niedziela, 5 kwietnia 2015

Wielkanoc z SHINee.




Z racji tego, że dzisiaj są święta życzę wam zdrowych, wesołych świąt, smacznego jajka i mokrego dyngusa ^^ Tutaj taki świąteczny shot, nieważne czy oni te święto tam obchodzą czy też nie :) jeszcze raz Wesołych świąt ^^






~*~





Dzień wydawał się zwykły, przeciętny jak każdy inny lecz czy taki był? Nie, od trzech dni panował świąteczny nastrój w domu SHINee. Tu ktoś sprzątał, tam inny gotował, a nawet znalazł się też taki co nic nie robił i najchętniej przeleżałby cały dzień przed telewizorem. Cóż mógł poradzić biedny Jonghyun, że mieszkał pod jednym dachem z wymagającym Kim Kibumem, który umiał wyczuć lenistwo niemalże na kilometr. Czy mu się uda ukryć lub pozostać niezauważonym? Marzenie.
-Kim Jonghyun ty paskudny dinozaurze rusz tą swoją szanowną dupę z kanapy i mi pomóż – pacnął go mokrą ścierką prosto w nos, a następnie stanął z założonymi rękoma tupiąc swoją zgrabną nóżką.
A co mógł zrobić? Nic, bo ze złym Key lepiej było nie zadzierać. Spojrzał na niego niechętnie robiąc zniechęconą minę jak bardzo nie lubił świąt tak też nienawidził udzielać się w nich.
-Kochanieeee moje najdroższe – zatrzepotał swoimi pięknymi oczyma starając się zmiękczyć zimne, stalowe serce kociookiego. Czego mógł się spodziewać? Oczywiście nie tego, że coś tym wskóra.
-Przestań słodzić, bo to nie robi na mnie wrażenia – zerknął na niego przelotnie, a potem na bałagan jaki panował w salonie – Wstawaj, ten burdel sam się nie ogarnie – wystawił mu miotłę przed twarz, a kiedy brunet ją chwycił sam zaś zniknął za drzwiami kuchni z której unosiły się pyszne zapachy które tylko kusiły by coś skosztować. Jonghyun poddając się wziął się w końcu do roboty byleby blondyn już więcej się go o nic nie czepiał, bo szczerze nie chciał mieć z nim więcej do czynienia. Pościerał kurze z półek, szafek i nawet tam gdzie światło dawno nie zagląda. Odkurzył dywan, wypastował podłogę , wyrzucił różne walające się papierki, poukładał rzeczy, które były porozwalane, a kiedy skończył sam był pod wrażeniem swojego efektu. Czuł, że duma go rozpiera i musi się komuś pochwalić swoim rezultatem. Rozejrzał się po domu lecz jak długo już nie szukał, nikogo nie było. Zdziwiony zerknął do kuchni w której krzątał się Kibum, a wzrok Jonghyuna przykuł jego uroczy różowy fartuszek, który miał na sobie. Uśmiechnął się pod nosem podchodząc do niego by przytulić go od tyłu, swoje dłonie zaplótł mu na brzuchu. Nic nie spodziewający się blondyn lekko podskoczył zaskoczony nagłym dotykiem.  
-Chcesz bym zawału tu przez ciebie dostał? – prychnął niezadowolony odwracając się do niego przodem. Widząc jego dobry nastrój i rosnący z każdą chwilą pewny  siebie uśmieszek spojrzał na niego podejrzliwie mrużąc swoje kocie oczy – Zrobiłeś to o co cię prosiłem? – spytał groźnie na niego patrząc. Chłopak stojący naprzeciw blondyna roześmiał się radośnie całując jego blady policzek.
-Wszystko lśni, jeszcze nigdy nie widziałeś takiego porządku skarbie – puścił mu oczko, a Key pokręcił głową z dezaprobatą uśmiechając się lekko – A tak właściwie to o mało bym zapomniał – pacnął się w czoło – Gdzie wszystkich wywiało? – uniósł brwi w zdziwieniu, a kociooki prychnął.
-Do sklepu poszli, gdybyś słuchał co mówię byś wiedział – warknął niezadowolony wyswobadzając się z uścisku Jonghyuna, który widząc co chłopak zamierza ścisnął go mocniej by po chwili się nachylić i składać pojedyncze pocałunki na jego szyi. Blondyn mruknął cicho z zadowolenia mimowolnie odchylając głowę do tyłu – Jonghyun.. przestań – odepchnął go z całej siły, a brunet patrzył na niego zaskoczony.
-Przecież nic nie robię – prychnął rozjuszony wkładając swoje ręce do kieszeni spodni.
-No właśnie w tym problem, że nic nie robisz – uśmiechnął się złośliwie puszczając oczko starszemu, który z każdą chwilą otwierał buzię coraz bardziej aż w końcu znów prychnął – Nie popluj się skarbie – wysłał mu buziaka w powietrzu, a następnie odwrócił się i wrócił do przerwanej czynności czyli nakładania na jajka koszulek i tego typu pierdół.


