wtorek, 24 lutego 2015

Upadły anioł.



Trochę poniosła mnie wyobraźnia, szczerze pierwszy raz coś takiego piszę i muszę przyznać całkiem dobrze mi się to pisało. Miłego czytania :)








~*~






Jesienne dni są coraz chłodniejsze z powodu zbliżającej się zimy. Plaża niegdyś zatłoczona, teraz świeciła pustkami, jest pusta jak on sam. Szara, zwyczajna, bez tego blasku, którym obdarzała go każdego dnia. Nie ma ludzi, nie ma życia, nie ma jego, nic nie ma sensu. Nie ma sensu siedzieć, nie ma sensu myśleć, nie ma sensu oddychać, nie ma sensu żyć. Czuł chłód bijący od piasku na, którym przesiadywał, był tak zimny, jak jego zranione serce. Był sypki gdy go wziął na rękę, rozwiewał się przez wiejący wiatr, jak nadzieja na jego powrót. Woda żmudnie uderzała o skały, monotonia jak cały jego dotychczasowy żywot. Zachmurzone, deszczowe niebo, smutek i rozpacz za jego odejściem. Mokre krople deszczu działają jak łzy, nie wiadomo kiedy się skończą. Dzisiejsza pogoda, oddawała jego nastrój, idealnie odzwierciedlała jak się czuł w danej chwili, a czuł się...
Właśnie, jak? Nie czuł już smutku, przestał obwiniać każdego o to co się stało, jedynie pozostał ból oraz żal do samego siebie, że łatwo pozwolił mu odejść. Że nie walczył wtedy kiedy wymagała tego sytuacja, poddał się, sprawa go przerosła. Był głupi, tak bardzo głupi, gdyby tylko wiedział, jaki to będzie miało skutek. Teraz jest sam, jedyny na tym świecie. Przez swoją własną głupotę. Coraz częściej zdarza mu się popełniać błędy, za które płaci wysoką cenę, ale żeby aż taką?
-Nie warto zawracać sobie głowy osobami, które nigdy już do nas nie wrócą - cichy, delikatny głos dobiegł go zza jego pleców. Odwrócił się spotykając się z czarnymi tęczówkami blondyna. Patrzył na niego podejrzliwie. Skąd mógł o tym wiedzieć, nigdy się przecież nie widzieli na oczy. Nie znali się, nie zamienili z sobą ani jednego słowa. Jakim cudem chłopak trafił w samo sedno jego problemów? Aż tak było to po nim widać?
-Nie pytaj skąd wiem, umiem wyczuć ludzką sytuację, taki mój dar - odpowiedział widząc zmieszaną minę bruneta. Przycupnął obok niego, skupiając uwagę na chmurach oraz słońcu, które zaczęło się przez nie przedzierać. Blondyn miał nieodpartą ochotę pomóc nieznajomemu, nie chciał pozwolić aby cierpiał jak on sam przez cały ten czas. Powinien zapomnieć, dać się ponieść czemuś nowemu, a nie rozpamiętywać przeszłości, chociaż to wcale nie takie proste. Czy dla niego było? Tak bez problemu stanąć na nogi? Oczywiście że nie, wymagało to od niego dużo czasu. Długich lat, miesięcy, dni, godzin, minut, sekund. Musiał postawić ten pierwszy krok, najtrudniejszy do wykonania, aby móc zrobić kolejne. Musiał zapomnieć na chwilę o bólu, żeby się pozbierać, żeby nie upaść na dno, bo z niego najciężej wyjść. Szukał, potrzebował osoby dzięki której wzniesie się w górę. Po czasie sam uczył się na swoich błędach, które zrobił, aby mógł być silniejszy. Na tyle aby się podnieść, pójść przed siebie. Zrozumiał że tak na prawdę nie potrzebował nikogo aby zajść tak daleko. Teraz nadarzyła się okazja, żeby komuś pomóc, zaoferować ją wtedy, kiedy jej najbardziej potrzebuje. On mógł liczyć jedynie na siebie, ale czy to uczyniło go egoistycznym człowiekiem? Już się takim nie czuł. Teraz chce być potrzebny, aby nikogo nie spotkał ten sam los co jego.
