Cześć, cześć :) dodaję coś na szybko, miał być trochę później, ale nie chcę byście czekali nieskończoność, a na dodatek ten tydzień mam strasznie zawalony i pewnie nie będę mieć czasu by choćby wejść na bloga, nie mówiąc już o pisaniu. Rozdział nie jest sprawdzany, dlatego przepraszamy za błędy jeśli się jakieś pojawią. Miłego czytania ^^.
~*~
niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie
Uratował go, właściwie dlaczego to zrobił? Dlaczego sam się narażał? Sam dokładnie nie wiedział jak ma wytłumaczyć swoje zachowanie, które również go zaskoczyło. Bo nie myślał nad tym co robi, najzwyczajniej w świecie pod wpływem nagłego impulsu działał. Widok bezbronnego, pobitego Taemina wzbudziła w nim wściekłość, która z każdą następną sekundą się coraz bardziej podsycała i musiała znaleźć swoje ujście. Nie wiedział również dlaczego bez najmniejszego problemu przyjął go do swojego domu, a nie zostawił na pastwę losu, jak normalnie miałby w zwyczaju. Po co miał się mieszać w czyjeś sprawy? Za to teraz leżał bezczynnie wpatrując bez celu w sufit. Nie potrafił zasnąć, a zwłaszcza przeszkadzała mu myśl, że po drugiej stronie łóżka leży białowłosy, który ufnie wtulał się w jego klatkę piersiową jak w jakiegoś misia. Czuł się niezwykle dziwnie z tą świadomością, bo chyba po raz pierwszy w całym swoim życiu śpi z kimś w jednym łóżku, nie był do tego przyzwyczajony. Przecież łóżko jest jedno, każdy powinien posiadać swoje własne więc z nikim nie musiał go dzielić. Skoro miał takie podejście, po co go tu przyniósł? No właśnie, dlaczego? Dlaczego on to wszystko dla niego robi? Nie był w żaden sposób mu bliski, ani nawet dobrze się nie znali. Kolejne z nielicznych pytań, które pozostawały pod znakiem zapytania. W końcu nie wytrzymał, wyswobodził się z jego objęć nie dbając o to czy się obudzi. Musiał się napić, miał wielką potrzebę poczucia czegoś mocnego w ustach, może to mu w jakiś sposób pomoże uspokoić jego rozszalałe myśli? Zszedł na dół i otworzył mały barek z którego wyciągnął małą wódkę, którą po chwili otworzył robiąc zamaszystego łyka. Ostry płyn wypalał jego gardło dając mu w pewnym sensie małą ulgę. To nie tak, że był alkoholikiem, bo tego od razu się zastrzegał. Lubił wypić lecz tylko raz na jakiś czas, a dzisiaj jest odpowiedni moment. Zrobił kolejny łyk, a całą dotychczasową czynność przerwał mu głośny huk trzaskanej szyby. Zaszokowany odstawił buteleczkę na blat w kuchni idąc w stronę hałasu, który spowodował całe to zamieszanie. Kamień, dość spory wielkości dłoni leżał w salonie, a do niego przyklejona była karteczka.
"To jeszcze nie koniec. Ten gówniarz odda wszystko co do grosza, już my tego dopilnujemy."
Zgniótł papier w ręce i warknął wiązankę przekleństw. Jeśli oni sądzili, że w taki sposób wystraszą Kim Jonghyuna, to nie tędy droga. Odwrócił się przez ramię, a przed twarzą stał zaspany białowłosy trąc oko jedną ze swoich piąstek.
-Dlaczego ty nie śpisz? Wracaj do łóżka młody - warknął niezadowolony kiedy chłopak bez zbędnych skrupułów chwycił do ręki butelkę z wódką - Odłóż to, nie twój zasrany interes po co to mam, zjeżdżaj stąd. Już - spojrzał na niego stanowczym wzrokiem uważnie przyglądając się jego poczynaniom.
Spał spokojnie, czując przyjemne ciepło, dopóki Jonghyun nie wstał z łózka. Co jak co, ale sen miał strasznie płytki. Patrzył jak brunet opuszcza pokój. Nie chciał znów być sam, nie lubił tej uciążliwej pustki, bicia się z samym sobą, stawiania czoła temu wszystkiemu. Powoli wstal z łóżka i przeczesał włosy, wstał z łóżka i zarzucił na ramiona koszulę Jonghyuna która leżała na podłodze i poszedł do salonu w którym nagle usłyszał głośny hałas.
