sobota, 27 grudnia 2014

Pain the way to happiness.



One shot napisany przeze mnie i Minniego. Pierwszy raz coś takiego dodajemy. Mamy nadzieję, że wam się spodoba i przypadnie do gustu. Przepraszamy za błędy. Niestety rozdział nie jest w pełni sprawdzony, gdy znajdę trochę czasu to to zrobię. Miłego czytania :) 


~*~
       

          Miłość, a zakochanie. To jest w tym jakaś różnica? Oczywiście, że tak. Doświadczyłem tego na własnym przykładzie. Miłość to coś wspaniałego, coś co może doświadczyć każdy kto chce poczuć ten smak. Czuję ją za każdym razem kiedy patrzę na ciebie. Każdy twój najmniejszy uśmiech sprawia, że mam nogi jak z waty, a umysł ma ochotę gdzieś odlecieć. Każde twoje subtelne oblizanie warg, działa na mnie odurzająco. Gorąco rozlewa się po całym moim ciele, a serce przyspiesza swoje bicie. Dreszcze przechodzą jak stado mrówek, kiedy tylko dostrzegam twoje spojrzenie na mojej osobie. To uzależniające. Robię wszystko, aby czerpać jak najwięcej, tyle ile tylko się da. Jakiekolwiek słowo, które wypowiadasz do mnie powoduje stado rozszalałych motyli. Każdy twój najmniejszy, przypadkowy dotyk na mojej skórze ujawnia te dobrze znane, czerwone wypieki na twarzy. Z każdym dniem przekonuję się, że kocham cię coraz bardziej, coraz mocniej. Właśnie przez ciebie się rozpadam. Moje serce się łamie, kruszy na malutkie kawałeczki. Mówię, że wszystko jest w porządku, nic się złego nie dzieje. To nic takiego, wytrzymam. Mydlę sobie oczy za każdym razem kiedy wiem gdzie jesteś, z kim przebywasz. Wmawiam to sobie od dłuższego czasu myśląc, że od tego będzie mi lepiej. Że moje uczucie się zmniejszy, minie, że pewnego dnia obudzę się zapominając o wszystkim co się stało. I znów będę mógł być twoim przyjacielem, prawdziwym który nie będzie zazdrosny, nie będzie musiał udawać że wszystko jest okej. Tak będzie naprawdę. Ale tak się nie da, z każdym dniem jest gorzej. Ból uderza ze zdwojoną siłą. Jestem silny, dam radę. Kompletna bzdura. Nigdy nie słyszałem większego kłamstwa, ale cieszę się że chociaż ty tak uważasz. Prawda niestety jest inna. Każde twoje zmartwione spojrzenie odwzajemniam uśmiechem. Co z tego, że jest on wymuszony? To bez różnicy, nie chcę abyś pomyślał, że sobie nie radę. Przecież mamy siebie, to powinno wystarczyć, prawda? Zagryzam wargę. Kolejne twoje palące spojrzenie, powoli mnie przytłacza. Dostrzegam, że pytająco unosisz brew patrząc na mnie w ten dobrze znany sposób. Po co pytasz skoro znasz całą prawdę?


