sobota, 29 sierpnia 2015

Nie zapomnij o mojej miłości...


Cześć robaczki  <3 Przychodzę do was z takim o to shotem i zapraszam was do czytania :) mam nadzieję, że wam się spodoba :)
Ps. Następny rozdział "Daj mi to czego pragnę.." jest w trakcie tworzenia, niedługo powinien się pojawić :* Już nie przedłużając, zapraszam do czytania :*

~*~


Trzymał go w swoich rękach i drżącą dłonią gładził jego blady policzek wyczekując aż usłyszy czyjś głos w słuchawce.
-Pogotowie? Proszę przyjechać, mój chłopak... on... on.. został postrzelony..
Nie potrafił powstrzymać łez, a może wcale nie chciał ich powstrzymywać?
Miał świadomość, że miłość jego życia umiera, a co najgorsze, że umiera przez niego...
-Minwoo, słyszysz!? Nie zostawiaj mnie!
Jak w transie powtarzał wykonywane czynności , 30 uciśnięć i 2 wdechy, 30 uciśnięć i 2 wdechy...
-Min do cholery wracaj do mnie!
Nagle poczuł mocne szarpnięcie w tył. Przyjechała karetka. Ktoś coś do niego mówił lecz nie słuchał go. Patrzył na wielką plamę krwi nie mogąc się z tym wszystkim pogodzić. To moja wina..
Kiedy zabrali go do karetki od razu wszedł za nim.Nie wyobraża sobie, żeby zostawić go samego, musi być obok.  
Kochanie, nie możesz odejść...


~*~

Czuł się jakoś tak dziwnie, jakby śnił, lecz to wszystko było tak bardzo realistyczne... Takie prawdziwe...
-Nie.. to nie może być sen...
~Minwoo...
-Mama? - Był w szoku słysząc jej głos... Przecież ona...
~Synku mój kochany... Tak strasznie za tobą tęskniłam...
Wtulił się mocno w ramiona ukochanej matki i starał się zrozumieć to wszystko co się właśnie dzieje, tą całą sytuację w której się właśnie znajduje.
-Mamo.. tak bardzo tęskniłem.. 
~Ciii, nic nie mów syneczku...
- A tak właściwie to co ja tutaj robię? - zapytał patrząc w ciemne oczy brunetki
~Postrzelili cię, ale już jest dobrze... Już nie cierpisz kochanie. - lekki uśmiech wypłynął na usta kobiety.
Jak on za tym tęsknił, za nią, za jej uśmiechem, za jej głosem, za wszystkim...
-Czyli teraz zostanę z tobą?
~To wszystko zależy od ciebie kochanie. Jeśli chcesz tam wrócić musisz walczyć.
-A jeśli chcę zostać z tobą?
~Cóż, też masz takie prawo, nie mogę cię do niczego zmusić, to tylko i wyłącznie twoja decyzja.
Nie zastanawiał się długo nad podjęciem decyzji.
-Chcę zostać z tobą mamo, nie chcę cię znów stracić.
~Jesteś pewny tej decyzji kochanie? - w głosie matki dało słyszeć się zmartwienie.
-Tak mamo. pamiętasz nasz ostatni dzień razem?
~Oczywiście, że pamiętam kochanie.
-Nie chciałaś iść ze mną na dwór. Powiedziałem ci wtedy, że cie nienawidzę. To były moje ostanie słowa do ciebie. Tak strasznie ich żałuję..
~Już dobrze skarbie... Miałeś wtedy siedem lat.
-Zdecydowanie wolałbym,żeby zamiast tamtych słów padły trzy inne.
~Jakie?
-Kocham Cię Mamo. Naprawdę, przepraszam cię za wszystko.
~Spokojnie synku, nie masz mnie za co przepraszać. Na pewno nie chcesz walczyć?
-Nie mamo, tam jest sam ból, kłamstwa, nienawiść i zazdrość. Mam już dość tego wszystkiego. Tu mam ciebie oraz spokój i brak zmartwień. Mam to, czego mi przez tyle lat brakowało.

~*~


Siedział pod salą nerwowo oczekując na jakąkolwiek informację. Gdy zauważył lekarza od razu do niego podbiegł wypytując o stan swojego chłopaka.
-Przepraszam! Nazywam się Jo Kwangmin, jestem jego chłopakiem, może mi pan powiedzieć, w jakim on jest stanie?
-Niestety, nie mam dla pana dobrych wiadomości. kula przebiła tętnicę. Nie byliśmy go w stanie uratować.. Przykro mi.
Poczuł jak ziemia ucieka mu spod nóg. W jednej chwili cały jego świat legł w gruzach. Tyle pytań krążyło u po głowie, nie kontrolował łez które spływały po jego policzkach.
Nie... To niemożliwe... To nie może być koniec...


Ciąg dalszy nastąpi... może :p

~Minnie

sobota, 22 sierpnia 2015

Przypadkowe spotkanie.



Cześć, cześć :) Napisałam kiedyś coś, ale dopiero teraz to skończyłam. Shot długi, ale to chyba dobrze, nie? Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu. Miłego czytania! ;)



~*~


Mijały pierwsze godziny lecz to i tak nic nie zmienia, nie zamierza wrócić. Nie chce nigdy więcej oglądać tych wszystkich ludzi na oczy dlatego też przy pierwszej lepszej okazji się spakował i gdy nikogo nie było w domu wyruszył w swoją życiową podróż. Mogłoby się wydawać to aktem desperacji, ale to nie była prawda. Planował to już od dłuższego czasu, musiał odejść, nie mógł w dalszym ciągu przebywać pod jednym dachem z osobami, które w ogóle nie liczą się z jego zdaniem. Ludźmi, którzy przy pierwszej lepszej okazji zrobiliby z niego kogoś kim nie jest. Nie mógł znieść, że ciągle podejmowali za niego decyzje, robili wszystko jak to uważali dla „jego własnego dobra.” Ale koniec tego, teraz on zadecydował. Sami go do tego zmusili, czy żałował? Nie. Wreszcie czuje się wolny, wreszcie może robić to co mu się żywnie podoba, a o to mu przecież chodziło. Wyjechał daleko, tam gdzie nikt nigdy go nie znajdzie i tak spędził pierwsze kilka dni. Na podróżowaniu, przenoszeniu się z miejsca na miejsce, zwiedzaniu, życiu jak wolny ptak aczkolwiek jednej rzeczy nie przewidział kiedy postanowił uciec. Faktu dość oczywistego oraz ważnego, który teraz dał o sobie znać. Pieniądze. Owszem wywodził się z rodziny dość majętnej więc grosza mu nigdy nie brakowało lecz skoro odejdzie spod rodzinnych progów nie pomyślał jak je zdobędzie. Przecież aby żyć potrzeba jedzenia, a żeby mieć żywność trzeba ją kupić, by ją zakupić potrzeba szeleszczących papierków, których w tym momencie było u niego coraz mniej. Oszczędności, które posiadał pomału się kończyły. Wiedział, że jest za młody i nikt mu nie da pracy z zatrudnieniem, ale również zdawał sobie sprawę, że pod żadnym pozorem nie może wrócić więc czuł, że był w tak zwanej kropce, sytuacji wręcz bez wyjścia. Chociaż pewnego dnia zdarzyło się coś dziwnego, czego w sumie by się nigdy nie spodziewał aczkolwiek taka sytuacja właśnie miała miejsce, która bardzo odmieniła jego los.


~*~


Dzień nie był jakiś wyjątkowo upalny,  a wydawać by się mogło, że to środek lata. Było ciepło to fakt, ale nie na tyle gorąco by pocić się jak świnia. Chociaż? To nie było odpowiednie określenie z racji tego iż mieszkał właśnie na wsi i musiał w tym momencie użerać się z tym zwierzakiem.
-Ej… nie uciekaj.. stój.. no co za głupi zwierz – fuknął rozjuszony robiąc już którąś próbę z kolei by złapać biegającego prosiaka.
-Taehyung, nie wygłupiaj się, muszę zrobić obiad, a nie będę czekać na niego nieskończoność – westchnęła kobieta wyglądając przez otwarte okno z kuchni – Jeśli tak się będziesz do tego zabierał w życiu go nie zjemy.
Chłopak, który przymierzał się właśnie do skoku podniósł wzrok na swoją mamę, a na twarzy był widoczny dość spory grymas.
-Wiesz dobrze, że bez taty to nie takie proste.. – mruknął, a czarnowłosa zagryzła niepewnie wargę ponieważ nie spodziewała się, że jej syn w dalszym ciągu będzie to przeżywać oraz rozpamiętywać. Owszem jej też nie było z tym łatwo, ale była dość silną kobietą aby się po tym pozbierać najwidoczniej Taehyung nadal się z tym wszystkim nie pogodził. Dlatego wytarła mokre ręce o wiszący ręcznik i odstawiła czynność na dalszy plan wychodząc do swojego jedynego syna.
-Kochanie… - zaczęła lecz chłopak wyszedł z zagrody cały ubabrany błotem i usiadł na trawie spuszczając głowę – Przepraszam, nie wiedziałam, że tobie nadal jest z tym ciężko – usiadła obok niego zgarniając jego kruche ciało do swojej  piersi nie dbając o to czy będzie brudna.
Blondyn zerknął na nią zaskoczony.
-A tobie nie jest? – spytał z lekkim niedowierzaniem, bo przecież odkąd tylko pamiętał jego rodzice byli wręcz nierozłączni, zakochani w sobie po uszy, a teraz po śmierci taty jego mama nie wykazuje większej skruchy. Co zaskoczyło go i to dość bardzo.
-Oczywiście, że jest, ale gdybym siedziała i to w dalszym ciągu rozpamiętywała wszystko by klapło, a nie o to w tym chodzi przecież, prawda?
Pokręcił głową wyrywając się z jej uścisku, nie chce tego słuchać, nie może uwierzyć, że coś takiego wypłynęło z jej ust.
-Mamo bądźmy szczerzy już się wszystko wali, a to tylko kwestia czasu aby to upadło, nie damy z tym rady, nie wtedy kiedy jesteśmy sami  - spuścił wzrok czując narastającą złość, sam nie bardzo był pewien czy bardziej zdenerwowały go słowa matki czy fakt iż ona już pogodziła się ze śmiercią jego ojca. Jednego był pewien, że w takim stanie nie może z nią rozmawiać, musi trochę ochłonąć.
-Znajdziemy kogoś, wszystko się ułoży, obiecuję – lecz chłopak jej przerwał.
-Zbyt wiele obiecujesz, a nic jak na razie nie robisz w tym kierunku, czasami już sam nie wiem czy mam w to wierzyć czy najzwyczajniej w świecie olać i wiesz co? Chyba tak też zrobię. Sam coś wymyślę – warknął wbiegając do domu, a następnie do swojego pokoju. Ściągnął ubrania, które miał na sobie ponieważ nie nadawały się już do dalszego użytku, a następnie wrzucił je do kosza na brudy, sam zaś uwalił się na łóżku wcześniej jednak zahaczając o szybki prysznic. Wiedział, że tak tego nie zostawi, już jego w tym głowa aby wszystko znów było takie jak być powinno.


