środa, 25 lutego 2015

Upadły anioł cz 2.




Minnie mnie zmusiła do napisania dalszej części tego one shota, Tak więc masz dedykację <3 Po długich rozmyśleniach, namowach i błaganiach postanowiłam coś naskrobać i w związku z tym dodaję coś a'la bonus tamtego shota. Pewnie niektórym osobą przypadnie do gustu tamte zakończenie, a innym to. Jak kto woli, od wyboru do koloru. ^^ Może zakończenie z happy and'em bardziej się spodoba. :)










~*~







Dni mijały szybko, a jednocześnie wskazówki sunęły po tarczy zegara tak wolno, że Jonghyun już sam nie wiedział co ma z sobą począć. Praca, którą znalazł na zabicie czasu żeby oderwać myśli od ostatnich kilku miesięcy okazała się mało skuteczna. Co by nie robił, on nadal siedział w jego głowie, zajmował co najmniej 1/2 codziennych myśli. To już nie był ból, a tęsknota za tymi jego czarnymi hipnotyzującymi tęczówki, w które uwielbiał się wpatrywać ostatnim czasem, bladą, zimną cerą którą gładził swoimi opuszkami palców, która była tak delikatna jak aksamit. Za pełnymi, różowymi ustami, które samym kolorem kusiły by je skosztować, tęsknił i pragnął jego powrotu. Łudził się, że będzie dobrze, a pewnego dnia się spotkają lecz kiedy mijały miesiące nadzieja coraz bardziej malała. Została zastąpiona dziwnym uczuciem, miał wrażenie, że został oszukany, a blondyn mu obiecał próbę powrotu tylko z tego powodu, żeby go pocieszyć. Żeby nie musiał się zamartwiać, aby mógł żyć złudną obłudą i patrzeć ślepo przed siebie marząc o czymś co dawno już jest nierealne, nieosiągalne. Czasami miał wrażenie, że to co się wydarzyło było jednym wielkim snem, a on po prostu rozpamiętuje coś co było tylko wytworem jego wyobraźni, lecz to nie mogła być fikcja. To było naprawdę, czuł go. Wiedział, że był z nim, że te kilkanaście dni, miesięcy nie minęły mu jak pstryknięcie palcami. Że nic by z tego nie pamiętał. Zdecydowanie nic sobie nie uroił, przynajmniej tak sobie wmawiał. Dzisiaj jest dzień niby taki jak zawsze lecz różnił się od pozostałych. Był wyjątkowy, a mianowicie z tego powodu, że mija równy rok od ich pierwszego spotkania. Od samego rana czuł jakieś takie podekscytowanie, nawet nastrój miał wyśmienity, a pójście do pracy wcale nie było dla niego tak wielką katorgą. Po prostu miał wrażenie, że coś się wydarzy, coś co zapamięta już do końca życia. Przywitał się ze wszystkimi z ogromnym uśmiechem na ustach co każdego zdziwiło, niektórych tak bardzo, że zaprzestali swojej pracy, a inni z wrażenia upadli z krzeseł. Czy coś w tym dziwnego? To chyba dobrze, że miał dobry humor, nie? Wzruszył ramionami wchodząc do swojej garderoby. Rozejrzał się w poszukiwaniu kobiety o krwisto czerwonych włosach z którą przyszło mu pracować od niedawna. Skoro musiał znaleźć coś dzięki czemu uda mu się na chwilę zapomnieć o otaczającym go świecie. To niech to będzie coś czemu mógł się oddać, coś dzięki czemu będzie zadowolony, coś co lubi robić, a co jak co, śpiew był jego pasją od bardzo dawna. W końcu postanowił zrobić coś w tym kierunku aż pewnego dnia jedna z wytwórni zadzwoniła do niego z niemałą propozycją podpisania kontraktu na którą Jonghyun zgodził się bez wahania. Nagrania, płyty, wywiady, koncerty to właśnie to czym się zajmował i mimo że spełnił swoje największe życiowe marzenie nie czuł się szczęśliwy ponieważ nadal czegoś mu brakowało. Czegoś co stało się w jego życiu tak ważne, że był w stanie zrezygnować ze wszystkiego by móc to posiadać. Kiedy dostrzegł kobietę siedzącą na jednej z kanap posłał jej ciepły uśmiech, a ona w niemałym zdziwieniu odwzajemniła gest.
-Cześć Jong Hyun-ssi jaki jest powód, że masz taki dobry humor? - zagadnęła zaciekawiona, bo co jak co to była nowość. Coś z czym nie na co dzień można się spotkać.
-Na Yeon miałaś kiedyś takie dziwne uczucie, że coś się takiego wydarzy, coś tak wielkiego co zmieni twoje życie bezpowrotnie? - spytał spoglądając stylistce, a zarazem makijażystce w oczy.
-Oczywiście - uśmiechnęła się podając chłopakowi wybrany strój na dzisiejszy, zaplanowany koncert. Brunet od razu się ożywił zadając kobiecie coraz to więcej pytań.
-Tak? I co? Poszło po twojej myśli? Było tak jak przeczuwałaś? Czy może jednak to tylko zwykłe nic niewarte przeczucie? - przekrzywił lekko głowę unosząc w górę jedną brew, a Na Yeon cicho westchnęła po czym uśmiechnęła się delikatnie.
-Jonghyun spokojnie, jesteś strasznie nakręcony. Nie wiem co ma się dzisiaj takiego wydarzyć, ale mam nadzieję, że na dzisiejsze show również będziesz miał tyle energii co w tej chwili - pokręciła rozbawiona głową kiedy chłopak zniknął w przymierzalni - A co do poprzednich twoich pytań to sama nie wiem. Bywały takie sytuacje, że to się sprawdzało, a niekiedy to tylko zwykłe przeczucie. Nie chcę wprowadzać cię w błąd. Czas ci pokaże - odparła po krótkim namyśle, a potem zlustrowała ubranego już chłopaka, który zdecydowanie wyglądał dobrze w tym ubraniu - Tak, to jest to - klasnęła zadowolona w dłonie, a brunet wywrócił oczami oglądając się w wielkim lustrze. Musiał przyznać podobało mu się to co zobaczył w odbiciu. Spojrzał raz jeszcze na zadowoloną kobietę po czym ciężko westchnął.
-Obyś miała racje - mruknął pod nosem - Ale muszę przyznać gust to ty masz - uśmiechnął się poprawiając jeszcze leżącą na jego ramionach czarną, skórzaną kurtkę.
-Głowa do góry młody. Jak coś mówię, tak będzie - poklepała go pokrzepiająco po ramieniu po czym zrobiła mu lekki make-up - Wyglądasz rewelacyjnie teraz nie jedna dziewczyna zejdzie w tej sali na zawał serca - zaśmiała się melodyjnie Na Yeon puszczając rozbawionemu brunetowi oczko - No już leć, bo się spóźnisz - wypchnęła go w stronę kulis nim chłopak cokolwiek zdołał powiedzieć. Co jak co, ale ta kobieta była niezrównoważona lecz kochał ją jak starszą siostrę. Pomagała mu ostatnimi czasy kiedy bywało naprawdę źle, podnosiła na duchu co niekiedy skutkowało, a innym razem nie. Lecz wiedział, że tak naprawdę nic nie sprawi, że poczuje się lepiej skoro nie ma przy sobie tej jednej, ważnej dla niego osoby. Zanim wszedł na scenę wziął wielki głęboki wdech po czym ruszył dalej wchodząc po metalowych schodkach. Kiedy znalazł się na samym środku ogromnej hali, pisk to jedyne co było słychać w tym momencie. Jonghyun kochał to, lecz bywały dni, że najzwyczajniej w świecie go to męczyło. Zaczęła lecieć muzyka i pierwsze nuty do Replay, potem leciały inne, które zmieniały się w zawrotnym tempie. Przeszedł czas na piosenkę, którą brunet napisał niedawno, której nigdy nikomu nie pokazał, która miała być dla każdego ogromną niespodzianką. Po prostu czuł, że chce ją zaśpiewać. Miał taką potrzebę. Obsesja to coś co odzwierciedlało jego dotychczasową sytuacje. Miał ją na punkcie blondyna, którego z nim nie ma, a potrzebuje jak nikogo innego. Napisał to z myślą o nim, że dzięki temu poczuje się lepiej, że przeleje choć trochę swojego smutku w słowa, które ulecą z niego przekazując je innym. Show pomału dobiegało końca, a on wpatrywał się w jedną osobę, którą obrał jako cel. Przypominała mu Taemina, chłopak posiadał tak samo blond włosy niemalże białe jak czarnooki. Mięli niemalże identyczne rysy twarzy, lecz kiedy spojrzał w te oczy odebrało mu oddech, a mikrofon wyleciał z jego dłoni z niemałym łomotem robiąc ogromny hałas. Czas jakby się zatrzymał, przestał liczyć, bo widział przed sobą tą drobną sylwetkę już nie tam daleko, w  odległej krainie tylko tutaj razem z nim w głąb tłumu. Miał wrażenie, że to najpiękniejszy sen jakikolwiek mu się przyśnił, z którego nie chciał się budzić. Przeprosił wszystkich zebranych tłumacząc to, że źle się poczuł po czym się pożegnał. Zszedł ze sceny i szukał chłopaka wzrokiem lecz ślad jakby po nim zaginął. Nie, to mu się nie mogło przecież wydawać. To była prawda, widział go. Jeszcze niedawno tutaj stał. Pokręcił głową rozglądając się gwałtownie, a ludzi było coraz mniej. W końcu nie było nikogo, a on stał i wypatrywał. Był przekonany, że nie zwariował, a chłopak, który na niego spoglądał był jego Taeminem. W końcu po jakimś czasie zrezygnował i usiadł na skraju sceny spuszczając nogi w dół. Spuścił również głowę, a brodę oparł na jednej z rąk.
-Chyba nie myślałeś, że skoro ci się ujawniłem tak łatwo zniknę? - słyszał znienacka co sprawiło, że chłopak o mało co nie zsunął się z kącka żelastwa. Spojrzał zszokowany na roześmianego Taemina, który teraz siedział na jednym z siedzeń przed nim.
-Wróciłeś... - wyszeptał do siebie jakby nadal nie dowierzając w to co widzi.
-Przecież obiecałem - oblizał wargi marszcząc brwi - Nawet nie myśl o tym żeby mi tu płakać - wywrócił oczyma schodząc z czerwonego siedzenia by podejść i stanąć mu tuż przed twarzą - Nawet jeśli to miałoby być ze szczęścia. Zabraniam - pogroził mu palcem uśmiechając się łagodnie. Jonghyun był nadal w ciężkim szoku, że nie miał pojęcia co powiedzieć choć miał nieodpartą ochotę krzyczeć. Tak głośno, że usłyszałby go cały świat, a przynajmniej 1/2 Korei Południowej. Brunet wyciągnął niepewnie rękę przed siebie, którą blondyn bez zastanowienia ścisnął. Chłód, ten przyjemny chłód, którego już tak dawno nie czuł. Spojrzał w oczy chłopaka, potem na jego malinowe usta, nos, wszystkiemu uważnie się przypatrując, każdej części twarzy, którą tak bardzo pokochał ostatnimi czasy. Nie mógł się powstrzymać, przyciągnął chłopaka bliżej siebie i pochylił się nad nim całując łapczywie jego zimne usta, Znów mógł czuć to mrowienie, to przyspieszone tętno, dreszcze rozchodzące się po ciele. To wspaniałe uczucie, którego nie czuł od wielu miesięcy. Blondyn miał takie, miękkie usta, które aż prosiły się o chwile uwagi, chłopak bez wahania odwzajemnił pocałunek oddając w to całą swoją pasję. Oboje chcieli pokazać sobie jak bardzo za sobą tęsknili, jak bardzo potrzebowali swojej bliskości, a teraz mogą korzystać z tego aż do woli. Jonghyun mógłby trwać w tym wieczność, lecz chwila przyjemności kiedyś musi się skończyć. Oderwali się od siebie, a brunet ponownie zerknął w te ciemne tęczówki dostrzegając małe tańczące iskierki. Przejechał swoją ciepłą dłonią po jego policzku uśmiechając się.
-Ale jak? Jakim cudem? - spytał, a Taemin lekko się od niego osunął siadając na schodku.
-To skomplikowane - westchnął - Udało mi się, podołałem wyznaczonemu zadaniu i tak jak obiecali pomagałem innym. Lecz pewnego dnia wydarzyło się coś czego się nie spodziewałem. Chłopak, któremu starałem się pomóc popełnił samobójstwo. Nie wytrzymał tej całej presji i mimo moich chęci, silnej woli nic go nie powstrzymało przed podjęciem decyzji, a ja już nie miałem na to wpływu. Niestety przez to wszystko znów powróciłem tam gdzie byłem wcześniej. Lecz ja wiedziałem, że już do tego miejsca nie pasowałem jak mi się wcześniej wydawało. Miałem dużo siły by nie pozwolić się otumanić. Co chyba zauważyli, bo kilka następnych dni później dali mi kolejną propozycję, którą przyjąłem bez chwili wahania - odparł po czym uśmiechnął się tajemniczo, a Jonghyuna aż zżerały nerwy oraz ciekawość.
-No? Co to za propozycja, Taemin mów! Nie trzymaj mnie w tej niepewności - warknął zniecierpliwiony, że blondyn chce się z nim bawić w jakieś głupie gierki.
-Oj no dobrze, zapomniałem, że jesteś strasznie niecierpliwy - prychnął pod nosem po czym uśmiechnął się mimowolnie - Zostałem aniołem stróżem - wyszczerzył swoje białe ząbki, a brunet nadal wpatrywał się w niego niezrozumiale przez co musiał kontynuować - Twoim aniołem stróżem. Pozwolili mi tutaj wrócić pod warunkiem, że już do końca życia będę przy tobie chronił od złego i tego typu pierdoły - machnął lekceważąco ręką, a Jonghyun zrobił wielkie oczy jakby nadal nie dowierzał w jego słowa. To było zbyt piękne aby mogło wydawać się prawdziwe - Tak, zostanę z tobą już do końca twojego życia, a nawet i dłużej. Już się niestety ode mnie nie uwolnisz - odparł smutno na co brunet skarcił go swoim wzrokiem
-Jesteś głupi skoro pomyślałeś, że będę tego żałować - prychnął krzyżując ręce na piersi, a Taemin uśmiechnął się słodko posyłając mu buziaka w powietrzu - No chodź tu do mnie, tak dawno cię nie miałem w swoich objęciach - rozstawił ręce przygotowując się na to, że blondyn do niego podejdzie co również po chwili uczynił wtulając się w ciepłą klatkę piersiową Jonghyuna - Czyli mówisz, że teraz będzie już tak zawsze? - szepnął mu do ucha po czym pocałował go w policzek.
-Tak, będziemy razem już na zawsze, a o Kibuma nie musisz się martwić jeśli o to ci chodzi - przejechał nosem po jego szyi - Znalazł szczęście u boku takiego wspaniałego chłopaka, który na imię ma Minho - uśmiechnął się lekko spoglądając na twarz Jjonga, który odetchnął z niemałą ulgą - Nie spodziewałem się, że mój chłopak jest aż tak bardzo utalentowany - pokręcił głową z podziwem - Zaśpiewasz mi kiedyś coś? - spytał.
-Oczywiście, mamy wystarczająco dużo czasu.  Już nie musimy się martwić co przyniesie dalsza przyszłość, bo już posiadam kogoś i nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne.
-Tak? Kogo? - spytał zaczepnie blondyn unosząc jedną brew do góry, udając, że niczego się domyśla, a wiedział doskonale o co chodzi, tak samo jak i Jonghyun.
-Tak, ma takie blond włosy, śliczny uśmiech, cudowne oczy i gdy się denerwuje zaczyna robić się niezwykle uroczy - zaśmiał się z nadąsanej miny Taemina, a chłopak przekrzywił głowę w dalszym ciągu nie rozumiejąc.
-Nie znam gościa - wzruszył ramionami - Spotykasz się z kimś za moimi plecami, prawda? Wiedziałem! Ale niech chłopak nie myśli sobie, że ma u ciebie jakiekolwiek szanse, byłem pierwszy! - fuknął, a Jonghyun nie wytrzymał i roześmiał się pogodnym śmiechem, bo to było niezwykle słodkie. Całe zachowanie blondyna. Bardzo mu tego brakowało.
-O ciebie mi chodzi głuptasie. Kocham cię aniołku - westchnął dociskając kruche ciało Tae do swojej koszulki. Wszystko czego pragnął i potrzebował znajduje się w jego własnych ramionach, co zamierzał trzymać i nigdy już nie puszczać.

