Troszkę dawno mnie nie było, wiem. Może to nie jest odpowiedni shot na święta, ale mimo tego chciałabym wam życzyć: Wesołych świąt, miłej, rodzinnej atmosfery, żebyście wypoczęli przez te kilka dni wolnego, udanego sylwestra i aby przyszły rok przyniósł wam wiele radości, sukcesów i okazał się jeszcze lepszy od 2016! :)
~*~
Nigdy nie potrafił pojąć słów: „Zobaczysz, jeszcze będziesz najszczęśliwszą osobą na ziemi”. Jak miał w nie wierzyć, skoro osoba nadająca sens jego życiu odeszła wraz z pierwszym powiewem zimowego wiatru? Pozostawiła po sobie jedynie niedosyt, wzmiankę bólu, który pewnego dnia odezwał się w jego sercu. Niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie. Jakby chciał dać znać o swojej obecności, aby nie żyło mu się zbyt łatwo. Początkowo to było niewinne kłucie. Szło je wytrzymać, do czasu aż ból nie rozlał się po całym umyśle, ciele, paraliżując je. Nie mógł zrobić durnego kroku w przód, a co dopiero móc wyrzucić tą jakże piękną, najcudowniejszą istotę ze swojej głowy. Zagnieździła się już na dobre. Mimo tego posiadał jeszcze żmudną nadzieję, że jak się kiedyś obudzi, wreszcie będzie mógł spokojnie odetchnąć, pozbywając się tony głazów przyciśniętych do jego klatki piersiowej.
Wydawało mu się, że im więcej minie czasu tym będzie w stanie zapomnieć. W końcu tyle się nasłuchał: „Czas leczy rany”. Po każdym następnym dniu miał ku temu wątpliwości. Rana, zamiast się zasklepiać, otwierała kolejne, jeszcze bardziej bolesne od tych poprzednich. Cierpiał. Wspomnienia, które pragnął od siebie odsunąć, wracały za każdym razem, kiedy przymykał powieki.
W śnie widział jego roześmianą twarz, tryskające życiem oczy, a o uszy obijał się ten słodki śmiech. Tęsknota wracała. W takich chwilach budził się, wodząc dłonią po pustym, wychłodzonym łóżku. W miejscu, gdzie niegdyś leżał brunet, znajdowała się jedynie kołdra oraz niepomięta poduszka. Brak obecności osoby, którą tak strasznie pragnął ujrzeć. Wtedy zalewał się gorzkimi łzami, by dać upust swoim negatywnym emocjom. Kiedy zaczynał cicho łkać, płacz z czasem zamieniał się w głośny szloch rozchodzący się po całym pomieszczeniu. Domownicy początkowo starali się coś z tym zrobić, ale widząc, iż to nie przynosi zamierzonych efektów dali spokój, nie wiedzieli, jak mają mu pomóc. Chociaż dźwięki były tak przykre dla ich uszu, musieli je znosić, byli pewni, że młodszemu w końcu to minie.
Było z nim źle, wiedział o tym, jednak nikt nie sądził, że będzie w stanie posunąć się do AŻ takiego czynu. Przekonał się o tym Hoseok, gdy pewnej nocy zachciało mu się skorzystać z toalety. Zaskoczyło go palące się w niej światło, pomimo tego postanowił poczekać. Jednak gdy minęło niepokojąco dużo czasu, a odzewu po drugiej stronie nie było, nacisnął na klamkę. Widok, jaki ujrzał po przekroczeniu progu, ścisnął boleśnie jego serce. Mała, bezbronna istotka, siedziała skulona w kącie, pod ścianą, w ręce trzymała srebrny, świecący przyrząd.
