Z okazji urodzin naszego najukochańszego dinozaura postanowiłyśmy dodać takiego tutaj o dość długiego one shota. Miłego czytania wam życzę, komentarze mile widziane a tobie Jjongi wszystkiego naj naj <3 za błędy przepraszamy z góry :*
~*~
Żółty - Taemin ~ Minnie
Niebieski - Jonghyun ~ Bummie
Zadajesz mi tyle pytań.. tak błahych i niepotrzebnych.. dlaczego myślisz, że ci odpowiem?
-Taemin do cholery odpowiedz mi!!
-Jonghyun.. ty naprawdę myślisz ze będzie dobrze? Że damy sobie rade? Po tym wszystkim? Jjong... nie wiem czy będę w stanie ci wybaczyć, ale wiem też, że bez ciebie sobie nie poradzę... ale ty możesz się mną po pewnym czasie znudzić, lub znów zrobisz to co niedawno.. bo skoro wcześniej gdy byłem sprawny mnie zdradziłeś, to co stoi ci na przeszkodzie żeby zrobić to teraz? - ruszył kółkami wózka i podjechał do kanapy na której siedział starszy.
-Minnie.. skarbie... kocham cie.. ślubowałem ci przecież, że będę w zdrowiu i w chorobie prawda? -przejechał palcami po złotej obrączce i spojrzał na tę Taemina.
-Ślubowałeś też wierność i uczciwości, umknęło ci to? - Tae przeczesał włosy i spojrzał na swojego męża.
-Mówiłem ci, byłem pijany, nie panowałem nad sobą, błagam.. daj mi szanse.. - starszy klękną przy wózku i ujął w swoje dłonie dłoń Lee. - proszę.. pozwól mi być przy tobie i ci pomagać.. błagam.. kocham cię Taemin.
-Dostajesz jedyną i ostatnią szanse Jongi. - powiedział cicho i przytulił się do Jonghyuna.
Takie coś pragnął usłyszeć od samego początku kiedy musiał się zmierzyć ze swoim małżonkiem. Poczuł niemałą ulgę i wreszcie mógł spokojnie odetchnąć. Przecież co jak co, nie mógł dopuścić aby jego małżeństwo się przez takie coś rozpadło. Kochał Taemina, tak? Było mu niezwykle ciężko po wypadku szatyna. Musiał mu ciągle pomagać, być, reagować, myśleć już do przodu zanim mogło coś złego się stać. Normalny człowiek także potrzebuje chwili odpoczynku, zapomnienia, oderwania się od problemów, które go otaczały nie dając spokoju. Czy dlatego się spił dając ponieść czemuś co nie czuł od dawien dawna? Czy było to wszystko warte tego co przeszedł z Taeminem, by teraz o mało tego nie zaprzepaścić? Nie, chyba nie. Żałował? Sam nie wiedział. Ale to nie o to tu w tej chwili chodziło, najważniejsze, że znowu ma swojego szatynka przy sobie. Zasnął tuląc, kruche ciało swojego najdroższego. Nazajutrz obudziło go przeraźliwe dzwonienie jego własnego telefonu, który miał ochotę w tej chwili wyrzucić przez otwarte okno. Zaspany przetarł oczy, a następnie wyswobodził z ramion młodszego po czym odebrał to ustrojstwo.
-Tak? - spytał, a to co usłyszał zbiło go z nóg, szczerze myślał, że ten temat już jest dawno zamknięty, że było minęło i może iść dalej. Takie wielkie zaskoczenie?
-Jonghyun? - zachrypnięty głos kociookiego sprawił lekki dreszcz na ciele starszego.
-Po co dzwonisz? Na dodatek o tak wczesnej godzinie? - warknął zirytowany do słuchawki.
-Spokojnie kochanie - zaśmiał się lekko lecz szybko spoważniał odchrząkając - Możemy się spotkać?
Spotkać? Po co?
-Po co? - spytał lekko podenerwowany widząc, że Taemin rusza głową niespokojnie - Key?
-Porozmawiać, tam gdzie zawsze?
Przeczesał dłonią włosy dostrzegając jak młodszy się pomału budzi.
-Dobra, będę za godzinę - rzucił po czym się rozłączył kiedy szatyn szukał czegoś po drugiej stronie łóżka, a potem rozwarł swoje powieki spoglądając na niego ospały.
-Cześć skarbie - uśmiechnął się delikatnie składając na jego wargach soczysty pocałunek po czym dodał - Jak się czujesz?
Kochał zasypiać w jego ramionach, czuł się w nich tak bezpiecznie. Kochał jego, nie chciał go tracić, nie umiał bez niego żyć, z jakiś powodów wzięli ten ślub, prawda? Chciał, żeby starszy był przy nim do samego końca, pod żadnym pozorem nie wyobrażał sobie że mogłoby go zabraknąć. Co by wtedy zrobił? Jak miałby żyć? Miał pełną świadomość tego, że jest problemem, ale jemu było jeszcze ciężej. Byłby w stanie dać wiele, żeby było jak dawniej.
