poniedziałek, 26 grudnia 2016

I need your love before I fall.



Troszkę dawno mnie nie było, wiem. Może to nie jest odpowiedni shot na święta, ale mimo tego chciałabym wam życzyć: Wesołych świąt, miłej, rodzinnej atmosfery, żebyście wypoczęli przez te kilka dni wolnego, udanego sylwestra i aby przyszły rok przyniósł wam wiele radości, sukcesów i okazał się jeszcze lepszy od 2016! :)


~*~


Nigdy nie potrafił pojąć słów: „Zobaczysz, jeszcze będziesz najszczęśliwszą osobą na ziemi”. Jak miał w nie wierzyć, skoro osoba nadająca sens jego życiu odeszła wraz z pierwszym powiewem zimowego wiatru? Pozostawiła po sobie jedynie niedosyt, wzmiankę bólu, który pewnego dnia odezwał się w jego sercu. Niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie. Jakby chciał dać znać o swojej obecności, aby nie żyło mu się zbyt łatwo. Początkowo to było niewinne kłucie. Szło je wytrzymać, do czasu aż ból nie rozlał się po całym umyśle, ciele, paraliżując je. Nie mógł zrobić durnego kroku w przód, a co dopiero móc wyrzucić tą jakże piękną, najcudowniejszą istotę ze swojej głowy. Zagnieździła się już na dobre. Mimo tego posiadał jeszcze żmudną nadzieję, że jak się kiedyś obudzi, wreszcie będzie mógł spokojnie odetchnąć, pozbywając się tony głazów przyciśniętych do jego klatki piersiowej.
Wydawało mu się, że im więcej minie czasu tym będzie w stanie zapomnieć. W końcu tyle się nasłuchał: „Czas leczy rany”. Po każdym następnym dniu miał ku temu wątpliwości. Rana, zamiast się zasklepiać, otwierała kolejne, jeszcze bardziej bolesne od tych poprzednich. Cierpiał. Wspomnienia, które pragnął od siebie odsunąć, wracały za każdym razem, kiedy przymykał powieki.


W śnie widział jego roześmianą twarz, tryskające życiem oczy, a o uszy obijał się ten słodki śmiech. Tęsknota wracała. W takich chwilach budził się, wodząc dłonią po pustym, wychłodzonym łóżku. W miejscu, gdzie niegdyś leżał brunet, znajdowała się jedynie kołdra oraz niepomięta poduszka. Brak obecności osoby, którą tak strasznie pragnął ujrzeć. Wtedy zalewał się gorzkimi łzami, by dać upust swoim negatywnym emocjom. Kiedy zaczynał cicho łkać, płacz z czasem zamieniał się w głośny szloch rozchodzący się po całym pomieszczeniu. Domownicy początkowo starali się coś z tym zrobić, ale widząc, iż to nie przynosi zamierzonych efektów dali spokój, nie wiedzieli, jak mają mu pomóc. Chociaż dźwięki były tak przykre dla ich uszu, musieli je znosić, byli pewni, że młodszemu w końcu to minie.


Było z nim źle, wiedział o tym, jednak nikt nie sądził, że będzie w stanie posunąć się do AŻ takiego czynu. Przekonał się o tym Hoseok, gdy pewnej nocy zachciało mu się skorzystać z toalety. Zaskoczyło go palące się w niej światło, pomimo tego postanowił poczekać. Jednak gdy minęło niepokojąco dużo czasu, a odzewu po drugiej stronie nie było, nacisnął na klamkę. Widok, jaki ujrzał po przekroczeniu progu, ścisnął boleśnie jego serce. Mała, bezbronna istotka, siedziała skulona w kącie, pod ścianą, w ręce trzymała srebrny, świecący przyrząd.


-Taehyung — wyrwało mu się z ust, nim porwał to drobne ciałko w swoje ramiona. Chłopak bezwładnie poleciał w jego stronę, co przestraszyło czerwonowłosego. Obejrzał go dokładnie by ocenić czy coś mu się stało, ale z tego, co zdołał wywnioskować, wszystko było w porządku. Blondynek zmęczony ciągłym płaczem zdążył usnąć, nim doszło do jakiegoś nieszczęścia, dlatego odetchnął z ulgą. Złapał go pod kolanami, a drugą rękę ułożył na jego plecach, by zanieść do łóżka. Nie mógł pozwolić, aby się przeziębił, a ciągłe siedzenie na zimnych kafelkach mogło coś takiego spowodować. Ostrożnie ułożył go na miękkim materacu, tak by nie zbudzić śpiącej postaci. Niestety nie poszło po jego myśli, gdyż Tae w momencie jak Hoseok chciał wrócić do siebie, poczuł delikatny, wręcz ledwo wyczuwalny uścisk na prawej dłoni. Widok, jaki otrzymał tuż po odwróceniu się, jedynie wywołał lekki uśmiech na jego twarzy.


Był jeszcze słodszy niż dotychczas, ta zaspana buzia chłopca z tymi rozkopanymi włoskami, które były w jednym, wielkim nieładzie, dodawały mu uroku. Jedyne co nie pasowało do całości to ogromny smutek widniejący na ustach oraz ból w jego oczach. To sprawiało, że serce czerwonowłosego pękało.


-Hobi hyung.. Zostaniesz dzisiaj ze mną? - spytał łamiący się głosik. Zaskoczył go swoją prośbą, ale jakżeby śmiał mu odmówić? Nigdy nie potrafił. Skinął niezauważalnie głową, przysuwając się do niego ponownie, aż nie płożył się tuż obok. Dziwnie się czuł, leżąc w jednym łóżku z blondynkiem, zwłaszcza wtedy, kiedy miał świadomość, iż to miejsce jeszcze całkiem niedawno zajmował Jungkook. Zdawał sobie sprawę, że mu ciężko jak im wszystkim. To była ogromna strata, jaką ponieśli i każdy odczuwał ją na swój własny sposób. Nie chciał nawet wiedzieć, co przechodził ten słodki aniołek.


Czując, jak wtula się w jego klatkę, otulił go jedynie swoimi ramionami, drżał. Kilka sekund później jego koszulka zrobiła się mokra od łez młodszego.


-Hobi.. Powiedz, że będzie dobrze.. Że to minie.. Że on wróci.. - zaszlochał cichutko, na koniec unosząc swoje zapłakane oczy, by spojrzeć w te starszego — Tęsknię za nim hyung..
Nie miał pojęcia co zrobić, co powiedzieć, aby chłopak poczuł się lepiej. Oboje doskonale wiedzieli, że brunet nigdy nie zaszczyci ich swoją obecnością, nigdy się do nich nie uśmiechnie, nigdy nie zaśmieje. To, co miało miejsce w przeszłości, tam już pozostanie. Mimo iż Taehyung wiedział, jak okropna jest rzeczywistość, nadal żył w złudzeniu, że młodszy do niego wróci, że to ich chwilowa rozłąka. Nie mógł przyjąć do świadomości, że jego największe oczko w głowie, nie żyje. To było tak strasznie dobijające i nie chciał w to uwierzyć.
Natomiast Hoseok nie potrafił patrzeć na cierpienie młodszego. Pragnąłby, zapomniał, aby znów odnalazł sens w swoim życiu. W końcu go kochał. Kiedy on był smutny, czerwonowłosy momentalnie tracił swój dobry humor. Co jak co, ale odkąd pamięta, Taehyung był wesołym chłopcem, cieszącą się życiem, pozytywną istotą. Swoim nastawieniem potrafił podnieść na duchu niemalże każdego. Gdy widział go w takim stanie jak teraz, serce mu się krajało. Gdzie się podziała jego aura? Ten szeroki uśmiech? Z pewnością została pogrzebana wraz z trumną Jungkooka..


-Taeś.. - zaczął po jakiś kilku minutach, by przerwać ciszę, jaka między nimi zapadła. Nadal płakał, każda jego wylana łza, była jak mała igiełka wbita w serce Hoseoka. Na swoje zdrobnienie ponownie na niego spojrzał. Dostrzegając przekrwione oczy chłopaka, nie mógł dłużej tego znieść.


Niesiony chwilą, jakimś nagłym impulsem nachylił się nad nim, łącząc ich usta w delikatnym pocałunku. Nie łudził się nawet, że młodszy odwzajemni ten gest, zwłaszcza po tym, jak cały zesztywniał. W pewnym momencie chciał się odsunąć, uważając, że to, co robi, jest bez jakiegokolwiek sensu, jednak stało się coś, co zaskoczyło czerwonowłosego. Taehyung przytrzymał drżącymi rączkami jego twarz, oddając niepewnie pocałunek. Odkąd tylko pamięta, pragnął skosztować tych słodkich usteczek, ale wiedząc, że ta mała kruszynka jest ślepo zapatrzona w bruneta, nie miał najmniejszych szans. Teraz sen, który śnił mu się niemalże codziennie, okazał się najpiękniejszą rzeczywistością. Jego usta były jeszcze miększe i jeszcze delikatniejsze niż przypuszczał, właśnie to czyniło go wyjątkowym. Ten moment utwierdził go w jego uczuciach, jakie do niego żywi. Bardzo chciał, aby chłopak to wszystko odwzajemniał. Na razie było to niemożliwe.


-Hyung — wyszeptał drżącym głosem, odruchowo oblizując nieco napuchnięte wargi. Hoseok spojrzał na niego czułym wzrokiem, a widząc te słodkie rumieńce, na jego policzkach poszerzył swój uśmiech i pogładził je kciukiem.


