~*~
Moje pomysły są straszne ._. Niestety gdy Bummie jest chory ma różne dziwne myśli i później takie rzeczy wychodzą ^^ Może komuś to przypadnie do gustu, a może i nie. Przepraszam za zakończenie, może jak mi coś innego wpadnie do głowy to trochę to zmienię. Zobaczymy.
~*~
-Jongi, źle to robisz – to słowa które słyszy niemalże codziennie. Mimo jego wszelakich starań to ciągle jest coś nie tak. Zawsze jest niezadowolony. To wszystko powoli go wykańcza, ma ochotę najzwyczajniej w świecie odpuścić. Nawet jakby się rozdwoił to i tak spotkałoby się z jego złą opinią. Jak bardzo nie kochał Kibuma tak teraz miał go najzwyczajniej dosyć. Jego kotek zawsze był zrzędliwy, ale teraz to już przechodzi po za jakąś granicę. Choroba wcale w tym nie pomaga jedynie pogarszała jego samopoczucie. Był silny, nie pokazywał tego po sobie lecz widać było że z każdym kolejnym dniem marnieje w oczach, a Jonghyun musiał na to patrzeć nie mogąc nic z tym zrobić. Wyrok już zapadł, a jemu pozostało się z tym wszystkim pogodzić. Czy umiał? Sam nie wiedział, kochał go, ale niekiedy bywały dni, że sytuacja go przerastała. Tak też było i tym razem.
-Przykro mi Key, że jestem mało wystarczalny. Przykro mi, że
nie umiem sprostać twoim wymaganiom. Przykro mi, że nie mogę zrobić tak żebyś
wreszcie był zadowolony – rzucił składaną koszulką o ziemię.
-No bo jak się nie przykładasz to się wcale nie dziwię –
odpyskował mu podnosząc się z trudnością z łóżka. Jonghyun szybko zatrzymał go
gestem ręki, a Key z powrotem na nie opadł – Chcę ci pomóc.
-Dam sobie radę – mruknął podnosząc owe ubranie z ziemi i
zaczął składać je na nowo.
-Rękawem do środka, a jak składasz to kantem na zewnątrz –
uniósł się na łokciach uważnie obserwując jego poczynania – Jonghyun nie tak.
-Nie tak?! To jak?! Ciągle źle! Skoro ci coś nie pasuje to
sam sobie to zrób. Mam dosyć obsługiwania cię, bycia twoją nianiką. Gosposią,
która robi wypierz, umyj, pozamiataj. Szczerze gówno mnie obchodzi twoja
choroba. Jak wkrótce umrzesz wreszcie przestaniesz być tym cholernym ciężarem
dla innych, którym stałeś się w ostatnim czasie! – wybuchł, a słowa wylatywały
z niego jak z torpedy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że powiedział o kilka
za dużo. Spojrzał na leżącego blondyna z szeroko otwartymi oczami – Kibum…
-Nikt ci nie karze przy mnie być. Jeśli to dla ciebie taki
problem, skoro jestem dla ciebie takim ciężarem to odejdź. Nikt cię tutaj nie
trzyma – spojrzał na niego zbolałym wzrokiem po czym przeniósł go na pościel,
którą zaczął miętosić w dłoniach – Masz racje, jak umrę wreszcie będziesz miał
spokój. Nie martw się to już niedługo – dodał jeszcze zagryzając wargę.
-Przepraszam nie
chciałem tego powiedzieć – jedynie na te słowa było go stać w tej chwili bo nic
sensownego nie przychodziło mu do głowy – Nie chcę żebyś odchodził… - zmarszczył lekko brwi po czym spojrzał
podejrzliwie na swojego chłopaka – Czy ty wiesz coś czego ja nie wiem? –
spytał.
-Ale powiedziałeś, w porządku. Nie gniewam się – wzruszył ramionami
jakby to wszystko go już nie ruszało – Nie, po prostu zostaw mnie. Chcę się
położyć, źle się czuję – mruknął przekręcając się tak, że leżał teraz plecami do niego.
Jonghyun jedynie westchnął ociężale postanawiając nie
dociekać. Ze złym, rozdrażnionym, chorym Kibumem lepiej nie zadzierać. Coś już o tym wiedział. Opuścił ich pokój, a na korytarzu o mało co nie wpadł na idącego maknae.
-Hyung, co jest? Coś z ummą? – spytał od razu dostrzegając
jego zmarnowaną twarz.
-Pogarsza się mu, a na dodatek powiedziałem coś czego nigdy
nie powinienem był powiedzieć – spuścił wzrok lecz szybko znów przeniósł go na
smutne oczy Taemina – Ja już nie wiem co mam robić.
-Hyung , musisz
zrozumieć, że jego humor już się nie polepszy, a jedynie może się jeszcze
bardziej pogorszyć. Mimo wszystko musimy być przy nim do końca, wspierać go –
ułożył swoją ciepłą, kruchą dłoń na jego ramieniu powodując, że uśmiechnął się
nikle – On także widzi, że również jesteś tym wszystkim zmęczony, jak my
wszyscy zresztą. Musisz być dzielny i
sprostać zadaniu, chociaż tyle możemy dla niego zrobić.
Jonghyuna zawsze zastanawiało jakim cudem ten dzieciak ma w
sobie tyle pokory. Zawsze umiał podnieść kogoś na duchu niezależnie od tego
jak beznadziejna była sytuacja. Widocznie miał ten dar przekonywania, nawet
jakby to było najlepsze kłamstwo człowiek był w stanie mu uwierzyć. Tak było i tym razem. Bez dalszego
zastanawiania się przyciągnął szczupłe ciało maknae do ciasnego uścisku. To
zawsze w pewnym sensie mu pomagało, uspakajało. Wystarczyła sama obecność
szatyna aby mógł przez chwilę zapomnieć o otaczających go problemach.
Najwidoczniej dzisiaj potrzebował jego bliskości jak nikt inny. Chciał dać
ponieść się chwili, bo odsunął się lekko od niego, by musnąć jego usta. To
pierwszy raz kiedy się z nim całuje, nigdy nie pomyślałby że kiedykolwiek mógł by
zdradzić Key, ale teraz nie to było mu w
głowie. Chciał zapomnieć, a tylko jedna osoba mu w tym pomoże. Czuł, że pragnie
tego chłopaka tu i teraz, a świadomość że odwzajemnił jego pocałunek jeszcze
bardziej pchała go w przekonaniu, że wcale nic złego nie robi. Wepchał chłopaka do jego własnego pokoju po
czym zamknął za nimi drzwi. Popchnął szatyna na łóżko, a sam zawisł nad nim
składając pojedyncze pocałunki na jego szyi, obojczykach. Taemin mruknął cicho z
zadowolenia lecz odsunął go lekko od siebie.