Przebudził go strasznie wkurzający odgłos, a potem poczuł zimno w miejscu gdzie jeszcze chwilę temu było ciało Jonga. Starszy z kimś rozmawiał.
Key? Kto to do jasnej cholery jest Key? Co? Idzie? gdzie on znowu idzie.. szukał ręką po łóżku ciała starszego, powoli otworzył zaspane oczy i zerknął na Kima.
Zamruczał cicho czując delikatne usta starszego na swoich. Uśmiechnął sie lekko.
-Cześć Kochanie. - przesunął dłonią po jego policzku. - Heh.. że tak powiem w połowie się w ogóle nie czuje.. - uśmiechnął się lekko i objął blondyna za szyję.
Po chwili siedział na pralce opierając się plecami o zimną ścianę, wygiął lekko plecy pod wpływem chłodu. Obaj umyli sobie zęby świetnie się przy tym bawiąc, kto by pomyślał, że oblewanie Jonghyuna wodą z kubka może być takie śmieszne, Taeminowi się najwyraźniej spodobało, dopóki starszy nie wziął prysznica. Piski rozchodziły się po całym domu. Jong po chwili zlitował się nad kulącą się postacią i wziął go na ręce wynosząc z łazienki, położył go na łóżku i chciał się podnieść jednak młodszy przyciągnął go za szyję i namiętnie pocałował. Brakowało mu tego.. chciał czuć go w sobie a nie mógł.. to było okropne. Wlał w ten pocałunek całe swoje uczucia, wplótł dłoń w blond kosmyki a drugą przesunął po klatce Kima, czuł jak jego mięśnie się napinają, przegryzł lekko jego dolna wargę i przyciągnął do siebie. Poczuł zimne opuszki starszego na swojej klatce, wygiął się w łuk i wydał cichy pomruk odchylając głowę. Czując usta Jonghyuna na swojej szyi wydał cichutki jęk, znów przyciągnął Jonga do pocałunku. Po chwili odsunęli się od siebie i patrzyli sobie głęboko w oczy.
-Kocham cię Jjonghi...- wtulił się mocno w ukochane ciało, a uśmiech sam wypłynął na jego twarz. - Pamiętaj, jesteś tylko mój. - cmoknął przelotnie wargi Jonga i rozczochrał jego włosy uśmiechając się czule.
Wcześniej ubrany przez blondyna teraz siedział na wózku i patrzył na niego. -Gdzie się wybierasz skarbie? Idziemy gdzieś?- podjechał do niego i chwycił za dłoń, spojrzał w górę i wlepił swoje ciemne tęczówki w te od Kima i czekał na to, co mu odpowie. swoją drogą od czasu wypadku z domu wychodził tylko do lekarza, męczyło go to, chciał widzieć świat, chciał tak jak wcześniej wychodzić z nim na spacery.. Poczuł lekkie ukłucie w klatce piersiowej. Tak bardzo chce cofnąć czas..Tak bardzo żałuje, że to jest niemożliwe..
Spojrzał na niego zaskoczony, bo nie spodziewał się, że młodszy go zatrzyma. Swoją drogą co miał zrobić? Przecież nie powie mu prawdy, ale kiedy się tak w niego wpatrywał czuł, że coś go ściska.
-Umówiłem się z kumplem, pamiętasz Minho? - wymyślił na poczekaniu uśmiechając się wiarygodnie chociaż było mu ciężko. Przez wypadek Taemina wszystko się posypało, ich relacje wcześniej gorące pełne namiętności teraz stały się chłodniejsze. To naprawdę ciężkie dla 25 letniego chłopaka, kiedy dowiaduje się, że jego miłość życia, jego najdroższe oczko w głowie już nigdy nie postawi nogi na tym świecie. Nie, to nie tak, że umarł, żył tylko... był sparaliżowany, nie mógł chodzić, jest ciągle zależny od kogoś. Jak bardzo Jonghyun był bez serca, że czasami przechodziło mu przez myśl, że gdyby tam wtedy zginął byłoby lepiej dla ich obojga? Jednak szybko wyrzucał je ze swojej głowy, choć często wracały na dodatek ze zdwojoną siłą, im więcej czasu mijało tym było coraz gorzej. Wyrwał rękę z jego lekkiego na pozór uścisku nie mogąc w dalszym ciągu na niego patrzeć. Musnął delikatnie jego usta po czym poczochrał jego jasnobrązowe kosmyki - Jak wrócę obiecuję, że cię gdzieś zabiorę - dodał, a następnie chwycił kurtkę, założył buty i już go nie było. Że też Kibumowi zachciało się spotkań chociaż w pewnym sensie się cieszył na myśl, że znów zobaczy te kocie oczy, które w pewnym stopniu go odurzyły. Szedł całkowicie zamyślony nie zwracając kompletnie uwagi na przechodnich i przez chwilę swojej nieuwagi potrącił kogoś ramieniem. Co jak się z czasem okazało był to blond włosy, który wpatrywał się w niego z niezadowoleniem.
