żółty - Taemin ~ Minnie
niebieski - Jonghyun ~ Bummie
Szedł przed siebie, sam nie wiedział gdzie. Co miał teraz ze sobą zrobić? Nie mógł wybrać Kaiego bo straciłby Jonghyuna i narkotyki. Ale jeśli wybrałby dragi i bruneta to wtedy straciłby brata.
-Kurwa mać!! - krzyknął głośno i usiadł na dość wysokim krawężniku. Oparł łokcie o kolana, a głowę o dłonie, wplótł palce we włosy i zamknął oczy. Nie starał się nawet hamować łez. Był w kropce. Nie wiedział co miał z sobą zrobić. Powoli robiło się już ciemno. Spędził cały dzień na robieniu niczego. Poczuł na swoim ciele zimne krople. Deszcz. Super.. Jeszcze tego mu brakowało.
Wyjął z kieszeni telefon i jeden kontakt wpadł mu w oko, wybrał go i przyłożył słuchawkę do ucha.
-Cześć Tao, mógłbyś po mnie przyjechać? Eee.. mam taki problem, że niezbyt mam gdzie spać, mogę u ciebie przekimać?
Już po chwili siedział w czarnym samochodzie i trząsł się niemiłosiernie. Jego ubrania przemokły do ostatniej nitki. Gdy dojechali do domu blondyna, ten od razu dał mu ciuchy na zmianę, a potem obejrzeli film. W pewnym momencie Tae poczuł, że jego ręce zaczynają mocno drżeć. No tak.. Tego nie przewidział.
-Tao.. - szepnął cicho zerkając na niego wygłodniałym wzrokiem.
-Ojjj.. widzę, że mamy kogoś na głodzie. - uśmiechnął się lekko i po niespełna 10 minutach obaj trzymali w ręku strzykawkę. - Zawsze kupuje więcej, więc mam jeszcze trochę.
Białowłosy uśmiechnął się do blondyna i po chwili cieszył się tym znajomym odurzeniem, które tak bardzo go uzależniło.
~Tydzień później.~
Od paru dni jego telefon nieustannie dzwonił, nie mógł go odebrać, po prostu nie mógł. Wiedział, że jakby usłyszał głos Kaiego to by mu uległ, a w takiej sytuacji to było najgorsze co mógł zrobić. Mieszkał u Tao tydzień, i musiał przyznać, że mieszkanie dwóch narkomanów pod jednym dachem to nie jest dobry pomysł. Jak byli w domu dziecka, przecież było dokładnie tak samo. Spojrzał do lustra i obejrzał śliwę pod swoim okiem. Tao był człowiekiem którego bardzo łatwo było wyprowadzić z równowagi, w bidulu był do tego przyzwyczajony. Teraz chyba się odzwyczaił.
-Idę do sklepuuu - powiedział zakładając okulary i przytulając się do wyższego.
-Uważaj na siebie młody. - Blondyn poczochrał mu włosy i zamknął za nim drzwi.
Włożył słuchawki do uszu i powoli i spokojnie szedł przed siebie. Nagle poczuł, że ktoś dość mocno ciągnie go w tył. Wyjął słuchawki z uszu i spojrzał na ów osobnika, a jego oczy rozszerzyły się, a usta otworzyły ze zdziwienia i może przerażenia?
~Wołam cię gówniarzu.
Tego czego się w ogóle nie spodziewał tego, że spotka Jonghyuna.
Patrzył na niego nie wiedząc co ma zrobić. Uciekać? Krzyczeć? A może nie zwracać na niego uwagi? Najbardziej dziwiło go to, że czuł gdzieś w środku ulgę widząc bruneta, miał ochotę rzucić mu się na szyję i mocno przytulić. Ale jedyne co potrafił w tym momencie zrobić to stać w miejscu i wpatrywać się w bruneta przez czarne okulary.