~*~


Nastał kolejny dzień, który od samego rana nie zapowiadał się jakoś wspaniale, ponieważ jak tylko się przebudził zastał za oknem dość spore smugi po deszczu aż wzdrygnął się na samą myśl, że będzie musiał chodzić w taką pogodę. Właśnie miał zamiar znów kłaść się spać lecz jego mama najwidoczniej miała inne plany dla niego gdyż chwilę później w całym domu rozbrzmiał jej krzyk. Nie chciał wstawać, nie chciał nigdzie iść, chciał tu zostać tak długo jak będzie mógł lecz czy to nie było by zbyt piękne? Niechętnie zwlókł się ze swojego posłania i ziewając podążył za dobiegającym go głosem.
-Dlaczego nie dasz mi spać? – spytał kiedy zastał ją siedzącą w salonie gdy oglądała jakiś stary, durny serial – Mamo? – zdziwił się, że kobieta w dalszym ciągu się nie ubrała, ani nic wokół siebie nie zrobiła co było do niej nie podobne.
-Przepraszam synku – westchnęła ciężko, a na jej twarzy zagościł śmieszy wyraz twarzy, aż w końcu wydała dość charakterystyczny dźwięk gdy się kicha. Już wszystko było jasne, a chłopak jedynie pokręcił głową przykrywając ją kocem pod sam czubek nosa.
-Leż, odpoczywaj. Musisz wyzdrowieć  - chciał już iść, ale czarnowłosa zatrzymała go ciągnąc za nadgarstek przez co odwrócił się przez ramię posyłając jej pytające spojrzenie.
-Kochanie zrobisz zakupy? Miałam iść, ale sam widzisz w jakim jestem stanie  - na co blondyn pokiwał porozumiewawczo głową  i  gdy się doprowadził do porządku dziennego, a mianowicie umył się, ubrał a na koniec wypsikał perfumami wyszedł z domu biorąc najpierw z sobą parasol. Niestety nie mieszkał blisko jakiegokolwiek sklepu dlatego też zanim doszedł do takowego musiał trochę przejść aczkolwiek jemu to w szczególny sposób nie przeszkadzało ponieważ lubił spacery, no może niekoniecznie w deszcz. Ale gdy tylko był w środku zerknął na dość sporą listę, która znajdowała się na kartce w jego ręce, a następnie podał ją sprzedawcy, który tylko zerknął na nią wzrokiem. Kilka minut potem wszystko znajdowało się w pokaźnie dużych siatkach, a V nawet miał lekki problem aby to wszystko unieść. Zapłacił i już by znów zatracił się w swoich myślach, ale w oddali na dworze pod małym daszkiem dostrzegł chłopaka trochę młodszego od siebie. Siedział skulony trzymając w rękach coś co przypominało mały scyzoryk na sam widok ostrza przez Tae przeszły ciarki. Sam nie bardzo wiedział co go w tym momencie kierowało kiedy podszedł  do owego osobnika, który nawet nie zwrócił na niego szczególnej uwagi.
-Chłodno jest, przeziębisz się – odezwał się jako pierwszy wyciągając z małego plecaczka, który wcześniej zabrał bluzę i narzucił ją na ramiona nieznajomego.  Chłopak uniósł zaskoczony brwi w górę ponieważ nie spodziewał się, że ktokolwiek do niego zagada, a co dopiero zainteresuje się nim w bardziej szczególny sposób.
-Nie szkodzi – mruknął oddając blondynowi jego własność, a sam wrócił do poprzedniej czynności, którą chłopak mu przerwał.
-Szkodzi, bierz, a nie gadaj – wcisnął mu ubranie spoglądając na niego wzrokiem nie znoszącym sprzeciwów, a młodszy cicho westchnął wciągając na siebie bluzę, którą otrzymał od kogoś kogo widzi pierwszy raz na oczy – Zaraz lepiej, dlaczego siedzisz tutaj w taką pogodę? Gdzie mieszkasz? Odprowadzę cię – chwycił za jego dłoń – Jakiś ty zimny, mam lepszy pomysł zrobię ci w domu ciepłą herbatę.
Nieznajomy zszokowany nie wiedział co ma powiedzieć, bo chyba nie bardzo pojmował zaistniałą sytuację dopiero gdy chłopakowi udało się go podnieść do pionu nagle oprzytomniał.
-Dlaczego to dla mnie robisz? Nawet się nie znamy – odparł niezbyt przekonany co do dobroci blondyna, który mimo wszystko uśmiechał się przyjaźnie. Nikt nie jest bezinteresowny, a Jeongguk się o tym przekonał i to niejednokrotnie. Kim jedynie wzruszył ramionami, a następnie wystawił w jego stronę dłoń, którą Jeon niepewnie uścisnął w dalszym ciągu wpatrując się w twarz towarzysza nieufnie.
-Jestem Taehyung i przestań tak na mnie patrzeć bo to chyba nic złego, że chcę ci pomóc, nie? –pociągnął go za sobą, a czerwonowłosy przystanął wyrywając się z uścisku.
-Dlaczego?  - zmrużył podejrzliwie oczy, a starszy jedynie cicho westchnął.
-To idziesz czy nie? – puścił jego wcześniejsze pytanie mimo uszu wpatrując się w niego wyczekująco.
Chłopak stał chwilę w miejscu w lekkiej konsternacji aczkolwiek ruszył smętnie w kierunku którym podążył blond włosy.
  

~*~


Kiedy weszli do domu Taehyunga, Jungkook uważnie się zaczął rozglądać gdyż różnił się od jego własnego i to o wiele. Choćby nawet tym, że był o wiele mniejszy, ale zdecydowanie bardziej przytulniejszy. Choć musiał przyznać zdziwił się i to bardzo faktem iż chłopak mieszka na wsi gdyż nie wyglądał na takiego. Ubrania tego nie wykazywały, ani hm.. zapach? Po długich namysłach musiał stwierdzić, że oczarował go dom blondyna nie tylko z tego powodu, że był on ładnie urządzony, ale z tego, że pierwszy raz był w takim miejscu.  Stanął w małym przedpokoju i  czekał na starszego, który kazał mu tu chwilę zostać, a kiedy wrócił kiwnął mu głową aby za nim poszedł lecz przytkał sobie palec do ust aby pozostał cicho. Tak też uczynił.


~*~


Siedzieli od jakiś 20 minut w całkowitej ciszy gdyż żaden z nich nie wiedział co zrobić, czy powiedzieć, a dlaczego? Są sobie obcy to jeden z powodów, który komplikował.
-Przez cały ten zamęt nawet nie poznałem twojego imienia – zaczął Tae Tae chcąc przerwać niezręczną atmosferę, a chłopak sączący swój trunek pod ciepłym kocem nagle przeniósł na niego  wzrok.
-Jeongguk – mruknął cicho.
-Jeongguk, Kookie – zamyślił się na chwilę Kim, a następnie uśmiechnął delikatnie – Chyba już wiem jak będę cię nazywał.
A młodszy kolejny raz tego dnia patrzył na starszego szeroko otwartymi oczyma wręcz zdumiony z powodu jego otwartości. Naprawdę był mu wdzięczny za gościnę lecz nie bardzo wiedział jak ma mu to okazać.

