sobota, 16 maja 2015

Daj mi to czego pragnę... [1]



Tak więc jak wam obiecałam, tutaj jest pierwszy rozdział "Daj mi to czego pragnę." Mamy nadzieję, że się wam spodoba i za jakiekolwiek błędy, przepraszamy. Co  do następnego rozdziału nie wiem czy pojawi się tak prędko. Koniec roku szkolnego zbliża się tuż, tuż, a mianowicie ostatnie poprawianie ocen, zaliczanie jakiś sprawdzianów i tym podobne. Do tego dochodzi wycieczka na którą jadę razem z Minnie co trochę komplikuje sprawę. Aczkolwiek myślę, że do tego czasu powinno się coś tu znaleźć. Miłego czytania wam życzę. :)



~*~


żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie 



Siedział na ławce i załamany patrzył w ziemię, deszcz padał od jakiś dobrych dwóch godzin, jego ubrania całkowicie przemokły, włosy przylegały do twarzy, ale nie obchodziło go to w tym momencie. Oparł się o oparcie ławki i odchylił głowę w tył pozwalając kroplą uderzać o jego twarz, po chwili krzyknął wiązankę tylko dla siebie znanych słów i znów ją opuścił spoglądając na swoje drżące ręce. Od dwóch dni nikt nie chce mu niczego sprzedać. Powód? Nie ma tego co jest w tym wszystkim najważniejsze. Pieniędzy. Podniósł swoje wątłe ciało i przyspieszył kroku idąc w tylko sobie znanym kierunku.
-Musisz coś znaleźć Taemin.. weź się w garść!- potrząsnął głową i skręcił w wąską uliczkę. Zobaczył w jej końcu siedzącą pod małym daszkiem osobę. Poczuł jak krew w jego żyłach przyspiesza. Podszedł to mężczyzny, a ten widząc jego stan zaśmiał się pobłażliwie. Do jego uszu doszło pytanie którego tak bardzo pragnął.
-Heroinę... daj mi here.. - patrzył na niego wygłodniałym wzrokiem.
Pytanie które później usłyszał dobiło go.
-Nie mam.. Nie mam ani grosza..
Zrobił wielkie oczy słysząc propozycję bruneta i widząc jego poczynania. Spiął się czując chłodną dłoń na swoim policzku, opuszki przesuwające się po jego szyi w dół przez klatkę, brzuch aby zacisnąć się lekko na jego kroczu. Odskoczył w tył i spojrzał na niego ze wściekłością.
-Spierdalaj! Mam jeszcze trochę godności! - odwrócił się tyłem do bruneta i ruszył przed siebie.
Po jego głowie wciąż krążyły słowa chłopaka
~Narkomani nie mają godności.
-Phi! Też coś.. Dupek!
Usiadł na ławce którą wcześniej zajmował i myślał nad całą tą sytuacją. Dobijała go myśl, że dalej niczego nie zdobył, ale przecież nie mógł się zgodzić na taki układ.
-Przecież każdy ma jakąś godność.. - przeczesał dłońmi splątane białe kosmyki i zamknął na chwilę oczy.
Czyżby się aż tak pomylił?
Westchnął głośno, wstał z ławki i powoli szedł w miejsce które miał w głowie.
Podszedł do chłopaka który patrzył na niego wyczekująco.
-Zgadzam się. - Dwa słowa wystarczyły aby brunet poderwał się z miejsca i wręczył w drżace ręce Lee strzykawkę oraz karteczkę z adresem. Taemin od razu zdjął bluzę, usiadł na ziemi, ze swoich spodni wyjął pasek i sprawnie umieścił go na swoim ramieniu zaciskając go mocno, patrzył jak jego żyły robią się bardziej widoczne, chwycił koniec paska w zęby, odbezpieczył strzykawkę i wstrzyknął sobie dawkę. Słowa ~Jeśli nie będzie cię za max 3 godziny, znajdę cię, a wtedy już nie będzie tak miło~  było ostatnią rzeczą którą usłyszał zanim odciął się zupełnie od świata.