-Spóźniłeś się - warknął wykrzywiając twarz w zirytowaniu.
-Byłbym wcześniej, ale Taemin.. - zaczął lecz chłopak mu przerwał.
-A więc to o niego chodzi... no tak mogłem się tego od samego początku spodziewać - prychnął wyrywając rękę z uścisku Jonghyuna.
-Jesteśmy małżeństwem, zapomniałeś? - spytał wzdychając ciężko, to będzie trudniejsze niż mu się wydawało.
-To w takim razie co tutaj jeszcze robisz? Wracaj do swojej kaleki - uśmiechnął się szyderczo, a następnie wyminął go poruszając zgrabnie biodrami.
-Przecież sam chciałeś się zobaczyć.. - spojrzał na niego z niedowierzaniem mimowolnie wpatrując się w jego zgrabne pośladki - Kibum..
Skulił się i pozwolił kosmykom opaść na twarz.
Dlaczego on mu to robił?
To tak cholernie bolało..
Nie chciał, żeby ich relacje tak wyglądały.
Widział to, jak wielkim jest problemem dla starszego.
-Dlaczego masz mnie za takiego idiotę Jonghyun? - Puścił pytanie w przestrzeń a po jego policzkach spłynęły łzy.
Key... te trzy literki dudniły mu w głowie..
-Okłamałeś mnie..- żeby się upewnić wybrał numer Minho. Znał go, to on pomógł załatwić dla niego wózek.
-Ugh.. halo? - usłyszał mocno zaspany głos w słuchawce, już wszystko było jasne.
-Hej, tu Taemin, mam takie pytanie, czy ty i Jong nie byliście przypadkiem umówieni?
-Eeee.. co? -odparł mało inteligentnie - nie przypominam sobie, sorry Tae, ale jestem wykończony, lecę spać, zdrowiej młody. Pip pip pip
Rzucił telefonem na łóżko i zaniósł się głośnym szlochem - Jonghyun ty dupku! - pojechał pod balkon i oparł głowę o dużą szybę, lecz to co zobaczył sprawiło, że jego serce pękło na milion kawałków.
Jonghyun.. Jego Jonghyun całujący jakiegoś blondyna, na środku chodnika. Rozszerzył mocno oczy i zamrugał nimi parę razy.
-Nie.. - przejechał opuszkami po swoich ustach. - Jak mogłeś? - Jego wzrok spoczął na obrączce która była na jego palcu, zdjął ją i rzucił z impetem za siebie, wylądowała pod drzwiami wejściowymi, schował twarz w dłonie i zaczął płakać. - Jeśli się kogoś kocha.. n-nie robi się mu takich rzeczy..
Po chwili usłyszał dźwięk otwieranego zamka.
Stał wpatrując się w niego jakiś czas ze względu na to, że w dalszym ciągu nie otrzymał od niego żadnej odpowiedzi.
-Key? - spytał raz jeszcze.
-Chciałem czy też i nie, nie zmienia to faktu, że wczoraj coś obiecałeś.. - odwrócił się przez ramię rzucając kpiące wręcz spojrzenie kiedy tylko przypomniał sobie wcześniejsze słowa blondyna.
-Wiem, pamiętam - podrapał się zakłopotany po głowie - Ale to nie jest takie proste..
-Nie? A dla mnie jak najbardziej.. kochasz mnie czy jego? - spytał unosząc jedną brew w górę.
-Co? - pokręcił głową z niedowierzania to naprawdę dzieje się naprawdę? - Serio mam wybierać między tobą, a Taeminem? Nie mogę..
-A co to za problem Jonghi? - podszedł do niego i przejechał swoją dłonią po jego klatce piersiowej - Wybieraj, a może już podjąłeś decyzję? Skoro tak, nic tu po mnie - odwrócił się lecz zaraz poczuł na swoim nadgarstku jego rękę, a cwany uśmieszek zagościł na jego twarzy.
-Nie.. - zacisnął usta w ciasną linię - Zostań - dodał poddając się.
-Czyli? Zdecydowałeś? - zagryzł wargę kiedy znów stał z nim twarzą w twarz.
Przełknął ślinę biorąc głęboki oddech po czym wypuścił powietrze ze świstem.
-T..tak - dodał niezbyt pewnie aczkolwiek żeby więcej nie zadawał mu pytań przyciągnął go do namiętnego pocałunku. Nie pomyślał, że wszystkiemu mógł przypatrywać się jego mąż, a to mogłoby mu złamać serce. W tej chwili liczył się tylko kociooki, który zachłannie zaczął oddawać jego pocałunki, które stawały się wręcz brutalne. Z urywanym oddechem i ciężko bijącym sercem oderwał się od niego, a na koniec złożył krótki, przelotny całus.