Nawet się nie obejrzał, a już minął calusi tydzień odkąd chłopak zniknął, a przez ten czas w życiu Jonghyuna zapanowała czysta notoryczna monotonia, tak jak wcześniej zanim młodszy wszedł z buciorami. Tak jak każdego dnia wyruszył do miejsca gdzie przesiadywał całe dnie jak za dawnych czasów, po co miał wracać do domu skoro nikt tam na niego nie czekał? Cóż, prawda była taka, że przez pierwsze kilka dni przychodził wcześniej łudząc się, że zastanie tą białą czuprynę w środku, a chłopak najzwyczajniej uraczy go tym swoim uśmiechem rzucając na szyję jak to miał w zwyczaju, a jedyne co odnalazł to pustkę, która tam panowała. Młodszego nie było, a to wcale nie zapowiadało żeby miał zamiar wrócić. Naprawdę podjął taką, a nie inną decyzję zostawiając go samego? Może wtedy przesadził i gdyby nic mu nie powiedział nic by się nie zmieniło? Sam już nie wiedział, ale czuł pewnego rodzaju tęsknotę za białowłosym. Mimo tak krótkiej znajomość zdążył się już przyzwyczaić do jego obecności, a jej brak powodował u Jonghyuna dziwne zdezorientowanie. Telefony, smsy nic nie dawały, bo Taemin wcale nie miał zamiaru utrzymywać z nim kontaktu dlatego też odpuścił nastawiony myślą, że nie będzie zabiegać skoro chłopak ewidentnie nie chce mieć z nim nic wspólnego. Lecz dzisiaj coś się zmieniło, od rana posiadał jakąś taką siłę, która podjęła za niego taką a nie inną decyzję. Był zmotywowany i postanowił za wszelką cenę odnaleźć młodszego. Przecież nie może tego zostawić tak jak jest, bo to przecież nie w jego stylu. Kim Jonghyun jest ambitną osobą, która dąży do wyznaczonego sobie celu, która musi mieć to co sobie postanowi choćby miał iść na zabicie. Dlatego też obiecał, że nie wróci dopóki nie odnajdzie Taemina.
Nawet się nie obejrzał, a już minął calusi tydzień odkąd chłopak zniknął, a przez ten czas w życiu Jonghyuna zapanowała czysta notoryczna monotonia, tak jak wcześniej zanim młodszy wszedł z buciorami. Tak jak każdego dnia wyruszył do miejsca gdzie przesiadywał całe dnie jak za dawnych czasów, po co miał wracać do domu skoro nikt tam na niego nie czekał? Cóż, prawda była taka, że przez pierwsze kilka dni przychodził wcześniej łudząc się, że zastanie tą białą czuprynę w środku, a chłopak najzwyczajniej uraczy go tym swoim uśmiechem rzucając na szyję jak to miał w zwyczaju, a jedyne co odnalazł to pustkę, która tam panowała. Młodszego nie było, a to wcale nie zapowiadało żeby miał zamiar wrócić. Naprawdę podjął taką, a nie inną decyzję zostawiając go samego? Może wtedy przesadził i gdyby nic mu nie powiedział nic by się nie zmieniło? Sam już nie wiedział, ale czuł pewnego rodzaju tęsknotę za białowłosym. Mimo tak krótkiej znajomość zdążył się już przyzwyczaić do jego obecności, a jej brak powodował u Jonghyuna dziwne zdezorientowanie. Telefony, smsy nic nie dawały, bo Taemin wcale nie miał zamiaru utrzymywać z nim kontaktu dlatego też odpuścił nastawiony myślą, że nie będzie zabiegać skoro chłopak ewidentnie nie chce mieć z nim nic wspólnego. Lecz dzisiaj coś się zmieniło, od rana posiadał jakąś taką siłę, która podjęła za niego taką a nie inną decyzję. Był zmotywowany i postanowił za wszelką cenę odnaleźć młodszego. Przecież nie może tego zostawić tak jak jest, bo to przecież nie w jego stylu. Kim Jonghyun jest ambitną osobą, która dąży do wyznaczonego sobie celu, która musi mieć to co sobie postanowi choćby miał iść na zabicie. Dlatego też obiecał, że nie wróci dopóki nie odnajdzie Taemina.