~Bummie

wtorek, 24 lutego 2015

Upadły anioł.



Trochę poniosła mnie wyobraźnia, szczerze pierwszy raz coś takiego piszę i muszę przyznać całkiem dobrze mi się to pisało. Miłego czytania :)








~*~






Jesienne dni są coraz chłodniejsze z powodu zbliżającej się zimy. Plaża niegdyś zatłoczona, teraz świeciła pustkami, jest pusta jak on sam. Szara, zwyczajna, bez tego blasku, którym obdarzała go każdego dnia. Nie ma ludzi, nie ma życia, nie ma jego, nic nie ma sensu. Nie ma sensu siedzieć, nie ma sensu myśleć, nie ma sensu oddychać, nie ma sensu żyć. Czuł chłód bijący od piasku na, którym przesiadywał, był tak zimny, jak jego zranione serce. Był sypki gdy go wziął na rękę, rozwiewał się przez wiejący wiatr, jak nadzieja na jego powrót. Woda żmudnie uderzała o skały, monotonia jak cały jego dotychczasowy żywot. Zachmurzone, deszczowe niebo, smutek i rozpacz za jego odejściem. Mokre krople deszczu działają jak łzy, nie wiadomo kiedy się skończą. Dzisiejsza pogoda, oddawała jego nastrój, idealnie odzwierciedlała jak się czuł w danej chwili, a czuł się...
Właśnie, jak? Nie czuł już smutku, przestał obwiniać każdego o to co się stało, jedynie pozostał ból oraz żal do samego siebie, że łatwo pozwolił mu odejść. Że nie walczył wtedy kiedy wymagała tego sytuacja, poddał się, sprawa go przerosła. Był głupi, tak bardzo głupi, gdyby tylko wiedział, jaki to będzie miało skutek. Teraz jest sam, jedyny na tym świecie. Przez swoją własną głupotę. Coraz częściej zdarza mu się popełniać błędy, za które płaci wysoką cenę, ale żeby aż taką?
-Nie warto zawracać sobie głowy osobami, które nigdy już do nas nie wrócą - cichy, delikatny głos dobiegł go zza jego pleców. Odwrócił się spotykając się z czarnymi tęczówkami blondyna. Patrzył na niego podejrzliwie. Skąd mógł o tym wiedzieć, nigdy się przecież nie widzieli na oczy. Nie znali się, nie zamienili z sobą ani jednego słowa. Jakim cudem chłopak trafił w samo sedno jego problemów? Aż tak było to po nim widać?
-Nie pytaj skąd wiem, umiem wyczuć ludzką sytuację, taki mój dar - odpowiedział widząc zmieszaną minę bruneta. Przycupnął obok niego, skupiając uwagę na chmurach oraz słońcu, które zaczęło się przez nie przedzierać. Blondyn miał nieodpartą ochotę pomóc nieznajomemu, nie chciał pozwolić aby cierpiał jak on sam przez cały ten czas. Powinien zapomnieć, dać się ponieść czemuś nowemu, a nie rozpamiętywać przeszłości, chociaż to wcale nie takie proste. Czy dla niego było? Tak bez problemu stanąć na nogi? Oczywiście że nie, wymagało to od niego dużo czasu. Długich lat, miesięcy, dni, godzin, minut, sekund. Musiał postawić ten pierwszy krok, najtrudniejszy do wykonania, aby móc zrobić kolejne. Musiał zapomnieć na chwilę o bólu, żeby się pozbierać, żeby nie upaść na dno, bo z niego najciężej wyjść. Szukał, potrzebował osoby dzięki której wzniesie się w górę. Po czasie sam uczył się na swoich błędach, które zrobił, aby mógł być silniejszy. Na tyle aby się podnieść, pójść przed siebie. Zrozumiał że tak na prawdę nie potrzebował nikogo aby zajść tak daleko. Teraz nadarzyła się okazja, żeby komuś pomóc, zaoferować ją wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebuje. On mógł liczyć jedynie na siebie, ale czy to uczyniło go egoistycznym człowiekiem? Już się takim nie czuł. Teraz chce być potrzebny, aby nikogo nie spotkał ten sam los co jego.
-Kim jesteś? Skąd wiesz? Dlaczego akurat pojawiłeś się wtedy kiedy jestem na skraju wytrzymałości? - pytał brunet nie wytrzymując tej ciszy oraz świadomości, że chłopak zakłóca jego cenny spokój.
-Chce ci pomóc, nic więcej. Nie mogę pozwolić aby ktoś cierpiał tak jak ja oraz mierzył się z tym sam, wtedy kiedy mogę posłużyć jako ostoja - po raz pierwszy blondyn uraczył go swoim spojrzeniem, które kryło taką samą pustkę jak wzrok bruneta. Ale znajdował się w nim także spokój pomieszany z lekką obojętnością, której brakowało u jego towarzysza. Dlaczego obcy chłopak chce mu pomóc? Jaki jest jego cel? Czy chce pomocy? Potrzebuje jej? Brunet zastanawiał się lustrując sylwetkę nieznajomego. Coś mu nie pasowało. Przecież, to nie jest normalne, że obcy ludzie zagadują kogoś wiedząc o czyichś problemach, prawda? Zagryzł wargę zakłopotany, nie wiedział co odpowiedzieć.
-Jestem Taemin - przedstawił się kierując w stronę chłopaka rękę, której brunet nieufnie się przyglądał.
-Jonghyun - uścisnął lekko dłoń blondyna.
Zapadła między nimi cisza ponieważ żaden z nich nie wiedział co powiedzieć, bo niby co, skoro jakoby nie patrząc nadal byli sobie obcy. Jonghyun miał wiele pytań do siedzącego obok niego chłopaka. Nie wiedział od czego zacząć. Przecież to zdecydowanie nie było normalne. Cała ta sytuacja wydawała się jak z jakiegoś dziwnego filmu sensacyjnego. Może nie sensacyjnego, ale on się czuł jak główny bohater tego całego widowiska. A czy chciał brać udział w czymś takim? Nie, zdecydowanie nie. Nie był osobą otwartą, nie lubił towarzystwa innych, zdecydowanie wolał samotność. Skoro tak, to jakim cudem teraz siedzi z kimś, a nie jak to zawsze miał w zwyczaju sam? Skoro wolał przebywać w odosobnieniu to dlaczego cierpi? Samotni ludzie nie powinni tego czuć, bo do nikogo się nie zbliżają. Może jednak nie był typem samotnika jak mu się wydawało? Może zamknął się na nowe znajomości po stracie kogoś bliskiego? Może potrzebował poznać kogoś nowego by wreszcie otworzyć oczy na świat, a nie zamykać się w sobie i kryć w swojej skorupie nikogo do siebie nie dopuszczając?
-Skąd się tu wziąłeś? Skąd wiesz o moich problemach? Dlaczego chcesz mi pomóc? Przecież się nie znamy. Nigdy się nie widzieliśmy na oczy. Jaki jest twój cel tego wszystkiego? Chcesz mnie w jakiś sposób wykorzystać? - Jonghyun nie wytrzymał zbyt wiele myśli kłębiło się w jego głowie, zbyt wiele pytań na które nie znał odpowiedzi. Po wyrazie twarzy blondyna nie dostrzegł żadnego zdziwienia. Jakby przygotował się na to, że otrzyma mnóstwo pytań ze strony bruneta. A czego mógł się spodziewać?
-Spokojnie,  wszystkiego dowiesz się w swoim czasie - uśmiechnął się łagodnie patrząc mu w oczy - Jesteś strasznie nieufny. Nie denerwuj się, nie chcę cię skrzywdzić - ułożył swoją chłodną dłoń na jego ramieniu, a źrenice starszego powiększyły się w nagłym zdziwieniu. Miał wrażenie że tęczówki chłopaka przenikają go całego wypalając w środku jakąś dziurę.
-Spokojnie? Spokojnie?! Nie będę spokojny! Chcę wiedzieć, wszystko! Już! Teraz! I skończ się na mnie tak patrzeć - wstał chwiejnie o mało nie lądując na zimnym piasku. Zaczął krzyczeć, wymachiwać rękami by pokazać jak wielkie jest jego zirytowanie tą całą dziwaczną sytuacją. Chłopak nie spuścił z niego wzroku nadal wpatrywał się w niego swoimi przenikliwymi czarnymi tęczówkami, a po wyrazie jego twarzy mógł zauważyć malujące się rozbawienie. Co w tym śmiesznego? Nie rozumiał jego zachowania, od samego początku blondyn wydawał mu się dziwny.
-Jesteś strasznie niecierpliwy, wiesz? - westchnął przeciągle - Będzie ciężej niż mi się wydawało - wymamrotał pod nosem, a brunet uniósł jedną brew w górę.
-Co? - spytał przypatrując się siedzącemu nadal blondynowi, który wydawał się być oazą spokoju. Co bardzo denerwowało Jonghyuna. Nic konkretnego mu nie chce powiedzieć, a co gorsza ma wrażenie, że drwi z niego - Widzę, że chcesz mi powiedzieć. To nic tu po mnie - machnął na niego ręką zmierzając w stronę wyjścia z plaży. Miał serdecznie dosyć wrażeń jak na dzisiaj, ale czego się nie spodziewał to chyba tego, że chłopak go zatrzyma.
-Zaczekaj. Sądziłem, że jak ci później wszystko wyjaśnię będzie w porządku, bądź obejdzie się nawet bez tego lecz cóż poradzić. Nie poszło po mojej myśli - pokręcił głową puszczając jego dłoń - A więc chcesz wiedzieć kim jestem, co tu robię i czego od ciebie chcę? - spytał, a brunet jedynie pokiwał twierdząco głową wpatrując się w chłopaka z zaciekawieniem oraz lekkim przerażeniem - Jestem człowiekiem, który posiada nadprzyrodzone moce, a mianowicie potrafię czytać w ludzkich umysłach i wyczuć ich sytuację. Dostałem za zadanie pomagania innym, którzy sobie nie radzą po stracie drugiej osoby, którą kochali. Tak, znam całą twoją historię Jonghyun, wiem o wszystkim więc nie musisz mi nic tłumaczyć. A czego chcę od ciebie? Chcę abyś mógł znów odnaleźć się w całym tym pogmatwanym świecie, żebyś mógł stanąć na nogi i iść dalej bez niczyjej pomocy, a ja ci w tym pomogę. Od tego tutaj jestem - patrzył się na stojącego chłopaka, który był w lekkiej konsternacji lecz po chwili jakby oprzytomniał zaczął mrugać oczami i wykonywać dość gwałtowne ruchy.
-Zwariowałeś. Jesteś jakiś chory, powinieneś się leczyć - kręcił głową cofając się do tyłu kiedy blondyn starał się do niego podejść - Zostaw mnie psycholu. Nie wierzę ci. Coś ci się uroiło w tej chorej główce - zaczął się chaotycznie śmiać. Miał wrażenie, że zaraz ktoś wyskoczy z krzaków z wielkimi kamerami i powie "Kim Jonghyun zostałeś wkręcony" Takiego czegoś w sumie oczekiwał lecz nic takiego się nie wydarzyło, co go zaniepokoiło.
-Twój chłopak nazywał się Kim Kibum? Urodził się w Daegu, choć na samym początku wmawiał ci, że pochodzi z Seul? Jego rodzice nie akceptowali go za to jaki jest, dlatego uciekł i zamieszkał w głównej stolicy Korei? Twoją największą słabością jest twoja szyja, zawsze gdy on cię po niej całował byłeś potulny jak baranek - uśmiechnął się dostrzegając coraz to większe zaszokowanie u bruneta.
-S..skąd to wiesz? Wiedział o tym tylko.... - urwał wpatrując się w chłopaka jak na jakieś ufo, bądź istotę, która przybyła z odległej planety - Nie, to jakaś chora sytuacja, nie potrzebuję twojej pomocy.. chyba źle trafiłeś... Daj mi spokój - zaczął biec, uciekać byle jak najdalej od tego miejsca. Nie odwracał się z obawy, że chłopak być może idzie za nim. Nie, Jonghyun wariujesz. Krzyczały jego myśli kiedy znalazł się pod swoim domem. Odetchnął z ulgą kiedy nikogo nie zauważył, żadnego nieproszonego gościa. Wyciągnął klucze z kieszeni po czym przekręcił zamek w drzwiach. Przekroczył próg, a zawartość jego ręki wyleciała z wielkim łomotem na zimne kafelki na podłodze. To jakiś koszmar.. To zdecydowanie nie dzieje się naprawdę..
-Co ty tu robisz?! - pisnął zamykając za sobą drewniane drzwi po czym niepewnie podszedł do siedzącego na kanapie w salonie blondyna.
-Sądziłeś. że tak łatwo się mnie pozbędziesz? - roześmiał się, a Jonghyunowi wydawało się, że dźwięk jego głosu brzmi rodem z jakiegoś horroru choć był całkiem normalny - Nie wspominałem ci, że potrafię się teleportować? Musiało mi umknąć - przekręcił głowę wpatrując się w wykrzywioną w strachu twarz Jjonga - Nie, nie jestem kosmitą - prychnął obruszony czytając myśli bruneta.
-K...kim ty jesteś? - wyjąkał, a drżące dłonie schował do kieszeni spodni - Nie wierzę, że jesteś człowiekiem.
-Kurde, jesteś bardziej inteligentny niż sądziłem - westchnął opierając brodę o jedną ze swoich rąk - Nie, nie jestem. Jestem aniołem, a dokładniej dostałem zadanie żeby ci pomóc. To moje pierwsze, a ty jesteś pierwszą osobą. Jeśli temu podołam, będę mógł wrócić na ziemię i pomagać innym.. - urwał spuszczając wzrok, po czym znów go uniósł na mówiącego teraz Jonghyuna.
-A jeśli nie podołasz, to co? - spytał.
-Zabiją mnie, bądź wrócę tam skąd przyszedłem.. - mimowolnie się uśmiechnął, a brunet niepewnie usiadł obok niego przypatrując mu się uważnie. Dopiero teraz dostrzegł piękno jakie w nim było. Zdecydowanie pasował na anioła, ale nadal nie rozumiał przed czym chce go ochronić. Dlaczego niby potrzebuje pomocy?
-Jak długo musisz zostać? - zapytał mając nadzieję, że kiedyś da mu wreszcie spokój, uśmiech chłopaka od razu zszedł z twarzy.
-Wiem, że chcesz się mnie pozbyć. Zostanę jakiś czas, kilka dni, miesięcy, lat? Nie wiem. Okaże się - wzruszył ramionami po czym zerknął na niego kątem oka - Jesteś niewyspany. Połóż się, bo jutro pewnie będzie nas czekać długa rozmowa - odparł po czym zniknął. Jonghyun rozejrzał się jeszcze lecz ślad za blondynem jakby zaginął. Może to i lepiej? Bez żadnego marudzenia wstał udając się do swojego pokoju, który od jakiegoś czasu wpływał na niego negatywnie. Zbyt dużo bolesnych wspomnień. Nie myśląc o jakimś prysznicu po prostu się rozebrał pozostawiając na sobie tylko bokserki po czym od razu udał się pod kołdrę. Zakopał się w nią pod sam czubek nosa od razu oddając się w krainę snów. Mimo że dzisiaj nic takiego nie zrobił, czuł się niezwykle zmęczony.