-Jonghyun my nie… -
zamilkł bo starszy przyłożył mu swój palec do ust
-Cśś, nikt się nie musi o tym dowiedzieć. Pragnę cię jak
nikt inny Minnie, oddasz mi się? -
wyszeptał mu do ucha po czym lekko je nagryzł. Widząc jego zawstydzoną,
zaczerwienioną twarz pod sobą stwierdził, że to najsłodszy widok jaki
kiedykolwiek widział. Mimo że Key był uroczy, to nic nie przebije Taemina. Nie usłyszał
żadnego sprzeciwu, a pocałunek jaki otrzymał od młodszego uznał za pozwolenie
do dalszych czynów. Ręce Jonghyuna w szybkim tempie wylądowały pod koszulką szatyna, jeździły, gładziły całą jego klatkę piersiową, plecy. Dotykały każdy skrawek, pochłaniały jak najwięcej się dało. Podszczypywały jego sutki, chciał zrobić wszystko aby dać jak najwięcej przyjemności swojemu nowemu kochankowi. W stosunku nie było najważniejsze aby samego siebie zaspokoić, chodziło bardziej o to aby tej drugiej osobie było z tobą dobrze. Żeby nie odczuwała bólu, jedynie samą błogość i nowe cudowne doznania. Ściągnął jego górną cześć garderoby aby od razu przyssać się do jego szyi. Składał mokre pocałunki zjeżdżając niżej, całował niemalże każdy minimalny skrawek jego odkrytego ciała każdemu poświęcając tyle samo uwagi co poprzedniemu. Jonghyun czuł coraz większe pożądanie, cała ta sytuacja go niezwykle podnieciła ale również bardzo ekscytowała. Uważał to za całkiem nowe doznanie, coś czego jeszcze nigdy nie przeżył, a pragnął coraz bardziej przy każdym najmniejszym muśnięciu tego idealnego ciała, czy to dłonią, czy ustami. Chciał go dotykać, odkrywać więcej i więcej. Z jego spodniami uporał się dość szybko, pozbył się ich wraz z niepotrzebnymi bokserkami. Teraz mógł podziwiać Taemina takiego jak go Bóg stworzył. Pojedyncze kropelki potu mieniły się na jego mlecznobiałej skórze. Był piękny, miał ciało anioła jak to Jonghyun określił po dłuższych namysłach. Było takie delikatne, kruche że aż bał się że może zrobić mu krzywdę. Przejechał opuszkami palców po jego pobudzonym już członku co spotkało się z głośnym westchnieniem młodszego, który wypchnął biodra do góry prosząc się o choćby minimalny dotyk. Starszy zaśmiał się lekko łapiąc jego przyrodzenie w swoją ciepłą dłoń zaczynając powoli stymulować. Chłopak odchylił głowę do tyłu, a pierwsze jęki wydobyły się z jego budzi. To była jak muzyka dla jego uszu. Taemin był strasznie uroczy, aż sam nie mógł uwierzyć, że to on teraz może go głaskać, całować.
-Hyung - zacisnął palce na jego włosach unosząc jego głowę by na niego spojrzał - Możesz go wziąć? - spytał nieśmiało, a jego klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie.
Kim bez zbędnych słów przejechał swoim językiem po całej jego długości obserwując wykrzywioną w ekstazie twarz swojego kochanka. W końcu jego członek był cały w ustach Jonghyuna, czuł przyjemne pulsowanie. Zassał się na nim, językiem jeżdżąc po jego główce, miał wrażenie że doprowadza tym szatyna do szaleństwa. Mimo że tego nie okazywał czuł, że uścisk wzmocnił się, a jego mięśnie wszystkie napięły. To cudowne że mógł oglądać go w takim stanie. W chwili całkowitego uniesienia. Nie musiał bardzo się starać, bo wystarczyło kilka zamaszystych ruchów głową aby chłopak rozlał się mu w ustach. Jonghyun od razu wszystko połknął jak zawsze miał w zwyczaju po czym oblizał wargi uśmiechając się. Taemin podczas orgazmu wyglądał nieziemsko, że aż starszy miał ochotę złapać za jego rumiane policzki i uszczypnąć, w ostateczności się powstrzymał. Chciał się zabrać za ściąganie z siebie ubrań lecz dłonie młodszego go przed tym powstrzymały. Spojrzał na niego zdziwiony unosząc jedną brew w górę.
-Hyung.. pozwól mi.. - wychrypiał po czym uśmiechnął się niewinnie. Brunet pozwolił mu dać się nad sobą zdominować, co nigdy do tej pory mu się nie zdarzyło. Nawet z Kibumem. To wszystko przez ten jego urok. Tłumaczył sobie. Westchnął cicho czując na swoim ciele te delikatne, gładkie dłonie młodszego. Miał wrażenie że dotyka go jakiś aksamit, miękki, miły i przyjemny. Zagryzł wargę przymykając powieki na całej jego odkrytej klatce piersiowej, brzuchu rozchodziły się drobne pocałunki Taemina. To było coś niewyobrażalnie przyjemnego, nawet nie wiedział jak to odpowiednio opisać. Wygiął się lekko kiedy zassał się na jego sutku, a jęk zadowolenia wydobył się z jego ust. Uśmiechnął się lekko obserwując jego lekko nieudolne ruchy przy odpinaniu jego spodni, że w końcu postanowił mu w tym pomóc. Młodszy, kiedy tylko ujrzał pobudzonego, nabrzmiałego członka bruneta spłoną olbrzymim rumieńcem, a jego ręce zaczęły się lekko trząść. Jonghyun uznał to za mega urocze, ta jego niewinność, oraz nieporadność dodawały mu jedynie uroku.
-Taeminnie, nie musisz tego robić - przejechał dłonią po jego rumianym policzku, żeby oderwał wzrok od jego przyrodzenia i żeby spojrzał mu w oczy, co także uczynił - Naprawdę.
-Hyung... - odwrócił wzrok zawstydzony - Nie chcę być gorszy - dodał.