-Taehyung — wyrwało mu się z ust, nim porwał to drobne ciałko w swoje ramiona. Chłopak bezwładnie poleciał w jego stronę, co przestraszyło czerwonowłosego. Obejrzał go dokładnie by ocenić czy coś mu się stało, ale z tego, co zdołał wywnioskować, wszystko było w porządku. Blondynek zmęczony ciągłym płaczem zdążył usnąć, nim doszło do jakiegoś nieszczęścia, dlatego odetchnął z ulgą. Złapał go pod kolanami, a drugą rękę ułożył na jego plecach, by zanieść do łóżka. Nie mógł pozwolić, aby się przeziębił, a ciągłe siedzenie na zimnych kafelkach mogło coś takiego spowodować. Ostrożnie ułożył go na miękkim materacu, tak by nie zbudzić śpiącej postaci. Niestety nie poszło po jego myśli, gdyż Tae w momencie jak Hoseok chciał wrócić do siebie, poczuł delikatny, wręcz ledwo wyczuwalny uścisk na prawej dłoni. Widok, jaki otrzymał tuż po odwróceniu się, jedynie wywołał lekki uśmiech na jego twarzy.
Był jeszcze słodszy niż dotychczas, ta zaspana buzia chłopca z tymi rozkopanymi włoskami, które były w jednym, wielkim nieładzie, dodawały mu uroku. Jedyne co nie pasowało do całości to ogromny smutek widniejący na ustach oraz ból w jego oczach. To sprawiało, że serce czerwonowłosego pękało.
-Hobi hyung.. Zostaniesz dzisiaj ze mną? - spytał łamiący się głosik. Zaskoczył go swoją prośbą, ale jakżeby śmiał mu odmówić? Nigdy nie potrafił. Skinął niezauważalnie głową, przysuwając się do niego ponownie, aż nie płożył się tuż obok. Dziwnie się czuł, leżąc w jednym łóżku z blondynkiem, zwłaszcza wtedy, kiedy miał świadomość, iż to miejsce jeszcze całkiem niedawno zajmował Jungkook. Zdawał sobie sprawę, że mu ciężko jak im wszystkim. To była ogromna strata, jaką ponieśli i każdy odczuwał ją na swój własny sposób. Nie chciał nawet wiedzieć, co przechodził ten słodki aniołek.
Czując, jak wtula się w jego klatkę, otulił go jedynie swoimi ramionami, drżał. Kilka sekund później jego koszulka zrobiła się mokra od łez młodszego.
-Hobi.. Powiedz, że będzie dobrze.. Że to minie.. Że on wróci.. - zaszlochał cichutko, na koniec unosząc swoje zapłakane oczy, by spojrzeć w te starszego — Tęsknię za nim hyung..
Nie miał pojęcia co zrobić, co powiedzieć, aby chłopak poczuł się lepiej. Oboje doskonale wiedzieli, że brunet nigdy nie zaszczyci ich swoją obecnością, nigdy się do nich nie uśmiechnie, nigdy nie zaśmieje. To, co miało miejsce w przeszłości, tam już pozostanie. Mimo iż Taehyung wiedział, jak okropna jest rzeczywistość, nadal żył w złudzeniu, że młodszy do niego wróci, że to ich chwilowa rozłąka. Nie mógł przyjąć do świadomości, że jego największe oczko w głowie, nie żyje. To było tak strasznie dobijające i nie chciał w to uwierzyć.
Natomiast Hoseok nie potrafił patrzeć na cierpienie młodszego. Pragnąłby, zapomniał, aby znów odnalazł sens w swoim życiu. W końcu go kochał. Kiedy on był smutny, czerwonowłosy momentalnie tracił swój dobry humor. Co jak co, ale odkąd pamięta, Taehyung był wesołym chłopcem, cieszącą się życiem, pozytywną istotą. Swoim nastawieniem potrafił podnieść na duchu niemalże każdego. Gdy widział go w takim stanie jak teraz, serce mu się krajało. Gdzie się podziała jego aura? Ten szeroki uśmiech? Z pewnością została pogrzebana wraz z trumną Jungkooka..
-Taeś.. - zaczął po jakiś kilku minutach, by przerwać ciszę, jaka między nimi zapadła. Nadal płakał, każda jego wylana łza, była jak mała igiełka wbita w serce Hoseoka. Na swoje zdrobnienie ponownie na niego spojrzał. Dostrzegając przekrwione oczy chłopaka, nie mógł dłużej tego znieść.
