niebieski - Jonghyun ~ Bummie
~*~
Po bardzo miłej kąpieli którą przygotował dla niego Jonghyun teraz to on chciał zrobić coś dla niego. Ubrał bokserki oraz jedną z koszul Jonga i poszedł do kuchni z zamiarem przygotowania starszemu naleśników. Otworzył lodówkę i pokręcił lekko głową.
~Co jest młody? - usłyszał głos przy swoim uchu następnie oparł się plecami o tors Jonga który właśnie objął go w pasie od tyłu.
-Nie kupiłem jajek, a chciałem ci zrobić naleśniki. - Nadymał policzki i zamknął lodówkę.
~No to co za problem? Ubieramy się i idziemy do sklepu po jajka.
Starszy uśmiechnął się szeroko, jednak Lee nie był pewien czy chce iść, jego intuicja podpowiadałam mu, że dziś już nigdzie nie powinien wychodzić.
-No sam nie wiem..
~Kotku, ze mną nic ci się nie stanie, o to możesz być spokojny.
Kim złączył ich usta w delikatnym pocałunku a następnie obaj ubrali się i wyszli z domu. Pojechali samochodem, gdyż pogoda nie była zbyt ładna i powoli robiło się ciemno.
Znów towarzyszyło mu to dziwne uczucie, mocniej złapał rękę bruneta i rozejrzał się po sklepie.
-Mam dziwne wrażenie, że coś się dzisiaj stanie Jonghyun.
Pogładził kciukiem dłoń Jjonga jednak ta po chwili zniknęła.
-Przepraszam kochanie, muszę odebrać, nie ruszaj się stąd.
Uśmiechnął się lekko i stał czekając aż Jonghyun skończy rozmawiać. W jego słowach usłyszał jedno imię które sprawiło, że lodowaty dreszcz przebiegł po jego ciele "Youngmin" to ten koleś który dzisiaj go śledził. Jonghyun odszedł trochę dalej, nie podobało mu się to, już chciał do niego podejść, jednak nie było mu to dane. Ktoś złapał go w pasie a do twarzy przytknął jakiś kawałek materiału, chciał krzyknąć jednak gdy tylko zaciągnął się powietrzem przez materiał, wszystko mu zawirowało, a on sam stracił przytomność.
Gdy się ocknął nic nie widział, było ciemno, siedział na jakimś twardym krześle, miał związane ręce, nogi, był nagi, było mu zimno, cały drżał. Jęknął głośno gdy oślepiło go mocne światło które zapanowało w pomieszczeniu.
-Taeminie Taeminie Taeminie... mówiłem ci, żebyś trzymał się od niego z daleka... Mówiłem, prawda? A ty, no cóż, nie posłuchałeś mnie, a szkoda.. Gdybyś to zrobił prawdopodobnie nie byłoby cię tutaj, a twój brat pewnie nadal by żył.
-C...co? - nie wierzył w to co właśnie usłyszał, jak to Kai by żył? Nie.. to nie może być prawda...
-No co się tak dziwisz? Myślałem, że jeśli pozbędę się twojego brata to się załamiesz, odpuścisz lub sam z sobą skończysz, ale nie. Jonghyun był na tyle dobroduszny, że postanowił ci pomóc. Ojj głupiutki jest... Robiąc to wkopał cię jeszcze bardziej. Teraz to ty, jesteś jedyną przeszkodą, która stoi pomiędzy mną, a Jongiem.
-Nigdy nie będziecie razem.. On cię nie chce, byłeś dla niego zwykłą zabawką na jedną noc i niczym więcej!
-Zamilcz dziwko!
Zagryzł zęby czując jak jego policzek niemiło pulsuje.
-I tak jesteś na wykończeniu, więc pocieszeniem dla ciebie będzie to, że nie będziesz męczyć się długo. Hehh.. z satysfakcją będę patrzył na to jak umierasz i wiesz co? Nie pomogę ci w tym.. Skonasz w męczarniach, a ja będę się temu tylko przyglądał i ostatnią rzeczą jaką usłyszysz będzie mój śmiech.
Drzwi od pokoju zamknęły się a w pomieszczeniu zapanowała ciemność.