-Jeszcze raz dziękuję za gorącą herbatę Taehyung, ale będę już szedł – podniósł się z jego łóżka zerkając za okno lecz wtedy kiedy jego wzrok tam powędrował na niebie  przeszedł wielki, biały piorun, a czerwonowłosy zrobił zdębiałą minę. Nienawidził burzy, tak cholernie się jej bał, a fakt iż nie ma gdzie się podziać wcale mu w tym nie pomagał. Starszy wyczuł, że coś jest nie tak bo mimowolnie spojrzał w to samo miejsce co Kookie, a na jego twarzy zagościł pogodny uśmiech.
-W burzę chcesz iść – spojrzał na zegar wiszący na ścianie – Kurcze, późno już, Może lepiej zostaniesz na noc? Nie mam tutaj jakiś luksusów, ale możesz spać w moim łóżku, ja się prześpię na kanapie – poklepał miejsce na którym siedział, a młodszy bez zastanowienia pokręcił przecząco głową.
-Nie. Nie mogę – starał się odmówić lecz słysząc ten przeraźliwy hałas zagryzł wargę.
-Daj spokój, przecież widzę, że się boisz…– złapał go za dłoń – Kookie.
Poczuł jak przechodzi dreszcz po jego ciele kiedy słyszał to jakże pieszczotliwe zdrobnienie, a w ustach starszego brzmiało to jeszcze bardziej uroczo. Westchnął cicho po prostu się poddając i przystał na jego propozycję.
-No dobrze, ale to twoje łóżko, nie będę zajmował ci twojego miejsca –  stwierdził po chwili namysłu.
-Jesteś gościem, nie będziesz spał na kanapie – Tae upierał się przy swoim lecz czerwonowłosy nie chciał tego słuchać gdyż on już podjął decyzję.
-Tym bardziej nie będę spał w twoim łóżku, ono nie należy do mnie. Tylko do ciebie – rozsiadł się na kanapie naprzeciwko, a widząc na niebie wielki piorun lekko się skulił co nie uszło uwadze Tae Tae.
-Jeongguk – westchnął ciężko, ale chłopak wcale nie reagował robiąc tak zwaną dobrą minę do złej gry.
No ale cóż mógł poradzić na upór młodszego?  Gdy był już umyty, przebrany i gotowy do snu spojrzał ukradkiem na chłopaka, który leżał do niego plecami twarzą zwrócony do pobliskiej ściany. W dalszym ciągu się zastanawiał co go zmusiło do tego aby udzielić mu pomocy, nikt go przecież nie zmuszał. Więc co się nagle stało, że stał się dobroduszny? Z takimi myślami i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi usnął sam nawet nie wiedząc kiedy.


~*~


Zanim uchylił powieki mruknął cicho pod nosem z zadowolenia. Było mu wygodnie aż nie chciało mu się otwierać oczu lecz wiedział, że nie może się dłużej obijać i gdy tylko to uczynił był w ciężkiej konsternacji. Zdał sobie sprawę, że to nie jego dom ani nie miejsce w którym wczoraj zasypiał. Dopiero teraz zorientował się, że leży w łóżku starszego, a gdy przekręcił swoją głowę zauważył jego twarz niebezpiecznie blisko swojej własnej przez co nieświadomie podskoczył wskutek czego wylądował na zimnej podłodze. Jakby tego było mało swoim nierozważnym zachowaniem obudził blondwłosego, który spojrzał na niego lekko zaspany.
-Stało się coś? – mruknął ospale przecierając ręką jedno oko – Która godzina? – spytał rozglądając się niezbyt przytomnie.
Jeon przyglądał się tak chwilę starszemu i musiał przyznać, że w tym momencie wyglądał całkiem uroczo, a kiedy przyłapał się na tym o czym pomyślał zarumienił się lekko spuszczając z niego wzrok zażenowany.
-Nie, a właściwie to tak – zmienił zdanie po namyśle – Jakim cudem wylądowałem w twoim łóżku skoro z tego co się orientuję zasypiałem na kanapie, prawda? – zagryzł niepewnie wargę, a chłopak przechylił zabawnie głowę w bok otwierając lekko usta jakby chciał coś powiedzieć lecz żaden dźwięk się z nich nie wydostał – Taehyung?
-E..e co? – zamrugał kilkakrotnie oczyma, a dopiero teraz zdał sobie sprawę, że znów się zamyślił – Przepraszam, no.. No bo zasypiałeś lecz kiedy obudziłeś mnie w nocy i zauważyłem jak się wierzgasz niespokojnie zrobiło mi się ciebie żal. A gdy tylko przeniosłem cię do swojego łóżka uspokoiłeś się jak gdyby nigdy nic – wzruszył ramionami jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, a młodszy poczuł jak robi mu się głupio.
-Przepraszam – mruknął – Wiesz co? Dziękuję za gościnę i herbatę, ale będę się już zbierał – stanął na równych nogach, a blondyn chwilę później powtórzył po nim czynność.
-Poczekaj chwilę to cię odprowadzę..
-Nie, nie – zatrzymał go gestem ręki – Nie ma takiej potrzeby, naprawdę
Już miał wyminąć starszego jak miewał chłopaka lecz poczuł coś na swoim nadgarstku co jak się potem okazało jego dłonią. Zerknął na niego zaskoczony.
-Jeongguk, proszę cię – widząc wzrok blondwłosego poczuł jak robi mu się jakoś tak cieplej gdzieś tam w środku lecz ostatecznie wyszarpał się z uścisku schodząc pospiesznie na dół. Założył buty oraz kurtkę, która dziwnym trafem była już sucha i niewiele myśląc opuścił dom chłopaka. Popełnił błąd, że tutaj w ogóle przyszedł, nie powinien był ulegać. Zarzucił na plecy wcześniej wzięty plecak i ruszył w drogę do… nikąd. 


~*~


Od dobrych kilku dni w jego domu nie układa się najlepiej. Farma została zaniedbana przez to, że ciągle musiał usługiwać chorą matkę, nie miał czasu by cokolwiek zrobić przy ogródku bądź zwierzętach. Co gorsza kobieta z dnia na dzień czuła się coraz gorzej co jedynie martwiło dziewiętnastolatka, ale za żadne skarby świata nie chciała jechać do szpitala. A chłopak uważał to za karygodne lecz nic w tej sprawie nie miał do powiedzenia, nie mógł zmusić swojej rodzicielki do zmiany decyzji dlatego było mu jeszcze ciężej. Do tego wszystkiego dochodziła sprawa Jungkooka, którego znalazł tydzień temu. Nie wiedział co się z nim dzieje, czy wszystko z nim w porządku.
Dzisiejszego dnia jak każdego innego o godzinie 10 rano wybrał się na zakupy pierw upewniając się czy jego matce aby na pewno niczego nie brakuje. Jak każdego dnia miał cichą nadzieję spotkać tajemniczego chłopaka, który siedzi w jego głowie od jakiegoś czasu, ale ostatnio miał pecha i ani razu na niego nie wpadł. Czy tym razem mu się poszczęści? Niosąc na plecach dość spory plecak z potrzebnymi rzeczami przechodził właśnie przez ciemną, wąską uliczkę by przeciąć sobie drogę do domu, a jego oczom ukazała się pewna postać. Oczy mu aż rozbłysły rozpoznając w nim znajomą osobę.

Siedział w jakimś ciemnym zaułku podparty plecami o jakąś starą kamienicę. Było mu źle, czuł się wręcz okropnie. Pieniądze mu się skończyły, jedzenia nie miał, a o mieszkaniu już nawet nie było mowy. Miał wrażenie, że jego żołądek się całkiem skurczył. Nawet nie pamiętał kiedy ostatnio coś jadł, nie miał wystarczająco dużo siły by pójść coś przyrobić, a po za tym miał tylko 17 lat, nikt by go przecież nie zatrudnił. Teraz jedynie pozostaje mu umrzeć z głodu i wycieńczenia. Lecz czy to jego omamy słuchowe, a może wzrok już go myli? To znowu on, znowu uśmiechnięty, znowu pogodny, teraz wpatruje się w niego zmartwionym wzrokiem.
-Kookie? Kookie, to ty? – przykucnął naprzeciw badając chłopaka uważnym wzrokiem. Widząc wysuszone, krwisto czerwone, obszczypane usta, zapadnięte policzki, ogromne dołki pod oczami aż z wrażenia złapał się za głowę – Co ci się stało? Nie, nawet nie odpowiadaj, chodź – chwycił go za kruchą dłoń pomagając wstać lecz widząc, że i na to nie ma wystarczająco siły, chwycił Jungkooka jedną ręką pod kolanami, a drugą pod plecami. Czerwonowłosy był tak słaby, że jedyne co zdołał zrobić to wtulić się w ciepły tors starszego, a jego powieki opadły zasłaniając mu cały otaczający świat.


~*~


-Przepraszam, że robię ci znowu problem – westchnął pochłaniając drugą już porcję pieczonego kurczaka. Taehyung na słowa młodszego spojrzał pobłażliwym wzrokiem.
-Jaki znowu problem? – prychnął machając na to ręką – Jestem typem człowieka, który lubi pomagać innym taka już moja natura Jungkookie – uśmiechnął się obserwując jak chłopak pochłania jedzenie ze smakiem – Mogę cię o coś zapytać?
-Hm? – mruknął z pełną buzią przeżuwając ostatni kęs, a Taehyung lekko się zaśmiał na ten widok.
-Kiedy ostatnio coś jadłeś?
Oczy chłopaka zrobiły się wielkie niemalże jak pięciozłotówki dlatego spuścił wzrok na pusty już talerz.
-Tylko szczerze, proszę. Może się nie znamy za dobrze, ale uwierz, mi naprawdę możesz zaufać – posłał mu ciepły uśmiech
-4, może 5 dni temu? – wypalił po chwilowej ciszy, która między nimi zapadła.
-Jeongguk…  - pokręcił głową z czystą dezaprobatą nie miał pojęcia dlaczego, ale martwił się o tego chłopaka, który właściwie jest dla niego obcy. Wspomniany znów wbił swoje ciemne tęczówki w naczynie – Ktoś cię głodzi?
-Nie – odparł stanowczo – Nie chcę o tym rozmawiać – dodał.
-Rozumiem. Do niczego cię nie zmuszam – już chciał wstać i zanieść brudne talerze do kuchni lecz głos młodszego go zatrzymał w półkroku.
-Mogę mieć do ciebie prośbę? – spytał choć czuł się zażenowany tym o co miał zamiar prosić, ale wiedział, że to jedyny dla niego ratunek i nie ma wyjścia.
-Jasne, mów – zachęcił, a Jeongguk wziął głęboki oddech.
-Mógłbym u ciebie przenocować na kilka dni? Obiecuję, później sobie pójdę i dam ci spokój.
-Dla mnie możesz tu zostać nawet i na zawsze – usłyszał, a jego słowa nieco go zmieszały.Nie spodziewał się tak wielkiej otwartości ze strony chłopaka. Lekki uśmiech wpłynął na jego twarz kiedy blondyn opuścił pomieszczenie zostawiając go samego.