W tym samym czasie w pobliskim supermarkecie..


-Minhooo, Minhoooo – krzyknął na cały sklep najmłodszy z całego towarzystwa niosąc cztery zgrzewki mleka bananowego do koszyka.
-Młody, kto to wypije? – zdziwił się czarnowłosy mierząc wzrokiem zawartość rąk Taemina – Onew nie będzie zadowolony, że wydajemy pieniądze na pierdoły – dodał czego w sumie pożałował bo spotkał się z głośnym niezadowoleniem młodszego.
-No wiesz co?! Moje maleństwa nie są pierdołami… no może są, ale należą do mnie– wydął policzki po czym spojrzał na kartoniki – Nie słuchajcie tego żaboluda, Taeś was kocha – przytulił je, a następnie pogłaskał uśmiechając uroczo co nie umknęło uwadze najwyższego.
-A mnie to już nie kochasz? – spytał kręcąc głową z niedowierzaniem, chociaż sytuacja była wręcz przekomiczna i gdyby nie znał Taemina pomyślałby, że ma trochę nierówno pod sufitem.
-A pozwolisz mi je kupić? – wlepił w Minho swoje duże brązowe oczy, a następnie uśmiechnął się tak jak on tylko potrafił miękcząc tym serce starszego. Doskonale wiedział, że czarnowłosy mu ulegnie, bo miał do niego ogromną słabość. Z czego blondyn często korzystał.
-Ja się zgadzam, tylko jak Onew mnie zabije, to zostaniesz sam z całym mlekiem.
-Przeżyję – mruknął lecz kiedy ujrzał zbolały wzrok starszego roześmiał się uroczo – Żartowałem przecież Minuś, oczywiście jakby chciał ci coś zrobić będę bronił cię pełną piersią – wpakował wszystko do koszyka, a potem złapał go za rękę – Teraz choć go poszukać, bo jeśli nie,  znowu wykupi całego kurczaka, a już go mamy o wiele za dużo.
Minho się roześmiał chwytając kruchą rączkę blondynka, a następnie pociągnął go w miejsce gdzie po raz ostatni widzieli się z liderem. Czy młody był aż tak przewidywalny? Dostrzegli najstarszego przy wielkich lodówkach, który nachylał się aby wyciągnąć kolejne opakowanie zimnego wręcz mrożonego kurczaka.
-Onew hyung odłóż to w tej chwili, bo nie zawaham się tego użyć! – Taemin chwycił pomarańczowy pistolet na wodę i wymierzył go w stronę przestraszonego brązowowłosego, który gdy tylko ujrzał dwójkę chłopaków spuścił wzrok zakłopotany lecz szybko odchrząknął łapiąc fason.
-To tylko jedno pudełko.. – westchnął ciężko.
-Z pozostałych jedenastu – odparł bystrze Minho, kiedy policzył opakowania w czerwonym koszyczku, które znajdowały się u ich przyjaciela.
-To już ostanie, a poza tym to ja kupuję więc mogę to zabrać – wypiął dumnie pierś, a chłopaki parsknęli głośnym, gromkim śmiechem no cóż, cały Onew, kurczak jest dla niego tak ważny jak dla Taemina mleko bananowe, świata poza nim nie widzi. Kiedy tylko doszli do kompromisu podążyli w końcu po trzech godzinach spędzonych w supermarkecie do upragnionej przez Minho kasy.


