Cześć, cześć :) Napisałam kiedyś coś, ale dopiero teraz to skończyłam. Shot długi, ale to chyba dobrze, nie? Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu. Miłego czytania! ;)
~*~
Mijały pierwsze godziny lecz to i tak nic nie zmienia, nie
zamierza wrócić. Nie chce nigdy więcej oglądać tych wszystkich ludzi na oczy
dlatego też przy pierwszej lepszej okazji się spakował i gdy nikogo nie było w
domu wyruszył w swoją życiową podróż. Mogłoby się wydawać to aktem desperacji,
ale to nie była prawda. Planował to już od dłuższego czasu, musiał odejść, nie
mógł w dalszym ciągu przebywać pod jednym dachem z osobami, które w ogóle nie
liczą się z jego zdaniem. Ludźmi, którzy przy pierwszej lepszej okazji
zrobiliby z niego kogoś kim nie jest. Nie mógł znieść, że ciągle podejmowali za
niego decyzje, robili wszystko jak to uważali dla „jego własnego dobra.” Ale
koniec tego, teraz on zadecydował. Sami go do tego zmusili, czy żałował? Nie.
Wreszcie czuje się wolny, wreszcie może robić to co mu się żywnie podoba, a o
to mu przecież chodziło. Wyjechał daleko, tam gdzie nikt nigdy go nie znajdzie
i tak spędził pierwsze kilka dni. Na podróżowaniu, przenoszeniu się z miejsca
na miejsce, zwiedzaniu, życiu jak wolny ptak aczkolwiek jednej rzeczy nie
przewidział kiedy postanowił uciec. Faktu dość oczywistego oraz ważnego, który
teraz dał o sobie znać. Pieniądze. Owszem wywodził się z rodziny dość majętnej
więc grosza mu nigdy nie brakowało lecz skoro odejdzie spod rodzinnych progów
nie pomyślał jak je zdobędzie. Przecież aby żyć potrzeba jedzenia, a żeby mieć
żywność trzeba ją kupić, by ją zakupić potrzeba szeleszczących papierków,
których w tym momencie było u niego coraz mniej. Oszczędności, które posiadał pomału
się kończyły. Wiedział, że jest za młody i nikt mu nie da pracy z
zatrudnieniem, ale również zdawał sobie sprawę, że pod żadnym pozorem nie może
wrócić więc czuł, że był w tak zwanej kropce, sytuacji wręcz bez wyjścia.
Chociaż pewnego dnia zdarzyło się coś dziwnego, czego w sumie by się nigdy nie
spodziewał aczkolwiek taka sytuacja właśnie miała miejsce, która bardzo
odmieniła jego los.
Dzień nie był jakiś wyjątkowo upalny, a wydawać by się mogło, że to środek lata.
Było ciepło to fakt, ale nie na tyle gorąco by pocić się jak świnia. Chociaż?
To nie było odpowiednie określenie z racji tego iż mieszkał właśnie na wsi i
musiał w tym momencie użerać się z tym zwierzakiem.
-Ej… nie uciekaj.. stój.. no co za głupi zwierz – fuknął
rozjuszony robiąc już którąś próbę z kolei by złapać biegającego prosiaka.
-Taehyung, nie wygłupiaj się, muszę zrobić obiad, a nie będę
czekać na niego nieskończoność – westchnęła kobieta wyglądając przez otwarte
okno z kuchni – Jeśli tak się będziesz do tego zabierał w życiu go nie zjemy.
Chłopak, który przymierzał się właśnie do skoku podniósł
wzrok na swoją mamę, a na twarzy był widoczny dość spory grymas.
-Wiesz dobrze, że bez taty to nie takie proste.. – mruknął,
a czarnowłosa zagryzła niepewnie wargę ponieważ nie spodziewała się, że jej syn
w dalszym ciągu będzie to przeżywać oraz rozpamiętywać. Owszem jej też nie było
z tym łatwo, ale była dość silną kobietą aby się po tym pozbierać najwidoczniej
Taehyung nadal się z tym wszystkim nie pogodził. Dlatego wytarła mokre ręce o
wiszący ręcznik i odstawiła czynność na dalszy plan wychodząc do swojego
jedynego syna.
-Kochanie… - zaczęła lecz chłopak wyszedł z zagrody cały
ubabrany błotem i usiadł na trawie spuszczając głowę – Przepraszam, nie
wiedziałam, że tobie nadal jest z tym ciężko – usiadła obok niego zgarniając
jego kruche ciało do swojej piersi nie
dbając o to czy będzie brudna.
Blondyn zerknął na nią zaskoczony.
-A tobie nie jest? – spytał z lekkim niedowierzaniem, bo
przecież odkąd tylko pamiętał jego rodzice byli wręcz nierozłączni, zakochani w
sobie po uszy, a teraz po śmierci taty jego mama nie wykazuje większej skruchy.
Co zaskoczyło go i to dość bardzo.
-Oczywiście, że jest, ale gdybym siedziała i to w dalszym
ciągu rozpamiętywała wszystko by klapło, a nie o to w tym chodzi przecież,
prawda?
Pokręcił głową wyrywając się z jej uścisku, nie chce tego
słuchać, nie może uwierzyć, że coś takiego wypłynęło z jej ust.