Dzień od samego początku wydawał się ponury, chłodny wiedział, że w taką pogodę nie będzie miał zbyt dużo klientów, a co za tym idzie? Mniejszy zarobek co oznacza mniej pieniędzy. Jakby tego mu brakowało, miał wszystko czego było mu potrzeba, dom, a raczej wielką posiadłość, która pomieściłaby z co najmniej 3 rodziny. Musiał przyznać zarabiał i to dość sporo, a wydawałoby się, że to tylko zwykłe sprzedawanie dragów. Lecz czego wygłodniały człowiek nie jest w stanie zrobić by zdobyć to na czym tak strasznie mu zależy, czyli coś co tylko on miał i mógł dać. Czyli prochy, dużo białych proszków, które tylko czekały na kolejną osobę, która pragnie ich nabyć. Niby mały, niewinny interes, a tak wielkie zyski przynosi, a jak wiele korzyści. Uśmiechnął się na samą myśl o dzisiejszym kliencie, który nawiedził go w stanie krytycznym, który wręcz błagał o jakąkolwiek darowiznę z jego strony,  a on? No cóż, patrząc na chłopaka o białych jak śnieg włosach poczuł potrzebę żeby mu pomóc. Wiedział, że narkotyki strasznie uzależniają, a on jest jego jedyną deską ratunku. Kim Jonghyun nie jest jednak osobą bezinteresowną, musiał mieć z tego jakąkolwiek korzyść. Dragi nie należały do rzeczy tanich o czym doskonale zdawał sobie sprawę więc jakie miał skrupuły do dania mu takiej propozycji wręcz nie do odrzucenia? Oczywiście, że żadnych. Nie należał również do ludzi, którzy mieli jakiekolwiek wyrzuty sumienia, można powiedzieć, że był egoistyczny? Ale co to za różnica? Jemu to szczególnie nie przeszkadzało, a nawet lubił tą cechę, która dla nie jednych byłaby wadą. Dzięki temu zawsze potrafił dążyć do wyznaczonego sobie celu, a jaki sobie teraz obrał? Czego oczekiwał, jednego. JEGO. Który w końcu wrócił ze skruchą wymalowaną na twarzy. Przecież on zawsze wygrywa, zawsze dostaje to czego chce. Aktualnie czekał w wygodnym brązowo brunatnym fotelu wpatrzony w iskierki palącego się ognia w kominku, niby wiosna, ale na dworze w dalszym ciągu zimno. Nie mógł pozwolić sobie na jakiekolwiek przeziębienie czy chorobę. To wszystko samo się przecież nie sprzeda, a jak się nie sprzeda nie będzie miał tego co sprawia mu najwięcej radości. Kolorowych szeleszczących papierków na które nie jedna osoba musi harować godzinami, a on je ma prawie na wyciągnięcie ręki. No cóż, takie życie.. Zaśmiał się w myślach odchylając głowę lekko do tyłu. Trzeba być człowiekiem sprytnym i wiedzieć w jaki wejść interes by był jak najbardziej opłacalny, a przecież Jonghyun takim był. Umiał sprytnie zbajerować policjantów, którzy nie jeden raz podejrzewali go o dilerkę, trzeba mieć ten dar, by wyjść na czysto. Westchnął głęboko, a blady uśmiech zagościł na jego ciemnej na pozór karnacji. Zerknął kątem oka na wiszący na ścianie zegar, który wskazywał 20:12. Spóźnia się. Może się rozmyślił? Parsknął pod nosem niezadowolony, nienawidził spóźnialskich, a najbardziej kogoś, kto robił z niego idiotę. Nie był osobą z którą można było zadzierać i bardzo, ale to bardzo nie lubił kiedy ktoś nie zaleca się do jego poleceń. Jakieś dwie minuty później rozbrzmiał w jego posiadłości długi dzwonek do drzwi. Brunet z lekkim ociąganiem się, ale z drugiej strony podekscytowaniem, które oczywiście ukrywał pod maską wielkiego zirytowania mieszanego z niezadowoleniem, wstał z fotela i otworzył wyczekującemu jak się domyślał białowłosemu, a już na wstępie odparł groźnie. 
-Spóźniłeś się, dałem ci wystarczająco czasu, nawet stwierdzam, że za dużo - warknął ciągnąc kruche ramię chłopaka, a następnie wpatrywał się w jego oczy, które ciągle były zamglone, wręcz naćpane - Żeby to było ostatni raz, jasne? Następnym razem nie będę taki milutki - poklepał policzek chłopaka, którego imienia jeszcze nie poznał - Jak się zwiesz? 