-Co się stało? - przeniósł wzrok na w połowie pustą butelkę wódki.- Po co ci to? - zapytał biorąc ją do ręki.
Słysząc odpowiedź Jonghyuna odłożył ją i podszedł do niego.
-Spokojnie, nie denerwuj sie.. Co tu masz? - Chciał zobaczyć karteczkę którą starszy trzymał w dłonie jednak brunet stanowczo mu tego zakazał.
-Dobrze dobrze, już.. spokojnie.. - spojrzał mu głęboko w oczy i przesunął opuszkami po policzku. - A teraz chodź już spać bo picie alko na noc nie zrobi ci dobrze.
Chwycił kima za rękę i pociągnął w stronę pokoju z którego przed chwilą wyszedł. Słysząc mamrotania ze strony Jonga zatrzymał się i odwrócił w jego stronę.
- Ja wiem, że zawsze musi być tak jak ty chcesz, ale może choć raz mnie posłuchaj? Może narkoman na głodzie też czasem mówi racje? - podszedł do niego i objął go za szyje wpijając sie namiętnie w jego usta, po chwili odsunal sie, zrzucił z siebie koszule i nago położył sie do łóżka, nie czekając na ruch ze strony starszego zasnął.
Gdy obudził sie rano brunet spał spokojnie obok niego. Uśmiechnął sie i pocałował lekko jego wargi, wstał z łóżka, założył Jonghyunową koszulę i poszedł do kuchni. Włączył radio i zabrał się za przygotowanie śniadania. Krzątał się po kuchni wesoło tańcząc i podśpiewując sobie przy tym. Gotowe naleśniki ułożył na talerzach a te na stole.
-Oł... eee... no cześć. -zmieszał się zauważając, że brunet na niego patrzy. - Zrobiłem śniadanie -uśmiechnął się czule, i zajął jedno z miejsc przy stole. Po spokojnie zjedzonym śniadaniu, Tae zaczął czuć, że to już za długo jak na niego. Za wszelką cenę starał się ukryć trzęsące się dłonie, ale nie tylko to go zdradzało. Nagle wszystko zaczęło mu przeszkadzać, stał się stasznie nerwowy i nie potrafił usiedzieć w miejscu. Bardzo pożałował chamskiej odpowiedzi w stronę Jonghyuna. Zamknął się, a jego lewy policzek zaczął piec. Wiedział, że zasłużył, więc nawet sie nie sprzeciwiał.
-Jonghyun.. daj mi to.. - położył drżące dłonie na jego klatce a oczy wbił w te jego czekając na tę małą strzykawkę.
Obudził się rano czując smaczne zapachy, które unosiły się z kuchni. Dopiero teraz poczuł jak bardzo jest głodny, brzuch niemiłosiernie zaczął mu burczeć na samą myśl o jedzeniu. Zsunął się z łóżka na nogi przyodziewając kapcie, nie miał jakoś ochoty na ubieranie się więc pozostał we wcześniej ubranych, obcisłych, czarnych bokserkach. Lecz zanim opuścił pokój złapał do ręki paczkę fajek z której wyciągnął jednego papierosa oraz odpalił go zaciągając się przyjemnym dymem nikotynowym. Umma tyle razy mu powtarzała, by nie palił w domu oraz miejscach publicznych. Chyba nic nie wyniósł z tych jej lekcji, bo w dalszym ciągu robi to co mu się żywnie podoba, a odkąd mieszka sam co go przed tym powstrzymuje? Zdecydowanie nic. Z papierosem w ręku i dość dobrym humorem, co u niego rzadko się spotyka i mimo faktu, że się nie wyspał w dalszym ciągu go nie tracił. Zszedł na dół, gdzie już na wstępie dostrzegł białowłosego. Zaskoczyło go, że chłopak bez zbędnych skrupułów przygotowuje dla nich śniadanie, bo przecież nikt go o to nie prosił ani nie zmuszał. Oparł się o framugę drzwi uśmiechając się półgębkiem do tańczącego Taemina, który widocznie nie zauważył, że ktoś w ogóle tutaj przyszedł. Dopiero kiedy buchnął mu dymem przed twarzą zrobił zmieszaną minę, spuszczając swój wzrok, a Jonghyun cicho zachichotał wyrzucając niedopałek przez uchylone okno.