Pierwszy raz w życiu aż tak się bał, nie miał pojęcia czego może się spodziewać, serce mu pękało na samą myśl o tym, że Kai zginał tylko dlatego, że on nie potrafił zostawić Jonghyuna.
-To moja wina... To ja powinienem był zginąć.. - łzy spłynęły po jego policzkach. Nie wiedział co teraz będzie, miał jednak nadzieję, że to wszystko szybko się skończy, nie miał pojęcia jednak, że to był dopiero początek...
Dni w ciemności i samotności ciągnęły mu się niemiłosiernie, piekły go obtarcia na nadgarstkach i kostkach, jego dzień polegał tylko na siedzeniu w miejscu i daremnemu staraniu się oswobodzenia rąk i nóg. Nic nie jadł, nic nie pił, nie dostawał dragów przez co już trząsł się niemiłosiernie i walczył z samym sobą. Chciał umrzeć, miał już serdecznie dość. Youngmin co jakiś czas przychodził do niego dobijając go swoimi słowami które głównie odnosiły się do wypadku Kaiego, Nie mógł już dłużej tego słuchać, chciał ogłuchnąć, oślepnąć, umrzeć...
Następnego dnia, nudny i dołujący monolog Youngmina przerwał dźwięk jego telefonu. Szatyn sprawnie przykleił na usta Lee taśmę a sam odebrał komórkę.
-No witam cię kochanie, cóż to się stało, że do mnie dzwonisz?
~Zabiję cię ty paskudna ludzka karykaturo, jak mogłeś to zrobić?
-Zabawny jesteś, przecież was ostrzegałem, prawda? A wy? Nic się tym nie przejęliście, nic nie robiliście sobie z moich słów, ale nie martw się skarbie. Teraz już nic nam nie przeszkodzi w byciu razem. Nasza główna przeszkoda za kilka dni zniknie i zostaniemy tylko my cieszący się sobą nawzajem.
~Jesteś psychopatą! Uwolnij go, słyszysz!?
-Hahaha, kotku, jeśli go uwolnię wróci do ciebie i znów mi cię zabierze, wolę nie ryzykować.
~Okej.. będę z tobą, ale wypuść Taemina. Bądź razem z nim za godzinę pod moim domem, nie spóźnij się.
Youmgmin zamyślił się chwilę jednak w ostateczności przystanął na taki układ.
Szatyn pozwolił założyć mu tylko bokserki tak też w samych bokserkach oraz kajdankach na rękach stał teraz obok Jo i słaniał się na własnych nogach. Wiedział, że jest już na krańcu, że faktycznie za parę dni skona. Gdy zobaczył jak Jonghyun wyszedł przed bramę swojego domu poczuł ogromny ścisk w sercu.
-Jak miło, że jesteś kochanie, myślałem, że się rozmyśliłeś.
~Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go.
-Ehh.. niech ci będzie.
Kajdanki upadły z głuchym hukiem na ziemię, a sam Lee powoli zaczął stawiać kroki w stronę Jonghyuna. Uśmiechnął się delikatnie gdy był już blisko bruneta, lecz zamarł widząc jak ten wyjmuje broń i kieruje ją w miejsce znajdujące się za białowłosym.Usłyszał odgłos strzału i poczuł ogromny ból, który przeszył jego klatkę piersiową, odwrócił się zdezorientowany, a jedyne co zauważył to pistolet trzymany przez szatyna którego lufa była zwrócona w jego stronę, upadł, jednak w ostatniej chwili złapał go Jonghyun i przyciągnął go do siebie.
~Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie.
Spojrzał w oczy bruneta i obdarzył go lekkim uśmiechem. Uniósł rękę i przesunął opuszkami po policzku starszego zcierając jego łzy.
-Nie płacz skarbie.. Będzie dobrze... Dziękuję ci za to, że byłeś. Kocham cię.
Starszy pochylił się i złożył na jego drżących wargach delikatny pocałunek.
~Nie mów do mnie takich rzeczy młody! Taemin!