-Nie jesteś i nie będziesz - nachylił się by musnąć jego lekko rozchylone wargi. Skorzystał z sytuacji i wsunął od razu język do jego ust badając każdy skrawek jego podniebienia przy okazji złapał jego dłoń po czym nakierował ją na swoją erekcję. Chłopak oplótł ją swoimi szczupłymi palcami i przy pomocy starszego zaczął lekko poruszać ręką. Jonghyun jęknął głośno lecz został zagłuszony przez pocałunki młodszego. Czuł się niesamowicie, ruchy z początku wolne stały się z każdą mijającą sekundą szybsze, dokładniejsze. Kiedy wiedział, że za niedługo będzie ten moment w którym dojdzie oderwał się od warg Taemina spoglądając mu znacząco w oczy. Popchnął go lekko na miękki materac po czym rozchylił jego nogi. Chłopak od razu odwrócił głowę w bok z wypiekami na twarzy, a starszy schylił się podsuwając pod swoją twarz jego tyłek, a językiem przejechał w okolicach dziurki młodszego. Szatyn jęknął, a jego wszystkie mięśnie się napięły, Kim ponowił czynność, odpowiednio nawilżając jego wejście, aby pominąć wszelaki ból, który mógłby towarzyszyć podczas wchodzenia w niego.
-Może zaboleć - ostrzegł od razu kiedy wsunął w niego jeden palec, a za nim kolejny, a chłopak zawył uciekając biodrami od jego palców. Starszy przytrzymał go lekko, po czym jedną ze swoich dłoni starł łzy, które zdążyły spłynąć po jego policzkach - Przepraszam, obiecuję że to zaraz się skończy. Taemin lekko skinął głową zaciskając powieki - Rozluźnij się, będzie mniej boleć - jak powiedział starszy tak też uczynił. Wziął kilka głębokich wdechów przyzwyczajając się, że coś znajduje się w nim. Poczuł, że zaczyna poruszać ręką, ból mijał został zastępowany przyjemnemu doznaniu że aż sam prosił się o więcej. Jonghyun zaśmiał się melodyjnie, ruszał wykręcając dłoń we
wszystkie możliwe strony byle tylko jak najbardziej rozciągnąć szatyna, jak najlepiej przygotować. Nie może patrzeć na łzy w jego oczach. Chłopak nawet nie zdążył zauważyć kiedy miejsce palców zajął członek Jonghyuna. Był duży, cały pulsował. Z początku Taemin spotkał się z małym uczuciem dyskomfortu lecz z każdym kolejnym pchnięciem to uczucie mijało. Pierwszy raz coś takiego z kimś robi, to było dla niego całkiem nowe, nieznane do tej pory przeżycie. Brunet nie patyczkując się już w jakieś powolne ruchy od razu przeszedł do tych szybszych, od razu znajdując czuły punkt młodszego. Nie starał się aby przetrzymać jego orgazmu, pragnął spełnienia więc z każdym następnym ruchem idealnie celował w jego prostatę dlatego wystarczyła mała ilość pchnięć, a oboje doszli niemalże w tym samym czasie. Jęki było słychać prawie na cały dorm, Jonghyun opadł na lepką od spermy klatkę piersiową szatyna. Ciężko dysząc odgarnął kosmyki włosów z jego spoconego czoła. Był cudowny.
-Jonghyun hyung - zaczął młodszy na co Kim spojrzał na niego rozczulony - Ja chyba się w tobie zakochałem - zagryzł zdenerwowany wargę spuszczając wzrok.
-Co? - spytał, bo jego wyznanie go zaskoczyło, nie spodziewał się czegoś takiego od niego usłyszeć -Naprawdę?
-Hyung, ja nie powinienem był tego z tobą robić. Mimo że było niesamowicie to ja chciałem przeżyć swój pierwszy raz z osobą, którą kocham... ale która kocha także i mnie - przejechał niepewnie po policzku starszego marszcząc brwi - Bo ty mnie nie kochasz prawda?
Jonghyuna zatkało. Po prostu wpatrywał się w niego z ciężkim wyrazem konsternacji, był całkowicie zbity z tropu. Nie miał pojęcia co mu odpowiedzieć, nie wiedział co czuł do tego chłopaka.
-Taemin nie chcę cię okłamywać żeby sprawić ci przyjemność - zaczął lecz co dalej? - Nie wiem co czuję, nie wiem czy coś w ogóle czuję - odpowiedział zgodnie z prawdą. Zdał sobie sprawę, że źle dobrał słowa, bo już otwierał usta lecz szatyn go wyprzedził.
-W porządku, rozumiem - zepchnął go lekko z siebie po czym wstał zbierając z ziemi swoje ubrania, nie przejmował się tym że chłopak najprawdopodobniej mu się przypatruje. Nagle jakby przestał się krępować, bo nie o tym myślał. Kiedy zniknął za drzwiami łazienki Jonghyun ubrał się po czym opuścił pokój młodszego. Dopiero teraz przypomniał sobie, że Key leży cały dzień sam, wtedy kiedy on pieprzył się w najlepsze z jego najlepszym przyjacielem tuż za ścianą. Co było w tym wszystkim najgorsze to to, że wcale nie czuł jakiś wyrzutów sumienia. Nie uważał że zrobił źle. Z lekkim ociąganiem otworzył drewniane drzwi zaglądając do pomieszczenia myśląc, że zobaczy tam kociookiego. Spotkał się jedynie z pustym, posłanym łóżkiem. Nie było go. Nie musiał się długo zastanawiać gdzie się podział blondyn bo właśnie usłyszał głośny trzask zamykanych drzwi. Zbiegł po schodach na dół by ujrzeć Kibuma, który zdejmuje buty, a swoją kurtkę wiesza na wieszaku.
-Miałeś leżeć w łóżku i odpoczywać - warknął zirytowany, że chłopak mimo jego zakazów, zastrzeżeń i tak zrobił jak uważa. Taka była jego natura, nigdy nikogo nie słuchał, bo uważał że to on ma racje. Przez to często dochodziło między nimi do nie jednej kłótni, a kończyło na gorącym, ostrym seksie na wybaczenie. Za to właśnie go kochał, za tą jego zaborczość, wybuchowy charakter i tą pewność siebie lecz odkąd raz wylądował w szpitalu ich kontakt znacznie się pogorszył, oziębił. Wtedy właśnie wykryli u niego złośliwy nowotwór trzustki, który już jest zbyt zaawansowany aby móc go leczyć. Od tego czasu zaczęło się między nimi sypać, było więcej kłótni, które czasami w ogóle nie dochodziły do kompromisu, ale to nie to jest w tej chwili ważne.
- Gdzie byłeś? - spytał kiedy blondyn w ogóle nie odpowiedział na jego wcześniejsze słowa.
-A co? Już do końca chcesz mnie przypiąć do łóżka i odciąć od całego otaczającego świata? - syknął nawet nie racząc go spojrzeniem. Jonghyun od razu zauważył, ze coś jest nie tak.