Niesiony chwilą, jakimś nagłym impulsem nachylił się nad nim, łącząc ich usta w delikatnym pocałunku. Nie łudził się nawet, że młodszy odwzajemni ten gest, zwłaszcza po tym, jak cały zesztywniał. W pewnym momencie chciał się odsunąć, uważając, że to, co robi, jest bez jakiegokolwiek sensu, jednak stało się coś, co zaskoczyło czerwonowłosego. Taehyung przytrzymał drżącymi rączkami jego twarz, oddając niepewnie pocałunek. Odkąd tylko pamięta, pragnął skosztować tych słodkich usteczek, ale wiedząc, że ta mała kruszynka jest ślepo zapatrzona w bruneta, nie miał najmniejszych szans. Teraz sen, który śnił mu się niemalże codziennie, okazał się najpiękniejszą rzeczywistością. Jego usta były jeszcze miększe i jeszcze delikatniejsze niż przypuszczał, właśnie to czyniło go wyjątkowym. Ten moment utwierdził go w jego uczuciach, jakie do niego żywi. Bardzo chciał, aby chłopak to wszystko odwzajemniał. Na razie było to niemożliwe.
-Hyung — wyszeptał drżącym głosem, odruchowo oblizując nieco napuchnięte wargi. Hoseok spojrzał na niego czułym wzrokiem, a widząc te słodkie rumieńce, na jego policzkach poszerzył swój uśmiech i pogładził je kciukiem.
-Cichutko kruszynko, już wszystko będzie w porządku. Dopilnuję, abyś więcej nie chodził smutny — starszy starł wierzchem dłoni pozostałości po łzach Taehyunga — Teraz już śpij maleńki, już późno, pewnie jesteś zmęczony — szeptał mu do ucha kojące słówka, powodując, iż chłopiec się pomału uspokajał. Nawet leciutki uśmiech zagościł na jego smutnej dotąd twarzy. Tak bardzo pragnął, aby znów był szczęśliwy. Kiedy chciał coś jeszcze mu powiedzieć, dostrzegł przymknięte powieki młodszego oraz miarowo unoszącą się klatkę. Zasnął. Nim sam udał się w krainę snów, przykrył go szczelnie kołdrą by przypadkiem nie zmarznął. Dopiero wtedy mógł iść w ślady swojego małego aniołka.
Obudził się sam z siebie, dość wcześnie jak na jego gust, ale wyjątkowo wypoczęty. Przywołując do głowy wczorajsze wspomnienia, odruchowo zerknął w bok, spodziewając się ujrzeć blond czuprynę, której nie było w łóżku, ani nawet w pokoju. Poczuł zawiedzenie, gdyż nie tak wyobrażał sobie swoją poranną pobudkę. Nie miał jednak zamiaru się smucić, pewnie chłopak zgłodniał, bo nie było go wczoraj na kolacji. Wiedziony tą myślą zsunął się z łóżka młodszego, a następnie opuścił to urocze pomieszczenie. Przeszło go chwilowe zastanowienie czy powinien wstąpić do swojego pokoju, ale słysząc burczenie w brzuchu, jego rozmyślania nagle zostały rozwiane. Ślamazarnym krokiem zszedł po schodach, udając się prosto do kuchni. Zdziwił się, z rana po całym dormie unosiły się zapachy przyrządzanego śniadania, które robił ich kochany hyung, Jin. Teraz nic podobnego nie wyczuł, co trochę go zaniepokoiło, zwłaszcza miny wszystkich zebranych były jakieś dziwnie blade, jak wszedł do środka.
-Coś się stało? - spytał, jak podszedł bliżej stołu, wokół którego zebrali się domownicy. Dopiero teraz dostrzegł brak pewnej osoby, ale nie zdołał nad tym nawet pomyśleć, gdyż Yoongi hyung z dziwnym wyrazem twarzy wsunął mu jakiś kącek papieru do ręki.
Od razu rozpoznał pismo właściciela.
„Wiem, co sobie pomyślicie, czytając to: »Jaki tchórz, ale z niego egoista«.
W porządku, macie do tego prawo. Zrozumiem, jeśli mnie znienawidzicie. Mam jednak nadzieję, że kiedyś mi to wybaczycie. Naprawdę bardzo długo nad tym myślałem, mimo tego wciąż nie byłem zdecydowany. Ale pewna osoba uświadomiła mnie w pewnej kwestii.
„Aby być szczęśliwym, trzeba być najbliżej osoby, którą się kocha”.