-Cichutko kruszynko, już wszystko będzie w porządku. Dopilnuję, abyś więcej nie chodził smutny — starszy starł wierzchem dłoni pozostałości po łzach Taehyunga — Teraz już śpij maleńki, już późno, pewnie jesteś zmęczony — szeptał mu do ucha kojące słówka, powodując, iż chłopiec się pomału uspokajał. Nawet leciutki uśmiech zagościł na jego smutnej dotąd twarzy. Tak bardzo pragnął, aby znów był szczęśliwy. Kiedy chciał coś jeszcze mu powiedzieć, dostrzegł przymknięte powieki młodszego oraz miarowo unoszącą się klatkę. Zasnął. Nim sam udał się w krainę snów, przykrył go szczelnie kołdrą by przypadkiem nie zmarznął. Dopiero wtedy mógł iść w ślady swojego małego aniołka.

Obudził się sam z siebie, dość wcześnie jak na jego gust, ale wyjątkowo wypoczęty. Przywołując do głowy wczorajsze wspomnienia, odruchowo zerknął w bok, spodziewając się ujrzeć blond czuprynę, której nie było w łóżku, ani nawet w pokoju. Poczuł zawiedzenie, gdyż nie tak wyobrażał sobie swoją poranną pobudkę. Nie miał jednak zamiaru się smucić, pewnie chłopak zgłodniał, bo nie było go wczoraj na kolacji. Wiedziony tą myślą zsunął się z łóżka młodszego, a następnie opuścił to urocze pomieszczenie. Przeszło go chwilowe zastanowienie czy powinien wstąpić do swojego pokoju, ale słysząc burczenie w brzuchu, jego rozmyślania nagle zostały rozwiane. Ślamazarnym krokiem zszedł po schodach, udając się prosto do kuchni. Zdziwił się, z rana po całym dormie unosiły się zapachy przyrządzanego śniadania, które robił ich kochany hyung, Jin. Teraz nic podobnego nie wyczuł, co trochę go zaniepokoiło, zwłaszcza miny wszystkich zebranych były jakieś dziwnie blade, jak wszedł do środka.


-Coś się stało? - spytał, jak podszedł bliżej stołu, wokół którego zebrali się domownicy. Dopiero teraz dostrzegł brak pewnej osoby, ale nie zdołał nad tym nawet pomyśleć, gdyż Yoongi hyung z dziwnym wyrazem twarzy wsunął mu jakiś kącek papieru do ręki.
Od razu rozpoznał pismo właściciela.

„Wiem, co sobie pomyślicie, czytając to: »Jaki tchórz, ale z niego egoista«.
W porządku, macie do tego prawo. Zrozumiem, jeśli mnie znienawidzicie. Mam jednak nadzieję, że kiedyś mi to wybaczycie. Naprawdę bardzo długo nad tym myślałem, mimo tego wciąż nie byłem zdecydowany. Ale pewna osoba uświadomiła mnie w pewnej kwestii.
„Aby być szczęśliwym, trzeba być najbliżej osoby, którą się kocha”.
Pamiętasz? Mówiłeś mi to kiedyś, jak jeszcze wszystko było dobrze. Wtedy nie rozumiałem.
To dzięki tobie Hobi hyung, to ty ułatwiłeś mi podjęcie słusznej decyzji.
Zawsze będę cię kochać, może nie tak jak ty byś tego chciał, ale zawsze będę przy tobie, tak jak ty byłeś przy mnie. Pamiętaj, nigdy, ale to nigdy się nie zmieniaj! Jesteś najwspanialszy taki jaki jesteś, wierzę, że jeszcze będziesz miał osobę, która pokocha cię całym swoim serduszkiem!
Dziękuję wam za wszystko, jesteście najlepszymi hyungami jakich mogłem sobie wymarzyć!
Nigdy o was nie zapomnę!
Nie musicie się już o mnie martwić, jestem w dobrym miejscu, wśród cudownych ludzi.
Teraz jestem nareszcie szczęśliwy.

Taehyung.”

Papier momentalnie wysunął się z jego dłoni. Nie, to nie mogła być prawda. Oszołomiony spojrzał na swoich przyjaciół, dostrzegając ból malujący się na ich twarzach. Ta informacja nadal do niego nie docierała, wydawała mu się tak absurdalna, że po prostu w nią nie wierzył. Kiedy jednak zbudził się następnego dnia, nie ujrzał buzi blondyna ani w kuchni, ani w jego pokoju, nigdzie. Sytuacja powtarzała się każdego dnia, aż nie nadszedł dzień pogrzebu.

Wybierał właśnie garnitur z szafy, jakby to było zwykłe spotkanie rodzinne, coś mało istotnego, a nie pogrzeb jego najlepszego przyjaciela. Mimo iż nadal nie przyswoił do siebie tych wszystkich informacji, zaczynał odczuwać brak tej słodkiej kruszynki, tęsknił za nim. Za jego uśmiechem, za radosnymi oczyma, za tą energią, jaką im dawał. On nie mógł odejść. Z takimi myślami udał się do samochodu, który miał ich zawieźć na uroczystość. Przez cały ten czas, Hoseok nie był w stanie się skupić, co chwilę jego wzrok uciekał na ciemną skrzynię, która stała na samiusieńkim środku. Przecież tam nie mógł być jego słodki aniołek..


Kiedy nastał czas pożegnania, uchylili wieczko drewnianej trumny, a jego oczom ukazała się ta drobna, mała postać. Chłopak był jeszcze bledszy niż na co dzień. Policzki, które niegdyś były delikatnie zaróżowione, straciły swój kolor, również usta przybrały inną barwę, zsiniały. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że Taehyung smacznie śpi, dopóki nie chwycił lodowatej dłoni młodszego. Wtedy dopiero w oczy mu się rzuciła dość głęboka rana widniejąca na nadgarstku blondynka. Niezagojona, która już nigdy nie będzie miała okazji się zasklepić.

Podobnie było z sercem Hoseoka. Jego świat właśnie runął jak rozwalony domek z kart tyle, że straty okazały się o wiele bardziej bolesne, niż śmiałby przypuszczać. Jak dotąd nie płakał, tak teraz potok słonych łez oblał całą jego twarz. Moczył nimi buzię chłopaka, ale wydawał się tym nie przejmować, gdyż całą swoją uwagę skupił na tej przepięknej istocie.

Moment, w którym musiał puścić jego dłoń, był najgorszy. Wcale nie chciał go zostawiać, nie miał ochoty się z nim żegnać.. Wiele czasu stracili, zanim odpędzili zrozpaczonego czerwonowłosego od trumny ich przyjaciela. Każdemu było ciężko, zwłaszcza po tym, że stracili dwóch członków zespołu.. Mimo tego nie mieli pojęcia, co odczuwa ich nadzieja. Natomiast Hoseok wreszcie rozumiał co przez cały ten czas przeżywał Taehyung.. Już wiedział, dlaczego blondyn podjął taką, a nie inną decyzję. Gdyby nie był tchórzem, sam podążyłby w tym samym kierunku co on. Tak tylko był zmuszony żyć dalej z myślą, że jego serce odeszło wraz z miłością jego życia.


~Bummie

czwartek, 10 listopada 2016

Życiowe przemyślenia.




~*~

"Jestem egoistą, że chce mieć cie wyłącznie dla siebie? Może i tak, ale mimo iż bardzo bym tego chciał, nigdy tak nie będzie. Zawsze pytasz co się dzieje, a ja odpowiadam wymijająco, bo co mam powiedzieć? Chce szczęścia, to jest moja główna odpowiedź, ale co dokładnie daje mi to szczęście, sam chciałbym to wiedzieć. Raz bywają dni takie, że mam ochotę zniknąć raz na zawsze z tego świata, a innym razem tak się cieszę ze swojego życia, że to wszystko wydaje się być sprzeczne ze sobą. Nie jestem logiczny i by mnie zrozumieć trzeba nad tym przysiąc jak do zadania z matematyki. Tylko czy jestem na tyle prosty by szło mnie rozwiązać? Sam nie wiem, myślę że to zależy od chęci tej drugiej osoby. A jak to jest z tobą? Bo momentami mi się zdaje, że rozumiemy się bez słów, a innym zaś razem jakbyśmy obaj porozumiewali się w dwóch różnych językach. Od czego to zależy? Chyba nigdy porządnie się nad tym nie zastanawiałem. Teraz jest okej, smutek jaki się we mnie kłębi jest ukryty, głęboko w środku, zostawiony na te specjalne dni, gdy mam chęć rzucić wszystko w cholerę. Dlaczego się tak dzieje, co jest powodem takich stanów? Na to pytanie trochę ciężko mi odpowiedzieć gdyż mam momenty takie, że odpowiedź jest prosta i dość oczywista, ale z biegiem czasu jakby sprzeczna z tym o czym myślę w danej chwili. Wydaje mi się, że wiem czego chce w te gorsze dni, ale teraz brzmi pytanie czy wtedy przemawia przeze mnie przygnębienie czy być może serio jest to prawda? Chyba teraz się tego raczej nie dowiem. W takim bądź razie, kiedy? Czy kiedykolwiek zaznam odpowiedzi? Właśnie, tak siedzę i się zastanawiam nad sensem miłości. Co to właściwie jest?  Na czym polega?  Rozumiem, że jest ta jedna jedyna osoba dla której zrobiłbyś dosłownie wszystko, jest dla ciebie najważniejsza w świecie, ale skąd pewność, że nie jest to zakochanie? Przecież pojęcia są dość do siebie podobne. W miłości akceptujesz wady swojego obiektu westchnień, robisz wszystko aby był szczęśliwy. Skoro to miłość to czym jest zakochanie? W tej sytuacji patrzysz wyłącznie na swoje dobro ignorując uczucia drugiego człowieka? Jak taki typowy egoista? Czyli jak coś czuję mogę być zakochany? To w takim razie jak odróżnić zakochanie od zauroczenia? Obydwie rzeczy są naprawdę nietrwałe, jedno jest silniejsze, a drugie słabsze? Skoro czasami coś czuję, a momentami sam nie wiem, świadczy to o tym, że się zauroczyłem? Może to tylko sobie uroiłem? A zazdrość do czego dopisać? W końcu to coś zupełnie innego, nie jest powiedziane, że jest związana z jakimś poważniejszym uczuciem, nie? Chyba zazdroszczę ci szczęścia, jakie ty masz, a ja od zawsze chciałem mieć. Przez to przekładam to w jakieś niewytłumaczalne odczucia, które tak naprawdę mogą być sprzeczne ze mną. Chcę w ten sposób jakoś wytłumaczyć swoje zachowanie by nie wyjść na jeszcze większego egoistę niż jestem? Sam nie wiem. Mimo tego nie powinienem się wypowiadać na temat czegoś, czego nigdy nie doświadczyłem, na myśli mam miłość, gdyż zupełnie nie mam o tym pojęcia. Wiem, że chcę być dla ciebie ważny, być w centrum twojej uwagi, być może dlatego, iż obawiam się jakiś zmian jakie mogą między nami nastąpić. I tutaj chyba jest źródło mojego narastającego problemu. Nie mogąc czegoś zatrzymać budzi się we mnie strach, on przeradza się w lęk, co potem odbija się na moim samopoczuciu. Myśl samotności mnie dobija, także robię wszystko aby nigdy jej nie zaznać. Przecież nie jestem sam, właśnie. Nie jestem sam. Chyba poukładałem sobie pewne rzeczy. Nie będę sam bo zawsze będziesz obok mnie bez względu na wszystko. Na tym przecież polega przyjaźń, dlatego dziękuję za to, że mam tak wspaniałą osobę jaką jesteś ty, u swojego boku. Reszta jest nieważna. "

