piątek, 31 lipca 2015

Daj mi to czego pragnę... [10]








  
Cześć robaczki :* Przybywam do was z kolejnym rozdziałem, cieszycie się? :* Miał być dodany kilka dni temu kiedy przypadał roczek naszego bloga (tak, wytrwałyśmy rok i szczerze to jestem zszokowana, że ten blog jeszcze istnieje i ma się dobrze bo sądząc po moich przeszłych to nie wróżyłam mu szczęśliwej przyszłości a tu proszę, taka niespodzianka :p ) Jeśli się cieszycie, to ja też się cieszę, ale muszę was zmartwić ._. Niestety, nieuchronnie zbliżamy się do końca naszego opowiadania, mamy nadzieję, że miło wam się je czytało :) A, i mam dla was taką pewną informację :) Szykujemy się z Bummie do pisania dłuższego opowiadania którego głównym paringiem będzie VKook, jesteście zainteresowani? :*
Oki, już wam nie zawracam głowy, miłego czytania ;* Rozdział był sprawdzany, jednak jeśli coś przeoczyłam to przepraszam ;*


 ~*~
 
żółty - Taemin ~ Minnie

niebieski - Jonghyun ~ Bummie




Kiedy tylko otworzył oczy pierwsze co go dopadło to potworny ból głowy. 

Usiadł na łózko i omiótł spojrzeniem swój pokój, jego wzrok spoczął na zegarze który wskazywał 05.15. Za oknem powoli robiło się jasno.
Nie wiedział co ma teraz robić. Stracił po prostu wszystko. Kaiego, miłość, a przez to co wczoraj powiedział do bruneta stracił też pewnie i jego, a co za tym idzie dostęp do narkotyków. W jednej chwili stracił po prosty wszystko. Odechciało mu się żyć. Znowu został sam. Sam jak palec. Jak sobie teraz poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? Był zagubiony. Zgubił się we własnym życiu.
Wstał i przeczesał splatane kosmyki. Wszystko co było w tym mieszkaniu przypominało mu JEGO. Wiedział, że nigdy o nim nie zapomni, ale czy będzie w stanie choć trochę osłabić uczucie jakie do niego czuje? Czy będzie potrafił ulżyć sobie w cierpieniu?
-Jak mam bez ciebie żyć? Dlaczego mnie zostawiłeś? Przecież wiesz, że sobie sam nie poradzę. - starł kciukiem łzę która spłynęła po jego policzku i przejechał opuszkami po zdjęciu które stało na szafce. -Kocham cie skarbie...
Poszedł do kuchni i zrobił sobie gorąca czekoladę. Otulił się w ciepły koc który pachniał NIM. Wrócił do pokoju i usiadł na szerokim parapecie. Ogrzewał zimne dłonie i ciepły kubek i patrzył przez okno. Łzy powoli sunęły po jego policzkach tak jak deszcz za oknem. W pewnym momencie w oczy rzuciła mu się znajoma postać. 

~To na prawdę on?~
 przyjrzał się postaci która ewidentnie czegoś lub kogoś szukała. Gdy brunet podniósł głowę w gore i spojrzał w okno ich wzrok się spotkał.
-Jonghyun...


Jaki problem? O co mogło mu chodzić? Chyba nie... Przełknął ślinę podnosząc się nagle z podłogi na którą przysiadł sam tak na prawdę nie wiedząc kiedy. Podenerwowanie to jedyne co odczuwał w tym momencie oraz coraz to bardziej rosnący niepokój. Jeśli chłopakowi chodziło właśnie o to o czym w tym momencie myślał to... 
-Po moim trupie Jo Youngminie - warknął pod nosem ostatecznie opuszczając to sterylne miejsce, które od samego patrzenia przyprawia Jonghyuna o dreszcze. Zdecydowanie nie jest ono dobre na przesiadywanie i bezczynne rozmyślanie. Lecz kiedy wyszedł poza teren szpitala i poczuł chłód obijający jego ciemną z pozoru twarz przystanął. Był kompletnie skołowany, nie miał pojęcia co robić, bo pojechanie do domu było bez sensu skoro młodszego w nim nie ma, a nie po to go wtedy poszukiwał aby wrócić samotnie. Chociaż z drugiej strony co mu innego pozostało, nie chciał go. Nie chciał go widzieć, mieć z nim cokolwiek wspólnego. Niestety złe przeczucia nie dawały mu spokoju, które wcale nie zamierzały go opuścić. Musiał go zobaczyć, tego był pewien, nie odetchnie z ulgą dopóki nie sprawdzi czy z białowłosym jest wszystko w porządku. Nie musiał się martwić, bo znał drogę do jego mieszkania, kiedyś go odwoził aby chłopak mógł zabrać z sobą część swoich rzeczy przez co teraz nie miał większego problemu aby trafić do celu. Szybko uporał się z pasami, które opinały jego ciało i wyszedł z pojazdu zatrzaskując za sobą drzwi. Rozejrzał się jeszcze na boki przejeżdżając wzrokiem po okolicy w której mieszkał białowłosy, ostatecznie podszedł do drzwi frontowych z zamiarem pociągnięcia za ich klamkę lecz niespodziewanie drobna postać wyszła z domu wpatrując się w niego czerwonymi, podpuchniętymi oczyma. Proszę cię, nie płacz.. 
~Jonghyun...
Słyszał jego cichy, zachrypnięty głos lecz w tym momencie gówno go obchodziły wcześniejsze słowa Taemina, po prostu bez wahania zgarnął jego ciało do ciasnego uścisku.
-Ciii... - wyszeptał mu do ucha kojąco głaszcząc go po plecach - Nic nie mów. I tak cię nie zostawię, będę tutaj z tobą tak długo ile tylko zechce, czy ci się to podoba czy nie. 

Widząc bruneta przez szybę wstał z parapetu, wybiegł z mieszkania zamykając je na klucz i zbiegł na dół. Gdy wyszedł spojrzał na Jonghyuna i wydał głośny szloch.
-Jonghyun.. - chciał go przeprosić, jednak straszy nie dał dojść mu do słowa. Już po chwili wtulał się w umięśniony tors bruneta. Nie chciał się od niego odsuwać. Było mu dobrze. Było mu ciepło. Nie był sam. 
-Jonghi.. Nie chcę tam wracać...  Wszystko przypomina mi.. jego.. 
~Nie wrócisz. Zamieszkasz ze mną. 
Bez zbędnych słów wsiadł do samochodu Kima. Nie chciał dalej przebywać tam sam. Czuł jak to uczucie go wyniszcza od środka. Bał się.. Bał się tego co teraz będzie. Pierwszy raz czuł taki przeraźliwy strach.
Po około 20 minutach siedział już na dużej czarnej kanapie zawinięty w koc i patrzył bez celu przed siebie.
-Jonghyn powiedz mi, co ja mam teraz zrobić? Czuję się jakby ktoś wbił mi nóż w serce i tak powoli go wyciągał patrząc z satysfakcją na to jak się wykrwawiam i ulatuje ze mnie życie.
Patrzył na to, jak brunet podchodzi do niego i bierze go na ręce, objął jego kark i wtulił się w niego. 
Po chwili leżał już na  łóżku w sypialni wtulony w ciało starszego który uspokajająco głaskał jego plecy. 
~Postaraj się zasnąć i odciążyć trochę myśli. 
-Jong.. obiecaj mi, że mnie nie zostawisz.. przepraszam za wszystko co powiedziałem. Zostałeś mi tylko ty. Nie chcę znów zostać sam.. - wtulił się mocniej w jego klatkę a pojedyncza łza spłynęła po jego policzku.
~O to się nie martw kochanie. Nie zostaniesz sam. Nie pozwolę na to. 
Odczuł lekką ulgę słysząc te słowa. 
Czyli jednak nie stracił wszystkich...
Zamknął opuchnięte od płaczu powieki, naciągnął na siebie koc i zasnął wtulony w tors Kima.

Kiedy myślał, że może być dobrze i młodszy się otrząśnie po stracie, to był w dużym błędzie. Następnego dnia kiedy tylko się obudził nie zastał go u swojego boku przez co lekko zdenerwowany podniósł się z miękkiego materaca i zszedł na dół zastając swoją zgubę przy kuchennym stole. Wzrok miał utkwiony tylko w jednym punkcie nawet nie zwrócił najmniejszej uwagi, że ktoś w ogóle wszedł do pomieszczenia. Zaniepokoił go trochę ten widok dlatego lekko szturchnął jego ramię lecz wtedy również chłopak nie zaszczycił go spojrzeniem. Nawet nie drgnął. 
-Taemin.. - szepnął - Skarbie.. - zwrócił się do niego pieszczotliwie choć to także nie przyniosło zamierzanego efektu. Białowłosy w dalszym ciągu patrzył, siedział wcale nie przejmując się tym co dzieje się dookoła niego. Jakby zatracił się w swoim własnym świecie nie potrafiąc powrócić do rzeczywistości. W takiej sytuacji starszy przysiadł naprzeciwko niego powtarzając po nim czynność lecz jego celem wpatrywania był Taemin. 

Dni mijały, jeden po drugim jedynie odczuwał to kiedy odrywał kartki w kalendarzu. Wszystkie wyglądały niemalże tak samo, jedyne co ulegało zmianie to miejsce pobytu Taemina. Raz przesiadywał w swoim pokoju na ogromnym parapecie i wyglądał za okno, innym zaś siedział w jego łóżku i wpatrywał się bez celu w ścianę. A nawet bywało tak, że schował się, a Jonghyun odchodził od zmysłów myśląc gdzie chłopak się podział. Ostatecznie odnalazł go po drugiej stronie ogrodu siedzącego na małym tarasie. Białowłosy tracił w oczach, nie jadł chociaż brunet za wszelką cenę wpychał w niego jedzenie bez zamierzonego skutku, nie pił i nawet jego ulubiony trunek jakim było mleko bananowe nie pomagało. Dragi odstawił, co już naprawdę go martwiło. Było z nim źle, a starszy o tym doskonale wiedział, kiedy tylko opuszczał dom choćby tylko po to aby zrobić potrzebne zakupy miał wątpliwości. Bał się, że jak wróci już go nie zastanie lub coś jeszcze gorszego. Kiedy wychodził do pracy tak naprawdę wcale nie potrafił się skupić. W głowie nadal siedział mu chłopak o białych jak śnieg włosach więc kiedy tylko wracał od razu biegał po całej posiadłości by odnaleźć obiekt swoich rozmyślań. Był, siedział, nie reagował. Jak zawsze. 
Kolejnego dnia Jonghyun nie wytrzymał tej swojej bezradności, nie mógł w dalszym ciągu przyglądać się temu jak Taemin bez celu chowa się po kontach unikając z nim kontaktu. Nie zniesie tego dłużej, że od dobrych pięciu dni nie usłyszał jego głosu, ani tego, że nie uraczył go ani jednym spojrzeniem. Dlatego gdy odnalazł chłopaka na wielkim parapecie przysiadł obok niego szturchając go rozpaczliwie za ramię. 
-Odezwij się do mnie.. Proszę... - jęknął lecz kiedy znowu spotkał się z ciszą po prostu czuł, że pomału się łamie - Nie może tak dłużej być.. Za długo to wszystko trwa.. Dałem ci czas, pozwalałem na to wszystko lecz koniec.. Taemin ja dłużej tego nie zniosę.. Powiedz coś, cokolwiek możesz na mnie krzyczeć, zwyzywać, wszystko. Naprawdę wszystko tylko nie siedź tak. Zrób coś, spójrz na mnie, chcę znowu zobaczyć twoje piękne tęczówki.. Taemin... - widząc, że jego starania nie robią na nim najmniejszego wrażenia, poddał się. Wstał z zamiarem zostawienia chłopaka samego lecz niespodziewanie usłyszał jego zachrypnięty głos. 
~Jutro jest pogrzeb...