Pamiętasz? Mówiłeś mi to kiedyś, jak jeszcze wszystko było dobrze. Wtedy nie rozumiałem.
To dzięki tobie Hobi hyung, to ty ułatwiłeś mi podjęcie słusznej decyzji.
Zawsze będę cię kochać, może nie tak jak ty byś tego chciał, ale zawsze będę przy tobie, tak jak ty byłeś przy mnie. Pamiętaj, nigdy, ale to nigdy się nie zmieniaj! Jesteś najwspanialszy taki jaki jesteś, wierzę, że jeszcze będziesz miał osobę, która pokocha cię całym swoim serduszkiem!
Dziękuję wam za wszystko, jesteście najlepszymi hyungami jakich mogłem sobie wymarzyć!
Nigdy o was nie zapomnę!
Nie musicie się już o mnie martwić, jestem w dobrym miejscu, wśród cudownych ludzi.
Teraz jestem nareszcie szczęśliwy.
Taehyung.”
Papier momentalnie wysunął się z jego dłoni. Nie, to nie mogła być prawda. Oszołomiony spojrzał na swoich przyjaciół, dostrzegając ból malujący się na ich twarzach. Ta informacja nadal do niego nie docierała, wydawała mu się tak absurdalna, że po prostu w nią nie wierzył. Kiedy jednak zbudził się następnego dnia, nie ujrzał buzi blondyna ani w kuchni, ani w jego pokoju, nigdzie. Sytuacja powtarzała się każdego dnia, aż nie nadszedł dzień pogrzebu.
Wybierał właśnie garnitur z szafy, jakby to było zwykłe spotkanie rodzinne, coś mało istotnego, a nie pogrzeb jego najlepszego przyjaciela. Mimo iż nadal nie przyswoił do siebie tych wszystkich informacji, zaczynał odczuwać brak tej słodkiej kruszynki, tęsknił za nim. Za jego uśmiechem, za radosnymi oczyma, za tą energią, jaką im dawał. On nie mógł odejść. Z takimi myślami udał się do samochodu, który miał ich zawieźć na uroczystość. Przez cały ten czas, Hoseok nie był w stanie się skupić, co chwilę jego wzrok uciekał na ciemną skrzynię, która stała na samiusieńkim środku. Przecież tam nie mógł być jego słodki aniołek..
Kiedy nastał czas pożegnania, uchylili wieczko drewnianej trumny, a jego oczom ukazała się ta drobna, mała postać. Chłopak był jeszcze bledszy niż na co dzień. Policzki, które niegdyś były delikatnie zaróżowione, straciły swój kolor, również usta przybrały inną barwę, zsiniały. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że Taehyung smacznie śpi, dopóki nie chwycił lodowatej dłoni młodszego. Wtedy dopiero w oczy mu się rzuciła dość głęboka rana widniejąca na nadgarstku blondynka. Niezagojona, która już nigdy nie będzie miała okazji się zasklepić.
Podobnie było z sercem Hoseoka. Jego świat właśnie runął jak rozwalony domek z kart tyle, że straty okazały się o wiele bardziej bolesne, niż śmiałby przypuszczać. Jak dotąd nie płakał, tak teraz potok słonych łez oblał całą jego twarz. Moczył nimi buzię chłopaka, ale wydawał się tym nie przejmować, gdyż całą swoją uwagę skupił na tej przepięknej istocie.
Moment, w którym musiał puścić jego dłoń, był najgorszy. Wcale nie chciał go zostawiać, nie miał ochoty się z nim żegnać.. Wiele czasu stracili, zanim odpędzili zrozpaczonego czerwonowłosego od trumny ich przyjaciela. Każdemu było ciężko, zwłaszcza po tym, że stracili dwóch członków zespołu.. Mimo tego nie mieli pojęcia, co odczuwa ich nadzieja. Natomiast Hoseok wreszcie rozumiał co przez cały ten czas przeżywał Taehyung.. Już wiedział, dlaczego blondyn podjął taką, a nie inną decyzję. Gdyby nie był tchórzem, sam podążyłby w tym samym kierunku co on. Tak tylko był zmuszony żyć dalej z myślą, że jego serce odeszło wraz z miłością jego życia.
~Bummie