~*~


           Na jednym łóżku leży dwoje przytulonych do siebie chłopaków. Cieszą się ze swojej obecności, która sprawia im przyjemność. Nie rozmawiają. Po co skoro rozumieją się bez słów? Właśnie dzisiaj ich spokój zakłócił wpadający do pokoju blondyn. Widząc swojego najlepszego przyjaciela w objęciach innego, łzy stanęły mu w oczach. To on pragnął być na miejscu bruneta, którego tulił Key. Nie mógł znieść tego palącego w oczy widoku. Słone łzy popłynęły po jego lekko rumianej twarzy. Czuł się zraniony, odtrącony. Zdezorientowanie jego hyunga obiło się o jego oczy. 
-Taemin? - spytał niepewnie Kibum widząc w jakim stanie jest chłopak. 
Kompletnie nie rozumiał zachowania młodszego, ale kiedy widział łzy w tych brązowych oczkach i smutek na tej uroczej twarzyczce, serce mu się krajało. Blond włosy nie reagował. Patrzył jak zahipnotyzowany nie mogąc oderwać od nich wzroku. Nawet nie zauważył jak jego przyjaciel stanął obok niego. 
-Taemin... - złapał go delikatnie za ramię bojąc się, że może zrobić mu krzywdę. Nastolatek drgnął, a słona ciecz szybciej spływała po jego policzkach. Odsunął się od niego.
-Wszystko w porządku hyung. Kocham Cię, ale to nic. To minie. Nie przejmuj się mną. Przejdzie mi, po prostu bądź szczęśliwy - szepnął niemalże bezgłośnie, tak cicho że nawet Kibum miał lekki problem ze zrozumieniem. Lecz przekaz był jasny i wyraźny. Zakochał się, właśnie w nim. Jego najlepszy przyjaciel, jego uroczy synek go kochał, nie jak dziecko ummę lecz jak chłopak, chłopaka. Kiedy tylko dotarły do niego jego słowa, otworzył buzię z wrażenia, a jego ciało zesztywniało. Stał w szoku wyznaniem młodszego, kiedy chciał coś powiedzieć, chłopak wyszedł. 



~*~ 


          Spuściłem wzrok przypominając sobie tamte zdarzenie, które wywołało burzę sprzecznych, negatywnych emocji. I co naprawdę wtedy sądziłeś, że rzuci się na ciebie wyznając miłość? To nie jakieś tanie romansidło, w którym wszystko kończy się dobrze, a dwójka głównych bohaterów na końcu będzie ze sobą, kochając się na zabój. Niestety życie zawsze wszystko komplikuje. Podnoszę swój wzrok by zawiesić go na waszych splecionych dłoniach. To boli, ale wiem, że nic z tym nie mogę zrobić. Muszę zapomnieć. Po prostu muszę, tak będzie lepiej dla mnie, ale także i dla ciebie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mnie od siebie nie odtrąciłeś, że nadal jesteś. Nadal możemy być przyjaciółmi. Mimo że chciałbym czegoś zupełnie innego, to jak na razie mi to wystarcza. Chyba. Wasze uśmiechnięte twarze, niewinne pocałunki, które sobie dajecie.. 
Czuję jak wbijacie mi małe drobne szpilki w serce, ale nie martwcie się daje sobie radę. Chyba...
No właśnie... CHYBA. Sam już nie wiem w co wierzyć. Czy jest sens nadal się okłamywać. Ale cieszę się hyung, że chociaż ty jesteś szczęśliwy, tyle mi starczy. Przymykam oczy. No i kogo ty próbujesz oszukać? Nawet sam siebie nie potrafisz. 
-Taemin? - głos z oddali pokoju wyrywa mnie z chwilowego otumanienia.
Patrzę na Minho przyklejając do twarzy uśmiech. Sztuczny, bo sztuczny, ale zawsze uśmiech, nie?
-Tak? - rzuciłem od niechcenia.
