nie daj się prosić skarbie – widząc w dalszym ciągu niezdecydowanie na twarzy blondynka postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – Skoro nie, sam sobie go wezmę,  a chwilę potem wpił się w jego różowe wargi.
-Ojeeej – zapiszczał Key łapiąc się za policzki – Jesteście uroczy – wyszczerzył się, a Jonghyun podchwytując dobry nastrój blondyna złapał go za rękę zwracając jego uwagę na siebie.
-A mi dasz buziaka Koteczku? – zrobił maślane oczka, a kociooki spojrzał na niego z politowaniem.
-Nie kochanie – odparł pewnie swoich słów po czym przejechał swoją dłonią po jego policzku – Oj no dobra daj dzióbka skarbie – uśmiechnął się przyciągając jego twarz do czułego pocałunku, który szybko przerwał robiąc tym na złość Jonghyunowi.
-No dobrze, każdy się z kimś całuje… daj dziobka mój kurczaczku – wystawił usta w stronę mrożonego kurczaka, a wszyscy zgromadzeni parsknęli śmiechem urażając tym dumę ich własnego lidera – No wiecie co.. Nie znacie się na prawdziwej miłości – w końcu sam dołączył do dobrych nastrojów swoich przyjaciół kończąc swoje obiado-śniadanie.


~*~


-Patrz Minho… patrz tam.. widzisz? Nie tam żaboo… taaam! – wskazał palcem w tylko dla siebie znanym kierunku, a biedny czarnowłosy podrapał się po głowie nie wiedząc w dalszym ciągu o co chodzi chłopakowi o przepięknym uśmiechu.
-Taemin naprawdę nie wiem o co ci chodzi – westchnął już zrezygnowany siadając na trawniku przed domem.
-Oj ale wy wszyscy jesteście głupi – pokręcił głową podchodząc do jednego z krzaków po czym wyciągnął torbę z prezentem – Znalazłem twój prezent Choi – wyszczerzył swoje ząbki, a Minho słysząc prezent i to na dodatek dla niego ruszył jak strzała porywając go z rąk blondynka.  Zajrzał do środka, a na jego mordce zagościł jeszcze większy uśmiech niż przedtem
- Skąd wiedziałeś, że zniszczyłem swoją ulubioną piłkę do nogi? – przejechał rękoma po nowiusieńkiej piłce, a Taemin wzruszył swoimi ramionami.
-Przeczucie Minni – stanął lekko na palcach zarzucając mu ręce na szyi – Wszystko co najlepsze dla mojego kochanego olbrzyma – musnął jego policzek, a następnie wtulił się w jego klatkę piersiową zaciągając tym dobrze znanym dla niego zapachem, który wręcz uwielbiał.
-Dziękuję skarbie jesteś najlepszy, wiesz? – szepnął mu na ucho – Wiem, że kochasz szukać prezentów lecz niestety nie miałem czasu tego schować  - wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko, a młodszy zabrał mu to z ręki po czym ściągnął wieczko. Lekkie zaskoczenie było zauważalne na jego bladej twarzy – Żebyś zawsze o mnie pamiętał i wiedział, że kocham tylko ciebie
Czy tylko mu się wydawało czy widział łzy w tych ciemnych kuleczkach? Starł je wierzchem swojej dłoni uśmiechając delikatnie.
-Nie płacz..
-Jesteś kochany, dziękuję ja ciebie też kocham Minho – wtulił się w niego mocno, a w ręce nadal trzymał wisiorek z wygrawerowanym „Kocham Cię skarbie. Twój Minho.” Tak naprawdę Taeminowi szczęścia nie przynosiły prezenty, jemu wystarczyła sama obecność osoby na której mu naprawdę zależy.


W tym samym czasie po drugiej stronie ogrodu.