-Kim jesteś? Skąd wiesz? Dlaczego akurat pojawiłeś się wtedy kiedy jestem na skraju wytrzymałości? - pytał brunet nie wytrzymując tej ciszy oraz świadomości, że chłopak zakłóca jego cenny spokój.
-Chce ci pomóc, nic więcej. Nie mogę pozwolić aby ktoś cierpiał tak jak ja oraz mierzył się z tym sam, wtedy kiedy mogę posłużyć jako ostoja - po raz pierwszy blondyn uraczył go swoim spojrzeniem, które kryło taką samą pustkę jak wzrok bruneta. Ale znajdował się w nim także spokój pomieszany z lekką obojętnością, której brakowało u jego towarzysza. Dlaczego obcy chłopak chce mu pomóc? Jaki jest jego cel? Czy chce pomocy? Potrzebuje jej? Brunet zastanawiał się lustrując sylwetkę nieznajomego. Coś mu nie pasowało. Przecież, to nie jest normalne, że obcy ludzie zagadują kogoś wiedząc o czyichś problemach, prawda? Zagryzł wargę zakłopotany, nie wiedział co odpowiedzieć.
-Jestem Taemin - przedstawił się kierując w stronę chłopaka rękę, której brunet nieufnie się przyglądał.
-Jonghyun - uścisnął lekko dłoń blondyna.
Zapadła między nimi cisza ponieważ żaden z nich nie wiedział co powiedzieć, bo niby co, skoro jakoby nie patrząc nadal byli sobie obcy. Jonghyun miał wiele pytań do siedzącego obok niego chłopaka. Nie wiedział od czego zacząć. Przecież to zdecydowanie nie było normalne. Cała ta sytuacja wydawała się jak z jakiegoś dziwnego filmu sensacyjnego. Może nie sensacyjnego, ale on się czuł jak główny bohater tego całego widowiska. A czy chciał brać udział w czymś takim? Nie, zdecydowanie nie. Nie był osobą otwartą, nie lubił towarzystwa innych, zdecydowanie wolał samotność. Skoro tak, to jakim cudem teraz siedzi z kimś, a nie jak to zawsze miał w zwyczaju sam? Skoro wolał przebywać w odosobnieniu to dlaczego cierpi? Samotni ludzie nie powinni tego czuć, bo do nikogo się nie zbliżają. Może jednak nie był typem samotnika jak mu się wydawało? Może zamknął się na nowe znajomości po stracie kogoś bliskiego? Może potrzebował poznać kogoś nowego by wreszcie otworzyć oczy na świat, a nie zamykać się w sobie i kryć w swojej skorupie nikogo do siebie nie dopuszczając?
-Skąd się tu wziąłeś? Skąd wiesz o moich problemach? Dlaczego chcesz mi pomóc? Przecież się nie znamy. Nigdy się nie widzieliśmy na oczy. Jaki jest twój cel tego wszystkiego? Chcesz mnie w jakiś sposób wykorzystać? - Jonghyun nie wytrzymał zbyt wiele myśli kłębiło się w jego głowie, zbyt wiele pytań na które nie znał odpowiedzi. Po wyrazie twarzy blondyna nie dostrzegł żadnego zdziwienia. Jakby przygotował się na to, że otrzyma mnóstwo pytań ze strony bruneta. A czego mógł się spodziewać?
-Spokojnie,  wszystkiego dowiesz się w swoim czasie - uśmiechnął się łagodnie patrząc mu w oczy - Jesteś strasznie nieufny. Nie denerwuj się, nie chcę cię skrzywdzić - ułożył swoją chłodną dłoń na jego ramieniu, a źrenice starszego powiększyły się w nagłym zdziwieniu. Miał wrażenie że tęczówki chłopaka przenikają go całego wypalając w środku jakąś dziurę.