Rzucił ostatni raz okiem na kartkę papieru, na której były zawarte jego wszystkie dotychczasowe przemyślenia. Dopiero potem mógł zamknąć zeszycik wbijając wzrok w chłopaka, który wszedł właśnie do pomieszczenia.
-Taehyung idziesz?
-Tak, tak właśnie się zbieram - stwierdził przysiadając na skraju własnego łóżka, a brązowowłosy pokiwał głową kierując się do drzwi.
Patrzył na niego dobrą chwilę, na jego oddalającą się sylwetkę by na koniec zatrzymać go swoim pytaniem.
-Jungkookie?  - chłopak odwrócił się przez ramię słysząc głos.
-Dziękuję. Za to, że jesteś - powiedział jak gdyby nigdy nic. Dostrzegł zdezorientowanie na twarzy młodszego, nie wiedział pewnie o co chodzi. Nie szkodzi, ważne, że on wiedział, na co jedynie uśmiechnął się sam do siebie.

~Bummie

poniedziałek, 11 lipca 2016

Ale to tylko ciekawość...




Taratatata, wpadam na chwilkę. Wrzucam coś byście nie pomyśleli, że ten blog został przeze mnie zapomniany. Skąd, pamiętam o nim. Nie raz myślałam by tu zajrzeć jednak nie wyszło. Krótkie trochę, ale ważne, że jest. ^^



~*~




-Wyszedł?
.
.
.
-Teraz!
Gdy tylko chłopak opuścił pomieszczenie, Jungkook ruszył pędem w kierunku zeszytu, by wziąć go w swoje ciekawskie ręce. Owszem, rzecz nie należała do niego z czego doskonale zdawał sobie sprawę, jednak nie mógł przegapić takiej okazji jaka mu się nadarzyła. Usłyszał gdzieś zza pleców karcący komentarz swojego przyjaciela. Wie, że jest wścibskim dzieckiem więc nie rozumie czemu się tak martwi. Poza tym Taehyung wychodząc z pokoju miał pewnie świadomość, co się stanie z jego własnością, prawda? Zwłaszcza jeśli zostawił ją na pastwę losu Jimina oraz nieco młodszego Jungkooka. Kto normalny robi takie coś? Przecież każdy mógł to zabrać i przeczytać... Nie żeby on to chciał zrobić.. Jedynie rzuci okiem i zaraz odłoży!
-Kookie, a może jednak sobie darujemy?  Tae to mój kumpel i nie sądzę, że... - przerwał mu w pół zdania. Niekoniecznie chciał słuchać wywodów z jego strony, a pouczanie to ostatnie na co miał w tej chwili ochotę.
-Oj cicho, nie robię nic złego, chcę tylko zobaczyć co tam takiego skrywa, że nie chce nikomu tego pokazać - otworzył zeszyt od razu na pierwszej stronie dokładnie śledząc jej treść.
-Dlatego też nie powinniśmy w nim grzebać - zlustrował wzrokiem czarnowłosego. Chłopak za nic nie chciał rezygnować ze swojego pomysłu, wręcz przeciwnie, coraz bardziej się nakręcał. Jimin westchnął cicho ostatecznie zaglądając mu przez ramię.
-Czy to..
-To pamiętnik.
 Stwierdził Kook jak skończył czytać pierwszą stronę. Dopiero teraz się zorientował, że jego przyjaciel tam opisuje swoje przeżycia. Czy aby na pewno powinienem zaglądać w głąb serca Tae bez jego wiedzy? Zastanawiał się chwilę. Bo to co on wyprawia było trochę nie na miejscu.. Jednak jakby tak dłużej nad tym pomyśleć, nie powinni mieć przed sobą żadnych tajemnic, na dodatek wyjątkowo ciekawie się to zapowiadało. Także nie licząc się z dalszymi konsekwencjami zagłębił się w interesującej jego zdaniem lekturze. Zignorował Jimina, który wiedząc z czym młodszy ma do czynienia opuścił pomieszczenie. Uznał, że nie chce mieć z tym nic wspólnego. Tchórz! Przerzucił na następną kartkę marszcząc brwi, strona różniła się od pozostałych. Była napisana pochyłym drukiem budząc w Jeon niemałe zdezorientowanie. Przysunął nos bliżej zeszytu pochłaniając słowa w niej zawarte.



"Mam dość. On mnie wykańcza, szczególnie swoją obecnością. Myślałem, że mogę coś z tym zrobić, ale szybko się zorientowałem, że moje zachowanie byłoby wtedy bardzo nie poprawne. Tak jakby teraz było, ciągłe wgapianie się w niego w niczym nie pomaga. Eh. Dlaczego to musi być takie trudne? Rozumiem, że miłość nie jest prosta, ale chyba zasługuję na odrobinę szczęścia, prawda? Czemu go nie mogę dostać? Jestem złym człowiekiem? Gdzieś popełniłem błąd? Dobrze, przyznaję się, zjadłem mamie wszystkie ciasteczka jak byłem mały, ale czy to jest powód bym teraz chodził nieszczęśliwy? Bo jeśli tak to przepraszam.."




Uniósł delikatnie kącik ust czytając ostatnią część, niestety mina mu zrzedła po szybkim przeanalizowaniu informacji, których się dowiedział. Ostatnio zauważył, że Taehyung chodzi jakiś zamyślony, niekiedy nawet bujał w obłokach. Był jednak pewien, że to normalne ponieważ zawsze się tak zachowywał. Zakochał się? Poczuł dziwny ucisk w brzuchu gdy tylko o tym pomyślał. Czyżby ciekawość zżera go od środka?
Teraz nie ma szans żeby odstawił zeszyt na miejsce. Pamięta, że miał taki zamiar na samym początku jednak zbyt daleko zabrnął by mógł to zrobić. Przerzucił na następną stronę.




"Nigdy nie zapomnę tej próby, którą mięliśmy razem dzisiejszego dnia. Owszem, to nic wielkiego, ale za nic nie potrafię wymazać z pamięci tego wspaniałego uśmiechu, którym co chwila mnie obdarzał. Jest taki piękny... Taki charakterystyczny, nie da się go pomylić. Trener wyjątkowo nas oszczędził skoro pozwolił nam wyjść godzinę wcześniej.. Mogłem od samego początku wyczuć haczyk, to było przecież zbyt wspaniałe. Ćwiczenia w parach, dodatkowo moim partnerem był właśnie on.. Nie protestowałem, jakże bym śmiał to zrobić? To jedna z niewielu okazji kiedy mogłem być przy nim naprawdę blisko. Dotknąć bez obawy, że dostanę po twarzy. Zdecydowanie, najlepszy czas w moim życiu aż chciałbym by było tak zawsze. Im dłużej nad tym myślę zdaję sobie sprawę, że niepotrzebnie sobie robię nadzieję. Nigdy jeszcze nie spojrzał na mnie jakoś inaczej, ja wiem? Czule? Jak już to tylko przyjacielskie gesty. Nic poza tym. Gdyby tylko dał mi jakiś sygnał wtedy nie bałbym się wziąć spraw w swoje ręce. Kto wie? Może kiedyś zaryzykuję. Jednak nie chcę tracić przyjaciela.." 




Próba? Jemu chodzi o tą, którą mieli wspólnie trzy dni temu? Ponownie zmarszczył brwi gdyż zaczął kojarzyć pewne fakty. Ćwiczył kilka razy w parze z Taehyungiem, nie był jednak pewien czy w tym dniu również. Znowu ten dziwny ucisk w żołądku, który poczuł kilka minut wcześniej, dodatkowo doszło do tego śmieszne łaskotanie. Może to wyrzuty sumienia go nawiedziły bo grzebie w nie swoich rzeczach? Zerknął na następną kartkę, nie mogąc się jednak oprzeć ponownie ją przewrócił.