-Możemy porozmawiać? - spytał łapiąc mnie za rękę po czym zaciągnął w stronę przedpokoju  -Co się dzieje Minnie? Widzę, że coś jest nie tak...
-Nic się nie dzieje... nic nie widzisz - spojrzałem prosto w jego oczy... i to był błąd.
-Widzę to w twoich oczach... mnie nie oszukasz... - podszedł bliżej.
Nie mam już sił... nie potrafię dalej udawać... to wszystko mnie przerosło...
-Gówno widzisz! Gówno wiesz! Zostaw mnie! - krzyczałem starając się pohamować łzy, lecz one mnie nie słuchały...
Słone krople spływały po moich policzkach.
-Spokojnie Taeminnie - Minho starał się mnie uspokoić podchodząc coraz bliżej
-Zostaw mnie! Wyjdź! Odejdź! - starałem się go wyminąć, na marne...
Silne ramiona zgarnęły mnie do siebie, a jego duże dłonie gładziły uspokajająco po plecach.
-Zostaw mnie... - mówiłem już nie będąc tak pewny swoich słów.
Poczułem jak tracę grunt pod nogami, objąłem go rękoma za szyję i wtuliłem się w niego. Zaniósł mnie do mojego pokoju i położył na łóżku. Chciał iść, ale nie pozwoliłem mu na to. Złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie. Gdy leżał obok mnie czułem się tak... bezpiecznie. Wtuliłem się w niego chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Będzie dobrze Minnie.
Poczułem dziwne uczucie w brzuchu gdy wypowiedział te słowa wprost do mojego ucha.
-Skąd możesz to wiedzieć? - podniosłem głowę mówiąc przez łzy - Nawet nie wiesz o co chodzi.. - mruknąłem powracając do swojej poprzedniej pozycji.
-Tak się składa, że wiem. Byłem tam Taemin. Wszystko słyszałem. Proszę, nie płacz. On nie jest tego wart. Nie zasługuje na to, aby tak piękne oczy płakały przez niego - chwycił moją twarz w dłonie i pocałunkami ścierał łzy - Taemin...
Spojrzałem głęboko w jego czarne oczy... były śliczne.
-Tak? - odparłem cicho jakby bojąc się swojego głosu.
-Dlaczego szukasz miłości daleko, skoro masz ją na wyciągnięcie ręki?
Nie rozumiałem jego słów. Wyciągnąłem rękę i dotknąłem jego klatki. O co mu chodziło?
-Minho o co ci... - nie dane mi było dokończyć.
Poczułem jego miękkie usta na swoich. Całował delikatnie, jakby bał się, że zaraz ucieknę lub, że mnie skrzywdzi. Już zrozumiałem. Odwzajemniłem jego pocałunek, niepewnie go pogłębiając. Całowaliśmy się przez chwilę, bardzo namiętnie lecz nadal delikatnie. Odsunąłem się do niego spoglądając w oczy. Czułem, że na moich policzkach widnieją dorodne rumieńce.
-Właśnie o to Taemin. Kocham Cię. Nie chcę abyś przez niego cierpiał. Zrobię wszystko co mojej mocy żebyś i ty mnie pokochał. Sprawię, że zapomnisz o nim, lecz jednak nie chcę, abyś wymuszał to uczucie. Chce dać ci szczęście i wszystko czego pragniesz. Chcę żebyś był moją księżniczką.
-Minho. Obiecaj mi, że mnie nie zostawisz..
-Obiecuję. Co byłby ze mnie za książę, który zostawiłby swoją księżniczkę samą? - stwierdził i uśmiechnął się czule składając na moich ustach kolejny, tego dnia pocałunek, odważniejszy pocałunek. Położyłem się obok i wtuliłem w niego. Wiedziałem, że teraz będę szczęśliwy. Ból po Key nie zniknie z dnia na dzień. Pewnie pozostanie jeszcze długo, ale przy Minho czuję się bezpieczny i kochany. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Tak długo dopóki śmierć nas nie rozdzieli...