~*~


-Jak się czujesz mamo? – spytał gdy tylko przyniósł do domu torby z zakupami, a rodzicielka na słowa syna uśmiechnęła się pogodnie.
-Lepiej, dziękuję kochanie, że tyle mi pomagasz. Jesteś najlepszym synkiem jakiego matka mogłaby mieć – zacmokała wzdychając z zadowolenia.
-Daj spokój, to mój obowiązek – odwzajemnił gest biorąc się za rozpakowywanie prodkuktów lecz o czymś sobie przypomniał – Gdzie Jeongguk?
-Na farmie, patroszy kurczaki na obiad.
-Co? – uniósł brwi w zdziwieniu.
-Jeśli nie wierzysz sam sobie zobacz – zaśmiała się melodyjnie przerzucając następny kanał w telewizji. Tak jak kobieta mu poradziła odstawił wcześniejszą czynność wychodząc tylnymi drzwiami na zewnątrz, a to co przykuło jego uwagę to, to, że niemalże cały ogródek był wypielony, wszystkie chwasty w grządkach usunięte, trawa skoszona, a owoce zebrane z drzew. Stał zdumiony wpatrując się w obrazek rozgrywający się tuż przed nim.
-Jeonggok? – spytał wyrywając tym z zamyślenia czerwonowłosego, który tylko widząc Taehyunga uniósł kąciki ust w górę.
-Cześć hyung.
-Dlaczego ty? Kiedy ty? Jakim cudem udało ci się to wszystko zrobić? – nie bardzo wiedział jak ma sprecyzować pytanie bo zbyt wiele rzeczy chciał wiedzieć naraz, a młodszy lekko zachichotał.
-Jak ciebie nie było pousuwałem chwasty i skosiłem trawę, owoce pozbierałem jak przyszedłeś, a teraz patroszę kurczaka na nasz dzisiejszy obiad – wyszczerzył się. Był naprawdę z siebie dumny w tym momencie jak jeszcze nigdy. Tak strasznie się cieszył, że mógł pomóc w jakikolwiek sposób chłopakowi dziękując tym za gościnę, którą go uraczył od jakiś dwóch tygodni. Chciał mu się w ten sposób odwdzięczyć.
-Ale.. ale skąd wiedziałeś?
-Muszę się przyznać, wczoraj podsłuchałem rozmowę twoją jak i twojej mamy. Zrozumiałem, że potrzebujecie osoby, która pomoże wam to wszystko ogarnąć, a ja jestem do dyspozycji.
-Naprawdę? Ale mówisz poważnie? Chcesz nam pomóc? – oczy Taehyunga w tym momencie zaświeciły jeszcze jaśniej niż zazwyczaj.  Wiedział, że chłopak wiele przeszedł w życiu, a sam się o tym dowiedział kiedy pewnego dnia siedzieli razem pod jednym kocem.


~*~


Mimo iż zbliża się jesień to powinno być ciepło bo przecież jest koniec lata jednakże niektóre noce nie należały do najcieplejszych. Tak było i tym razem. Z kubkami gorącej herbaty popijanej od czasu do czasu podczas przerywanej rozmowy, kocem naciągniętym po same czubki palców u stóp oglądali jeden z nudnych serialów w telewizji. Odkąd się poznali nie mieli problemu ze wzajemnym dogadaniem się, a wręcz przeciwnie niekiedy rozumieli się jak jeszcze nikt inny. Dzisiejszego wieczoru mogłoby się wydawać, że ich rozmowa jest jak każda inna lecz nie tym razem. Właśnie dzisiaj postanowili się przed sobą otworzyć wyjawiając swoje największe problemy.
-Nie miałem lekkiego dzieciństwa. Rodzice od zawsze chcięli mną sterować nie dając mi prawa głosu. Nigdy mi to w szczególny sposób nie przeszkadzało, jako dziecku, ale gdy skończyłem te 15 lat, czułem się ograniczany. Zacząłem pomału rozumieć i docierało do mnie, że dzieciaki w moim wieku się bawią, szaleją, wychodzą w różne miejsca, a ja? Czułem się jak w klatce pod czujnym okiem zabójcy. Im więcej czasu mijało tym coraz mniej zaczęło mi to pasować, ba nawet mi to przeszkadzało. W swoje 16 urodziny pierwszy raz się im postawiłem. Zbuntowałem się nie mogąc znieść, że inni mogą więcej rzeczy niż ja. Szczerze? Mi nic nie było wolno. Co z tego, że miałem furę pieniędzy skoro swojego życia jakby w ogóle nie posiadałem bo było ograniczane przez nienormalnych rodziców? Wiem, nie powinienem tak mówić, ale oni chcieli zrobić ze mnie kogoś kim naprawdę nie jestem. Pewnego dnia zagroziłem im, że jeśli to się nie zmieni stracą mnie na zawsze. Nie wzięli sobie tego na poważnie gdyż nic sobie z moich słów nie zrobili lecz ja nie żartowałem, nie wytrzymałem tego. Wolałem żyć gdziekolwiek z kimkolwiek, nieważne gdzie byleby nie musieć siedzieć z tamtymi ludźmi. Czy za nimi tęsknię? Owszem, ale nie mogę wrócić. Coś sobie obiecałem i nie zamierzam tak łatwo się poddawać – zakończył swoją jakże wyczerpującą wypowiedź wbijając wzrok w ciesz znajdującą się w trzymanym naczyniu.
Blondyn jeszcze jakiś czas pozostawał cicho jakby chciał przeanalizować słowa swojego towarzysza dopiero później zabrał głos.
-Skoro uważasz, że twoja decyzja jest słuszna…
-Bo jest, nie chcę do nich wracać – jęknął niczym pięcioletnie dziecko, a następnie nieco odchrząknął – Nie chcę.
-Wiesz dobrze Kookie, że u mnie możesz zostać tak długo jak zechcesz – przytulił go do siebie. Nie popierał zachowania młodszego, ale nie miał prawa mu tego mówić. Nie chciał mu robić żadnych kazać, w końcu kiedyś sam to zrozumie.
-A… jak to było z tobą? – zagadnął przykuwając tym uwagę blondyna.
-Co ze mną?
-Bo wiesz… ty już coś o mnie wiesz, a ja o tobie nic. Gdzie jest twój tata? Jeszcze nigdy go u ciebie w domu nie widziałem – spytał, a Taehyung odepchnął go lekko od siebie wykopując się z koca. Mógł się spodziewać, że on go kiedyś o to zapyta, ale nie spodziewał się, że to nadal będzie go tak boleć – Powiedziałem coś nie tak? Taehyung przepraszam! – zrobił przerażoną minę pierwszy raz widząc u chłopaka łzy.
-W porządku, masz prawo nic nie wiedzieć – przełknął ślinę – Otóż mój tata zginął dwa lata temu – pociągnął nosem ścierając łzę z twarzy – Przepraszam, ciężko mi jest o tym mówić.
-W porządku, rozumiem. Naprawdę – wstał by po chwili zgarnąć kruche ciało blondyna w swoje ramiona. Znów to samo ciepło co czuł kilka dni temu tyle, że teraz jakby było jeszcze bardziej odczuwalne. Było mu przyjemnie i musiał przyznać, że mógłby tak pozostać do końca życia.


~*~


Odkąd tylko Jungkook zgodził się pomagać mu jak i również jego mamie, która czuła już się na tyle dobrze by sama mogła się sobą zajmować ich relacje były jeszcze lepsze. Mimo że znali się tak krótko on miał wrażenie, że znają się od lat. To niewiarygodne, że po tak krótkim czasie można się do kogoś tak przywiązać. Tak, Jungkook był bliski sercu Taehyunga,  codziennie o nim myślał, pomagał w mniej czy bardziej trudniejszych rzeczach, był przy nim niemalże na okrągło. Uzależniał się od jego obecności. To niesamowite, nigdy się tak jeszcze nie czuł. To zdecydowanie nie do opisania. Fakt, nigdy się jeszcze nie zakochał. Dlatego nie wiedział na czym miłość polegała, czym była i kiedy się objawiała, ale kiedy tylko znajdował się przy czerwonowłosym jakby zapominał o całym świecie, a liczył się dla niego fakt by chłopak był jak najbliżej niego. Chodził jak zaczarowany, świat jakby nabrał nowych barw i kolorów, a to dzięki jednej, jedynej osobie.
Dzisiejszego dnia mieli wolne, niedziela. Dzień wolny od pracy dlatego od samego rana leżeli w łóżku. Od jakiegoś tygodnia zasypiają razem oraz budzą przy sobie. Właśnie bawił się włosami Jeonggoka kiedy on nagle uniósł głowę do góry by spojrzeć mu w oczy. Widząc wzrok chłopaka na sobie czuł jak serce przyspiesza swoją pracę.
-Tae chyba ci coś muszę powiedzieć – zaczął, a blondyn pokręcił lekko głową uśmiechając się.
-Nie to ja muszę ci coś powiedzieć…
-Od dobrego miesiąca czuję jakieś śmieszne uczucie. Coś na kształt motylków, które fruwają chcąc znaleźć wyjście by móc wydostać się na wolność. Robi mi się niemiłosiernie gorąco, a serce chyba zapomina o swoim naturalnym biegu, jak myślisz Taehyung? Co mi dolega? – czy on dobrze słyszy? Czy Jungkook właśnie wyznał mu swoją miłość? Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy jak on się cieszy, ale by ukryć choć trochę swoją radość jedynie pozwolił sobie na uniesienie lekko kącików ust.
-Nie jestem pewien, ale ta choroba to chyba miłość.
-Tak myślisz? – uniósł jedną brew.
Pokiwał twierdząco głową.
-A wiesz co ja ci powiem? – zaciął się na chwilę wpatrując się w zaciekawiony wyraz twarzy młodszego – Ja ciebie też kocham Kookie – uśmiechnął się szeroko, a chłopak leżący obok niego uniósł się lekko na łokciach zamykając ich usta w czułym pocałunku.
Miał wrażenie, że fajerwerki wybuchły mu w głowie kiedy czuł na swoich wargach te należące do Jeongguka. To co w tej chwili przeżywał nawet, nie wiedział jak miał to opisać. Przyciągnął więc chłopaka do siebie pogłębiając pieszczotę wiedząc, że w swoich ramionach trzyma całe swoje życie.