"Znowu się pokłóciliśmy, a o co sam nawet nie pamiętam. Dlaczego choć raz nie może pójść na ugodę tylko wszystko musi być po jego myśli? Mały smarkacz, kochający smarkacz...
Jednak nie mogę się na niego długo gniewać, kocham go. Tak właśnie działa miłość, wybacza sobie wszystkie błędy. 
Może powinienem właśnie pójść go przeprosić?"




Oni również często się kłócą w dodatku o byle jaką błahostkę, nie jego wina, że mają podobny charakter. Gdy obaj się na coś uprą. To koniec, żaden nie odpuści.. Przynajmniej na początku. Jak tak dłużej nad tym myślał, faktycznie przyszedł go potem przeprosić. Zrobił niemalże tak samo jak napisał w tym zeszycie... Otworzył szerzej oczy. Czy to możliwe aby on był obiektem westchnień Taehyunga? To o nim tak zawzięcie pisał? Siedział mu non stop w głowie? Już chciał przerzucić na następną stronę kiedy drzwi się nagle otworzyły. Stanął w nich właściciel pamiętnika, który mimo wszystko w dalszym ciągu znajdował się w rękach Jungkooka.
-Chyba gdzieś tu przez przypadek zostawiłem mój zeszyt, nie wiesz może gdzie.. - jego wzrok właśnie spoczął na chłopaku, a z tego co zdołał zauważyć coś przed nim chował - Co tam masz? Czy ty właśnie go czytałeś?! - nie mógł za bardzo zareagować bo rzecz momentalnie została zabrana mu z dłoni - Nie.. nie.. Dlaczego ty.. Jak ty.. Ile stąd przeczytałeś?
Dostrzegł na jego twarzy malującą się konsternację, strach. Największa w tym wszystkim była jednak złość.
-Słyszysz, ile wiesz?! - podniósł głos wyrywając Kookiego z chwilowego zamyślenia.
-Trochę, jednak nie wszystko. Jedynie domyślam się o kim pisałeś - przygryzł dolną wargę spuszczając wzrok na swoje dłonie. Nie mógł znieść tego przenikliwego spojrzenia.
-Kookie... - zaczął jednak wkrótce urwał nie wiedząc co ma powiedzieć dalej.
-To.. to prawda? Proszę tylko szczerze - ponownie wlepił w niego wzrok. Czuł jedynie jak jego dłonie z chwili na chwilę coraz bardziej się pocą natomiast serce przyspieszyło swoją pracę jakby chciało wyskoczyć mu z piersi. Nie miał pojęcia czego ma się spodziewać co było chyba głównym powodem tego, że się denerwuje. Taehyung był ważną osobą w jego życiu i niemalże każde słowo jakie do niego kierował brał do siebie. Jeszcze teraz gdy jest zły, to sprawiało kolejny, nieprzyjemny ścisk w brzuchu. Chyba powinien się do czegoś przyznać.. Otóż on również od pewnego czasu żywi do V jakieś uczucie. Nigdy jednak nie sądził, że ich znajomość miałaby szansę zabrnąć o wiele dalej. Dlatego nie robił sobie żmudnych nadziei. Nie chciał się potem rozczarować. Byli najlepszymi przyjaciółmi i był pewien, że tak pozostanie. Teraz wszystko może ulec zmianie, kto by pomyślał? Wystarczy tylko odpowiedź starszego na którą najwidoczniej się nie kwapił. Milczał. Może faktycznie się pomylił? Coś źle odczytał? W sumie równie dobrze mógł napisać o którymkolwiek członku z ich zespołu. To mógł być przecież każdy. Niestety teraz zdał sobie sprawę, że mimo iż sobie obiecał nie nastawiać się na Bóg wie co, już zdołał to zrobić. Gdy minęło jakieś dobre 10 minut, a on nadal milczał zacisnął usta w wąską linię wolno kiwając głową. Czyli miał rację.. Obawy w które nie chciał wierzyć, ujrzały światło dzienne. Stały się ponurą rzeczywistością. Czuł łzy zbierające się pod powiekami. Nie chciał pokazać swojej słabości więc postanowił go wyminąć, co jednak nie było mu dane. Ku zaskoczeniu młodszego, Kim chwycił jego dłoń uniemożliwiając jakikolwiek ruch, o opuszczeniu pomieszczenia nie było nawet mowy.
-Zaczekaj... Tak, to prawda.
 Widział jak Tae spuszcza nisko głowę w dół. On jedynie stał oniemiały wpatrując się w chłopaka jak w najpiękniejszy obrazek. Nie mógł powstrzymać cisnącego się uśmiechu, który lada moment a zagościł mu na ustach. Kocha go, Taehyung naprawdę go kocha.
-To dobrze - stwierdził przysuwając się do niego bliżej od razu dostrzegając pytający wzrok starszego. Nic mu jednak nie powiedział. Ujął w dłonie jego twarz chwilę się jej przyglądając. Chciał zapamiętać z niej każdy możliwy fragment żeby mieć później co wspominać. Jednak szybko odnalazł usta V łącząc je ze swoimi w czułym pocałunku. Odkąd pamięta pragnął to zrobić, aż wierzyć mu się nie chciało, to dzieje się naprawdę. Nie musiał zbyt długo czekać na ruch przyjaciela bo szybko odwzajemnił pieszczotę pogłębiając ją. Mógł śmiało przyznać, że był to najlepszy pocałunek w całym jego życiu.
-Też cię kocham, nie pytaj dlaczego nic nie powiedziałem. Zrobiłem to dokładnie z tego samego powodu co ty, bałem się twojej reakcji - przejechał kciukiem po policzku Taehyunga.




 ~*~




-Pamiętasz to? - zerknął zaciekawiony na wtulonego w niego Jungkooka.
-Pamiętam i jak jeszcze raz coś takiego zrobisz źle to się dla ciebie skończy, kochanie - przesunął dłonią po nagim boku młodszego wcale nie kryjąc uśmiechu na ustach.
-Czyżby powtórka? Bo wiesz Taehyung nie wiedziałem, że lubisz aż takie dzikie zabawy. Kulki analne? Kto by pomyślał, przecież jeśli masz jakieś potrzebny możesz mi o wszystkim powiedzieć.
-Co.. skąd ty to..
.
.
.
-Jak ci zrobię z dupy jesień średniowiecza to przez najbliższy tydzień na niej nie usiądziesz! - zrzucił z siebie chłopaka by powalić go na miękkie poduszki. W końcu sam nad nim zawisł oraz unieruchomił ręce nad jego głową - Jakieś ostatnie słowa zanim się z tobą rozprawię?
-Dajesz skarbie.



~Bummie

niedziela, 27 marca 2016

Daj mi to czego pragnę... [14]

Nie bijcie, błagam ;-; Ja wiem doskonale, że zawaliłam ociągając się z tym, bo Minnie już dawno to skończyła, a ja nie potrafiłam się za to zabrać. Jednakże dzisiaj coś mnie tknęło i właśnie dodaję ostatni (?) rozdział Daj mi to czego pragnę. Wiem, że minęło sporo czasu od ostatniego rozdziału za co was przepraszam, ale mam cichą nadzieję, że warto było poczekać. Może zdziwi was zakończenie, może nie, ale liczę, że mimo iż trochę zleciało czasu w dalszym ciągu pamiętacie o tym opowiadaniu. Przyznaję, nie sprawdzałam w całości tego wszystkiego, ale postaram się to zrobić jak najszybciej. Jeszcze raz życzę wam Wesołych Świąt! ^^ ~ Bummie 



żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie






~*~


Po bardzo miłej kąpieli którą przygotował dla niego Jonghyun teraz to on chciał zrobić coś dla niego. Ubrał bokserki oraz jedną z koszul Jonga i poszedł do kuchni z zamiarem przygotowania starszemu naleśników. Otworzył lodówkę i pokręcił lekko głową.
~Co jest młody? - usłyszał głos przy swoim uchu następnie oparł się plecami o tors Jonga który właśnie objął go w pasie od tyłu.
-Nie kupiłem jajek, a chciałem ci zrobić naleśniki. - Nadymał policzki i zamknął lodówkę.
~No to co za problem? Ubieramy się i idziemy do sklepu po jajka.
Starszy uśmiechnął się szeroko, jednak Lee nie był pewien czy chce iść, jego intuicja podpowiadałam mu, że dziś już nigdzie nie powinien wychodzić.
-No sam nie wiem.. 
~Kotku,  ze mną nic ci się nie stanie, o to możesz być spokojny. 
Kim złączył ich usta w delikatnym pocałunku a następnie obaj ubrali się i wyszli z domu. Pojechali samochodem, gdyż pogoda nie była zbyt ładna i powoli robiło się ciemno. 
Znów towarzyszyło mu to dziwne uczucie, mocniej złapał rękę bruneta i rozejrzał się po sklepie.
-Mam dziwne wrażenie, że coś się dzisiaj stanie Jonghyun. 
Pogładził kciukiem dłoń Jjonga jednak ta po chwili zniknęła.
-Przepraszam kochanie, muszę odebrać, nie ruszaj się stąd. 
Uśmiechnął się lekko i stał czekając aż Jonghyun skończy rozmawiać. W jego słowach usłyszał jedno imię które sprawiło, że lodowaty dreszcz przebiegł po jego ciele "Youngmin" to ten koleś który dzisiaj go śledził. Jonghyun odszedł trochę dalej, nie podobało mu się to, już chciał do niego podejść, jednak nie było mu to dane. Ktoś złapał go w pasie a do twarzy przytknął jakiś kawałek materiału, chciał krzyknąć jednak gdy tylko zaciągnął się powietrzem przez materiał, wszystko mu zawirowało, a on sam stracił przytomność.