Pierwszy raz od paru dni spojrzał na bruneta. Bał się. Ale czego? Martwił się? Na prawdę martwił się o niego? Powoli wstał z parapetu i rozciągnął zastygłe mięśnie. Podszedł do bruneta i wtulił się w niego. Nawet jeśli chciałby płakać, to nie posiadał już łez. Za oknem powoli robiło się ciemno. Kolejny dzień przeszedł mu koło nosa, a nawet nie wiedział kiedy. Czuł jak starszy zamyka jego ciało w szczelnym ale delikatnym uścisku, tak jakby bał się, że może go uszkodzić. Cieszył się, że go ma, że nie jest sam. 
-Chodź... - złapał bruneta za dłoń i zaciągnął go do sypialni. 
Położył się na łóżku, starszy po chwili uczynił to samo. Wtulił się w niego mocno i rozmyślał.
-Boję się... - Powiedział cicho patrząc przed siebie. 
~Czego kochanie? 
-Jutra.. Tam będzie tyle ludzi którzy mnie znienawidzą od pierwszych chwil. Nie widziałem ich od 8 lat. Nikt nigdy nie pofatygował się nas odwiedzić, a teraz nazywają się rodziną. Ciekawe, czy ktokolwiek z nich w ogóle pamięta moje imię. - Nerwowo zaczął bawić się koszulką starszego.
~Nie bój się kotku. Nie będziesz tam sam. Nie pozwolę, żeby ktoś sprawił ci przykrość. 
-Pojedziesz ze mną? - zerknął na starszego ze zdziwieniem.
~Oczywiście, że tak. wyobrażałeś sobie, że będzie inaczej? 
Poczuł, jak starszy przyciąga go jeszcze bliżej i delikatnie muska jego usta swoimi. 
~Nigdzie nie puszczę cię samego. 
-Dziękuję ci za wszystko Jonghyun.. - Wtulił się mocniej w jego tors, oparł głowę na jego bark i zasnął. 
 Wstał rano, jak zwykle wcześniej niż starszy. Zwlókł się z łóżka i poszedł do łazienki. Wziął prysznic i doprowadził się do stanu używalności. Wysuszył włosy i ułożył je. Wyszedł z łazienki mijając się z Jonghyunem, któremu posłał bardzo nikły uśmiech, jednak on go bardzo dobrze zauważył bo od razu uśmiechnął się czule znikając po chwili za drzwiami łazienki. Poszedł do swojego pokoju i otworzył dość sporą szafę. I tu pojawił się pierwszy problem. Nie posiada garnituru. Westchnął i wyjął z szafy czarne rurki i czarną koszulkę. Ubrał przyszykowane ubrania i skrzywił się widząc, że spodnie które niedawno były mu dobre znów są za duże. Sięgnął po pasek i wsunął go w szlufki. Przeszukał szafę i znalazł czarną marynarkę. Założył ją i spojrzał w lustro. Śmiało mógł powiedzieć, że wygląda jak kupka chodzącego nieszczęścia. Zszedł na dół i założył buty. 
~Gotowy? 
-Nie. - rzucił wychodząc przez drzwi i idąc w stronę samochodu. 
Wsiadł do niego i czekał na starszego. Po około 20 minutach byli już na miejscu. Podszedł do stojącego obok stoiska i kupił bukiet białych róż owinięty czarną wstążką. Czuł potworny stres. Wiedział, że większość jego "rodziny" już tam jest. Chwycił Jonghyuna za dłoń i ruszył w stronę wejścia na cmentarz. 

Splótł razem ich palce, chciał mu dodać w ten sposób otuchy. Widział jak ciężko to wszystko znosi, a spotkanie po tak długim czasie z bliskimi wcale nie było dla niego łatwe. Dlatego gdy tylko przekroczyli obramowanie chłopak niespodziewanie przystanął szarpiąc tym Jonghyuna do tyłu. Spojrzał na niego pokrzepiająco, a następnie stanął przed nim uważnie mu się przyglądając. 
~Nie dam rady..
Westchnął cicho zgarniając niesforny kosmyk z jego bladej twarzy, a po chwili złożył krótki pocałunek na Taemina spierzchniętych ustach. 
-Jasne, że dasz. Rozmawialiśmy już o tym przecież - uśmiechnął się delikatnie lecz widząc w dalszym ciągu podenerwowanie na jego buzi, przytulił go - Nie jesteś słaby, nie poddajesz się tak łatwo. Wiem o tym. Ja widzę wiele rzeczy, których ty być może nie dostrzegasz. Dlatego pójdziesz tam i stawisz temu czoło. To zwykli ludzie, nic ci nie zrobią, a przynajmniej nie wtedy kiedy jestem przy tobie.

-Ci pierdolnięci ludzie sprawili, że wylądowałem z Kaim w domu dziecka. Nikt nas nie chciał. Każdy się nas wyparł. Nie wiem, dlaczego tutaj w ogóle są. 8 mieli nas gdzieś. Przyjeżdżali tylko raz w roku na grób moich rodziców i to zazwyczaj o takiej porze, żeby się z nami nie spotkać. Po co tutaj są? Teraz zapragnęli się z nami spotkać? Następne spotkanie i tak nie nastąpi...
 Wyminął bruneta i powoli ruszył w stronę kupki smutnych ludzi. Rozpaczali? Oczywiście, że wszystkie te uczucia były udawane. Żadnej z tych osób nigdy na nich nie zależało. Dla nich wszystkich mogli by nie istnieć. Jedyną osobą która odczuwała prawdziwą rozpacz był Taemin. 
Kiedy tylko zbliżył się do ludzi którzy otaczali otwartą trumnę, od razu zapanowała przeraźliwa cisza. Wszystkie oczy były zwrócone na niego. Przesunął wzrokiem po twarzach osób które kiedyś uważał za swoją rodzinę. Na jednych widział przerażenie, na innych obrzydzenie, a na następnych współczucie. 
-Co to jest za chuchro? Ktoś zapraszał tu ćpuna?- do jego uszu dobiegł głos osoby którą kiedyś uważał za swoją babcię. 
Skąd wiedziała, że ćpa? Oczywiście, że było to po nim widać. Skrajne wychudzenie, podkrążone oczy i wiele innych cech które na to wskazywały. A jakby tego było mało, kiedyś spotkał ją na ulicy gdy był w bardzo złym stanie. Wiadomość szybko rozniosła się po całej rodzinie i tym bardziej nikt nie chciał mieć z nim nic wspólnego. 
-To nie twoja sprawa co robię ze swoim życiem, a teraz się przesuń i przepuść mnie do brata. - podszedł bliżej wpatrując się jej w oczy z nienawiścią. 
-Hah! Jeszcze czego... Nigdzie cię nie przepuszczę. Co ty sobie nie myślisz gówniarzu? Po co tutaj przyszedłeś? Nikt cię tu nie chce. Jesteś nikim. Zerem. Popatrz na siebie. Co ty sobą reprezentujesz? Zupełnie nic. Najlepiej po prostu stąd idź. Nikt cię nie chce tutaj oglądać. Nie potrzeba tutaj ćpunów. 
Stał jeszcze bardziej wkurzony niż był wcześniej. Nie wierzył w to co właśnie usłyszał.
-Ty się dobrze czujesz? Najwidoczniej do końca padło ci na ten durny łeb. przyszedłem tu bo zmarła mi osoba która była całym moim światem, ale ty tego nigdy nie zrozumiesz. Nie wiesz jak to jest stracić rodziców. Wychowywać się w domu dziecka bo własna RODZINA - wymawiając to słowo przejechał wzrokiem po twarzach wszystkich osób - cię nie chce. Nie wiesz co to znaczy wychowywać się samemu, mieć tylko jedną osobę którą później ci zabiorą. Nie wiesz jak potworny odczuwa się ból kiedy ona umrze. - Dwie duże łzy spłynęły po jego policzkach. Zacisnął ręce w pięści i wciąż wpatrywał się w oczy kobiety w których teraz mógł dostrzec poczucie winy? Strach? Niepokój?  - Tak naprawdę nie wiesz nic. A wy wszyscy po co tu jesteście co? Przez 8 lat mieliście nas w dupie, nie obchodziło was czy mamy gdzie mieszkać, za co się utrzymać, co jeść, czy wszystko jest okej. A teraz nagle zaczęło was to interesować? Zabawne... Nikt mnie tu nie chce powiadasz? Akurat tak się składa, że jestem jedyną osobą która powinna tutaj być. Może i jestem nikim i nic sobą nie reprezentuję ale to was nikt nie chce tutaj widzieć. Mnie możecie nie chcieć widzieć wy, ale chcą mnie widzieć oczy, które już nigdy się nie otworzą. Więc nie wchodź mi w drogę, dobrze ci radze. 
Wyminął zszokowaną kobietę i podszedł do otwartej trumny. Położył swoją dłoń na lodowatej dłoni brata. 
-Razem do śmierci pamiętasz?  Tylko dlaczego odszedłeś tak szybko? Dlaczego mnie zostawiłeś? Tyle pytań.. Brak odpowiedzi.. - starł wierzchem dłoni łzy które spływały po jego policzku. - Nie mogę pogodzić się z tym, że już nigdy cię nie zobaczę... że już nigdy nie spojrzę w twoje cudne oczy, nie zobaczę tego pięknego uśmiechu, nie wtulę się w twoje ciało. nie ucałuję twoich ciepłych warg.. Chcę żeby to okazało się pieprzonym snem z którego nie mogę się obudzić. Byłeś ostatnią osobą która zasługiwała na śmierć. Kocham cię skarbie.. - pochylił się i ucałował czule jego usta. -Ten ostatni raz.. - poprawił jego grzywkę i przesunął opuszkami po policzku. Nie hamował łez które same pchały się do jego oczu. - Przepraszam za wszystko Kai..
Odsunął się od trumny i  opuścił głowę. 
Spojrzenia osób spoczęły na nie zauważonym do tego czasu Jonghyunie. 
Gdy poczuł jak brunet obejmuje go nie myślał długo, po prostu wtulił się w jego tors i zaczął płakać. 
Czekając na dalszą część pogrzebu. 
Gdy wszystko dobiegło końca przejechał po czarnym marmurze kładąc na nim bukiet białych róż. Nie potrafił opisać uczuć jakie w tym momencie targały jego wnętrzem. Nie ma słów opisujących to co w tym momencie czuł. 
-Kocham Cię kochanie.. Moje serce zawsze będzie przy tobie. Zabrałeś je ze sobą.. Żegnaj skarbie.. - zerknął na zdjęcie widniejące na płycie i odwrócił się idąc w stronę wyjścia. 

Niby zwykłe słowa wypowiadane do zmarłego brata, lecz poczuł małe ukłucie. Bólu? Zazdrości? Sam nie wiedział co czuł w tym momencie jedyne czego był pewien to tego, że nie chce go zostawiać samego w takiej sytuacji. Pragnął w głębi duszy, aby młodszy wreszcie się rozchmurzył, zrozumiał, że to wcale nie koniec świata, że tak naprawdę to początek czegoś znacznie nowego. Czegoś czego nigdy nie dostrzegał, a Jonghyun w życiu by nie przypuszczał, że zacznie o tym myśleć. A mianowicie? Może to samolubne, niesprawiedliwe, egoistyczne z jego strony, ale po części czuł ulgę, że stało się tak, a nie inaczej. Wreszcie będzie mieć Taemina tylko dla siebie, nikt nie zgarnie mu go sprzed nosa, już on dobrze o tym wiedział. Co miał zrobić, że wcale nie odczuwał żalu ze śmierci Jongina? Nie zastanawiając się nad tym dłużej dostrzegł, że chłopak pomału opuszcza cmentarz dlatego szybko go dogonił łapiąc za kruchą dłoń. Nie protestował, a nawet splótł razem ich palce zaciskając usta w ciasną linię. 
~Wracajmy już, nie chcę tu dłużej być.
Uśmiechnął się nikle jeżdżąc kciukiem po wierzchu dłoni białowłosego. 
-Mówiłem ci, że sobie poradzisz Taeminnie, chodź - pociągnął go w stronę samochodu, którym zresztą przyjechali i zamknął za sobą drzwi. Kiedy młodszy zapiął pasy ruszył z małym piskiem opon, jechali w ciszy, której żaden z nich nie miał zamiaru przerwać. Jonghyun głównie dlatego, że swoimi myślami był daleko w innym świecie kompletnie nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół niego.
Po niespełna 20 minutach byli już w domu. Młodszy siedział na kanapie a on postanowił się czegoś napić.
-Też chcesz? 
Obserwował jak spojrzenie Taemina z jego twarzy przenosi się na zimny trunek. Od razu dostrzegł lekki grymas, który malował się na ustach młodszego. Ostatecznie zabrał od niego napój bez najmniejszego problemu otwierając go i biorąc dużego łyka - Spokojnie młody - pokręcił głową z dezaprobatą wyciągając kolejną puszkę i powtarzając po nim czynność. Lekko gorzkawa ciecz dość prędko leciała przez jego gardło ogrzewając je. Oblizał usta wzdychając ciężko kiedy tylko padło pytanie chłopaka. 
~Dasz mi dragi?
Dawno już nie słyszał tego, a nawet miał wrażenie i cichą nadzieję, że być może Taemin z tego zrezygnował, niestety łudzić to się mógł. 
-Tak nagle ci się ich zachciało? - zdziwiony uniósł brwi w górę, ewidentnie było widać, że młodszy nie takiej odpowiedzi od niego oczekiwał. 
~Jonghyun... daj mi te pieprzone narkotyki.
Stanowczość w jego głosie sprawiła, że Kim zmarszczył czoło, nie spodobało mu się w jaki sposób chłopak się do niego odnosi. Przecież jeszcze jakiś czas temu mu słodził, a teraz nagle co?
-Jeśli ja ci ich nie zamierzam dać? To co zrobisz? 

-Jestem narkomanem i chce dragi. Możesz mi je do jasnej cholery dać? Jesteś ponoć moim dilerem, czyż nie? Czego chcesz? -wstał i pozbył się ubrań które miał na sobie - no czego za nie kurwa chcesz?! Mam ci dać dupy? Bierz! A może zrobić ci loda? Co mam kurwa zrobić żebyś mi je dał i żebym mógł choć trochę odciąć się od bólu?! - upadł nagi przed Jonghyunem na kolana, krzyczał płakał, momentami nawet piszczal, oparł głowę i ręce o podłogę. Był w fatalnym stanie. Brunet nigdy go w takim nie widział. - proszę.. Kurwa mać daj mi te pierdolone dragi!!! - zaczął się rzucać po podłodze, krzyczał coraz głośniej, potoki łez spływały na podłogę.
~Taemin uspokój się! 
Lee poczuł jak starszy sprawnie wycelował igłę prosto w jego żyłę. Znów ogarnęło go to błogie uczucie. Bez problemów, zmartwień, bólu i cierpienia. Chwycił dłoń Jonghuna w swoja i uśmiechnął się do niego czule. 
-Niech to trwa wiecznie.- tyle zdążył powiedzieć zanim stracił przytomność. Można się było tego spodziewać. Od kilku dni nic nie jadł. Jego organizm był na skraju wyczerpania.