~Minnie & Bummie  <3

środa, 24 grudnia 2014

Zwariowane święta z SHINee.



Z racji tego, że dzisiaj są święta to chciałam wam życzyć Wesołych Świąt i Pijanego Sylwestra! :) A tutaj taki świąteczny one shot ^^ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Miłego czytania i przepraszam za błędy :).

~*~

 -Kibum pośpiesz się, nie mamy całego dnia! – Jonghyun westchnął ponaglając swojego przyjaciela.
-Ale ja nie wiem czy to mu się będzie podobać – wydął usta  - Ty miałeś prościej, bo cokolwiek byś młodemu nie kupił, to jemu się spodoba.
-Minho też się spodoba – przerwał mu w pół zdania chcąc zakończyć te zakupy, bo trwają o wiele za długo niż by chciał.
-Tak myślisz? – zerknął jeszcze raz na dużego, zielonego pluszaka w kształcie żaby, po czym spojrzał na zniecierpliwionego już Jjonga – Nie rób takiej miny Dino, bo ci tak zostanie – wytknął mu język.
-Minho na pewno będzie szczęśliwy, że cokolwiek od ciebie dostanie – uśmiechnął się wrednie przez co od razu oberwał w tył głowy od szatyna.
-To był tylko jeden, jedyny raz! – pisnął zirytowany zabierając pluszaka i poszedł z nim do kasy – Są święta, a ty jak zwykle jesteś dla mnie nie miły – fuknął niezadowolony.
-Ale Bummie, przecież ja cię kocham, to się nie liczy? – Jonghyun uniósł brwi w wielkim zdumieniu słysząc takie coś od swojego towarzysza.  Key odwrócił głowę w jego stronę posyłając piorunujące spojrzenie. Nic się nie odzywając zapłacił za zabawkę biorąc swój pakunek, wyszedł z tego nieszczęsnego sklepu.
-Oj zamknij się parszywa jaszczurko, lepiej powiedz co zamierzasz kupić temu kurczakowi – ściągnął brwi uśmiechając się perfidnie, kiedy widział zdezorientowanie na twarzy bruneta.
-To jemu też trzeba coś kupić? – otworzył buzię ze zdziwienia nie mogąc uwierzyć w słowa Key – Sądziłem, że kurczak w lodówce mu wystarczy.
-Głupek, czy ty byś chciał takie coś dostać pod choinkę? – spytał go z wyrzutem w głosie.
-Jakby było jadalne, a ktoś nie chciał mnie otruć tak jak ostatnio…
-To nie było specjalnie! Skąd mogłem wiedzieć, że Taemin będzie chciał pomóc i zamiast proszku do pieczenia wsypie proszek na przeczyszczenie? - wywrócił oczyma jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - Oj nie marudź, ty zrzędliwy dinozaurze - bez większych ogródek chwycił rękę starszego ciągnąc w stronę następnego sklepu.


