Blog zawiera opowiadania o miłości męsko męskiej, także jeśli jesteś temu przeciwny proszę o opuszczenie bloga. Wszelkie prawa do tekstów i okładek naszego autorstwa są zastrzeżone.
niedziela, 19 lipca 2015
Daj mi to czego pragnę... [9]
Przepraszam was, że rozdziały pojawiają jak się pojawiają, ale nie mam na to większego wpływu. Niestety mam dla was złą wiadomość, a mianowicie tak jeszcze będzie przez jakiś czas ;/ Nie mogę dokładnie określić kiedy się coś pojawi więc wchodźcie, czekajcie bo w każdej chwili może coś być. Ale nie martwcie się. Niebawem na naszym blogu pojawi się nowe opowiadanie, które mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu :) Miłego czytania ;* ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie
-Oczywiście, już jadę. - rzucił i rozłączył się. -Chodź. Kai miał wypadek. Muszę do niego jechać. - rzucił do zdziwionego Jonghuna i wyminął go wychodząc i wsiadając do auta. Po 10 minutach byli już na miejscu. Jong został na zewnątrz a Tae wszedł do środka.
-Kochanie... - wyszeptał cicho widząc ciało swojego brata podpięte do dziwnych urządzeń.
-Kocham cię skarbie.. Pamiętaj o tym. - cichy szept doszedł do jego uszu.
Schylił się i ucałował czule te usta które tak kochał.
-Ja ciebie też kocham kochanie. - chwycił go za dłoń i uśmiechnął się lekko. - Wszystko będzie dobrze skarbie, zobaczysz.
-Nie będzie kochanie. - uśmiechnął się gorzko i pogładził kciukiem jego dłoń. - Niech on o ciebie dba. Pamiętaj, kocham cię, nie rób głupot skarbie. Poradzisz sobie, jesteś silny.
-Co ty pieprzysz?! - łzy spływały po jego policzkach. - Nie mów tak! Rozumiesz?! Nie mów! Będzie dobrze! Musi! Do jasnej cholery musi!! - Musnął jego usta i przytulił go delikatnie. - Nie zostawiaj mnie samego.. Kocham Cię Jongin..
Do jego uszu dobiegł głośny i ciągły pisk. Potok łez spływał po jego policzkach.
-Kai! Nie rób mi tego... Kochanie... Błagam... - przerażony patrzył na zamknięte powieki brata, jego dłoń już nie odwzajemniała uścisku. Do sali wbiegli lekarze, kazali mu wyjść. Jonghyuna nie było przy sali.
Poszedł jednym z korytarzy ciągnąc za sobą nogi. Nie wiedział co teraz będzie. Czuł się tak jakby ktoś żywcem wyrwał mu serce. Nagle na kogoś wpadł.
~Co jest?
Uniósł zapłakane spojrzenie na bruneta i wydał z siebie głośny krzyk, miał w dupie to, że wszyscy się na nich patrzą.
-Kai nie żyje, rozumiesz?! Nie żyje!! - upadł na kolana i oparł ręce o podłogę zanosząc się głośnym szlochem. Tuż obok niego upadł kubek z wodą który jeszcze przed chwilą był w ręce Jonga.
Co ma teraz zrobić? Jak ma teraz żyć? Po co ma żyć? Co się w ogóle stało? Dlaczego on? Dlaczego stracił kolejną tak ważną dla siebie osobę?
Te pytania krążyły w kółko w jego głowie. ale, czy pozna na nie odpowiedź?
Chyba nie bardzo zrozumiał co młodszy właśnie mu powiedział bo wpatrywał się w niego z ciężkim wyrazem konsternacji. Że jak nie żyje? Przecież jeszcze dzisiaj się z nim widział, był okazem zdrowia, a teraz... Pokręcił głową jakby w to po prostu nie dowierzał. Pamiętał, że jak obmyślał co zrobić by pozbyć się rywala nie miał na myśli takiego czegoś. Nie jest takim chujem by komukolwiek życzyć śmierci, nawet najgorszemu wrogowi. Wiadomość, którą otrzymał naprawdę go zaskoczyła, bo teraz jedyne co robił to stał z rozdziawioną buzią. Nie miał pojęcia co zrobić, co powiedzieć by pocieszyć jakoś białowłosego aczkolwiek zamierzał spróbować.
-Taemin... - zaczął lecz młodszy od razu mu przerwał wybuchając coraz to głośniejszym szlochem.
~Co ja teraz zrobię? Zostałem sam! Najzwyczajniej w świecie sam! Nie mam już nikogo.. Słyszysz? Nikogo!