Po jakimś czasie podniósł swoje kruche ciało z ziemi i podążył do swojego mieszkania. Posiadał małą kawalerkę którą utrzymywał Kai, nie chciał żeby jego młodszy brat mieszkał w melinie ale wiedział doskonale, że jest uzależniony, więc nigdy nie dał mu pieniędzy do ręki, często wrzucał mu do portfela jakieś drobne, ale nic więcej. Zawsze mu coś kupował, czy to nowe ciuchy, czy jedzenie, którego swoją drogą jadł ostatnimi czasy bardzo mało, czy perfumy, żele pod prysznic i inne potrzebne rzeczy. Było mu go żal, kochał go i zawsze starał się mu pomóc, lecz czasem już nie wiedział jak. Tae był tak młodym człowiekiem, z tak zniszczonym życiem, że zastanawiał się ile jeszcze pociągnie. Ich rodzice zmarli jak miał zaledwie 10 lat. Obaj trafili do domu dziecka. Kai został adoptowany rok później, a Taemin tam został. Od tego czasu, Jongin przysiągł sobie, że choćby nie wie co się działo, nie zostawi go samego. Dziś też go odwiedził, mieszkanie Taemina było w miarę posprzątane, lodówka pełna, nowe ciuchy na stole i karteczka obok. 
-Dbaj o siebie braciszku. - przeczytał na głos i uśmiechnął się do siebie - Ehh.. jedyny który mi jeszcze został. - zdjął przemoczone ubrania i rozwiesił je na kaloryferze, podszedł do lustra stojącego w przedpokoju i zlustrował swoją sylwetkę. 
-Schudłeś..- podskoczył słysząc za sobą głos brata
-Boże.. idioto zabije cie kiedyś. - uśmiechnął się czule do niego i przytulił do niego - Dawno cię nie było, stęskniłem się. Starszy objął drobne ciało i pogłaskał jego plecy, dokładnie wyczuwając kręgosłup swojego brata. 
-Co jadłeś młody? - zapytał odsuwając się od niego, coraz bardziej zaczynał się martwić o Taemina. 
-Eee.. kiedy? - zakłopotany podrapał się po głowie.
-A kiedy coś jadłeś? - wybałuszył oczy widząc zamyślenie na twarzy białowłosego 
-Nie pamiętammm... - wyminął go idąc do łazienki. 
-Ehh.. co ja z tobą mam.. - sprzedał mu lekkiego klapsa i poszedł do kuchni.
Tae wszedł pod prysznic i dokładnie wymył swoje ciało, z uczuciem patrząc na tatuaż który miał na prawym nadgarstku. Kai miał dokładnie taki sam tylko na lewym, pocałował go delikatnie i zabrał się za mycie włosów i golenie miejsc w których nie powinno ich być. Po jakimś czasie wyszedł spod prysznica i obwiązał biodra ręcznikiem, wyszedł z łazienki i poszedł do kuchni. 
-Muszę coś ubrać.. ale nie mam pojęcia co.. - zerknął na starszego marszcząc nosek. 
-A gdzie to się moje chuchro wybiera hęę? - uśmiechnął się i przyniósł mu z pokoju nowo zakupione przez siebie rzeczy. - Masz, czarne rurki, i biała bokserka dobre na wszystko, na górę zarzuć skórzaną kurtkę i będziesz piękny. - pocałował jego policzek. - No to gdzie idziesz?
-Hm.. ide zapłacić za działkę.. - powiedział wciągając na siebie czarne bokserki 
-Skąd masz kasę? - zapytał opierając się tyłkiem o blat i patrząc uważnie na młodszego.
-A kto powiedział, że będę płacić kasą? - powiedział cicho, jednak wystarczająco aby starszy to usłyszał.
-Co? Czym ty zapłacisz za te dragi? - Wcześniej się martwił? No to teraz był przerażony..
-Sobą.. - westchnął i wciągnął na tyłek czarne rurki. - Za duże - powiedział podchodząc do brata i bez skrępowania wyciągając mu pasek ze spodni. - Też mi się to nie podoba, ale nie mam wyjścia kotku.. - zapiął klamrę i założył białą bokserkę. 
-Może ja ci dam kasę na nie co? - objął od tyłu kruche ciałko kładąc głowę na jego barku
-Nie. I tak jesteś dla mnie za dobry, powinienem gnić w melinie, lub bóg wie gdzie jeszcze.. nie pozwolę, abyś płacił za moje dragi.. - odwrócił się do niego przodem i musnął jego usta. - Idę, zaraz się spóźnię. Już chciał wyjść lecz ręka starszego zatrzymała go. 
- Najpierw coś zjesz. 
Uśmiechnął się lekko słysząc te słowa. 
-Już już.. - usiadł i zaczął jeść kanapki, po jednej już miał dość. - Dziękuję skarbie, więcej nie zjem. - Wstał i poszedł do łazienki, umył zęby, ubrał trampki i kurtkę. - muszę już lecieć. - uczesał włosy i cmoknął policzek brata.- Papa kocham cię i dziękuję - wtulił się w niego. 
-Teraz nie wyglądasz jak narkoman kotku.. - poczochrał jego włosy i uśmiechnął się. - Jakby coś się działo to dzwoń.. - Wsunął mu telefon w kieszeń i pocałował delikatnie jego wargi. - No leć już kruszyno, uważaj na siebie.. - otworzył drzwi i patrzył jak młodszy opuszcza mieszkanie. 
Był spóźniony, biegł ile sił w nogach, nie chciał mieć problemów. W końcu dotarł. Wybałuszył oczy widząc posiadłość, zadzwonił na dzwonek i czekał aż ktoś mu otworzy. Po chwili zobaczył bruneta, spiął się lekko. Bał się, nie wiedział co go czeka. na wstępie dostał opierdziel, przywykł do tego. 
-Lee Taemin - uśmiechnął się delikatnie patrząc na niego. - a ty? 

Kiedy tak stał z nim twarzą w twarz mógł wreszcie na spokojnie mu się przyjrzeć. Białe jak śnieg włosy, szczupła buzia z lekko zapadniętymi policzkami, oczy podkrążone jakby nie spał kilka nocy. Do tego wszystkiego szczupłe ciało i aż nasuwało się na usta słowo kościste, które idealnie opisywało budowę całej jego sylwetki. Spodnie, które miał na sobie wisiały jak na jakimś manekinie. Pokręcił niezauważalnie głową zastanawiając się jak można się doprowadzić do tak opłakanego stanu. Lecz pomijając chudość chłopaka, był piękny co Jonghyunowi w zupełności wystarczało. Dostrzegając niepewność na twarzy młodszego, bo na oko dawał mu gdzieś 18 lat, może był młodszy to złowrogi, zadziorny uśmiech malował się na jego ustach. 
-Jonghyun. Kim Jonghyun - puścił mu oczko przejeżdżając po jego sylwetce swoim ciemnym, a można powiedzieć czarnym jak węgiel spojrzeniem - Lepiej żeby zapadało ci to nazwisko w pamięci - zaśmiał się lekko pod nosem widząc w dalszym ciągu podenerwowanie nowo poznanego - Rozluźnij się młody, to zależy od ciebie czy będzie przyjemnie. Czy dla ciebie to będzie przyjemne - mruknął lecz uśmiech, który gościł na jego twarzy zniknął, a sam brunet spoważniał - Koniec gatki, rozbieraj się. 

Kim Jonghyun... 
-Piękne imię. - uśmiechnął się czule do Jjonga jednak słysząc następne słowa uśmiech znikł z jego twarzy. Co jak co, ale nie lubił swojego ciała. Uważał je za okropne, brzydkie, paskudne i tym podobne.
Czując na sobie ponaglające spojrzenie bruneta zdjął kurtkę i rzucił ją na bok, schylił się i zdjął buty, zaraz do kurki dołączyły spodnie wraz z bokserką. Stał naprzeciw niego w samych bokserkach ze spuszczona głową, gdy podniósł ją w górę zobaczył w jego oczach.. przerażenie?  Strach? Bał się? Poczuł opuszki jego palców na swoich wystających żebrach i wyraźnie widocznych kościach biodrowych. Miał świadomość, że był bardzo chudy. No cóż.. narkotyki nie zostawiły na nim suchej nitki, a jedyną osobą która dotykała jego ciała był jego brat. Aż do teraz...