-Mamo bądźmy szczerzy już się wszystko wali, a to tylko
kwestia czasu aby to upadło, nie damy z tym rady, nie wtedy kiedy jesteśmy
sami - spuścił wzrok czując narastającą
złość, sam nie bardzo był pewien czy bardziej zdenerwowały go słowa matki czy
fakt iż ona już pogodziła się ze śmiercią jego ojca. Jednego był pewien, że w
takim stanie nie może z nią rozmawiać, musi trochę ochłonąć.
-Znajdziemy kogoś, wszystko się ułoży, obiecuję – lecz
chłopak jej przerwał.
-Zbyt wiele obiecujesz, a nic jak na razie nie robisz w tym
kierunku, czasami już sam nie wiem czy mam w to wierzyć czy najzwyczajniej w
świecie olać i wiesz co? Chyba tak też zrobię. Sam coś wymyślę – warknął
wbiegając do domu, a następnie do swojego pokoju. Ściągnął ubrania, które miał
na sobie ponieważ nie nadawały się już do dalszego użytku, a następnie wrzucił
je do kosza na brudy, sam zaś uwalił się na łóżku wcześniej jednak zahaczając o
szybki prysznic. Wiedział, że tak tego nie zostawi, już jego w tym głowa aby
wszystko znów było takie jak być powinno.
~*~
Nastał kolejny dzień, który od samego rana nie zapowiadał
się jakoś wspaniale, ponieważ jak tylko się przebudził zastał za oknem dość
spore smugi po deszczu aż wzdrygnął się na samą myśl, że będzie musiał chodzić
w taką pogodę. Właśnie miał zamiar znów kłaść się spać lecz jego mama
najwidoczniej miała inne plany dla niego gdyż chwilę później w całym domu
rozbrzmiał jej krzyk. Nie chciał wstawać, nie chciał nigdzie iść, chciał tu
zostać tak długo jak będzie mógł lecz czy to nie było by zbyt piękne?
Niechętnie zwlókł się ze swojego posłania i ziewając podążył za dobiegającym go
głosem.
-Dlaczego nie dasz mi spać? – spytał kiedy zastał ją
siedzącą w salonie gdy oglądała jakiś stary, durny serial – Mamo? – zdziwił
się, że kobieta w dalszym ciągu się nie ubrała, ani nic wokół siebie nie
zrobiła co było do niej nie podobne.
-Przepraszam synku – westchnęła ciężko, a na jej twarzy
zagościł śmieszy wyraz twarzy, aż w końcu wydała dość charakterystyczny dźwięk
gdy się kicha. Już wszystko było jasne, a chłopak jedynie pokręcił głową
przykrywając ją kocem pod sam czubek nosa.
-Leż, odpoczywaj. Musisz wyzdrowieć - chciał już iść, ale czarnowłosa zatrzymała
go ciągnąc za nadgarstek przez co odwrócił się przez ramię posyłając jej
pytające spojrzenie.
-Kochanie zrobisz zakupy? Miałam iść, ale sam widzisz w
jakim jestem stanie - na co blondyn
pokiwał porozumiewawczo głową i gdy się doprowadził do porządku dziennego, a
mianowicie umył się, ubrał a na koniec wypsikał perfumami wyszedł z domu biorąc
najpierw z sobą parasol. Niestety nie mieszkał blisko jakiegokolwiek sklepu
dlatego też zanim doszedł do takowego musiał trochę przejść aczkolwiek jemu to
w szczególny sposób nie przeszkadzało ponieważ lubił spacery, no może
niekoniecznie w deszcz. Ale gdy tylko był w środku zerknął na dość sporą listę,
która znajdowała się na kartce w jego ręce, a następnie podał ją sprzedawcy,
który tylko zerknął na nią wzrokiem. Kilka minut potem wszystko znajdowało się
w pokaźnie dużych siatkach, a V nawet miał lekki problem aby to wszystko
unieść. Zapłacił i już by znów zatracił się w swoich myślach, ale w oddali na
dworze pod małym daszkiem dostrzegł chłopaka trochę młodszego od siebie.
Siedział skulony trzymając w rękach coś co przypominało mały scyzoryk na sam
widok ostrza przez Tae przeszły ciarki. Sam nie bardzo wiedział co go w tym
momencie kierowało kiedy podszedł do
owego osobnika, który nawet nie zwrócił na niego szczególnej uwagi.
-Chłodno jest, przeziębisz się – odezwał się jako pierwszy
wyciągając z małego plecaczka, który wcześniej zabrał bluzę i narzucił ją na
ramiona nieznajomego. Chłopak uniósł
zaskoczony brwi w górę ponieważ nie spodziewał się, że ktokolwiek do niego
zagada, a co dopiero zainteresuje się nim w bardziej szczególny sposób.
-Nie szkodzi – mruknął oddając blondynowi jego własność, a
sam wrócił do poprzedniej czynności, którą chłopak mu przerwał.
-Szkodzi, bierz, a nie gadaj – wcisnął mu ubranie
spoglądając na niego wzrokiem nie znoszącym sprzeciwów, a młodszy cicho
westchnął wciągając na siebie bluzę, którą otrzymał od kogoś kogo widzi
pierwszy raz na oczy – Zaraz lepiej, dlaczego siedzisz tutaj w taką pogodę?
Gdzie mieszkasz? Odprowadzę cię – chwycił za jego dłoń – Jakiś ty zimny, mam
lepszy pomysł zrobię ci w domu ciepłą herbatę.
Nieznajomy zszokowany nie wiedział co ma powiedzieć, bo
chyba nie bardzo pojmował zaistniałą sytuację dopiero gdy chłopakowi udało się
go podnieść do pionu nagle oprzytomniał.