~Minnie & Bummie

czwartek, 23 lipca 2015

"Bo przyjaciel to najlepsze, co może posiadać człowiek..."




Jakoś tak mnie wena wzięła do napisania jakiegoś one shota. Miałam wielką ochotę na angsta, ale niestety wyszło nie po mojej myśli. Chciałam przedstawić budującą się przyjaźń między chłopakami oraz jak bardzo ona jest ważna i potrzebna w życiu człowieka. Nie wiem czy mi się to udało, ale mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Ogólnie przepraszam za błędy bo z pewnością się tam jakieś znajdą, chociaż sprawdzałam posta. Miłego czytania! ;* 




~*~



Smutek to rzecz ludzka. Osiąga go niemalże każdy człowiek bez względu na to, jaki ma charakter. Nawet najwięksi optymiści miewają gorsze dni. Nie ma osoby, która by nigdy nie zaznała tego stanu, a przynajmniej jemu się tak wydawało. Obracał się wokół ludzi, którzy nie mieli dla niego praktycznie czasu, traktowali jak powietrze bądź poświęcali mu go lecz nie na tak długo, jakby tego potrzebował. W takim razie po co mu ktoś? Zawsze był typem samotnika, chował się w swojej skorupie przed wszystkimi. Skoro nikt nie chciał go poznać po co miał się przed kimś otwierać? Takim sposobem przemierzał życie jako ten pustelnik, samiutki jak ten palec. Nigdy mu to nie przeszkadzało, pogodził się ze swoim losem. Chociaż musiał przyznać, bywały takie dni, że po prostu brakowało mu drugiej osoby. Chciał nawet to zmienić, ale nie wiedział jak. Jak się za to zabrać. Dlatego nie zrobił z tym nic. Tym razem było podobnie. On przemierza korytarze, a inni go mijają kompletnie nie zwracając na niego uwagi. Przywykł do tego. Lecz zaraz, moment. Mu się to wydawało albo ktoś na niego spojrzał? Rozejrzał się na boki szukając wspomnianej osoby, a jego wzrok zatrzymał się na czerwonowłosym chłopaku. Nigdy go nie widział, a przynajmniej nie miał okazji go tutaj spotkać. Ku jego zdziwieniu nieznajomy nadal na niego patrzył, nawet lekki uśmiech błąkał się na twarzy chłopaka. Nie wiedzieć czemu miał ochotę do niego podejść, porozmawiać lecz pewna część niego kategorycznie mu to zakazała przez co odwrócił głowę podążając znów przed siebie. Do końca dnia czuł na sobie to przenikliwe spojrzenie, które natarczywie było w niego wbijane na każdej przerwie. Jednak zwyczajnie to zignorował. Będąc już w domu nie zdziwił go fakt, że jego rodziców nie było, przecież ciężko pracowali dlatego prawie w ogóle ich nie widywał. Westchnął cicho, zazdrościł innym. Rówieśnicy w jego wieku mają normalną kochającą rodzinę, przyjaciół, niekiedy nawet miłość swojego życia, a co on ma? Chyba tylko swojego misia, który go kocha. Lecz miał jedno, pasję, która go nie opuszczała za wszelką cenę. Dzięki niej mógł wyrzucić cały smutek jaki w nim siedzi, ból, który go nie opuszcza, tęsknotę, która się wyrywa oraz żal, który stara się dusić. W tańcu czuł, że jest wolny. Do niego nie potrzebował nikogo, jedynie siebie oraz muzykę, która unosiła się w pomieszczeniu. Robił to od najmłodszych lat, wymykał się z domu późnymi wieczorami i zakradał do wielkiej hali sportowej. Były tam ogromne lustra, dużo miejsca, więcej nie było mu potrzeba. Kiedy rozejrzał się i zdał sobie sprawę, że nikogo nie ma, pchnął drzwi od pomieszczenia, które o dziwo nigdy nie były zamykane. Stanął przed jednym z luster na ścianie, które rozciągało się od sufitu po samą podłogę i włożył słuchawki do uszu zatracając się w muzyce, która wyginała jego ciało. Unosiła w całkiem inny, odległy świat nieznany nikomu. Lecz musiał przerwać swoją czynność przez huk, który mimo lecącej muzyki i słuchawek, które od jakiegoś czasu odcinały go od rzeczywistości jednak słyszał. Od razu zainterweniował rozglądając się po pomieszczeniu chociaż nikogo w nim nie było poza nim samym. Ze zmarszczonym lekko czołem podszedł do drzwi ciągnąc za klamkę, lecz co go w tym momencie zaskoczyło to to, że były one zamknięte. Jeszcze raz przeleciał podenerwowanym wzrokiem po sali napotykając czyjąś sylwetkę. Zmrużył nieco oczy bo było późno, a w pomieszczeniu było praktycznie ciemno jedynie przez okna wglądało światło z latarni. Postać stała niedaleko, przodem do niego, ale niestety miała na sobie kaptur więc nie mógł określić kto to jest bądź czy zna tą osobę. On jedynie przyglądał się jej nerwowo na co nieznajomy zrobił kilka kroków w jego stronę, a gdy już stał z jakiś metr od niego niespodziewanie zdjął ze swojej głowy niepotrzebny materiał, który utrudniał mu rozpoznanie osobnika. Światło oświetliło jego twarz nikłym światłem i był w niemałym szoku widząc przed sobą tego samego czerwonowłosego chłopaka, co widział w szkole.
-Jak tu wszedłeś? Drzwi przecież były zamknięte – odparł przyglądając mu się nieufnie. On go śledzi? Przecież to niemożliwe by chodził do tej samej hali i o tej samej godzinie co on. Nieznajomy jedynie uśmiechnął się tak samo jak dzisiaj, a następnie przekręcił lekko swoją głowę.
-Z początku były otwarte, lecz co to za problem je zamknąć? – spytał, a delikatny uśmiech błąkał się na jego twarzy. Czyli to on to zrobił? Chciał zwrócić na siebie jego uwagę? Ale jak to się stało, że nikogo przedtem nie zauważył? Spiął się cały gdy chłopak chwycił go lekko za rękę, od razu ją wyrwał z jego uścisku.
-Kim ty jesteś? Kiedy ty tu w ogóle przyszedłeś? – pytał, nie mógł się powstrzymać, a ciekawość była o wiele silniejsza na co czerwonowłosy wzruszył niedbale ramionami.
-Jestem Mark – wystawił rękę w jego stronę, której przyglądał się niepewnie – Nie ugryzę cię, spokojnie – zaśmiał się przez co speszony spuścił wzrok aczkolwiek uścisnął dłoń nowo poznanego. 
-BamBam – burknął niewyraźnie pod nosem lecz na tyle by stojący przed nim Mark mógł usłyszeć. Chłopak uniósł lekko brwi w górę parskając śmiechem, a BamBam od razu spojrzał na niego zaskoczony jego reakcją – Co w tym takiego śmiesznego?
-Bo to śmieszne przezwisko, a tak naprawdę. Jak się nazywasz?
Zagryzł wargę. Nie lubił swojego prawdziwego imienia, często inni go przez to wyśmiewali dlatego postanowił je jakoś zmienić, a nie spodziewał się, że jego towarzysz zareaguje w taki sposób.
-Kunpimook. Ale nie lubię swojego imienia.
Chłopak przez jakąś dobrą chwilę się nie odzywał uważnie mu się przypatrując, a on od razu odwrócił wzrok skrępowany jego przenikliwym spojrzeniem.
-Ładne, naprawdę nie rozumiem dlaczego się z nim kryjesz. Imię jak każde inne, nie powinieneś się go wstydzić. Tylko być z niego dumny, bo jesteś unikalny – stwierdził po zastanowieniu się powodując kolejne zdziwienie na twarzy BamBama.
-Dlaczego w ogóle ze mną rozmawiasz? I nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie – zauważył bystrze, a Mark jedynie westchnął.
-Naprawdę chcesz to wiedzieć? – widząc  jego spojrzenie postanowił kontynuować – Dobrze. Przyglądam ci się od jakiegoś czasu.. Bo jesteś dla mnie wielką zagadką. Ogólnie znam wielu ludzi, a ty szczególnie się wyróżniasz z tłumu. I zastanawiam się jak tak bardzo utalentowana osoba może tłumić w sobie tyle smutku? Przecież to na pierwszy rzut oka widać, każdy twój ruch cię zdradza mimo że twoja mimika twarzy nic takiego nie wyraża, jednak widzę prawdę w twoich oczach. Nigdy kogoś takiego nie poznałem i jeśli bym mógł, chciałbym ci jakoś pomóc – zakończył swoją wypowiedź patrząc na chłopaka, który zaczął miętosić swoją koszulkę. Co miał mu na to odpowiedzieć? Jak się zachować? Pierwszy raz, ktoś się nim zainteresował lecz dlaczego tego wcześniej nie zauważył?
-Nie potrzebuję pomocy, radzę sobie sam.
-Znowu to robisz.. Próbujesz uciec.. Ja naprawdę nie chcę cię skrzywdzić tylko sprawić, że może wreszcie na twojej twarzy zagości szeroki uśmiech.
-Po co ci to? Ludzie nie są tacy bezinteresowni, więc powiedz. Jaki masz w tym cel? Ktoś cię do tego zmusił, czy jak? – pytał patrząc w dalszym ciągu na niego nieufnie. Naprawdę nie chciało mu się wierzyć w dobroć chłopaka, a zwłaszcza wtedy kiedy przez cały czas nie miał nikogo. Dlaczego miałby przyjść do niego właśnie teraz? Dlaczego wcześniej tego nie zrobił?
-Nie każdy jest taki, za jakiego go postrzegasz. To że znajdują się w naszym otoczeniu osoby bezwzględne i nieczułe nie oznacza, że ja się do takich zaliczam. Może najpierw mnie poznasz zanim zaczniesz wyciągać jakiekolwiek wnioski, co?
Czy to była okazja? Czy ten chłopak naprawdę chce się z nim zaprzyjaźnić? To może być dla niego szansa na poznanie czegoś całkiem nowego.
Od tej rozmowy minęło trochę czasu lecz niczego nie żałuje. Dzięki niej zyskał coś bardzo cennego. Przyjaźń o której tak bardzo marzył. Wreszcie czuł, że nie jest sam na tym świecie, że jednak jest ktoś, kto go rozumie, poświęci czas, będzie z nim i go wspierał. Lecz jak to w przyjaźniach bywa, są wzloty i upadki. Niekiedy kłótnie, a potem zwyczajne godzenie się. Znaleźli swój wspólny język, nić porozumienia, która ich połączyła. Mieli również swoje własne miejsce w którym notorycznie się spotykali, ale również tą samą pasję. Nigdy by się nie spodziewał, że kiedykolwiek pozna kogoś z kim będzie się tak świetnie dogadywać. Mark był zawsze przy nim kiedy go potrzebował, pocieszał gdy miał kiepski humor oraz wprowadził uśmiech i radość do jego życia dodając jego szaremu światu nowych kolorów. Jeszcze nigdy nie spotkał tak pozytywnej i optymistycznej osoby, a to wszystko stało się zwyczajnie przypadkowo. Tym razem również spotkali się w tej samej hali w której się poznali. Oboje roześmiani i pełni energii wykonywali nowo wymyślony przez siebie układ taneczny. Mieli przy tym naprawdę mnóstwo frajdy.
-Bamie, a może jeszcze to dodamy? – spytał, a następnie zademonstrował kolejny krok, który mógłby służyć jako idealne dopełnienie do ich układu. Blondyn pokiwał głową, że się zgadza i zajął miejsce przygotowując się do przećwiczenia ułożonych przed chwilą kroków.
-No to raz, dwa, trzy, cztery… pięć, sześć, siedem i..aaaa… znowu pomyliłem… Przepraszam – tupnął lekko rozzłoszczony nogą, bo ćwiczą go już od jakiegoś czasu, a on nadal się myli. Mark wyłączył muzykę podchodząc do młodszego.
-Spokojnie Bamie, przecież nic się nie stało – ułożył swoje dłonie na jego ramionach, a chłopak spojrzał mu w oczy.
-Nie wiem dlaczego, nigdy nie miałem z tym większego problemu przecież.. aishh – fuknął niezadowolony przez co czerwonowłosy porwał go w swoje ramiona kołysząc uspokajająco jego ciałem.
-Wdech i wydech gwiazdeczko, bo od nadmiaru złych emocji jeszcze się tutaj ugotujesz – zażartował szepcząc mu na ucho. Czuł dreszcz słysząc jego głos tak blisko i mimowolnie zagryzł wargę. Uspokajał się, chłopak naprawdę miał na niego wielki wpływ, że nawet sam nie zauważył kiedy to się stało, a zaczął coś czuć do Marka. Lecz bał się tego pokazać, ujawnić, wyznać z racji na jego reakcję, a co gorsza obawiał się, że może go stracić. Tego by zdecydowanie nie przeżył, był jedynym jego przyjacielem, którego potrzebował i nie mógł pozwolić aby odszedł. Dlatego skrywał swoje uczucia, emocje tak aby niczego się nie dowiedział co szło mu z początku całkiem dobrze, niestety z czasem było mu coraz ciężej. A pewnego dnia gdy o mało by się nie wywrócił na korytarzu, Mark go chwycił szczelnie w swoje ramiona. Wtedy spojrzał w jego oczy zatracając się w ciemnych tęczówkach przyjaciela, to był zwyczajny impuls, chwila słabości, która go ogarnęła. Pocałował go dopiero później zdając sobie sprawę z tego co tak naprawdę zrobił. Teraz siedział w kącie na hali i zwyczajnie płakał. Tak bardzo tego żałował. Przecież to oczywiste, że po tym co się wydarzyło chłopak nie będzie chciał go znać ani mieć z nim nic wspólnego. Zniszczył wszystko co zdążył zbudować w tak krótkim czasie. Nawet nie zdążył się tym wszystkim nacieszyć, a znowu został sam. Dlatego nie mógł przebywać  w tym samym pomieszczeniu co on, musiał uciec, a jego nogi przyprowadziły go aż tutaj. Teraz zwinął się w kłębek zanosząc się cichutkim łkaniem kiedy usłyszał hałas, a potem tupot czyiś kroków.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę.
To był on. Lecz po co tu przyszedł? Żeby powiedzieć jak bardzo się go brzydzi? Że ich przyjaźń skończona i ma zwyczajnie spierdalać?  Ale to co wydarzyło się kilka sekund później przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Chłopak podszedł do niego ścierając z jego policzków mokre łzy by złożyć delikatny pocałunek, który on niepewnie odwzajemnił.
-Kocham cię Bamie dlatego nigdy więcej ode mnie uciekaj, jasne?  - nie dał mu odpowiedzieć, bo znowu poczuł te wspaniałe wargi na swoich własnych,  a on wiedział, że teraz będzie dobrze, coraz lepiej.

