Oki, już wam nie zawracam głowy, miłego czytania ;* Rozdział był sprawdzany, jednak jeśli coś przeoczyłam to przepraszam ;*
~*~
żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie
Kiedy tylko otworzył oczy pierwsze co go dopadło to potworny ból głowy.
Usiadł na łózko i omiótł spojrzeniem swój pokój, jego wzrok spoczął na zegarze który wskazywał 05.15. Za oknem powoli robiło się jasno.
Nie wiedział co ma teraz robić. Stracił po prostu wszystko. Kaiego, miłość, a przez to co wczoraj powiedział do bruneta stracił też pewnie i jego, a co za tym idzie dostęp do narkotyków. W jednej chwili stracił po prosty wszystko. Odechciało mu się żyć. Znowu został sam. Sam jak palec. Jak sobie teraz poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? Był zagubiony. Zgubił się we własnym życiu.
Wstał i przeczesał splatane kosmyki. Wszystko co było w tym mieszkaniu przypominało mu JEGO. Wiedział, że nigdy o nim nie zapomni, ale czy będzie w stanie choć trochę osłabić uczucie jakie do niego czuje? Czy będzie potrafił ulżyć sobie w cierpieniu?
-Jak mam bez ciebie żyć? Dlaczego mnie zostawiłeś? Przecież wiesz, że sobie sam nie poradzę. - starł kciukiem łzę która spłynęła po jego policzku i przejechał opuszkami po zdjęciu które stało na szafce. -Kocham cie skarbie...
Poszedł do kuchni i zrobił sobie gorąca czekoladę. Otulił się w ciepły koc który pachniał NIM. Wrócił do pokoju i usiadł na szerokim parapecie. Ogrzewał zimne dłonie i ciepły kubek i patrzył przez okno. Łzy powoli sunęły po jego policzkach tak jak deszcz za oknem. W pewnym momencie w oczy rzuciła mu się znajoma postać.
~To na prawdę on?~
przyjrzał się postaci która ewidentnie czegoś lub kogoś szukała. Gdy brunet podniósł głowę w gore i spojrzał w okno ich wzrok się spotkał.
-Jonghyun...
Jaki problem? O co mogło mu chodzić? Chyba nie... Przełknął ślinę podnosząc się nagle z podłogi na którą przysiadł sam tak na prawdę nie wiedząc kiedy. Podenerwowanie to jedyne co odczuwał w tym momencie oraz coraz to bardziej rosnący niepokój. Jeśli chłopakowi chodziło właśnie o to o czym w tym momencie myślał to...
-Po moim trupie Jo Youngminie - warknął pod nosem ostatecznie opuszczając to sterylne miejsce, które od samego patrzenia przyprawia Jonghyuna o dreszcze. Zdecydowanie nie jest ono dobre na przesiadywanie i bezczynne rozmyślanie. Lecz kiedy wyszedł poza teren szpitala i poczuł chłód obijający jego ciemną z pozoru twarz przystanął. Był kompletnie skołowany, nie miał pojęcia co robić, bo pojechanie do domu było bez sensu skoro młodszego w nim nie ma, a nie po to go wtedy poszukiwał aby wrócić samotnie. Chociaż z drugiej strony co mu innego pozostało, nie chciał go. Nie chciał go widzieć, mieć z nim cokolwiek wspólnego. Niestety złe przeczucia nie dawały mu spokoju, które wcale nie zamierzały go opuścić. Musiał go zobaczyć, tego był pewien, nie odetchnie z ulgą dopóki nie sprawdzi czy z białowłosym jest wszystko w porządku. Nie musiał się martwić, bo znał drogę do jego mieszkania, kiedyś go odwoził aby chłopak mógł zabrać z sobą część swoich rzeczy przez co teraz nie miał większego problemu aby trafić do celu. Szybko uporał się z pasami, które opinały jego ciało i wyszedł z pojazdu zatrzaskując za sobą drzwi. Rozejrzał się jeszcze na boki przejeżdżając wzrokiem po okolicy w której mieszkał białowłosy, ostatecznie podszedł do drzwi frontowych z zamiarem pociągnięcia za ich klamkę lecz niespodziewanie drobna postać wyszła z domu wpatrując się w niego czerwonymi, podpuchniętymi oczyma. Proszę cię, nie płacz..
~Jonghyun...