-Przyjdź do mnie wieczorem - blond włosy uśmiechnął się puszczając oczko, a następnie podążył w tylko dla siebie znanym kierunku pozostawiając Jonghyuna ze skołatanymi myślami. I co on miał niby zrobić? Nie jest w stanie zostawić Taemina, ale nie mógł sobie wyobrazić, że mógłby stracić Kibuma. Czuł, że znajduje się w beznadziejnej sytuacji, a decyzja którą by podjął w jakiś sposób się odbije na którymś z nich. Zrezygnowany wrócił do domu, przekręcił zamek w drzwiach, a serce zabiło mu mocniej widząc zapłakaną twarz szatyna.
-Skarbie? - spytał niepewnie do niego podchodząc - Co się stało? - ukląkł naprzeciwko niego łapiąc go za kruche, delikatne dłonie.
Nie mieściło mu się to wszystko w głowie, nie chciał tego pojąć, chciał, żeby to okazało się snem.. Ale jednak nie.. Czuł jak jego serce rozrywa się na kawałki.. "-Skarbie? Co się stało?" Usłyszał za sobą i prychnął z kpiną
-Ależ nic się nie stało kochanie.. skąd w ogóle taki po-pomysł? - odparł kpiącym tonem i wyrwał dłoń z uścisku starszego. - Nic nie mów! Nie chce cie słuchać! - zakręcił kółkami wózka i podjechał pod drzwi wejściowe, chwycił obrączkę leżącą na podłodze i wrócił do zszokowanego Jonghyuna. - I na co się tak kurwa mać gapisz co!? Myślisz że mi jest łatwo?! Nie jest! Kurwa mać nie jest!! - potok łez płynął po jego twarzy,, nie zwracał na to uwagi w tym momencie - Doskonale wiem, że jestem dla ciebie problemem, ale do cholery jestem twoim mężem! Pamiętasz jeszcze?! Czy aż tak pamięć cię zawodzi.. - wybuchł.. nie umiał już dłużej tego w sobie trzymać. - Gdzie do cholery byłeś i kurwa mać z kim?!
Wybuchł śmiechem słysząc tłumaczenia swojego męża.
-Tak się skarbie składa, że ten twój Minho smacznie sobie śpi, i raczej nie mówisz na niego Key, prawda? - Obserwował jak twarz Jonghyuna robi się coraz bledsza a oczy coraz większe. - A.. i jeszcze jedno.. popatrz gdzie wychodzą okna balkonowe. - Widział przerażenie malujące się na Twarzy kima.
-Nie Jonghyun. - Przerwał jego próbę wytłumaczenia się - ja już nie chce słuchać twoich tłumaczeń. Wiesz.. gdy obudziłem się w szpitalu po wypadku, miałem w dupie to, czy mam czucie w całym ciele czy tylko w połowie, najważniejsze b-było dla mnie to, ż-że będę mógł dalej żyć przy tobie, całować twoje piękne usta, przytulać się do twojej klatki i wsłuchiwać się w bicie twojego serca które.. jak mi się wydawało biło tylko dla mnie.. Teraz żałuję, że przeżyłem..- wsunął swoją obrączkę w dłoń Jonghyuna. - Daj ją Key.. Mam nadzieję, że będziecie szczęśliwi i że on będzie cię kochać tak jak ja cię kocham Jonghyun.. - zaniósł się głośnym szlochem, nawet nie próbował go powstrzymać, Obrócił wózek i zniknął w sypialni, wziął pare najpotrzebniejszych rzeczy, spakował do plecaka i podjechał pod wejściowe drzwi. - Żegnaj... kochanie.. - spojrzał na niego i przetarł mokre od łez oczy, uśmiechnął się gorzko i wyjechał z mieszkania, na jego szczęście winda akurat stała, wszedł i szybko wcisnął "0" wyjął telefon i zadzwonił do swojego przyjaciela
- Onew.. j-ja.. yy.. przenoc-cujesz m-mnie? - łkał do słuchawki - n-ie, ja s-sam przy-przyjadę. - rozłączył się i wyjechał z klatki, podjechał na przejście, łzy całkowicie zamazywały mu widoczność, ruszył kołami, gdzieś za sobą usłyszał przeraźliwy krzyk, chyba Jonghyuna, potem poczuł tylko okropny i przeraźliwy ból
~To koniec...Nareszcie...~ przeszło mu przez myśl, a potem nie było już nic.
Był w szoku i to niemałym kiedy widział wybuch swojego małżonka. A co gorsza nic z tym nie mógł zrobić, jedynie domyślał się co było tego przyczyną.
-Taeminnie.. - zaczął lecz kolejne krzyki szatyna mu to przerwały spuścił swoją głowę wpatrując się w podłogę. Czuł się źle, a najbardziej dobijał go fakt, że to wszystko jego wina. Przecież ledwo udało mu się uratować ten związek, a teraz co? Miało się tak to nagle skończyć? I to przez jego własne widzi mi się? Że zapragnął czegoś innego, czego już by nigdy nie poczuł z Taeminem?