-Spokojnie? Spokojnie?! Nie będę spokojny! Chcę wiedzieć, wszystko! Już! Teraz! I skończ się na mnie tak patrzeć - wstał chwiejnie o mało nie lądując na zimnym piasku. Zaczął krzyczeć, wymachiwać rękami by pokazać jak wielkie jest jego zirytowanie tą całą dziwaczną sytuacją. Chłopak nie spuścił z niego wzroku nadal wpatrywał się w niego swoimi przenikliwymi czarnymi tęczówkami, a po wyrazie jego twarzy mógł zauważyć malujące się rozbawienie. Co w tym śmiesznego? Nie rozumiał jego zachowania, od samego początku blondyn wydawał mu się dziwny.
-Jesteś strasznie niecierpliwy, wiesz? - westchnął przeciągle - Będzie ciężej niż mi się wydawało - wymamrotał pod nosem, a brunet uniósł jedną brew w górę.
-Co? - spytał przypatrując się siedzącemu nadal blondynowi, który wydawał się być oazą spokoju. Co bardzo denerwowało Jonghyuna. Nic konkretnego mu nie chce powiedzieć, a co gorsza ma wrażenie, że drwi z niego - Widzę, że chcesz mi powiedzieć. To nic tu po mnie - machnął na niego ręką zmierzając w stronę wyjścia z plaży. Miał serdecznie dosyć wrażeń jak na dzisiaj, ale czego się nie spodziewał to chyba tego, że chłopak go zatrzyma.
-Zaczekaj. Sądziłem, że jak ci później wszystko wyjaśnię będzie w porządku, bądź obejdzie się nawet bez tego lecz cóż poradzić. Nie poszło po mojej myśli - pokręcił głową puszczając jego dłoń - A więc chcesz wiedzieć kim jestem, co tu robię i czego od ciebie chcę? - spytał, a brunet jedynie pokiwał twierdząco głową wpatrując się w chłopaka z zaciekawieniem oraz lekkim przerażeniem - Jestem człowiekiem, który posiada nadprzyrodzone moce, a mianowicie potrafię czytać w ludzkich umysłach i wyczuć ich sytuację. Dostałem za zadanie pomagania innym, którzy sobie nie radzą po stracie drugiej osoby, którą kochali. Tak, znam całą twoją historię Jonghyun, wiem o wszystkim więc nie musisz mi nic tłumaczyć. A czego chcę od ciebie? Chcę abyś mógł znów odnaleźć się w całym tym pogmatwanym świecie, żebyś mógł stanąć na nogi i iść dalej bez niczyjej pomocy, a ja ci w tym pomogę. Od tego tutaj jestem - patrzył się na stojącego chłopaka, który był w lekkiej konsternacji lecz po chwili jakby oprzytomniał zaczął mrugać oczami i wykonywać dość gwałtowne ruchy.
-Zwariowałeś. Jesteś jakiś chory, powinieneś się leczyć - kręcił głową cofając się do tyłu kiedy blondyn starał się do niego podejść - Zostaw mnie psycholu. Nie wierzę ci. Coś ci się uroiło w tej chorej główce - zaczął się chaotycznie śmiać. Miał wrażenie, że zaraz ktoś wyskoczy z krzaków z wielkimi kamerami i powie "Kim Jonghyun zostałeś wkręcony" Takiego czegoś w sumie oczekiwał lecz nic takiego się nie wydarzyło, co go zaniepokoiło.
-Twój chłopak nazywał się Kim Kibum? Urodził się w Daegu, choć na samym początku wmawiał ci, że pochodzi z Seul? Jego rodzice nie akceptowali go za to jaki jest, dlatego uciekł i zamieszkał w głównej stolicy Korei? Twoją największą słabością jest twoja szyja, zawsze gdy on cię po niej całował byłeś potulny jak baranek - uśmiechnął się dostrzegając coraz to większe zaszokowanie u bruneta.