Słyszał jego cichy, zachrypnięty głos lecz w tym momencie gówno go obchodziły wcześniejsze słowa Taemina, po prostu bez wahania zgarnął jego ciało do ciasnego uścisku.
-Ciii... - wyszeptał mu do ucha kojąco głaszcząc go po plecach - Nic nie mów. I tak cię nie zostawię, będę tutaj z tobą tak długo ile tylko zechce, czy ci się to podoba czy nie.
Widząc bruneta przez szybę wstał z parapetu, wybiegł z mieszkania zamykając je na klucz i zbiegł na dół. Gdy wyszedł spojrzał na Jonghyuna i wydał głośny szloch.
-Jonghyun.. - chciał go przeprosić, jednak straszy nie dał dojść mu do słowa. Już po chwili wtulał się w umięśniony tors bruneta. Nie chciał się od niego odsuwać. Było mu dobrze. Było mu ciepło. Nie był sam.
-Jonghi.. Nie chcę tam wracać... Wszystko przypomina mi.. jego..
~Nie wrócisz. Zamieszkasz ze mną.
Bez zbędnych słów wsiadł do samochodu Kima. Nie chciał dalej przebywać tam sam. Czuł jak to uczucie go wyniszcza od środka. Bał się.. Bał się tego co teraz będzie. Pierwszy raz czuł taki przeraźliwy strach.
Po około 20 minutach siedział już na dużej czarnej kanapie zawinięty w koc i patrzył bez celu przed siebie.
-Jonghyn powiedz mi, co ja mam teraz zrobić? Czuję się jakby ktoś wbił mi nóż w serce i tak powoli go wyciągał patrząc z satysfakcją na to jak się wykrwawiam i ulatuje ze mnie życie.
Patrzył na to, jak brunet podchodzi do niego i bierze go na ręce, objął jego kark i wtulił się w niego.
Po chwili leżał już na łóżku w sypialni wtulony w ciało starszego który uspokajająco głaskał jego plecy.
~Postaraj się zasnąć i odciążyć trochę myśli.
-Jong.. obiecaj mi, że mnie nie zostawisz.. przepraszam za wszystko co powiedziałem. Zostałeś mi tylko ty. Nie chcę znów zostać sam.. - wtulił się mocniej w jego klatkę a pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
~O to się nie martw kochanie. Nie zostaniesz sam. Nie pozwolę na to.
Odczuł lekką ulgę słysząc te słowa.
Czyli jednak nie stracił wszystkich...
Zamknął opuchnięte od płaczu powieki, naciągnął na siebie koc i zasnął wtulony w tors Kima.
Kiedy myślał, że może być dobrze i młodszy się otrząśnie po stracie, to był w dużym błędzie. Następnego dnia kiedy tylko się obudził nie zastał go u swojego boku przez co lekko zdenerwowany podniósł się z miękkiego materaca i zszedł na dół zastając swoją zgubę przy kuchennym stole. Wzrok miał utkwiony tylko w jednym punkcie nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi, że ktoś w ogóle wszedł do pomieszczenia. Zaniepokoił go trochę ten widok dlatego lekko szturchnął jego ramię lecz wtedy również chłopak nie zaszczycił go spojrzeniem. Nawet nie drgnął.
-Taemin.. - szepnął - Skarbie.. - zwrócił się do niego pieszczotliwie choć to także nie przyniosło zamierzanego efektu. Białowłosy w dalszym ciągu patrzył, siedział wcale nie przejmując się tym co dzieje się dookoła niego. Jakby zatracił się w swoim własnym świecie nie potrafiąc powrócić do rzeczywistości. W takiej sytuacji starszy przysiadł naprzeciwko niego powtarzając po nim czynność lecz jego celem wpatrywania był Taemin.