~*~


-Wróciliśmy kochani! Kibum? Jonghyun? – zawołał Onew rozglądając się za dwójką przyjaciół po których ślad zaginął lecz nie na długo, bo po chwili słychać było głośny krzyk z kuchni.
-JONGHYUN ZAMORDUJĘ CIĘ! MOJE ULUBIONE RURKI… TY JUŻ NIE ŻYJESZ!
Winowajca wybiegł z pomieszczenia cały usypany mąką z wystraszoną miną.
-Onew! Tak dobrze cię widzieć! Key oszalał, zrób coś, bo ja sobie z nim nie radzę – złapał kurczaka za rękę prowadząc z powrotem do kuchni z której chwilę temu wyszedł na co Onew stanął i wyrwał się z uścisku.
-O nie, ty mnie w nic nie mieszaj. To twój chłopak, radź sobie sam – podniósł ręce w geście kapitulacji, a brunet otworzył szeroko oczy.
-Przecież jesteś liderem! – pisnął wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
-Co nie oznacza, że będę rozwiązywał twoje problemy. Przykro mi, wiem jaki jest Kibum, a skoro zawaliłeś to teraz musisz to naprawić – wzruszył ramionami i już go nie było bo czmychnął do swojego pokoju. I co tu robić? Znowu Jonghyun musi poradzić sobie sam lecz zanim o czymkolwiek mógł pomyśleć  przy samych drzwiach dostrzegł Minho oraz Taemina, którzy targali kilkanaście siatek z zakupami. Brunet szybko do nich doskoczył zabierając im kilka, co skończyło się głośnym krzykiem ze strony blondynka.
-Te są moje! Tam jest moje mleko bananowe – wyrwał mu torby i spojrzał groźnie na Jonghyuna.
-Znowu ktoś się po mnie drze, ja nie wiem co z wami jest ludzie – pokręcił głową z dezaprobatą podnosząc ręce w górę  - Co kupiliście?
-Dużo rzeczy, o skoro już tu jesteś Jonghyun mógłbyś to dać Kibumowi? – podał mu opakowanie z keczupem, a brunet chwycił je i poleciał jak torpeda z powrotem do kuchni lecz zanim tam wbiegł podziękował – Jesteś najlepszy, zawsze wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć Minho! – krzyknął, a następnie niepewnie otworzył drzwi pomieszczenia, które oznaczało dla niego pewną śmierć.
Kibum kiedy tylko dostrzegł bruneta podszedł do niego łypiąc na niego gromiącym spojrzeniem.
-Przyszedłeś by zrobić z ciebie pieczeń duszoną? W porządku, choć – chwycił go za dłoń ciągnąc do nagrzanego piekarnika, a chłopak wytrzeszczył wzrok.
-Przecież cię przeprosiłem, a tutaj na znak rozejmu – wystawił z za pleców czerwone opakowanie, które przykuło zainteresowanie kociookiego. No tak kochanie, wiem że tego chcesz… Weź to, a skończ mnie ciągnąć do piekarnika! Przeszło mu przez myśl kiedy blondyn złapał dużą butelkę keczupu, a na jego mordce zagościł delikatny uśmiech – Zgoda? – spytał uważnie obserwując reakcje swojego chłopaka, który widać, że zaczął walczyć z samym sobą lecz w końcu się poddał lądując w rozłożonych ramionach Jonghyuna.
-Dobrze, ale tych spodni i tak ci nie daruję skarbie – nachylił się nad nim i złożył lekki pocałunek na czerwonych ustach bruneta, który mu nie wystarczył bo szybko go pogłębił.  
-Dobra gołąbki skończcie się migdalić, umieram z głodu – mruknął Minho klepiąc się po brzuchu rozglądając się po wpół rozstawionym stole – Mmmm… ładnie pachnie.
Para oderwała się od siebie i spojrzała z wyrzutem na stojącego czarnowłosego.
-Minho wszystko w swoim czasie, a teraz chcę te zakupy po które mieliście jechać… bo pojechaliście? – spytał podejrzliwie patrząc na najwyższego, który słysząc słowo zakupy aż się wzdrygnął.
-Taaa… wszystko jest, zaraz Taemin doniesie, a właśnie co to w ogóle za pomysł by wysyłać nas o 7 rano do sklepu?! No ja się pytam! – fuknął niezadowolony wywracając oczami.
-Przykro mi Choi, święta są raz w roku, a skoro ja musiałem wysprzątać pół domu to ty też musiałeś się przyczynić stary – brunet poklepał żabę po ramieniu uśmiechając się pokrzepiająco co nie umknęło uwadze Kibuma.
-Właśnie Jonghyun.., a co z pozostałą częścią domu? – uniósł brew opierając jedną rękę na swoim biodrze.
-Co mówisz Taemin? Mam ci pomóc? Jasne, już idę! – krzyknął, a potem zerknął na rozbawioną dwójkę – Sami rozumiecie, nie mogę go zawieźć – uśmiechnął się, a następnie ulotnił z pomieszczenia szukając blondwłosej czupryny, którą dostrzegł na kanapie w salonie.
-Młody, dlaczego ty wypakowujesz to wszystko w salonie? – spytał dziwiąc się, nie rozumiał jego poczynań lecz z pewnością zaraz mu wyjaśni o co chodzi.
-No patrz hyung.. to jest moje, to także, to w sumie może być wasze, ale też to lubię więc też jest moje, to, to i to również jest moje – wymieniał odkładając rzeczy, które do niego należały na bok, a Jonghyun był wręcz zdumiony.
-Wychodzi na to, że został sam kurczak, który w sumie jest od Onew jakieś dwie paczki masła, kilka warzyw i mleko czekoladowe? – chłopak słysząc ostatnie zerknął w stronę torebki z której wyciągał zakupy.
-O, dzięki hyung zapomniałem o tym – uśmiechnął się biorąc kolejną rzecz do swojej kolekcji, a starszy jedynie pokręcił głową śmiejąc się pod nosem. To będą ciekawe święta, z resztą jak każde spędzone w towarzystwie SHINee.