-S..skąd to wiesz? Wiedział o tym tylko.... - urwał wpatrując się w chłopaka jak na jakieś ufo, bądź istotę, która przybyła z odległej planety - Nie, to jakaś chora sytuacja, nie potrzebuję twojej pomocy.. chyba źle trafiłeś... Daj mi spokój - zaczął biec, uciekać byle jak najdalej od tego miejsca. Nie odwracał się z obawy, że chłopak być może idzie za nim. Nie, Jonghyun wariujesz. Krzyczały jego myśli kiedy znalazł się pod swoim domem. Odetchnął z ulgą kiedy nikogo nie zauważył, żadnego nieproszonego gościa. Wyciągnął klucze z kieszeni po czym przekręcił zamek w drzwiach. Przekroczył próg, a zawartość jego ręki wyleciała z wielkim łomotem na zimne kafelki na podłodze. To jakiś koszmar.. To zdecydowanie nie dzieje się naprawdę..
-Co ty tu robisz?! - pisnął zamykając za sobą drewniane drzwi po czym niepewnie podszedł do siedzącego na kanapie w salonie blondyna.
-Sądziłeś. że tak łatwo się mnie pozbędziesz? - roześmiał się, a Jonghyunowi wydawało się, że dźwięk jego głosu brzmi rodem z jakiegoś horroru choć był całkiem normalny - Nie wspominałem ci, że potrafię się teleportować? Musiało mi umknąć - przekręcił głowę wpatrując się w wykrzywioną w strachu twarz Jjonga - Nie, nie jestem kosmitą - prychnął obruszony czytając myśli bruneta.
-K...kim ty jesteś? - wyjąkał, a drżące dłonie schował do kieszeni spodni - Nie wierzę, że jesteś człowiekiem.
-Kurde, jesteś bardziej inteligentny niż sądziłem - westchnął opierając brodę o jedną ze swoich rąk - Nie, nie jestem. Jestem aniołem, a dokładniej dostałem zadanie żeby ci pomóc. To moje pierwsze, a ty jesteś pierwszą osobą. Jeśli temu podołam, będę mógł wrócić na ziemię i pomagać innym.. - urwał spuszczając wzrok, po czym znów go uniósł na mówiącego teraz Jonghyuna.
-A jeśli nie podołasz, to co? - spytał.
-Zabiją mnie, bądź wrócę tam skąd przyszedłem.. - mimowolnie się uśmiechnął, a brunet niepewnie usiadł obok niego przypatrując mu się uważnie. Dopiero teraz dostrzegł piękno jakie w nim było. Zdecydowanie pasował na anioła, ale nadal nie rozumiał przed czym chce go ochronić. Dlaczego niby potrzebuje pomocy?
-Jak długo musisz zostać? - zapytał mając nadzieję, że kiedyś da mu wreszcie spokój, uśmiech chłopaka od razu zszedł z twarzy.
-Wiem, że chcesz się mnie pozbyć. Zostanę jakiś czas, kilka dni, miesięcy, lat? Nie wiem. Okaże się - wzruszył ramionami po czym zerknął na niego kątem oka - Jesteś niewyspany. Połóż się, bo jutro pewnie będzie nas czekać długa rozmowa - odparł po czym zniknął. Jonghyun rozejrzał się jeszcze lecz ślad za blondynem jakby zaginął. Może to i lepiej? Bez żadnego marudzenia wstał udając się do swojego pokoju, który od jakiegoś czasu wpływał na niego negatywnie. Zbyt dużo bolesnych wspomnień. Nie myśląc o jakimś prysznicu po prostu się rozebrał pozostawiając na sobie tylko bokserki po czym od razu udał się pod kołdrę. Zakopał się w nią pod sam czubek nosa od razu oddając się w krainę snów. Mimo że dzisiaj nic takiego nie zrobił, czuł się niezwykle zmęczony.



Jakie rano miał zdziwienie. Nie, to było bardziej zaszokowanie, tak wielkie, że o mało nie zszedł na zawał serca dostrzegając w swoim łóżku po drugiej stronie blond czuprynę. Chłopak zmarszczył brwi przyglądając się natrętowi podejrzliwie, jak wielkie zdziwienie miał jak zauważył, że był to Taemin. Zagryzł podenerwowany wargę zapamiętując, że kiedy się kładł spać był sam, a tu taka niespodzianka. Nie wiedział co zrobić, czy obudzić go czy może jednak dać spać dalej. Kiedy usłyszał nagle jego głos niespodziewanie podskoczył w efekcie lądując na drewnianych panelach. Warknął pod nosem masując swój obolały tyłek.