-Znowu brałeś? - złapał go za nadgarstek kiedy ten chciał go wyminąć na co kociooki zaczął się szarpać.
-Puść mnie, nie twój zasrany interes co robię - fuknął rozjuszony kiedy starszy przyparł go do ściany.
-Oszalałeś już całkowicie?! - krzyknął potrząsając jego ramionami chcąc jakoś doprowadzić go do porządku lecz widząc niewzruszony wyraz jego twarzy aż się w nim gotowało - Chcesz się wykończyć już teraz?!
-Co mi innego pozostało? I tak umrę, czy to będzie teraz, za tydzień, za miesiąc nie robi żadnej różnicy - wzruszył ramionami - Chcę się wyszaleć na tyle ile starczy mi sił, a ty zajmij się wreszcie sobą a mnie zostaw w spokoju - odepchnął go od siebie chcąc wreszcie znaleźć się w swoim własnym pokoju. Jonghyun nie mógł mu pozwolić tak łatwo odejść znów złapał za jego drobny, szczupły nadgarstek okręcając go by stał z nim twarzą w twarz.
-Kocham cię idioto, to zbyt mało? - wyrzucił ręce w dezaprobacie - Nie możesz ćpać, to cię wykończy, twój organizm i tak jest już osłabiony, a ty.. - zaciął się - Nie możesz tak szybko odejść i mnie zostawić.
-Nie mogę? Kto tak powiedział, ty? - parsknął mu w twarz - Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mi cokolwiek rozkazywać - uśmiechnął się szyderczo - Ale skoro tak bardzo lubisz się pieprzyć, to ja ci pokażę co to jest dobry, ostry sex bo z Taeminem takiego czegoś na pewno nie przeżyjesz - dodał po czym przejechał dłoniom od jego klatki piersiowej wzdłuż zatrzymując na jego kroczu, które bez skrupułów ścisnął. Starszy stłumił jęk zdezorientowany wpatrując się w jego zamglone kocie oczy.
-Jesteś pod wpływem tych prochów, nie wiesz co gadasz - zaczął się bronić lecz blondyn brutalnie wpił się w jego usta od razu językiem przedzierając się do jego buzi. Brunet miał ochotę się poddać dając ponieść się smakowi tych cudownych ust, nie mógł. Nie mógł tak łatwo pozwolić mu wygrać. Odepchnął go od siebie, a że młodszy i tak był drobny i słaby to teraz poleciał ostatecznie upadając na podłodze.
-Nie daj się prosić, kiedy już mnie tu nie będzie będziesz mógł posuwać tego małego gówniarza ile tylko chcesz. Obiecuję, nie będziesz nic żałować - wstał chwiejnie lekko się zataczając. Zrobił kilka kroków w stronę stojącego nadal Jonghyuna.
-Ileś tego wziął? - spytał nie zwracając uwagi na jego zaczepki - Słyszysz? Ile tego wziąłeś? - strzepnął jego ręce ze swojej klatki piersiowej po czym złapał go za ramiona by spojrzeć mu w oczy.
-Niewaaaże ile, ważne że działa - uśmiechnął się zalotnie znów się do niego przysuwając.
-Key, gadaj - warknął kiedy poczuł jak chłopak wtulił się do jego klatki piersiowej. Westchnął cicho kładąc dłonie na jego plecach czując jak jego ciało zaczyna się osuwać, robi się coraz cięższe - Kibum? Kibum?! - odsunął go lekko od siebie, lecz dostrzegł nieprzytomną twarz swojego chłopaka, a jego ciało o mało co nie upadło na ziemię przez co Jonghyun zacieśnił uścisk na jego plecach - Cholera - zaklął. Wyjął z kieszeni swoich spodni telefon, wybrał odpowiedni numer po czym schował go z powrotem. Ułożył ciało blondyna na kanapie w salonie.
-Kibummie pod żadnym pozorem nie zasypiaj.. - poklepał go lekko po policzku patrząc na jego wpół przymknięte powieki - Nie zasypiaj - nakazał.
-Mhhhmmm - mruknął coś niezrozumiałego pod nosem - Kocham Cię Jongi - powiedział mało zrozumiale, a jego oczy zostały przysłonięte przez kotarę ciemnych rzęs.
-Key, błagam nie śpij, nie zasypiaj, karetka zaraz tu będzie - potrząsnął nim lekko, ale chłopak już nie reagował.
-Hyung - zacisnął palce na jego włosach unosząc jego głowę by na niego spojrzał - Możesz go wziąć? - spytał nieśmiało, a jego klatka piersiowa unosiła się nierównomiernie.
Kim bez zbędnych słów przejechał swoim językiem po całej jego długości obserwując wykrzywioną w ekstazie twarz swojego kochanka. W końcu jego członek był cały w ustach Jonghyuna, czuł przyjemne pulsowanie. Zassał się na nim, językiem jeżdżąc po jego główce, miał wrażenie że doprowadza tym szatyna do szaleństwa. Mimo że tego nie okazywał czuł, że uścisk wzmocnił się, a jego mięśnie wszystkie napięły. To cudowne że mógł oglądać go w takim stanie. W chwili całkowitego uniesienia. Nie musiał bardzo się starać, bo wystarczyło kilka zamaszystych ruchów głową aby chłopak rozlał się mu w ustach. Jonghyun od razu wszystko połknął jak zawsze miał w zwyczaju po czym oblizał wargi uśmiechając się. Taemin podczas orgazmu wyglądał nieziemsko, że aż starszy miał ochotę złapać za jego rumiane policzki i uszczypnąć, w ostateczności się powstrzymał. Chciał się zabrać za ściąganie z siebie ubrań lecz dłonie młodszego go przed tym powstrzymały. Spojrzał na niego zdziwiony unosząc jedną brew w górę.
-Hyung.. pozwól mi.. - wychrypiał po czym uśmiechnął się niewinnie. Brunet pozwolił mu dać się nad sobą zdominować, co nigdy do tej pory mu się nie zdarzyło. Nawet z Kibumem. To wszystko przez ten jego urok. Tłumaczył sobie. Westchnął cicho czując na swoim ciele te delikatne, gładkie dłonie młodszego. Miał wrażenie że dotyka go jakiś aksamit, miękki, miły i przyjemny. Zagryzł wargę przymykając powieki na całej jego odkrytej klatce piersiowej, brzuchu rozchodziły się drobne pocałunki Taemina. To było coś niewyobrażalnie przyjemnego, nawet nie wiedział jak to odpowiednio opisać. Wygiął się lekko kiedy zassał się na jego sutku, a jęk zadowolenia wydobył się z jego ust. Uśmiechnął się lekko obserwując jego lekko nieudolne ruchy przy odpinaniu jego spodni, że w końcu postanowił mu w tym pomóc. Młodszy, kiedy tylko ujrzał pobudzonego, nabrzmiałego członka bruneta spłoną olbrzymim rumieńcem, a jego ręce zaczęły się lekko trząść. Jonghyun uznał to za mega urocze, ta jego niewinność, oraz nieporadność dodawały mu jedynie uroku.