~Bummie 

środa, 22 lipca 2015

Takie małe ogłoszonko :*

Cześć robaczki :)
Postanowiłyśmy założyć stronkę na fb, żebyście mogli mieć z nami łatwiejszy kontakt, jak również i my z wami :). Na niej będziemy informować o nowych postach, pomysłach i tego typu innych pierdołach, będziemy zadawać wam pytania <np. "z kim chcecie następny shot?"> itd. :)  jeśli będziecie mieć jakieś pytania my z miłą chęcią odpowiemy :) liczymy na aktywność z waszej strony oraz serdecznie zapraszamy do lajkowania :*
Link -> https://www.facebook.com/narkotyknieznagranic?ref=hl

Psss.. : Następny rozdział "Daj mi to czego pragnę..." już powstaje, dziękujemy za każdy komentarz, one naprawdę motywują do dalszego pisania, cieszymy się, że podoba wam się to co tworzymy :*
~Minnie & Bummie

wtorek, 21 lipca 2015

"Każdy mijający dzień to jeden krok bliżej ciebie..."





Wczoraj robiłam porządek w książkach i znalazłam jedną ciekawą kartkę. Jak się okazało był to one shot napisany przez Minniego. Nie mam pojęcia co robił u mnie, ale postanowiłam, że go tutaj opublikuję. Też cię kocham <3 ~ Bummie





~*~





Ujął jego drobne dłonie w swoje.
~Kocham Cię, wiesz? ~
Przesunął opuszkami po zimnym policzku.
~Nie wiem co zrobię jeśli Cię stracę... ~
Pochylił się i złożył motyli pocałunek na jego ustach.
~Nie możesz odejść, rozumiesz? ~
Słona łza spłynęła mu po twarzy. Gdy usłyszał ciągły pisk maszyny, wiedział, że to koniec. Można powiedzieć, że był na to przygotowany.
~Teraz już nie cierpisz kochanie. ~

Wstał z ławki ręką przesuwając po zimnym marmurze, przetarł oczy wierzchem dłoni. Odgonił od siebie myśli z tego okropnego dnia i zerknął na zdjęcie oraz napis na nagrobku.
-Choi Minki... - przeczytał na głos - Moja kochana kruszynka...
Uśmiechnął się do siebie przywołując z pamięci ich wspólne chwile...
Lecz w jednej sekundzie uśmiech, który u niego gościł był zastąpiony bólem malującym się na jego twarzy...
Ogarnęła go wielka rozpacz gdy pomyślał, że to co się między nimi wydarzyło, tak naprawdę przepadło i już  nigdy nie wróci.
~JR... Musisz być twardy... ~
Uśmiechnął się mimowolnie do czarno-białego zdjęcia.
-Czekaj na mnie kochanie, niedługo znowu będziemy razem...
Przejechał jeszcze kciukiem po fotografii i ruszył do wyjścia.
-Razem na zawsze...

niedziela, 19 lipca 2015

Daj mi to czego pragnę... [9]





Przepraszam was, że rozdziały pojawiają jak się pojawiają, ale nie mam na to większego wpływu. Niestety mam dla was złą wiadomość, a mianowicie tak jeszcze będzie przez jakiś czas ;/ Nie mogę dokładnie określić kiedy się coś pojawi więc wchodźcie, czekajcie bo w każdej chwili może coś być. Ale nie martwcie się. Niebawem na naszym blogu pojawi się nowe opowiadanie, które mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) Miłego czytania ;* ~ Bummie




żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie





-Oczywiście, już jadę. - rzucił i rozłączył się. -Chodź. Kai miał wypadek. Muszę do niego jechać. - rzucił do zdziwionego Jonghuna i wyminął go wychodząc i wsiadając do auta. Po 10 minutach byli już na miejscu. Jong został na zewnątrz a Tae wszedł do środka.
-Kochanie... - wyszeptał cicho widząc ciało swojego brata podpięte do dziwnych urządzeń.
-Kocham cię skarbie.. Pamiętaj o tym. - cichy szept doszedł do jego uszu.
Schylił się i ucałował czule te usta które tak kochał.
-Ja ciebie też kocham kochanie. - chwycił go za dłoń i uśmiechnął się lekko. - Wszystko będzie dobrze skarbie, zobaczysz.
-Nie będzie kochanie. - uśmiechnął się gorzko i pogładził kciukiem jego dłoń. - Niech on o ciebie dba. Pamiętaj, kocham cię, nie rób głupot skarbie. Poradzisz sobie, jesteś silny.
-Co ty pieprzysz?! - łzy spływały po jego policzkach. - Nie mów tak! Rozumiesz?! Nie mów! Będzie dobrze! Musi! Do jasnej cholery musi!! - Musnął jego usta i przytulił go delikatnie. - Nie zostawiaj mnie samego.. Kocham Cię Jongin..
Do jego uszu dobiegł głośny i ciągły pisk. Potok łez spływał po jego policzkach.
-Kai! Nie rób mi tego... Kochanie... Błagam... - przerażony patrzył na zamknięte powieki brata, jego dłoń już nie odwzajemniała uścisku. Do sali wbiegli lekarze, kazali mu wyjść. Jonghyuna nie było przy sali.
Poszedł jednym z korytarzy ciągnąc za sobą nogi. Nie wiedział co teraz będzie. Czuł się tak jakby ktoś żywcem wyrwał mu serce. Nagle na kogoś wpadł.
~Co jest?
Uniósł zapłakane spojrzenie na bruneta i wydał z siebie głośny krzyk, miał w dupie to, że wszyscy się na nich patrzą.
-Kai nie żyje, rozumiesz?! Nie żyje!! - upadł na kolana i oparł ręce o podłogę zanosząc się głośnym szlochem. Tuż obok niego upadł kubek z wodą który jeszcze przed chwilą był w ręce Jonga.
Co ma teraz zrobić? Jak ma teraz żyć? Po co ma żyć? Co się w ogóle stało? Dlaczego on? Dlaczego stracił kolejną tak ważną dla siebie osobę? 
Te pytania krążyły w kółko w jego głowie. ale, czy pozna na nie odpowiedź?


Chyba nie bardzo zrozumiał co młodszy właśnie mu powiedział bo wpatrywał się w niego z ciężkim wyrazem konsternacji. Że jak nie żyje? Przecież jeszcze dzisiaj się z nim widział, był okazem zdrowia, a teraz... Pokręcił głową jakby w to po prostu nie dowierzał. Pamiętał, że jak obmyślał co zrobić by pozbyć się rywala nie miał na myśli takiego czegoś. Nie jest takim chujem by komukolwiek życzyć śmierci, nawet najgorszemu wrogowi. Wiadomość, którą otrzymał naprawdę go zaskoczyła, bo teraz jedyne co robił to stał z rozdziawioną buzią. Nie miał pojęcia co zrobić, co powiedzieć by pocieszyć jakoś białowłosego aczkolwiek zamierzał spróbować. 
-Taemin... - zaczął lecz młodszy od razu mu przerwał wybuchając coraz to głośniejszym szlochem.
~Co ja teraz zrobię? Zostałem sam! Najzwyczajniej w świecie sam! Nie mam już nikogo.. Słyszysz? Nikogo! 
Naprawdę czuł w tym momencie okropny żal oraz ogromną bezsilność , bo nie mógł zrobić nic aby chłopak poczuł się lepiej. A chciał być pomocny, jego ambicja mu nie pozwalała aby mógł odpuścić.
-Masz mnie... - odparł nieco niepewnie co w jego przypadku rzadko się zdarza, praktycznie w ogóle. Ale to co usłyszał od niego chwilę później po prostu zbiło go z nóg. 

-Kochałem go! Rozumiesz to? Aaaa... przepraszam, zapomniałem, pan Kim Jonghyun nie wie co to miłość ponieważ jest pierdolonym egoistą, który troszczy się tylko o własną dupę. Jeśli się kogoś kocha to trzeba się o niego troszczyć! Ja go kurwa mać kochałem, słyszysz?!  Kochałem! Był jedynym którego darzę takim uczuciem. Mam ciebie? Po co? Po to żebyś kierował MOIM życiem tak jak TY chcesz? Chciałeś się pozbyć Kaiego, proszę bardzo, udało ci się, ale pamiętaj. Cokolwiek by się nie działo, nigdy, ale to nigdy nie uda ci się go zastąpić, a wiesz dlaczego? Bo nie dorastasz mu nawet do pięt ty pieprzony seksoholiku!
Wyminął starszego jednak poczuł jak ten łapie go za rękę. 
-Zostaw mnie. Po prostu daj mi spokój...
Wyrwał dłoń oraz zamówił taksówkę chociaż sam nie wiedział gdzie ma jechać. Przypomniało mu się jednak, że nie ma pieniędzy więc zrezygnował z taksówki. 
Szedł przed siebie nie hamując łez. Płakał. krzyczał całe jego ciało drżało. Co miał zrobić? Jak sobie poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? Doszedł do swojego mieszkania, otworzył drzwi i wszedł do środka. 
Wszystko posprzątane...
No tak... Kai był tutaj ostatnio...
Poczuł mocne ukłucie w sercu. Rzucił się na łóżko i zaczął rozpaczać. Czuł jak jego życie po prostu przelatuje mu przez palce. Czy maił jeszcze po co żyć? Nie miał pojęcia co teraz będzie. Sam płacz i smutek go tak wymęczył, że w końcu zasnął. 