-Dlaczego to dla mnie robisz? Nawet się nie znamy – odparł niezbyt
przekonany co do dobroci blondyna, który mimo wszystko uśmiechał się
przyjaźnie. Nikt nie jest bezinteresowny, a Jeongguk się o tym przekonał i to
niejednokrotnie. Kim jedynie wzruszył ramionami, a następnie wystawił w jego
stronę dłoń, którą Jeon niepewnie uścisnął w dalszym ciągu wpatrując się w
twarz towarzysza nieufnie.
-Jestem Taehyung i przestań tak na mnie patrzeć bo to chyba
nic złego, że chcę ci pomóc, nie? –pociągnął go za sobą, a czerwonowłosy
przystanął wyrywając się z uścisku.
-Dlaczego? - zmrużył
podejrzliwie oczy, a starszy jedynie cicho westchnął.
-To idziesz czy nie? – puścił jego wcześniejsze pytanie mimo
uszu wpatrując się w niego wyczekująco.
Chłopak stał chwilę w miejscu w lekkiej konsternacji
aczkolwiek ruszył smętnie w kierunku którym podążył blond włosy.
~*~
Kiedy weszli do domu Taehyunga, Jungkook uważnie się zaczął
rozglądać gdyż różnił się od jego własnego i to o wiele. Choćby nawet tym, że
był o wiele mniejszy, ale zdecydowanie bardziej przytulniejszy. Choć musiał
przyznać zdziwił się i to bardzo faktem iż chłopak mieszka na wsi gdyż nie
wyglądał na takiego. Ubrania tego nie wykazywały, ani hm.. zapach? Po długich
namysłach musiał stwierdzić, że oczarował go dom blondyna nie tylko z tego
powodu, że był on ładnie urządzony, ale z tego, że pierwszy raz był w takim
miejscu. Stanął w małym przedpokoju
i czekał na starszego, który kazał mu tu
chwilę zostać, a kiedy wrócił kiwnął mu głową aby za nim poszedł lecz przytkał
sobie palec do ust aby pozostał cicho. Tak też uczynił.
~*~
Siedzieli od jakiś 20 minut w całkowitej ciszy gdyż żaden z
nich nie wiedział co zrobić, czy powiedzieć, a dlaczego? Są sobie obcy to jeden
z powodów, który komplikował.
-Przez cały ten zamęt nawet nie poznałem twojego imienia –
zaczął Tae Tae chcąc przerwać niezręczną atmosferę, a chłopak sączący swój
trunek pod ciepłym kocem nagle przeniósł na niego wzrok.
-Jeongguk – mruknął cicho.
-Jeongguk, Kookie – zamyślił się na chwilę Kim, a następnie
uśmiechnął delikatnie – Chyba już wiem jak będę cię nazywał.
A młodszy kolejny raz tego dnia patrzył na starszego szeroko
otwartymi oczyma wręcz zdumiony z powodu jego otwartości. Naprawdę był mu
wdzięczny za gościnę lecz nie bardzo wiedział jak ma mu to okazać.
-Jeszcze raz dziękuję za gorącą herbatę Taehyung, ale będę
już szedł – podniósł się z jego łóżka zerkając za okno lecz wtedy kiedy jego
wzrok tam powędrował na niebie przeszedł
wielki, biały piorun, a czerwonowłosy zrobił zdębiałą minę. Nienawidził burzy,
tak cholernie się jej bał, a fakt iż nie ma gdzie się podziać wcale mu w tym
nie pomagał. Starszy wyczuł, że coś jest nie tak bo mimowolnie spojrzał w to
samo miejsce co Kookie, a na jego twarzy zagościł pogodny uśmiech.
-W burzę chcesz iść – spojrzał na zegar wiszący na ścianie –
Kurcze, późno już, Może lepiej zostaniesz na noc? Nie mam tutaj jakiś luksusów,
ale możesz spać w moim łóżku, ja się prześpię na kanapie – poklepał miejsce na
którym siedział, a młodszy bez zastanowienia pokręcił przecząco głową.
-Nie. Nie mogę – starał się odmówić lecz słysząc ten
przeraźliwy hałas zagryzł wargę.
-Daj spokój, przecież widzę, że się boisz…– złapał go za
dłoń – Kookie.
Poczuł jak przechodzi dreszcz po jego ciele kiedy słyszał to
jakże pieszczotliwe zdrobnienie, a w ustach starszego brzmiało to jeszcze
bardziej uroczo. Westchnął cicho po prostu się poddając i przystał na jego
propozycję.
-No dobrze, ale to twoje łóżko, nie będę zajmował ci twojego
miejsca – stwierdził po chwili namysłu.
-Jesteś gościem, nie będziesz spał na kanapie – Tae upierał
się przy swoim lecz czerwonowłosy nie chciał tego słuchać gdyż on już podjął
decyzję.
-Tym bardziej nie będę spał w twoim łóżku, ono nie należy do
mnie. Tylko do ciebie – rozsiadł się na kanapie naprzeciwko, a widząc na niebie
wielki piorun lekko się skulił co nie uszło uwadze Tae Tae.
-Jeongguk – westchnął ciężko, ale chłopak wcale nie reagował
robiąc tak zwaną dobrą minę do złej gry.