Dni mijały, jeden po drugim jedynie odczuwał to kiedy odrywał kartki w kalendarzu. Wszystkie wyglądały niemalże tak samo, jedyne co ulegało zmianie to miejsce pobytu Taemina. Raz przesiadywał w swoim pokoju na ogromnym parapecie i wyglądał za okno, innym zaś siedział w jego łóżku i wpatrywał się bez celu w ścianę. A nawet bywało tak, że schował się, a Jonghyun odchodził od zmysłów myśląc gdzie chłopak się podział. Ostatecznie odnalazł go po drugiej stronie ogrodu siedzącego na małym tarasie. Białowłosy tracił w oczach, nie jadł chociaż brunet za wszelką cenę wpychał w niego jedzenie bez zamierzonego skutku, nie pił i nawet jego ulubiony trunek jakim było mleko bananowe nie pomagało. Dragi odstawił, co już naprawdę go martwiło. Było z nim źle, a starszy o tym doskonale wiedział, kiedy tylko opuszczał dom choćby tylko po to aby zrobić potrzebne zakupy miał wątpliwości. Bał się, że jak wróci już go nie zastanie lub coś jeszcze gorszego. Kiedy wychodził do pracy tak naprawdę wcale nie potrafił się skupić. W głowie nadal siedział mu chłopak o białych jak śnieg włosach więc kiedy tylko wracał od razu biegał po całej posiadłości by odnaleźć obiekt swoich rozmyślań. Był, siedział, nie reagował. Jak zawsze.
Kolejnego dnia Jonghyun nie wytrzymał tej swojej bezradności, nie mógł w dalszym ciągu przyglądać się temu jak Taemin bez celu chowa się po kontach unikając z nim kontaktu. Nie zniesie tego dłużej, że od dobrych pięciu dni nie usłyszał jego głosu, ani tego, że nie uraczył go ani jednym spojrzeniem. Dlatego gdy odnalazł chłopaka na wielkim parapecie przysiadł obok niego szturchając go rozpaczliwie za ramię.
-Odezwij się do mnie.. Proszę... - jęknął lecz kiedy znowu spotkał się z ciszą po prostu czuł, że pomału się łamie - Nie może tak dłużej być.. Za długo to wszystko trwa.. Dałem ci czas, pozwalałem na to wszystko lecz koniec.. Taemin ja dłużej tego nie zniosę.. Powiedz coś, cokolwiek możesz na mnie krzyczeć, zwyzywać, wszystko. Naprawdę wszystko tylko nie siedź tak. Zrób coś, spójrz na mnie, chcę znowu zobaczyć twoje piękne tęczówki.. Taemin... - widząc, że jego starania nie robią na nim najmniejszego wrażenia, poddał się. Wstał z zamiarem zostawienia chłopaka samego lecz niespodziewanie usłyszał jego zachrypnięty głos.
~Jutro jest pogrzeb...
Pierwszy raz od paru dni spojrzał na bruneta. Bał się. Ale czego? Martwił się? Na prawdę martwił się o niego? Powoli wstał z parapetu i rozciągnął zastygłe mięśnie. Podszedł do bruneta i wtulił się w niego. Nawet jeśli chciałby płakać, to nie posiadał już łez. Za oknem powoli robiło się ciemno. Kolejny dzień przeszedł mu koło nosa, a nawet nie wiedział kiedy. Czuł jak starszy zamyka jego ciało w szczelnym ale delikatnym uścisku, tak jakby bał się, że może go uszkodzić. Cieszył się, że go ma, że nie jest sam.
-Chodź... - złapał bruneta za dłoń i zaciągnął go do sypialni.
Położył się na łóżku, starszy po chwili uczynił to samo. Wtulił się w niego mocno i rozmyślał.
-Boję się... - Powiedział cicho patrząc przed siebie.
~Czego kochanie?
-Jutra.. Tam będzie tyle ludzi którzy mnie znienawidzą od pierwszych chwil. Nie widziałem ich od 8 lat. Nikt nigdy nie pofatygował się nas odwiedzić, a teraz nazywają się rodziną. Ciekawe, czy ktokolwiek z nich w ogóle pamięta moje imię. - Nerwowo zaczął bawić się koszulką starszego.
~Nie bój się kotku. Nie będziesz tam sam. Nie pozwolę, żeby ktoś sprawił ci przykrość.
-Pojedziesz ze mną? - zerknął na starszego ze zdziwieniem.
~Oczywiście, że tak. wyobrażałeś sobie, że będzie inaczej?
Poczuł, jak starszy przyciąga go jeszcze bliżej i delikatnie muska jego usta swoimi.
~Nigdzie nie puszczę cię samego.
-Dziękuję ci za wszystko Jonghyun.. - Wtulił się mocniej w jego tors, oparł głowę na jego bark i zasnął.