-Przecież mówiłem ci kochanie, że byłem u Minho - zaczął się bronić choć od samego początku był na straconej pozycji cokolwiek młodszy nie powiedział zagiął Jonghyuna. Do takiego stopnia, że pomału kończyły mu się argumenty, jak mógł być aż tak nieostrożny, że nie zauważył go w tym cholernym oknie? Jak w ogóle mógł dopuścić do takiej sytuacji? Bladł z każdą mijającą sekundą zdając sobie sprawę, że to koniec. Definitywny koniec wszystkiego. Jest większym idiotą niż przypuszczał. Poczuł łzy, które z każdą chwilą coraz bardziej pchały mu się do oczu próbując wydostać aczkolwiek posłusznie je trzymał nie dając po sobie poznać, że jest mu aż tak ciężko.
-Taemin.. ja.. ja przepraszam.. ja jestem idiotą. Kompletnym bezmózgim idiotą... przepraszam cię.. ja.. - chciał kontynuować dalej lecz chłopak znów mu przerwał. Znów zalewał go masą słów, bolesnych słów na które Jonghyun nie miał wpływu. Na które od samego początku sobie zasłużył. Miał racje, wszystko co o nim powiedział, było czystą prawdą, a on nie mógł zaprzeczyć. Lecz kiedy zauważył jak młodszy wręcza mu do ręki swoją obrączkę miał wrażenie, że ktoś mu do serca wbija. Przecież to nie może się tak skończyć..
-No co ty Taemin, nikt na nią nie zasługuje poza tobą.. Taeminnie! - krzyknął za nim lecz szatyn już nie reagował na jego prośby, czy próby zatrzymania. Spakował się, a Jonghyun tylko mógł się bezczynnie przyglądać jego poczynaniom.
Czyli to naprawdę koniec? Nie..
Niewiele myśląc wybiegł za nim kiedy tylko opuścił ich wspólne mieszkanie. Wychodząc z klatki chciał go zatrzymać. Widział co chłopak chce zrobić, nie mógł do tego dopuścić po prostu nie mógł, ale niestety był za daleko. Nie zdążyłby.
-Taemin! Stój, zatrzymaj się! - pisnął przerażony, nie poskutkowało.
To były sekundy kiedy rozpędzony samochód uderzył z impetem w wózek szatyna. Krew, krzyki, piski to jedyne co zdołał uchwycić w danej chwili potem widział jedynie bezwładne ciało szatyna kilka metrów od zmiażdżonego prawie doszczętnie wózka inwalidzkiego. Był w tak dogłębnym szoku, że z początku nie wiedział co się dzieje, miał wrażenie, że ma jakieś deja wu, lecz kiedy kierowca samochodu wybiegł do poszkodowanego, Jonghyun jakby odzyskał swoje racjonalne myślenie. Ból to mało powiedziane co czuł w tamtym momencie kiedy klękał przy ciele swojego męża. Ujął jego zakrwawioną głowę, kładąc na swoich kolanach.
-Taemin kochanie moje najdroższe.. Ja cię tak strasznie przepraszam... To wszystko moja wina.. Błagam.. Nie rób mi tego.. Nie możesz umrzeć.. Nie możesz mnie zostawić.. Przepraszam, że zrozumiałem to dopiero teraz.. Przepraszam, że nigdy tego co miałem nie doceniałem.. Proszę.. skarbie obudź się.. Błagam.. Kocham cię - wyszlochał nad jego bezwładnym ciałem, które zaczął tulić jakby było największym skarbem, które trzymał. Nie chciał go oddawać, już nigdy więcej. Sanitariusze przybyli po jakiś pięciu minutach zbierając ciało młodszego do karetki, a Jonghyun bez chwili wahania pojechał z nimi trzymając delikatną, chłodną dłoń swojego skarba. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że życie Taemina wisi na włosku i chwila nieuwagi może doprowadzić do jego nagłej śmierci.
Nie wiedział co się stało, słyszał pikanie, skądś znał ten odgłos..
Słyszał czyjś szloch.
Jonghyun? Skarbie, co się stało, gdzie ja jestem?
Nie potrafił ruszyć żadną częścią ciała, nawet jego powieki były tak strasznie ciężkie.
Lekarz pozapisywał jakieś rzeczy w swoich papierach i opuścił salę w drzwiach wymijając Onew.
- Jong, powiedz mi do cholery jasnej co się stało! Gdzie ty byłeś?! Dlaczego on wyszedł sam?! Coś ty mu zrobił idioto! Zadzwonił, że chce żebym go przenocował, powiedziałem, że przyjadę po niego, jak dojechałem na miejsce dowiedziałem się o wypadku, a jakiś blondyn który wyszedł z auta uśmiechał się, tak dziwnie, dzwonił do kogoś, potem padły słowa "Nareszcie będziemy mogli być razem Jonghyun" Jonghyun kurwa mów co się do cholery między wami stało! - Nie wiedział co ma ze sobą zrobić, od dawna kochał Taemina, ale uszanował to, że ten wybrał Jonghyuna i traktował Tae jako najlepszego przyjaciela. Lecz teraz poczuł jak część jego serca umiera, nie mógł nic zrobić, przeczesał długie karmelowe kosmyki uważając na opatrunek, chwycił chłodną dłoń w swoją i patrzył na młodszego.