-Dziękuję ci za wszystko Jonghi... - wyszeptał cicho, a następnie zamknął oczy. To koniec, dostał to na co od samego początku zasługiwał. Tylko dlaczego akurat wtedy kiedy wszystko zaczęło się w miarę układać?
Przecież odszedł tylko na moment.. Na głupi cholerny moment... Jakim cudem nic nie zauważył, jest aż tak ślepy? Przeklinał się w myślach, że dopuścił do czegoś takiego, dał się podejść. Mógł się przecież spodziewać, że ten cały telefon od Youngmina jest tylko zagrywką aby odciągnąć jego uwagę od Taemina.. Zamknął oczy wypuszczając ze świstem powietrze nagle zdając sobie sprawę kto może stać za tym wszystkim, a na samą myśl o chłopaku aż mu się niedobrze zrobiło, a chęć zabicia go stała się jeszcze bardziej realistyczna i rzeczywista. Nie liczył się, że coś mu się stanie, że przez to co by zrobił trafiłby do więzienia. Obiecał sobie, że jak tylko białowłosemu spadnie włos z głowy on dopilnuje by tamten gówniarz dostał należytą dla siebie karę. Jeszcze nie miał pojęcia jak to zrobi oraz co uczyni, ale najpierw musiał jakoś dowiedzieć się gdzie mogą się znajdować. To pierwsza rzecz jaka wpadła mu do głowy zaraz po opuszczeniu sklepu.
Zlokalizowanie pobytu białowłosego nie było prostym zadaniem jednak jeśli się kocha to zrobi się wszystko by odnaleźć ukochaną osobę nieważne czy musiałbyś wyjechać na drugi koniec świata, prawda? Jonghyun był w stanie wskoczyć w ogień aby tylko ocalić swój skarb jakim był Taemin, a o tym się przekonywał każdego dnia kiedy się budził nie widząc po drugiej stronie posłania chłopaka. Popadał wtedy w szał oraz skrajną rozpacz czując tą bezsilność. Wiedział, że nie może się poddać, będzie walczyć by tylko móc zobaczyć białowłosego, by wziąć go w swoje ramiona i już nigdy z nich nie wypuszczać jednakże by to zrobić musi jeszcze trochę się napracować. Póki co znajdował się w punkcie wyjścia, a dni mijały kolejno jeden po drugim. Myśl, że chłopakowi może dziać się jakakolwiek krzywda doprowadzała bruneta do wściekłości, by opanować złość oraz wielki smutek pił. Przelewał swoje emocje w alkohol, który według niego był jednym źródłem ratunku dla niego. Wykańczał się. Każdego dnia wypalał ze 3, 4 paczki papierosów sądząc, że to również da mu poszukiwane ukojenie, a gdzieżby tam. Jedynie niszczył sobie zdrowie.
Dopiero dzisiejszego dnia coś sobie przypomniał, raczej zdał z czegoś sprawę. Być może to była jedyna szansa na uratowanie Taemina więc wolał dłużej nie zwlekać. Nie przemyślał konsekwencji swojej decyzji, ale wiedział, że nie ma zamiaru odpuścić, że spróbuje nieważne jaki będzie to miało skutek. Wyciągnął z kieszeni spodni urządzenie wybierając numer znienawidzonej przez siebie osoby i tylko czekał aż dany osobnik raczy odebrać..
~*~
Odliczał minuty, które dla niego ciągnęły się wręcz w nieskończoność, nie mógł dłużej czekać. Nie był człowiekiem cierpliwym dlatego też wyczekując umówionej godziny gdzieś w środku go skręcało i nawet nie zdawał sobie sprawy jak serce szybko mu zabije jak tylko zauważył wskazówkę zegara, która równo wskazywała 15. Spakował wszystkie potrzebne rzeczy, a przede wszystkim jedną ruszając w kierunku parkingu. Widząc dwie postanie zacisnął szczękę jak i ręce w pięści idąc jak najszybciej jednakże dostrzegając tą twarz, te wyprane z życia oczy, jeszcze bardziej wychudzoną sylwetkę, zapadnięte policzki coś w nim drgnęło, czuł jakby ktoś wbijał mu nóż w plecy. Spojrzał się wzrokiem pełnym nienawiści, mordu na zadowoloną twarz Youngmina. Zdawał sobie sprawę, że jego ból tylko cieszy oczy chłopaka dając mu pełną satysfakcję co jedynie jeszcze bardziej podsycało Jonghyuna do działania. Słysząc pierwsze padające słowa prychnął rozjuszony chcąc to wszystko mieć już za sobą.