Gdy się ocknął nic nie widział, było ciemno, siedział na jakimś twardym krześle, miał związane ręce, nogi, był nagi, było mu zimno, cały drżał. Jęknął głośno gdy oślepiło go mocne światło które zapanowało w pomieszczeniu. 
-Taeminie Taeminie Taeminie... mówiłem ci, żebyś trzymał się od niego z daleka... Mówiłem, prawda? A ty, no cóż, nie posłuchałeś mnie, a szkoda.. Gdybyś to zrobił prawdopodobnie nie byłoby cię tutaj, a twój brat pewnie nadal by żył. 
-C...co? - nie wierzył w to co właśnie usłyszał, jak to Kai by żył? Nie.. to nie może być prawda...
-No co się tak dziwisz? Myślałem, że jeśli pozbędę się twojego brata to się załamiesz, odpuścisz lub sam z sobą skończysz, ale nie. Jonghyun był na tyle dobroduszny, że postanowił ci pomóc. Ojj głupiutki jest... Robiąc to wkopał cię jeszcze bardziej. Teraz to ty, jesteś jedyną przeszkodą, która stoi pomiędzy mną, a Jongiem. 
-Nigdy nie będziecie razem.. On cię nie chce, byłeś dla niego zwykłą zabawką na jedną noc i niczym więcej!
-Zamilcz dziwko! 
Zagryzł zęby czując jak jego policzek niemiło pulsuje. 
-I tak jesteś na wykończeniu, więc pocieszeniem dla ciebie będzie to, że nie będziesz męczyć się długo. Hehh.. z satysfakcją będę patrzył na to jak umierasz i wiesz co? Nie pomogę ci w tym.. Skonasz w męczarniach, a ja będę się temu  tylko przyglądał i ostatnią rzeczą jaką usłyszysz będzie mój śmiech. 
Drzwi od pokoju zamknęły się a w pomieszczeniu zapanowała ciemność. 
Pierwszy raz w życiu aż tak się bał, nie miał pojęcia czego może się spodziewać, serce mu pękało na samą myśl o tym, że Kai zginał tylko dlatego, że on nie potrafił zostawić Jonghyuna.
-To moja wina... To ja powinienem był zginąć.. - łzy spłynęły po jego policzkach. Nie wiedział co teraz będzie, miał jednak nadzieję, że to wszystko szybko się skończy, nie miał pojęcia jednak, że to był dopiero początek...

Dni w ciemności i samotności ciągnęły mu się niemiłosiernie, piekły go obtarcia na nadgarstkach i kostkach, jego dzień polegał tylko na siedzeniu w miejscu i daremnemu staraniu się oswobodzenia rąk i nóg. Nic nie jadł, nic nie pił, nie dostawał dragów przez co już trząsł się niemiłosiernie i walczył z samym sobą. Chciał umrzeć, miał już serdecznie dość. Youngmin co jakiś czas przychodził do niego dobijając go swoimi słowami które głównie odnosiły się do wypadku Kaiego, Nie mógł już dłużej tego słuchać, chciał ogłuchnąć, oślepnąć, umrzeć...

Następnego dnia, nudny i dołujący monolog Youngmina przerwał dźwięk jego telefonu. Szatyn sprawnie przykleił na usta Lee taśmę a sam odebrał komórkę.

-No witam cię kochanie, cóż to się stało, że do mnie dzwonisz?
~Zabiję cię ty paskudna ludzka karykaturo, jak mogłeś to zrobić? 
-Zabawny jesteś, przecież was ostrzegałem, prawda? A wy? Nic się tym nie przejęliście, nic nie robiliście sobie z moich słów, ale nie martw się skarbie. Teraz już nic nam nie przeszkodzi w byciu razem. Nasza główna przeszkoda za kilka dni zniknie i zostaniemy tylko my cieszący się sobą nawzajem.
~Jesteś psychopatą! Uwolnij go, słyszysz!?
-Hahaha, kotku, jeśli go uwolnię wróci do ciebie i znów mi cię zabierze, wolę nie ryzykować. 
~Okej.. będę z tobą, ale wypuść Taemina. Bądź razem z nim za godzinę pod moim domem, nie spóźnij się. 
Youmgmin zamyślił się chwilę jednak w ostateczności przystanął na taki układ.
Szatyn pozwolił założyć mu tylko bokserki tak też w samych bokserkach oraz kajdankach na rękach stał teraz obok Jo i słaniał się na własnych nogach. Wiedział, że jest już na krańcu, że faktycznie za parę dni skona. Gdy zobaczył jak Jonghyun wyszedł przed bramę swojego domu poczuł ogromny ścisk w sercu. 
-Jak miło, że jesteś kochanie, myślałem, że się rozmyśliłeś. 
~Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go. 
-Ehh.. niech ci będzie. 
Kajdanki upadły z głuchym hukiem na ziemię, a sam Lee powoli zaczął stawiać kroki w stronę Jonghyuna. Uśmiechnął się delikatnie gdy był już blisko bruneta, lecz zamarł widząc jak ten wyjmuje broń i kieruje ją w miejsce znajdujące się za białowłosym.Usłyszał odgłos strzału i poczuł ogromny ból, który przeszył jego klatkę piersiową, odwrócił się zdezorientowany, a jedyne co zauważył to pistolet trzymany przez szatyna którego lufa była zwrócona w jego stronę,  upadł, jednak w ostatniej chwili złapał go Jonghyun i przyciągnął go do siebie.
~Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie.
Spojrzał w oczy bruneta i obdarzył go lekkim uśmiechem. Uniósł rękę i przesunął opuszkami po policzku starszego zcierając jego łzy. 
-Nie płacz skarbie.. Będzie dobrze... Dziękuję ci za to, że byłeś. Kocham cię. 
Starszy pochylił się i złożył na jego drżących wargach delikatny pocałunek.
~Nie mów do mnie takich rzeczy młody! Taemin! 
-Dziękuję ci za wszystko Jonghi... - wyszeptał cicho, a następnie zamknął oczy. To koniec, dostał to na co od samego początku zasługiwał. Tylko dlaczego akurat wtedy kiedy wszystko zaczęło się w miarę układać?

Przecież odszedł tylko na moment.. Na głupi cholerny moment... Jakim cudem nic nie zauważył, jest aż tak ślepy? Przeklinał się w myślach, że dopuścił do czegoś takiego, dał się podejść. Mógł się przecież spodziewać, że ten cały telefon od Youngmina jest tylko zagrywką aby odciągnąć jego uwagę od Taemina.. Zamknął oczy wypuszczając ze świstem powietrze nagle zdając sobie sprawę kto może stać za tym wszystkim, a na samą myśl o chłopaku aż mu się niedobrze zrobiło, a chęć zabicia go stała się jeszcze bardziej realistyczna i rzeczywista. Nie liczył się, że coś mu się stanie, że przez to co by zrobił trafiłby do więzienia. Obiecał sobie, że jak tylko białowłosemu spadnie włos z głowy on dopilnuje by tamten gówniarz dostał należytą dla siebie karę. Jeszcze nie miał pojęcia jak to zrobi oraz co uczyni, ale najpierw musiał jakoś dowiedzieć się gdzie mogą się znajdować. To pierwsza rzecz jaka wpadła mu do głowy zaraz po opuszczeniu sklepu. 

Zlokalizowanie pobytu białowłosego nie było prostym zadaniem jednak jeśli się kocha to zrobi się wszystko by odnaleźć ukochaną osobę nieważne czy musiałbyś wyjechać na drugi koniec świata, prawda? Jonghyun był w stanie wskoczyć w ogień aby tylko ocalić swój skarb jakim był Taemin, a o tym się przekonywał każdego dnia kiedy się budził nie widząc po drugiej stronie posłania chłopaka. Popadał wtedy w szał oraz skrajną rozpacz czując tą bezsilność. Wiedział, że nie może się poddać, będzie walczyć by tylko móc zobaczyć białowłosego, by wziąć go w swoje ramiona i już nigdy z nich nie wypuszczać jednakże by to zrobić musi jeszcze trochę się napracować. Póki co znajdował się w punkcie wyjścia, a dni mijały kolejno jeden po drugim. Myśl, że chłopakowi może dziać się jakakolwiek krzywda doprowadzała bruneta do wściekłości, by opanować złość oraz wielki smutek pił. Przelewał swoje emocje w alkohol, który według niego był jednym źródłem ratunku dla niego. Wykańczał się. Każdego dnia wypalał ze 3, 4 paczki papierosów sądząc, że to również da mu poszukiwane ukojenie, a gdzieżby tam. Jedynie niszczył sobie zdrowie. 
Dopiero dzisiejszego dnia coś sobie przypomniał, raczej zdał z czegoś sprawę. Być może to była jedyna szansa na uratowanie Taemina więc wolał dłużej nie zwlekać. Nie przemyślał konsekwencji swojej decyzji, ale wiedział, że nie ma zamiaru odpuścić, że spróbuje nieważne jaki będzie to miało skutek. Wyciągnął z kieszeni spodni urządzenie wybierając numer znienawidzonej przez siebie osoby i tylko czekał aż dany osobnik raczy odebrać..