Po wielu przekomarzaniach się, kłótniach, bijatykach, które niekiedy kończyły się kompromisem, a już następnym razem strzaskaną szklanką zasiedli wszyscy przy jednym wielkim stole. Przecież porządne śniadanie to podstawa co wspominał Key każdego dnia kiedy tylko starali się wyjść gdziekolwiek bez pierwszego posiłku. Wszyscy uśmiechali się do siebie, podawali przysmaki i zajadali wszystko ze smakiem, aż ślinka ciekła.
-Mmmm pyszne Key umma…  a kiedy prezenty? – uśmiechnął się uroczo najmłodszy z całego grona zebranych przy wielkim stole kociooki spojrzał na niego zdezorientowany choć doskonale wiedział o co mu chodzi – No zajączek tak kica, roznosi prezenty grzecznym dzieciom…
-Ale ty nie byłeś grzeczny Taeminnie– poczochrał jego blond czuprynę najwyższy co spotkało się ze smutnym spojrzeniem w jego stronę.
-I ty Minni przeciwko mnie? – pociągnął nosem spuszczając głowę co podziałało, bo chłopak od razu przytulił, kruche, wątłe ciało Taemina.
-No już kotku, nie smuć się.. poszukaj w ogrodzie – cmoknął jego policzek widząc jak młodszy odżywa, a jego oczy zaświeciły tysiącem blasków.
-A pomożesz mi szukać? – uniósł kąciki ust ku górze i przejechał swoim nosem zahaczając o ten Minho na co czarnowłosy się lekko zaśmiał.
-A dasz mi buziaka?
-Buziaka? Sam nie wiem Minho… - speszony spuścił głowę lecz chłopak mu na to nie pozwolił, bo chwycił ją w swoje duże dłonie.
-Takiego malutkiego. No daj buzi Minusiowi – zrobił dzióbek z ust i nachylił się nad młodszym, a chłopak patrzył na niego niezbyt przekonany – No nie daj się prosić skarbie – widząc w dalszym ciągu niezdecydowanie na twarzy blondynka postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – Skoro nie, sam sobie go wezmę,  a chwilę potem wpił się w jego różowe wargi.
-Ojeeej – zapiszczał Key łapiąc się za policzki – Jesteście uroczy – wyszczerzył się, a Jonghyun podchwytując dobry nastrój blondyna złapał go za rękę zwracając jego uwagę na siebie.
-A mi dasz buziaka Koteczku? – zrobił maślane oczka, a kociooki spojrzał na niego z politowaniem.
-Nie kochanie – odparł pewnie swoich słów po czym przejechał swoją dłonią po jego policzku – Oj no dobra daj dzióbka skarbie – uśmiechnął się przyciągając jego twarz do czułego pocałunku, który szybko przerwał robiąc tym na złość Jonghyunowi.
-No dobrze, każdy się z kimś całuje… daj dziobka mój kurczaczku – wystawił usta w stronę mrożonego kurczaka, a wszyscy zgromadzeni parsknęli śmiechem urażając tym dumę ich własnego lidera – No wiecie co.. Nie znacie się na prawdziwej miłości – w końcu sam dołączył do dobrych nastrojów swoich przyjaciół kończąc swoje obiado-śniadanie.