Tak, rozbieraj się kochanie, pokaż mi swoje ponętne ciało. Oblizał usta pochłaniając wszystko uważnie aby nic nie umknęło jego uwadze. Zwracając ją na każdy najmniejszy szczegół. Jego ruchy, powolne, niepewne sprawiały, że Jonghyun niecierpliwił się coraz bardziej, a cierpliwy to on zdecydowanie nie był. Najgorsze jak czegoś bardzo chce, a nie może tego od razu otrzymać. Szału mógł wtedy dostać. Zazgrzytał zębami, bo pożądanie w nim rosło z sekundy na sekundę, czuł niemalże jak rozpala jego żyły do granic możliwości, jak pobudza dawno uśpione hormony, które zaczęły pracować na coraz to wyższych obrotach. Ostatnim elementem jaki pozostał na Taeminie, był białą bokserką, która aż prosiła się o jej zdjęcie, co też chwilę potem uczynił ukazując swoją wychudzoną klatkę piersiową. Zamarł, po prostu był w tak wielkim szoku, że przez chwilę nawet zdawało mu się, że zemdleje. Już dawno w takim nie był z jakim przyszło mu się zmierzyć właśnie teraz. Chęć wzięcia chłopaka tu i teraz jakby w jednej chwili wyparowała pozostawiając po sobie jedynie przerażenie. Tak, jedynie co czuł to ogromny strach. Jeszcze nigdy nie widział człowieka w tak krytycznym stanie. Chociaż spotykał nie jednego narkomana, sam był dilerem więc było logiczne, że obracał się w otoczeniu tych ludzi. Ale jeszcze nigdy nie przyszło mu oglądać kogokolwiek z nich pół nago. Wiedział, że dragi niszczą człowieka, ale nie spodziewał się, że aż tak. Kości, jedyne co rzucało się w oczy Jonghyuna to wystające żebra, kości biodrowe. Praktycznie nic nie pozostało po pożądliwym ciele, za które jakiś czas temu nie jeden mężczyzna bądź kobieta mogłaby zabić. Nawet nie wyobrażał sobie faktu, że mógłby go teraz przerżnąć tak jak mu się żywnie podoba. Szczerze, bał się go tknąć obawiając się, że zrobi mu krzywdę. O ile jeszcze się jakąś dało. Jakim cudem on w ogóle może jeszcze ustać na własnych nogach, o własnych siłach? To bruneta najbardziej w tej chwili zastanawiało. Mimo swojego wyniszczonego wyglądu chłopak w dalszym ciągu zabiegał o biały proszek, który jedynie jeszcze bardziej doprowadza do jego końca. Musiał przyznać Taemin wyglądał jak chodząca śmierć, która straszyła swoim wyglądem, a przecież musiał być taki piękny. Nie mógł się powstrzymać, musiał poczuć bo może jego wyobraźnia płata mu figle? Jeździł swoimi smukłymi opuszkami palców po nagiej skórze białowłosego. Była taka delikatna, aksamitna jak jeden z najdroższych jedwabi, a zarazem krucha przez co miał wrażenie, że jeden nieostrożny ruch, a może się zniszczyć. Badał każde wystające żebro Taemina wykrzywiając twarz w coraz to większym strachu, przerażeniu, ale również i bezradności, którą czuł mając chłopaka na wyciągnięcie ręki, to jego przerażające ciało. 
-Ty coś w ogóle jesz? Jesteś strasznie wychudzony... Wyglądasz.. okropnie.. - słowa ulatywały z niego znajdując światło dzienne, był bardzo bezpośredni, zawsze coś co mu nie pasowało umiał bez problemu komuś wygarnąć, nie potrafił trzymać tego w sobie. W dalszym ciągu nie spuszczał z niego wzroku lecz w końcu nie wytrzymał. tego po prostu było już za wiele - Błagam cię, zakładaj to z powrotem - rzucił w niego ubraniami, które jedynie znów upadły na podłogę - Nie musisz mi oddawać tych pieniędzy, ale wynoś się stąd jak najszybciej. 

Patrzył na niego z wielkim szokiem wymalowanym na twarzy. Jak to ma się ubrać? Jak to ma wyjść? Co z dragami?
- Co? Dlaczego? Nie! Gdzie ja znajdę innego dilera? Nie mam pieniędzy.. Przecież nikt mi nic nie sprzeda..- jego dłonie zaczęły drżeć, był przerażony. Nie wiedział co ma zrobić. Nie może  kolejny raz zostać bez narkotyków. Cały się trząsł. Nerwowo wplatał palce we włosy aby po chwili opuścić ręce i przejść się nerwowo kawałek. Czuł jak do jego oczu napływają łzy. Stanął na przeciw Jonghyuna na twarzy którego widział przerażenie. Czyżby nigdy nie widział aż tak uzależnionego człowieka? 
-Jonghi.. - zdrobnił jego imię i spojrzał mu głęboko w czarne tęczówki. - błagam.. nie rób mi tego... - położył chłodna dłoń na jego karku i wzrokiem zjechał na jego usta aby po chwili znów popatrzeć w jego oczy. -proszę...- Nie myślał długo. Zaczął  powoli i delikatnie całować wargi bruneta, po chwili jego język ocierał się o ten starszego. Miał świadomość że potrafi się bardzo dobrze całować i mało kto jest go w stanie odepchnąć. Tylko musi chcieć się postarać i to pokazać. To właśnie była ta sytuacja. Teraz był w stanie zrobić wszystko aby zdobyć te pieprzone narkotyki.