Jakie rano miał zdziwienie. Nie, to było bardziej zaszokowanie, tak wielkie, że o mało nie zszedł na zawał serca dostrzegając w swoim łóżku po drugiej stronie blond czuprynę. Chłopak zmarszczył brwi przyglądając się natrętowi podejrzliwie, jak wielkie zdziwienie miał jak zauważył, że był to Taemin. Zagryzł podenerwowany wargę zapamiętując, że kiedy się kładł spać był sam, a tu taka niespodzianka. Nie wiedział co zrobić, czy obudzić go czy może jednak dać spać dalej. Kiedy usłyszał nagle jego głos niespodziewanie podskoczył w efekcie lądując na drewnianych panelach. Warknął pod nosem masując swój obolały tyłek.
-Przepraszam - zachichotał przypatrując się naburmuszonej minie bruneta, na co Jonghyun wywrócił oczami podnosząc się do pozycji stojącej. Ze zirytowaniem patrzył na rozbawionego blondyna, którego uśmiech nasilał się z każdą sekundą. No musiał przyznać, był uroczy. Zaraz, jak on go określił? Nie, zdecydowanie to niedorzeczne. Otrząsnął się słysząc w dalszym ciągu jego głos - Jestem przystojny, a nie uroczy jak już - oparł brodę na rękach puszczając zakłopotanemu Jjongowi oczko.
-Przestań - warknął - Kiedyś ty tu w ogóle przyszedł? - pokręcił głową rozglądając się w poszukiwaniu jakiś czystych rzeczy, co było niemałym wyzwaniem, bo fakt faktem Jonghyun nie należał do osób, które były miłośnikami sprzątania. Dlatego też Kibum zawsze to robił za nich oboje, a Jonghyun odwdzięczał się mu za to w łóżku. Teraz kiedy go nie ma cały bałagan rośnie z dnia na dzień. Lecz coś mu teraz tutaj nie pasowało. Gdzie były jego rzeczy? Gdzie cały nieporządek, który utrzymuje się od jakiegoś czasu?
-Posprzątałem jeśli o to ci chodzi. nie musisz dziękować - uśmiechnął się - Tak, dobrze czujesz. Zrobiłem śniadanie, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że porządnego jedzenia nie jadłeś od dawna.
Zaskoczenie za zaskoczeniem malowało się na twarzy stojącego w dalszym ciągu Jonghyuna. Jeśli tak ma wyglądać wizyta Taemina u niego to nie ma co narzekać, a wręcz przeciwnie coraz bardziej zaczyna mu się to podobać. Podszedł do szafy, a kiedy otworzył jej drzwiczki o mało co nie zszedł na kolejny tego dnia zawał serca. Wszystkie jego rzeczy, ubrania i inne tego typu pierdoły były idealnie podkładane i pachniały czystością. Wyciągnął parę spodni oraz jakąś koszulkę po czym miał zamiar udać się do łazienki lecz zatrzymała go ręka Taemina, chłodna ręka.
-Najpierw zjedz, bo wystygnie, a nie chce tego podgrzewać któryś raz z rzędu - złapał go za dłoń ciągnąc w stronę kuchni z której dochodziły te cudne zapachy. Bez zbędnego gadania podążył za chłopakiem po czym usiadł przy stole, a przed jego nosem wylądował talerz pełen cieplutkich, pysznych tostów. Zerknął jeszcze na Taemina, który nic nie jadł.
-Dlaczego nic sobie nie wziąłeś? - spytał z pełną buzią po czym przełknął.
-My nie musimy jeść, nie musimy spać - wzruszył ramionami - Smakuje, prawda?
-Tak, pyszne - wziął kolejną porcję do buzi delektując się smakiem potrawy aż przypomniało mu się jak Key dla niego gotował. Także był w tym dobry, nawet bardzo dobry. Westchnął, a mina mu ewidentnie zrzedła, kiedy znów wrócił myślami do przeszłości. Co blondyn od razu zauważył, a żeby przywołać go do rzeczywistości ułożył na jego ręce swoją dłoń. Jonghyun spojrzał najpierw na nią potem na niego, a w jego oczach można było dostrzec żal.
-Co mogę zrobić żeby on znów do mnie wrócił? Jesteś aniołem, możesz coś zrobić w tej sprawie - patrzył na niego błagalnie, a dłoń chłopaka od razu zniknęła.
-To niestety nie na tym polega. Jak bardzo bym chciał aby twój chłopak znów był z tobą, to nic nie mogę na to poradzić. Ale z pewnością ma się tam dobrze to ci mogę obiecać - wziął brudne naczynie od Jjonga po czym włożył je do zmywarki.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Jestem tego pewien, nie martw się Jonghyun - oparł się tyłkiem o szafkę spoglądając na siedzącego w dalszym ciągu bruneta.
-Taemin...opowiesz mi coś o sobie? Wiem, że jesteś aniołem, wiem że pomagasz, wiem że masz zdolności nadprzyrodzone, a tak nic poza tym o tobie nie wiem - zagryzł wargę patrząc na opierającego się blondyna z nadzieją, że może jednak zechce coś mu o sobie zdradzić, bo jakoby nie patrząc on wiedział o nim wszystko.
-Naprawdę cię to tak ciekawi? - westchnął doskonale znając odpowiedź - No dobrze... - zamyślił się nie wiedząc dokładnie od czego zacząć - Kiedyś byłem normalnym człowiekiem, chłopakiem takim jak ty. Miałem wspaniałych kochających rodziców, przyjaciół i jego. Którego kochałem jak nikogo innego. Byliśmy nierozłączni, wszystko robiliśmy razem. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, co po pewnym czasie się zmieniło, przerodziło w coś o wiele więcej. Było pięknie, byłem szczęśliwy jak nikt inny lecz pojawiły się problemy, mianowicie jego rodzice. Którzy nie akceptowali tego, że jest gejem i może być szczęśliwy z innym chłopakiem. Starali się go ode mnie odizolować. To nic nie poskutkowało, bo Minho, tak nazywał się mój ukochany, uciekł by wrócić do mnie. Chwila nieuwagi sprawiła, że wjechał w jadący samochód, potrzeba było długiej, bardzo skomplikowanej operacji by móc uratować jego życie. Nawet to nie pomogło, a on odszedł. Byłem wściekły jak nikt inny, że mi go odebrali, a ja pozostałem sam. Że los od zawsze mi nie sprzyja i skarał takim nieszczęściem. Aż pewnego dnia postanowiłem odejść do niego. Nie myślałem o innych, o tym że są jeszcze ludzie, których zrani moja decyzja. Byłem egoistyczny co od razu mnie pokarało. Od tamtego momentu było jeszcze gorzej, trafiłem do najgorszego miejsca od którego każdy człowiek stara się uciec. Ciemność to coś co ogarnia cały ten świat. Rozpacz, gorycz, cierpienie, ból. To emocje, które czułem każdego dnia kiedy zdawałem sobie sprawę, że popełniłem błąd. Lecz wtedy nadal byłem za słaby by móc stanąć na nogi, by iść o własnych siłach. Potrzebowałem wiele długich lat, by zrozumieć swoje błędy. Aż pewnego dnia byłem gotów opuścić to miejsce raz na zawsze, móc się zmienić na lepsze. Lecz to nie było takie proste jak mi się na samym początku wydawało. Otrzymałem zadanie, które jest nie lada wyzwaniem, lecz ja wiem, że mi się uda...
-I tak teraz znalazłeś się tutaj razem ze mną? - spytał niepewnie mu przerywając. Był zaszokowany tym co usłyszał. Nie pomyślał, że tak odległa osoba może mieć z nim tyle wspólnego, posiadać dokładnie takie same problemy. Lecz nadal nie rozumiał jednego - Jak chcesz mi pomóc?
-Głównie chodzi mi o to żebyś nie popełnił tego samego błędu co ja kiedyś - kiedy tylko zauważył że Jonghyun chce zaprzeczyć od razu mu przerwał - Wiem, że chcesz to zrobić, ale to nie tędy droga. Jeśli macie być razem to będziecie, może nie teraz lecz w najbliższej przyszłości. Uwierz, naprawdę... - usiadł znów naprzeciw niego łapiąc znów jego ciepłe, wręcz gorące dłonie. Może Taemin ma racje? Może potrzeba czasu i chwili zapomnienia, by znów wszystko było dobrze?



Dni mijały szybko, a ból został zastąpiony czemuś innemu. Na co Jonghyun zdecydowanie nie był przygotowany, nie spodziewał się, że to jeszcze kiedyś nastąpi. Że jest jeszcze w stanie się zakochać i to na dodatek w osobie, która w każdy dzień może zniknąć, zostawić go. On go rozumiał, dawał wsparcie, był przy nim kiedy miał chwile słabości. Stawiał do pionu kiedy wymagała tego sytuacja. Tego potrzebował. Leżeli w jednym łóżku, nie odzywali się, bo zdążyli się poznać na tyle, że rozumieli się bez słów. Wzajemna obecność wystarczyła niż niepotrzebna rozmowa. Wtulił w siebie kruche, zimne ciało blondyna. Nie przeszkadzał mu chłód ważne było dla niego, że jest tuż obok niego, że może cieszyć się tą chwilą. Wiedział, że pewnego dnia go opuści, znów pozostanie sam lecz będzie mógł się na to przygotować. Choć nie wie, czy idzie się tak łatwo przygotować na odejście najważniejszej osoby w swoim życiu. Jedno odejście go zbyt zaskoczyło, bo przyszło zbyt szybko i nieoczekiwanie, czy tym razem będzie tak samo?
-Obiecaj, że kiedyś jeszcze do mnie wrócisz. Po prostu obiecaj - spojrzał mu w oczy, a Taemin od razu odwrócił wzrok wzdychając po czym wtulił się w niego mocniej.
-Doskonale wiesz, że nie jestem w stanie ci tego obiecać - mruknął w jego koszulkę, a palcem jednej ręki kreślił jakieś wzorki na jego brzuchu.
-Obiecaj że chociaż spróbujesz - zmusił chłopaka do ponownego popatrzenia na siebie na co jego usta się wykrzywiły do lekkiego uśmiechu.
-Obiecuję - odparł, a brunetowi tyle wystarczyło. Tylko to chciał od niego usłyszeć, że będzie walczył. Że będzie robił wszystko aby znów być z nim. Złożył na jego chłodnych, zimnych ustach delikatny, lekki pocałunek od razu dostrzegając w oczach blondyna lekkie zmieszanie.
-Wiesz, że niedługo będę musiał wrócić, prawda? - spojrzał na niego niepewnie starając się wyczytać o czym myśli. Lecz chłopak nie przyjmował tego do świadomości, bo był pewny że ta rozłąka będzie krótka, że nic, żadne sprzeciwności losu już nie staną mu na drodze do szczęścia.
-Wiem, ale tak łatwo cię im nie oddam - zaśmiał się dociskając Taemina do swojej klatki piersiowej. Było mu dobrze jak było, nie chciał zmian. Zdecydowanie ich nie potrzebował lecz tak jak się spodziewał. Dzień, którego obawiał się jak ognia nadszedł szybciej niż planował. Niż się spodziewał, że przyjdzie. Po prostu się obudził, a obok nikogo nie zastał, a odkąd Taemin z nim zamieszkał spali razem, a właściwie on spał. Blondyn nie potrzebował snu więc albo mu się całą nos przypatrywał lub robił coś zupełnie innego. Tym razem był podenerwowany kiedy wstał, a ani w salonie, ani w kuchni nie zastał tej dobrze znanej blond czupryny. Nigdy nie wychodził bez jego wiedzy więc pójście gdziekolwiek samemu było wykluczone więc gdzie mógł się podziać? Kiedy tak chodził po domu to z każdą mijającą sekundą, minutą, godziną docierała do niego smutna lecz prawdziwa rzeczywistość. Mógł się tego spodziewać, tak? Miał być na to przygotowany, a czy był? Niby tak, ale odejście boli nadal. Martwił się czy mu się udało, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą. Lecz tym razem coś obiecał. Zapamiętał jego słowa, których zamierzał się trzymać już do końca. "Jeśli macie być razem to będziecie, może nie teraz lecz w najbliższej przyszłości." Będą razem, jeśli nie teraz, to kiedyś na pewno.