No ale cóż mógł poradzić na upór młodszego? Gdy był już umyty, przebrany i gotowy do snu
spojrzał ukradkiem na chłopaka, który leżał do niego plecami twarzą zwrócony do
pobliskiej ściany. W dalszym ciągu się zastanawiał co go zmusiło do tego aby
udzielić mu pomocy, nikt go przecież nie zmuszał. Więc co się nagle stało, że
stał się dobroduszny? Z takimi myślami i brakiem jakiejkolwiek odpowiedzi usnął
sam nawet nie wiedząc kiedy.
~*~
Zanim uchylił powieki mruknął cicho pod nosem z zadowolenia.
Było mu wygodnie aż nie chciało mu się otwierać oczu lecz wiedział, że nie może
się dłużej obijać i gdy tylko to uczynił był w ciężkiej konsternacji. Zdał
sobie sprawę, że to nie jego dom ani nie miejsce w którym wczoraj zasypiał.
Dopiero teraz zorientował się, że leży w łóżku starszego, a gdy przekręcił
swoją głowę zauważył jego twarz niebezpiecznie blisko swojej własnej przez co
nieświadomie podskoczył wskutek czego wylądował na zimnej podłodze. Jakby tego
było mało swoim nierozważnym zachowaniem obudził blondwłosego, który spojrzał
na niego lekko zaspany.
-Stało się coś? – mruknął ospale przecierając ręką jedno oko
– Która godzina? – spytał rozglądając się niezbyt przytomnie.
Jeon przyglądał się tak chwilę starszemu i musiał przyznać,
że w tym momencie wyglądał całkiem uroczo, a kiedy przyłapał się na tym o czym
pomyślał zarumienił się lekko spuszczając z niego wzrok zażenowany.
-Nie, a właściwie to tak – zmienił zdanie po namyśle – Jakim
cudem wylądowałem w twoim łóżku skoro z tego co się orientuję zasypiałem na
kanapie, prawda? – zagryzł niepewnie wargę, a chłopak przechylił zabawnie głowę
w bok otwierając lekko usta jakby chciał coś powiedzieć lecz żaden dźwięk się z
nich nie wydostał – Taehyung?
-E..e co? – zamrugał kilkakrotnie oczyma, a dopiero teraz
zdał sobie sprawę, że znów się zamyślił – Przepraszam, no.. No bo zasypiałeś
lecz kiedy obudziłeś mnie w nocy i zauważyłem jak się wierzgasz niespokojnie
zrobiło mi się ciebie żal. A gdy tylko przeniosłem cię do swojego łóżka
uspokoiłeś się jak gdyby nigdy nic – wzruszył ramionami jakby to była
najbardziej oczywista rzecz na świecie, a młodszy poczuł jak robi mu się
głupio.
-Przepraszam – mruknął – Wiesz co? Dziękuję za gościnę i
herbatę, ale będę się już zbierał – stanął na równych nogach, a blondyn chwilę
później powtórzył po nim czynność.
-Poczekaj chwilę to cię odprowadzę..
-Nie, nie – zatrzymał go gestem ręki – Nie ma takiej
potrzeby, naprawdę
Już miał wyminąć starszego jak miewał chłopaka lecz poczuł
coś na swoim nadgarstku co jak się potem okazało jego dłonią. Zerknął na niego
zaskoczony.
-Jeongguk, proszę cię – widząc wzrok blondwłosego poczuł jak
robi mu się jakoś tak cieplej gdzieś tam w środku lecz ostatecznie wyszarpał
się z uścisku schodząc pospiesznie na dół. Założył buty oraz kurtkę, która
dziwnym trafem była już sucha i niewiele myśląc opuścił dom chłopaka. Popełnił
błąd, że tutaj w ogóle przyszedł, nie powinien był ulegać. Zarzucił na plecy
wcześniej wzięty plecak i ruszył w drogę do… nikąd.
~*~
Od dobrych kilku dni w jego domu nie układa się najlepiej.
Farma została zaniedbana przez to, że ciągle musiał usługiwać chorą matkę, nie
miał czasu by cokolwiek zrobić przy ogródku bądź zwierzętach. Co gorsza kobieta
z dnia na dzień czuła się coraz gorzej co jedynie martwiło dziewiętnastolatka,
ale za żadne skarby świata nie chciała jechać do szpitala. A chłopak uważał to za
karygodne lecz nic w tej sprawie nie miał do powiedzenia, nie mógł zmusić
swojej rodzicielki do zmiany decyzji dlatego było mu jeszcze ciężej. Do tego
wszystkiego dochodziła sprawa Jungkooka, którego znalazł tydzień temu. Nie
wiedział co się z nim dzieje, czy wszystko z nim w porządku.
Dzisiejszego dnia jak każdego innego o godzinie 10 rano
wybrał się na zakupy pierw upewniając się czy jego matce aby na pewno niczego
nie brakuje. Jak każdego dnia miał cichą nadzieję spotkać tajemniczego
chłopaka, który siedzi w jego głowie od jakiegoś czasu, ale ostatnio miał pecha
i ani razu na niego nie wpadł. Czy tym razem mu się poszczęści? Niosąc na
plecach dość spory plecak z potrzebnymi rzeczami przechodził właśnie przez
ciemną, wąską uliczkę by przeciąć sobie drogę do domu, a jego oczom ukazała się
pewna postać. Oczy mu aż rozbłysły rozpoznając w nim znajomą osobę.