Naprawdę czuł w tym momencie okropny żal oraz ogromną bezsilność , bo nie mógł zrobić nic aby chłopak poczuł się lepiej. A chciał być pomocny, jego ambicja mu nie pozwalała aby mógł odpuścić.
-Masz mnie... - odparł nieco niepewnie co w jego przypadku rzadko się zdarza, praktycznie w ogóle. Ale to co usłyszał od niego chwilę później po prostu zbiło go z nóg.
-Kochałem go! Rozumiesz to? Aaaa... przepraszam, zapomniałem, pan Kim Jonghyun nie wie co to miłość ponieważ jest pierdolonym egoistą, który troszczy się tylko o własną dupę. Jeśli się kogoś kocha to trzeba się o niego troszczyć! Ja go kurwa mać kochałem, słyszysz?! Kochałem! Był jedynym którego darzę takim uczuciem. Mam ciebie? Po co? Po to żebyś kierował MOIM życiem tak jak TY chcesz? Chciałeś się pozbyć Kaiego, proszę bardzo, udało ci się, ale pamiętaj. Cokolwiek by się nie działo, nigdy, ale to nigdy nie uda ci się go zastąpić, a wiesz dlaczego? Bo nie dorastasz mu nawet do pięt ty pieprzony seksoholiku!
Wyminął starszego jednak poczuł jak ten łapie go za rękę.
-Zostaw mnie. Po prostu daj mi spokój...
Wyrwał dłoń oraz zamówił taksówkę chociaż sam nie wiedział gdzie ma jechać. Przypomniało mu się jednak, że nie ma pieniędzy więc zrezygnował z taksówki.
Szedł przed siebie nie hamując łez. Płakał. krzyczał całe jego ciało drżało. Co miał zrobić? Jak sobie poradzi? Czy w ogóle sobie poradzi? Doszedł do swojego mieszkania, otworzył drzwi i wszedł do środka.
Wszystko posprzątane...
No tak... Kai był tutaj ostatnio...
Poczuł mocne ukłucie w sercu. Rzucił się na łóżko i zaczął rozpaczać. Czuł jak jego życie po prostu przelatuje mu przez palce. Czy maił jeszcze po co żyć? Nie miał pojęcia co teraz będzie. Sam płacz i smutek go tak wymęczył, że w końcu zasnął.
Nadal stał w tym samym miejscu jedynie odprowadził Taemina wzrokiem kiedy opuszczał szpital. Był zszokowany słysząc tak brutalne słowa z ust młodszego, a zwłaszcza, że nieświadomie posądził go o śmierć jego własnego brata. Przecież ten wypadek nie zdarzył się z Jonghyuna inicjatywy więc jak on w ogóle mógł coś takiego powiedzieć? W tym momencie czuł się jakby ktoś mu tak porządnie przywalił w twarz. Jeszcze nigdy nie był aż tak zmieszany z błotem choć nie raz bywał w takich sytuacjach gdzie nie jeden po nim jechał z czystą wzajemnością. Przecież nie pozwoli się nikomu obrażać, a tym bardziej nie miał prawa zwracać się tak do Kim Jonghyuna. Jak zawsze miał coś do powiedzenia tak teraz po prostu wpatrywał się biernie bez najmniejszego celu w podłogę. W tym momencie poczuł się jakby naprawdę nic nie znaczył dla białowłosego. Bo przecież taka była prawda, a czego mógł się spodziewać, chyba nie gwiazdki z nieba ani nie tego, że chłopak rzuci mu się w ramiona zapominając o całym otaczającym go bólu. Normalnie by to zignorował, ale nie mógł. Po prostu nie mógł. Coś w środku nie pozwalało mu wyrzucić z głowy tego co zapadło mu w pamięci, słów, które w jakiś sposób wywarły na nim wrażenie. Czy to możliwe, aby mógł czuć się zraniony? Tylko w jakim tego słowa znaczeniu? Nigdy takiego czegoś nie odczuwał, tego dziwnego ucisku na sercu, który za żadne skarby świata nie chciał go opuścić. Czy to naprawdę możliwe, że się zakochał, a teraz odczuwa tego małe skutki? Nigdy nie przeżył swojej pierwszej miłości i niestety, ale Taemin miał racje. Nie wie co to jest i co oznacza. Od małego dorastał w domu gdzie wiał chłód, a rzekomą miłość zastępowały pieniądze, które miały wyleczyć wszystkie wyrządzone rany. Takowe rozumowanie posiadali jego tak zwani rodzice, choć ci ludzie nie mieli prawa się za nich uważać. Przecież nigdy ich nie było kiedy Jonghyun ich potrzebował, nie wspierali go w podejmowanych przez niego decyzjach, nic o nim nie wiedzieli. Czasami miał wrażenie, że zapomnieli iż posiadają syna ponieważ zawsze liczyła się dla nich praca oraz własne szczęście kompletnie olewając tym małego bruneta, który czuł się odtrącony. W szkole często przesiadywał sam izolując się od innych, zamykał się w sobie, a każdą osobę od siebie odpychał. Po prostu nie potrafił nikogo do siebie dopuścić, bał się bólu, który zadawali mu rodzice każdego dnia, nie potrzebował więcej. Dlatego wyrósł na nieczułego jak to inni określali dupka. Mieli racje, był okropny, ale nie umiał się zmienić. Pewnego dnia odszedł, by wreszcie odciąć cię od całego otoczenia, by móc albo chociaż spróbować zacząć wszystko na nowo. Opuścił swoje rodzinne miasto aby zamieszkać w głównej stolicy swojego państwa. Niestety mieszkania wcale nie były tanie, jak również wiele innych rzeczy o czym Jonghyun doskonale zdawał sobie sprawę. Dlatego złapał się najbrudniejszej lecz najbardziej opłacalnej pracy jaka była możliwa. Sprzedawanie narkotyków nie było proste jak na samym początku starszemu się wydawało, było ciężkie i to bardzo oraz niebezpieczne. Lecz jako siedemnastolatek miał jakieś inne wyjście? Nigdzie indziej nie znajdzie pracy skoro był nieletni, dlatego zacisnął zęby i zmierzył się z wyzwaniem, które już po kilku dniach przyniosło zamierzone skutki. Przez to siedzi w tym interesie po dzień dzisiejszy. Jak każdy normalny człowiek musiał w końcu dać ujście swoim emocjom. W tym interesie on również znalazł swoje uzależnienie, znowu musiał przyznać racje białowłosemu ponieważ lubił sex. Wręcz uwielbiał, to jedyny sposób w jaki umiał wyładować wszystko co w nim siedzi bądź siedziało. Złość, smutek oraz żal, który nigdy nie potrafi go opuścić, przez co nie liczy się z innymi. Zawsze patrzy na to by jemu było dobrze nieważne czy komuś tym sprawia ból, choć nigdy nikogo nie zgwałcił, bo ludzie sami do niego przychodzili zdając sobie sprawę na co się piszą. Znali go, wiedzieli jaki jest przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo nikt nie poznał go na tyle aby wiedział co tak naprawdę czuje. Czasami się zastanawiał czy gdyby jego rodzice byli inni on również wyrósłby na inną osobę? Lecz te myśli szybko uciekały kiedy zatapiał się w ciele następnej dla Jonghyuna zabawki dając ponieść spełnieniu. Zawsze był do każdego chłodno nastawiony i podchodził z ogromnym dystansem do momentu aż nie poznał Taemina, który pojawił się w jego życiu całkiem przypadkowo. Był jednym z jego klientów, a połączył ich wspólny sex, który pomału przerodził się w coś więcej?
Zagryzł wargę czując właśnie, że chyba doszedł do nowych wniosków.
Czyżby właśnie zrozumiał, że wreszcie powinien się otworzyć zapominając o wyrządzonych w przeszłości krzywdach i iść po prostu naprzód? Czy będzie umiał skoro wcześniej mu się nie udało? Czy naprawdę chce to zrobić dla białowłosego? Nie mógł już dłużej się nad tym zagłębiać ponieważ obiegł go z tyłu czyjś głos, który naprawdę go zaskoczył. Co jak co, ale to była ostatnia osoba, której się tutaj spodziewał zobaczyć. Odwrócił się do Youngmina przodem lustrując jego zadowolony wyraz twarzy lecz to co mu powiedział wprawiło go w lekkie zdezorientowanie.
-Jeden problem mam z głowy, drugim zajmę się w najbliższym czasie i już nic nam nie przeszkodzi w byciu razem skarbie.
Szatyn opuścił szpital pozostawiając bruneta w całkowitej konsternacji.
~Minnie & Bummie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Jak mogłyście mi to zrobić, ja się pytam JAK mogłyście uśmiercić Kai'a? ;_; Chociaż w sumie spodziewałam się, że tak będzie xD
OdpowiedzUsuńNie wiem czy się cieszyć,czy płakać XD Z jednej strony jest mi strasznie żal Tae, a z drugiej cieszę się, bo teraz mam nadzieję,że wróci do Jjonga;)) Tylko ten dupek Youngmin może wszystko spieprzyć T.T No nic, zostało mi jedynie czekać, aż coś znowu dodasz;3 Pozdrawiam :***
OdpowiedzUsuń