~*~


-Patrz Minho… patrz tam.. widzisz? Nie tam żaboo… taaam! – wskazał palcem w tylko dla siebie znanym kierunku, a biedny czarnowłosy podrapał się po głowie nie wiedząc w dalszym ciągu o co chodzi chłopakowi o przepięknym uśmiechu.
-Taemin naprawdę nie wiem o co ci chodzi – westchnął już zrezygnowany siadając na trawniku przed domem.
-Oj ale wy wszyscy jesteście głupi – pokręcił głową podchodząc do jednego z krzaków po czym wyciągnął torbę z prezentem – Znalazłem twój prezent Choi – wyszczerzył swoje ząbki, a Minho słysząc prezent i to na dodatek dla niego ruszył jak strzała porywając go z rąk blondynka.  Zajrzał do środka, a na jego mordce zagościł jeszcze większy uśmiech niż przedtem
- Skąd wiedziałeś, że zniszczyłem swoją ulubioną piłkę do nogi? – przejechał rękoma po nowiusieńkiej piłce, a Taemin wzruszył swoimi ramionami.
-Przeczucie Minni – stanął lekko na palcach zarzucając mu ręce na szyi – Wszystko co najlepsze dla mojego kochanego olbrzyma – musnął jego policzek, a następnie wtulił się w jego klatkę piersiową zaciągając tym dobrze znanym dla niego zapachem, który wręcz uwielbiał.
-Dziękuję skarbie jesteś najlepszy, wiesz? – szepnął mu na ucho – Wiem, że kochasz szukać prezentów lecz niestety nie miałem czasu tego schować  - wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko, a młodszy zabrał mu to z ręki po czym ściągnął wieczko. Lekkie zaskoczenie było zauważalne na jego bladej twarzy – Żebyś zawsze o mnie pamiętał i wiedział, że kocham tylko ciebie
Czy tylko mu się wydawało czy widział łzy w tych ciemnych kuleczkach? Starł je wierzchem swojej dłoni uśmiechając delikatnie.
-Nie płacz..
-Jesteś kochany, dziękuję ja ciebie też kocham Minho – wtulił się w niego mocno, a w ręce nadal trzymał wisiorek z wygrawerowanym „Kocham Cię skarbie. Twój Minho.” Tak naprawdę Taeminowi szczęścia nie przynosiły prezenty, jemu wystarczyła sama obecność osoby na której mu naprawdę zależy.


W tym samym czasie po drugiej stronie ogrodu.