Siedział w jakimś ciemnym zaułku podparty plecami o jakąś
starą kamienicę. Było mu źle, czuł się wręcz okropnie. Pieniądze mu się
skończyły, jedzenia nie miał, a o mieszkaniu już nawet nie było mowy. Miał
wrażenie, że jego żołądek się całkiem skurczył. Nawet nie pamiętał kiedy
ostatnio coś jadł, nie miał wystarczająco dużo siły by pójść coś przyrobić, a
po za tym miał tylko 17 lat, nikt by go przecież nie zatrudnił. Teraz jedynie
pozostaje mu umrzeć z głodu i wycieńczenia. Lecz czy to jego omamy słuchowe, a
może wzrok już go myli? To znowu on, znowu uśmiechnięty, znowu pogodny, teraz
wpatruje się w niego zmartwionym wzrokiem.
-Kookie? Kookie, to ty? – przykucnął naprzeciw badając
chłopaka uważnym wzrokiem. Widząc wysuszone, krwisto czerwone, obszczypane
usta, zapadnięte policzki, ogromne dołki pod oczami aż z wrażenia złapał się za
głowę – Co ci się stało? Nie, nawet nie odpowiadaj, chodź – chwycił go za
kruchą dłoń pomagając wstać lecz widząc, że i na to nie ma wystarczająco siły,
chwycił Jungkooka jedną ręką pod kolanami, a drugą pod plecami. Czerwonowłosy
był tak słaby, że jedyne co zdołał zrobić to wtulić się w ciepły tors
starszego, a jego powieki opadły zasłaniając mu cały otaczający świat.
~*~
-Przepraszam, że robię ci znowu problem – westchnął
pochłaniając drugą już porcję pieczonego kurczaka. Taehyung na słowa młodszego
spojrzał pobłażliwym wzrokiem.
-Jaki znowu problem? – prychnął machając na to ręką – Jestem
typem człowieka, który lubi pomagać innym taka już moja natura Jungkookie –
uśmiechnął się obserwując jak chłopak pochłania jedzenie ze smakiem – Mogę cię
o coś zapytać?
-Hm? – mruknął z pełną buzią przeżuwając ostatni kęs, a
Taehyung lekko się zaśmiał na ten widok.
-Kiedy ostatnio coś jadłeś?
Oczy chłopaka zrobiły się wielkie niemalże jak
pięciozłotówki dlatego spuścił wzrok na pusty już talerz.
-Tylko szczerze, proszę. Może się nie znamy za dobrze, ale
uwierz, mi naprawdę możesz zaufać – posłał mu ciepły uśmiech
-4, może 5 dni temu? – wypalił po chwilowej ciszy, która
między nimi zapadła.
-Jeongguk… - pokręcił
głową z czystą dezaprobatą nie miał pojęcia dlaczego, ale martwił się o tego
chłopaka, który właściwie jest dla niego obcy. Wspomniany znów wbił swoje
ciemne tęczówki w naczynie – Ktoś cię głodzi?
-Nie – odparł stanowczo – Nie chcę o tym rozmawiać – dodał.
-Rozumiem. Do niczego cię nie zmuszam – już chciał wstać i
zanieść brudne talerze do kuchni lecz głos młodszego go zatrzymał w półkroku.
-Mogę mieć do ciebie prośbę? – spytał choć czuł się
zażenowany tym o co miał zamiar prosić, ale wiedział, że to jedyny dla niego
ratunek i nie ma wyjścia.
-Jasne, mów – zachęcił, a Jeongguk wziął głęboki oddech.
-Mógłbym u ciebie przenocować na kilka dni? Obiecuję,
później sobie pójdę i dam ci spokój.
-Dla mnie możesz tu zostać nawet i na zawsze – usłyszał, a
jego słowa nieco go zmieszały.Nie spodziewał się tak wielkiej otwartości ze
strony chłopaka. Lekki uśmiech wpłynął na jego twarz kiedy blondyn opuścił
pomieszczenie zostawiając go samego.
~*~
-Jak się czujesz mamo? – spytał gdy tylko przyniósł do domu
torby z zakupami, a rodzicielka na słowa syna uśmiechnęła się pogodnie.
-Lepiej, dziękuję kochanie, że tyle mi pomagasz. Jesteś
najlepszym synkiem jakiego matka mogłaby mieć – zacmokała wzdychając z
zadowolenia.
-Daj spokój, to mój obowiązek – odwzajemnił gest biorąc się
za rozpakowywanie prodkuktów lecz o czymś sobie przypomniał – Gdzie Jeongguk?
-Na farmie, patroszy kurczaki na obiad.
-Co? – uniósł brwi w zdziwieniu.
-Jeśli nie wierzysz sam sobie zobacz – zaśmiała się
melodyjnie przerzucając następny kanał w telewizji. Tak jak kobieta mu
poradziła odstawił wcześniejszą czynność wychodząc tylnymi drzwiami na
zewnątrz, a to co przykuło jego uwagę to, to, że niemalże cały ogródek był
wypielony, wszystkie chwasty w grządkach usunięte, trawa skoszona, a owoce
zebrane z drzew. Stał zdumiony wpatrując się w obrazek rozgrywający się tuż
przed nim.
-Jeonggok? – spytał wyrywając tym z zamyślenia
czerwonowłosego, który tylko widząc Taehyunga uniósł kąciki ust w górę.
-Cześć hyung.
-Dlaczego ty? Kiedy ty? Jakim cudem udało ci się to wszystko
zrobić? – nie bardzo wiedział jak ma sprecyzować pytanie bo zbyt wiele rzeczy
chciał wiedzieć naraz, a młodszy lekko zachichotał.