~Bummie

poniedziałek, 23 lutego 2015

Zrozum mnie.

                  



Napisałam to kilka miesięcy temu, jakoś tak o tym zapomniałam i nie dodałam. Właśnie siedzę i zastanawiam co napisać, a tu takie nagłe olśnienie ^^ Zastanawiam się czy nie zrobić z tego 2 części, ale to się jeszcze okaże. 





~*~





         Ten magiczny dotyk. Te znajome dreszcze, przyspieszone bicie serca. Motyle w brzuchu pojawiające się przy każdym twoim spojrzeniu. Za każdym razem się tak czuję patrząc na ciebie przyjacielu. Przynajmniej tak mi się wydaje, że nimi jesteśmy. Uśmiecham się, ty również to robisz. Doskonale zdaję sobie sprawę, że tylko udajesz, boli mnie ten fakt. Chociaż jestem szczęśliwy będąc tak blisko, że mogę czuć twoją obecność. Nawet nie przeszkadza mi świadomość, że robisz to wszystko na pokaz. Przecież tylko to się dla ciebie liczy, prawda? Rozgłos oraz zadowolenie ze strony fanów, a co ze mną? Ja w tym wszystkim nie mam znaczenia, jestem tylko zwykłą marionetką, którą się steruje za pomocą sznurków. Nie mam nic do powiedzenia, muszę robić to co mi karzą, choć każda nasza chwila spędzona razem sprawia, że moje serce rozpada się na miliony drobnych kawałeczków. Czuję ten twój zaraźliwy zapach od którego z każdym dniem coraz bardziej się uzależniam. Zaraz koniec, cały czar pryśnie jak jedna wielka bańka mydlana. Znowu stanę się dla ciebie obojętny, nic nie znaczący. Kocham cię, wybaczam każdą wyrządzoną krzywdę, przecież ty o niczym nie masz pojęcia. Skąd możesz wiedzieć, że swoim zachowaniem mnie ranisz? Czy to możliwe, że aż tak dobrym aktorem jestem? To ciągłe udawanie, wmawianie wszystkim, a co gorsza sobie, że wszystko jest w porządku i jakoś się ułoży. Jest dobrze dopóki nie zauważam jak rozmawiasz z fankami. W jaki sposób na nie patrzysz. Wiele bym dał jakbyś choć raz uraczył mnie takim spojrzeniem. Nie na scenie, ani nie dla rozgłosu. Czasami czuję, że nie daję rady. Pewna część mnie chce to wszystko skończyć, odciąć się od całego bólu, ale wtedy dostrzegam tą radość w twych oczach. Jesteś wtedy taki szczęśliwy, że nie mogę tego zrobić. Twoja bliskość mnie wykańcza, jestem coraz słabszy chociaż tego po mnie nie widać, z każdym dniem coraz bardziej się łamię jak krucha warstwa lodu. Pewnego dnia całkiem się zniszczę, ale już nikt nie będzie wstanie tego naprawić. Ostatnie słowa piosenki, ostatnie spojrzenie w tłum i w końcu czuję chłód na swojej dłoni gdzie jeszcze chwilę temu znajdowała się twoja ręka. Nie, nie puszczaj, nie zostawiaj mnie. Myślę. Jestem taki żałosny, przecież nigdy nie będziemy razem. Dlaczego nadal się łudzę? To w jaki sposób się zachowujesz daje mi nadzieję, która szybko gaśnie po skończonym show. Schodzę po schodkach wbiegając do garderoby. Wszystkie zgromadzone dotychczasowe emocje ulatują ze mnie jak powietrze z rozwiązanego balonu. Całe negatywne uczucia i wszystkie smutki dają ujście. Mokra ciecz spływa mi po policzkach. Nie mam siły tego powstrzymać, kiedyś to musiało nastąpić. Przecież jest dobrze, tak? Chyba jednak kłamałem. Jestem zwykłym oszustem, próbowałem komuś coś wmówić jak nawet sam w to nie wierzę. Coraz bardziej się pogrążasz. Przechodzi mi przez myśl. Wycieram twarz widząc roześmiane twarze Taemin'a i Minho. Nawet nie wiecie jak boli mnie patrzenie na was, gdy jesteście tacy szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogę? Aż takim złym człowiekiem jestem? Zazdroszczę wam tego tak bardzo, że nie potrafię cieszyć się razem z wami. Co ze mnie za przyjaciel? Przecież powinienem was wspierać, ale nie mogę. Straszny ze mnie egoista. Uśmiecham się, gdy siadasz obok mnie. Przecież nie mogę dać ci satysfakcji, że to twoja wina, że te łzy są spowodowane przez ciebie.
-Płakałeś? - zmartwiony Onew kładzie rękę na moim ramieniu, a ja nadal nie spuszczam z ciebie wzroku, aż w końcu sam na mnie spoglądasz. Na twoją twarz wkrada się ten twój słynny uśmieszek. Nie, nie mogę patrzeć jak ze mnie drwisz.
-Ze szczęścia - rzucam pierwszą lepszą odpowiedź, która wpada mi do głowy.
Śmiech z waszej strony obija się o moje uszy. Uwierzyliście? Wymuszam uśmiech.
-Nie sądzę, że ze szczęścia - mówisz pewny swoich słów. Zdziwiony patrzę wprost w twoje oczy dostrzegając tą dobrze znaną wyższość.
-Jonghyun o co ci chodzi? - pytam niepewnie wstając, ty również to robisz. Przecież nie mogłeś znać prawdziwej przyczyny, prawda? Oczywiście, że nie, bo niby jak? To niemożliwe.
-Płaczesz, bo znowu byłem lepszy, lepiej udawałem, lepiej przyłożyłem się do swojego zadania niż ty - słowa płynęły z twoich ust jak jedna wielka fala uderzeniowa.
-C..co? - wyjąkałem.
Jak mogłem być o takie coś zazdrosny? Przecież to niedorzeczne. Gdybyś ty wiedział jaka jest prawda, to już nigdy byś na mnie nie spojrzał. Wiem to, zbyt dobrze cię znam. Tylko nadal mnie zastanawia, dlaczego na to wszystko się zgodziłeś skoro tak bardzo gardzisz homoseksualistami? Jaką masz z tego korzyść? Przecież teraz to ciebie za niego postrzegają. Nic nie rozumiem.
-Jestem lepszym aktorem w udawaniu, musisz to przyznać. I wiesz co Bummie? Przyłożyłbyś się bardziej do naszego "związku" zawsze ja odwalam całą robotę - mówisz pewny siebie.
Spuszczam wzrok na podłogę słysząc twoje ostatnie zdanie. Oj tak, jesteś doskonałym aktorem, ale to za wiele. Coś we mnie pęka. Wiem, że tym co za chwilę zrobię złamię sobie serce. Ale co mi zostało do stracenia? Nic, ponieważ i tak jestem na straconej pozycji. Biorę kilka głębokich oddechów. Teraz albo nigdy. Prostuję się robiąc kilka kroków bliżej, a moje oczy znów spoczywają na twojej osobie.
-Naprawdę uważasz się za lepszego ode mnie? Że lepiej umiesz okazywać udawane emocje? To nic, w porównaniu z pokazywaniem obojętności tak, aby nikt nigdy się niczego nie domyślił. Dobrze mi szło prawda? - uśmiecham się pobłażliwie przejeżdżając opuszkiem palca po twoim policzku. Ale co się dzieję? Już nie jesteś taki pewny siebie, czyżby to przez tą naszą bliskość? A może masz wyrzuty sumienia? Przybliżam swoje wargi do twoich, tak bardzo tego pragnąłem. Zawsze chciałem ich skosztować. Wreszcie nadarza się taka okazja. Muskam twe lekko spierzchnięte usta. Dreszcze rozchodzą się po moim ciele. Wszelkie zahamowania prysły. Łapię twoją twarz w swoje ręce pogłębiając pocałunek. Niestety, tak jak się spodziewałem odpychasz mnie, patrząc z obrzydzeniem. To boli, wiesz?
-Co ty wyprawiasz?! - krzyczysz na mnie wymachując w dezaprobacie rękami.
-Robię to co chciałeś, przecież właśnie o to ci chodziło, czy może jednak się pomyliłem? Ale wiesz co Jonghyun? Nie żałuję. Nie żałuję niczego, co było związane z tobą. To jak mnie traktowałeś, dawałeś nadzieję, a później okrutnie rozdeptywałeś jak paskudnego robaka, nie gniewam się. Od dawna się z tym pogodziłem, bo może nadal łudziłem się, że być może pewnego dnia się zmienisz? Byłem taki głupi i jestem nadal. Ludzie tak szybko się nie zmieniają, a szczególnie nie ty. Jedyne czego mogę żałować to tego, że zakochałem się w nieodpowiedniej osobie. Ale miłość nie wybiera - kręcę głową zrezygnowany, obserwując twoją reakcję. Stoisz jak wryty, a na twojej twarzy mogę dostrzec to przerażenie. Czyżbyś był zaskoczony? A wiesz że ja też?
-Co ty mówisz Kibum? Jak mogłeś się we mnie zakochać? Przecież to niedorzeczne - mrugasz oczami, zaczynasz się denerwować. Nie uwierzyłeś mi, bądź nie chcesz tego zrobić.
-Chciałbym zaprzeczyć, ale to chyba byłoby kłamstwo, nieprawdaż?
-I co? Myślałeś, że rzucę ci się w ramiona wyznając miłość, że będziemy żyli długo i szczęśliwie w tej twojej gejowkiej bajeczce? - wyrzucasz pogardliwe i pełne odrazy słowa - Skoro tak, to się pomyliłeś. Nie jestem gejem, nigdy nim nie byłem i nie będę. Nie jarają mnie męskie nagie klaty, ani nic z tych rzeczy. Jesteś obrzydliwy myśląc, że my kiedykolwiek moglibyśmy zrobić coś takiego.
-Kiedyś być może się tak łudziłem, ale pewnego dnia dotarła do mnie okrutna prawda, ale... - przerywasz mi.
-Od jak dawna to już trwa?
-Dwa, trzy lata? Co za różnica? Przestałem to już liczyć po jakimś roku - wzruszam ramionami jakby to wszystko było normalne, bądź najbardziej oczywiste. Chociaż było mi ciężko, z trudem powstrzymywałem łzy, które niebezpiecznie zaczęły się cisnąć do moich oczu, kiedy bez słowa opuściłeś naszą garderobę. Czyżby wszystko stracone? Jak mogłem być tak głupi i wszystko zaprzepaścić? Dlaczego moja jadaczka nigdy się nie zamyka wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja? Gratuluję Kibum straciłeś nie tylko miłość życia, ale również i najlepszego przyjaciela.


~Bummie

sobota, 21 lutego 2015

I'm stupid because I love you.







Miałam zamiar dodać coś o wiele wcześniej lecz miałam lekki problem. Taaak, Bummie jest sierotką i teraz przez tydzień musi chodzić z szyną na palcu :/ Mianowicie mam problemy z pisaniem i często denerwuje mnie to w szkole, bo nie umiem sama siebie odczytać. Ogólnie w tym tygodniu miałam strasznie dużo sprawdzianów i napisanie czegokolwiek graniczyło z cudem. Teraz mam rekolekcje, brak lekcji więc będzie mały luz. :) Shot pisałam (skrobałam) na geografii. Tak, lekcja zdecydowanie była bardzo interesująca. Miałam nie mały problem z wyborem paringu, w końcu postanowiłam trochę poeksperymentować. :) Miłego czytania ^^





~*~





-Kochasz mnie?
-Kocham.
Kłamałeś.
-Będziesz ze mną już zawsze?
-Na zawsze
Odszedłeś.
-Nie zostawisz mnie?
-Nigdy.
Zostawiłeś
-Będziesz mi wierny?
-Oczywiście, że tak.
Zdradzałeś.
-Obiecujesz, że mnie nigdy nie skrzywdzisz?
-Obiecuję.
Skrzywdziłeś.
W takim razie po co wróciłeś?
Czego ode mnie teraz oczekujesz?
Przebaczenia?
Że bez zastanowienia przyjmę cię z powrotem?
Chciałbym...
Lecz nie mogę...
Za bardzo bolało jak kłamałeś, że mnie kochasz, choć byłeś ze mną tylko dla seksu.
Jak kłamałeś, że będziesz ze mną już na zawsze, a odszedłeś łamiąc mi tym serce.
Jak wmawiałeś, że nigdy mnie nie zostawisz, a zostawiłeś dla innego.
Jak twierdziłeś, że mnie nie zdradzasz, a puszczałeś się z kim popadnie. 
Jak obiecywałeś, że mnie nie skrzywdzisz, a zrobiłeś to przy pierwszej lepszej okazji. 
Zrozum...
Nie chcę żyć w bólu...
Nie potrzebuję tego...
Przyzwyczaiłem się, że cię nie ma...
Po co to zmieniać?
Dlaczego próbujesz mi mącić w głowie?
To przecież nic nie da...
Już ci nie uwierzę...
Zostaw mnie...
Najlepiej będzie jak będziemy się zachowywać jakbyśmy się nie znali...
Że nigdy między nami nic nie było...
I nie będzie...
Łatwiej mi będzie zapomnieć...
Tobie także to radzę...
Skończ się starać...
To i tak nie sprawi, że zmienię zdanie...
Proszę, nie patrz na mnie tym wzrokiem...
Przestań...
Nic nie mów, nic nie rób, po prostu przestań...
Dlaczego mnie nie słuchasz?
Powiedziałem coś...
Twoje dłonie... lekko chłodne...
Twoje usta... takie ciepłe...
Nie, to nie powinno się wydarzyć...
Wiem, że robisz to tylko dla własnego zaspokojenia...
Twój zapach...
Twoje hipnotyzujące kocie oczy...
Zatracam się...
Robisz to specjalnie, prawda? 
Chcesz mnie złamać? 
Twoja blada, delikatna skóra...
Tęskniłem za nią...
Przyznaję, udało ci się...
Poddałem się...
Będę tego żałować...
Tak, oszalałem... zwariowałem... zgłupiałem...
Ale tylko i wyłącznie z miłości do ciebie, która jest ślepa i wybacza wszystkie błędy.

~Bummie

sobota, 14 lutego 2015

I love to hate you because I hate to love you..


Ostatnio mam kiepski humor i ciągnie mnie do pisania, czytania angstów. Ogólnie je lubię to teraz je jeszcze bardziej polubiłam. Shot pisany o prawie 2 w nocy. Ogólnie za błędy przepraszam. Miłego czytania.