-Przecież nie kazałem ci tego robić - zmarszczył lekko brwi, ale zaraz się rozpogodził kiedy białowłosy postawił mu przed twarzą talerz pełen świeżutkich naleśników. Od razu porywał jednego i włożył go do buzi. Tak dawno nie jadł porządnego posiłku. Musiał przyznać, bardzo mu tego brakowało, niestety Jonghyun był zbyt leniwy by cokolwiek chciało mu się zrobić, o jedzeniu już nawet nie wspominając. Oblizał usta kiedy zjadł wszystko co dostał, aż sam był zdziwiony, że jego żołądek to wszystko pomieścił. Kątem oka zerknął na chłopaka, który siedział przed nim i tylko wpatrywał się w jedzenie z grymasem na twarzy.
-Młody, dlaczego nic nie jesz? - spytał obserwując uważnie poczynania Taemina, który zaczął się niemiłosiernie wiercić, dłonie trzęsły jak galareta, a wzrok wyrażał głód, ale nie taki normalny. Brakowało mu czegoś, o czym brunet doskonale wiedział. Zdawał sobie sprawę czego potrzebuje.
~A co cię to kurwa obchodzi? Może bardziej wolę twoje pieprzone dragi?
Zdenerwował go, nawet do tego stopnia, że nie powstrzymał się przed sprzedaniem mu siarczystego policzka, który widocznie doprowadził go lekko do pionu, bo w dużej mierze było widać u niego zakłopotanie. Niespodziewanie ułożył swoje drżące dłonie na tych Jonghyuna, a on spojrzał na niego z wyrzutem. Daj mi to.. Wciąż kołatało się w jego głowie.
-Po tym jak się do mnie odniosłeś? Nie ma mowy - warknął od razu tego żałując, bo chłopak wstał z miejsca siadając na kolanach bruneta i zaczął nim niespokojnie potrząsać za ramiona.
~Błagam cię, muszę mieć te prochy, daj mi je Jonghyun.. proszę.
Kim wpatrywał się Taemina wręcz zdumiony jego zachowaniem, które było wręcz desperackie. Owszem widywał narkomanów, naćpanych, którzy przychodzili po więcej, o głodzie, ale z taką sytuacją spotyka się po raz pierwszy. W życiu nie widział aż tak uzależnionego człowieka, który życia nie widział bez dragów. Starszy warknął przekleństwo wyciągając z szufladki z kuchni jedną małą strzykawkę, którą białowłosy porwał nawet nie pytając o pozwolenie.
-Ostatni raz. Ostatni raz zwracasz się do mnie takim tonem gówniarzu.
-Też cię kocham.. - uśmiechnął się uroczo i pobiegł na górę szukając swoich rzeczy. Gdy znalazł, szybko wyciągnął pasek ze spodni i sprawnie założył go na ramie, koniec chwycił w zęby, odbezpieczył igłę i po chwili siedział oparty o ścianę rozkoszując się tym uczuciem które z dnia na dzień uzależniało go coraz bardziej. Po paru minutach wstał i zszedł na dół.
-Witamm kotkuuu - podszedł do Jonghyuna i obejmując go za szyję wpił się namiętnie w jego wargi.
-Chodź na seks skarbie.. - wyszeptał mu seksownie do ucha i przejechał językiem po jego szyi.
Najwyraźniej Kimowi nie trzeba dwa razy powtarzać. Po chwili leżał już na łóżku w ich sypialni głośno jęcząc i wijąc się pod wpływem dotyku starszego. Narkotyki sprawiały że nie czuł bólu, w tym momencie nie obchodziło go to czy ma złamane żebro, że ma pełno ran i siniaków. Krzyknął głośno imię kochanka kiedy ten bez zbędnych przygotowań zagłębił się w jego wnętrze i trafił idealnie w jego prostatę. Wyginał swoje ciało we wszystkie strony czując szybkie i zdecydowane ruchy bruneta.
- Hyuuuuuuuuung!!!! - pisnął głośno i doszedł brudząc brzuch starszego.
Czując jego ciepłe usta na swoich i nasienie zalewające go od środka oddawał każdy pocałunek jęcząc w usta starszego, objął go za szyję i wtulił się w leżące na nim ciało. Mruczał mu cicho do ucha dochodząc do siebie. Był potwornie zmęczony. To, że był tak wychudzony zawsze dawało w takich chwilach o sobie znać, ale nie przeszkadzało mu to jakoś strasznie bardzo.