Zakłopotanie, to dobre określenie na to jak się czuł patrząc na chłopaka, który chodził wręcz zrozpaczony po pokoju? Nie, to co się działo przekraczało wszelkie możliwości. Przerażenie w dalszym ciągu było widoczne na jego bladej w tej chwili twarzy, które nie chciało zejść. Poczynania Taemina, zachowanie sprawiało, że Jonghyun nie wiedział co zrobić. Pierwszy raz czegoś nie był pewny i nie chciał zrobić tego co obrał sobie za cel. Słowa, prośby białowłosego w dalszym ciągu kołatały mu w głowie, kiedy poczuł jego ciepłe wargi na swoich własnych. Były takie miękkie, słodkie jak miód, że brunet nie mógł się powstrzymać. Odwzajemnił pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny, gwałtowny wręcz można powiedzieć uzależniający. Po prostu nie potrafił się od niego oderwać ze swojej własnej woli, jeszcze do tego język, który doprowadzał go do szaleństwa i pchał do podjęcia decyzji, którą w ostateczności odrzucił. Nie mógł się przecież dać otumanić, zagiąć lecz tak się działo z każdą najmniejszą chwilą aż w pewnym momencie zapragnął go. Chciał czuć tą dobrze znaną ciasnotę, której tak strasznie mu brakowało, nawet nie zwracał uwagi na fakt, że chłopak nie jest w najlepszym stanie, ani na to, że jeszcze jakiś czas temu wręcz czuł strach przed dotknięciem go. Wszystkie hamulce, zastrzeżenia uleciały z niego, a na ich miejsce znów powróciła czysta chcica, pragnięcie więcej, odkrycie więcej i jeszcze więcej. Przyparł Taemina do zimnej ściany odwracając tyłem do siebie, sam ustawił się za nim składając drobne pocałunki po szyi oraz barku białowłosego. Jedną ręką chwycił go zaś w pasie, a drugą ściągnął bokserki, które jedynie przeszkadzały. Przejechał po odkrytym członku Taemina uśmiechając się lekko pod nosem słysząc cichy jęk, który wydostał się z jego buzi. 
-Jeszcze nie raz zajęczysz dzisiejszej nocy - wymruczał mu seksownym zachrypniętym głosem wprost do jego ucha. 

Bał się, że starszy nie da mu szansy, że go wyrzuci, jednak gdy poczuł jak oddaje jego pocałunki, już wiedział że wygrał, czując jak przejmuje kontrolę nad jego własnym ciałem był pewny, że dostanie to czego pragnie. Nie oponował gdy starszy zdjął jego bokserki, czując chłodne palce na swoim przyrodzeniu jęknął cicho, a słowa które brunet do niego wypowiedział i ton jakim to zrobił sprawiły ze przez jego ciało przeszedł dreszcz. 
-Chcę... - odwrócił się do niego przodem i objął go za szyję.
Znów wpił się w te pełne usta i smakował ich dokładnie, po chwili koszulka Jonghyuna leżała na podłodze. Taemin objął rękami szyję starszego a nogami oplótł jego biodra zawisając na nim, położył głowę na jego barku i szeptał seksownie wprost do jego ucha.
-Chcę jęczeć pod tobą, przez ciebie, chcę błagać o więcej, chcę czuć cię głęboko w sobie.. 
Czując jak starszy napina mięśnie pod wpływem jego głosu uśmiechnął się nieznacznie i lekko zagryzł płatek jego ucha. Po chwili leżał już na wielkim łóżku w sypialni i całował namiętnie te usta które go w pewien sposób pociągały. Zarzucił mu ręce na kark i rozszerzył nogi, tak że Jong bez problemu się między nimi zmieścił. Czuł jego palce na swoim ciele, usta, język podążały za nimi. Dawno nikt go tak nie dotykał, wygiął się w łuk czując usta starszego na swoim sutku. Z każdym ruchem Jonga jęki Tae były coraz bardziej zachrypnięte, coraz głośniejsze, coraz bardziej podniecające. Wił się pod wpływem jego dotyku. Chciał coraz więcej. Za każdym razem gdy tylko próbował chociaż trochę objąć dominację nad zaistniałą sytuacją jego ręce od razu były unieruchomione nad jego głową a usta zamknięte ustami starszego. Podobało mu się to co starszy robił z jego ciałem, podniecenie rosło z sekundy na sekundę. Był ciekaw co będzie dalej..

Jęki, jedyne co było słychać w całym pomieszczeniu to ich sapanie mieszane z pojękiwaniami Taemina, który wił się od jego dotyku. Wziął swojego członka w rękę i od razu nakierował na jego dziurkę nie bawiąc się w żadne rozciąganie, które powinien zrobić aby sprawić białowłosemu jak najmniej bólu. Chociaż czy dla niego liczyła się druga osoba, oczywiście że nie. Najważniejsze było aby to jemu było dobrze, przyjemnie. Oraz jego cierpliwość mu na to nie pozwalała dlatego kiedy tylko wszedł w niego dość gwałtownie od razu przeszedł do ostrych, mocnych pchnięć uderzając w jego czuły punkt. Taemin był tak przyjemnie ciasny, tak bardzo podniecający, że Jonghyun nie potrafił się powstrzymać, nie chciał tego robić. Jedyne co było dla niego ważne w tym momencie to osiągnięcie spełnienia.