-Jak ciebie nie było pousuwałem chwasty i skosiłem trawę,
owoce pozbierałem jak przyszedłeś, a teraz patroszę kurczaka na nasz dzisiejszy
obiad – wyszczerzył się. Był naprawdę z siebie dumny w tym momencie jak jeszcze
nigdy. Tak strasznie się cieszył, że mógł pomóc w jakikolwiek sposób chłopakowi
dziękując tym za gościnę, którą go uraczył od jakiś dwóch tygodni. Chciał mu
się w ten sposób odwdzięczyć.
-Ale.. ale skąd wiedziałeś?
-Muszę się przyznać, wczoraj podsłuchałem rozmowę twoją jak
i twojej mamy. Zrozumiałem, że potrzebujecie osoby, która pomoże wam to
wszystko ogarnąć, a ja jestem do dyspozycji.
-Naprawdę? Ale mówisz poważnie? Chcesz nam pomóc? – oczy
Taehyunga w tym momencie zaświeciły jeszcze jaśniej niż zazwyczaj. Wiedział, że chłopak wiele przeszedł w życiu,
a sam się o tym dowiedział kiedy pewnego dnia siedzieli razem pod jednym kocem.
~*~
Mimo iż zbliża się
jesień to powinno być ciepło bo przecież jest koniec lata jednakże niektóre noce nie
należały do najcieplejszych. Tak było i tym razem. Z kubkami gorącej herbaty
popijanej od czasu do czasu podczas przerywanej rozmowy, kocem naciągniętym po
same czubki palców u stóp oglądali jeden z nudnych serialów w telewizji. Odkąd
się poznali nie mieli problemu ze wzajemnym dogadaniem się, a wręcz przeciwnie
niekiedy rozumieli się jak jeszcze nikt inny. Dzisiejszego wieczoru mogłoby się
wydawać, że ich rozmowa jest jak każda inna lecz nie tym razem. Właśnie dzisiaj
postanowili się przed sobą otworzyć wyjawiając swoje największe problemy.
-Nie miałem lekkiego
dzieciństwa. Rodzice od zawsze chcięli mną sterować nie dając mi prawa głosu.
Nigdy mi to w szczególny sposób nie przeszkadzało, jako dziecku, ale gdy
skończyłem te 15 lat, czułem się ograniczany. Zacząłem pomału rozumieć i
docierało do mnie, że dzieciaki w moim wieku się bawią, szaleją, wychodzą w
różne miejsca, a ja? Czułem się jak w klatce pod czujnym okiem zabójcy. Im
więcej czasu mijało tym coraz mniej zaczęło mi to pasować, ba nawet mi to
przeszkadzało. W swoje 16 urodziny pierwszy raz się im postawiłem. Zbuntowałem
się nie mogąc znieść, że inni mogą więcej rzeczy niż ja. Szczerze? Mi nic nie
było wolno. Co z tego, że miałem furę pieniędzy skoro swojego życia jakby w
ogóle nie posiadałem bo było ograniczane przez nienormalnych rodziców? Wiem,
nie powinienem tak mówić, ale oni chcieli zrobić ze mnie kogoś kim naprawdę nie
jestem. Pewnego dnia zagroziłem im, że jeśli to się nie zmieni stracą mnie na
zawsze. Nie wzięli sobie tego na poważnie gdyż nic sobie z moich słów nie
zrobili lecz ja nie żartowałem, nie wytrzymałem tego. Wolałem żyć gdziekolwiek
z kimkolwiek, nieważne gdzie byleby nie musieć siedzieć z tamtymi ludźmi. Czy
za nimi tęsknię? Owszem, ale nie mogę wrócić. Coś sobie obiecałem i nie zamierzam
tak łatwo się poddawać – zakończył swoją jakże wyczerpującą wypowiedź wbijając
wzrok w ciesz znajdującą się w trzymanym naczyniu.
Blondyn jeszcze jakiś
czas pozostawał cicho jakby chciał przeanalizować słowa swojego towarzysza
dopiero później zabrał głos.
-Skoro uważasz, że
twoja decyzja jest słuszna…
-Bo jest, nie chcę do
nich wracać – jęknął niczym pięcioletnie dziecko, a następnie nieco odchrząknął
– Nie chcę.
-Wiesz dobrze Kookie,
że u mnie możesz zostać tak długo jak zechcesz – przytulił go do siebie. Nie
popierał zachowania młodszego, ale nie miał prawa mu tego mówić. Nie chciał mu
robić żadnych kazać, w końcu kiedyś sam to zrozumie.
-A… jak to było z
tobą? – zagadnął przykuwając tym uwagę blondyna.
-Co ze mną?
-Bo wiesz… ty już coś
o mnie wiesz, a ja o tobie nic. Gdzie jest twój tata? Jeszcze nigdy go u ciebie
w domu nie widziałem – spytał, a Taehyung odepchnął go lekko od siebie
wykopując się z koca. Mógł się spodziewać, że on go kiedyś o to zapyta, ale nie
spodziewał się, że to nadal będzie go tak boleć – Powiedziałem coś nie tak?
Taehyung przepraszam! – zrobił przerażoną minę pierwszy raz widząc u chłopaka
łzy.
-W porządku, masz
prawo nic nie wiedzieć – przełknął ślinę – Otóż mój tata zginął dwa lata temu –
pociągnął nosem ścierając łzę z twarzy – Przepraszam, ciężko mi jest o tym
mówić.
-W porządku, rozumiem.
Naprawdę – wstał by po chwili zgarnąć kruche ciało blondyna w swoje ramiona.