Wstał rano, jak zwykle wcześniej niż starszy. Zwlókł się z łóżka i poszedł do łazienki. Wziął prysznic i doprowadził się do stanu używalności. Wysuszył włosy i ułożył je. Wyszedł z łazienki mijając się z Jonghyunem, któremu posłał bardzo nikły uśmiech, jednak on go bardzo dobrze zauważył bo od razu uśmiechnął się czule znikając po chwili za drzwiami łazienki. Poszedł do swojego pokoju i otworzył dość sporą szafę. I tu pojawił się pierwszy problem. Nie posiada garnituru. Westchnął i wyjął z szafy czarne rurki i czarną koszulkę. Ubrał przyszykowane ubrania i skrzywił się widząc, że spodnie które niedawno były mu dobre znów są za duże. Sięgnął po pasek i wsunął go w szlufki. Przeszukał szafę i znalazł czarną marynarkę. Założył ją i spojrzał w lustro. Śmiało mógł powiedzieć, że wygląda jak kupka chodzącego nieszczęścia. Zszedł na dół i założył buty.
~Gotowy?
-Nie. - rzucił wychodząc przez drzwi i idąc w stronę samochodu.
Wsiadł do niego i czekał na starszego. Po około 20 minutach byli już na miejscu. Podszedł do stojącego obok stoiska i kupił bukiet białych róż owinięty czarną wstążką. Czuł potworny stres. Wiedział, że większość jego "rodziny" już tam jest. Chwycił Jonghyuna za dłoń i ruszył w stronę wejścia na cmentarz.
Splótł razem ich palce, chciał mu dodać w ten sposób otuchy. Widział jak ciężko to wszystko znosi, a spotkanie po tak długim czasie z bliskimi wcale nie było dla niego łatwe. Dlatego gdy tylko przekroczyli obramowanie chłopak niespodziewanie przystanął szarpiąc tym Jonghyuna do tyłu. Spojrzał na niego pokrzepiająco, a następnie stanął przed nim uważnie mu się przyglądając.
~Nie dam rady..
Westchnął cicho zgarniając niesforny kosmyk z jego bladej twarzy, a po chwili złożył krótki pocałunek na Taemina spierzchniętych ustach.
-Jasne, że dasz. Rozmawialiśmy już o tym przecież - uśmiechnął się delikatnie lecz widząc w dalszym ciągu podenerwowanie na jego buzi, przytulił go - Nie jesteś słaby, nie poddajesz się tak łatwo. Wiem o tym. Ja widzę wiele rzeczy, których ty być może nie dostrzegasz. Dlatego pójdziesz tam i stawisz temu czoło. To zwykli ludzie, nic ci nie zrobią, a przynajmniej nie wtedy kiedy jestem przy tobie.
-Ci pierdolnięci ludzie sprawili, że wylądowałem z Kaim w domu dziecka. Nikt nas nie chciał. Każdy się nas wyparł. Nie wiem, dlaczego tutaj w ogóle są. 8 mieli nas gdzieś. Przyjeżdżali tylko raz w roku na grób moich rodziców i to zazwyczaj o takiej porze, żeby się z nami nie spotkać. Po co tutaj są? Teraz zapragnęli się z nami spotkać? Następne spotkanie i tak nie nastąpi...
Wyminął bruneta i powoli ruszył w stronę kupki smutnych ludzi. Rozpaczali? Oczywiście, że wszystkie te uczucia były udawane. Żadnej z tych osób nigdy na nich nie zależało. Dla nich wszystkich mogli by nie istnieć. Jedyną osobą która odczuwała prawdziwą rozpacz był Taemin.
Kiedy tylko zbliżył się do ludzi którzy otaczali otwartą trumnę, od razu zapanowała przeraźliwa cisza. Wszystkie oczy były zwrócone na niego. Przesunął wzrokiem po twarzach osób które kiedyś uważał za swoją rodzinę. Na jednych widział przerażenie, na innych obrzydzenie, a na następnych współczucie.
-Co to jest za chuchro? Ktoś zapraszał tu ćpuna?- do jego uszu dobiegł głos osoby którą kiedyś uważał za swoją babcię.
Skąd wiedziała, że ćpa? Oczywiście, że było to po nim widać. Skrajne wychudzenie, podkrążone oczy i wiele innych cech które na to wskazywały. A jakby tego było mało, kiedyś spotkał ją na ulicy gdy był w bardzo złym stanie. Wiadomość szybko rozniosła się po całej rodzinie i tym bardziej nikt nie chciał mieć z nim nic wspólnego.
-To nie twoja sprawa co robię ze swoim życiem, a teraz się przesuń i przepuść mnie do brata. - podszedł bliżej wpatrując się jej w oczy z nienawiścią.