~ godzinę później ~
Brunet krąży po mieście bez najmniejszego celu. Kiedy postanowił wyruszyć w poszukiwania nie obmyślił planu od czego mógłby zacząć. Dlatego też błąkał się jak ta zagubiona owieczka szukając jakiegokolwiek tropu. Pójście do domu gdzie mieszkał Kai to jedna z jego pierwszych myśli, które nawiedziły Jonghyuna umysł zaraz po opuszczeniu domu lecz czego się nie spodziewał to chyba tego, że nie zasta tam osoby po którą wyruszył. Jedyne co kołatało mu w tej chwili w głowie to słowa czarnowłosego, który wręcz krzyczał obelgi na niego twierdząc, że to wszystko jego wina. Bo była. Ale nie zamierzał się do tego przyznawać, a tym bardziej nie przed Jonginem, bo on był ostatnią osobą, którą mógłby w ogóle przepraszać. Choć wcale nie powiedział,że zamierza to zrobić. Tak więc co miał robić? Od czego zacząć? W tym momencie czuł się po prostu bezsilny. Dlatego też kiedy tylko dostrzegł tą dobrze znaną białą czuprynę wytrzeszczył oczy z wrażenia. Po prostu nie dowierzał we własne szczęście więc niewiele myśląc krzyknął jego imię lecz nastolatek nawet nie drgnął. Nie słyszał? Udawał, że nie słyszy? Zdenerwował się lekko, bo czuł się zignorowany dlatego też gdy był już blisko niego szarpnął go w tył, a sam zobaczył na jego twarzy zaskoczenie mieszane z przerażeniem kiedy tylko ujrzał jego postać.
-No co się tak patrzysz choćbyś ducha ujrzał? - prychnął wykrzywiając usta w grymasie, bo Taemin w dalszym ciągu nie uraczył go żadną konkretną odpowiedzią.
~Co ty tu robisz?
Słysząc jego drążący głos uśmiechnął się zadowolony pod nosem, nie spodziewał się go zobaczyć.
-Stoję, nie widać? - mruknął aczkolwiek szybko zmienił temat - Może teraz w końcu porozmawiamy?
-A mamy o czym? Dałeś mi wybór. Nie wybieram żadnej z opcji. Do normalnego funkcjonowania potrzebuję was obu rozumiesz? Chociaż nie, pewnie nic nie rozumiesz, bo jesteś przyzwyczajony do tego, że zawsze dostajesz to czego chcesz. Wiesz? chyba pierwszy raz ci się nie udało. Jeśli mam wybierać pomiędzy Tobą a Kaim to się wycofuję. I tak za niedługo się wykończę i wszyscy będziecie mieć święty spokój, czyż nie?- Był zły, ba, był wkurwiony do granic możliwości. Każde słowo wysyczał Jonghyunowi prosto w twarz, obserwując jego lekkie zdziwienie na twarzy. Kiedy brunet przez chwilę milczał Lee zastanawiał się co ma zrobić. Wyminąć go? Stać dalej? Rozmawiać z nim? Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że nie może wybierać pomiędzy nimi. Nie potrafi wybrać. Do życia potrzebuje obu. Nie wyobraża sobie, że mógłby któregoś z nich stracić.
~Możesz przestać?
-A dlaczego mam przestać, i być dla ciebie miły?
~Po co ci te okulary?
-Zostaw! - Nie zdążył odpowiednio szybko zareagować i czarne szkła znalazły się w ręce Jonghyuna.
~Boże... Co ci się...
-A od kiedy cię to interesuje? Nie udawaj zatroskanego. To tylko i wyłącznie moja sprawa i tobie kurwa nic do tego.
~Do cholery, przestań zwracać się do mnie takim tonem gówniarzu!
-Bo kurwa co?
~Bo ja tak mówię.