-Przepraszam - zachichotał przypatrując się naburmuszonej minie bruneta, na co Jonghyun wywrócił oczami podnosząc się do pozycji stojącej. Ze zirytowaniem patrzył na rozbawionego blondyna, którego uśmiech nasilał się z każdą sekundą. No musiał przyznać, był uroczy. Zaraz, jak on go określił? Nie, zdecydowanie to niedorzeczne. Otrząsnął się słysząc w dalszym ciągu jego głos - Jestem przystojny, a nie uroczy jak już - oparł brodę na rękach puszczając zakłopotanemu Jjongowi oczko.
-Przestań - warknął - Kiedyś ty tu w ogóle przyszedł? - pokręcił głową rozglądając się w poszukiwaniu jakiś czystych rzeczy, co było niemałym wyzwaniem, bo fakt faktem Jonghyun nie należał do osób, które były miłośnikami sprzątania. Dlatego też Kibum zawsze to robił za nich oboje, a Jonghyun odwdzięczał się mu za to w łóżku. Teraz kiedy go nie ma cały bałagan rośnie z dnia na dzień. Lecz coś mu teraz tutaj nie pasowało. Gdzie były jego rzeczy? Gdzie cały nieporządek, który utrzymuje się od jakiegoś czasu?
-Posprzątałem jeśli o to ci chodzi. nie musisz dziękować - uśmiechnął się - Tak, dobrze czujesz. Zrobiłem śniadanie, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że porządnego jedzenia nie jadłeś od dawna.
Zaskoczenie za zaskoczeniem malowało się na twarzy stojącego w dalszym ciągu Jonghyuna. Jeśli tak ma wyglądać wizyta Taemina u niego to nie ma co narzekać, a wręcz przeciwnie coraz bardziej zaczyna mu się to podobać. Podszedł do szafy, a kiedy otworzył jej drzwiczki o mało co nie zszedł na kolejny tego dnia zawał serca. Wszystkie jego rzeczy, ubrania i inne tego typu pierdoły były idealnie podkładane i pachniały czystością. Wyciągnął parę spodni oraz jakąś koszulkę po czym miał zamiar udać się do łazienki lecz zatrzymała go ręka Taemina, chłodna ręka.
-Najpierw zjedz, bo wystygnie, a nie chce tego podgrzewać któryś raz z rzędu - złapał go za dłoń ciągnąc w stronę kuchni z której dochodziły te cudne zapachy. Bez zbędnego gadania podążył za chłopakiem po czym usiadł przy stole, a przed jego nosem wylądował talerz pełen cieplutkich, pysznych tostów. Zerknął jeszcze na Taemina, który nic nie jadł.
-Dlaczego nic sobie nie wziąłeś? - spytał z pełną buzią po czym przełknął.
-My nie musimy jeść, nie musimy spać - wzruszył ramionami - Smakuje, prawda?
-Tak, pyszne - wziął kolejną porcję do buzi delektując się smakiem potrawy aż przypomniało mu się jak Key dla niego gotował. Także był w tym dobry, nawet bardzo dobry. Westchnął, a mina mu ewidentnie zrzedła, kiedy znów wrócił myślami do przeszłości. Co blondyn od razu zauważył, a żeby przywołać go do rzeczywistości ułożył na jego ręce swoją dłoń. Jonghyun spojrzał najpierw na nią potem na niego, a w jego oczach można było dostrzec żal.
-Co mogę zrobić żeby on znów do mnie wrócił? Jesteś aniołem, możesz coś zrobić w tej sprawie - patrzył na niego błagalnie, a dłoń chłopaka od razu zniknęła.
-To niestety nie na tym polega. Jak bardzo bym chciał aby twój chłopak znów był z tobą, to nic nie mogę na to poradzić. Ale z pewnością ma się tam dobrze to ci mogę obiecać - wziął brudne naczynie od Jjonga po czym włożył je do zmywarki.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Jestem tego pewien, nie martw się Jonghyun - oparł się tyłkiem o szafkę spoglądając na siedzącego w dalszym ciągu bruneta.