-Minnie.. nie rób mi tego.. Nie możesz odejść. Nie teraz! - łzy stanęły w jego oczach. - Jesteś taki młody.. To nie może się tak skończyć rozumiesz!
Onew... ja przepraszam.. nie jestem w stanie nic zrobić.. ale.. tak będzie lepiej, wszyscy będziecie mieć spokój, zero problemów, kłopotów, nie będę już ciężarem.
Nie płaczcie. Otrzyjcie swoje policzki, będzie dobrze.
Poczuł jak dziwna siła wciąga go w pustą otchłań, dzwięki się mieszały, głosy cichły, wydawały się słabnąć, gdzieś jakby z oddali usłyszał krzyk Jonghyuna. Ja też cię kocham skarbie... Nie zapomnij o mnie... Głośny ciągły pisk ucichł, zapanowała nicość, teraz nie czuł już nic. Zasnął. Zasnął na zawsze.
Ile czasu minęło? Sam nie wiedział choć miał wrażenie, że minęła wietrzność. Siedział już tu co najmniej z kilka godzin na dość niewygodnym szpitalnym krzesełku. Lekarza jak nie było tak nie ma nadal. Denerwował się i to bardzo, nie wiedział co się dzieje. Nikt mu nie chciał przekazać jakichkolwiek informacji, a doskonale wiedział, że jest po wszystkim. Musi być. Nie wytrzymał, musiał wstać, przejść się miał wrażenie, że jeszcze chwila, a tu zwariuje. Lecz tyle co podniósł się z siedzenia z sali wyszedł lekarz, który przetarł swoje spocone czoło, a następnie zdjął z twarzy maseczkę. Bez chwili wahania podszedł do niego, musiał wiedzieć co się stało. Co z Taeminem, nie może żyć w ciągłej niewiedzy.
-Przepraszam, jestem mężem tego chłopaka. Co z nim doktorze? - spytał podenerwowany nerwowo zaciskając ręce w pięści. Mężczyzna spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem, a następnie odpowiedział co Jonghyuna wcale nie pocieszyło.
-Pana mąż jest w śpiączce, nie wiadomo czy uda nam się go dobudzić, przeszedł kilka poważnych operacji, teraz trzeba być tylko dobrej myśli.
-Jak to? I to tyle? - pokręcił głową z niedowierzania.
-Przykro mi, już zrobiliśmy co w naszej mocy, teraz pozostaje tylko czekać - poklepał jego ramię, a następnie go wyminął, a blondyn wszedł do sali nie pytając się o zgodę czy może tam być, czy nie. Musiał go zobaczyć, nie dawało mu to spokoju. Lecz kiedy dostrzegł nieprzytomnego chłopaka poprzypinanego do różnych kabelków, przeróżnych maszyn nie wytrzymał. Wybuchł głośnym szlochem klęcząc tuż przy jego łóżku. Co z tego, że było krzesło, nie chciał siedzieć, nie umiał. Chwycił jego lodowatą dłoń i lekko ją ścisnął.
-Skarbie tak bardzo cię przepraszam... - wyszeptał, a łzy w dalszym ciągu mazały mu pole widzenia - Wiem, że mnie nienawidzisz... Wiem, że moje słowa teraz nic nie pomogą, ale Kocham Cię... naprawdę... Być może to nie jest najlepszy argument byś walczył, ale proszę.. zrób to dla mnie..Ten jeden jedyny raz... Nie zostawiaj mnie, nie wiem co bez ciebie zrobię.. Nie wiem jak w ogóle kiedykolwiek mogłem pomyśleć, że jesteś dla mnie ciężarem. Nie jesteś kochanie! Obiecuję, że wszystko się zmieni, naprawdę tym razem dotrzymam tej obietnicy.. Wszystko zrozumiałem.. Przykro mi jest, że dopiero teraz skoro mogę cię naprawdę stracić. Zrozumiałem, że jesteś dla mnie najważniejszy, że świata poza tobą kotku nie widzę.. Popełniłem największy błąd jaki mogłem popełnić.. Przepraszam, przepraszam... Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić.. Nigdy nie chciałem żebyś cierpiał bo na to nie zasługujesz.. Proszę, ja się poprawię.. będę lepszy. Zmienię się.. obiecuję.. tylko błagam nie zostawiaj mnie - wyszlochał całując wierzch jego dłoni, przytulił ją do swojego policzka mocno zaciskając powieki. Nawet nie zauważył kiedy zasnął dopiero następnego dnia obudził go lekarz, który potrząsnął jego ramieniem. Zamrugał oczyma całkowicie zdezorientowany, w głowie mu niemiłosiernie huczało przez ciągły płacz, oczy miał całe zapuchnięte, czerwone. Spojrzał na w dalszym ciągu nieprzytomnego szatyna. Nic się nie zmieniło przez noc, nie było żadnego kontaktu z jego najdroższym. Doktor posprawdzał coś, pozapisywał w swoich papierach, a następnie wyszedł mijając w drzwiach zdyszanego Onew, który zdziwił blondyna swoją obecnością. Czego mógł się spodziewać widząc swojego przyjaciela? Z pewnością nie słowa współczucia, nigdy za nim nie przepadał i Jonghyun doskonale o tym wiedział.
-Onew. Nie dobijaj, błagam.. - westchnął ciężko, a następnie przejechał dłonią po lodowatym policzku Taemina.
Kiedy obserwował Onew, który rozmawia z szatynem miał mieszane myśli. Zawsze podejrzewał go o jakieś głębsze uczucia do jego szatynka. Czyżby wreszcie miał racje? Dlaczego czuł żal? Dlaczego miał wrażenie, że gdyby od samego początku był z brunetem nic by się takiego nie stało? Taemin byłby szczęśliwy, a przede wszystkim zdrowy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że pierwszy wypadek młodszego również był z jego winy. Za wszystko on ponosił pełną odpowiedzialność. Więc jeśli coś mu się stanie... nigdy sobie tego nie wybaczy.. Lecz jedna rzecz nie dawała mu spokoju. o kim wcześniej mówił brunet? Chyba nie... Zrobił wielkie oczy zdając sobie następną rzecz, ale w dalszym ciągu jej do siebie nie dopuszczał myślami nadal był przy swoim Taeminnie.
Chwila nieuwagi Jonghyuna, a w całej sali było słychać pikanie maszyny, przeraźliwy hałas. Wystraszony blondyn zrobił wielkie oczy wpatrując się na ekranik, który pokazywał jedną długą linię.
-Nie! Taeminnie... kochanie - krzyknął odpychając Onew, nie dbał o to czy coś mu zrobił czy też i nie. Dla niego liczyła się tylko jedna jedyna osoba - Skarbie... to nie może być prawda... proszę cię.. nie rób mi tego.. Kocham cię.. - łzy znowu ciekły po jego policzkach kiedy zdał sobie sprawę, że to koniec.. Koniec wszystkiego. Stracił to już na zawsze i już nigdy nie będzie mógł tego zmienić. Kiedy lekarze wbiegli do sali kazał im natychmiast wyjść, Jonghyun nie umiał.. nie był wstanie się poruszyć. Dopiero silne szarpnięcie przyjaciela spowodowało, że zaczął znów kontaktować z rzeczywistością. Opuścił pomieszczenie w ciężkim szoku, to jakby w dalszym ciągu do niego nie docierało.. Było jak jeden wielki sen z którego pragnął się wybudzić. Osunął się po ścianie, a następnie schował twarz w dłoniach zanosząc się głośnym płaczem.
-Jesteś taki naiwny.. - usłyszał głos, dobrze znany głos, który spowodował, że na niego spojrzał. Widział ten szyderczy, pełen pogardy uśmieszek - Taki żałosny.. - westchnął wpatrując się w niego pobłażliwie.
-Nie rozumiem Kibum.. - wstał podchodząc do chłopaka bliżej, który ewidentnie śmiał mu się w twarz.. - Co tu robisz? - spytał.
-Musiałem sprawdzić czy to prawda, ah to było tak dziecinnie łatwe - pokręcił głową, a następnie starł łzy z bladych policzków Jonghyuna - Nie płacz kochanie, to i tak mu nie przywróci życia.
-Co? - wpatrywał się w niego zszokowany w dalszym ciągu nie rozumiejąc słów kociookiego.
-Rozdzielenie ciebie i tego.. Taemina, bo tak ta kaleka się nazywała? - zaśmiał się perfidnie, a widząc ból malujący się na twarz starszego zrobił zaskoczoną minę - Ah, przepraszam.. nie powinienem - westchnął - Chociaż zemsta jest słodka, nie uważasz skarbie?
-Proszę? O czym ty gadasz? - zmarszczył brwi, bo to o czym mówił blond włosy wcale nie było zabawne.
-Rozdzielenie ciebie i tego gówniarza było banalnie proste, nie spodziewałem się, że tak szybko wpadniesz, sądziłem że będę musiał się bardziej postarać, a tu proszę - klasnął w dłonie - Było nam razem dobrze dopóki nie pojawił się on, dla którego mnie zostawiłeś.. - pokręcił głową wyrywając rękę z uścisku starszego - Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo mnie wtedy zraniłeś, ale teraz to nie ja cierpię.. Wreszcie spotkało cię to na co zasługiwałeś od samego początku... - widząc coraz to większy szok kontynuował dalej wcale go nie oszczędzając - Chyba nie myślałeś, że po tym wszystkim w dalszym ciągu chciałbym z tobą być.. musiałbym być jakimś bezmózgim kretynem... - roześmiał się prawie na cały szpital widząc zdruzgotany wyraz twarzy blondyna.