-Muszę się zbierać do domu.. - szepnął wstając powoli z łóżka i chwytając zakrwawioną bokserkę w dloń z zamiarem założenia jej.
~Oszalałeś? Nie będziesz paradował w takim syfie. Dam ci coś swojego.
Po chwili stał już ubrany w ciuchy bruneta i zapinał pasek w spodniach. Zerknął na starszego ubranego w czarne rurki i białą koszulkę, zagryzł seksownie wargę patrząc na jego krocze.
-Wybierasz się gdzieś? - Podszedł do niego i uwiesił się na jego szyi składając na niej kilka mokrych pocałunków.
~Jadę cię odwieźć do domu geniuszu.
-Przecież sam trafię. - odsunął się i patrzył na niego wystraszony.
Nie chciał, żeby wiedział gdzie mieszka.
~Ta.. i cię zabiją po drodze..
-Ale na prawdę nie trzeba.. Nie chcę.. - chciał wyjść z domu starszego jednak silne objęcie w pasie zmusiło go do zatrzymania się, dreszcz zawładnął jego ciałem słysząc szept Jonga tuż przy swoim uchu.
~Posłuchaj mnie mała łajzo. To ja decyduję o tym czego chcesz i kiedy chcesz, a czego ewentualnie nie chcesz, będę robił to co MI się podoba i kiedy MI się podoba, a ty nie masz NIC do gadania, więc bądź posłuszny i kurwa pakuj ten swój chudy tyłek do samochodu albo zapomnij o tych pierdolonych strzykawkach.
Przełknął głośno ślinę i za parę minut siedział posłusznie w samochodzie bruneta podając mu adres. Po niespełna 20 minutach zatrzymali się na parkingu przed małą kamienicą, pierwsze co Tae zobaczył to jego brat biegnący w stronę samochodu.
-Dziękuję, jakby co, będę dzwonił. - wziął jego wizytówkę która leżała na podszybiu i wyszedł z auta rzucając się w ramiona brata.
-Jezus Maria Taemin! Co ci się stało?! - krzyknął przerażony patrząc na to w jakim stanie jest chłopak. - To on cię tak urządził?! - rzucił patrząc na wychodzącego z auta Jonghyuna. - To że jest narkomanem nie znaczy, że możesz go katować ty przerośnięta kupo mięśni!
-Kai! Przestań! - młodszy przyciągnął go do siebie i położył dłonie na jego policzkach patrząc głęboko w jego oczy. - On mnie uratował. Kochanie, spokojnie, On nic mi nie zrobił. - pocałował czule jego usta i przytulił go mocno.
-W takim razie przepraszam, że na ciebie naskoczyłem. - Skłonił się lekko i złapał Tae za dłoń prowadząc w stronę domu.
Tae usmiechnał się jeszcze czule do Jonghyuna i wtulił się w ciało starszego, po chwili obaj zniknęli za czarnymi drzwiami kamienicy.
Kochanie? To on nie był jego bratem? Patrzył w dalszym ciągu na odchodzącą parkę, którzy w końcu zeszli mu z oczu. Był zdezorientowany całą tą sytuacją, bo zdecydowanie nie należała ona do normalnych, lecz w to starał się szczególnie nie zagłębiać. Przecież co go to obchodzi, co robi gdy nie jest w jego pobliżu? Tym bardziej jakie ma relacje ze swoim rodzeństwem, to jego sprawa, a Jonghyunowi nic do tego. Nawet nie starał się tego zrozumieć dlatego najzwyczajniej w świecie wsiadł do czarnego Hyundai Sonata, a następnie podjechał w miejsce gdzie przesiaduje niemalże każdego dnia, bo jakoby nie patrząc to było jego źródło zarobku. Zaparkował, wysiadł oraz udał się w wąską, dość ciemną uliczkę gdzie sobie usiadł na schodku jak co dzień. Odetchnął ciężko, a przed oczyma stanął mu obrazek całującego się Taemina z jak mu tam leciało? Kaim? Niby nic nadzwyczajnego, ale strasznie zaczął mu nagle przeszkadzać do chwili obecnej sądził, a wręcz był przekonany, że tylko on miał jakiekolwiek prawa do tego chłopaka, tak się pomylił? Tylko dlaczego nie dawało mu to aż tak spokoju? Dlaczego zaczął już nienawidzić chłopaka, który uważał się za brata białowłosego? Przymknął powieki kręcąc głową, może to mu pomoże pozbyć się uciążliwych myśli, które nawiedziły jego głowę. Dopiero gdy usłyszał czyjś głos postanowił otworzyć oczy, a przed twarzą ujrzał wysokiego, drobnego szatyna, który wyglądał dość młodo na oko dał mu jakieś 18 lat. Kiedy ich spojrzenia się spotkały na jego bladej twarzy zagościł pewny siebie uśmiech.