-Taemin...opowiesz mi coś o sobie? Wiem, że jesteś aniołem, wiem że pomagasz, wiem że masz zdolności nadprzyrodzone, a tak nic poza tym o tobie nie wiem - zagryzł wargę patrząc na opierającego się blondyna z nadzieją, że może jednak zechce coś mu o sobie zdradzić, bo jakoby nie patrząc on wiedział o nim wszystko.
-Naprawdę cię to tak ciekawi? - westchnął doskonale znając odpowiedź - No dobrze... - zamyślił się nie wiedząc dokładnie od czego zacząć - Kiedyś byłem normalnym człowiekiem, chłopakiem takim jak ty. Miałem wspaniałych kochających rodziców, przyjaciół i jego. Którego kochałem jak nikogo innego. Byliśmy nierozłączni, wszystko robiliśmy razem. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi, co po pewnym czasie się zmieniło, przerodziło w coś o wiele więcej. Było pięknie, byłem szczęśliwy jak nikt inny lecz pojawiły się problemy, mianowicie jego rodzice. Którzy nie akceptowali tego, że jest gejem i może być szczęśliwy z innym chłopakiem. Starali się go ode mnie odizolować. To nic nie poskutkowało, bo Minho, tak nazywał się mój ukochany, uciekł by wrócić do mnie. Chwila nieuwagi sprawiła, że wjechał w jadący samochód, potrzeba było długiej, bardzo skomplikowanej operacji by móc uratować jego życie. Nawet to nie pomogło, a on odszedł. Byłem wściekły jak nikt inny, że mi go odebrali, a ja pozostałem sam. Że los od zawsze mi nie sprzyja i skarał takim nieszczęściem. Aż pewnego dnia postanowiłem odejść do niego. Nie myślałem o innych, o tym że są jeszcze ludzie, których zrani moja decyzja. Byłem egoistyczny co od razu mnie pokarało. Od tamtego momentu było jeszcze gorzej, trafiłem do najgorszego miejsca od którego każdy człowiek stara się uciec. Ciemność to coś co ogarnia cały ten świat. Rozpacz, gorycz, cierpienie, ból. To emocje, które czułem każdego dnia kiedy zdawałem sobie sprawę, że popełniłem błąd. Lecz wtedy nadal byłem za słaby by móc stanąć na nogi, by iść o własnych siłach. Potrzebowałem wiele długich lat, by zrozumieć swoje błędy. Aż pewnego dnia byłem gotów opuścić to miejsce raz na zawsze, móc się zmienić na lepsze. Lecz to nie było takie proste jak mi się na samym początku wydawało. Otrzymałem zadanie, które jest nie lada wyzwaniem, lecz ja wiem, że mi się uda...
-I tak teraz znalazłeś się tutaj razem ze mną? - spytał niepewnie mu przerywając. Był zaszokowany tym co usłyszał. Nie pomyślał, że tak odległa osoba może mieć z nim tyle wspólnego, posiadać dokładnie takie same problemy. Lecz nadal nie rozumiał jednego - Jak chcesz mi pomóc?
-Głównie chodzi mi o to żebyś nie popełnił tego samego błędu co ja kiedyś - kiedy tylko zauważył że Jonghyun chce zaprzeczyć od razu mu przerwał - Wiem, że chcesz to zrobić, ale to nie tędy droga. Jeśli macie być razem to będziecie, może nie teraz lecz w najbliższej przyszłości. Uwierz, naprawdę... - usiadł znów naprzeciw niego łapiąc znów jego ciepłe, wręcz gorące dłonie. Może Taemin ma racje? Może potrzeba czasu i chwili zapomnienia, by znów wszystko było dobrze?