-Ja też wiele rzeczy mówię wiesz? Ale nigdy mnie nie słuchasz! Masz głęboko gdzieś to co JA myślę! Co JA czuję! Co JA mówię! Liczysz się tylko ty, ty i ty. Zawsze musi być tak jak ty chcesz, musisz dostać to czego ty chcesz i wszyscy muszą się ciebie słuchać! Nie mam zamiaru się tobie podporządkowywać! Patrzysz tylko na czubek własnego nosa i na to, żeby tobie było dobrze! W dupie masz innych! Jesteś kurwa pierdolonym egoistą! - wybuchł.. nie potrafił już tego wszystkiego w sobie trzymać. Emocje wzięły górę, łzy spłynęły po jego policzkach. Pchnął Jonghyuna w klatkę i chciał go wyminąć, lecz poczuł jak starszy przyciągnął go do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Krzyczał, wyrywał się ale wszystko na nic. Starszy był zbyt silny. Widząc, że nie ma najmniejszych szans, poddał się i wtulił się w ciało starszego zanosząc się szlochem.
Nie mógł patrzeć na te jego łzy, które przecież nie powinny były wypłynąć. Po prostu to było coś, rzecz która w pewnym sensie miękczyła jego serce, a przekonał się o tym właśnie w tej chwili, w tym o to momencie. Nie mógł znieść tej jego bezsilności, zdruzgotanego wyrazu twarzy, który powodował lekki ucisk na sercu starszego. Dlatego bez zastanowienia zgarnął ciało białowłosego w swoje ramiona. Czuł opór, lecz ani myślał go puścić, chciał go w pewnym sensie uspokoić, wyssać całą złość, która w nim buzowała. Kiedy widział, że Taemin najzwyczajniej się poddał oddając uścisk Jonghyun westchnął głęboko przymykając powieki.
-Przepraszam - szepnął choć nie był pewien czy chłopak to usłyszał bo nie reagował. Jakby zastygł w bezruchu, a przez chwilę miał nawet wrażenie, że przestał oddychać. Lecz nagle i niespodziewanie od niego odskoczył wpatrując w twarz starszego wręcz oszołomionym wzrokiem.
~C..co?
Był w szoku? Chyba nie tak wielkim jak on ponieważ sam nie spodziewał się, że powie to na głos, że kiedykolwiek się do tego przyzna w jego towarzystwie.
~Możesz powtórzyć?
Słysząc jego pytanie pokręcił jedynie głową z dezaprobatą jak rośnie w nim pewnego rodzaju frustracja, że chce aby się powtarzał. Cóż miał teraz do stracenia? W tym momencie chyba nic.
-Przepraszam - mruknął lecz zaraz po tym odchrząknął podnosząc nieco głos - Przepraszam, jasne?
Przeprosił go? Na prawdę te słowa wypłynęły z jego ust? Był w szoku. I to głębokim. Nie, że ten moment kiedykolwiek nastąpi. Co miał teraz zrobić? Kolejny raz był w kropce. tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim? Wrócić jak gdyby nigdy nic? Co z Kaim? Co z Tao? Miał już dość wszystkiego. Chciał po prostu zniknąć i mieć wszystko w dupie.
-Zadzwoń do Kaiego, niech przyjedzie. Powiedział i ruszył przed siebie podając mu komórkę.
Widział, że starszy jest niezadowolony, ale miał to w nosie. Chciał się zobaczyć z Jonginem i mieć już wszystko jasne, wiedzieć na czym stoi. Po chwili usłyszał jak Jong rozmawia z jego bratem. Uśmiechnął się lekko na myśl, że go zobaczy. Stęsknił się.
Szli powoli, w ciszy w stronę domu bruneta. Po ok. 40 minutach już siedział na kanapie z kartonikiem mleka bananowego w ręku. Odebrał telefon który właśnie dzwonił i uśmiechnął się słysząc znajomy głos.
-No hej kochanie, i jak tam?
-Miło cię słyszeć, wszystko ok? Martwiłem się. Będę trochę później, straszne korki..
-Tak, wszystko chyba ok. Musiałem przemyśleć kilka spraw. Czekamy na ciebie, uważaj na siebie kochanie.
-Oki, za jakieś pół godziny będę.
-Dobrze, kocham cię, do zobaczenia.
Zakończył połączenie i otulił się w ciepły koc. Poczuł takie miłe ciepełko, spokój i ciszę. przymknął powieki i sam nie wiedział kiedy zasnął.
Po 3 godzinach obudził się rozglądając na boki. było już ciemno.
-Gdzie Kai?