-J..jak mogłeś? - poczuł się oszukany, ta sytuacja jeszcze bardziej go dobiła. Jakby śmierć Taemina mu nie wystarczyła, Key musiał dodać swoje trzy grosze. Jak mógł się nie domyśleć?
-No cóż kochanie, ja straciłem coś, ty również.. wreszcie jesteśmy kwita - wzruszył ramionami idąc przed siebie - Żeby nie było, nie miałem nic wspólnego z wypadkiem, to czysty przypadek, aż takim chujem nie jestem by życzyć komuś śmierci - uśmiechnął się sztucznie, a następnie opuścił szpital pozostawiając blondyna ze skołatanymi myślami.
Co miał zrobić? Co miał myśleć? Czyżby Kibum miał racje? Że od samego początku na takie coś zasługiwał? Żeby wreszcie przejrzał na oczy i zdał sobie sprawę co tak naprawdę jest dla niego ważne? Udało mu się. Tylko prawda okazała się niezwykle bolesna. Szkoda, że docenił Taemina w chwili kiedy go stracił.. na dodatek na zawsze, najgorsze w tym wszystkim było to, że z jego własnej głupoty, a poczucie winy już w nim pozostanie. Już do końca życia bezpowrotnie.
Minęło już kilka lat, długich, najcięższych dla blondyna. Z czasem ból mijał, był zastępowany codzienną rutyną. Pomału przyzwyczajał się, że pozostał sam, że to wszystko co przeszli razem już przepadło. Jak co roku przychodził do niego, odwiedzał, nawet zmusił się na lekki uśmiech. Przejechał dłonią po szarym marmurze, a potem westchnął ciężko.
-Cześć skarbie, jestem znowu. Pewnie masz mnie już dosyć, że ciągle tu przychodzę nie dając ci spokoju? Trudno, będę to robił tak długo dopóki mi siły oraz sprawność na to pozwolą - starł wierzchem dłoni łzę, która wydostała się z jego oka. Takie spotkania zawsze wywierały na nim emocje, które ciężko mu się kryło. Chociaż nie musiał, bo szatyn doskonale wiedział co czuje, mógł wszystkiemu się przypatrywać tam z góry - Byłeś taki młody, taki niewinny.. Nie będę przepraszał, to bez sensu, co się stało już się nie odstanie kochanie. Chciałbym, żebyś wiedział chociaż teraz to na pewno już wiesz, że jesteś dla mnie najważniejszy. Nikt, ani nic już mi cię nie zastąpi. Byłeś jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Nigdy o tobie nie zapomnę, już na zawsze zapadłeś w mojej pamięci, oraz sercu, które zabrałeś wraz z sobą. Jak mam je komukolwiek dać skoro ty je uparcie trzymasz nie chcąc nikomu oddać? To nic, nie chcę byś je oddawał, należy tylko do ciebie. Wiem, że jest w dobrych rękach. Mam nadzieję, że jest ci o wiele lepiej, że wreszcie jesteś szczęśliwy żyjąc w spokoju, bez ciągłego bólu, smutku, cierpienia. Mogę być o to spokojny? Obiecuję, że niedługo się spotkamy, czy to będzie za 20 lat, 30 może jeszcze dłużej, ja będę uparcie czekał by móc znowu ujrzeć twoją roześmianą twarz, skosztować tych soczystych różowych warg, poczuć ten twój wręcz odurzający zapach, który mnie uzależnił, którego potrzebuję jak nikt inny lecz nie dostanę przez długi czas. W moim sercu pozostaje pustka, która pozostanie już na zawsze przypominając jaki ze mnie jest idiota, tak długo dopóki nie będę mógł się z tobą spotkać. Będziesz na mnie czekać skarbie? Obiecuję, że ci się opłaci, obiecuję, że będąc z tobą wszystko się zmieni, na lepsze, bądź cierpliwy kotku. Kocham Cię mój najdroższy Taeminnie.
~Minnie & Bummie

Yah, jak wy mogłyście w dniu urodzin Dinozaura zrobić z niego takiego potwora xD. No dobra, to nie zmienia faktu, że opowiadanie fajne xD.
OdpowiedzUsuńWitam! Mam na imię Emilka i już od jakiegoś czasu am twojego bloga ale dopiero teraz odważyłam się skomentować jako...nie anonim:) To tak mam 17 lat , jestem z Warszawy i moim biasem jest Jonghiii<3 Moje ulubione paringi to JongHo,JongKey,JongTae i OnJong:)
OdpowiedzUsuńTak naprawdę to wszystkie z Jongiem XD Taaa ten komentarz nie ma sensu ale dobra:)) Pozdrawiam i czekam na następne notki:)