~*~


Kochał się przy nim budzić, zasypiać, a jeszcze bardziej przytulać oraz całować. Ogólnie go kochał, był tego niemalże pewien. Specjalnie wstał wcześniej przygotowując dla nich oraz swojej rodzicielki pyszne śniadanie. Mógłby zrobić dla niego dosłownie wszystko. Wziął, nałożył jedzenie na dwa talerzyki, a trzecią porcję postawił na stole wiedząc, że jego mama zaraz powinna wstać. Dwie pozostałe położył na tackę zanosząc do ich wspólnego pokoju. Widząc, że chłopak jeszcze śpi uśmiechnął się do siebie, a owy przedmiot trzymany w ręce ułożył delikatnie na jego kolanach sam pierw nachylając się nad nim. Musnął delikatnie usta Jeon co poskutkowało, bo chłopak zaraz gdy tylko się od niego oderwał rozchylił powieki. Rozejrzał się zaspanym nieco wzrokiem po pomieszczeniu ostatecznie zatrzymując go na jedzeniu leżącym tuż przed nim. Podparł się delikatnie na łokciach wpatrując się w to z niedowierzaniem.
-Przyniosłeś mi śniadanie? – spojrzał na blondyna, a szeroki uśmiech aż pchał się na jego twarz. Chłopak skinął głową.
-Dla ciebie wszystko, kochanie – puścił mu oczko wywołując u młodszego rumieńce na policzkach – Mam nadzieję, że jadalne – zaśmiał się biorąc również swój talerz z cieplutkimi naleśnikami.
-Nieważne, najważniejsze jest to, że zrobiłeś je dla mnie, nic więcej się nie liczy – westchnął z zadowoleniem pchając pierwszy kawałek do ust.
-I jak?
-Taehyungie, to jest przepyszne – nałożył na widelec kolejną porcje również pakując ją sobie do buzi.
Parsknął gromkim śmiechem kiedy tylko zerknął na twarz młodszego, który uniósł jedynie pytająco brew do góry.
-Jesteś brudny skarbie..
-Naprawdę? Gdzie?
Nie musiał o nic więcej pytać bo chłopak zlizał mu bitą śmietanę z kącika ust sam później zatapiając w nich swoje własne.


~*~


Ich pierwsza randka była jedną z najlepszych, które będzie wspominać do końca swojego życia. Dosłownie, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla niego czegoś takiego. Był wzruszony do granic możliwości chociaż rzadko pokazywał słabość, teraz łzy cisły mu się same do oczu. Oczywiście, łzy szczęścia. To co Taehyung dla niego robi.. Nawet nie wie jak to opisać. Wspaniałe? Niesamowite? Cudowne? Nie, zdecydowanie nie ma odpowiednich słów by to w jakikolwiek sposób ująć. Wytarł swój lekko już wilgotny policzek przenosząc swoje zapłakane tęczówki na postać swojego chłopaka.
-Jest tu przepięknie.. Dziękuję – wtulił się w jego ciepły tors zaciągając się leśnym zapachem.
Było idealnie. W okół nich rozciągający się las, naprzeciw malutkie jeziorko z małym wodospadem, na trawie rozciągnięty koc z różnymi smakołykami, a co najważniejsze. Byli sami w ciszy i spokoju. Westchnął z zachwytem. To miejsce wręcz bajkowe i aż nie mógł uwierzyć, że chłopak zabrał w nie właśnie jego.
-Jesteś najważniejszą osobą w całym moim życiu. Chcę żebyś o tym zawsze pamiętał. Bez względu na to co się wydarzy, jak potoczą się nasze dalsze losy zawsze będziesz moim kochanym skarbem. Nie chcę byś rozpamiętywał przeszłość tylko ruszył w kierunku przyszłości. Chcę byś pozostał silny taki jaki jesteś teraz, chcę również byś potrafił wybaczać bez względu na to co dana osoba ci zrobiła w życiu niekiedy naprawdę to może okazać się potrzebne. A co najważniejsze chcę byś zawsze pozostał mój Jungkookie – mówiąc te ważne słowa cały czas wpatrywał się w coraz to bardziej zapłakane oczy czerwonowłosego – Proszę cię, nie płacz – starł wierzchem dłoni mokre policzki swojego chłopaka.
-Kocham cię Taehyung – w odpowiedzi złożył na ustach blondyna długi, namiętny pocałunek.


~*~


Było pięknie, niczego im nie brakowało. Ich miłość kwitła z dnia na dzień. Dopełniali się jak dwie jednakowe połówki pomarańczy, byli jednością. Ich uczucie wzmacniało więź, która była między nimi, dzięki niemu byli niepokonani. Niestety piękne i dobre chwile nie trwają wiecznie. Pewnego dnia gdy rozwarł swoje powieki nie zastał czerwonowłosego obok. Z myślą, że pewnie wstał już wcześniej niczym się nie przejął. Do czasu. Minęła godzina, druga, a chłopaka nadal nie było. Coś było nie tak, czuł to. Nie mógł odgonić od siebie samych czarnych scenariuszy. Dlatego wstał pospiesznie i zaczął się rozglądać na boki.
-Jeongguk? – zawołał lecz odpowiedziała mu głucha cisza.
-Jungkookie? – ponowił próbę zaglądając do pustej łazienki.
-Skarbie? Gdzie jesteś? – pytał schodząc na dół łudząc się, że zastanie go w kuchni lecz mylił się i to bardzo. Właściwie miał iść szukać go dalej gdyby nie jakiś kącek papieru, który przykuł jego uwagę. Z zaciekawieniem, ale również i obawą sięgnął po kartkę odwracając przodem do siebie. Był to list, a co najważniejsze znał to pismo…



„Miałeś racje, czas leczy rany. Przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że powinienem wrócić. Każdy zasługuje na drugą szansę, nie? Mimo że oni zawinili, tęsknię za nimi jak cholera. Przepraszam, że cię tu zostawiam, ale wiesz, że słusznie postępuję. Nie myśl sobie, że cię przestałem kochać, bo to nieprawda. Byłeś, jesteś i będziesz miłością mojego życia. To się nie zmieni. Jeszcze raz dziękuję za wszystko co dla mnie zrobiłeś, za najlepszy miesiąc w całym moim życiu, za to, że otworzyłeś się przede mną i ofiarowałeś mi coś najcenniejszego, swoje serce. Przykro mi jedynie, że to tak wyszło, ale mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy i że wybaczysz mi to co zrobiłem. Kocham Cię Skarbie!
Twój Jungkookie.”



Ścisnął papier w ręku. On odszedł. Odszedł nawet się z nim nie żegnając. Zostawił go, samego… Serce jakby w jednej sekundzie rozpadło się na drobne kawałeczki. Ale z jednego się cieszył, że jego Kookie wreszcie będzie szczęśliwy, bo zrozumiał błędy, które popełnił. Tylko jedynie nie mógł się pogodzić, że doszedł do takich wniosków jego własnym kosztem. Kiedy się kogoś kocha pozwala mu się odejść, prawda? On to zrobił. Ma tylko nadzieję, że niczego nie żałuje i że podjął właściwą decyzję, 



~Bummie

czwartek, 20 sierpnia 2015

Błąd.