Dni mijały szybko, a ból został zastąpiony czemuś innemu. Na co Jonghyun zdecydowanie nie był przygotowany, nie spodziewał się, że to jeszcze kiedyś nastąpi. Że jest jeszcze w stanie się zakochać i to na dodatek w osobie, która w każdy dzień może zniknąć, zostawić go. On go rozumiał, dawał wsparcie, był przy nim kiedy miał chwile słabości. Stawiał do pionu kiedy wymagała tego sytuacja. Tego potrzebował. Leżeli w jednym łóżku, nie odzywali się, bo zdążyli się poznać na tyle, że rozumieli się bez słów. Wzajemna obecność wystarczyła niż niepotrzebna rozmowa. Wtulił w siebie kruche, zimne ciało blondyna. Nie przeszkadzał mu chłód ważne było dla niego, że jest tuż obok niego, że może cieszyć się tą chwilą. Wiedział, że pewnego dnia go opuści, znów pozostanie sam lecz będzie mógł się na to przygotować. Choć nie wie, czy idzie się tak łatwo przygotować na odejście najważniejszej osoby w swoim życiu. Jedno odejście go zbyt zaskoczyło, bo przyszło zbyt szybko i nieoczekiwanie, czy tym razem będzie tak samo?
-Obiecaj, że kiedyś jeszcze do mnie wrócisz. Po prostu obiecaj - spojrzał mu w oczy, a Taemin od razu odwrócił wzrok wzdychając po czym wtulił się w niego mocniej.
-Doskonale wiesz, że nie jestem w stanie ci tego obiecać - mruknął w jego koszulkę, a palcem jednej ręki kreślił jakieś wzorki na jego brzuchu.
-Obiecaj że chociaż spróbujesz - zmusił chłopaka do ponownego popatrzenia na siebie na co jego usta się wykrzywiły do lekkiego uśmiechu.
-Obiecuję - odparł, a brunetowi tyle wystarczyło. Tylko to chciał od niego usłyszeć, że będzie walczył. Że będzie robił wszystko aby znów być z nim. Złożył na jego chłodnych, zimnych ustach delikatny, lekki pocałunek od razu dostrzegając w oczach blondyna lekkie zmieszanie.
-Wiesz, że niedługo będę musiał wrócić, prawda? - spojrzał na niego niepewnie starając się wyczytać o czym myśli. Lecz chłopak nie przyjmował tego do świadomości, bo był pewny że ta rozłąka będzie krótka, że nic, żadne sprzeciwności losu już nie staną mu na drodze do szczęścia.
-Wiem, ale tak łatwo cię im nie oddam - zaśmiał się dociskając Taemina do swojej klatki piersiowej. Było mu dobrze jak było, nie chciał zmian. Zdecydowanie ich nie potrzebował lecz tak jak się spodziewał. Dzień, którego obawiał się jak ognia nadszedł szybciej niż planował. Niż się spodziewał, że przyjdzie. Po prostu się obudził, a obok nikogo nie zastał, a odkąd Taemin z nim zamieszkał spali razem, a właściwie on spał. Blondyn nie potrzebował snu więc albo mu się całą nos przypatrywał lub robił coś zupełnie innego. Tym razem był podenerwowany kiedy wstał, a ani w salonie, ani w kuchni nie zastał tej dobrze znanej blond czupryny. Nigdy nie wychodził bez jego wiedzy więc pójście gdziekolwiek samemu było wykluczone więc gdzie mógł się podziać? Kiedy tak chodził po domu to z każdą mijającą sekundą, minutą, godziną docierała do niego smutna lecz prawdziwa rzeczywistość. Mógł się tego spodziewać, tak? Miał być na to przygotowany, a czy był? Niby tak, ale odejście boli nadal. Martwił się czy mu się udało, czy jeszcze kiedykolwiek się zobaczą. Lecz tym razem coś obiecał. Zapamiętał jego słowa, których zamierzał się trzymać już do końca. "Jeśli macie być razem to będziecie, może nie teraz lecz w najbliższej przyszłości." Będą razem, jeśli nie teraz, to kiedyś na pewno.

~Bummie

1 komentarz:

  1. GE-NIAL-NE. No po prostu GENIALNE. I chyba tylko tyle mogę powiedzieć bo co więcej? XD

    OdpowiedzUsuń