Nie wiedział co ma zrobić ze swoim ciałem, palce bruneta były wszędzie, było mu tak cholernie dobrze, jego członek był napięty do granic możliwości. Gdy poczuł jak jong wchodzi w niego miał wrażenie, że rozrywa go od środka, jednak posłusznie zacisnął zęby i znosił ból. Na początku było bardzo źle ale im więcej czasu mijało tym odczuwał coraz większą przyjemność, aż w końcu sam poganiał Jonghyuna za co kilka razy oberwał z liścia, lecz w tym momencie nie przeszkadzało mu to. Objął starszego za szyję i przyciągnął do ostrego pocałunku. Zagryzał jego wargi przyciągając je lekko do siebie, jego język dokładnie badał wnętrze ust bruneta. Wbił paznokcie w plecy Kima zostawiając na nich czerwone pręgi. Krzyknął głośno imię kochanka, zacisnął się na jego członku i po chwili poczuł jak orgazm szarpie jego ciałem. Opadł bezwładnie na plecy, był wykończony, jego klatka poruszała się nierównomiernie, a powieki były tak strasznie ciężkie, że nawet nie próbował ich otworzyć.

Płynne, zamaszyste ruchy w zupełności wystarczyły by mógł dojść do szczytów ekstazy rozlewając się w ciele wręcz kościstego Taemina, którym jeszcze targały dreszcze po chwilowo przeżytym orgazmie. Chłopak przymykał powieki nawet nie racząc go zbędnymi spojrzeniami, widać było, że zmęczenie wzięło u niego górę, a Jonghyuna wcale to nie dziwiło. Spodziewał się tego, przecież to było takie oczywiste, że skoro jest taki chudy, szybciej będzie opadał z sił. Przez chwilę nawet poczuł wyrzuty sumienia, które niespodziewanie nawiedziły jego myśli, ale szybko je odgonił nie pozwalając by zabrnęły zbyt daleko. W pokoju panowała niemalże cisza zagłuszana jedynie ich głośnymi, nierównomiernymi oddechami. Spoglądał na jego wciąż wykrzywioną w spełnieniu twarz po której przejechał opuszkiem swojego palca dopiero po chwili orientując się co takiego zrobił. Jonghyun nigdy nie był człowiekiem czułym, nie przywiązywał się do ludzi, nie zwracał uwagi na ich emocje tak więc takie rzeczy były trochę nie na miejscu, a zwłaszcza kiedy usłyszał komplement od Taemina, i mimo że takie słowa nie robiły na nim wrażenia to lekki uśmiech zagościł na jego ustach. Przestań Jonghyun, to tylko jeden z wielu, który wylądował z tobą w łóżku. 
-Wiem - odparł nieskromnie podnosząc się z łóżka, by sięgnąć do szafy po nową parę bokserek, bo te które leżały nadawały się jedynie do prania, który swoją drogą w końcu będzie musiał zrobić. Później. Zakładając ową rzecz w dalszym ciągu czuł na sobie ten pożerający wzrok młodszego, który ani na chwilę z niego nie schodził. Brunet doskonale wiedział, że był przystojnym mężczyzną za którym nie jedna kobieta się uganiała lecz dowiadując się o jego orientacji odchodziła zawiedziona. No cóż mógł poradzić, że bardziej interesowali go mężczyźni. Słysząc pytanie z tych małych usteczek w pewnej chwili zwątpił, a ogromne wahanie zagościło na jego twarzy, bo nie wiedział co ma odpowiedzieć, czy przystać na propozycje, a może zwyczajnie w świecie odmówić? Lecz czy Jonghyun mógłby przegapić takie coś? Nigdy, nawet by sobie tego nie wybaczył. Więc odpowiedź była jasna, choć w jego głosie było słychać tą nutkę niepewności. Chociaż widząc to proszące spojrzenie kiedy stanął z nim twarzą w twarz, całe wahanie zniknęło. 
-Dobra, przyjdź jutro o tej samej godzinie. Pamiętaj, ubierz się ładnie młody - mruknął mu do ucha by chwilę potem przygryźć jego płatek. Złożył delikatny, motyli pocałunek na jego szyi aż na koniec westchnął uważnie przypatrując się poczynaniom Taemina, który gdy tylko się ubrał opuścił pomieszczenie. Musiał przyznać był zadowolony, ba żeby ino. Był wręcz szczęśliwy, że będzie mieć osobę, którą może pieprzyć ile mu się żywnie podoba, taki układ mu jak najbardziej się podobał.
-Oh, Lee Taeminie mam do ciebie wielkie plany - mruknął pod nosem, a uśmiech który widział na jego ustach się poszerzył. To będzie naprawdę ciekawa znajomość. 