~*~




Odliczał minuty, które dla niego ciągnęły się wręcz w nieskończoność, nie mógł dłużej czekać. Nie był człowiekiem cierpliwym dlatego też wyczekując umówionej godziny gdzieś w środku go skręcało i nawet nie zdawał sobie sprawy jak serce szybko mu zabije jak tylko zauważył wskazówkę zegara, która równo wskazywała 15. Spakował wszystkie potrzebne rzeczy, a przede wszystkim jedną ruszając w kierunku parkingu. Widząc dwie postanie zacisnął szczękę jak i ręce w pięści idąc jak najszybciej jednakże dostrzegając tą twarz, te wyprane z życia oczy, jeszcze bardziej wychudzoną sylwetkę, zapadnięte policzki coś w nim drgnęło, czuł jakby ktoś wbijał mu nóż w plecy. Spojrzał się wzrokiem pełnym nienawiści, mordu na zadowoloną twarz Youngmina. Zdawał sobie sprawę, że jego ból tylko cieszy oczy chłopaka dając mu pełną satysfakcję co jedynie jeszcze bardziej podsycało Jonghyuna do działania. Słysząc pierwsze padające słowa prychnął rozjuszony chcąc to wszystko mieć już za sobą. 
-Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go - warknął nie spuszczając z niego zaciętego spojrzenia widział przez moment, że szatyn bije się ze swoimi myślami ostatecznie jednak uwalniając białowłosego. Uniósł lekko kąciki ust ku górze, a gdy chłopak był już blisko niego bez zastanowienia wyjął z tylnej kieszeni pistolet celując prosto w głowę Youngmina. Widział malujący się szok na twarzy Tae, ale nie przejął się tym szczególnie bo miał tylko jeden cel, który starał się zrealizować, jednakże to co stało się chwilę później przerosło jego najśmielsze oczekiwania, a mógł się tego przecież spodziewać... Dlaczego nawet nie przyjął tego do świadomości? Widząc osuwającego się, krwawiącego chłopaka momentalnie złapał go w swoje ramiona, a z czoła odgarnął mu wpadające do oczu kosmyki, czuł łzy cisnące się do oczu. Nie mógł pojąć tego co się właśnie wydarzyło, co miało miejsce.. Jak? Nie, to nie mogło się przecież tak skończyć, nie teraz kiedy miało wreszcie być wszystko dobrze..
-Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie - potarł kciukiem policzek młodszego wpatrując się zaszklonymi oczyma w coraz to bledszą twarz chłopaka. Nie wytrzymał, łzy zaczęły lecieć ciurkiem mu po policzkach to zbyt wiele nawet jak dla niego. Dla osoby, która jest nie empatyczna, nieczuła, zimna. Dodatkowo słowa Taemina go jedynie dobiły przelewając szalę goryczy, nie mógł znieść bólu rozchodzącego się niemalże wszędzie, teraz miał wrażenie, że to co się stało białowłosemu boli go jeszcze bardziej niż samego poszkodowanego. Właśnie w tej chwili zdał sobie sprawę, że traci coś ważnego, coś bez czego nie chce żyć, co jest mu niezwykle potrzebne w dalszym funkcjonowaniu. Zrozumiał, że żyje tylko i wyłącznie dla niego, a skoro jego zabraknie.. po co on tutaj komukolwiek potrzebny? Składając ostatni pocałunek na niemalże zimnych wargach młodszego doszedł do bardzo dziwnych wniosków przez co jedynie odwrócił się do cieszącego się jak nigdy chłopaka patrząc na niego pustym, wypranym z jakichkolwiek emocji wzrokiem. 
-I co? Osiągnąłeś co chciałeś bo o to ci chodziło, prawda? Gratuluję, udało ci się, ale wiesz co? Jednak nie do końca. Może udało ci się pozbyć Taemina, ale pozbywając się jego, pozbyłeś się również i mnie. Mam nadzieję, że zginiesz w piekle za to co zrobiłeś - bez zastanowienia przysunął do swojej skroni lufę pistoletu i już nawet nie zważając na jakiekolwiek protesty szatyna zrobił jeden jedyny, tym razem celny strzał. To chyba była najlepsza decyzja jaką w życiu podjął, właśnie z takimi myślami zamknął oczy oddając się w wieczny, spokojny sen. 

~Minnie & Bummie

Fools.

Um, dodaję tutaj cokolwiek po trochę długiej przerwie, ale mimo wszystko chciałam wam życzyć: Wesołych świąt, smacznego jajka, mokrego Dyngusa, dużo prezentów oraz jedzenia, udanego czasu spędzonego z rodziną, a także wiele innych rzeczy. Mam nadzieję, że ten JiKook przypadnie wam do gustu, miłego czytania ^^  ~ Bummie