-Jonghi.. gdzie mój prezent? – spytał Key, który od dobrych 15 minut chodził w tą i z powrotem szukając swojego pakunku, który Jonghyun swoją drogą zapomniał kupić. Otworzył oczy z wrażenia drapiąc się zakłopotany po głowie. Jak mógł być aż tak wielkim kretynem żeby zapomnieć o tak bardzo istotnej rzeczy jaką były prezenty?
-Bo wiesz kotku… - zaczął, ale blondyn mu przerwał, uśmiechnął się od ucha od ucha trzymając w rękach nowy, różowy sweterek.
-Śliczny! Dziękuję – rzucił mu się na szyję całując w policzki, a Jonghyun w dalszym ciągu był w szoku, nie wiedział o co chodzi lecz dostrzegł w drzwiach wychylającego się Onew, który tylko pokręcił głową puszczając oczko. Brunet odetchnął tylko z ulgą mówiąc bezgłośne „dziękuję”. Wtulił w siebie ciało swojego chłopaka rękami gładząc jego plecy – Nie martw się, o tobie także nie zapomniałem.
Wyswobodził się z jego uścisku idąc w dobrze znanym dla siebie kierunku, a po chwili wrócił z dość sporym opakowaniem, który przykuł uwagę bruneta. Uśmiechnięty, wręcz zadowolony Jonghyun zabrał z rąk kociookiego prezent i ściągnął wieczko pudełka by ujrzeć… kolejne pudełko? Zdziwiony wyjął pudełko i otworzył, a w nim było kolejne, potem znowu  kolejne aż w końcu natrafił na to co powinien dostać od samego początku. Wziął do ręki niebieski budzik i spojrzał na Kibuma pytająco, który tylko szczerzył swoje ząbki.
-Chyba nie rozumiem…
-A co tu Dinusiu rozumieć? Dostałeś to po to żebyś wiedział, że istnieje coś takiego jak wyznaczona godzina, a ty nigdy nie umiesz się wyrobić na czas. Dlatego nie martw się, teraz już nigdy nie zaśpisz już ja się o to postaram – poruszał swoimi brwiami w górę i w dół, a Jonghyun roześmiał się kręcąc głową z dezaprobatą. 
-Głupek z ciebie, budzić ci się mnie zachciało? – prychnął, a następnie rzucił się na niego i zaczął łaskotać.
-Nie, Jo..Jonghyun… prze…przestań.. prooooszę – wybuchł śmiechem starając wyrwać z dość mocnego uścisku starszego, który ani myślał zaprzestawać swoich tortur, a wręcz przeciwnie jeszcze nasilał.. – Zrobię… wszystko…
-Wszystko powiadasz? – zerknął na niego zainteresowany propozycją wręcz nie do odrzucenia – Skoro tak, to okej.. – cmoknął lekko Key wręcz purpurowy policzek co spotkało się z wielkim niezadowoleniem ze strony blondyna.
-Nienawidzę cię.. – fuknął urażony odpychając go od siebie.
-Bądźmy szczerzy skarbie, doskonale wiesz, że to nie prawda – zacmokał mu tuż przed nosem przez co oberwał w ramię lecz nie mocno by nie zrobić mu krzywdy.
-Spadaj - wstał z ziemi i otrzepał swój tyłek po czym spojrzał z wyrzutem na śmiejącego się w dalszym ciągu Jonghyuna – Nie myśl sobie, że dzisiaj dobierzesz mi się do spodni – pogroził mu palcem aż w końcu zniknął za drzwiami ich wspólnego domu.

Dobre nastroje panowały w domu SHINee przez cały dzień no poza kłótniami JongKey, które zawsze kończyły się kompromisem i nikt nie wyszedł z tego z jakąkolwiek kontuzją. Święta to coś co uwielbiali, co sprawiało im wiele frajdy. Dzięki nim mogli się do siebie zbliżyć spędzając swój czas razem jak jedna wielka rodzin. Bo co nie daje więcej szczęścia jak spędzenie wolnych chwil w gronie najlepszych przyjaciół? Zdecydowanie nic.

~ Bummie

3 komentarze:

  1. Ah, ja bym chciała takie święta xD. Jak zwykle pięknie~ Wesołych!~

    OdpowiedzUsuń
  2. Jonghyun ma jutro urodziny!!:**

    OdpowiedzUsuń
  3. Onew całuje kurczaka 😂😂😂

    OdpowiedzUsuń