~Jeszcze nie przyjechał.
-Co? Jak to? - spojrzał na zegarek - Jak to go jeszcze nie ma?! - wziął telefon i wybrał szybko jego numer. Pierwszy sygnał, drugi.. trzeci.. czwarty... nic. - coś jest nie tak.. - wybrał numer jeszcze raz z marnym skutkiem.
Przez najbliższe 4 godziny siedział jak na szpilkach, Kai nie przyjeżdżał, a jego telefon wciąż nie odpowiadał. Martwił się jak cholera, a czas dłużył się nieubłaganie. gdy usłyszał dźwięk telefonu aż podskoczył, szybko odebrał jednak słowa które usłyszał zmroziły mu krew w żyłach.
~Minnie & Bummie
-A mamy o czym? Dałeś mi wybór. Nie wybieram żadnej z opcji. Do normalnego funkcjonowania potrzebuję was obu rozumiesz? Chociaż nie, pewnie nic nie rozumiesz, bo jesteś przyzwyczajony do tego, że zawsze dostajesz to czego chcesz. Wiesz? chyba pierwszy raz ci się nie udało. Jeśli mam wybierać pomiędzy Tobą a Kaim to się wycofuję. I tak za niedługo się wykończę i wszyscy będziecie mieć święty spokój, czyż nie?- Był zły, ba, był wkurwiony do granic możliwości. Każde słowo wysyczał Jonghyunowi prosto w twarz, obserwując jego lekkie zdziwienie na twarzy. Kiedy brunet przez chwilę milczał Lee zastanawiał się co ma zrobić. Wyminąć go? Stać dalej? Rozmawiać z nim? Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że nie może wybierać pomiędzy nimi. Nie potrafi wybrać. Do życia potrzebuje obu. Nie wyobraża sobie, że mógłby któregoś z nich stracić.
~Możesz przestać?
-A dlaczego mam przestać, i być dla ciebie miły?
~Po co ci te okulary?
-Zostaw! - Nie zdążył odpowiednio szybko zareagować i czarne szkła znalazły się w ręce Jonghyuna.
~Boże... Co ci się...
-A od kiedy cię to interesuje? Nie udawaj zatroskanego. To tylko i wyłącznie moja sprawa i tobie kurwa nic do tego.
~Do cholery, przestań zwracać się do mnie takim tonem gówniarzu!
-Bo kurwa co?
~Bo ja tak mówię.
-Ja też wiele rzeczy mówię wiesz? Ale nigdy mnie nie słuchasz! Masz głęboko gdzieś to co JA myślę! Co JA czuję! Co JA mówię! Liczysz się tylko ty, ty i ty. Zawsze musi być tak jak ty chcesz, musisz dostać to czego ty chcesz i wszyscy muszą się ciebie słuchać! Nie mam zamiaru się tobie podporządkowywać! Patrzysz tylko na czubek własnego nosa i na to, żeby tobie było dobrze! W dupie masz innych! Jesteś kurwa pierdolonym egoistą! - wybuchł.. nie potrafił już tego wszystkiego w sobie trzymać. Emocje wzięły górę, łzy spłynęły po jego policzkach. Pchnął Jonghyuna w klatkę i chciał go wyminąć, lecz poczuł jak starszy przyciągnął go do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. Krzyczał, wyrywał się ale wszystko na nic. Starszy był zbyt silny. Widząc, że nie ma najmniejszych szans, poddał się i wtulił się w ciało starszego zanosząc się szlochem.
Nie mógł patrzeć na te jego łzy, które przecież nie powinny były wypłynąć. Po prostu to było coś, rzecz która w pewnym sensie miękczyła jego serce, a przekonał się o tym właśnie w tej chwili, w tym o to momencie. Nie mógł znieść tej jego bezsilności, zdruzgotanego wyrazu twarzy, który powodował lekki ucisk na sercu starszego. Dlatego bez zastanowienia zgarnął ciało białowłosego w swoje ramiona. Czuł opór, lecz ani myślał go puścić, chciał go w pewnym sensie uspokoić, wyssać całą złość, która w nim buzowała. Kiedy widział, że Taemin najzwyczajniej się poddał oddając uścisk Jonghyun westchnął głęboko przymykając powieki.