-Czego potrzebujesz? - mruknął opierając się plecami o zimną ścianę, uważnie przyglądał się poczynaniom chłopaka, który zamyślił się na chwilę zanim udzielił mu jakiejkolwiek odpowiedzi.
-Kokaina, masz prawda? - spytał unosząc jedną brew w górę, a Jonghyun na jego słowa parsknął pod nosem, a potem zerknął jak na skończonego kretyna.
-Masz mnie za idiotę, małolacie? Oczywiście, że tak - warknął, a następnie wyciągnął rękę po kasę, której jak na razie jeszcze nie otrzymał.
-Bo wiesz.. - zaczął szatyn kucając tak, że teraz znajdował się na tym samym poziomie co twarz starszego - Słyszałem, że masz nową ofertę za którą sprzedajesz dragi, a ja jestem skory z niej skorzystać - zagryzł wargę przejeżdżając po jego policzku, a Jonghyun lekko się od niego odsunął zdezorientowany.
-O czym ty do mnie mówisz? Bierzesz te dragi, albo spierdalaj - odparł chłodno patrząc na nieznajomego, na którym słowa Jonghyuna w żaden sposób nie wywarły wrażenia.
-Spokojnie, już.. już.. biorę - zaśmiał się wyciągając z tylnej kieszeni kolorowe banknoty które przykuły uwagę bruneta, a następnie wręczył mu je do ręki - Cóż, spodziewałem się, że tak łatwo nie będzie, ale nie myśl sobie, że przez to nadal chcę zrezygnować, w dalszym ciągu jestem chętny - przejechał mu palcem po klatce piersiowej mimowolnie zagryzając swoją dolną wargę.
-O czym ty pierdolisz młody? - spytał, a lekki zadziorny uśmiech pchał się na jego usta, bo domyślał się do czego zmierza.
-O seksie skarbie, no nie mów, że o tym nie pomyślałeś kiedy tylko mnie zobaczyłeś - nachylił się nad Jongyunem szepcząc mu do ucha - Będzie fajnie - następnie wpił w jego czerwone usta całując je zachłannie, a starszego nie trzeba szczególnie zmuszać do takich rzeczy, bez problemu oddał pocałunek wplątując palce we włosy nieznajomego. W końcu oderwał się od niego wpatrując uparcie w jego oczy, a na ustach szatyna malował się figlarny uśmieszek, który był wręcz prowokacyjny - Przyjdę o 19 - mruknął podnosząc się do pozycji stojącej, a Jonghyun mimowolnie zmierzył go wzrokiem, który ostatecznie zatrzymał na twarzy młodszego.
-Będę czekał - rzucił, a chłopaka już nie było.
Kiedy tylko przekroczyli próg jego mieszkania Kai przyparł go do ściany i objął delikatnie w pasie. Ich usta złączyły się w namiętnym i delikatnym pocałunku. Tae położył jedną dłoń na karku brata a drugą na policzku, przymknął powieki i rozkoszował się tym co tak bardzo kochał.
- Skarbie.. powiedz mi, co się tam stało? To na pewno nie on? - Zapytał starszy przejeżdżając delikatnie opuszkami po siniaku na policzku Taemina.
-No bo to było tak, że jak chciałem wracać do domu to mnie napadli kolesie od dilera któremu jestem winien dość sporą sumkę a Jong mnie uratował, bo gdyby ntam nie przyszedł to by mnie skatowali jeszcze bardziej. - odpowiedział wtulając się w tors starszego - Jong nie jest zły.
-Tak kochanie, dla ciebie nie jest, bo daje ci to bez czego nie potrafisz żyć.. Boję się tylko tego, że on może mi zabrać to, co jest moim uzależnieniem, to bez czego nie umiem żyć. Mój własny narkotyk.. - wyszeptał cicho do ucha młodszego składając na jego szyi kilka pocałunków.
-Serio? Co to takiego? -spojrzał zaciekawiony w oczy brata.