-Taeminnie, nie musisz tego robić - przejechał dłonią po jego rumianym policzku, żeby oderwał wzrok od jego przyrodzenia i żeby spojrzał mu w oczy, co także uczynił - Naprawdę.
-Hyung... - odwrócił wzrok zawstydzony - Nie chcę być gorszy - dodał.
-Nie jesteś i nie będziesz - nachylił się by musnąć jego lekko rozchylone wargi. Skorzystał z sytuacji i wsunął od razu język do jego ust badając każdy skrawek jego podniebienia przy okazji złapał jego dłoń po czym nakierował ją na swoją erekcję. Chłopak oplótł ją swoimi szczupłymi palcami i przy pomocy starszego zaczął lekko poruszać ręką. Jonghyun jęknął głośno lecz został zagłuszony przez pocałunki młodszego. Czuł się niesamowicie, ruchy z początku wolne stały się z każdą mijającą sekundą szybsze, dokładniejsze. Kiedy wiedział, że za niedługo będzie ten moment w którym dojdzie oderwał się od warg Taemina spoglądając mu znacząco w oczy. Popchnął go lekko na miękki materac po czym rozchylił jego nogi. Chłopak od razu odwrócił głowę w bok z wypiekami na twarzy, a starszy schylił się podsuwając pod swoją twarz jego tyłek, a językiem przejechał w okolicach dziurki młodszego. Szatyn jęknął, a jego wszystkie mięśnie się napięły, Kim ponowił czynność, odpowiednio nawilżając jego wejście, aby pominąć wszelaki ból, który mógłby towarzyszyć podczas wchodzenia w niego.
-Może zaboleć - ostrzegł od razu kiedy wsunął w niego jeden palec, a za nim kolejny, a chłopak zawył uciekając biodrami od jego palców. Starszy przytrzymał go lekko, po czym jedną ze swoich dłoni starł łzy, które zdążyły spłynąć po jego policzkach - Przepraszam, obiecuję że to zaraz się skończy. Taemin lekko skinął głową zaciskając powieki - Rozluźnij się, będzie mniej boleć - jak powiedział starszy tak też uczynił. Wziął kilka głębokich wdechów przyzwyczajając się, że coś znajduje się w nim. Poczuł, że zaczyna poruszać ręką, ból mijał został zastępowany przyjemnemu doznaniu że aż sam prosił się o więcej. Jonghyun zaśmiał się melodyjnie, ruszał wykręcając dłoń we
wszystkie możliwe strony byle tylko jak najbardziej rozciągnąć szatyna, jak najlepiej przygotować. Nie może patrzeć na łzy w jego oczach. Chłopak nawet nie zdążył zauważyć kiedy miejsce palców zajął członek Jonghyuna. Był duży, cały pulsował. Z początku Taemin spotkał się z małym uczuciem dyskomfortu lecz z każdym kolejnym pchnięciem to uczucie mijało. Pierwszy raz coś takiego z kimś robi, to było dla niego całkiem nowe, nieznane do tej pory przeżycie. Brunet nie patyczkując się już w jakieś powolne ruchy od razu przeszedł do tych szybszych, od razu znajdując czuły punkt młodszego. Nie starał się aby przetrzymać jego orgazmu, pragnął spełnienia więc z każdym następnym ruchem idealnie celował w jego prostatę dlatego wystarczyła mała ilość pchnięć, a oboje doszli niemalże w tym samym czasie. Jęki było słychać prawie na cały dorm, Jonghyun opadł na lepką od spermy klatkę piersiową szatyna. Ciężko dysząc odgarnął kosmyki włosów z jego spoconego czoła. Był cudowny.
-Jonghyun hyung - zaczął młodszy na co Kim spojrzał na niego rozczulony - Ja chyba się w tobie zakochałem - zagryzł zdenerwowany wargę spuszczając wzrok.
-Co? - spytał, bo jego wyznanie go zaskoczyło, nie spodziewał się czegoś takiego od niego usłyszeć -Naprawdę?
-Hyung, ja nie powinienem był tego z tobą robić. Mimo że było niesamowicie to ja chciałem przeżyć swój pierwszy raz z osobą, którą kocham... ale która kocha także i mnie - przejechał niepewnie po policzku starszego marszcząc brwi - Bo ty mnie nie kochasz prawda?
Jonghyuna zatkało. Po prostu wpatrywał się w niego z ciężkim wyrazem konsternacji, był całkowicie zbity z tropu. Nie miał pojęcia co mu odpowiedzieć, nie wiedział co czuł do tego chłopaka.
-Taemin nie chcę cię okłamywać żeby sprawić ci przyjemność - zaczął lecz co dalej? - Nie wiem co czuję, nie wiem czy coś w ogóle czuję - odpowiedział zgodnie z prawdą. Zdał sobie sprawę, że źle dobrał słowa, bo już otwierał usta lecz szatyn go wyprzedził.
-W porządku, rozumiem - zepchnął go lekko z siebie po czym wstał zbierając z ziemi swoje ubrania, nie przejmował się tym że chłopak najprawdopodobniej mu się przypatruje. Nagle jakby przestał się krępować, bo nie o tym myślał. Kiedy zniknął za drzwiami łazienki Jonghyun ubrał się po czym opuścił pokój młodszego. Dopiero teraz przypomniał sobie, że Key leży cały dzień sam, wtedy kiedy on pieprzył się w najlepsze z jego najlepszym przyjacielem tuż za ścianą. Co było w tym wszystkim najgorsze to to, że wcale nie czuł jakiś wyrzutów sumienia. Nie uważał że zrobił źle. Z lekkim ociąganiem otworzył drewniane drzwi zaglądając do pomieszczenia myśląc, że zobaczy tam kociookiego. Spotkał się jedynie z pustym, posłanym łóżkiem. Nie było go. Nie musiał się długo zastanawiać gdzie się podział blondyn bo właśnie usłyszał głośny trzask zamykanych drzwi. Zbiegł po schodach na dół by ujrzeć Kibuma, który zdejmuje buty, a swoją kurtkę wiesza na wieszaku.