~*~




Kocham Cię... mimo wszystko...
Jak nisko upadłem, że nadal błagam cię o to abyś do mnie wrócił?
Idiota...
Z każdym dniem coraz bardziej się pogrążam...
Chyba nadal nie pojmuję tego co się tak właściwie stało...
Nie, ja wiem...
Tylko nie chcę przyjąć tego do świadomości..
Nie chcę się z tym pogodzić...
Świadomość, że jesteś w więzieniu...
Można było się tego spodziewać...
Ciągle łamałeś prawo..
Ale żeby aż tak?
Przez to nie jesteśmy razem...
Nie mógłbym być z tobą...
Nie po tym co zrobiłeś...
Nie umiem ci wybaczyć...
Lecz to uczucie wypala mnie od środka...
Czuję się beznadziejnie...
Skoro nie ja zawiniłem, dlaczego proszę cię o powrót?
Dlaczego ja w to wszystko ingeruję?
Zostałem skrzywdzony...
Dlaczego nadal chcę z tobą być? 
Mimo że nie zasługujesz na to?
Mimo że nie umiem ci zaufać?
Powinienem cię nienawidzić...
Nienawidzę...
Powinienem przestać kochać...
Kocham nadal...
Powinienem dać sobie z tobą spokój...
Nie mogę z ciebie zrezygnować...
Powinienem zapomnieć...
Nie potrafię...
Co jest ze mną nie tak, że nadal się łudzę?
Przecież to już od dawna się sypało...
Od dawna się nam nie układało..
Ty tylko czekałeś na odpowiedni moment...
Aby móc wszystko zniszczyć doszczętnie...
Nie myślałeś o tym jak ja się będę czuł...
Egoista...
Mój... egoista... 
Nie powinienem cię tak określać...
Ale zawsze będziesz mój, a ja twój...
Tak było, będzie do końca...
Czy ja będę tutaj, czy ty będziesz tam..
To nic nie zmienia...
Ah... ile już minęło?
Rok, dwa?
Nie wiem, przestałem liczyć...
Zastanawia mnie tylko...
O czym ty myślałeś kiedy się tego dopuściłeś?
O mnie?
O nas?
O tym, że nie będę chciał mieć nic wspólnego z kryminalistą?
Tak bardzo ci na tym zależało?
Tak bardzo chciałeś bym odszedł? 
Proszę, udało ci się...
Pewnie jesteś z tego zadowolony...
Może nie...
Ja jak ten idiota będę czekał...
Czekał, tylko dlatego że mam nadzieję...
Że coś się zmieni...
Że zmienię nastawienie do ciebie...
Że będę cię umiał zrozumieć...
Jednak na to mam dużo czasu...
Pełne 12 lat...
Czy będzie warto?
To się okaże w najbliższej przyszłości...

~Bummie

czwartek, 12 lutego 2015

Pójdę za tobą wszędzie, nawet na drugi koniec świata.



Znalazłam coś, co już jakiś czas temu napisałam ^^  Miłego czytania :) 


~*~




-Kibummie – słyszy zmiękczenie swojego imienia, którego wręcz nienawidzi, ale jemu to może wybaczyć. Dlaczego, akurat jemu? Bo go kocha? Bo ma jakiś sentyment do tego chłopaka? Sam nie wiedział, ale miał w stosunku do niego ogromną słabość.  Nastolatek często to wykorzystywał jako broń przeciwko niemu. A jak to się kończyło? Źle, bo nie potrafił mu odmówić, a pomysły tego dzieciaka czasami były niewyobrażalne, a ich zrealizowanie było niemalże niemożliwe.

-Key umma – jęknął już zirytowany, że blondyn w dalszym ciągu mu nie odpowiedział, ba nawet nie zareagował! Coś było nie tak, przecież zawsze mu ulegał, a teraz nagle cisza? Nic? Nie, przecież tak być nie może. Chłopak poderwał się z miejsca podchodząc pewnie do swojego przyjaciela, który od dłuższego czasu wpatrywał się w jeden punkt za oknem  - Key – szturchnął go, by choć na chwilę zaszczycił go spojrzeniem. Nic się takiego nie stało – Bummie! – wepchnął się pomiędzy niego, a szybę, by spojrzeć na chłopaka. Kiedy przypatrywał się jego twarzy jego pewność siebie, zapał by zbajerować go zmalał, a może nawet wyparował? Widząc łzy w tych kocich oczach coś w nim drgnęło. Miał jakby ochotę mu… pomóc? Przecież nie wie jak. Nigdy nie był  w takiej sytuacji, zawsze każdy jego pocieszał, a on korzystał z tego bez żadnego kwękania. Teraz co miał niby zrobić? Przytulić go? Spytać co się stało? To takie dziwne uczucie kiedy zaczynał się o kogoś… martwić? Nie.. to zdecydowanie nie to, po prostu naszła go ochota aby zapytać się co jest powodem tych szklanych oczu u swojego przyjaciela. To normalne, nie? – Ty płaczesz? Dlaczego?

Czyżby ma jakieś omamy słuchowe czy być może się przesłyszał? Naprawdę usłyszał od niego te pytania? Czyżby coś zaczął go obchodzić? Dostrzegł, że oprócz czubka własnego nosa są także inne osoby, które chcą zwrócić na siebie jego uwagę? Stał zdumiony niepewnie przenosząc zapłakany wzrok z okna na szatyna, stojącego tuż przed nim. Zamarł zauważając jak blisko się znajduje.  Lecz szybko doszedł do siebie wzdychając ciężko. Czuł potrzebę wyrzucenia wszystkiego co ciążyło na jego duszy od dłuższego czasu. Wie, że tym co za chwilę mu powie, zrani go. Ale nie potrafi już dłużej, to zbyt wiele nawet dla niego, który ze wszystkich najdłużej wytrzymał. Bo każdy już dawno odpuścił widząc, że to wszystko jest niewarte zachodu, lecz on nie mógł tak zrobić. Wiedział, że prędzej czy później będzie cierpiał, bo nastolatek był zbyt egoistyczny by cokolwiek zauważyć. Został, czuł taką potrzebę, aby być jak najbliżej. Lecz powoli wychodził poza swoją barierę wytrzymałości.
-To mnie przerasta… Ja już najzwyczajniej w świecie nie daję rady… Starałem się ile tylko mogłem. Przykro mi Taemin, to zbyt wiele nawet jak dla mnie, a ja jestem wystarczająco cierpliwy. Nie zniosę więcej… Mam po prostu cię dosyć. Nie chcę już więcej służyć  jako ten piesek na posyłki, który zgodzi się na wszystko, o co tylko poprosisz. Czuję się źle z tym faktem, że ciągle się tylko mną wysługujesz, wykorzystujesz w każdy możliwy sposób. Nie chcę już tego więcej przechodzić. Wycofuję się. Przepraszam – wychlipał spuszczając głowę, by tylko nie patrzeć szatynowi w oczy. Czuł, że znów by zmiękł, a cała jego wcześniejsza wypowiedź poszłaby w niepamięć.

Co na to Taemin? Nic nie mówił. Stał patrząc pustym wzrokiem na blondyna, który co chwilę pociągał nosem. Był w szoku? Owszem, nie spodziewał się, że coś takiego od niego usłyszy. Lecz nadal to do niego nie docierało. Nie do końca pojmował jego słowa, chyba po raz pierwszy, ktoś mu takie coś powiedział. Czuł się zraniony? Tak. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie aż takim ciężarem dla kogoś. Że zacznie komuś przeszkadzać. A Key to była jedyna osoba której mógł zaufać. Powierzyć swoje sprawy, sekrety wiedząc, że nikomu tego nie wygada. Wiedział, że pozostanie to między nimi, a nikt o niczym nigdy się nie dowie. A więc co się stało? Aż tak bardzo był okropny? Nie, on był po prostu sobą, jak mógł komuś przez to przeszkadzać? A może jednak? Nie wytrzymał, nie potrafił w dalszym ciągu wpatrywać się w tą jego blond czuprynę. Wyminął go po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Skoro tak bardzo im zawadza, to im to ułatwi. Nigdy więcej już nie będą musieli go oglądać. Wreszcie będą szczęśliwi, a on nie będzie musiał patrzeć tym kłamcą w oczy. Czuł się oszukany, w najgorszy sposób okłamany. Ale żeby Kibum mu coś takiego zrobił? To mu się w głowie nie mieściło. Wbiegł do swojego pokoju, który od jakiegoś czasu dzielił z Jonghyunem. Nie omieszkał się w jakiekolwiek pukanie, chociaż wszedł w trochę nieodpowiednim momencie. Nie czuł zawstydzenia ponieważ zbyt wiele negatywnych emocji krążyło w jego głowie, aby zwrócić uwagę na to co się dzieje. Jonghyun w natychmiastowym tempie zrzucił z siebie leżącego na nim Minho by ocenić co za natręt zakłóca jego chwile intymne. Dostrzegł klęczącego szatyna tuż przy wielkiej walizce, do której w ekspresowym tempie wrzucał swoje rzeczy.
-Co ty robisz? – spytał podchodząc bliżej młodszego – Gdzie ty się wybierasz?
-Tam gdzie już więcej nie będzie musieli mnie oglądać. Od dawna chcieliście się mnie pozbyć, prawda? Mięliście mnie wystarczająco dosyć, że tylko czekaliście na ten moment. Nie, nawet nie odpowiadaj, znam całą prawdę – wysyczał jadowicie patrząc na swojego hyunga z bólem w oczach. Biorąc walizkę do rąk wyminął całą dwójkę nie racząc ich już zbędnymi spojrzeniami. Chciał po prostu stąd zniknąć, by już więcej nie musieć ich na oczy oglądać. Otwierając drzwi frontowe niepewnie odwrócił się do tyłu. Jakby nadal nie był pewny swojego wyboru, ale podjął już decyzję. Nie wróci już tutaj, nigdy więcej. Szybko zmógł się w sobie wyrzucając z głowy niepotrzebne kumulujące się wspomnienia. Uniósł hardo głowę do góry, odszedł mając zamiar zacząć wszystko jeszcze raz, wymazując całą czwórkę ze swojej pamięci.

~*~

Kibum stał nadal w tym samym miejscu, nie będąc w stanie się poruszyć. Czuł się dobrze z faktem, że wreszcie powiedział to co chciał zrobić od jakiegoś czasu, lecz obawiał się że nastolatek przyjął to zbyt pochopnie i gwałtownie. Kiedy tylko się trochę uspokoił miał zamiar z nim porozmawiać, wytłumaczyć wszystko. Zapukał do jego pokoju, by po chwili zajrzeć do środka. Ujrzał jedynie siedzącego na łóżku Jonghyuna wraz z Minho, który przytulał kruche ciało swojego chłopaka do swojej piersi.
-Widzieliście Taemina? Muszę z nim porozmawiać – zagryzł niepewnie wargę spoglądając na to na jednego, a to na drugiego niepewnie, nie chciał by zauważyli, że coś jest nie tak.
-Tak.. Ale wątpię, że go znajdziesz. Spakował swoje rzeczy i opuścił dorm. Onew starał się go jeszcze zatrzymać, niestety na marne – odparł Minho głaskając starszego Kima po białych przetlenionych włosach. Blondyn stał osłupiały wpatrując się w dwójkę przyjaciół z niedowierzaniem oraz przerażeniem na swojej bladej twarzy. Odszedł? Jego kochany chłopczyk go opuścił? Nie, to  przecież niemożliwe. Nie wierzył w to.
-Kibum co ty mu powiedziałeś? – spytał jeszcze Jonghyun drżącym głosem.
-O kilka słów za dużo, popełniłem błąd. Muszę go znaleźć. Nie mogę pozwolić, by zniknął na zawsze. Przecież ja go kocham – rzucił rozpaczliwie pociągając nieudolnie nosem przez zbierające się w jego oczach łzy. Dwójka chłopaków patrzyła na niego ze współczuciem wypisanym na twarzy doskonale wiedzieli, że ich Kotek był po uszy zakochany w maknae. Chłopak po prostu nigdy tego nie dostrzegał na co każdy głupi oraz ślepy by zauważył.  Lecz co poradzić skoro Taemin nie zwracał uwagi na nikogo innego poza sobą? Nawet sądzili, że dla Key się zmieni. Niestety to tylko ich marne przypuszczenia, które w końcu okazały się błędne.
Blondyn nie czekając na ich odpowiedź, wziął telefon by przyłożyć aparat do ucha. Jak głupi musiał być, że sądził iż chłopak odbierze? Wiedział doskonale czego ma się spodziewać chociaż nadal się łudził. Tak jak myślał, odezwała się poczta głosowa. Wykonał jeszcze kilka połączeń w dalszym ciągu mając nadzieję, że może zdarzy się cud. Taemin nie dość, że nie chciał odebrać, to w końcu po jakimś czasie wyłączył telefon. Klnąc siarczyście pod nosem  wyszedł z dormu dzwoniąc po taksówkę. Miał pomysł gdzie go może znaleźć, leczy czy to miejsce było trafne? Trzeba zaryzykować. Zajechał na obrzeża Seul przypominając sobie, że znajduje się tutaj pierwszy raz w życiu. Nawet jakby chciał zacząć go szukać nie wie dokładnie w którą stronę ma iść. Westchnąwszy zapłacił kierowcy, by rozejrzeć się po oświetlonej nikłym światłem ulicy. Było ciemno, a także późno. To niebezpieczne chodzić, o takiej porze samemu, a także jeśli do końca  nie wiesz gdzie się znajdujesz. Zagryzł wargę ze zdenerwowania, kiedy dostrzegł sporą grupkę mężczyzn śmiejącą się w niebo głosy. Odwrócił od nich wzrok modląc się w duchu by go nie zaczepili, lecz jakim trzeba być pechowcem?  Faceci, kiedy tylko dostrzegli Kibuma samego stojącego na chodniku bez zbędnych ceregieli podeszli do niego.
-Co taki ładny chłopaczek robi sam o takiej godzinie? Nie powinieneś już dawno spać? – spytał jeden nich wychylając się do przodu z pewnością ich tak zwany przywódca.
-Nie wasz zasrany interes – syknął prostując się. Przejechał wzrokiem po zebranych zdając sobie sprawę, że nawet jakby chciał uciec to jest ich o wiele za dużo, a on sam jak ten palec. Przełknął podenerwowany ślinę rozglądając się być może łudząc się, że ktoś uratuje go z opresji.
-Ładny, wyszczekany. Podoba mi się. Nie chciałbyś kochaniutki się z nami zabawić? My jesteśmy chętni – wyłonił się kolejny obleśnie się uśmiechając. Podszedł do Key i przejechał po jego smukłej sylwetce.
-Łapy przy sobie zboczeńcu – warknął wymierzając prawy sierpowy, a mężczyzna zachwiał się wpadając na innych zebranych. Korzystając z chwili ich nieuwagi zaczął biec lecz tak jak się spodziewał. W połowie drogi dogonili go uderzając czymś ciężkim w głowę, od czego od razu stracił przytomność.