Wygiął się czując jak nasienie starszego rozlewa się w jego wnętrzu. Sapał głośno i wtulił się w tors Jonghyuna. Uśmiechnął się czując opuszek jego palca na swoim policzku. Ucałował czule usta Kima i spojrzał mu głęboko w oczy. 
-Masz piękne oczy.. - przesunął delikatnie opuszkami po jego policzku i uśmiechnął się słodko. Uważnie obserwował jak straszy wstaje z łóżka i ubiera się. Dokładnie lustrował całą jego sylwetkę. Zagryzł lekko dolną wargę i powoli wstał z łóżka. Stanął za Jongiem i przytknął swoją klatkę do jego pleców a dłońmi wodził po torsie starszego. Oparł głowę o jego bark i zaczął mówić mu wprost do ucha. 
-Jonghyun.. zostań na stałe moim dilerem. Ty będziesz dawał mi dragi a ja tobie w zamian będę dawał siebie. - złożył kilka pocałunków na szyi starszego, jego palce dokładnie badały każdy skrawek torsu bruneta. Widząc ze ten się waha stanął z nim twarzą w twarz i przejechał opuszkami od jego szyi aż do podbrzusza i patrzył na niego proszącym wzrokiem. Uśmiechnął się słysząc odpowiedź bruneta. Przytulił go i czule pocałował. Ubrał się i po chwili machał starszemu wychodząc. Stojąc w drzwiach rzucił seksownie "do jutra kotku.." i już go nie było. Szedł długim chodnikiem w stronę bramy. Wyszedł za nią i od razu tego pożałował. Poczol mocny cios w brzuch i upadł na ziemie z krzykiem, łapiąc się za obolałe miejsce.
-Gdzie kasa gówniarzu?!
-Aaa! Nie mam! Kurwa.. odpierdol się. Powiedziałem że oddam jak będę miał do cholery! 
-Już za długo nie masz!
Kolejne ciosy spadały na niego a każdy coraz mocniejszy. Leżał na ziemi i staram się w jakikolwiek sposób ochronić przed ciosami. Czuł krew w ustach, ból ogarnął cale jego ciało. Zaczął krzyczeć, szarpać się, jednak wszystko na nic. Poczuł potworny ból w podbrzuszu i skulił się z głośnym krzykiem, a łzy same popłynęły z jego oczu. Nagle ciosy ustały. Ktoś się z kimś kłócił, ktoś oberwał. Poczuł jak ktoś bierze go na ręce. Zaczął się wyrywać ale gdy usłyszał ciepły głos Jonghyuna poddał się jego poczynaniom. W jego ramionach czuł się bezpiecznie.

Siedział na kanapie w salonie i pewnie by pozostał w tej pozycji jeszcze jakiś czas gdyby nie pies, a dokładniej czarno brązowy jamnik, który niespokojnie zaczął chodzić po pokoju i szczekać przeszkadzając mu w oglądaniu jakiegoś programu w telewizji, który swoją drogą mało go obchodził. Myślami nadal był przy białowłosym chłopaku, który jakieś 20 minut temu opuścił jego posiadłość. Spojrzał na niego swoim czarnym wzrokiem zaprzestając wcześniejszą czynność. 
-Co się stało Roo? - zmarszczył brwi, a potem zerknął na wiszący nad telewizorem zegar - Miałem iść z tobą na dwór! No tak, to o to chodzi, nie? Chcesz iść na spacer? - spytał, a Roo słysząc jego pytanie radośnie zamerdała ogonkiem i już biegła ze smyczą w pyszczku. Brunet wręcz rozczulił się na ten widok, podniósł się z kanapy narzucając na swoje barki ciemną skórzaną kurtkę, na nogi założył buty oraz zapiął Roo wcześniej przyniesioną przez nią rzecz. Wyszedł wcześniej wyłączając telewizor i zamknął drzwi na klucz, który schował do kieszeni swoich jeansów. Jamniczka kiedy tylko znalazła się na świeżym, nocnym powietrzu szarpnęła smyczą, a Jonghyun poszedł za nią słysząc już z daleka czyjeś krzyki, nawoływania. Nie lubił się mieszać w jakieś bójki w które niekiedy popadał, lecz do słabeuszy to on zdecydowanie nie należy i wiadomo, że wychodził z nich zdecydowanie na plusie. Mimo swojego niskiego wzrostu umiał sobie poradzić, bo przecież liczyła się siła, którą posiadał, a nie jak wysoki był. Choć musiał przyznać, że nie zawsze tak było. Będąc coraz bliżej zamieszania, w które nie powinien się angażować, ale ciekawość to cecha, która była u niego wręcz zdradliwa. Musiał zobaczyć co się dzieje ewentualnie później zacząć wycofywać chociaż gdyby była taka potrzeba zostałby. Pies kiedy wyczuł, że coś się dzieje i gdy dostrzegł małą grupkę mężczyzn zaczął panicznie szczekać przez co faceci zwrócili na niego swoją uwagę. 
-Cicho Roo - warknął do jamniczki, która tylko kwapiła się by kogoś ugryźć. Niestety jego pies, nie był łagodny, ani spokojny można nawet powiedzieć, że była ona agresywna. Mówi się, że jaki właściciel taki zwierzak, coś w tym było. Jonghyun przeleciał ich znudzonym, niewzruszonym, wzrokiem nie przejmując się groźbami, które leciały pod jego adresem. Lecz jedna osoba przykuła jego zainteresowanie a mianowicie chłopak o białej jak śnieg grzywce leżący i kulący się na ziemi. Ciśnienie podskoczyło w ciele starszego doskonale wiedząc, kto to jest. Taemin. Przełknął ślinę i już niewiele myśląc spuścił Roo ze smyczy, która pognała do zgromadzonych, a Jonghyun podszedł spokojnie wymierzając pierwszemu stojącemu mężczyźnie prawy sierpowy w twarz, że aż z wrażenia upadł. 
-Lubicie się znęcać na słabszych? Może zmierzycie się z kimś równemu sobie? - syknął w kierunku wysokiego osiłka, który podniósł się z ziemi trzymając za krwawiący nos
-A co ty nam możesz zrobić kurduplu? - oddał Jonghyunowi lecz zdecydowanie nie tak mocno jak wcześniej chłopak mu przywalił - Nas jest trzech, a ty sam jak ten palec - uśmiechnął się choć uśmiech szybko zniknął czując ból na jednej z nóg, bo Roo właśnie go ugryzła. 
-Żebyś się nie zdziwił co ten kurdupel może ci zrobić - podciął mu nogę, a mężczyzna znów wylądował na ziemi, dwóch, których trzymało ciało poturbowanego Taemina zostawiło go w spokoju idąc w kierunku bruneta. Normalny człowiek byłby przerażony, uciekał, modlił się by nic mu się nie stało, lecz nie Jonghyun. On czekał, najzwyczajniej w świecie czekał aż podejdą, będą chcieli zrobić to co zamierzają. Kiedy jeden się zamachnął zrobił unik i sam wymierzył mu pięścią w brzuch i popchnął na drugiego, który chciał właśnie go uderzyć powodując, że obaj upadli wpadając w gęste krzaki. Osiłek, który w dalszym ciągu leżał właśnie zamierzał się podnieść lecz brunet widząc jego zamierzenia kopnął go kilka razy z całej siły w brzuch, a on jedynie skulił się jeszcze bardziej.
- I żebym ja was tu więcej nie widział, spróbujcie go znów tknąć, a skończycie jeszcze gorzej - splunął odwracając się do tyłu, a dwóch, którzy pozostali w krzakach zniknęli z pewnością wystraszeni stanem ich tak zwanego lidera. Zadowolony spojrzał na Taemina i dopiero wtedy przypomniał sobie o celu tego wszystkiego. Przez całą bójkę zapomniał o poszkodowanym, który kulił się jęcząc z bólu gdy starszy wziął go na ręce. 
-Spokojnie.. to tylko ja. Nie zrobię ci krzywdy - widząc w jakim stanie znajduje się chłopak poczuł nagłą wściekłość, że ktoś w ogóle odważył się podnieść na niego rękę. On sam bał się odbyć z nim stosunek obawiając, że zrobi mu krzywdę, a co dopiero doprowadzić do tego - Zabieram cię do siebie, nie ma mowy, że będziesz wracał w takim stanie.. - mruknął słysząc sprzeciwy ze strony młodszego, które go jedynie zdenerwowały jeszcze bardziej - Nawet nie próbuj zaprzeczać, masz w ogóle szczęście, że cię tu znalazłem. Podziękujesz mi później - rozejrzał się poszukując swojej zguby lecz nawet nie musiał nawoływać, bo pies od razu do niego przybiegł - Świetna robota Roo. 