-Miałeś leżeć w łóżku i odpoczywać - warknął zirytowany, że chłopak mimo jego zakazów, zastrzeżeń i tak zrobił jak uważa. Taka była jego natura, nigdy nikogo nie słuchał, bo uważał że to on ma racje. Przez to często dochodziło między nimi do nie jednej kłótni, a kończyło na gorącym, ostrym seksie na wybaczenie. Za to właśnie go kochał, za tą jego zaborczość, wybuchowy charakter i tą pewność siebie lecz odkąd raz wylądował w szpitalu ich kontakt znacznie się pogorszył, oziębił. Wtedy właśnie wykryli u niego złośliwy nowotwór trzustki, który już jest zbyt zaawansowany aby móc go leczyć. Od tego czasu zaczęło się między nimi sypać, było więcej kłótni, które czasami w ogóle nie dochodziły do kompromisu, ale to nie to jest w tej chwili ważne.
- Gdzie byłeś? - spytał kiedy blondyn w ogóle nie odpowiedział na jego wcześniejsze słowa.
-A co? Już do końca chcesz mnie przypiąć do łóżka i odciąć od całego otaczającego świata? - syknął nawet nie racząc go spojrzeniem. Jonghyun od razu zauważył, ze coś jest nie tak.
-Znowu brałeś? - złapał go za nadgarstek kiedy ten chciał go wyminąć na co kociooki zaczął się szarpać.
-Puść mnie, nie twój zasrany interes co robię - fuknął rozjuszony kiedy starszy przyparł go do ściany.
-Oszalałeś już całkowicie?! - krzyknął potrząsając jego ramionami chcąc jakoś doprowadzić go do porządku lecz widząc niewzruszony wyraz jego twarzy aż się w nim gotowało - Chcesz się wykończyć już teraz?!
-Co mi innego pozostało? I tak umrę, czy to będzie teraz, za tydzień, za miesiąc nie robi żadnej różnicy - wzruszył ramionami - Chcę się wyszaleć na tyle ile starczy mi sił, a ty zajmij się wreszcie sobą a mnie zostaw w spokoju - odepchnął go od siebie chcąc wreszcie znaleźć się w swoim własnym pokoju. Jonghyun nie mógł mu pozwolić tak łatwo odejść znów złapał za jego drobny, szczupły nadgarstek okręcając go by stał z nim twarzą w twarz.
-Kocham cię idioto, to zbyt mało? - wyrzucił ręce w dezaprobacie - Nie możesz ćpać, to cię wykończy, twój organizm i tak jest już osłabiony, a ty.. - zaciął się - Nie możesz tak szybko odejść i mnie zostawić.
-Nie mogę? Kto tak powiedział, ty? - parsknął mu w twarz - Jesteś ostatnią osobą, która ma prawo mi cokolwiek rozkazywać - uśmiechnął się szyderczo - Ale skoro tak bardzo lubisz się pieprzyć, to ja ci pokażę co to jest dobry, ostry sex bo z Taeminem takiego czegoś na pewno nie przeżyjesz - dodał po czym przejechał dłoniom od jego klatki piersiowej wzdłuż zatrzymując na jego kroczu, które bez skrupułów ścisnął. Starszy stłumił jęk zdezorientowany wpatrując się w jego zamglone kocie oczy.
-Jesteś pod wpływem tych prochów, nie wiesz co gadasz - zaczął się bronić lecz blondyn brutalnie wpił się w jego usta od razu językiem przedzierając się do jego buzi. Brunet miał ochotę się poddać dając ponieść się smakowi tych cudownych ust, nie mógł. Nie mógł tak łatwo pozwolić mu wygrać. Odepchnął go od siebie, a że młodszy i tak był drobny i słaby to teraz poleciał ostatecznie upadając na podłodze.
-Nie daj się prosić, kiedy już mnie tu nie będzie będziesz mógł posuwać tego małego gówniarza ile tylko chcesz. Obiecuję, nie będziesz nic żałować - wstał chwiejnie lekko się zataczając. Zrobił kilka kroków w stronę stojącego nadal Jonghyuna.
-Ileś tego wziął? - spytał nie zwracając uwagi na jego zaczepki - Słyszysz? Ile tego wziąłeś? - strzepnął jego ręce ze swojej klatki piersiowej po czym złapał go za ramiona by spojrzeć mu w oczy.
-Niewaaaże ile, ważne że działa - uśmiechnął się zalotnie znów się do niego przysuwając.
-Key, gadaj - warknął kiedy poczuł jak chłopak wtulił się do jego klatki piersiowej. Westchnął cicho kładąc dłonie na jego plecach czując jak jego ciało zaczyna się osuwać, robi się coraz cięższe - Kibum? Kibum?! - odsunął go lekko od siebie, lecz dostrzegł nieprzytomną twarz swojego chłopaka, a jego ciało o mało co nie upadło na ziemię przez co Jonghyun zacieśnił uścisk na jego plecach - Cholera - zaklął. Wyjął z kieszeni swoich spodni telefon, wybrał odpowiedni numer po czym schował go z powrotem. Ułożył ciało blondyna na kanapie w salonie.
-Kibummie pod żadnym pozorem nie zasypiaj.. - poklepał go lekko po policzku patrząc na jego wpół przymknięte powieki - Nie zasypiaj - nakazał.
-Mhhhmmm - mruknął coś niezrozumiałego pod nosem - Kocham Cię Jongi - powiedział mało zrozumiale, a jego oczy zostały przysłonięte przez kotarę ciemnych rzęs.
-Key, błagam nie śpij, nie zasypiaj, karetka zaraz tu będzie - potrząsnął nim lekko, ale chłopak już nie reagował.
~*~
Czekał na korytarzu białego pomieszczenia z którym zdarzyło mu się spotkać nie raz w ostatnim czasie. Nienawidził go, to było najgorsze miejsce, bo właśnie tutaj Kibum trafił kiedy pierwszy raz przedawkował, tutaj dowiedział się o chorobie, tutaj wracał notorycznie na każde badania, by znowu tu wrócić z tym samym problemem co na samym początku. I tutaj koło się zatacza. Miał wrażenie, że przechodzi wszystko od początku lecz to wcale nie był początek tylko dalsza część czegoś, co już trwa od jakiegoś czasu, a potrwa? No właśnie ile? Nie miał czasu na dalsze rozchodzenie, bo z sali wyszedł lekarz, który nie miał ciekawego wyrazu twarzy. Nie myśląc zbyt wiele od razu do niego podążył.
-Doktorze i co z nim? - spytał zaciskając dłonie w pięści ze zdenerwowania.