-Hah! Jeszcze czego... Nigdzie cię nie przepuszczę. Co ty sobie nie myślisz gówniarzu? Po co tutaj przyszedłeś? Nikt cię tu nie chce. Jesteś nikim. Zerem. Popatrz na siebie. Co ty sobą reprezentujesz? Zupełnie nic. Najlepiej po prostu stąd idź. Nikt cię nie chce tutaj oglądać. Nie potrzeba tutaj ćpunów.
Stał jeszcze bardziej wkurzony niż był wcześniej. Nie wierzył w to co właśnie usłyszał.
-Ty się dobrze czujesz? Najwidoczniej do końca padło ci na ten durny łeb. przyszedłem tu bo zmarła mi osoba która była całym moim światem, ale ty tego nigdy nie zrozumiesz. Nie wiesz jak to jest stracić rodziców. Wychowywać się w domu dziecka bo własna RODZINA - wymawiając to słowo przejechał wzrokiem po twarzach wszystkich osób - cię nie chce. Nie wiesz co to znaczy wychowywać się samemu, mieć tylko jedną osobę którą później ci zabiorą. Nie wiesz jak potworny odczuwa się ból kiedy ona umrze. - Dwie duże łzy spłynęły po jego policzkach. Zacisnął ręce w pięści i wciąż wpatrywał się w oczy kobiety w których teraz mógł dostrzec poczucie winy? Strach? Niepokój? - Tak naprawdę nie wiesz nic. A wy wszyscy po co tu jesteście co? Przez 8 lat mieliście nas w dupie, nie obchodziło was czy mamy gdzie mieszkać, za co się utrzymać, co jeść, czy wszystko jest okej. A teraz nagle zaczęło was to interesować? Zabawne... Nikt mnie tu nie chce powiadasz? Akurat tak się składa, że jestem jedyną osobą która powinna tutaj być. Może i jestem nikim i nic sobą nie reprezentuję ale to was nikt nie chce tutaj widzieć. Mnie możecie nie chcieć widzieć wy, ale chcą mnie widzieć oczy, które już nigdy się nie otworzą. Więc nie wchodź mi w drogę, dobrze ci radze.
Wyminął zszokowaną kobietę i podszedł do otwartej trumny. Położył swoją dłoń na lodowatej dłoni brata.
-Razem do śmierci pamiętasz? Tylko dlaczego odszedłeś tak szybko? Dlaczego mnie zostawiłeś? Tyle pytań.. Brak odpowiedzi.. - starł wierzchem dłoni łzy które spływały po jego policzku. - Nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy cię nie zobaczę... że już nigdy nie spojrzę w twoje cudne oczy, nie zobaczę tego pięknego uśmiechu, nie wtulę się w twoje ciało. nie ucałuję twoich ciepłych warg.. Chcę żeby to okazało się pieprzonym snem z którego nie mogę się obudzić. Byłeś ostatnią osobą która zasługiwała na śmierć. Kocham cię skarbie.. - pochylił się i ucałował czule jego usta. -Ten ostatni raz.. - poprawił jego grzywkę i przesunął opuszkami po policzku. Nie hamował łez które same pchały się do jego oczu. - Przepraszam za wszystko Kai..
Odsunął się od trumny i opuścił głowę.
Spojrzenia osób spoczęły na nie zauważonym do tego czasu Jonghyunie.
Gdy poczuł jak brunet obejmuje go nie myślał długo, po prostu wtulił się w jego tors i zaczął płakać.
Czekając na dalszą część pogrzebu.
Gdy wszystko dobiegło końca przejechał po czarnym marmurze kładąc na nim bukiet białych róż. Nie potrafił opisać uczuć jakie w tym momencie targały jego wnętrzem. Nie ma słów opisujących to co w tym momencie czuł.
-Kocham Cię kochanie.. Moje serce zawsze będzie przy tobie. Zabrałeś je ze sobą.. Żegnaj skarbie.. - zerknął na zdjęcie widniejące na płycie i odwrócił się idąc w stronę wyjścia.