~*~

Szatyn leżał na łóżku w swoim starym pokoju. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo stęskni się za tym miejscem z racji tego, że nigdy nie był człowiekiem sentymentalnym i do niczego się nie przywiązywał. Po prostu jakaś cząstka jego cieszyła się, że znów może spotkać się ze swoją rodziną. Mimo że dobrze mu się mieszkało w jednym dormie z chłopakami to tak naprawdę wciąż tęsknił za rodzinnym domem choć nigdy się do tego nie przyznawał. Nigdy tego nie okazywał. Kochał swoją rodzinę jak nikogo innego dopiero teraz zrozumiał, że był w stosunku do nich okrutny. To w jaki sposób ich traktował. Westchnął. Czyżby wreszcie powoli docierało do niego jak mogli się czuć? Zagryzł wargę, miał poczucie winy. Przecież zachowywał się jak rozkapryszony gówniarz. Nie interesowali go inni, nie przejmował się, że to ich może męczyć ponieważ zawsze liczył się tylko on sam. Jego dobro, byle tylko jemu było dobrze, po co miał przejmować się innymi? To było nie fair. Najbardziej było mu źle jak traktował Key ummę. Zawsze mu pomagał, był gdy go potrzebował, a on i tak tego nie doceniał. Czasami miał wrażenie, że zachowuje się zbyt nad opiekuńczo, zawsze go bronił nawet wtedy, kiedy sytuacja tego nie wymagała, nawet jak to wszystko była jego wina to on i tak obracał to wszystko na jego korzyść. Kochał go bardzo, ale sam dokładnie nie wiedział czy to miłość jak do przyjaciela czy być może chłopaka. Nigdy nie planował tego sprawdzać, bał się. Bał się, że się zakochał jak szczeniak. Obawiał się tych konsekwencji, że zostanie skrzywdzony dlatego nigdy w szczególny sposób tego nie okazywał. Poczuł taką nagłą obawę. Nie wiedział co ona oznaczała, ale musiał coś sprawdzić. Miał taką potrzebę. Włączył telefon, a od razu dostał milion nieodebranych wiadomości. Nie interesowało go to szczególnie, jedynie jedna osoba w tym momencie zaprzątała mu głowę. Wybrał numer swojego przyjaciela.
Pierwszy… drugi…trzeci sygnał…dziesiąty… pip pip pip.
Nie odebrał. Czego mógł się spodziewać? Niepewnie, drżącą ręką wybrał numer do Jonghyuna po chwili usłyszał zachrypnięty głos swojego przyjaciela po drugiej stronie.
-Taemin?! Gdzie jesteś?! Jesteś z Kibumem?! – spytał drżącym głosem.
-Nie, jestem u rodziców – odparł po czym dodał – Jak to Key nie ma w domu? Gdzie poszedł?
-Szukać cię geniuszu! Od dwudziestu minut nie odbiera telefonu, Taemin boję się, że coś mu się stało – wyjąkał  Jjong.
Uniósł brwi w zdziwieniu. Jak to poszedł go szukać? O takiej godzinie? Już jest grubo po północy. Zagryzł wargę ze zdenerwowania, bo miał złe przeczucia.
-Spokojnie. Znajdę go, nie martwcie się – urwał na chwilę by wziąć głęboki oddech – Przepraszam was za wszystko. Jestem idiotą.
-Nic się nie stało. Nikt się na ciebie nie gniewa. Uważaj na siebie – usłyszał jeszcze zanim się rozłączył.
Odłożył telefon od ucha by przetrawić to co przed chwilą usłyszał od swojego przyjaciela. Nie może pozwolić na to aby jego ummie coś się stało niedobrego. Zszedł na dół po schodach w progu dostrzegając swoją ummę.
-Taemin gdzie ty się wybierasz? Jest prawie pierwsza godzina – spytała kobieta opierając się biodrem o ścianę obserwując poczynania swojego syna.
-Umma, Kibum nie wrócił, a poszedł mnie szukać. Mam dziwne wrażenie, że coś się stało – rzucił rozpaczliwie zawiązując buty.
-Nie możesz wyjść o takiej godzinie. Jest późno. A jak już gdzieś idziesz weź ze sobą Taesuna – uśmiechnęła się pokrzepiająco patrząc na szatyna.
-Nie umma, nie mam czasu muszę iść. Obiecuję, że jakby coś się działo zadzwonię – mruknął wybiegając  ze swojego rodzinnego domu. Przebiegł kawałek zatrzymując się. Co jak co, ale skąd miał wiedzieć gdzie on się znajduje? Przecież on mógł być dosłownie wszędzie. Pokręcił głową zbierając się w sobie. On go znajdzie. Da radę. Choćby miał wyjechać na drugi koniec świata to odnajdzie chłopaka. Przeszedł kilka kroków by w końcu  znaleźć się na najciemniejszej dzielnicy Seul. Naciągnął na głowę kaptur bo zaczęło wiać niemiłosiernie, a pogoda coraz bardziej wskazywała na ulewę, a jego włosy zdecydowanie nie lubiły deszczu. Gdy tak krążył w kółko jego zapał malał. Prawie się poddał kiedy dostrzegł jasną blond grzywkę w jednym z ciemnych zaułków.  Zmroziło go w żyłach widząc przed sobą skulonego, trzęsącego się nagiego chłopaka. Podszedł bliżej, by zobaczyć  jego kochanego Kibummie.


Key czuł się okropnie. Miał wrażenie, że jego wszystkie wnętrzności palą niemiłosiernie. Był słaby, dał się bez problemu. Pozwolił na to wszystko. W tej chwili chciał się zapaść pod ziemie, bo było mu wstyd. Wstydził że się poddał. Nadal miał ich twarze przed oczami, te obleśne uśmiechy, zapach alkoholu mieszanego z papierosami i innymi tego typu świństwami. Jak on teraz spojrzy chłopakom w twarz? Jest skończony.  Jego cała kariera legła w gruzach. A to wszystko tylko dlatego że chciał odnaleźć swoją miłość, która i tak ma go w głębokim poważaniu. Gorzej już trafić nie mógł, wpakował się w jedno wielkie gówno. Nie przejmował się zimnem, ani tym że siedzi kompletnie nagi. Co go w tej chwili obchodzi? Przecież i tak źle być już nie mogło. Słyszał jak dzwoni mu telefon, ale nie był w stanie na żadne rozmowy. Chciał tu zostać i się nie obudzić. Bądź, żeby to wszystko okazało się jednym wielkim snem. Właściwie koszmarem z którego zaraz się wybudzi.  Przymknął oczy jeszcze bardziej się kuląc czując następny podmuch wiatru. Nie zauważył, że ktoś do niego podszedł, było mu wszystko jedno.

-Bummie? Kibummie to ty? Błagam powiedz, że tak – usłyszał ten głos na który rapotownie podniósł głowę. Nie mylił się. To był on.  Jego Minnie, jego najukochańszy Minnie stał naprzeciw niego – Przepraszam! Przepraszam! Jestem taki głupi. Key proszę… nie gniewaj się na mnie – rzucił się na biednego blondynka zgarniając jego nagie ciało do swojej ciepłej kurtki. Przejechał ręką po jego sinym policzku na co chłopak delikatnie zadrżał krzywiąc się z bólu - Przepraszam.
-Przestań...przestań przepraszać - jęknął chowając głowę w zagłębieniu jego szyi niepewnie oddając uścisk - Po co tu przyszedłeś?

Szatyn westchnął spoglądając na blondyna unosząc jedną brew do góry.
-Jak to po co? Martwiłem się o ciebie.. - przygryzł dolną wargę czując jak chłopak spogląda na niego. Miał wrażenie, że zaczyna przenikać go tym kocim wzrokiem.
-Ty? O mnie? - zdziwienie obiło się w jego oczach - Dlaczego? Myślałem, że - nie mógł skończyć, bo palec Taemina został przytkany do jego ust sprawiając, że zamilkł.
-Zawaliłem - spuścił głowę, by wziąć głęboki oddech - Chcę to naprawić, bo zależy mi na tobie Kibum - uśmiechnął się delikatnie zabierając palec z ust chłopaka.
-Zależy? Tobie na mnie zależy? Naprawdę? - pytał jakby sam nie dowierzał w co słyszy. Może to jego chory wymysł, a to wszystko tylko mu się wydaje?
-T..tak - wyjąkał Lee nie wiedząc co ma mu dalej powiedzieć - Co ci strzeliło do głowy, aby pójść mnie szukać? - spytał zmieniając temat.
-Jak się kogoś kocha to się pójdzie za nim nawet na drugi koniec świata, nie? - odparł pewny swoich słów uśmiechając się chociaż opuchlizna mu to trochę uniemożliwiała.
-C..co? - zająknął się unosząc brwi w zszokowaniu. Szatyn był kompletnie zbity z tropu, nie wiedział jak ma na to zareagować lecz nie musiał, bo Key wziął sprawy w swoje ręce wpijając się w jego pełne różowe usta.

~Bummie

środa, 11 lutego 2015

Why they took you..




Krótkie, wiem. Nie mam weny, a bardzo coś chciałam dodać. ._. Miłego czytania :)



~*~




Mieliśmy być przez całe życie razem…
Mieliśmy spędzić te wszystkie chwile we dwoje…
Mieliśmy cieszyć się ze swojej obecności…
Więc co się stało, że już nie jesteśmy razem?
Dlaczego ciebie już nie ma obok mnie?
Wtedy, kiedy cię potrzebuję najbardziej?
Gdzie jesteś?
Dlaczego mnie zostawiłeś?
Zamykam powieki…
Ta pustka...
Ta samotność…
To nie dla mnie…
Wzdycham ciężko
Nie wygłupiaj się kochanie…
Wróć do mnie…
Nie zostawiaj mnie samego…
Przecież wiem że tam jesteś…
Mimo że cię nie widzę...
Nie słyszę…
Wiem, że tam jesteś…
Czuję to…
Rozchylam usta…
Twój dotyk…
Czuję twój dotyk na swoim ciele…
Otwieram oczy…
Nie ma cię…
Przecież wiem że tu jesteś…
Nie chowaj się przede mną kochanie…
To już nie jest śmieszne…
Marszczę brwi podenerwowany…
To nie jest zabawne…
-Kai? Dlaczego rozmawiasz z pustą przestrzenią? Tutaj nikogo nie ma.
Nie ma?
Przecież…
Rozglądam się na boki…
Uciekłeś?
-Kai.. Taemina nie ma… nie wróci..
Wyrywam się…
Kłamie…
Powiedz mu skarbie, że to nie prawda..
Że to taka chwilowa rozłąka…
Że zaraz znów się spotkamy…
Kochanie?
Nadal rozglądam się rozpaczliwie…
Przecież to nie może być prawda…
Skarbie…
Spoglądam na stojącego Tao…
To jego współczucie…
Te jego smutne oczy…
Wtedy wszystko do mnie dociera…
Ciebie nie ma…
Nie było…
I nie będzie…
Zostałeś mi zabrany…
Odebrany przez demona ciemności…
Który jest znany jako śmierć…

~Bummie

poniedziałek, 9 lutego 2015

You will always be mine...




Znów patrzysz na mnie tym wzrokiem...
Dlaczego niczego nie mogę wyczytać z Twoich oczu?
Nie patrz tak na mnie...
Zmień punkt w który wbijasz swój wzrok...
Twoje oczy są takie puste...
Nie wyrażają niczego...
Jesteś taki blady...
Ale tak piękny...
Idealny...
Twoje dłonie...
Takie zimne...
Delikatne...
Twoje usta...
Lekko rozchylone...
Takie piękne...
Zawsze tyle mówiły...
Teraz milczą...
Dlaczego nic nie mówisz skarbie?
Kocham Cię...
Przejeżdżam dłonią po Twoich włosach...
Brak reakcji z twojej strony...
Kotku... nakrzycz na mnie... przecież tyle je układałeś...
Chwytam Twoją drobną dłoń...
Taka lodowata...
Będziemy zawsze razem, wiesz?
Nikomu Cię nie oddam.
Kocham Cię gwiazdeczko.
Składam delikatny pocałunek na Twoich sinych wargach.
Już na zawsze razem...
Powtarzam to sobie wciąż nie mogąc w to uwierzyć.
Marzenia jednak się spełniają.
Tylko proszę, nie patrz na mnie w ten sposób...
Przestań...
Odezwij się...
Skarbie...
Słyszysz? Ktoś puka...
Wchodzą do mieszkania...
Przytulam Twoje bezwładne ciało mocniej...
Nie oddam Cię... Kocham Cię... Nie zabiorą mi mojej miłości.
-Pan Kim Jonghyun?
Chciałem tylko byśmy byli razem...
Zimny metal kajdanek przylega do moich nadgarstków.
Zabierają mi Ciebie...
Dlaczego zamykają Cię w czarnym worku?
Skarbie?
Uciekaj!
-Zostaje Pan zatrzymany pod zarzutem zabójstwa Pana Kim Kibuma.
Chciałem tylko byśmy byli razem...


~Minnie♥

sobota, 7 lutego 2015

Drugs, disease, die.





~*~



Moje pomysły są straszne ._. Niestety gdy Bummie jest chory ma różne dziwne myśli i później takie rzeczy wychodzą ^^ Może komuś to przypadnie do gustu, a może i nie. Przepraszam za zakończenie, może jak mi coś innego wpadnie do głowy to trochę to zmienię. Zobaczymy.