-Skądże, chcę się tylko pożegnać z Taeminem. Niech do mnie podejdzie, rozkuj go - warknął nie spuszczając z niego zaciętego spojrzenia widział przez moment, że szatyn bije się ze swoimi myślami ostatecznie jednak uwalniając białowłosego. Uniósł lekko kąciki ust ku górze, a gdy chłopak był już blisko niego bez zastanowienia wyjął z tylnej kieszeni pistolet celując prosto w głowę Youngmina. Widział malujący się szok na twarzy Tae, ale nie przejął się tym szczególnie bo miał tylko jeden cel, który starał się zrealizować, jednakże to co stało się chwilę później przerosło jego najśmielsze oczekiwania, a mógł się tego przecież spodziewać... Dlaczego nawet nie przyjął tego do świadomości? Widząc osuwającego się, krwawiącego chłopaka momentalnie złapał go w swoje ramiona, a z czoła odgarnął mu wpadające do oczu kosmyki, czuł łzy cisnące się do oczu. Nie mógł pojąć tego co się właśnie wydarzyło, co miało miejsce.. Jak? Nie, to nie mogło się przecież tak skończyć, nie teraz kiedy miało wreszcie być wszystko dobrze..
-Taemin skarbie nie rób mi tego, słyszysz?! Nie możesz odejść, kocham cię, nie zostawiaj mnie - potarł kciukiem policzek młodszego wpatrując się zaszklonymi oczyma w coraz to bledszą twarz chłopaka. Nie wytrzymał, łzy zaczęły lecieć ciurkiem mu po policzkach to zbyt wiele nawet jak dla niego. Dla osoby, która jest nie empatyczna, nieczuła, zimna. Dodatkowo słowa Taemina go jedynie dobiły przelewając szalę goryczy, nie mógł znieść bólu rozchodzącego się niemalże wszędzie, teraz miał wrażenie, że to co się stało białowłosemu boli go jeszcze bardziej niż samego poszkodowanego. Właśnie w tej chwili zdał sobie sprawę, że traci coś ważnego, coś bez czego nie chce żyć, co jest mu niezwykle potrzebne w dalszym funkcjonowaniu. Zrozumiał, że żyje tylko i wyłącznie dla niego, a skoro jego zabraknie.. po co on tutaj komukolwiek potrzebny? Składając ostatni pocałunek na niemalże zimnych wargach młodszego doszedł do bardzo dziwnych wniosków przez co jedynie odwrócił się do cieszącego się jak nigdy chłopaka patrząc na niego pustym, wypranym z jakichkolwiek emocji wzrokiem.
-I co? Osiągnąłeś co chciałeś bo o to ci chodziło, prawda? Gratuluję, udało ci się, ale wiesz co? Jednak nie do końca. Może udało ci się pozbyć Taemina, ale pozbywając się jego, pozbyłeś się również i mnie. Mam nadzieję, że zginiesz w piekle za to co zrobiłeś - bez zastanowienia przysunął do swojej skroni lufę pistoletu i już nawet nie zważając na jakiekolwiek protesty szatyna zrobił jeden jedyny, tym razem celny strzał. To chyba była najlepsza decyzja jaką w życiu podjął, właśnie z takimi myślami zamknął oczy oddając się w wieczny, spokojny sen.
~Minnie & Bummie
Nie takiego zakończenia chciałam ;_; Ale przynajmniej cieszę się, że wróciłyście i dokończyłyście to boskie opowiadanie <3
OdpowiedzUsuńNie. No poprostu no kurna no nie. Ja mogłyście mi to zrobić?!?! No cóż, nie tego się spodziewałam. Ale teraz tylko czekam na coś z V-hope, Vmin i Vkook Xd Pozdrawiam :*
OdpowiedzUsuń