Nie miałam czasu by wczoraj napisać jakąś krótką notkę od siebie tak więc robię to dzisiaj. Shot nie jest najlepszy, jest krótki, może trochę oklepany. Wiem, że są tam błędy, nie wyszedł jakbym tego chciała, ale co tam. Dodałam więc jest co mogę jeszcze napisać? Chyba tylko tyle byście wykorzystali ostatnie dni wakacji jak najlepiej. Ci, którzy od rana do wieczora przesiadują przed komputerem, wyjdźcie gdzieś, pojedźcie, zróbcie coś szalonego xD. Bo ani się nie obejrzycie, a szkoła was zawita. :/ Dlatego ja zmykam, a was zapraszam do czytania oraz komentowania :* ~ Bummie






~*~




Siedział na podłodze w swoim pokoju. Czuł łzy pod powiekami, które usilnie starały się wydostać na powierzchnię. Przecież miał być szczęśliwy. Miał już nigdy więcej nie zaznać smutku oraz cierpienia. Obiecał mu to. W takim razie co on tu robi? Dlaczego krzywdzi sam siebie? Dlaczego pozwala krwi spływać po swoich nadgarstkach? Poddał się. Pozwolił wygrać słabości, która zawsze wygrywała z siłą. Nie chciał walczyć, nie potrafił. Był tchórzem. Był zwyczajnym tchórzem, a takich ludzi się nie zatrzymuje. Życie nie jest dla słabeuszy, których pokonały życiowe problemy. Więc po co ktoś go miał ratować? Nawet jakby dał radę przetrwać nie potrafiłby się pozbierać oraz nie odnalazłby się w otaczającym go świecie. Czy miejsce w które ma zamiar się udać będzie właściwe? Tego dowie się już wkrótce…

Czuł się okropnie… Nie potrafił znieść tego, że pozwolił mu odejść. Nie starał się mieć go przy sobie. Gdyby mógł cofnąć czas odwołałby wszystko, a przede wszystkim słowa, które zaważyły na decyzji którą podjął Jeongguk. Nie chciał jego śmierci. Nie chciał by cierpiał. On po prostu… Obrał nową drogę w życiu na której nie będzie już więcej Jeon, ale nie chciał by to tak wyszło. W pewnym sensie obwiniał się o to co się stało i do końca życia będzie miał pewnego rodzaju poczucie winy, które starał się dusić.

Na pogrzebie wszystkie pary oczu były skierowane w jego kierunku jakby wywiercały w nim dziurę przez swój oskarżycielski wzrok. Mimo że to tylko mogło mu się wydawać, nie mógł odgonić od siebie tych kumulujących się myśli. Kiedy tylko ktoś się do niego odzywał słyszał tylko jedno: Morderca.
Przecież… przecież on nic nie zrobił… Nie zrobił…
Wmawiał sobie, ale to przecież on miał ogromny wpływ na Kookiego. Mógł go przed tym wszystkim powstrzymać. A on? Nic nie zrobił…

-Jungkookie.. – zaczął smętnym głosem martwiąc tym lekko siedzącego naprzeciw chłopaka.
-Wszystko w porządku? Coś się stało? – pytał podenerwowany.
I on ma mu powiedzieć, że to koniec? Nie może, nie umie.. Musisz Jimin, nie masz wyboru. Westchnął ciężko.
-Przepraszam… - mruknął, a chłopak przykucnął przed nim łapiąc w swoje ręce dłonie bruneta.
-Za co? – spytał, a czując łzę na swojej dłoni rozszerzył oczy – Jiminnie...?
-Jeongguk – spojrzał na niego poważnie – To koniec.
Młodszy chwilowo wpatrywał się w niego nieco otępiały, a chwilę później parsknął chaotycznym śmiechem ściągając przy tym brwi. Myślał, że to dobry żart lecz widząc wyraz jego twarzy od razu łzy stanęły mu w oczach.
-Powiedz, że się przesłyszałem… - usłyszał głuchą ciszę – Powiedz to… – cisza – Dlaczego do cholery milczysz? Odpowiedz wreszcie!
-Kookie.. spójrz na mnie… Jungkookie proszę cię.. – chwycił za jego nadgarstki, które niespodziewanie zaczęły uderzać go po klatce piersiowej.
-Obiecałeś mi coś… Obiecałeś, że nigdy mnie nie skrzywdzisz! Jesteś kłamcą! – krzyknął wyszarpując się z jego uścisku.
-Wiem co mówiłem, pamiętam.. Ale naprawdę tak będzie dla nas lepiej..
-Lepiej? – spojrzał na niego zapłakanym pełnym niedowierzania wzrokiem – Łamiąc mi serce na drobne kawałeczki uważasz, że będzie mi lepiej? Chyba tylko dla ciebie…
-Przepraszam… Jeszcze znajdziesz kogoś, dużo lepszego ode mnie…
-Nie chcę nikogo innego tylko ciebie… – zaszlochał.
-Jungkookie… –  wstał chcąc zgarnąć go w swoje ramiona lecz chłopak się odsunął.
-Pewnie jakby mnie nie było czułbyś się o wiele lepiej, prawda?
-Co? – spytał lecz młodszy jedynie trzasnął drzwiami oświadczając tym swoje odejście.


Nie rozumiał o co mu wtedy chodziło. Zagryzł wargę czując piekące łzy pod powiekami. Pamiętał ten dzień jakby to było wczoraj, a tak na dobrą sprawę minęło pięć lat. Przychodził tutaj codziennie. Nie tylko z wyrzutami sumienia, ale też dlatego, że czuł taką potrzebę. Chciał w ten sposób się jakoś odpłacić Jeonggukowi. Za swoją głupotę i błąd który popełnił. Błędem było, że w ogóle pozwolił ich relacjom zabrnąć tak daleko jak i również, że nie dopilnował tego by pozostał bezpieczny. Nie powinien był być z nim tylko dlatego by sprawić mu przyjemność. Zranił nie tylko jego jak i samego siebie. Wiedział, że go kocha, ale jak brata i nigdy by go nie pokochał jakby on tego chciał. Jedyne czego było mu żal to tego, że zrozumiał to tak późno i przez swoją głupotę stracił jedynego, najlepszego przyjaciela. Teraz wpatrywał się na wygrawerowane w grobie: Jeon Jeongguk, choć obiecał już sobie, że nie będzie więcej płakać nadal to robi. Za każdym razem kiedy tylko tu przychodzi. Pociągnął nosem ocierając łzy wierzchem dłoni. Znowu to samo. Znowu dał się ponieść emocjom, które od dawien dawna powinny być ukojone. 
-Przepraszam, że poznałeś takiego kretyna... - wyszeptał wstając z ławki na której siedział od dobrych kilku godzin. Pora wziąć się wreszcie w garść, stanąć na nogi... Wypuścił wcześniej wzięte powietrze ze świstem z ust. Poczuł coś mokrego na twarzy uniósł wzrok do góry, nawet niebo płacze razem z nim. Mimo że deszcz go przepłoszył. On tutaj jeszcze wróci, nie tylko jutro, pojutrze też tu będzie i popojutrze. Będzie wracał tutaj tak długo dopóki wyrzuty sumienia i poczucie winy go nie opuszczą, kto wie? Może i do końca życia?

~Bummie

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Daj mi to czego pragnę... [11]


No cześć robaczki :) I co tam u was? :) Wakacje niemiłosiernie zbliżają się do końca a my przychodzimy do was z nowym rozdziałem :) Cieszycie się? :) Mam nadzieję, że wam się spodoba, serdecznie zapraszam do czytania i komentowania :)

~*~

niebieski - Jonghyun ~ Bummie
żółty - Taemin ~ Minnie




Był niemiłosiernie wystraszony, kiedy chłopak przez jakieś 10 minut nie dawał znaków życia. W tym przypadku był nawet gotów zadzwonić po pogotowie, a całą odpowiedzialność wziąć na siebie nie przejmując się konsekwencjami. Lecz ostatecznie odrzucił tą opcję kiedy młodszy otworzył wreszcie oczy. Dlatego odetchnął z wielką ulgą jakby jeden kamień spadł mu z serca.
  
 Gdy się ocknął napotkał przerażony wzrok Jonghyuna. Uśmiechnął się do niego czule i pocałował jego usta.
-Dzień dobry kochanie, jak się spało? 
~Jesteś kurwa mać idiotą! 
Usłyszał krzyk a zaraz znalazł się w mocnym i ciasnym uścisku bruneta.
~Idiotą jakich kurwa mało...
-Ale przecież nic się nie stało...

 Nie mógł się powstrzymać by na niego nie krzyknąć, by nie wyładować swojej frustracji jaka w nim siedziała przez jego nierozważne zachowanie. Kiedy tylko słyszał jego głupie, bezmyślne słowa ledwo się hamował przed spoliczkowaniem go. Jak on w ogóle mógł w ogóle coś takiego powiedzieć?
-Nic się nie stało? Nie stało?! Chłopaku byłeś nieprzytomny i nie dający znaków życia! Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak mnie wystraszyłeś... Nie rób tak więcej, jasne? - ostatnie zdanie dodał już bardziej łagodnie lecz dopiero teraz dał sobie sprawę, że zbyt bardzo przejął się jego chwilowym stanem w jakim się znalazł. Bo przecież nigdy się tak przy nim nie zachowywał, a teraz ciężko mu będzie wytłumaczyć dlaczego tak jest. Ponieważ sam do końca nie był tego pewien. Nie był pewien co do niego czuje, bo to coś dla niego całkiem nowego, uczucie, które zaczęło w nim kwitnąć od niedawna, o którym pocięcie ma dopiero teraz. 
~Martwisz się o mnie?
Spojrzał na niego nieco zmieszany, a chłopak w dalszym ciągu oczekiwał od niego odpowiedzi na swoje pytanie, a on nie bardzo wiedział co ma powiedzieć. Podrapał się nieco zakłopotany po głowie unikając jego wzroku lecz chłopak wcale nie dawał za wygraną.
~Jonghyun...
-Jeśli by tak nie było myślisz, że przejąłbym się twoją utratą przytomności?  Że dziennie nie odchodziłbym od zmysłów kiedy zdawałem sobie sprawę, że cie nie ma w domu? Że kiedy muszę wyjść do pracy najzwyczajniej w świecie boję się zostawić cię samego? - mówił, a słowa ulatywały z niego ciurkiem nie myśląc szczególnie nad tym. Mówił to co uważał, to co w nim siedziało i nie chciało ujrzeć światła dziennego, a teraz po prostu nie wytrzymał. 
~Dlaczego? 
Dopytywał, chciał wiedzieć. Chciał usłyszeć od niego jasną, zrozumiałą odpowiedź na którą Jonghyun nie potrafił się zdobyć. Po prostu nie był w stanie mu teraz jej udzielić. 
-Nie wiem dlaczego tak jest, ale tak się dzieje, nie potrafię inaczej - odparł nieco wymijająco widocznie nie zadowalając tym Taemina, bo jego wyraz twarzy się nieco się wykrzywił - Chodź, idziemy teraz coś zjeść - chwycił za jego drobną dłoń nie przemyślając zbyt bardzo tego czynu bo gdy tylko go pociągnął chłopak przez swoją małą wagę poleciał niespodziewanie do przodu o mało nie upadając. 
~Nie chcę.
Usłyszał jego nagły sprzeciw co wcale mu się nie spodobało. 
-Nawet nie próbuj zaprzeczać, idziemy i koniec - mruknął, a kiedy już znaleźli się przy stoliku w kuchni usadził chłopaka przy nim sam zaglądając do wnętrza lodówki - Na co masz ochotę? - zagaił spoglądając na niego kątem oka. 
~Mówiłem, nie chce jeść. 
-Hm... na ramen z kurczakiem? Świetny wybór - uśmiechnął się wyciągając potrzebne składniki by przygotować posiłek przy okazji dostrzegając niedowierzające spojrzenie młodszego. 
~Jonghyun..
-Żadnych ale młody, musisz coś zjeść, chcesz wyglądać jak chodzące nieszczęście?- poszerzył swój uśmiech widząc rosnący grymas na buzi Taemina. 
~Jakbyś nie zauważył już nim jestem, nie widzisz jak wyglądam?
Starszy chwilę się zamyślił mierząc wzrokiem jego drobną, wychudzoną sylwetkę, a ostatecznie pokręcił głową. 
-Dlatego trzeba to zmienić. Już nie krzyw się tak, bo ci tak zostanie. Wiesz dobrze, że robię to tylko i wyłącznie dla twojego dobra. 
Pogładził go po jego lekko posklejanych kosmykach włosów, a chłopak cicho westchnął najwidoczniej się poddając. 
-Grzeczny chłopczyk. 