~*~



-Jongi, źle to robisz – to słowa które słyszy niemalże codziennie. Mimo jego wszelakich starań to ciągle jest coś nie tak. Zawsze jest niezadowolony. To wszystko powoli go wykańcza, ma ochotę najzwyczajniej w świecie odpuścić. Nawet jakby się rozdwoił to i tak spotkałoby się z jego złą opinią. Jak bardzo nie kochał Kibuma tak teraz miał go najzwyczajniej dosyć. Jego kotek zawsze był zrzędliwy, ale teraz to już przechodzi po za jakąś granicę. Choroba wcale w tym nie pomaga jedynie pogarszała jego samopoczucie. Był silny, nie pokazywał tego po sobie lecz widać było że z każdym kolejnym dniem marnieje w oczach, a Jonghyun musiał na to patrzeć nie mogąc nic z tym zrobić. Wyrok już zapadł, a jemu pozostało się z tym wszystkim pogodzić. Czy umiał? Sam nie wiedział, kochał go, ale niekiedy bywały dni, że sytuacja go przerastała. Tak też było i tym razem.
-Przykro mi Key, że jestem mało wystarczalny. Przykro mi, że nie umiem sprostać twoim wymaganiom. Przykro mi, że nie mogę zrobić tak żebyś wreszcie był zadowolony – rzucił składaną koszulką o ziemię.
-No bo jak się nie przykładasz to się wcale nie dziwię – odpyskował mu podnosząc się z trudnością z łóżka. Jonghyun szybko zatrzymał go gestem ręki, a Key z powrotem na nie opadł – Chcę ci pomóc.
-Dam sobie radę – mruknął podnosząc owe ubranie z ziemi i zaczął składać je na nowo.
-Rękawem do środka, a jak składasz to kantem na zewnątrz – uniósł się na łokciach uważnie obserwując jego poczynania – Jonghyun nie tak.
-Nie tak?! To jak?! Ciągle źle! Skoro ci coś nie pasuje to sam sobie to zrób. Mam dosyć obsługiwania cię, bycia twoją nianiką. Gosposią, która robi wypierz, umyj, pozamiataj. Szczerze gówno mnie obchodzi twoja choroba. Jak wkrótce umrzesz wreszcie przestaniesz być tym cholernym ciężarem dla innych, którym  stałeś się w ostatnim czasie! – wybuchł, a słowa wylatywały z niego jak z torpedy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że powiedział o kilka za dużo. Spojrzał na leżącego blondyna z szeroko otwartymi oczami – Kibum…
-Nikt ci nie karze przy mnie być. Jeśli to dla ciebie taki problem, skoro jestem dla ciebie takim ciężarem to odejdź. Nikt cię tutaj nie trzyma – spojrzał na niego zbolałym wzrokiem po czym przeniósł go na pościel, którą zaczął miętosić w dłoniach – Masz racje, jak umrę wreszcie będziesz miał spokój. Nie martw się to już niedługo – dodał jeszcze zagryzając wargę.
-Przepraszam  nie chciałem tego powiedzieć – jedynie na te słowa było go stać w tej chwili bo nic sensownego nie przychodziło mu do głowy – Nie chcę żebyś odchodził…  - zmarszczył lekko brwi po czym spojrzał podejrzliwie na swojego chłopaka – Czy ty wiesz coś czego ja nie wiem? – spytał.
-Ale powiedziałeś, w porządku. Nie gniewam się – wzruszył ramionami jakby to wszystko go już nie ruszało – Nie, po prostu zostaw mnie. Chcę się położyć, źle się czuję – mruknął przekręcając się tak, że leżał teraz plecami do niego.
Jonghyun jedynie westchnął ociężale postanawiając nie dociekać. Ze złym, rozdrażnionym, chorym Kibumem lepiej nie zadzierać. Coś już o tym wiedział. Opuścił ich pokój, a na korytarzu o mało co nie wpadł na idącego maknae.
-Hyung, co jest? Coś z ummą? – spytał od razu dostrzegając jego zmarnowaną twarz.
-Pogarsza się mu, a na dodatek powiedziałem coś czego nigdy nie powinienem był powiedzieć – spuścił wzrok lecz szybko znów przeniósł go na smutne oczy Taemina – Ja już nie wiem co mam robić.
-Hyung ,  musisz zrozumieć, że jego humor już się nie polepszy, a jedynie może się jeszcze bardziej pogorszyć. Mimo wszystko musimy być przy nim do końca, wspierać go – ułożył swoją ciepłą, kruchą dłoń na jego ramieniu powodując, że uśmiechnął się nikle – On także widzi, że również jesteś tym wszystkim zmęczony, jak my wszyscy zresztą.  Musisz być dzielny i sprostać zadaniu, chociaż tyle możemy dla niego zrobić.
Jonghyuna zawsze zastanawiało jakim cudem ten dzieciak ma w sobie tyle pokory. Zawsze umiał podnieść kogoś na duchu niezależnie od tego jak beznadziejna była sytuacja. Widocznie miał ten dar przekonywania, nawet jakby to było najlepsze kłamstwo człowiek był w stanie mu uwierzyć.  Tak było i tym razem. Bez dalszego zastanawiania się przyciągnął szczupłe ciało maknae do ciasnego uścisku. To zawsze w pewnym sensie mu pomagało, uspakajało. Wystarczyła sama obecność szatyna aby mógł przez chwilę zapomnieć o otaczających go problemach. Najwidoczniej dzisiaj potrzebował jego bliskości jak nikt inny. Chciał dać ponieść się chwili, bo odsunął się lekko od niego, by musnąć jego usta. To pierwszy raz kiedy się z nim całuje, nigdy nie pomyślałby że kiedykolwiek mógł by zdradzić Key, ale teraz  nie to było mu w głowie. Chciał zapomnieć, a tylko jedna osoba mu w tym pomoże. Czuł, że pragnie tego chłopaka tu i teraz, a świadomość że odwzajemnił jego pocałunek jeszcze bardziej pchała go w przekonaniu, że wcale nic złego nie robi.  Wepchał chłopaka do jego własnego pokoju po czym zamknął za nimi drzwi. Popchnął szatyna na łóżko, a sam zawisł nad nim składając pojedyncze pocałunki na jego szyi, obojczykach. Taemin mruknął cicho z zadowolenia lecz odsunął go lekko od siebie.
-Jonghyun my nie…  - zamilkł bo starszy przyłożył mu swój palec do ust
-Cśś, nikt się nie musi o tym dowiedzieć. Pragnę cię jak nikt inny Minnie, oddasz mi się?  - wyszeptał mu do ucha po czym lekko je nagryzł. Widząc jego zawstydzoną, zaczerwienioną twarz pod sobą stwierdził, że to najsłodszy widok jaki kiedykolwiek widział. Mimo że Key był uroczy, to nic nie przebije Taemina. Nie usłyszał żadnego sprzeciwu, a pocałunek jaki otrzymał od młodszego uznał za pozwolenie do dalszych czynów. Ręce Jonghyuna w szybkim tempie wylądowały pod koszulką szatyna, jeździły, gładziły całą jego klatkę piersiową, plecy. Dotykały każdy skrawek, pochłaniały jak najwięcej się dało. Podszczypywały jego sutki, chciał zrobić wszystko aby dać jak najwięcej przyjemności swojemu nowemu kochankowi. W stosunku nie było najważniejsze aby samego siebie zaspokoić, chodziło bardziej o to aby tej drugiej osobie było z tobą dobrze. Żeby nie odczuwała bólu, jedynie samą błogość i nowe cudowne doznania. Ściągnął jego górną cześć garderoby aby od razu przyssać się do jego szyi. Składał mokre pocałunki zjeżdżając niżej, całował niemalże każdy minimalny skrawek jego odkrytego ciała każdemu poświęcając tyle samo uwagi co poprzedniemu. Jonghyun czuł coraz większe pożądanie, cała ta sytuacja go niezwykle podnieciła ale również bardzo ekscytowała. Uważał to za całkiem nowe doznanie, coś czego jeszcze nigdy nie przeżył, a pragnął  coraz bardziej przy każdym najmniejszym muśnięciu tego idealnego ciała, czy to dłonią, czy ustami. Chciał go dotykać, odkrywać więcej i więcej. Z jego spodniami uporał się dość szybko, pozbył się ich wraz z niepotrzebnymi bokserkami. Teraz mógł podziwiać Taemina takiego jak go Bóg stworzył. Pojedyncze kropelki potu mieniły się na jego mlecznobiałej skórze. Był piękny, miał ciało anioła jak to Jonghyun określił po dłuższych namysłach. Było takie delikatne, kruche że aż bał się że może zrobić mu krzywdę. Przejechał opuszkami palców po jego pobudzonym już członku co spotkało się z głośnym westchnieniem młodszego, który wypchnął biodra do góry prosząc się o choćby minimalny dotyk. Starszy zaśmiał się lekko łapiąc jego przyrodzenie w swoją ciepłą dłoń zaczynając powoli stymulować. Chłopak odchylił głowę do tyłu, a pierwsze jęki wydobyły się z jego budzi. To była jak muzyka dla jego uszu. Taemin był strasznie uroczy, aż sam nie mógł uwierzyć, że to on teraz może go głaskać, całować.
-Hyung - zacisnął palce na jego włosach unosząc jego głowę by na niego spojrzał - Możesz go wziąć? - spytał nieśmiało, a jego klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie.
Kim bez zbędnych słów przejechał swoim językiem po całej jego długości obserwując wykrzywioną w ekstazie twarz swojego kochanka. W końcu jego członek był cały w ustach Jonghyuna, czuł przyjemne pulsowanie. Zassał się na nim, językiem jeżdżąc po jego główce, miał wrażenie że doprowadza tym szatyna do szaleństwa. Mimo że tego nie okazywał czuł, że uścisk wzmocnił się, a jego mięśnie wszystkie napięły. To cudowne że mógł oglądać go w takim stanie. W chwili całkowitego uniesienia. Nie musiał bardzo się starać, bo wystarczyło kilka zamaszystych ruchów głową aby chłopak rozlał się mu w ustach. Jonghyun od razu wszystko połknął jak zawsze miał w zwyczaju po czym oblizał wargi uśmiechając się. Taemin podczas orgazmu wyglądał nieziemsko, że aż starszy miał ochotę złapać za jego rumiane policzki i uszczypnąć, w ostateczności się powstrzymał. Chciał się zabrać za ściąganie z siebie ubrań lecz dłonie młodszego go przed tym powstrzymały. Spojrzał na niego zdziwiony unosząc jedną brew w górę.
-Hyung.. pozwól mi.. - wychrypiał po czym uśmiechnął się niewinnie. Brunet pozwolił mu dać się nad sobą zdominować, co nigdy do tej pory mu się nie zdarzyło. Nawet z Kibumem. To wszystko przez ten jego urok. Tłumaczył sobie. Westchnął cicho czując na swoim ciele te delikatne, gładkie dłonie młodszego. Miał wrażenie że dotyka go jakiś aksamit, miękki, miły i przyjemny. Zagryzł wargę przymykając powieki na całej jego odkrytej klatce piersiowej, brzuchu rozchodziły się drobne pocałunki Taemina. To było coś niewyobrażalnie przyjemnego, nawet nie wiedział jak to odpowiednio opisać. Wygiął się lekko kiedy zassał się na jego sutku, a jęk zadowolenia wydobył się z jego ust. Uśmiechnął się lekko obserwując jego lekko nieudolne ruchy przy odpinaniu jego spodni, że w końcu postanowił mu w tym pomóc. Młodszy, kiedy tylko ujrzał pobudzonego, nabrzmiałego członka bruneta spłoną olbrzymim rumieńcem, a jego ręce zaczęły się lekko trząść. Jonghyun uznał to za mega urocze, ta jego niewinność, oraz nieporadność dodawały mu jedynie uroku.
-Taeminnie, nie musisz tego robić - przejechał dłonią po jego rumianym policzku, żeby oderwał wzrok od jego przyrodzenia i żeby spojrzał mu w oczy, co także uczynił - Naprawdę.
-Hyung... - odwrócił wzrok zawstydzony - Nie chcę być gorszy - dodał.
-Nie jesteś i nie będziesz - nachylił się by musnąć jego lekko rozchylone wargi. Skorzystał z sytuacji i wsunął od razu język do jego ust badając każdy skrawek jego podniebienia przy okazji złapał jego dłoń po czym nakierował ją na swoją erekcję. Chłopak oplótł ją swoimi szczupłymi palcami i przy pomocy starszego zaczął lekko poruszać ręką. Jonghyun jęknął głośno lecz został zagłuszony przez pocałunki młodszego. Czuł się niesamowicie, ruchy z początku wolne stały się z każdą mijającą sekundą szybsze, dokładniejsze. Kiedy wiedział, że za niedługo będzie ten moment w którym dojdzie oderwał się od warg Taemina spoglądając mu znacząco w oczy. Popchnął go lekko na miękki materac po czym rozchylił jego nogi. Chłopak od razu odwrócił głowę w bok z wypiekami na twarzy, a starszy schylił się podsuwając pod swoją twarz jego tyłek, a językiem przejechał w okolicach dziurki młodszego. Szatyn jęknął, a jego wszystkie mięśnie się napięły, Kim ponowił czynność, odpowiednio nawilżając jego wejście, aby pominąć wszelaki ból, który mógłby towarzyszyć podczas wchodzenia w niego.
-Może zaboleć - ostrzegł od razu kiedy wsunął w niego jeden palec, a za nim kolejny, a chłopak zawył uciekając biodrami od jego palców. Starszy przytrzymał go lekko, po czym jedną ze swoich dłoni starł łzy, które zdążyły spłynąć po jego policzkach - Przepraszam, obiecuję że to zaraz się skończy. Taemin lekko skinął głową zaciskając powieki - Rozluźnij się, będzie mniej boleć - jak powiedział starszy tak też uczynił. Wziął kilka głębokich wdechów przyzwyczajając się, że coś znajduje się w nim. Poczuł, że zaczyna poruszać ręką, ból mijał został zastępowany przyjemnemu doznaniu że aż sam prosił się o więcej. Jonghyun zaśmiał się melodyjnie, ruszał wykręcając dłoń we
wszystkie możliwe strony byle tylko jak najbardziej rozciągnąć szatyna, jak najlepiej przygotować. Nie może patrzeć na łzy w jego oczach. Chłopak nawet nie zdążył zauważyć kiedy miejsce palców zajął członek Jonghyuna. Był duży, cały pulsował. Z początku Taemin spotkał się z małym uczuciem dyskomfortu lecz z każdym kolejnym pchnięciem to uczucie mijało. Pierwszy raz coś takiego z kimś robi, to było dla niego całkiem nowe, nieznane do tej pory przeżycie. Brunet nie patyczkując się już w jakieś powolne ruchy od razu przeszedł do tych szybszych, od razu znajdując czuły punkt młodszego. Nie starał się aby przetrzymać jego orgazmu, pragnął spełnienia więc z każdym następnym ruchem idealnie celował w jego prostatę dlatego wystarczyła mała ilość pchnięć, a oboje doszli niemalże w tym samym czasie. Jęki było słychać prawie na cały dorm, Jonghyun opadł na lepką od spermy klatkę piersiową szatyna. Ciężko dysząc odgarnął kosmyki włosów z jego spoconego czoła. Był cudowny.
-Jonghyun hyung - zaczął młodszy na co Kim spojrzał na niego rozczulony - Ja chyba się w tobie zakochałem - zagryzł zdenerwowany wargę spuszczając wzrok.
-Co? - spytał, bo jego wyznanie go zaskoczyło, nie spodziewał się czegoś takiego od niego usłyszeć -Naprawdę?
-Hyung, ja nie powinienem był tego z tobą robić. Mimo że było niesamowicie to ja chciałem przeżyć swój pierwszy raz z osobą, którą kocham... ale która kocha także i mnie - przejechał niepewnie po policzku starszego marszcząc brwi - Bo ty mnie nie kochasz prawda?
Jonghyuna zatkało. Po prostu wpatrywał się w niego z ciężkim wyrazem konsternacji, był całkowicie zbity z tropu. Nie miał pojęcia co mu odpowiedzieć, nie wiedział co czuł do tego chłopaka.
-Taemin nie chcę cię okłamywać żeby sprawić ci przyjemność - zaczął lecz co dalej? - Nie wiem co czuję, nie wiem czy coś w ogóle czuję - odpowiedział zgodnie z prawdą. Zdał sobie sprawę, że źle dobrał słowa, bo już otwierał usta lecz szatyn go wyprzedził.
-W porządku, rozumiem - zepchnął go lekko z siebie po czym wstał zbierając z ziemi swoje ubrania, nie przejmował się tym że chłopak najprawdopodobniej mu się przypatruje. Nagle jakby przestał się krępować, bo nie o tym myślał. Kiedy zniknął za drzwiami łazienki Jonghyun ubrał się po czym opuścił pokój młodszego. Dopiero teraz przypomniał sobie, że Key leży cały dzień sam, wtedy kiedy on pieprzył się w najlepsze z jego najlepszym przyjacielem tuż za ścianą. Co było w tym wszystkim najgorsze to to, że wcale nie czuł jakiś wyrzutów sumienia. Nie uważał że zrobił źle. Z lekkim ociąganiem otworzył drewniane drzwi zaglądając do pomieszczenia myśląc, że zobaczy tam kociookiego. Spotkał się jedynie z pustym, posłanym łóżkiem. Nie było go. Nie musiał się długo zastanawiać gdzie się podział blondyn bo właśnie usłyszał głośny trzask zamykanych drzwi. Zbiegł po schodach na dół by ujrzeć Kibuma, który zdejmuje buty, a swoją kurtkę wiesza na wieszaku.
-Miałeś leżeć w łóżku i odpoczywać - warknął zirytowany, że chłopak mimo jego zakazów, zastrzeżeń i tak zrobił jak uważa. Taka była jego natura, nigdy nikogo nie słuchał, bo uważał że to on ma racje. Przez to często dochodziło między nimi do nie jednej kłótni, a kończyło na gorącym, ostrym seksie na wybaczenie. Za to właśnie go kochał, za tą jego zaborczość, wybuchowy charakter i tą pewność siebie lecz odkąd raz wylądował w szpitalu ich kontakt znacznie się pogorszył, oziębił. Wtedy właśnie wykryli u niego złośliwy nowotwór trzustki, który już jest zbyt zaawansowany aby móc go leczyć. Od tego czasu zaczęło się między nimi sypać, było więcej kłótni, które czasami w ogóle nie dochodziły do kompromisu, ale to nie to jest w tej chwili ważne.
- Gdzie byłeś? - spytał kiedy blondyn w ogóle nie odpowiedział na jego wcześniejsze słowa.
-A co? Już do końca chcesz mnie przypiąć do łóżka i odciąć od całego otaczającego świata? - syknął nawet nie racząc go spojrzeniem. Jonghyun od razu zauważył, ze coś jest nie tak.
-Znowu brałeś? - złapał go za nadgarstek kiedy ten chciał go wyminąć na co kociooki zaczął się szarpać.
-Puść mnie, nie twój zasrany interes co robię - fuknął rozjuszony kiedy starszy przyparł go do ściany.
-Oszalałeś już całkowicie?! - krzyknął potrząsając jego ramionami chcąc jakoś doprowadzić go do porządku lecz widząc niewzruszony wyraz jego twarzy aż się w nim gotowało - Chcesz się wykończyć już teraz?!
-Co mi innego pozostało? I tak umrę, czy to będzie teraz, za tydzień, za miesiąc nie robi żadnej różnicy - wzruszył ramionami - Chcę się wyszaleć na tyle ile starczy mi sił, a ty zajmij się wreszcie sobą a mnie zostaw w spokoju - odepchnął go od siebie chcąc wreszcie znaleźć się w swoim własnym pokoju. Jonghyun nie mógł mu pozwolić tak łatwo odejść znów złapał za jego drobny, szczupły nadgarstek okręcając go by stał z nim twarzą w twarz.
-Kocham cię idioto, to zbyt mało? - wyrzucił ręce w dezaprobacie - Nie możesz ćpać, to cię wykończy, twój organizm i tak jest już osłabiony, a ty.. - zaciął się - Nie możesz tak szybko odejść i mnie zostawić.
-Nie mogę? Kto tak powiedział, ty? - parsknął mu w twarz - Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mi cokolwiek rozkazywać - uśmiechnął się szyderczo - Ale skoro tak bardzo lubisz się pieprzyć, to ja ci pokażę co to jest dobry, ostry sex bo z Taeminem takiego czegoś na pewno nie przeżyjesz - dodał po czym przejechał dłoniom od jego klatki piersiowej wzdłuż zatrzymując na jego kroczu, które bez skrupułów ścisnął. Starszy stłumił jęk zdezorientowany wpatrując się w jego zamglone kocie oczy.
-Jesteś pod wpływem tych prochów, nie wiesz co gadasz - zaczął się bronić lecz blondyn brutalnie wpił się w jego usta od razu językiem przedzierając się do jego buzi. Brunet miał ochotę się poddać dając ponieść się smakowi tych cudownych ust, nie mógł. Nie mógł tak łatwo pozwolić mu wygrać. Odepchnął go od siebie, a że młodszy i tak był drobny i słaby to teraz poleciał ostatecznie upadając na podłodze.
-Nie daj się prosić, kiedy już mnie tu nie będzie będziesz mógł posuwać tego małego gówniarza ile tylko chcesz. Obiecuję, nie będziesz nic żałować - wstał chwiejnie lekko się zataczając. Zrobił kilka kroków w stronę stojącego nadal Jonghyuna.
-Ileś tego wziął? - spytał nie zwracając uwagi na jego zaczepki - Słyszysz? Ile tego wziąłeś? - strzepnął jego ręce ze swojej klatki piersiowej po czym złapał go za ramiona by spojrzeć mu w oczy.
-Niewaaaże ile, ważne że działa - uśmiechnął się zalotnie znów się do niego przysuwając.
-Key, gadaj - warknął kiedy poczuł jak chłopak wtulił się do jego klatki piersiowej. Westchnął cicho kładąc dłonie na jego plecach czując jak jego ciało zaczyna się osuwać, robi się coraz cięższe - Kibum? Kibum?! - odsunął go lekko od siebie, lecz dostrzegł nieprzytomną twarz swojego chłopaka, a jego ciało o mało co nie upadło na ziemię przez co Jonghyun zacieśnił uścisk na jego plecach - Cholera - zaklął. Wyjął z kieszeni swoich spodni telefon, wybrał odpowiedni numer po czym schował go z powrotem. Ułożył ciało blondyna na kanapie w salonie.
-Kibummie pod żadnym pozorem nie zasypiaj.. - poklepał go lekko po policzku patrząc na jego wpół przymknięte powieki - Nie zasypiaj - nakazał.
-Mhhhmmm - mruknął coś niezrozumiałego pod nosem - Kocham Cię Jongi - powiedział mało zrozumiale, a jego oczy zostały przysłonięte przez kotarę ciemnych rzęs.
-Key, błagam nie śpij, nie zasypiaj, karetka zaraz tu będzie - potrząsnął nim lekko, ale chłopak już nie reagował.