-Aishh witaj Jonghyun - mężczyzna zdjął maseczkę, którą miał na twarzy po czym spojrzał na niego z lekką skruchą - Znowu przedawkował.
-Wiem, mówiłem mu to. Powtarzałam, że jest niepoważny, że nie wie w co się pakuje - pokręcił głową na samo wspomnienie nieprzytomnego chłopaka pod wpływem narkotyków.
-Już nie będziesz musiał - westchnął przypatrując się brunetowi uważnie.
-Co ma pan na myśli? - spytał marszcząc brwi, bo to wszystko w żaden sposób go nie bawiło - Niech mi pan nie mówi, że...
-Nie, Kibum żyje zrobiliśmy mu płukanie żołądka, lecz to było bardzo nierozważne ze względu na stan w jakim się znajduje, ale również na to, że w ogóle nie powinien zażywać tego paskudztwa - skrzywił się zaglądając jeszcze do swoich papierów - Porozmawiamy później, dobrze? A teraz możesz do niego wejść jak chcesz - wskazał gestem ręki.
-Mógłbym?
-Tak, tylko niezadługo, jest zmęczony - odparł po czym pożegnał się z nim, a brunet wszedł do sali gdzie leżał kociooki. Widząc bladego chłopaka, który podpięty jest do różnych kabelków coś go w sercu ścisnęło.
-Głupi jesteś wiesz? Co ci strzeliło do tej pustej głowy? - ofuknął go już na wstępie kiedy tylko przeniósł na niego swój wzrok.
-Daj spokój, nie czuję się najlepiej - westchnął krzywiąc się kiedy starszy na niego naskoczył.
-Nie, kiedy ty w końcu zaczniesz mnie słuchać?! Ile razy ja ci już nie mówiłem, nie powtarzałem, nie trułem, nie mąciłem że prędzej czy później znów doprowadzisz się do takiego stanu? Mało ci po ostatnim? - wybuchł, nie miał siły być dłużej litościwy, miał po prostu dosyć tego ciągłego stresu. Tej obawy, że kiedy się obudzi on będzie już martwy. To jest straszne, a najbardziej dobijał go fakt, że blondyn wcale nie starał się nic zmienić. W ogóle o siebie nie dbał, mimo że każdy za niego wszystko robił. Starał się odciążyć byleby tylko zajął się sobą i doprowadził do porządku to i tak wyszło z marnym skutkiem. A obiecywał, wmawiał, że z tym skończył i co? Okłamał tym i Jonghyuna jak i całą resztę.
-Jesteś z siebie zadowolony? - spytał po dłuższej ciszy która między nimi zapadła, bo chłopak nie odpowiedział na żadne z jego dotychczasowych pytań.
-Nie - odparł ochrypłym głosem - Dotknęło mnie to co mi wcześniej powiedziałeś, do tego te wasze jęki z pokoju sprawiły, że chciałem się rozerwać. Rozluźnić. Dawno nie brałem i zapomniałem jaką się powinno brać dawkę - westchnął przykładając policzek do poduszki - Nie chciałem się zabić, chciałem zapomnieć.
-Przepraszam, to z Taeminem to.. - urwał nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Znowu.
-Daj spokój, nie chcę o tym rozmawiać - zacisnął palce na rogach poduszki po czym spojrzał na niego zagryzając wargę - Chcę żebyś sobie ułożył życie na nowo, po mojej śmierci - odparł pewnie nawet zmuszając się do delikatnego, lekkiego uśmiechu.
-Przestań tylko o tym mówić. Jeszcze masz dużo czasu - warknął niezadowolony z takiego obrotu spraw.
-Aż miesiąc - palnął zanim zdołał się ugryźć w język, widząc zdezorientowany wyraz twarzy starszego postanowił powiedzieć mu prawdę - Jeśli dobre pójdzie oczywiście. Narkotyki strasznie zniszczyły mój żołądek, a choroba zaczęła jeszcze szybciej postępować - zagryzł wargę.
-Kibummie...
-Jeśli sprawy się pokomplikują mogę umrzeć jeszcze dzisiaj - dodał.
-Nawet tak nie mów - odparł pewny swoich słów nie bardzo chcąc wierzyć w to co przed chwilą usłyszał - Muszę to przetrawić - nie czekając na jego reakcje wyszedł z jego sali, a na korytarzu ujrzał już wszystkich. Minho, Onew i Taemina.
-Jak on się czuje? - spytał Tae, a jego oczy były całe czerwone i podpuchnięte. Starszy sam nie wiedział czy to z powodu tego że jego przyjaciel trafił do szpitala czy z że potraktował go tak, a nie inaczej. Nie miał odwagi o to zapytać, przynajmniej nie teraz.
-Jeśli pójdzie dobrze pożyje miesiąc, a w najgorszych okolicznościach może umrzeć nawet dzisiaj - spuścił głowę nie będąc w stanie w dalszym ciągu na nich patrzeć.
-Hyung... - urwał, bo rozległo się głośne wycie, a lekarze zaczęli się zbiegać do jednej sali. Wszystko działo się tak szybko, tak bardzo nieoczekiwanie, że nawet nikt nie mógł odpowiednio zareagować, a już było po wszystkim. Dostrzegł znów tego samego lekarza co poprzednio był u kociookiego, zauważył na jego twarzy coś, czego chyba nie chciał widzieć. Mężczyzna spojrzał na bruneta ze współczuciem po czym pokręcił głową, żadne słowa nie były w tej chwili potrzebne bo wiedział co to oznacza. Nie płakał, czy to możliwe, że się na to przygotował? A może był w tak wielkim szoku, że cała ta sytuacja nadal do niego nie docierała? Nie wiedział co się z nim działo po prostu stał wpatrując się pustym wzrokiem w drzwi od sali blondyna. Miał żal, że to tak się skończyło a nie inaczej, był zły na siebie że nie mógł temu zapobiec, ale wiedział, że to nie była jego wina. Wszystkiemu winny był Key, przez swoją własną głupotę i nierozważne zachowanie. Nigdy nikogo nie słuchał, nic nigdy do niego nie docierało. Teraz poniósł za to konsekwencje tylko szkoda że w tak szybkim czasie i w taki a nie inny sposób.
~Bummie
-Doktorze i co z nim? - spytał zaciskając dłonie w pięści ze zdenerwowania.
-Aishh witaj Jonghyun - mężczyzna zdjął maseczkę, którą miał na twarzy po czym spojrzał na niego z lekką skruchą - Znowu przedawkował.