Siedział przy stole i z wielką niechęcią jadł, a właściwie grzebał widelcem w posiłku który był na jego talerzu. 
-Musze to jeść? - zapytał zerkając na Jonghyuna który z apetytem pochłaniał swoją porcję.
~Nawet mnie nie denerwuj młody.
-Ale może jednak nie muszę tego jeść? 
Widząc gromiący wzrok Kima tylko spuścił głowę i zabrał się do powolnego jedzenia posiłku. 
Nie chciało mu się jeść. Nie miał na to ochoty. Właściwie, to na nic nie miał ochoty. Uśmiechał się lekko przypominając sobie słowa Jonghyuna. 
~Tak cię zauroczył mój ramen że się do niego uśmiechasz? 
Parskał cicho i spojrzał na niego.
-Nie, geniuszu. Jestem dumny.
~Hohoho, z czego?
Starszy zaprzestał jedzenia, oparł się o oparcie krzesła i z uwagą wpatrywał się w białowłosego. 
-Z siebie. - uśmiechnał się i również oparł się o krzesło.
~A to dlaczego?
-Hmm... pomyślmy.. -Wstał z krzesła i podszedł do tego na którym siedział Jonghyun, sprawnie usiadł okrakiem na jego kolanach i popatrzył mu głęboko w oczy kładąc dłonie na jego karku. - Martwisz się o mnie. Sądząc po tym, jaką osobą jesteś raczej o nikogo poza sobą się nie martwisz, czyli dochodzę do wniosków, że byłem w stanie stopić lód w twoim sercu, i przebić się przez tą twoją powłokę za którą kryjesz się prawdziwy ty. - widząc pytające spojrzenie bruneta uśmiechał się lekko. - Nie jesteś taki jakiego udajesz przed wszystkimi. Tak na prawdę, jesteś delikatny, kochany i czuły. Każdy człowiek ma uczucia, a ty swoje ukryłeś pod skorupą przez którą nikomu nigdy nie pozwoliłeś się przedostać. Zastanawia mnie tylko jedno. Dlaczego akurat ja? Narkoman z pobliskiej ulicy, który wygada jak chodzące nieszczęście i nawet nie ma czym zapłacić ci za dragi? Możesz mieć każdego.. Kogokolwiek byś chciał. Jesteś przystojny, bogaty, seksowny..
Jak to starszy miał w zwyczaju wszedł mu w pół zdania.
~Chcę ciebie. Nie chcę nikogo innego. Wiesz co? Powiem ci tak. Może dla wielu wyglądasz jak chodzące nieszczęście, bo nie potrafią dostrzec tego co kryje się wewnątrz. Dla mnie jesteś piękny. Zobaczysz, troszkę przytyjesz i nikt nie powie ci, że wyglądasz jak chodzące nieszczęście. 
-Głupi jesteś... - zachichotał cicho i wtulił się w ciało bruneta. 
~Może i głupi, ale za to szczery. 
Obaj zaśmiali się cicho i trwali przez chwilę w lekkim uścisku. 
Poczuł jak starszy wstaje z krzesła odstawiając go na podłogę. 
~Muszę iść młody, czekaj na mnie i nie rób głupot. 
Nadymał policzki i patrzył jak brunet powoli się ubiera. 
-Wracaj szybko. Nudzi mi się samemu.. - uwiesił się na jego szyi gdy starszy miał już wychodzić. 
Starszy przysunął usta do jego ucha i cicho wyszeptał
~Z dnia na dzień lubię cię coraz bardziej wiesz? 
To co usłyszał zbiło go z nóg. patrzył na drzwi przez które przed chwilą wyszedł brunet i nie wierzył w to wszystko. Czuł jak narkotyk powoli przestaje działać. Cała ta sytuacja uderzyła w niego ze zdwojoną siłą. 
-To nie powinno mieć miejsca.. 
Poczuł wyrzuty sumienia. To wszystko co mówił, robił.. To nie miało prawa zaistnieć. Ta relacja która zaczęła się rodzić między nimi.. 
-Nie.. Nie.. Nie!
Nerwowo zaczął chodzić po pomieszczeniu.
-Nie mogę nic do niego czuć. Przecież Kai.. - Nie wiedział co miał robić, po raz kolejny czuł się zagubiony. w pamięci ukazały mu się słowa które jego brat wypowiedział chwilę przed śmiercią. -"Niech Jongyhun się tobą zaopiekuje.." Co rozumiesz przez słowo zaopiekuje? - przeczesał nerwowo splątane kosmyki - jak mam mu spojrzeć w oczy po tym wszystkim co powiedziałem? Byłem pod wpływem.. Ale czuje do niego takie dziwne nieokreślone coś... Ughh!! Taemin co ty pieprzysz do cholery! - pociągnął się za włosy i poszedł na górę do swojego pokoju, jednak jego uwagę przyciągnęły lekko uchylone drzwi których nigdy wcześniej nie zauważył. Były wbudowane w ściane i otwierane tylko za pomocą klucza. - Co to jest? - ostrożnie wszedł do środka szerzej otwierając drzwi. Niby pokój jak pokój, nic tu szczególnego. Kanapa, stół, kilka krzeseł, obraz.. krzywy obraz..
Był ciekaw dlaczego ów malunek jest tak krzywo powieszony. Podszedł bliżej jednak jego uwagę przyciągnęła lekko uchylona szafka. Otworzył ją i jego krew przyspieszyła swój bieg. Dużo.. na prawdę dużo strzykawek, proszków, tabletek i innych tego typu rzeczy równo poukładanych. Aż z wrażenia usiadł na podłodze. 
-O boże.. 
 Przesunął opuszkami po wszystkim co tam się znajdowało i wyjął kilka strzykawek. Nie myślał nad tym co robi. Chciał uciec od wszystkich problemów. Wstrzykiwał jedną dawkę za drugą, nie liczył ile i czego, to nie było w tej chwili ważne. Najważniejsze było to uczucie które po chwili nastąpiło. Rzucił wzrokiem na dość sporą liczbę pustych strzykawek. Uśmiechnał się i wstał chwiejnie, doszedł do drzwi przy pomocy ścian, lecz schody były zbyt trudnym celem jaki sobie obrał. 
-Jeden.. Drugi..  Trzee eeeee!! Kurwa mać! - krzyknął kiedy już znalazł się na samym dole a jego tyłek ucierpiał dość mocno. - shh.. głupie schody. 
Pozbierał się i na czworaka ruszył w stronę wyjścia na taras. Otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. Mocno zakręciło mu się w głowie więc położył się na trawie patrząc w niebo. 
-Takie piękne... - wyciągnął jedną rękę przed siebie, jakby chciał dotknąć białych obłoków. 
-Jakoś mi tak dziwnie.. - chciał wstać, ale nie był w stanie, w głowie kręciło mu się coraz mocniej, czuł jak traci kontrolę nad swoim ciałem, coraz ciężej było mu oddychać, jego powieki były tak ciężkie, że nie był w stanie ich otworzyć, położył się bezwładnie i zapanowała nad nim ciemność, a wszystkie odgłosy jakie go otaczały powoli cichły...