Syknął cicho gdy Kim położył go na kanapie. 
-Nowe ciuchy.. Kai mnie zabije.. - jęknął patrząc na białą bokserkę całą we krwi i parę przetarć i dziur na spodniach. 
~Kto to był? Dlaczego cię pobili? Kto to Kai? 
- Wiszę kasę za dragi... Nie mam z czego oddać.. Mój brat. Tylko on mi został.. tylko on mi po... -Jong wszedł mu w pół słowa.
~Nie obchodzi mnie twoja historia rodzinna. Rozbieraj się, muszę ci to opatrzyć.. 
Starał się zdjąć bokserkę ale przychodziło mu to z wielkim trudem. Po chwili poczuł jak uciążliwy materiał znika z jego ciała z pomocą Jonghuna z którego ust wyleciało kilka przekleństw. Zimne opuszki przesuwały się po siniakach na jego ciele.
-Shhh... - spiął się gdy starszy przejechał po jednym z żeber. 
Dłonie Jnghyuna powoli rozpięły jego spodnie które po chwili zniknęły wraz z butami i bokserkami ukazując posiniaczone i obtarte chude nogi białowłosego.
Leżał na dużej czarnej kanapie i patrzył jak starszy powoli i delikatnie obmywa jego rany żeby następnie je opatrzyć.
Pisnął czując mocny ból gdy Jong przyłożył gazę nasączoną wodą utlenioną do jego krwawiącego łuku brwiowego. Zacisnął ręce w pięści i ścisnął zęby robiąc przy tym zabawną minę, ale wszystko dzielnie zniósł. 
~Hah.. zabawnie wyglądasz. 
Otworzył szeroko oczy. Czy Jonghyun się właśnie do niego uśmiechnął? Ale to był inny uśmiech niż te wcześniejsze.. Taki.. szczery... 
 Gdy Kim już opatrzył wszystkie rany Taemin powoli zaczął się podnosić, lecz brunet zatrzymał go kładąc z powrotem.
~Gdzieś się wybierasz? 
-Eeeeee do domu? - zerknął na niego nie rozumiejąc pytania, chyba nie sądził że..
~Zostajesz na noc. Nigdzie nie idziesz w takim stanie. Chcesz żeby cię zabili?
Szok? To mało powiedziane w odniesieniu do tego co w tej chwili czuł. 
-Ale..
~Słuchaj smarkaczu, będzie tak jak ja chcę, jasne? Zapamiętaj dobrze te słowa. Nie lubię się powtarzać.
Spuścił głowę i siedział już cicho bawiąc się plasterkiem na jego brzuchu. 
Po jakimś czasie, poczuł jak starszy delikatnie i ostrożnie bierze go na ręce niosąc w stronę jednego z pokoi. 
-Hihi - zachichotał uroczo - nie jestem jajkiem głupolu, nie musisz wszystkiego robić tak ostrożnie i delikatnie. - Objął go za szyję i wtulił się w niego obdarzając go pięknym i najszczerszym uśmiechem.  
Z sekundy na sekundę brunet szokował go coraz bardziej. 
Miał tyle pokoi więc dlaczego będą spali razem, w tym samym łóżku? Kiedy starszy położył dłoń na jego pasie i delikatnie przyciąga do siebie, czuł się taki.. bezpieczny.. Nie myśląc długo wtulił się w umięśniony i ciepły tors starszego i zasnął szepcząc ciche 
-Dobranoc.



~ Minnie & Bummie 

2 komentarze:

  1. Wow... Dosyć to długie... Ale fajne i dopracowane też :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuuuu Jezu Jezu!! Zajebistość w Zajebistości! Kocham to!

    OdpowiedzUsuń