Nadal stał w tym samym miejscu jedynie odprowadził Taemina wzrokiem kiedy opuszczał szpital. Był zszokowany słysząc tak brutalne słowa z ust młodszego, a zwłaszcza, że nieświadomie posądził go o śmierć jego własnego brata. Przecież ten wypadek nie zdarzył się z Jonghyuna inicjatywy więc jak on w ogóle mógł coś takiego powiedzieć? W tym momencie czuł się jakby ktoś mu tak porządnie przywalił w twarz. Jeszcze nigdy nie był aż tak zmieszany z błotem choć nie raz bywał w takich sytuacjach gdzie nie jeden po nim jechał z czystą wzajemnością. Przecież nie pozwoli się nikomu obrażać, a tym bardziej nie miał prawa zwracać się tak do Kim Jonghyuna. Jak zawsze miał coś do powiedzenia tak teraz po prostu wpatrywał się biernie bez najmniejszego celu w podłogę. W tym momencie poczuł się jakby naprawdę nic nie znaczył dla białowłosego. Bo przecież taka była prawda, a czego mógł się spodziewać, chyba nie gwiazdki z nieba ani nie tego, że chłopak rzuci mu się w ramiona zapominając o całym otaczającym go bólu. Normalnie by to zignorował, ale nie mógł. Po prostu nie mógł. Coś w środku nie pozwalało mu wyrzucić z głowy tego co zapadło mu w pamięci, słów, które w jakiś sposób wywarły na nim wrażenie. Czy to możliwe, aby mógł czuć się zraniony? Tylko w jakim tego słowa znaczeniu? Nigdy takiego czegoś nie odczuwał, tego dziwnego ucisku na sercu, który za żadne skarby świata nie chciał go opuścić. Czy to naprawdę możliwe, że się zakochał, a teraz odczuwa tego małe skutki? Nigdy nie przeżył swojej pierwszej miłości i niestety, ale Taemin miał racje. Nie wie co to jest i co oznacza. Od małego dorastał w domu gdzie wiał chłód, a rzekomą miłość zastępowały pieniądze, które miały wyleczyć wszystkie wyrządzone rany. Takowe rozumowanie posiadali jego tak zwani rodzice, choć ci ludzie nie mieli prawa się za nich uważać. Przecież nigdy ich nie było kiedy Jonghyun ich potrzebował, nie wspierali go w podejmowanych przez niego decyzjach, nic o nim nie wiedzieli. Czasami miał wrażenie, że zapomnieli iż posiadają syna ponieważ zawsze liczyła się dla nich praca oraz własne szczęście kompletnie olewając tym małego bruneta, który czuł się odtrącony. W szkole często przesiadywał sam izolując się od innych, zamykał się w sobie, a każdą osobę od siebie odpychał. Po prostu nie potrafił nikogo do siebie dopuścić, bał się bólu, który zadawali mu rodzice każdego dnia, nie potrzebował więcej. Dlatego wyrósł na nieczułego jak to inni określali dupka. Mieli racje, był okropny, ale nie umiał się zmienić. Pewnego dnia odszedł, by wreszcie odciąć cię od całego otoczenia, by móc albo chociaż spróbować zacząć wszystko na nowo. Opuścił swoje rodzinne miasto aby zamieszkać w głównej stolicy swojego państwa. Niestety mieszkania wcale nie były tanie, jak również wiele innych rzeczy o czym Jonghyun doskonale zdawał sobie sprawę. Dlatego złapał się najbrudniejszej lecz najbardziej opłacalnej pracy jaka była możliwa. Sprzedawanie narkotyków nie było proste jak na samym początku starszemu się wydawało, było ciężkie i to bardzo oraz niebezpieczne. Lecz jako siedemnastolatek miał jakieś inne wyjście? Nigdzie indziej nie znajdzie pracy skoro był nieletni, dlatego zacisnął zęby i zmierzył się z wyzwaniem, które już po kilku dniach przyniosło zamierzone skutki. Przez to siedzi w tym interesie po dzień dzisiejszy. Jak każdy normalny człowiek musiał w końcu dać ujście swoim emocjom. W tym interesie on również znalazł swoje uzależnienie, znowu musiał przyznać racje białowłosemu ponieważ lubił sex. Wręcz uwielbiał, to jedyny sposób w jaki umiał wyładować wszystko co w nim siedzi bądź siedziało. Złość, smutek oraz żal, który nigdy nie potrafi go opuścić, przez co nie liczy się z innymi. Zawsze patrzy na to by jemu było dobrze nieważne czy komuś tym sprawia ból, choć nigdy nikogo nie zgwałcił, bo ludzie sami do niego przychodzili zdając sobie sprawę na co się piszą. Znali go, wiedzieli jaki jest przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo nikt nie poznał go na tyle aby wiedział co tak naprawdę czuje. Czasami się zastanawiał czy gdyby jego rodzice byli inni on również wyrósłby na inną osobę? Lecz te myśli szybko uciekały kiedy zatapiał się w ciele następnej dla Jonghyuna zabawki dając ponieść spełnieniu. Zawsze był do każdego chłodno nastawiony i podchodził z ogromnym dystansem do momentu aż nie poznał Taemina, który pojawił się w jego życiu całkiem przypadkowo. Był jednym z jego klientów, a połączył ich wspólny sex, który pomału przerodził się w coś więcej? 
Zagryzł wargę czując właśnie, że chyba doszedł do nowych wniosków.
Czyżby właśnie zrozumiał, że wreszcie powinien się otworzyć zapominając o wyrządzonych w przeszłości krzywdach i iść po prostu naprzód? Czy będzie umiał skoro wcześniej mu się nie udało? Czy naprawdę chce to zrobić dla białowłosego? Nie mógł już dłużej się nad tym zagłębiać ponieważ obiegł go z tyłu czyjś głos, który naprawdę go zaskoczył. Co jak co, ale to była ostatnia osoba, której się tutaj spodziewał zobaczyć. Odwrócił się do Youngmina przodem lustrując jego zadowolony wyraz twarzy lecz to co mu powiedział wprawiło go w lekkie zdezorientowanie. 
-Jeden problem mam z głowy, drugim zajmę się w najbliższym czasie i już nic nam nie przeszkodzi w byciu razem skarbie. 
Szatyn opuścił szpital pozostawiając bruneta w całkowitej konsternacji. 


~Minnie & Bummie

czwartek, 9 lipca 2015

Daj mi to czego pragnę... [8]




żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie




Szedł przed siebie, sam nie wiedział gdzie. Co miał teraz ze sobą zrobić? Nie mógł wybrać Kaiego bo straciłby Jonghyuna i narkotyki. Ale jeśli wybrałby dragi i bruneta to wtedy straciłby brata. 
-Kurwa mać!! - krzyknął głośno i usiadł na dość wysokim krawężniku. Oparł łokcie o kolana, a głowę o dłonie, wplótł palce we włosy i zamknął oczy. Nie starał się nawet hamować łez. Był w kropce. Nie wiedział co miał z sobą zrobić. Powoli robiło się już ciemno. Spędził cały dzień na robieniu niczego. Poczuł na swoim ciele zimne krople. Deszcz. Super.. Jeszcze tego mu brakowało.
Wyjął z kieszeni telefon i jeden kontakt wpadł mu w oko, wybrał go i przyłożył słuchawkę do ucha. 
-Cześć Tao, mógłbyś po mnie przyjechać? Eee.. mam taki problem, że niezbyt mam gdzie spać, mogę u ciebie przekimać? 
Już po chwili siedział w czarnym samochodzie i trząsł się niemiłosiernie. Jego ubrania przemokły do ostatniej nitki. Gdy dojechali do domu blondyna, ten od razu dał mu ciuchy na zmianę, a potem obejrzeli film. W pewnym momencie Tae poczuł, że jego ręce zaczynają mocno drżeć. No tak.. Tego nie przewidział. 
-Tao.. - szepnął cicho zerkając na niego wygłodniałym wzrokiem.
-Ojjj.. widzę, że mamy kogoś na głodzie. - uśmiechnął się lekko i po niespełna 10 minutach obaj trzymali w ręku strzykawkę. - Zawsze kupuje więcej, więc mam jeszcze trochę. 
Białowłosy uśmiechnął się do blondyna i po chwili cieszył się tym znajomym odurzeniem, które tak bardzo go uzależniło. 



~Tydzień później.~

Od paru dni jego telefon nieustannie dzwonił, nie mógł go odebrać, po prostu nie mógł. Wiedział, że jakby usłyszał głos Kaiego to by mu uległ, a w takiej sytuacji to było najgorsze co mógł zrobić. Mieszkał u Tao tydzień, i musiał przyznać, że mieszkanie dwóch narkomanów pod jednym dachem to nie jest dobry pomysł. Jak byli w domu dziecka, przecież było dokładnie tak samo. Spojrzał do lustra i obejrzał śliwę pod swoim okiem. Tao był człowiekiem którego bardzo łatwo było wyprowadzić z równowagi, w bidulu był do tego przyzwyczajony. Teraz chyba się odzwyczaił. 
-Idę do sklepuuu - powiedział zakładając okulary i przytulając się do wyższego. 
-Uważaj na siebie młody. - Blondyn poczochrał mu włosy i zamknął za nim drzwi.
Włożył słuchawki do uszu i powoli i spokojnie szedł przed siebie. Nagle poczuł, że ktoś dość mocno ciągnie go w tył. Wyjął słuchawki z uszu i spojrzał na ów osobnika, a jego oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły ze zdziwienia i może przerażenia?
~Wołam cię gówniarzu. 
 Tego czego się w ogóle nie spodziewał tego, że spotka Jonghyuna.
Patrzył na niego nie wiedząc co ma zrobić. Uciekać? Krzyczeć? A może nie zwracać na niego uwagi? Najbardziej dziwiło go to, że czuł gdzieś w środku ulgę widząc bruneta, miał ochotę rzucić mu się na szyję i mocno przytulić. Ale jedyne co potrafił w tym momencie zrobić to stać w miejscu i wpatrywać się w bruneta przez czarne okulary.

Nawet się nie obejrzał, a już minął calusi tydzień odkąd chłopak zniknął, a przez ten czas w życiu Jonghyuna zapanowała czysta notoryczna monotonia, tak jak wcześniej zanim młodszy wszedł z buciorami. Tak jak każdego dnia wyruszył do miejsca gdzie przesiadywał całe dnie jak za dawnych czasów, po co miał wracać do domu skoro nikt tam na niego nie czekał? Cóż, prawda była taka, że przez pierwsze kilka dni przychodził wcześniej łudząc się, że zastanie tą białą czuprynę w środku, a chłopak najzwyczajniej uraczy go tym swoim uśmiechem rzucając na szyję jak to miał w zwyczaju, a jedyne co odnalazł to pustkę, która tam panowała. Młodszego nie było, a to wcale nie zapowiadało żeby miał zamiar wrócić. Naprawdę podjął taką, a nie inną decyzję zostawiając go samego? Może wtedy przesadził i gdyby nic mu nie powiedział nic by się nie zmieniło? Sam już nie wiedział, ale czuł pewnego rodzaju tęsknotę za białowłosym. Mimo tak krótkiej znajomość zdążył się już przyzwyczaić do jego obecności, a jej brak powodował u Jonghyuna dziwne zdezorientowanie. Telefony, smsy nic nie dawały, bo Taemin wcale nie miał zamiaru utrzymywać z nim kontaktu dlatego też odpuścił nastawiony myślą, że nie będzie zabiegać skoro chłopak ewidentnie nie chce mieć z nim nic wspólnego. Lecz dzisiaj coś się zmieniło, od rana posiadał jakąś taką siłę, która podjęła za niego taką a nie inną decyzję. Był zmotywowany i postanowił za wszelką cenę odnaleźć młodszego. Przecież nie może tego zostawić tak jak jest, bo to przecież nie w jego stylu. Kim Jonghyun jest ambitną osobą, która dąży do wyznaczonego sobie celu, która musi mieć to co sobie postanowi choćby miał iść na zabicie. Dlatego też obiecał, że nie wróci dopóki nie odnajdzie Taemina.



~ godzinę później ~



Brunet krąży po mieście bez najmniejszego celu. Kiedy postanowił wyruszyć w poszukiwania nie obmyślił planu od czego mógłby zacząć. Dlatego też błąkał się jak ta zagubiona owieczka szukając jakiegokolwiek tropu. Pójście do domu gdzie mieszkał Kai to jedna z jego pierwszych myśli, które nawiedziły Jonghyuna umysł zaraz po opuszczeniu domu lecz czego się nie spodziewał to chyba tego, że nie zasta tam osoby po którą wyruszył. Jedyne co kołatało mu w tej chwili w głowie to słowa czarnowłosego, który wręcz krzyczał obelgi na niego twierdząc, że to wszystko jego wina. Bo była. Ale nie zamierzał się do tego przyznawać, a tym bardziej nie przed Jonginem, bo on był ostatnią osobą, którą mógłby w ogóle przepraszać. Choć wcale nie powiedział,że zamierza to zrobić. Tak więc co miał robić? Od czego zacząć? W tym momencie czuł się po prostu bezsilny. Dlatego też kiedy tylko dostrzegł tą dobrze znaną białą czuprynę wytrzeszczył oczy z wrażenia. Po prostu nie dowierzał we własne szczęście więc niewiele myśląc krzyknął jego imię lecz nastolatek nawet nie drgnął. Nie słyszał? Udawał, że nie słyszy? Zdenerwował się lekko, bo czuł się zignorowany dlatego też gdy był już blisko niego szarpnął go w tył, a sam zobaczył na jego twarzy zaskoczenie mieszane z przerażeniem kiedy tylko ujrzał jego postać. 
-No co się tak patrzysz choćbyś ducha ujrzał? - prychnął wykrzywiając usta w grymasie, bo Taemin w dalszym ciągu nie uraczył go żadną konkretną odpowiedzią.
~Co ty tu robisz?
Słysząc jego drążący głos uśmiechnął się zadowolony pod nosem, nie spodziewał się go zobaczyć.
-Stoję, nie widać? - mruknął aczkolwiek szybko zmienił temat - Może teraz w końcu porozmawiamy? 