Poszedł, nie miał innego wyjścia, narkotyki same się przecież nie sprzedadzą. Tak bardzo nie chciał Taemina zostawiać samego w domu mimo faktu, że sytuacja między nimi się polepszyła nadal się o niego niepokoił. Sam nie wiedział dlaczego tak jest, dlaczego to w dalszym ciągu w nim siedzi nie chcąc opuścić. Daj spokój Jonghyun, wariujesz. Wszystko jest w porządku, nie dramatyzuj. Wziął głęboki oddech zaciągając się powietrzem trochę chłodnawej nocy. Było ciemno, a latarnie ledwo co oświetlały okolice, dlatego mało kto wtedy wysuwał nos poza dom. Lecz brunet był już przyzwyczajony, a ciemność mu nie była straszna dlatego dzisiaj postanowił, że urządzi sobie spacer, musi wszystko na spokojnie przemyśleć. Poukładać, a ta pora była wręcz idealna, pusto, cicho. Tego było mu po prostu potrzeba. Zamyślony zaszedł do swojego tradycyjnego miejsca w którym sprzedaje swoje proszki, a klienci od razu przyszli dostrzegając, że się zjawił. Przymknął na chwilę powieki starając skupić swoją uwagę na czymkolwiek lecz ona zawsze powracała do białowłosego, a złe przeczucia w dalszym ciągu nie dawały mu spokoju. A co gorsza miał dziwne wrażenie, że o czymś zapomniał, o czymś bardzo ważnym lecz teraz nie był w stanie sobie przypomnieć co to było. Poczuł lekkie szturchnięcie w ramię, a niemalże natychmiast otworzył oczy spoglądając na osobnika czujnie, a kiedy zdał sobie sprawę, kto zaszczycił go swoją obecnością zmarszczył brwi, a mina mu ewidentnie zrzedła.
-Po coś tu przylazł? - warknął już pomału zmęczony ciągłym nękaniem ze strony szatyna, który nic sobie z tego nie robił. Najwidoczniej nie zamierzając zrezygnować, o czym Jonghyun doskonale wiedział, po prostu nie wiedział co ma zrobić, aby przegonić natręta, który wcale nie był tu mile widziany. 
-Milutki jak zawsze - parsknął kręcąc głową pobłażliwie - Tęskniłem kochanie, chciałem cię zobaczyć. To źle? - spytał, a Jonghyun miał po prostu ochotę wstać i odejść, ale wtedy zachowałby się jak tchórz, którym rzecz jasna nie był. Jakiś Jo Youngmin mu wcale nie straszny.
-Wiesz co ci powiem? - wstał ze schodów na których jeszcze chwilę temu się znajdował i podszedł do młodszego przyciskając jego ciało do chłodnej, betonowej ściany budynku - Zrobię to tylko i wyłącznie ostatni raz dlatego słuchaj mnie uważnie, bo nie mam zamiaru się już powtarzać. Bardzo nie podoba mi się fakt, że nie dajesz mi spokoju. Jak bardzo mówiłem wtedy niewyraźnie, że nie jestem tobą zainteresowany i cokolwiek byś nie zrobił nie robi na mnie wrażenia? Nadal to do ciebie nie dociera? Okej - zmienił ton głosu na bardziej niski i aż czuł ten dreszcz, który przeszedł po ciele Yongmina, kiedy tylko go usłyszał - Spróbuj jeszcze kiedykolwiek mnie nękać, a osobiście dopilnuję, że tego popamiętasz i jeszcze jedno, spróbuj chociażby tknąć Taemina to przysięgam, że będziesz gryzł ziemię o wiele wcześniej niż byś tego oczekiwał. 
Widząc to uparte harde spojrzenie, którego chłopak z niego nie spuszczał choćby na chwilę sprawiło jedynie zirytowanie u starszego. Brunet niespodziewanie go puścił zbierając potrzebne rzeczy, które leżały aktualnie na ziemi. 
-Będziesz tego żałował, oboje będziecie... Nie znasz mnie.. nie wiesz jaki jestem, ale ze mną się nie zadziera, ja tak łatwo nie odpuszczam. Pożałujesz, że mnie nie wybrałeś Kim Jonghyunie, zobaczymy kto kogo wcześniej się pozbędzie! - słyszał jeszcze jego krzyk, który wcale nie zrobił na nim większego wrażenia, nie chciał go dłużej oglądać dlatego postanowił wrócić wcześniej. Na samą myśl, że za chwilę ujrzy białowłosego lekki uśmiech pchał na jego buzię. Lecz z każdą chwilą kiedy znajdował się bliżej posiadłości czuł, że coś jest nie tak. Nie potrafił tego zignorować dlatego nieco przyspieszył aż w końcu zaczął biec dość szybko docierając do celu. Szarpnął za klamkę wchodząc do środka, szukał wzrokiem obiektu swoich rozmyślań, którego na pierwszy rzut oka nie dostrzegł. 
-Taemin. Już jestem! Gdzie jesteś? - spytał chodząc po posiadłości lekko podenerwowany, bo nie słyszał odzewu z jego strony. Spokojnie, tylko się nie denerwuj.. Wszedł schodami na górę lecz tam również go nie zastał przez co zaczął się jeszcze bardziej denerwować. Kiedy przechodził obok pokoju, który zawsze był zamknięty zmroziło go. Jedyne na co zwrócił uwagę w tym momencie to puste opakowania po strzykawkach, a najgorsze dopiero stanęło przed jego oczami paraliżując jego ciało, Jeśli on je wszystkie zażył... Nie myśląc wiele zbiegł jak torpeda na dół szukając rozpaczliwie osoby, której jak na złość nie mógł znaleźć. 
-Taemin?! - krzyknął mając cichą nadzieję, że chłopak jednak tylko sobie z niego żartuje i zaraz wybiegnie mówiąc głośne "Bu". Lecz jak bardzo mógł się mylić? Wziął głęboki oddech kiedy wyszedł przez uchylone drzwi tarasu, a powietrze, które nazbierało się w jego płucach szybko z niego uleciało jak z pękniętego balonu. W jednej chwili czuł jak robi mu się gorąco, a zarazem zimno. Choć nie zastanawiał się już dłużej nad tym wszystkim, bo dział pod wpływem impulsu, oraz wielkiego strachu, który nim zawładnął zdając sobie sprawę, że chłopak wcale nie oddycha. 
-Taemin... kochanie, nie rób tego... Nie zostawiaj mnie.. Proszę... - rzucił rozpaczliwie zadając sobie sprawę, że teraz nie ma wyjścia, że musi zadzwonić na pogotowie. Wiedział, że prawdopodobnie dzielą ich minuty, które mogą osądzić o jego dalszym życiu. Nie wyobraża sobie tego, że mógłby go stracić, on nie może umrzeć, nie pozwoli mu na to, nie wtedy kiedy jest niemalże pewny co do niego czuje. Tak, kochał go i nie pozwoli mu tak łatwo odejść.  

~Minie & Bummie

niedziela, 9 sierpnia 2015

Painful memories...




Niestety to jeszcze nie rozdział. Przepraszam, ostatnio nie mam humoru, a nie chcę pisać czegoś na siłę by było. Bo nie o to w tym chodzi, nie? One shot pisany pod wpływem chwili choć, ile w tym prawdy? Nie wiem i jeszcze raz przepraszam. Obiecuję, zregeneruję się! ~ Bummie







~*~





Stoję w miejscu dlatego, że nie potrafię ruszyć dalej...
Dlaczego?
Każdy się o to pyta.
Po co?
To i tak bez sensu.
Mam wrażenie, że moje nogi przyrosły do tej ziemi choć to tylko moja wyobraźnia płata mi figle.
Każdy najmniejszy krok w przód to krok dalej i zostawienie tego co było, przeszłości.
Tak bardzo nie chcę cię zostawiać...
Chcę byś ruszył dalej równym tempem razem ze mną.
Dlaczego stoisz?
No tak, to co było już nigdy nie wróci...
Dni mijają, czuję się coraz gorzej.
Nie rozumiem tego, przecież zanim cię poznałem było wszystko w porządku.
Co jest ze mną nie tak, że tak ciężko jest mi się pogodzić z twoją utratą?
Zakochałeś się, ktoś mówi.
Śmieję się, to bez sensu.
Jak można pokochać człowieka w tak krótkim czasie?
Praktycznie go nie znając?
Bzdura.
To nic, że ciężko mi oddychać...
Co z tego, że mam nadmiar tlenu to mnie jedynie dusi, bo to nie ten, którego potrzebuje.
Serce mnie ściska na myśl, że już nigdy cię nie zobaczę...
A to co się wydarzyło, to będą jedynie moje piękne wspomnienia...
Było mi tak dobrze, gdy byłem przy tobie...
Jeszcze nigdy się tak nie czułem.
Wciąż pamiętam twój każdy dotyk...
On jedynie wypalił ogromną dziurę na moim ciele.
Serce mi kołacze jakby za chwilę chciało wyskoczyć...
Spokojnie, myślę.
To wszystko i tak jest już za tobą...
Na myśl o tym łzy same cisną się do oczu...
Przecież to nic, nic nie znaczy.
Ty traktowałeś to jak zabawę, nie wiedziałem o tym...
Nie myślałem gdy byłeś tak blisko.
Miałem cię na wyciągnięcie ręki wtedy, kiedy teraz ugrzęzłem i nie mam siły iść.
Wszystko mnie przytłacza.
Głos w głowie szepcze: Zapomnij o nim... 
Tyle, że ja chyba nie chcę o tobie zapomnieć...
Zagryzam wargę, to jeszcze cięższe..
Kiedy tak stoję znów słyszę te same słowa: Zakochałeś się... 
Przecież to niemożliwe...
Wzdycham.
Niemożliwe.
Powtarzam.
Zaciskam powieki wypuszczając powietrze ze świstem..
A może to prawda?
Otwieram oczy i cały świat jakby ulega zmianie.
Wszystko do mnie dociera...
Jest mi jeszcze gorzej...
Ponieważ zdałem sobie sprawę, że nieszczęśliwie się zakochałem i nic z tym zrobić nie mogę...

~ Bummie