-Jonghi.. gdzie mój prezent? – spytał Key, który od dobrych 15 minut chodził w tą i z powrotem szukając swojego pakunku, który Jonghyun swoją drogą zapomniał kupić. Otworzył oczy z wrażenia drapiąc się zakłopotany po głowie. Jak mógł być aż tak wielkim kretynem żeby zapomnieć o tak bardzo istotnej rzeczy jaką były prezenty?
-Bo wiesz kotku… - zaczął, ale blondyn mu przerwał, uśmiechnął się od ucha od ucha trzymając w rękach nowy, różowy sweterek.
-Śliczny! Dziękuję – rzucił mu się na szyję całując w policzki, a Jonghyun w dalszym ciągu był w szoku, nie wiedział o co chodzi lecz dostrzegł w drzwiach wychylającego się Onew, który tylko pokręcił głową puszczając oczko. Brunet odetchnął tylko z ulgą mówiąc bezgłośne „dziękuję”. Wtulił w siebie ciało swojego chłopaka rękami gładząc jego plecy – Nie martw się, o tobie także nie zapomniałem.
Wyswobodził się z jego uścisku idąc w dobrze znanym dla siebie kierunku, a po chwili wrócił z dość sporym opakowaniem, który przykuł uwagę bruneta. Uśmiechnięty, wręcz zadowolony Jonghyun zabrał z rąk kociookiego prezent i ściągnął wieczko pudełka by ujrzeć… kolejne pudełko? Zdziwiony wyjął pudełko i otworzył, a w nim było kolejne, potem znowu  kolejne aż w końcu natrafił na to co powinien dostać od samego początku. Wziął do ręki niebieski budzik i spojrzał na Kibuma pytająco, który tylko szczerzył swoje ząbki.
-Chyba nie rozumiem…
-A co tu Dinusiu rozumieć? Dostałeś to po to żebyś wiedział, że istnieje coś takiego jak wyznaczona godzina, a ty nigdy nie umiesz się wyrobić na czas. Dlatego nie martw się, teraz już nigdy nie zaśpisz już ja się o to postaram – poruszał swoimi brwiami w górę i w dół, a Jonghyun roześmiał się kręcąc głową z dezaprobatą. 
-Głupek z ciebie, budzić ci się mnie zachciało? – prychnął, a następnie rzucił się na niego i zaczął łaskotać.
-Nie, Jo..Jonghyun… prze…przestań.. prooooszę – wybuchł śmiechem starając wyrwać z dość mocnego uścisku starszego, który ani myślał zaprzestawać swoich tortur, a wręcz przeciwnie jeszcze nasilał.. – Zrobię… wszystko…
-Wszystko powiadasz? – zerknął na niego zainteresowany propozycją wręcz nie do odrzucenia – Skoro tak, to okej.. – cmoknął lekko Key wręcz purpurowy policzek co spotkało się z wielkim niezadowoleniem ze strony blondyna.
-Nienawidzę cię.. – fuknął urażony odpychając go od siebie.
-Bądźmy szczerzy skarbie, doskonale wiesz, że to nie prawda – zacmokał mu tuż przed nosem przez co oberwał w ramię lecz nie mocno by nie zrobić mu krzywdy.
-Spadaj - wstał z ziemi i otrzepał swój tyłek po czym spojrzał z wyrzutem na śmiejącego się w dalszym ciągu Jonghyuna – Nie myśl sobie, że dzisiaj dobierzesz mi się do spodni – pogroził mu palcem aż w końcu zniknął za drzwiami ich wspólnego domu.

Dobre nastroje panowały w domu SHINee przez cały dzień no poza kłótniami JongKey, które zawsze kończyły się kompromisem i nikt nie wyszedł z tego z jakąkolwiek kontuzją. Święta to coś co uwielbiali, co sprawiało im wiele frajdy. Dzięki nim mogli się do siebie zbliżyć spędzając swój czas razem jak jedna wielka rodzin. Bo co nie daje więcej szczęścia jak spędzenie wolnych chwil w gronie najlepszych przyjaciół? Zdecydowanie nic.

~ Bummie