~*~




Siedział od dobrych kilku minut w kuchni z kubkiem gorącej kawy w dłoni wpatrując się bez celu w jeden punkt. Nie wiedział ile tak przesiedział, godzinę? Dwie? Może więcej, nie potrafił spać, a widząc, która jest godzina westchnął zatapiając usta w trunku, który miał go nieco postawić na nogi. Jednak ileż można pić kawę? W końcu całkiem wyniszczy sobie organizm jak tak dalej pójdzie, ale czy jego to w ogóle obchodziło? Niezbyt gdyż uparcie wyczekiwał przybycia jednej osoby. Nie wiedział go tak długo, że przez chwilę nawet zapomniał, jak on w ogóle wygląda jednak prędko skarcił się za tak niedorzeczne myśli. Nieważne ile czasu by się nie widzieli nigdy by nie zapomniał wyrazu jego twarzy, a szkoda. Uśmiechnął się gorzko biorąc następnego łyka kawy po raz kolejny wzdychając ciężko. Która to jego nieprzespana noc? Piąta? Siódma? Sam nie rozumiał dlaczego tak reaguje na nieobecność osoby z którą i tak nie miał jakoś wielce dobrych relacji. Która ciągle traktowała go jak dziecko, nie brała na poważnie. Może dlatego, że bez względu na wszystko ten ktoś znaczy dla niego więcej niż śmiałby przypuszczać? Momentalnie wypuścił powietrze ze świstem na to określenie. Nie, on po prostu się martwił. Martwił się, że mogła mu się stać krzywda, bądź coś niedobrego, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Nie mógł przecież się zakochać, a już na pewno nie w nim. Słysząc nagły szmer, a zaraz po nim kroki odwrócił się gwałtownie świdrując wzrokiem pomieszczenie jak bardzo się rozczarował gdy zdał sobie sprawę, że to tylko Hoseok. Znów narobił sobie żmudnych nadziei, ale cóż mógł na to poradzić? Chłopak ledwo przytomny wkroczył do kuchni szurając swoimi kapciami w pierwszej chwili nawet nie zauważając siedzącego przy stole Jungkooka, dopiero gdy zorientował się, że nie musiał oświetlać światła zwrócił na niego ospały wzrok. Widział jak charakterystycznie marszczy brwi ziewając przy tym głośno. Być może zrobiłoby to na nim jakieś wrażenie gdyby nie fakt, że takie rzeczy po prostu na niego nie działają. Brunet zasiadł naprzeciw, a chwilę później po pomieszczeniu rozległ się jego cichy, zachrypnięty głos.
-Znów nie śpisz, mały?
Słyszał troskę w głosie starszego, wiedział, że się przejmuje jego zachowaniem, tym że coraz mniej sypia. Chodzi nieobecny, zamyka się w pokoju praktycznie z nikim nie rozmawiając. Zamiast cokolwiek powiedzieć, wytłumaczyć jedynie pokiwał głową wbijając wzrok w parującą ciecz jakby w niej szukał odpowiedzi na tak wiele pytań, które chodziły mu po głowie.
-Kookie, powiesz wreszcie co się dzieje?
Następne pytanie na które nie chciał odpowiedzieć, a może chciał to zrobić tylko nie umiał? Przecież sam nie rozumiał co się z nim dzieje, więc jak miał mu odpowiedzieć? Cicho westchnął wzruszając przy tym niedbale ramionami. Miał nadzieję, że chłopak zrezygnuje dając mu spokój, ale to jedynie podsyciło jego ciekawość gdyż nie spuszczał z niego upartego spojrzenia. Czuł jak wywierca mu dziurę w głowie jakby w ten sposób mógł coś zaradzić, dowiedzieć się czegoś więcej..
Ha, śmieszne.
-Nic się nie dzieje, po prostu nie chce mi się spać. Nie czuję takiej potrzeby hyung - odparł beznamiętnym głosem nie podnosząc na niego wzroku gdyż zdawał sobie sprawę jak mógł wyglądać wyraz jego twarzy, a sądząc po słowach, które chwilę później do niego wypowiedział, nie uwierzył mu. Czemu się dziwić skoro on nawet samemu sobie nie potrafił uwierzyć?
-Jasne, a ja jestem Roszpunka. Myślisz, że jestem aż taki ślepy i głupi, że nie widzę twojej zmiany zachowania? - spytał zaraz jednak zawieszając głos, a Kookie słyszał nutkę powątpiewania jakby starszy nie był pewien czy w ogóle powinien zadać to pytanie - To ma coś wspólnego z naszym tancerzem?
Głośne parsknięcie, a zaraz po nim gromki śmiech miały być odpowiedzią na tak niedorzeczne pytanie chłopaka, zarazem chciał też pokazać jak bardzo kpi z jego słów.
-Żartujesz sobie ze mnie? Co on mnie w ogóle obchodzi? Co mnie obchodzi jego zniknięcie? Że nie wraca od dobrego tygodnia, że nawet się z nikim nie pożegnał? No właśnie, nic - warknął rozdrażniony słysząc śmiech starszego gdyż jego wzrok momentalnie spoczął na nim - Co w tym śmiesznego?
-Jesteś zabawny Jungkookie - zacmokał mu tuż przed twarzą, ale widział, że również dla niego ta sytuacja wcale nie jest prosta. Sam gdzieś w środku przeżywa to wszystko jednak nie tak dobitnie jak ich maknae. Już od jakiegoś czasu zauważył, że nastolatek mógł się podkochiwać w ich tancerzu jednak nie sądził, że zniknięcie chłopaka wpłynie aż tak bardzo na niego. Siedzieli chwilę w ciszy nie odzywając się do siebie ani słowem jednak Jungkook zadał pytanie, które zaskoczyło Hoseoka na tyle bardzo, że o mało nie zakrztusił się wodą, którą od czasu do czasu popijał.
-Jak to jest być zakochanym? - zerknął na starszego niby niechętnie, ale w środku dręczyła go ta niewiedza w sprawach sercowych gdyż nigdy nie był zakochany i nawet nie wiedział jak to się przejawia, na czym polega - Wiem, że jesteś z Taehyungiem szczęśliwy.
Starszy zmarszczył nieco brwi robiąc dzióbek po jednej stronie twarzy pewnie zastanawiając się nad odpowiedzią, nie naciskał, był cierpliwy za co każdy w dormie go cenił i nie tylko tam, wszędzie.
-Wiesz, nie da się zdefiniować miłości, ona po prostu przychodzi, niekiedy w niezbyt oczekiwanym dla człowieka momencie. Niekiedy sprawia ból, ale zarazem daje wiele przyjemności, zwłaszcza jeśli druga osoba odwzajemnia twoje uczucia. Jesteś wtedy najszczęśliwszą osobą na świecie. Jednak jakbym ja ci miał dać swoją własną definicję miłości to bym powiedział tak. To coś niesamowitego, niespotykanego, co nie odczuwa się na co dzień. Kiedy widzę Taehyunga czuję, że żyję, że mam po co chodzić po tym świecie. Jego szeroki, szczery uśmiech sprawia, że sam mam ochotę to robić niemalże non stop. Mając go przy sobie, wiem, że mam osobę dla której moje istnienie ma jakikolwiek sens. Kiedy go nie ma obok smutek oblewa moją twarz, a ból dźga serce wbijając w nie miliony szpilek, rozłamując je na drobne, drobniusieńkie kawałeczki. Sprawia, że dzień jest szary, niewyraźny, monotonny. Masz wtedy wrażenie, że ci czegoś brakuje, czegoś niezmiernie ważnego - zakończył swoją jakże długą, wyczerpującą wypowiedź uśmiechem, który posłał do zasłuchanego Jungkooka, który co chwila zagryzał dolną wargę. Słowa Hoseoka dały mu trochę do myślenia, ale czy na tyle by chciał coś zrobić w tym kierunku? Porozmawiali jeszcze chwilę następnie udali się do łóżek, a zmuszony przez swojego hyunga również starał się zasnąć. Ku jego zaskoczeniu sen zmorzył go szybciej niż śmiałby przypuszczać.
Następnej nocy również nie potrafił spać, przesiadywanie w kuchni o tak niewyobrażalnie późnych godzinach chyba stanie się jego rutyną. Jak bardzo by nie chciał nie umiał zmrużyć oka. Jednak tym razem czuł się jakoś inaczej,  był spokojniejszy. Jakby przestał się tym wszystkim przejmować co w ostatnich dniach się wydarzyło. Czyżby to dobry znak? Zagryzł wargę upijając łyka kawy od której zaczynał się pomału uzależniać, ale nie to go w tym momencie martwiło. Bardziej nie dawała mu spokoju wczorajsza rozmowa z J-Hope. A co jeśli z nim jest podobnie? Jeśli jest zakochany po uszy? Westchnął ciężko ze spokojem przysłuchując się tykającemu zegarowi jakby to miała być jedyna muzyka dla jego uszu w tej chwili. Nawet trzask drzwi i stukot kroków o podłogę nie sprawiły, że zareagował, nawet się nie odwrócił. Jednak w pewnym momencie poczuł potrzebę sprawdzenia, kto tej nocy postanowił zakłócić jego spokój. Zerknął przez ramię niby niewzruszony, a usta momentalnie opadły mu na sam dół dostrzegając chłopaka, wyczekiwaną przez niego osobę. Może śni? Może jednak wbrew pozorom udało mu się przysnąć, a to wszystko co się dzieje okaże się wytworem jego wyobraźni? Uszczypnął się w rękę czując jedynie nieprzyjemny ból, nic się nie zmieniło, a chłopak nadal stał u progu drzwi nie zwracając zbędnej uwagi na Jungkooka, albo na otoczenie w ogół niego. Po prostu jak gdyby nigdy nic ściągał z siebie buty oraz kurtkę. Młodszy zazgrzytał zębami, a serce przyspieszyło swoją pracę kiedy poczuł napływającą złość. No tak, czego mógł się spodziewać skoro nawet się nie lubili? A przynajmniej odczuwał takie wrażenie bo chłopak często unikał z nim jakichkolwiek rozmów, albo zwyczajnie w świecie olewał go nie zwracając na niego większej uwagi. Tym razem miało być podobnie? Momentalnie podniósł się z krzesła podążając do niego z zaciśniętymi ze zdenerwowania ustami, a będąc już blisko starszego poczuł coś czego nigdy w życiu nie czuł. Czyżby to była tęsknota?
-Gdzie byłeś? - spytał nie potrafiąc usiedzieć w ciszy, wiedział, że chłopak już dawno zorientował się, że Jungkook mu się przygląda, ale ten w dalszym ciągu nie podniósł na niego wzroku. Odpowiedziała mu jedynie cisza, jak zawsze gdy chciał z nim porozmawiać. W ogóle nie potrafili się dogadać co zaczęło mu niezwykle przeszkadzać, a milczenie chłopaka irytowało go jeszcze bardziej do tego stopnia, że czuł cisnące się do oczu łzy.
-Odpowiesz mi? Gdzie byłeś..
Nie mógł znieść, że starszy go ignoruje, pewnie w innych okolicznościach by się tym nie przejął, przecież jakby na to nie spojrzeć ostatnimi czasy ciągle to robi, ale nie dzisiaj. Chciał wiedzieć co się stało, że odszedł. Coś musiało się stać, był tego pewien..
- Dlaczego nas zostawiłeś? Dlaczego nie dawałeś znaku życia, nie pożegnałeś się? Dlaczego się nie odzywasz? Dlaczego taki jesteś? Dlaczego mnie unikasz i nie chcesz odpowiedzieć na żadne z moich pytań? Jimin.. - przyglądał się chłopakowi w milczeniu czekając aż wreszcie uraczy go chociażby jednym, jedynym spojrzeniem, a gdy tego nie zrobił coś w nim pękło.  Potok łez oblał całą jego twarz, a cichy szloch rozległ się po pomieszczeniu przerywając ciszę. Nie potrafił zrozumieć poczynań chłopaka, dlaczego tak się zachowywał. Jednak w pewnym momencie czując dłoń na swoim policzku zamarł unosząc zapłakane spojrzenie spotykając od razu te od starszego. Niepewne, pełne poczucia winy, ale również czegoś czego nie był w stanie odgadnąć.  Wytarł mokre policzki młodszego starając zetrzeć cały smutek, który oblał jego twarz. Zadrżał nieznacznie, dotyk Jimina był bardziej przyjemny niż śmiałby przypuszczać.
-Przepraszam.
Usłyszał jego cichy, zachrypnięty głos, którego tak dawno nie miał okazji usłyszeć, a nie spodziewał się, że kiedykolwiek za nim zatęskni. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się z chłopakiem w takiej sytuacji w jakiej jest teraz.
-Jestem idiotą.. Wielkim idiotą, wiesz? Dopiero teraz musiałem sobie to uświadomić.
Niezbyt zrozumiał jego słowa dlatego też przechylił lekko głowę spoglądając na niego w dalszym ciągu pytająco. Odpowiedzi jednak się nie doczekał, a poczuł usta starszego na swoich własnych. Serce zabiło mu mocniej jeśli to w ogóle mogło być możliwe gdyż od dobrych dziesięciu minut słyszy je głośniej niż swoje rozszalałe myśli w głowie.
Jimin chwilę później się od niego odsunął przypatrując się z uwagą jego twarzy badając na niej każdy, najdrobniejszy element.
-Kocham Cię, właśnie to musiałem sobie uświadomić..
Przez wypowiedź starszego oczy ponownie zaszły go łzami, ale tym razem łzami szczęścia, nie szczędząc sobie na zbędną rozmowę przysunął się do niego składając czuły pocałunek na jego ustach.  Nigdy nie zdawał sobie sprawy, że dwa głupie słowa mogą wywołać w nim tak wielką burzę. Doprowadzić do takiego stanu, że wreszcie bez chwili zawahania mógł powiedzieć, że jest szczęśliwy. Dlatego gdy tylko się od niego oderwał szeroki uśmiech wykwitł na jego rumianej twarzy. J-Hope miał rację. Nieobecność osoby może doprowadzić do załamania człowieka, a jej powrót wywołać nieokreśloną radość. Może jeszcze jest młody, nie zna się na miłości, a wszystkiego pomału się uczy, ale jednej rzeczy był pewien jak niczego innego.
-Ja Ciebie Też Kocham idioto. Mój głupi idioto.

~Bummie

wtorek, 19 stycznia 2016

I never forget you...