Znów to samo ciepło co czuł kilka dni temu tyle, że teraz jakby było jeszcze
bardziej odczuwalne. Było mu przyjemnie i musiał przyznać, że mógłby tak pozostać
do końca życia.
~*~
Odkąd tylko Jungkook zgodził się pomagać mu jak i również
jego mamie, która czuła już się na tyle dobrze by sama mogła się sobą zajmować
ich relacje były jeszcze lepsze. Mimo że znali się tak krótko on miał wrażenie,
że znają się od lat. To niewiarygodne, że po tak krótkim czasie można się do
kogoś tak przywiązać. Tak, Jungkook był bliski sercu Taehyunga, codziennie o nim myślał, pomagał w mniej czy
bardziej trudniejszych rzeczach, był przy nim niemalże na okrągło. Uzależniał się
od jego obecności. To niesamowite, nigdy się tak jeszcze nie czuł. To
zdecydowanie nie do opisania. Fakt, nigdy się jeszcze nie zakochał. Dlatego nie
wiedział na czym miłość polegała, czym była i kiedy się objawiała, ale kiedy
tylko znajdował się przy czerwonowłosym jakby zapominał o całym świecie, a
liczył się dla niego fakt by chłopak był jak najbliżej niego. Chodził jak
zaczarowany, świat jakby nabrał nowych barw i kolorów, a to dzięki jednej,
jedynej osobie.
Dzisiejszego dnia mieli wolne, niedziela. Dzień wolny od
pracy dlatego od samego rana leżeli w łóżku. Od jakiegoś tygodnia
zasypiają razem oraz budzą przy sobie. Właśnie bawił się włosami Jeonggoka
kiedy on nagle uniósł głowę do góry by spojrzeć mu w oczy. Widząc wzrok
chłopaka na sobie czuł jak serce przyspiesza swoją pracę.
-Tae chyba ci coś muszę powiedzieć – zaczął, a blondyn
pokręcił lekko głową uśmiechając się.
-Nie to ja muszę ci coś powiedzieć…
-Od dobrego miesiąca czuję jakieś śmieszne uczucie. Coś na
kształt motylków, które fruwają chcąc znaleźć wyjście by móc wydostać się na
wolność. Robi mi się niemiłosiernie gorąco, a serce chyba zapomina o swoim
naturalnym biegu, jak myślisz Taehyung? Co mi dolega? – czy on dobrze słyszy?
Czy Jungkook właśnie wyznał mu swoją miłość? Chłopak nawet nie zdawał sobie
sprawy jak on się cieszy, ale by ukryć choć trochę swoją radość jedynie
pozwolił sobie na uniesienie lekko kącików ust.
-Nie jestem pewien, ale ta choroba to chyba miłość.
-Tak myślisz? – uniósł jedną brew.
Pokiwał twierdząco głową.
-A wiesz co ja ci powiem? – zaciął się na chwilę wpatrując
się w zaciekawiony wyraz twarzy młodszego – Ja ciebie też kocham Kookie –
uśmiechnął się szeroko, a chłopak leżący obok niego uniósł się lekko na
łokciach zamykając ich usta w czułym pocałunku.
Miał wrażenie, że fajerwerki wybuchły mu w głowie kiedy czuł
na swoich wargach te należące do Jeongguka. To co w tej chwili przeżywał nawet,
nie wiedział jak miał to opisać. Przyciągnął więc chłopaka do siebie
pogłębiając pieszczotę wiedząc, że w swoich ramionach trzyma całe swoje życie.
~*~
Kochał się przy nim budzić, zasypiać, a jeszcze bardziej
przytulać oraz całować. Ogólnie go kochał, był tego niemalże pewien. Specjalnie
wstał wcześniej przygotowując dla nich oraz swojej rodzicielki pyszne
śniadanie. Mógłby zrobić dla niego dosłownie wszystko. Wziął, nałożył jedzenie
na dwa talerzyki, a trzecią porcję postawił na stole wiedząc, że jego mama
zaraz powinna wstać. Dwie pozostałe położył na tackę zanosząc do ich wspólnego
pokoju. Widząc, że chłopak jeszcze śpi uśmiechnął się do siebie, a owy
przedmiot trzymany w ręce ułożył delikatnie na jego kolanach sam pierw
nachylając się nad nim. Musnął delikatnie usta Jeon co poskutkowało, bo chłopak
zaraz gdy tylko się od niego oderwał rozchylił powieki. Rozejrzał się zaspanym
nieco wzrokiem po pomieszczeniu ostatecznie zatrzymując go na jedzeniu leżącym
tuż przed nim. Podparł się delikatnie na łokciach wpatrując się w to z
niedowierzaniem.
-Przyniosłeś mi śniadanie? – spojrzał na blondyna, a szeroki
uśmiech aż pchał się na jego twarz. Chłopak skinął głową.
-Dla ciebie wszystko, kochanie – puścił mu oczko wywołując u
młodszego rumieńce na policzkach – Mam nadzieję, że jadalne – zaśmiał się
biorąc również swój talerz z cieplutkimi naleśnikami.
-Nieważne, najważniejsze jest to, że zrobiłeś je dla mnie,
nic więcej się nie liczy – westchnął z zadowoleniem pchając pierwszy kawałek do
ust.
-I jak?
-Taehyungie, to jest przepyszne – nałożył na widelec kolejną
porcje również pakując ją sobie do buzi.