-Wiem, mówiłem mu to. Powtarzałam, że jest niepoważny, że nie wie w co się pakuje - pokręcił głową na samo wspomnienie nieprzytomnego chłopaka pod wpływem narkotyków.
-Już nie będziesz musiał - westchnął przypatrując się brunetowi uważnie.
-Co ma pan na myśli? - spytał marszcząc brwi, bo to wszystko w żaden sposób go nie bawiło - Niech mi pan nie mówi, że...
-Nie, Kibum żyje zrobiliśmy mu płukanie żołądka, lecz to było bardzo nierozważne ze względu na stan w jakim się znajduje, ale również na to, że w ogóle nie powinien zażywać tego paskudztwa - skrzywił się zaglądając jeszcze do swoich papierów - Porozmawiamy później, dobrze? A teraz możesz do niego wejść jak chcesz - wskazał gestem ręki.
-Mógłbym?
-Tak, tylko niezadługo, jest zmęczony - odparł po czym pożegnał się z nim, a brunet wszedł do sali gdzie leżał kociooki. Widząc bladego chłopaka, który podpięty jest do różnych kabelków coś go w sercu ścisnęło.
-Głupi jesteś wiesz? Co ci strzeliło do tej pustej głowy? - ofuknął go już na wstępie kiedy tylko przeniósł na niego swój wzrok.
-Daj spokój, nie czuję się najlepiej - westchnął krzywiąc się kiedy starszy na niego naskoczył.
-Nie, kiedy ty w końcu zaczniesz mnie słuchać?! Ile razy ja ci już nie mówiłem, nie powtarzałem, nie trułem, nie mąciłem że prędzej czy później znów doprowadzisz się do takiego stanu? Mało ci po ostatnim? - wybuchł, nie miał siły być dłużej litościwy, miał po prostu dosyć tego ciągłego stresu. Tej obawy, że kiedy się obudzi on będzie już martwy. To jest straszne, a najbardziej dobijał go fakt, że blondyn wcale nie starał się nic zmienić. W ogóle o siebie nie dbał, mimo że każdy za niego wszystko robił. Starał się odciążyć byleby tylko zajął się sobą i doprowadził do porządku to i tak wyszło z marnym skutkiem. A obiecywał, wmawiał, że z tym skończył i co? Okłamał tym i Jonghyuna jak i całą resztę.
-Jesteś z siebie zadowolony? - spytał po dłuższej ciszy która między nimi zapadła, bo chłopak nie odpowiedział na żadne z jego dotychczasowych pytań.
-Nie - odparł ochrypłym głosem - Dotknęło mnie to co mi wcześniej powiedziałeś, do tego te wasze jęki z pokoju sprawiły, że chciałem się rozerwać. Rozluźnić. Dawno nie brałem i zapomniałem jaką się powinno brać dawkę - westchnął przykładając policzek do poduszki - Nie chciałem się zabić, chciałem zapomnieć.
-Przepraszam, to z Taeminem to.. - urwał nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Znowu.
-Daj spokój, nie chcę o tym rozmawiać - zacisnął palce na rogach poduszki po czym spojrzał na niego zagryzając wargę - Chcę żebyś sobie ułożył życie na nowo, po mojej śmierci - odparł pewnie nawet zmuszając się do delikatnego, lekkiego uśmiechu.
-Przestań tylko o tym mówić. Jeszcze masz dużo czasu - warknął niezadowolony z takiego obrotu spraw.
-Aż miesiąc - palnął zanim zdołał się ugryźć w język, widząc zdezorientowany wyraz twarzy starszego postanowił powiedzieć mu prawdę - Jeśli dobre pójdzie oczywiście. Narkotyki strasznie zniszczyły mój żołądek, a choroba zaczęła jeszcze szybciej postępować - zagryzł wargę.
-Kibummie...
-Jeśli sprawy się pokomplikują mogę umrzeć jeszcze dzisiaj - dodał.
-Nawet tak nie mów - odparł pewny swoich słów nie bardzo chcąc wierzyć w to co przed chwilą usłyszał - Muszę to przetrawić - nie czekając na jego reakcje wyszedł z jego sali, a na korytarzu ujrzał już wszystkich. Minho, Onew i Taemina.
-Jak on się czuje? - spytał Tae, a jego oczy były całe czerwone i podpuchnięte. Starszy sam nie wiedział czy to z powodu tego że jego przyjaciel trafił do szpitala czy z że potraktował go tak, a nie inaczej. Nie miał odwagi o to zapytać, przynajmniej nie teraz.
-Jeśli pójdzie dobrze pożyje miesiąc, a w najgorszych okolicznościach może umrzeć nawet dzisiaj - spuścił głowę nie będąc w stanie w dalszym ciągu na nich patrzeć.
-Hyung... - urwał, bo rozległo się głośne wycie, a lekarze zaczęli się zbiegać do jednej sali. Wszystko działo się tak szybko, tak bardzo nieoczekiwanie, że nawet nikt nie mógł odpowiednio zareagować, a już było po wszystkim. Dostrzegł znów tego samego lekarza co poprzednio był u kociookiego, zauważył na jego twarzy coś, czego chyba nie chciał widzieć. Mężczyzna spojrzał na bruneta ze współczuciem po czym pokręcił głową, żadne słowa nie były w tej chwili potrzebne bo wiedział co to oznacza. Nie płakał, czy to możliwe, że się na to przygotował? A może był w tak wielkim szoku, że cała ta sytuacja nadal do niego nie docierała? Nie wiedział co się z nim działo po prostu stał wpatrując się pustym wzrokiem w drzwi od sali blondyna. Miał żal, że to tak się skończyło a nie inaczej, był zły na siebie że nie mógł temu zapobiec, ale wiedział, że to nie była jego wina. Wszystkiemu winny był Key, przez swoją własną głupotę i nierozważne zachowanie. Nigdy nikogo nie słuchał, nic nigdy do niego nie docierało. Teraz poniósł za to konsekwencje tylko szkoda że w tak szybkim czasie i w taki a nie inny sposób.
~Bummie

To było piękne (w sensie smutne, ale lubię taką twórczość <3). Bardzo dobrze napisane, zaczynają pojawiać przecinki w miejscach, w których są potrzebne. Kurde, była scenka jak Jjong rozmawia z TaeMin'em, myślę sobie "Spokojnie, przecież w yaoi nie każdy z każdym musi się przespać", a tu takie coś xD. No ale JongTae <3 W pewnym momencie miałam ochotę zapłakać, ale wyszło, że tylko łzawiłam (też jestem chora ;-;) xD. Oby tak dalej~
OdpowiedzUsuń