-Przepraszam - szepnął choć nie był pewien czy chłopak to usłyszał bo nie reagował. Jakby zastygł w bezruchu, a przez chwilę miał nawet wrażenie, że przestał oddychać. Lecz nagle i niespodziewanie od niego odskoczył wpatrując w twarz starszego wręcz oszołomionym wzrokiem.
~C..co?
Był w szoku? Chyba nie tak wielkim jak on ponieważ sam nie spodziewał się, że powie to na głos, że kiedykolwiek się do tego przyzna w jego towarzystwie.
~Możesz powtórzyć?
Słysząc jego pytanie pokręcił jedynie głową z dezaprobatą jak rośnie w nim pewnego rodzaju frustracja, że chce aby się powtarzał. Cóż miał teraz do stracenia? W tym momencie chyba nic.
-Przepraszam - mruknął lecz zaraz po tym odchrząknął podnosząc nieco głos - Przepraszam, jasne?
Przeprosił go? Na prawdę te słowa wypłynęły z jego ust? Był w szoku. I to głębokim. Nie, że ten moment kiedykolwiek nastąpi. Co miał teraz zrobić? Kolejny raz był w kropce. tak po prostu zapomnieć o tym wszystkim? Wrócić jak gdyby nigdy nic? Co z Kaim? Co z Tao? Miał już dość wszystkiego. Chciał po prostu zniknąć i mieć wszystko w dupie.
-Zadzwoń do Kaiego, niech przyjedzie. Powiedział i ruszył przed siebie podając mu komórkę.
Widział, że starszy jest niezadowolony, ale miał to w nosie. Chciał się zobaczyć z Jonginem i mieć już wszystko jasne, wiedzieć na czym stoi. Po chwili usłyszał jak Jong rozmawia z jego bratem. Uśmiechnął się lekko na myśl, że go zobaczy. Stęsknił się.
Szli powoli, w ciszy w stronę domu bruneta. Po ok. 40 minutach już siedział na kanapie z kartonikiem mleka bananowego w ręku. Odebrał telefon który właśnie dzwonił i uśmiechnął się słysząc znajomy głos.
-No hej kochanie, i jak tam?
-Miło cię słyszeć, wszystko ok? Martwiłem się. Będę trochę później, straszne korki..
-Tak, wszystko chyba ok. Musiałem przemyśleć kilka spraw. Czekamy na ciebie, uważaj na siebie kochanie.
-Oki, za jakieś pół godziny będę.
-Dobrze, kocham cię, do zobaczenia.
Zakończył połączenie i otulił się w ciepły koc. Poczuł takie miłe ciepełko, spokój i ciszę. przymknął powieki i sam nie wiedział kiedy zasnął.
Po 3 godzinach obudził się rozglądając na boki. było już ciemno.
-Gdzie Kai?
~Jeszcze nie przyjechał.
-Co? Jak to? - spojrzał na zegarek - Jak to go jeszcze nie ma?! - wziął telefon i wybrał szybko jego numer. Pierwszy sygnał, drugi.. trzeci.. czwarty... nic. - coś jest nie tak.. - wybrał numer jeszcze raz z marnym skutkiem.
Przez najbliższe 4 godziny siedział jak na szpilkach, Kai nie przyjeżdżał, a jego telefon wciąż nie odpowiadał. Martwił się jak cholera, a czas dłużył się nieubłaganie. gdy usłyszał dźwięk telefonu aż podskoczył, szybko odebrał jednak słowa które usłyszał zmroziły mu krew w żyłach.
~Minnie & Bummie

OMG! Nie spodziewałam się takiego końca o.o Może Kai umże i Tae zostanie z Jjongiem?? ;)) Tak wiem, okropna jestem;-; No nic zostało mi jedynie życzyć Ci weny i czekać na następny rozdział :**Pozdrawiam K.S.E
OdpowiedzUsuńO.o
OdpowiedzUsuńDAWAJCIE KOLEJNY ROZDZIAŁ BO SIĘ PORYCZĘ