Parsknął gromkim śmiechem kiedy tylko zerknął na twarz młodszego,
który uniósł jedynie pytająco brew do góry.
-Jesteś brudny skarbie..
-Naprawdę? Gdzie?
Nie musiał o nic więcej pytać bo chłopak zlizał mu bitą
śmietanę z kącika ust sam później zatapiając w nich swoje własne.
~*~
Ich pierwsza randka była jedną z najlepszych, które będzie
wspominać do końca swojego życia. Dosłownie, jeszcze nikt nigdy nie zrobił dla
niego czegoś takiego. Był wzruszony do granic możliwości chociaż rzadko
pokazywał słabość, teraz łzy cisły mu się same do oczu. Oczywiście, łzy
szczęścia. To co Taehyung dla niego robi.. Nawet nie wie jak to opisać.
Wspaniałe? Niesamowite? Cudowne? Nie, zdecydowanie nie ma odpowiednich słów by
to w jakikolwiek sposób ująć. Wytarł swój lekko już wilgotny policzek
przenosząc swoje zapłakane tęczówki na postać swojego chłopaka.
-Jest tu przepięknie.. Dziękuję – wtulił się w jego ciepły
tors zaciągając się leśnym zapachem.
Było idealnie. W okół nich rozciągający się las, naprzeciw
malutkie jeziorko z małym wodospadem, na trawie rozciągnięty koc z różnymi
smakołykami, a co najważniejsze. Byli sami w ciszy i spokoju. Westchnął z
zachwytem. To miejsce wręcz bajkowe i aż nie mógł uwierzyć, że chłopak zabrał w
nie właśnie jego.
-Jesteś najważniejszą osobą w całym moim życiu. Chcę żebyś o
tym zawsze pamiętał. Bez względu na to co się wydarzy, jak potoczą się nasze
dalsze losy zawsze będziesz moim kochanym skarbem. Nie chcę byś rozpamiętywał
przeszłość tylko ruszył w kierunku przyszłości. Chcę byś pozostał silny taki
jaki jesteś teraz, chcę również byś potrafił wybaczać bez względu na to co dana
osoba ci zrobiła w życiu niekiedy naprawdę to może okazać się potrzebne. A co najważniejsze
chcę byś zawsze pozostał mój Jungkookie – mówiąc te ważne słowa cały czas
wpatrywał się w coraz to bardziej zapłakane oczy czerwonowłosego – Proszę cię,
nie płacz – starł wierzchem dłoni mokre policzki swojego chłopaka.
-Kocham cię Taehyung – w odpowiedzi złożył na ustach
blondyna długi, namiętny pocałunek.
~*~
Było pięknie, niczego im nie brakowało. Ich miłość kwitła z
dnia na dzień. Dopełniali się jak dwie jednakowe połówki pomarańczy, byli
jednością. Ich uczucie wzmacniało więź, która była między nimi, dzięki niemu
byli niepokonani. Niestety piękne i dobre chwile nie trwają wiecznie. Pewnego
dnia gdy rozwarł swoje powieki nie zastał czerwonowłosego obok. Z myślą, że
pewnie wstał już wcześniej niczym się nie przejął. Do czasu. Minęła godzina,
druga, a chłopaka nadal nie było. Coś było nie tak, czuł to. Nie mógł odgonić
od siebie samych czarnych scenariuszy. Dlatego wstał pospiesznie i zaczął się
rozglądać na boki.
-Jeongguk? – zawołał lecz odpowiedziała mu głucha cisza.
-Jungkookie? – ponowił próbę zaglądając do pustej łazienki.
-Skarbie? Gdzie jesteś? – pytał schodząc na dół łudząc się,
że zastanie go w kuchni lecz mylił się i to bardzo. Właściwie miał iść szukać go
dalej gdyby nie jakiś kącek papieru, który przykuł jego uwagę. Z
zaciekawieniem, ale również i obawą sięgnął po kartkę odwracając przodem do
siebie. Był to list, a co najważniejsze znał to pismo…
„Miałeś racje, czas leczy rany.
Przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że powinienem wrócić. Każdy
zasługuje na drugą szansę, nie? Mimo że oni zawinili, tęsknię za nimi jak
cholera. Przepraszam, że cię tu zostawiam, ale wiesz, że słusznie postępuję.
Nie myśl sobie, że cię przestałem kochać, bo to nieprawda. Byłeś, jesteś i
będziesz miłością mojego życia. To się nie zmieni. Jeszcze raz dziękuję za
wszystko co dla mnie zrobiłeś, za najlepszy miesiąc w całym moim życiu, za to,
że otworzyłeś się przede mną i ofiarowałeś mi coś najcenniejszego, swoje serce.
Przykro mi jedynie, że to tak wyszło, ale mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś
spotkamy i że wybaczysz mi to co zrobiłem. Kocham Cię Skarbie!
Twój Jungkookie.”
Ścisnął papier w ręku. On odszedł. Odszedł nawet się z nim nie
żegnając. Zostawił go, samego… Serce jakby w jednej sekundzie rozpadło się na
drobne kawałeczki. Ale z jednego się cieszył, że jego Kookie wreszcie będzie szczęśliwy, bo zrozumiał błędy, które popełnił. Tylko jedynie nie mógł się pogodzić, że doszedł do takich wniosków jego własnym kosztem. Kiedy się kogoś kocha pozwala mu się odejść, prawda? On to zrobił. Ma tylko nadzieję, że niczego nie żałuje i że podjął właściwą decyzję,
~Bummie