Niby zwykłe słowa wypowiadane do zmarłego brata, lecz poczuł małe ukłucie. Bólu? Zazdrości? Sam nie wiedział co czuł w tym momencie jedyne czego był pewien to tego, że nie chce go zostawiać samego w takiej sytuacji. Pragnął w głębi duszy, aby młodszy wreszcie się rozchmurzył, zrozumiał, że to wcale nie koniec świata, że tak naprawdę to początek czegoś znacznie nowego. Czegoś czego nigdy nie dostrzegał, a Jonghyun w życiu by nie przypuszczał, że zacznie o tym myśleć. A mianowicie? Może to samolubne, niesprawiedliwe, egoistyczne z jego strony, ale po części czuł ulgę, że stało się tak, a nie inaczej. Wreszcie będzie mieć Taemina tylko dla siebie, nikt nie zgarnie mu go sprzed nosa, już on dobrze o tym wiedział. Co miał zrobić, że wcale nie odczuwał żalu ze śmierci Jongina? Nie zastanawiając się nad tym dłużej dostrzegł, że chłopak pomału opuszcza cmentarz dlatego szybko go dogonił łapiąc za kruchą dłoń. Nie protestował, a nawet splótł razem ich palce zaciskając usta w ciasną linię.
~Wracajmy już, nie chcę tu dłużej być.
Uśmiechnął się nikle jeżdżąc kciukiem po wierzchu dłoni białowłosego.
-Mówiłem ci, że sobie poradzisz Taeminnie, chodź - pociągnął go w stronę samochodu, którym zresztą przyjechali i zamknął za sobą drzwi. Kiedy młodszy zapiął pasy ruszył z małym piskiem opon, jechali w ciszy, której żaden z nich nie miał zamiaru przerwać. Jonghyun głównie dlatego, że swoimi myślami był daleko w innym świecie kompletnie nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół niego.
Po niespełna 20 minutach byli już w domu. Młodszy siedział na kanapie a on postanowił się czegoś napić.
-Też chcesz?
Obserwował jak spojrzenie Taemina z jego twarzy przenosi się na zimny trunek. Od razu dostrzegł lekki grymas, który malował się na ustach młodszego. Ostatecznie zabrał od niego napój bez najmniejszego problemu otwierając go i biorąc dużego łyka - Spokojnie młody - pokręcił głową z dezaprobatą wyciągając kolejną puszkę i powtarzając po nim czynność. Lekko gorzkawa ciecz dość prędko leciała przez jego gardło ogrzewając je. Oblizał usta wzdychając ciężko kiedy tylko padło pytanie chłopaka.
~Dasz mi dragi?
Dawno już nie słyszał tego, a nawet miał wrażenie i cichą nadzieję, że być może Taemin z tego zrezygnował, niestety łudzić to się mógł.
-Tak nagle ci się ich zachciało? - zdziwiony uniósł brwi w górę, ewidentnie było widać, że młodszy nie takiej odpowiedzi od niego oczekiwał.
~Jonghyun... daj mi te pieprzone narkotyki.
Stanowczość w jego głosie sprawiła, że Kim zmarszczył czoło, nie spodobało mu się w jaki sposób chłopak się do niego odnosi. Przecież jeszcze jakiś czas temu mu słodził, a teraz nagle co?
-Jeśli ja ci ich nie zamierzam dać? To co zrobisz?
-Jestem narkomanem i chce dragi. Możesz mi je do jasnej cholery dać? Jesteś ponoć moim dilerem, czyż nie? Czego chcesz? -wstał i pozbył się ubrań które miał na sobie - no czego za nie kurwa chcesz?! Mam ci dać dupy? Bierz! A może zrobić ci loda? Co mam kurwa zrobić żebyś mi je dał i żebym mógł choć trochę odciąć się od bólu?! - upadł nagi przed Jonghyunem na kolana, krzyczał płakał, momentami nawet piszczal, oparł głowę i ręce o podłogę. Był w fatalnym stanie. Brunet nigdy go w takim nie widział. - proszę.. Kurwa mać daj mi te pierdolone dragi!!! - zaczął się rzucać po podłodze, krzyczał coraz głośniej, potoki łez spływały na podłogę.
~Taemin uspokój się!
Lee poczuł jak starszy sprawnie wycelował igłę prosto w jego żyłę. Znów ogarnęło go to błogie uczucie. Bez problemów, zmartwień, bólu i cierpienia. Chwycił dłoń Jonghuna w swoja i uśmiechnął się do niego czule.
-Niech to trwa wiecznie.- tyle zdążył powiedzieć zanim stracił przytomność. Można się było tego spodziewać. Od kilku dni nic nie jadł. Jego organizm był na skraju wyczerpania.
~Minnie & Bummie