-A mamy o czym? Dałeś mi wybór. Nie wybieram żadnej z opcji. Do normalnego funkcjonowania potrzebuję was obu rozumiesz? Chociaż nie, pewnie nic nie rozumiesz, bo jesteś przyzwyczajony do tego, że zawsze dostajesz to czego chcesz. Wiesz? chyba pierwszy raz ci się nie udało. Jeśli mam wybierać pomiędzy Tobą a Kaim to się wycofuję. I tak za niedługo się wykończę i wszyscy będziecie mieć święty spokój, czyż nie?- Był zły, ba, był wkurwiony do granic możliwości. Każde słowo wysyczał Jonghyunowi prosto w twarz, obserwując jego lekkie zdziwienie na twarzy. Kiedy brunet przez chwilę milczał Lee zastanawiał się co ma zrobić. Wyminąć go? Stać dalej? Rozmawiać z nim? Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że nie może wybierać pomiędzy nimi. Nie potrafi wybrać. Do życia potrzebuje obu. Nie wyobraża sobie, że mógłby któregoś z nich stracić. 
~Możesz przestać? 
-A dlaczego mam przestać, i być dla ciebie miły?
~Po co ci te okulary? 
-Zostaw! - Nie zdążył odpowiednio szybko zareagować i czarne szkła znalazły się w ręce Jonghyuna.
~Boże... Co ci się...
-A od kiedy cię to interesuje? Nie udawaj zatroskanego. To tylko i wyłącznie moja sprawa i tobie kurwa nic do tego. 
~Do cholery, przestań zwracać się do mnie takim tonem gówniarzu! 
-Bo kurwa co? 
~Bo ja tak mówię.
-Ja też wiele rzeczy mówię wiesz? Ale nigdy mnie nie słuchasz! Masz głęboko gdzieś to co JA myślę! Co JA czuję! Co JA mówię! Liczysz się tylko ty, ty i ty. Zawsze musi być tak jak ty chcesz, musisz dostać to czego ty chcesz i wszyscy muszą się ciebie słuchać! Nie mam zamiaru się tobie podporządkowywać! Patrzysz tylko na czubek własnego nosa i na to, żeby tobie było dobrze! W dupie masz innych! Jesteś kurwa pierdolonym egoistą! - wybuchł.. nie potrafił już tego wszystkiego w sobie trzymać. Emocje wzięły górę, łzy spłynęły po jego policzkach. Pchnął Jonghyuna w klatkę i chciał go wyminąć, lecz poczuł jak starszy przyciągnął go do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Krzyczał, wyrywał się ale wszystko na nic. Starszy był zbyt silny. Widząc, że nie ma najmniejszych szans, poddał się i wtulił się w ciało starszego zanosząc się szlochem.

Nie mógł patrzeć na te jego łzy, które przecież nie powinny były wypłynąć. Po prostu to było coś, rzecz która w pewnym sensie miękczyła jego serce, a przekonał się o tym właśnie w tej chwili, w tym o to momencie. Nie mógł znieść tej jego bezsilności, zdruzgotanego wyrazu twarzy, który powodował lekki ucisk na sercu starszego. Dlatego bez zastanowienia zgarnął ciało białowłosego w swoje ramiona. Czuł opór, lecz ani myślał go puścić, chciał go w pewnym sensie uspokoić, wyssać całą złość, która w nim buzowała. Kiedy widział, że Taemin najzwyczajniej się poddał oddając uścisk Jonghyun westchnął głęboko przymykając powieki. 
-Przepraszam - szepnął choć nie był pewien czy chłopak to usłyszał bo nie reagował. Jakby zastygł w bezruchu, a przez chwilę miał nawet wrażenie, że przestał oddychać. Lecz nagle i niespodziewanie od niego odskoczył wpatrując w twarz starszego wręcz oszołomionym wzrokiem. 
~C..co?
Był w szoku? Chyba nie tak wielkim jak on ponieważ sam nie spodziewał się, że powie to na głos, że kiedykolwiek się do tego przyzna w jego towarzystwie. 
~Możesz powtórzyć?
Słysząc jego pytanie pokręcił jedynie głową z dezaprobatą jak rośnie w nim pewnego rodzaju frustracja, że chce aby się powtarzał. Cóż miał teraz do stracenia? W tym momencie chyba nic. 
-Przepraszam - mruknął lecz zaraz po tym odchrząknął podnosząc nieco głos - Przepraszam, jasne? 

Przeprosił go? Na prawdę te słowa wypłynęły z jego ust? Był w szoku. I to głębokim. Nie, że ten moment kiedykolwiek nastąpi. Co miał teraz zrobić? Kolejny raz był w kropce. tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim? Wrócić jak gdyby nigdy nic? Co z Kaim? Co z Tao? Miał już dość wszystkiego. Chciał po prostu zniknąć i mieć wszystko w dupie.
-Zadzwoń do Kaiego, niech przyjedzie. Powiedział i ruszył przed siebie podając mu komórkę.
Widział, że starszy jest niezadowolony, ale miał to w nosie. Chciał się zobaczyć z Jonginem i mieć już wszystko jasne, wiedzieć na czym stoi. Po chwili usłyszał jak Jong rozmawia z jego bratem. Uśmiechnął się lekko na myśl, że go zobaczy. Stęsknił się.
Szli powoli, w ciszy w stronę domu bruneta. Po ok. 40 minutach już siedział na kanapie z kartonikiem mleka bananowego w ręku. Odebrał telefon który właśnie dzwonił i uśmiechnął się słysząc znajomy głos.
-No hej kochanie, i jak tam?
-Miło cię słyszeć, wszystko ok? Martwiłem się. Będę trochę później, straszne korki.. 
-Tak, wszystko chyba ok. Musiałem przemyśleć kilka spraw. Czekamy na ciebie, uważaj na siebie kochanie.
-Oki, za jakieś pół godziny będę. 
-Dobrze, kocham cię, do zobaczenia.
Zakończył połączenie i otulił się w ciepły koc. Poczuł takie miłe ciepełko, spokój i ciszę. przymknął powieki i sam nie wiedział kiedy zasnął.
Po 3 godzinach obudził się rozglądając na boki. było już ciemno.
-Gdzie Kai?
~Jeszcze nie przyjechał.
-Co? Jak to? - spojrzał na zegarek - Jak to go jeszcze nie ma?! - wziął telefon i wybrał szybko jego numer. Pierwszy sygnał, drugi.. trzeci.. czwarty... nic. - coś jest nie tak.. - wybrał numer jeszcze raz z marnym skutkiem.
Przez najbliższe 4 godziny siedział jak na szpilkach, Kai nie przyjeżdżał, a jego telefon wciąż nie odpowiadał. Martwił się jak cholera, a czas dłużył się nieubłaganie. gdy usłyszał dźwięk telefonu aż podskoczył, szybko odebrał jednak słowa które usłyszał zmroziły mu krew w żyłach.


~Minnie & Bummie 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Głupota lubi się powtarzać...





Miłość nie jest dla każdego. A on również się o tym przekonał gdy poznał właśnie JEGO. Chłopaka idealnego, doskonałego w każdym calu lecz pojawił się problem o którym zdawał sobie sprawę, ale za żadne skarby nie dopuszczał tego do siebie. A mianowicie chłopak był niepełnosprawny. Nie mógł chodzić przez straconą nogę w wypadku motocyklowym. Niby to nie taki wielki kłopot, bo przecież mógł się poruszać za pomocą protezy lecz to zdecydowanie nie to samo co prawdziwa kończyna. I mimo faktu, że tego u niego nie widać on już do końca życia pozostanie inwalidą, a on? Bał się. Nie był pewien czy chciałby się związać z kaleką. Był zwyczajnym tchórzem. Lecz nie mógłby go teraz zostawić. Byli przyjaciółmi, najlepszymi, a wypadek nie zmienił jego relacji wobec niego. Nadal go kochał, ale. No właśnie. Jednak pojawiło się jakieś ale. Bądźmy szczerzy kogo on próbuje oszukać? Wie, że to co się wydarzyło zmieni wszystko. Całe jego postrzeżenie na chłopaka, który w jego oczach już zawsze będzie osobą chorą, której mimo chęci nie będzie można pomóc. A związanie się z nią to naprawdę spore wyzwanie na które on chyba nie był gotowy.
-Pomóc ci? - spytał od razu widząc, że młodszy stara się ściągnąć słoik z dżemem z najwyższej półki. Chłopak spojrzał na niego kątem oka uśmiechając się delikatnie.
-Nie Taehyung, ja sobie dam radę - odparł pewnie znów stając na palcach jednej nogi, ale znów z marnym skutkiem.
-Pomogę ci - odepchnął go lekko do tyłu sięgając po ową rzecz i dał ją w ręce młodszego, który patrzył na niego z hm.. zazdrością? Nie dziwił mu się. Naprawdę po tym co się stało już nic nie było wstanie go teraz zdziwić.
-Taehyung, nie rób ze mnie kaleki większej niż jestem, okej? - mruknął zirytowany biorąc od niego słoik.
-Przepraszam, wiesz, że chcę dla ciebie dobrze, nie? Nie chcę byś musiał się przemęczać wtedy kiedy ja mogę to za ciebie zrobić - uśmiechnął się delikatnie, a w odpowiedzi dostał jedynie wywrócenie oczami - Jungkookie...
-Wiem, że chcesz dobrze, jak każdy.. - warknął podążając do kasy tym sposobem pozostawił Taehyunga w tyle.

Miał pomału dosyć zachowania swojego przyjaciela. Był mu dozgonnie wdzięczny za to co dla niego robi, że był przy nim w tych ciężkich dla niego chwilach. Ale żaden człowiek nie chce być niesamodzielny, a tyle ile potrafi chce zrobić sam. Tak też było i w jego przypadku. Nie chciał być ciągle zależny od kogoś, to strasznie uciążliwe. Przecież nie umierał, umiał chodzić, może to nie to samo co wcześniej, ale nie jest z nim tak tragicznie jakby mogło się to każdemu wydawać. Cieszył się, że wtedy nie zginął, że ocalał prawie cały. Nie miał żalu gdyż wypadek był tylko i wyłącznie z jego winy oraz głupoty. A za głupotę trzeba płacić niekiedy strasznie wysoką cenę. Kochał motory, a szczególnie na nich jeździć lecz pewnego dnia wsiadł pijany... Skończyło jak się skończyło. Miał problemy i niekiedy naprawdę potrzebował czyjejś pomocy, ale również były takie rzeczy przy których radził sobie sam i to całkiem dobrze. Przecież nikt nie może zrobić wszystkiego za niego. I Taehyung powinien to zrozumieć.
-Kookie, przepraszam.. - szturchnął go lekko w ramie, a chłopak jedynie cicho westchnął.
-Wiesz, że nie masz za co? - spojrzał na niego z wyrzutem, a Taehyung wzruszył ramionami.
-Nie chcę byś myślał, że w ciebie nie wierzę - zaczął, a on co miał zrobić?
Oczywiście nic, nie mógł mieć mu za złe tego, że się o niego martwi. Chociaż niepotrzebnie.
-Wiem, ale czasami mam wrażenie, że myślisz całkiem inaczej - zapłacił za wszystkie zakupy i już czuł szarpnięcie, a chwilę potem starszy niósł wszystkie jego siatki - Taehyung... - spojrzał na niego znacząco. On podrapał się po głowie.
-Ja tylko... - od razu mu przerwał.
-Nie chcę pomocy - warknął rozdrażniony biorąc wszystkie swoje rzeczy z jego rąk - Kaleka też umie sobie radzić - mruknął zostawiając starszego na chodniku.

Taehyung westchnął cicho patrząc na oddalającą się sylwetkę młodszego. Naprawdę czuł się bezradny w tej sytuacji. Wie, że chłopak chce być samodzielny, ale nie może wietrznie udawać, nie oszuka losu, który zdecydował go pokarać. Już nigdy nie będzie normalny, a przynajmniej nie taki jaki by chciał być. To co było przepadło i nie wróci. Tak czy siak będzie potrzebował czyjejś pomocy, kiedyś na pewno. Tylko... dlaczego ma wrażenie, że to nie on będzie tą osobą?
-Taehyung.. - zauważył dłoń, która macha mu centralnie przed twarzą. Od razu jego wzrok spoczął na Jungkooku.
-Hm? - mruknął trochę nieobecny na co młodszy jedynie prychnął.
-Miałem racje, nie słuchasz mnie. Jak zwykle zresztą.
-Przepraszam, powtórzysz? - spytał, a dopiero teraz zauważył jak przejeżdża opuszkami palców po swojej protezie. Naprawdę ciężko mu było na to patrzeć.
-Może to zrobię, może nie.. Skoro nie słyszałeś to nawet i lepiej - odparł nieco urażony.
-Kookie...
Westchnął cicho.
-Pytałem czy... gdybym był w pełni sprawny miałbym u ciebie jakieś szanse? - spytał, a starszy od razu podniósł na niego swój zaskoczony wzrok.
-Co? - jedyne pytanie, które w tej chwili wyleciało z jego ust.
-Tak pytam.. wiesz, z ciekawości - wzruszył ramionami.
-Jungkook... - nie wiedział co powiedzieć.
-Nic od ciebie nie chcę, po prostu chcę wiedzieć.
-Przecież wiesz... - zagryzł wargę, a chłopak fuknął.
-Nie wiem, nic nie wiem! Może mnie oświecisz?
-Co mam zrobić? - uniósł zdziwiony brwi do góry.
-Rób co uważasz.
To była szansa. Szansa na to aby móc wszystko wyznać co krył przez tak długi okres czasu. Przyznać się do swoich uczuć, które usilnie starał się wyprzeć. Mógł zacząć lepsze życie będąc wreszcie szczęśliwy, ale czy był na to gotowy? Właśnie miał okazję wszystko postawić na jedną kartę, zaryzykować. Lecz ciągle coś mu na to nie pozwalało, strach. Dlatego też wstał i...