Nie wiem nawet co napisać, długo nic nie dodawałam ja, jak i również Minnie, ale spowodowane jest to brakiem czasu. Nie chcę by ten blog był dłużej zaniedbywany, dlatego coś tu wstawiam i nie, nie zapomniałyśmy o "Daj mi to czego pragnę.." Zdajemy sobie sprawę, że niewiele brakuje by zakończyć to opowiadanie jednak pewne problemy spowodowały, że przestałyśmy cokolwiek pisać, za co bardzo przepraszamy. Jeśli wszystkie sprawy wyjdą na prostą, wkrótce wrócimy z nową dawką energii jak i nowymi, mam nadzieję pomysłami. Póki co, musicie zadowolić się tym one shotem, który powstał już jakiś czas temu. Także miłego czytania :) ~ Bummie




~*~




Czy słowa "Jesteś dla mnie wszystkim.." są naprawdę na tyle puste by nic sobie z nich nie zrobić? Dla rudowłosego chłopaka nie miały one większego znaczenia ponieważ zdawał sobie sprawę, że płyną one z obowiązku, a nie z głębi serca. Są tak samo zakłamane i nic nie warte jak sam ich właściciel. Dlaczego miał o nim takie zdanie? Sam nawet nie zauważył kiedy to się stało, że zaczął go po prostu nienawidzić. Wszystko było lepsze niż udawanie, że jest w porządku, a wpajanie każdemu, a przede wszystkim samemu sobie, że nic się nie stało było po prostu bez sensu. Obiecał, że nikt nigdy go nie wykorzysta oraz nie zamąci mu w głowie tak jak on to zrobił. Bo skoro słowa, które niegdyś były dla niego najważniejsze w świecie zostały rzucone na wiatr.. to po co miał się angażować w coś co nie miało przyszłości? Kiedy zauważył, że go nie kocha, a tylko igra z jego uczuciami? Nie mógł dokładnie stwierdzić kiedy to nastąpiło bo sam nie był tego pewien. Zauważył, że z dnia na dzień coś się między nimi psuło. Ich więź nie była już taka sama jak na początku, a w ich życiu nastała rutyna poprzedzająca dziwnym uczuciem niepokoju, który odczuwał. Na słowa:

-Wszystko w porządku?

Chłopak odpowiadał mu z dziwnym spokojem jakby starał się go udobruchać.

-Tak, a dlaczego by nie?

Sztuczność od niego bijąca jedynie rozwiewała nadzieje, że to wszystko szłoby jakoś uratować. Prawda była taka, że to co się wydarzyło przepadło raz na zawsze.
Kiedy zaczął to zauważać? W dniach kiedy wracał zmarznięty do domu pragnąc jedynie wtulić się w jego ciepłe ramiona. Jak wielkie miał wtedy zawiedzenie zdając sobie sprawę, że powitało go puste mieszkanie. Puste jak jego serce.. Nie czekał na niego jak niegdyś to miał w zwyczaju z kubkiem ciepłej herbaty, a jeszcze cieplejszym od niej uśmiechem na twarzy. Nie ucałował jego zimnych od mrozu policzków, nie powiedział jak bardzo za nim tęsknił.. Kolejny cios prosto w serce. Kiedy wracał od razu zaszywał się w swoim pokoju kompletnie ignorując jego zmartwione, pełne niepokoju spojrzenie. Zaczął traktować go jak powietrze, jakby wcale nie istniał. Czym było to spowodowane, wtedy jeszcze o niczym nie miał pojęcia..

-Taehyung? - usłyszał przy uchu ten cudowny głos od którego dostawał wręcz gęsiej skórki.

-Hm? - mruknął spoglądając z zachwytem w ciemne niczym węgiel oczy chłopaka.

-Co ty na to byśmy spróbowali czegoś nowego? - zadał jedno pytanie, które wywołało burzę dziwnych myśli w jego głowie. Jedynie zmarszczył brwi na słowa starszego.

-To znaczy?

Brunet najwyraźniej trochę ociągał się z odpowiedzią chyba nie będąc pewien czy powinien to w ogóle powiedzieć, ale on nie mógł czekać w nieskończoność.

-Hoseok... - warknął rozjuszony zdając sobie sprawę, że chłopak w dalszym ciągu milczy doprowadzając tym Taehyunga do białej gorączki.

-Chciałbyś spróbować żyć w trójkącie?

Jedno pytanie, a poczuł jakby ktoś przywalił mu z otwartej dłoni w twarz. Wtedy dopiero zaczynał wszystko rozumieć, zachowanie starszego. Jakby odnalazł brakujący puzzel całej układanki, bo zaczęła ona układać się w logiczną całość.

Jak to się stało, że nie zauważył kiedy do ich życia wkroczyła osoba trzecia? Był aż tak zaślepiony jego blaskiem, zakłamanymi obietnicami, że nie dostrzegł tego co się dzieje?
To było najgorsze czego doświadczył, a w głowie włączył mu się czerwony alarm świadczący tylko jedno: UCIEKAJ. Czy opuszczenie osoby na której ci zależy jak na nikim innym jest proste? Z pewnością do łatwych nie należy, ale odchodząc od niego miał jeszcze cichą nadzieję, że będzie walczył i nie pozwoli mu tak łatwo odejść. Jednak czy on w ogóle zauważył jego zniknięcie? Mijały dni, a on nawet nie napisał, nie zadzwonił jakby już do końca wymazał go ze swojej pamięci. Miał wrażenie, że decyzja, którą podjął dała mu wolną drogę do rozpoczęcia nowego życia kompletnie bez niego. Dała mu wolną rękę ułatwiając wszystko, bo tylko pozbył się niepotrzebnego koła u wozu..

Pogodzenie ze sobą tego co się wydarzyło było najcięższą rzeczą, którą musiał wykonać. Nie raz budził się w środku nocy z krzykiem obudzony przez senne koszmary, wtedy od razu wodził dłonią po łóżku, które było puste.. Wtedy cały żal oraz rozpacz uderzały w niego ze zdwojoną siłą, a poduszka stawała się coraz bardziej mokra moczona przez jego łzy. To były dni jedne z niewielu kiedy miał chwilę słabości, ale czas leczył rany, które z pewnością pozostawią po sobie blizny jednak nie tak bolesne jak na samym początku. Uczył się żyć bez niego, oddychać normalnym tlenem, który nie będzie miał w sobie jego zapachu. Przyzwyczajał wzrok, że już nigdy nie ujrzy tych roześmianych oczu i pogodnego uśmiechu każdego poranka. Zapominał..

Po chłopaku pozostała jedynie pustka, ból wyssał się do ostatniej kropelki, a Taehyung czuł ulgę. W pewnym momencie nawet poczuł, że udało mu się przezwyciężyć cierpienie, ale wtedy właśnie zrozumiał jak bardzo się mylił. Widząc w parku jego, całującego innego.. To właśnie dało mu do zrozumienia, że wszystkie negatywne uczucia wcale nie wyparowały, a zostały jedynie zduszone. Ujawniły się boląc jeszcze bardziej niż śmiałby przypuszczać, a jego wzrok wypalał nową świeżą ranę, tak dawno go nie widział. Tęsknota wwiercała mu się w czaszkę, a oczy zostały przyćmione, oszalał. Popadł w szał dziwiąc nie tylko samego siebie jak i również Hoseok'a. Łzy ciekły mu strumieniami, a usta lekko rozchyliły wydając z nich cichy jęk bólu, który za wszelką cenę chciał z niego się wydostać. Chłopak pozostawił na chwilę swojego towarzysza podchodząc do ogłupiałego Taehyung'a. Starał się go uspokoić, kołysał jego ciałem, a słowa wlatywały jednym uchem, a drugim ulatywały. Nic do niego nie docierało bo przed oczami stanęły mu wszystkie ich wspomnienia. Kompletnie nie wiedział co się w okół niego dzieje, ale czuł znów ten zapach, którego tak dawno nie czuł, a to jedynie przelało szalę goryczy. Chciał znowu go mieć przy sobie, by wszystko było takie jak dawniej, żeby chłopak kochał go bezgranicznie tak jak on to robił. Jednak to był czas przeszły co dobiło go jeszcze bardziej. Brunet odsunął go delikatnie od siebie patrząc mu ze skruchą w oczy, jego oczy..

-Przepraszam.

Jedno jedyne słowo doprowadziło do tego, że jego serce rozpadło się na drobne kawałeczki. Ten głos..

Wiedział, że nie może tutaj przebywać, a rozum podpowiadał natychmiastową ucieczkę, jedynie nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Stał zdumiony wpatrując się bez celu w jego tęczówki. Nadal czuł łzy, które ulatywały mu z oczu, ale nic nie mógł poradzić, że był zahipnotyzowany. Nie potrafił wykonać żadnego ruchu na co przełknął jedynie ślinę, która próbowała zniszczyć gulę uformowaną w gardle. Jednak i to nie pomogło. Dopiero czując dotyk chłopaka na swojej twarzy coś w nim drgnęło. Zamrugał kilkukrotnie, obraz nadal zamazywał mu się przez napływające łzy. Momentalnie go od siebie odepchnął puszczając się biegiem przed siebie. W oddali słyszał jeszcze swoje imię, ale głos odbijał się jakby był echem, był zagłuszony myślami, które robiły mu tylko sieczkę z mózgu dlatego nawet nie zauważył kiedy na kogoś wpadł. Uniósł swoje zapłakane spojrzenie, a lekkie zdziwienie wymalowało się na jego twarzy.

-Wszystko w porządku? Nic ci nie jest? - nieznajomy przyglądał mu się badawczym wzrokiem  zmartwiony jego zachowaniem.

-T..tak - pokiwał głową.

Sądził, że chłopak go wyminie zostawiając samego w spokoju jednak nic takiego się nie wydarzyło, a nieznajomy odwzajemnił gest wysuwając ku niemu dłoń.

-Park Jimin.

Tyle mu wystarczyło by poczuć jeden szybki łomot w sercu. To przeznaczenie, a może los chciał po prostu odmienić jego życie na lepsze? Może dzięki niemu zapomni o bólu i wreszcie zapanuje u niego spokój? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi...

-Taehyung.. - uśmiechnął się bo tylko tyle w tym momencie był w stanie zrobić.


~ Bummie