-Ty, głuptasie. - uśmiechnął się do niego czule i znów połączył ich usta w namiętnym pocałunku. - Jesteś moim prywatnym narkotykiem, uzależniam się z dnia na dzień coraz bardziej, nie potrafię z ciebie zrezygnować, nie potrafię przeżyć dnia bez ciebie. Kocham Cię.
Z oczu Taemina spłynęły dwie małe łzy. Nikt nigdy nie powiedział mu tak pięknych słów. Wtulił się w ciało swojego brata.
-Też cię kocham głuptasie. - schował głowę w zagłębieniu jego szyi i rozkoszował się tym pięknym zapachem który tak kochał - Mówiłem ci już, że ładnie pachniesz?
-Powtarzasz mi to za każdym razem skarbie. - uśmiechnął się i rozczochrał włosy młodszego
- Więc zrobie to jeszcze raz, ładnie pachniesz. - zaśmiał się cicho i odsunął od niego
-Ehh.. muszę już lecieć kochanie, odwiedzę cię jutro, kocham cię skarbie.
Ich usta znów złączyły się w pocałunku pełnym uczuć, a po chwili Taemin został już sam w domu. Poczuł, że jest okropnie zmęczony, położył się na łóżku nie myśląc zupełnie o niczym i nawet nie wiedział kiedy zasnął.
Z pięknego snu wyrwało go głośne burczenie w jego własnym brzuchu. W sumie nie pamięta kiedy sam z siebie coś zjadł. Zerknął na zegarek
-17.10... Muszę iść po coś do jedzenia. - sprawdził stan swojego portfela i uśmiechnął się Kai zostawił mu jakieś drobne, zawsze tak robił, nie były to sumy za które mógłby kupić dragi ale takie które wystarczają np na mleko bananowe, które swoją drogą było jego drugim uzależnieniem.
Zwlekł się z łóżka i poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic i przebrał się w swoje ciuchy. Gdy wyszedł z domu była 17.30. Zamknął drzwi, a klucze wraz z portfelem i telefonem schował do kieszeni. Szedł spokojnie jedną z uliczek, powoli robiło się ciemno ze względu na porę roku, uznał, że pójdzie na skróty, więc skręcił w jedną z bocznych alejek, jednak od razu tego pożałował.
Ból to jedyne co czuł w tamtym momencie. Oberwał czymś mocno w plecy. Upadł na ziemię z głośnym jękiem.
-Co gówniarzu? Myślałeś, że tak łatwo uciekniesz? W zębach przyniesiesz wszystko co do grosza..
Ciosy jeden za drugim spadały na jego ciało, starał się bronić, ale ich było kilku, cale jego ciało niemiłosiernie bolało. Krzyczał, płakał, błagał, wszystko na marne. Pluł własną krwią, czuł, że coraz trudniej mu się oddycha, jedyne co w tej chwili widział to krew, a czuł tylko ból, który w pewnym momencie ustał... Zemdlał.
Kiedy się ocknął było już prawie ciemno, ale był sam. Jego ciało przechodził przeszywający ból, wiedział na pewno że ma połamane żebra, z trudem oddychał, nie był w stanie się podnieść. Wyjął z kieszeni poturbowany telefon modląc się żeby zadziałał. Wybrał numer. Jeden sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał..
-Jonghyun... błagam... pomóż mi.. - powiedział bardzo cicho ponieważ nie był w stanie wydobyć z siebie nic więcej, wybełkotał jeszcze mniej więcej gdzie jest, lecz nie słyszał już tego co mówi do niego starszy. Jego ręka z telefonem opadła bezwładnie na ziemię a powieki zasłoniły ciemne tęczówki.
~ Minnie & Bummie

Przypomniało mi się, jak moja polonistka mówiła, że książka (w tym przypadku opowiadanie) o uzależnieniach musi być dobrze zrobiona, żeby miała sens. A to jest zrobione świetnie <3 Poza tym yupiii, kazirodztwo ♥
OdpowiedzUsuńBiedny Tae i nie dobry Jonghyun ;-; Miałam wrażenie że ten chłopak co przyszedł do Jjonga to Key:) No ale czekam na następny i na zejście JongTae <3 Pozdrawiam :****
OdpowiedzUsuńO i jeszcze mam jedno pytanie. Co ile macie zamiar dodawać rozdziały?
OdpowiedzUsuńWiesz, myślałam by dodawać rozdziały jakoś co tydzień, ale czy to wypali to się okaże :)
UsuńSwietne to macie :D
OdpowiedzUsuń