Siedział na kanapie wpatrzony w jeden punkt. Czuł się pusty od środka aczkolwiek na zewnątrz tego szczególnie nie okazywał. Nie pokazywał słabości, która była u niego numerem jeden. Ten incydent, ciągle go wspomina. Właściwie po co? Dlaczego? By sobie tylko humor popsuć jeszcze bardziej? Gdyby tego nie chciał nie myślałby o tym w ten sposób. Przez niego zrozumiał, że się bardzo mylił co do swojego przyjaciela. Chociaż spodziewał się, że ucieknie. Wiedział to od samego początku odkąd tylko miał zamiar poruszyć ten wątek, za co nie miał mu za złe. Faktycznie życie z niepełnosprawnym nie należy do rzeczy prostych, a przecież on mógł mieć każdego. Więc nie widział sensu by mógł się związać właśnie z nim, kaleką, która już do końca życia będzie zależna od kogoś. Choć starał się zaprzeczać, nie myśleć w ten sposób wiedział o tym doskonale. W takim razie po co o to pytał? Po co chciał wiedzieć coś, co było oczywiste? Nadal posiadał złudzenia, że się myli. Jednak Taehyung mu ewidentnie rozwiał wątpliwości. Kochał go, dlatego pozwolił mu odejść. Pogodził się z tym. Dlatego nie powinien mieć żalu. Powinien żyć dalej i tak też zrobi tyle, że bez niego.

Minęło sporo czasu zanim zrozumiał swój błąd. Jego reakcja, decyzja, którą podjął pod wpływem chwili, strachu, który go nagle ogarnął odjęła mu zdolność racjonalnego myślenia. Zrozumiał to po fakcie lecz nadal uparcie wmawiał, wpajał sobie, że nic złego nie zrobił. Nie było dane im być razem. Bo skoro byłby tego naprawdę pewien, nie miałby wątpliwości, nie bałby się zaryzykować. Lecz ileż można się oszukiwać? Pierwsze dni, kiedy się z nim nie widział odczuł i to bardzo dogłębnie. Tęsknił, a tęsknota go wyżerała od środka. Pchała w przekonaniu, że powinien wrócić, naprawić gafę, którą popełnił. Lecz musiał minąć czas by mógł znaleźć odwagę, której od zawsze potrzebuje, a której mu brakowało. Ale co on zrobi jak go spotka? Niewątpliwe powie prawdę i przyzna się do błędu, który krąży za nim przez cały ten czas.
Gdy tylko stanął przed jego drzwiami czuł jak ręce niespodziewanie zaczynają mu drżeć, a ciało odmawia posłuszeństwa. Tak dawno się nie widzieli, skąd ma pewność, że w dalszym ciągu chce go widzieć? Wiedział na pewno, teraz nie może już się wycofać, bo jedna z dłoni zapukała w drzwi młodszego, który zanim otworzył minęło trochę czasu. Czuł jak gula robi mu się w gardle, a ręce zaczynają pocić lecz to co ujrzał dosłownie wbiło go w podłogę. Nie tego oczekiwał, nie to pragnął ujrzeć. Aczkolwiek nie miał wątpliwości, że to ta osoba, której poszukuje.
-Co tu robisz? - usłyszał jego smętny głos.
Zagryzł wargę.
-Mogę wejść? - spytał niezbyt pewnie, a Jungkook spojrzał na niego niezadowolony.
-A musisz?
Kiwnął głową, a chłopak odjechał trochę od drzwi robiąc mu tym miejsce by mógł przejść. Przekroczył próg nie mogąc oderwać wzroku od wózka na którym siedział. Jak to się stało? Co się stało? Przecież było wszystko w porządku...
-Kookie... - zaczął drżącym głosem, ale młodszy uniósł dłoń w górę by zamilkł.
-Cokolwiek nie masz zamiaru mi powiedzieć.. Nie gniewam się na ciebie.
-Co ci się stało? - pytanie uleciało z jego ust naprawdę niespodziewanie, a chłopak słysząc je jedynie westchnął ciężko.
-Głupota lubi się powtarzać. Wiesz.. jak to mówią, nie ma ludzi idealnych - uśmiechnął się wzruszając ramionami. Patrzył na niego i patrzył. Nic więcej. Nie był w stanie nic powiedzieć. Warga zaczęła mu drżeć, a oczy zaszkliły lecz usilnie powstrzymał płacz, który chciał się wydostać. Chce być silny.
-Cz...czyli? - zająknął się, a chłopak spuścił wzrok.
-Ostatnio wypiłem.. Więcej niż zamierzałem, a pojazd, który stał w tym garażu jeszcze bardziej kusił niż zazwyczaj... Wsiadłem na niego nie zwracając uwagi na nic.. Chciałem znów poczuć to uczucie, którego tak dawno nie czułem.. Tak, wiem, że mi niewolno - dodał widząc, że starszy ma zamiar zabrać głos - Ale ja naprawdę nie mogłem się powstrzymać.. Wyjechałem, nawet przejechałem kawałek lecz szybko straciłem panowanie nad maszyną... Jechał samochód...
-Nie kończ.. - przerwał nagle zamykając mocno oczy.
Zapadła cisza, którą przerwał biorąc głęboki oddech.
- Moja głupota mnie kiedyś zgubi lecz wreszcie odnalazłem drogę, której mam zamiar się trzymać - odparł.
-Doprawdy? - usłyszał - I co zamierzasz teraz zrobić?
Uśmiechnął się lekko.
-Byłem głupi bo mogłem stracić coś bardzo cennego.
-Naprawdę? Co takiego? - słyszał zaciekawienie w jego głosie.
-Ciebie. Kocham Cię, lecz nie byłem gotowy na taką wielką odpowiedzialność lecz rozłąka uświadomiła mi, że jestem wstanie zrobić wszystko by móc zatrzymać cię przy sobie.
Widział łzy w oczach młodszego, które za wszelką cenę starał się powstrzymać.
-Nie płacz - otarł dłonią jego policzek.
-Mogłem zginąć.. Straciłem nogę... Wylądowałem na wózku inwalidzkim.. Naprawdę chcesz się wiązać z kaleką?! Miałeś rację, potrzebuję pomocy tylko, że teraz na okrągło... - fuknął łkając cicho, a Taehyung chciał zrobić wszystko aby odgonić smutek z jego twarzy.
-Chciałem już to zrobić wcześniej i wiesz co? Chcę nadal - odparł pewny tego co mówi, a młodszy spojrzał na niego z pewnego rodzaju powątpiewaniem.
-A jeśli ci się nie uda? Jeśli nam się nie uda? To co zrobisz? Zostawisz mnie?
-Za bardzo wybiegasz do przodu, nie myśl o tym co będzie, tylko o tym co jest teraz, w tym o to momencie - przykucnął przy jego wózku wpatrując mu się w oczy.
-Ja też cię kocham.. ale ty... - zamknął mu usta pocałunkiem.
-Cichutko, zbyt dużo mówisz kochanie - uśmiechnął się, a następnie znów go pocałował powtarzając tą czynność do skutku, tak długo dopóki mu się nie znudzi, miał nadzieję, że już nigdy.

~Bummie

środa, 1 lipca 2015

Daj mi to czego pragnę... [7]



Om, om, om cześć kochani dodaję wam następny rozdział. Miał on pojawić się wczoraj, ale kompletnie wyleciało mi z głowy, przepraszam! przepraszam! przepraszam! Też temu przyczynił się fakt, że nie było mnie w domu, dzisiaj również zaglądam tutaj na chwilę i tym razem nie mogę was zostawić z pustymi rękoma :) Rozdział nie został przeze mnie sprawdzony, wiem, wiem, wiem. Ale przy pierwszej lepszej okazji postaram się to zmienić. A teraz zmykam, a wam życzę miłego czytania! Zostawiajcie po sobie ślad naprawdę zachęcam ;* ~ Bummie




niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie






Patrzył, obserwował każde poczynania młodszego. Był taki seksowny, tak bardzo giętki, tak bardzo chciał mu pomóc w zdzieraniu z niego tych niepotrzebnych ubrań. Chciał znów jeździć dłońmi po tym jego ciele, a na koniec zerżnąć tak, że nie usiadłby przez tydzień na dupie. Marzenie.. Jak miał to zrobić skoro niewielki ruch sprawia mu problem oraz wiele bólu dlatego co mu przystało to tylko wpatrywanie się w białowłosego który wyginał się przed nim, a on nic nie mógł na to poradzić. Ta bezradność, której wręcz nie znosił go pomału wykańczała. Przełknął głośno ślinę widząc jak młodszy usiadł na nim okrakiem i wpatrywał tym wielkim wygłodniałym wzrokiem. A Jonghyun słysząc jego słowa czuł, że samokontrola, którą jakoby nie patrząc posiada kończy się. Zaciskając zęby podniósł się lekko. Podpierając się na łokciach, przybliżył twarz do twarzy Taemina uśmiechając się przy tym jednym kącikiem ust. 
-Ja chcę, pragnę i potrzebuję ciebie młody - mruknął mu w wargi, które musnął swoimi, a chłopak się od niego oderwał wpatrując lekko przestraszonym wzrokiem. 
~Przecież jesteś obolały..
-Myślisz, że to mnie powstrzyma przed zerżnięciem cie tu i teraz? - spytał pewnie choć tak wcale się nie czuł. Prawdę mówiąc w ogóle sobie tego nie wyobrażał, ale białowłosy wystarczająco go podniecił, że czuł niemiłą ciasnotę w spodniach co było trochę niekomfortowe dla niego. Chciał się podnieść lecz został popchnięty w efekcie znów się położył i patrzył pytającym wzrokiem na młodszego, który z każdą chwilą uśmiechał się coraz bardziej kusząco. Lecz dłonie, którymi przejeżdżał mu po torsie niemiłosiernie się trzęsły. 
~Jeśli powiesz mi gdzie trzymasz dragi obiecuję ci, że dzięki mnie pozbędziesz się swojego problemu..
Czuł jego rękę na swoim kroczu, która w pewnym momencie zacisnęła się na nim, a on wydał głośny jęk wpatrując się na niego zamglonym wzrokiem. 
-Są w szafce pod łóżkiem - sapnął nie bardzo wiedząc co mówi, bo gdyby myślał racjonalnie z pewnością nigdy by mu tego nie zdradził lecz niestety słowa już padły, a Jonghyun wiedział, że będzie musiał zmienić swoją skrytkę. Ale to później. 

Musnął przelotnie jego usta i zszedł z kanapy idąc w stronę sypialni. Sprawnie zanurkował pod łóżko i wysunął wąską szafkę. Po chwili jego oczom ukazały się równiutko poukładane torebeczki z białym proszkiem i strzykawki w rządkach. Po prostu raj dla narkomana. Jak miał zdecydować się na jedną skoro wszystkie "patrzyły" na niego błagając żeby je wziął. Wiedział, że nie może wziąć więcej niż jednej, ale nie panował w tym momencie nad sobą. 
~Ani się waż... 
Usłyszał za sobą kiedy wziął kilka strzykawek do ręki. Odłożył je i wziął jedną. Nie mógł dopuścić do tego, aby jego relacje z brunetem się zepsuły. Szybko zaaplikował sobie jedną dawkę i usiadł na podłodze rozkoszując się tym uzależniającym uczuciem. Po chwili wstał i podszedł do bruneta. 
~Żeby mi to było ostatni raz młody.. 
- Mhmm.. - mruknął tylko i wpił się w różowe usta starszego.
Powoli doszedł z Jonghyunem do łóżka po drodze pozbywając się jego ubrań
Czekając aż starszy położy się na łóżku Lee pozbył się swoich bokserek, po chwili zawisł nad nim i mruknął cicho czując dłonie Kima na swoim ciele. Zagryzł seksownie wargę i poruszył biodrami w sutek tego dwie pobudzone męskości otarły się o siebie u obu wywołując cichy jęk. Całował delikatnie jego klatkę, zatrzymał się przy sutkach i chwilę je pomęczył, torował sobie drogę po ciele starszego w dół aż do jego podbrzusza. Podobało mu się to, że Jonghyun był w pewnym sensie mu uległy, że to on decydował co się teraz stanie. Przesunął dłonią po nabrzmiałym członku starszego aby po chwili wziąć go w usta i mocno się na nim zassać. Musiał przyznać, natura hojnie obdarzyła Kima. Jęki Jonghyuna cholernie go podniecały, a może bardziej ta świadomość, że jęczy przez niego? Uśmiechnął się podstępnie i czując, że starszy jest już na granicy wyjął jego członka z ust obserwując niezadowolenie i w pewnym sensie złość u bruneta.
~Taemin do cholery nie baw się ze mną…
Głos Jonghyuna był w tym momencie tak cholernie seksowny, że aż wydał cichutki jęk słysząc te słowa. Uśmiechnął się uwodzicielsko i bez zbędnych ogródek wziął męskość bruneta z powrotem do usta. Szybko poruszał głową mocno się zasysając, po chwili poczuł ciepłą ciecz w swoich ustach, przełknął wszystko i podsunął się do góry tak, że teraz wisiał nad Jonghyunem a ich twarze dzieliły centymetry. Widząc zamglone spojrzenie Kima zagryzł seksownie wargę i wpił się w jego usta od razu przedzierając się językiem do wewnątrz. Kiedy zabrakło im tchu oderwał się od niego i spojrzał głęboko w te zamglone ciemne tęczówki.
-To jeszcze nie koniec skarbie…

Jak to jeszcze nie koniec? Spojrzał na młodszego wręcz zaskoczonym pytającym wzrokiem. Lecz w ramach odpowiedzi otrzymał jego cichy, uroczy chichot.
~Spokojnie, odpręż się zaraz się wszystkiego dowiesz.
Jonghyun zmarszczył brwi, bo nie bardzo był przekonany czy powinien się na cokolwiek zgadzać kiedy białowłosy jest pod wpływem tego jak to starszy określił dziadostwa, które tylko rujnuje życie człowiekowi. Dlatego też on po to nigdy nie sięgnął mimo że ma to na wyciągnięcie ręki. 
-Co ty rob…ahh – wydał z siebie głośny jęk kiedy Taemin usiadł na nim okrakiem, a Jonghyun poczuł na swoim członku przyjemną ciasnotę. Nigdy nie pozwalał nikomu dominować, bo to on miał do tego prawo. To ktoś miał błagać o jego dotyk, a nie na odwrót dlatego też dla niego to była całkiem nowa, nieznana sytuacja. Która mu się nawet podobała? Nie musiał nic robić, bo to Taemin właśnie odwalał całą robotę za nich obojga co brunetowi w tym momencie wcale nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie.
-Lee wiesz jak ja cię pieprzę? Dlatego możesz kurwa przyspieszyć? – wysapał chwytając go rękami za biodra lecz chłopak je zrzucił patrząc na niego groźnie.
~Ja dam rade hyung, nie musisz mi pomagać.
Wciągnął głęboko powietrze do płuc czując jak młodszy specjalnie zaciska się na jego przyrodzeniu.
-Kurwa Taemin nie wkurwiaj mnie… Bo zaraz ja się za ciebie wezmę, a ty jedynie ujrzysz gwiazdki przed oczami – warknął klepiąc go w nagi pośladek, a Taemin jedynie zaśmiał się pod nosem.