~*~



Czekał na korytarzu białego pomieszczenia z którym zdarzyło mu się spotkać nie raz w ostatnim czasie. Nienawidził go, to było najgorsze miejsce, bo właśnie tutaj Kibum trafił kiedy pierwszy raz przedawkował, tutaj dowiedział się o chorobie, tutaj wracał notorycznie na każde badania, by znowu tu wrócić z tym samym problemem co na samym początku. I tutaj koło się zatacza. Miał wrażenie, że przechodzi wszystko od początku lecz to wcale nie był początek tylko dalsza część czegoś, co już trwa od jakiegoś czasu, a potrwa? No właśnie ile? Nie miał czasu na dalsze rozchodzenie, bo z sali wyszedł lekarz, który nie miał ciekawego wyrazu twarzy. Nie myśląc zbyt wiele od razu do niego podążył.
-Doktorze i co z nim? - spytał zaciskając dłonie w pięści ze zdenerwowania.
-Aishh witaj Jonghyun - mężczyzna zdjął maseczkę, którą miał na twarzy po czym spojrzał na niego z lekką skruchą - Znowu przedawkował.
-Wiem, mówiłem mu to. Powtarzałam, że jest niepoważny, że nie wie w co się pakuje - pokręcił głową na samo wspomnienie nieprzytomnego chłopaka pod wpływem narkotyków.
-Już nie będziesz musiał - westchnął przypatrując się brunetowi uważnie.
-Co ma pan na myśli? - spytał marszcząc brwi, bo to wszystko w żaden sposób go nie bawiło - Niech mi pan nie mówi, że...
-Nie, Kibum żyje zrobiliśmy mu płukanie żołądka, lecz to było bardzo nierozważne ze względu na stan w jakim się znajduje, ale również na to, że w ogóle nie powinien zażywać tego paskudztwa - skrzywił się zaglądając jeszcze do swoich papierów - Porozmawiamy później, dobrze? A teraz możesz do niego wejść jak chcesz - wskazał gestem ręki.
-Mógłbym?
-Tak, tylko niezadługo, jest zmęczony - odparł po czym pożegnał się z nim, a brunet wszedł do sali gdzie leżał kociooki. Widząc bladego chłopaka, który podpięty jest do różnych kabelków coś go w sercu ścisnęło.
-Głupi jesteś wiesz? Co ci strzeliło do tej pustej głowy? - ofuknął go już na wstępie kiedy tylko przeniósł na niego swój wzrok.
-Daj spokój, nie czuję się najlepiej - westchnął krzywiąc się kiedy starszy na niego naskoczył.
-Nie, kiedy ty w końcu zaczniesz mnie słuchać?! Ile razy ja ci już nie mówiłem, nie powtarzałem, nie trułem, nie mąciłem że prędzej czy później znów doprowadzisz się do takiego stanu? Mało ci po ostatnim? - wybuchł, nie miał siły być dłużej litościwy, miał po prostu dosyć tego ciągłego stresu. Tej obawy, że kiedy się obudzi on będzie już martwy. To jest straszne, a najbardziej dobijał go fakt, że blondyn wcale nie starał się nic zmienić. W ogóle o siebie nie dbał, mimo że każdy za niego wszystko robił. Starał się odciążyć byleby tylko zajął się sobą i doprowadził do porządku to i tak wyszło z marnym skutkiem. A obiecywał, wmawiał, że z tym skończył i co? Okłamał tym i Jonghyuna jak i całą resztę.
-Jesteś z siebie zadowolony? - spytał po dłuższej ciszy która między nimi zapadła, bo chłopak nie odpowiedział na żadne z jego dotychczasowych pytań.
-Nie - odparł ochrypłym głosem - Dotknęło mnie to co mi wcześniej powiedziałeś, do tego te wasze jęki z pokoju sprawiły, że chciałem się rozerwać. Rozluźnić. Dawno nie brałem i zapomniałem jaką się powinno brać dawkę - westchnął przykładając policzek do poduszki - Nie chciałem się zabić, chciałem zapomnieć.
-Przepraszam, to z Taeminem to.. - urwał nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Znowu.
-Daj spokój, nie chcę o tym rozmawiać - zacisnął palce na rogach poduszki po czym spojrzał na niego zagryzając wargę - Chcę żebyś sobie ułożył życie na nowo, po mojej śmierci - odparł pewnie nawet zmuszając się do delikatnego, lekkiego uśmiechu.
-Przestań tylko o tym mówić. Jeszcze masz dużo czasu - warknął niezadowolony z takiego obrotu spraw.
-Aż miesiąc - palnął zanim zdołał się ugryźć w język, widząc zdezorientowany wyraz twarzy starszego postanowił powiedzieć mu prawdę - Jeśli dobre pójdzie oczywiście. Narkotyki strasznie zniszczyły mój żołądek, a choroba zaczęła jeszcze szybciej postępować - zagryzł wargę.
-Kibummie...
-Jeśli sprawy się pokomplikują mogę umrzeć jeszcze dzisiaj - dodał.
-Nawet tak nie mów - odparł pewny swoich słów nie bardzo chcąc wierzyć w to co przed chwilą usłyszał - Muszę to przetrawić - nie czekając na jego reakcje wyszedł z jego sali, a na korytarzu ujrzał już wszystkich. Minho, Onew i Taemina.
-Jak on się czuje? - spytał Tae, a jego oczy były całe czerwone i podpuchnięte. Starszy sam nie wiedział czy to z powodu tego że jego przyjaciel trafił do szpitala czy z że potraktował go tak, a nie inaczej. Nie miał odwagi o to zapytać, przynajmniej nie teraz.
-Jeśli pójdzie dobrze pożyje miesiąc, a w najgorszych okolicznościach może umrzeć nawet dzisiaj - spuścił głowę nie będąc w stanie w dalszym ciągu na nich patrzeć.
-Hyung... - urwał, bo rozległo się głośne wycie, a lekarze zaczęli się zbiegać do jednej sali. Wszystko działo się tak szybko, tak bardzo nieoczekiwanie, że nawet nikt nie mógł odpowiednio zareagować, a  już było po wszystkim. Dostrzegł znów tego samego lekarza co poprzednio był u kociookiego, zauważył  na jego twarzy coś, czego chyba nie chciał widzieć. Mężczyzna spojrzał na bruneta ze współczuciem po czym pokręcił głową, żadne słowa nie były w tej chwili potrzebne bo wiedział co to oznacza. Nie płakał, czy to możliwe, że się na to przygotował? A może był w tak wielkim szoku, że cała ta sytuacja nadal do niego nie docierała? Nie wiedział co się z nim działo po prostu stał wpatrując się pustym wzrokiem w drzwi od sali blondyna. Miał żal, że to tak się skończyło a nie inaczej, był zły na siebie że nie mógł temu zapobiec, ale wiedział, że to nie była jego wina. Wszystkiemu winny był Key, przez swoją własną głupotę i nierozważne zachowanie. Nigdy nikogo nie słuchał, nic nigdy do niego nie docierało. Teraz poniósł za to konsekwencje tylko szkoda że w tak szybkim czasie i w taki a nie inny sposób.

~Bummie