-Złość piękności szkodzi kochanie, nie denerwuj się tak.. Będziesz miał zmarszczki. - uśmiechnął się i pocałował czule usta starszego przyspieszając ruchy bioder. 
Wygiął się czując jak członek bruneta trafia idealnie w jego prostatę. 
~Dokładnie tak młody.. 
Wydał głośny jęk, gdy przy następnym ruchu trafił dokładnie w to samo miejsce. Jonghyun musiał przytrzymać go za barki bo inaczej po prostu by się na nim położył.
~Dawaj kotku, nie przestawaj. 
Gdy został przyciągnięty do namiętnego pocałunku bez zastanowienia go oddał znów przyspieszając ruchy bioder. Ich jęki były tłumione przez namiętne i ostre pocałunki. Lee delikatnie zagryzł dolną wargę Jonga i przyciągnął ja lekko do siebie. Poruszał biodrami najszybciej jak mógł. Po chwili pokój opanowały głośne jęki a wręcz nawet krzyki. Obaj doszli w tym samym momencie. Tae starał nie opaść się na ciało Kima, żeby nie sprawić mu bólu więc upadł na pościel zaraz obok bruneta dysząc głośno. 
Sam nawet nie wiedział kiedy zasnął, jednak kiedy się obudził ku jego zdziwieniu Jonghyuna nie było obok naciągnął na siebie bokserki i zszedł na dół. Czuł przyjemny zapach który dochodził z kuchni. gdy przekroczył próg parsknął cichym śmiechem widząc Jonga kuśtykającego po kuchni w różowym fartuszku.
-Kotku? Co ty robisz? - zapytał podchodząc do niego i muskając przelotnie jego usta.
~Pomyślałem, że dzisiaj to ja zrobię śniadanie dla ciebie. 
Szczery uśmiech Jonghyuna był tak wspaniały, że aż zaniemówił z wrażenia.
-Nie musiałeś. Dziękuję. - odwzajemnił uśmiech i usiadł przy stole patrząc na starszego. - Uroczo -wyglądasz. - zachichotał cicho. 
Obaj mieli znakomite nastroje. Jedli śniadanie żywo rozmawiając, do momentu w którym nie rozbrzmiał dzwonek do drzwi. 
- Pójdę otworzyć. - wstał i pobiegł do drzwi otwierając je. -Kai? Co ty tu robisz skarbie?

Nie to były jakieś żarty, a to z pewnością tylko mu się wydaje, ale kiedy tak stał i się wpatrywał uderzała w niego ta potworna rzeczywistość. Chłopak nie dość, że przyszedł choć wcale nie był w jego domu mile widziany o czym doskonale wiedział. To teraz jak gdyby nigdy nic zaczął się kleić do Taemina, co chyba brunetowi najbardziej się nie spodobało. 
*Przyszedłem zobaczyć swojego skarba, jak się czujesz kochanie?
Przemilczał niemiły komentarz, który zaczął pchać się na jego usta. Nie może przecież pokazać, że to całe zdarzenie, sytuacja w której się znalazł w jakikolwiek sposób go denerwuje. Czyżby czuł się zazdrosny? Naprawę? O białowłosego? To on tak w ogóle potrafił? Zagryzł podenerwowany wargę nie bardzo wiedząc jak ma na to wszystko zareagować.
~Już lepiej skarbie. Tęskniłem za tobą.
Czuł jak coś go ściska słysząc te słowa z ust młodszego. Zrobiło mu się tak jakby przykro? A może to już od tego uderzenia w głowę, które doświadczył dwa dni temu i mu się najzwyczajniej w niej poprzestawiało? On smutny? Też coś.
*Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak też za tobą tęskniłem. Może chcesz przyjść do mnie na weekend, co o tym myślisz kotku? 
-Nie ma mowy! - prychnął choć dopiero teraz zdał sobie sprawę, że wypowiedział to na głos. A co mu tam - Taemin nigdzie nie idzie - odparł pewnie swoich słów i spojrzał się na Kaiego zasępionym wzrokiem. Dopiero teraz starszy na niego spojrzał dostrzegając jego osobę. 
*Kim ty jesteś żeby móc za niego decydować?
-Z tego co wiem to jesteśmy w MOIM domu, a w nim panują MOJE zasady, a jak JA mówię, że Taemin zostaje ze mną to tak kurwa będzie, jasne? - warknal poirytowany dostrzegajac jego ręce na ciele bialowsego.
*Chyba mam prawo zabrać brata ze soba, bo kim ty dla niego jesteś? 
Wkurzyl sie czego wcale juz nie zamierzal ukrywac bo po co. Mlodszy poznal go na tyle ze juz powinien wiedzieć że Jonghyun jest człowiekiem, ktorego latwo jest wtrącić z równowagi
 -Inaczej sie umawialismy wiec teraz nagle ci sie odwidzialo? Trudno Taemin zostaje ze mną, a kim dla niego jestem chlopakiem i wiesz co? Skoro ci cos nie pasuje to stad wyjdź nie, tu już stad wychodzisz - chwycil zszokowangeo kaiego za rekaw od kurtki imimo ze nie  nadal nie byl w odpowiedniej formie wyrzucil czarnowlosego zamykajac za nim drzwi na klucz jedyne co dostrzegl to spojrzenie Lee, ktore nie bylo zbyt ciekawe.

Cieszył się, że Kai do niego przyjechał. Kochał go. Nie podobało mu się to, że ich kontakt słabł odkąd wprowadził się do Jonghyuna. Miał wrażenie, że starszy przejął całkowitą kontrolę nad jego życiem. Tylko pytanie. Czy on tego chciał? Czy on tego potrzebował? I czy Jonghyun nie pozwalał sobie na zbyt wiele? Był w szoku kiedy brunet wyrzucił Jongina za drzwi. Poczuł gdzieś w środku mocne ukłucie. To było już za wiele..
Jonghyun na prawdę myślał, że będzie taki uległy i mu posłuszny? No to się pomylił..
-Co ty do cholery wyprawiasz?! Co ty sobie kurwa wyobrażasz!? Myślisz że będę ci w 100% posłuszny i będę zgadzał się ze wszystkim co powiesz?! - wybuchł, krzyczał, gestykulował, machał rękoma i obserwował jak oczy Kima rozszerzają się w zdziwieniu i szoku.-  Do cholery nie jestem zabawką rozumiesz?! Nie należę do nikogo! I nawet kurwa nie próbuj mi przerywać!! - krzyknął najgłośniej jak potrafił widząc, że Jong chce wejść mu w zdanie - Skończył się kuźwa miły, uległy i posłuszny Taeminek! Nie będziesz podejmował za mnie decyzji! To ja sam za siebie decyduje i to jest do cholery tylko i wyłącznie moja sprawa, czy ja sobie zjebie życie czy też nie! Gówno ci kurwa do tego!! Nie masz prawa kierować moim życiem! Kai jest dla mnie najważniejszy, i musisz się z ty,m pogodzić! - był tak zdenerwowany że aż cały trząsł się ze złości. 
~Mylisz się.. Najważniejsze są dla ciebie dragi, a dzięki mnie masz do nich dostęp.
Obserwował to jak brunet podchodzi do niego i przypiera go plecami do ściany, zmrużył oczy i zacisnął usta w wąską szparkę 
~Twój kochany Kai nie da ci tego bez czego nie możesz żyć, wiesz? 
Czuł jego opuszki na swoim policzku, karku, obojczyku...
~Samą miłością się nie naćpasz.. Nie ten rodzaj uzależnienia mój drogi...
Poczuł jak Jonghyun przejechał nosem od jego obojczyka w górę wzdłuż szyi, składając na niej pocałunek .
-Nie możesz mi zabronić się z nim spotykać. - odparł mierząc się ze starszym wzrokiem.
Przez chwilę zapanowała między nimi cisza którą przerwał Kim.
~Oczywiście, że nie mogę..
-No właśnie.- odparł czując się pewnie w swoim przekonaniu.
~Ale mogę dać ci wybór. 
-Jaki? - Zapytał patrząc podejrzliwie.
~Albo dragi, albo Kai. Wybieraj. 
Ścięło go z nóg. W jego oczach stanęły łzy. Nie wierzył w to co słyszy. Jak on w ogóle mógł mu dać taki wybór? Patrzył na jego pewną siebie twarz i miał ochotę sprzedać mu porządnego liścia. Odepchnął się nieznacznie od ściany i ich twarze dzieliły milimetry.
-W takim razie wybieram śmierć. - Wyminął bruneta nawet na niego nie patrząc, zawinał z komody telefon i portfel i wsunął je do kieszeni. Otworzył duże czarne drzwi. - Żegnaj Jonghyun.. - rzucił przez ramie i po chwili już go nie było.

Prychnął głośno mocno rozjuszony zachowaniem młodszego. Niech odchodzi, niech nie wraca przecież nawet nie byli razem więc dlaczego miałby się tym przejąć? W tym momencie mocno wyprowadził go z równowagi, że w ogóle nie miał ochoty go oglądać, a co dopiero rozmawiać. Niby nie powiedział wprost, że podjął decyzję, ale skoro nie wybrał dragów to było oczywiste, że pobiegł do swojego kochanego braciszka. Na samą myśl o tym wzbierała w nim coraz to większa złość. Bo zdał sobie sprawę, że chyba zaczęło mu zależeć? To naprawdę możliwe, że odczuwał takie właśnie emocje skoro nigdy się nikim nie przejmował? Wpatrzony był tylko w siebie przez całe życie aż do momentu w którym nie spotkał białowłosego. 
-A niech cię szlag Lee Taeminie - splunął, a ze złości wziął wazon stojący na stoliku w salonie i bez zastanowienia cisnął przedmiotem o ścianę w efekcie cały się roztrzaskał. Niestety, ale zniszczenie tej o to rzeczy wcale nie przyniosła mu ulgi, a wręcz przeciwnie. Odczuwał gorycz, która w nim siedziała nie chcąc go opuścić. Najbardziej chyba dobił go fakt, że Taemin wolał kogoś zupełnie innego niż... jego? Naprawdę aż tak bardzo mu to nie dawało spokoju? 
-Zwariuje przez ciebie. Prędzej czy później zamkną mnie w zakładzie specjalnym - mruknął pod nosem choć chyba dopiero teraz zdał sobie sprawę, że rozmawia sam ze sobą. Niedobrze, to źle o mnie świadczy. Zmierzył porozrzucane kawałki porcelany na podłodze, aż w końcu schylił się zbierając zbędne śmieci aby móc je potem wyrzucić. Ten wazon od zawsze podobał się młodszemu, pamiętał jak ciągle go zachwalał. No cóż już niestety nie da się go uratować, a Jonghyun zdecydowanie nie ma zamiaru bawić się w jakąś sklejkę. Westchnął głęboko pozbywając się zbędnego zaśmiecenia, a sam jedynie udał się do swojej skrytki gdzie trzymał dragi zabierając większość, a kilka sztuk zostawiając na wypadek jakby Lee się odwidziało i postanowił wrócić. W co z jednej strony nie wierzył choć miał cichą nadzieję, że może jednak zmieni zdanie. 
-Już pierdolisz od rzeczy Jonghyun... - zanim opuścił swoją posiadłość zerknął do wiszącego na ścianie lusterka oceniając obrażenia na twarzy lecz z czystym zadowoleniem mógł przyznać, że śliwa pod okiem maleje, a rana, która pozostała po rozciętym łuku brwiowym nie jest już aż tak duża, właściwie to prawie była niezauważalna. W taki o to sposób wyszedł z domu zamykając za sobą drzwi udając się do pracy w której swoją drogą nie był jakiś czas.


~ Minnie & Bummie