~*~

 -Wróciiiiiiiiliśmyy! – krzyknął Kibum na przywitanie.
-Moje nooooogi, nigdy więcej! Słyszysz?! NIGDY WIĘCEJ NIE IDĘ Z TOBĄ NA ZAKUPY! – warknął i bez żadnego rozbierania rzucił się na kanapę  – O jak dobrzeee..
-Gdybyś mi pomógł, a nie grzał podłogi być może potrwałoby to o wiele krócej – prychnął na Jonghyuna zdejmując kurtkę, później buty - Radzę ci to ściągnąć, nie będę po tobie sprzątał - ofuknął go, po czym poszedł do swojego pokoju szukając tego przerośniętego żaboluda.
-Nie będę po tobie sprzątał - zaczął go przedrzeźniać rozbierając się z kurtki i butów. Rozłożył się ponownie w takiej samej pozycji co wcześniej. 
-Jonghyun hyung! Co mi kupiłeś?! Co kupiłeś? Co kupiłeś? Coooooo kupiłeeeeeś?! – Taemin wykrzyczał uradowany wbiegając na plecy starszego i zaczął po nim skakać, nie zważając  na to, że jest za ciężki bądź jego chłopak może być zmęczony.
-Młody spokojnie, miażdżysz mi kręgosłup – fuknął  – Taeminnie! – Pisnął kiedy nastolatek usiadł na jego pośladkach i zaczął łaskotać.
-Co mi kupiłeś? – spytał ponownie ponawiając swoje tortury, by tylko brunet zdradził szczegóły jego prezentu.
-Tae… Taemin.. prze…przestań… do cho…cholery – wykrztusił dławiąc się śmiechem.
-A wtedy mi powiesz? – uśmiechnął się uroczo robiąc maślane oczka nadal przejeżdżając opuszkami swoich palców po bokach chłopaka.
-Taem…Taemin…Proszęęęęę.
-No coś za coś hyung. To powiesz? – ponaglił pytanie.
-Dobr..dobra… sko..skoooończ – wysapał ciężko dysząc z wypiekami na twarzy.
-To słucham – wyszczerzył się zagryzając swoją dolną wargę.
-No tooo – zaczął po czym uśmiechnął się zadziornie zrzucając nastolatka ze swoich pleców – Przykro mi Minnie, jak ci powiem nie będziesz miał niespodzianki – wstał z kanapy, po czym pomógł mu wstać.
-Jjongi hyung… obiecałeś – pociągnął nieudolnie noskiem robiąc przy tym smutną minę.
-Skarbie, spójrz na mnie – uniósł jego podbródek – Chcesz wiedzieć już teraz co ci kupiłem czy wolisz mieć niespodziankę jak pozostali? Chyba o to w tym chodzi, nie uważasz? No już, nie smuć się – ucałował delikatnie jego usta.
-Dobrze – uśmiechnął się leciutko wtulając w jego ciepłą klatkę piersiową – Kocham Cię, wiesz?
-Ja ciebie też Taeminnie – cmoknął czubek jego głowy tuląc go do siebie, jakby w swoich ramionach trzymał cały swój świat.
-Koniec tych czułości, idziemy jeść! – zarządził Kibum wchodząc za rękę ze swoim chłopakiem – No co tak patrzycie? Już, już – klasnął w dłonie rozglądając się po pomieszczeniu – gdzie Onew?
-Jak zawsze musisz wszystko zepsuć kretynie – warknął niezadowolony Jonghyun.
-Spokojnie Jongi, umma jest zbyt nadopiekuńczy – zaśmiał się melodyjnie Taemin – To wy nic nie wiecie? W tym roku Jinki hyung przygotowuje kolacje wigilijną.
Key wraz z Jonghyunem spojrzeli po sobie przerażeni i cali bladzi poszli do kuchni z której unosił się nie mały smród.
-Hyung? Żyjesz? – spytali krztusząc się od tych zapachów.
-Czy ja nie mówiłem komuś, że macie tu jak na razie nie wchodzić?! – ofuknął ich odwracając się do nich przodem.
-Jinki…jesteś trochę jakby…. – zaczął brunet lecz szatyn mu w szybkim tempie przerwał.
-Jesteś cały ujebany – rzucił po czym przejechał wzrokiem po pomieszczeniu – COŚ TY ZROBIŁ Z MOJĄ KOCHANĄ KUCHNIĄ?! – pisnął przerażony łapiąc się za głowę – WYGLĄDA TUTAJ JAK W JAKIEJŚ CHLEWNI! BĄDŹ CO GORSZA, JAKBY PRZESZŁO STADO ORANGUTANÓW! - mówiąc to ostatnie zdanie zerknął na Jjonga, na co ten zgromił go wzrokiem.
-Spokojnie kociaku, mam wszystko pod kontrolą – uśmiechnął się dumnie wypychając pierś do przodu – A to – wskazał na brudne talerze i tym podobne – To się wszystko zaraz ogarnie.
-Ty…ty…..TYYYYY! – zaczął lecz został w szybkim tempie wypchany zza drzwi, tak samo jak wściekły dinozaur.
-Minho, widziałeś ty to?! Widziałeś co tam się dzieje?! – Kibum spojrzał zrozpaczony na swojego chłopaka.
-Tak, ale..
-WIEDZIAŁEŚ I NAWET DO MNIE NIE ZADZWONIŁEŚ?! – ryknął na cały dorm wyrzucając ręce w dezaprobacie.
-Kotku spokojnie… Nie chciałem ci zawracać głowy, a Onew hyung twierdził, że sobie poradzi – uśmiechnął się podchodząc do rozwścieczonego chłopaka, zgarniając w swoje ramiona.
-To nic nie zmienia – zaczął się szarpać, lecz Minho był o wiele silniejszy -Puść mnie - syknął.
-Nie.
-Minhoo.... puszczaj - rozkazał i zrobił kolejną próbę wyszarpania się.
-Nie i pogódź się z tym faktem - zaśmiał się widząc jego naburmuszoną minę - Złość piękności szkodzi kochanie.
-Trudno... - westchnął poddając się - Przepraszam - mruknął.
-Co? Ty mnie przeprosiłeś czy tylko się przesłyszałem? - spojrzał na chłopaka w zdumieniu.
-Nie, nie przesłyszałeś się - fuknął urażony, że musiał się do tego przyznać.
-O rety, mój kotek jest taki uroczy - zaśmiał się, całując szatyna w policzek, na co on prychnął rozzłoszczony, ale także lekko rozbawiony. 
-I to nam mówicie abyśmy się ogarnęli - Jonghyun pokręcił głową w dezaprobacie, oglądając obrazek dwójki swoich przyjaciół. 
-Zamknij się poczwaro - Key wytknął mu język jeżdżąc dłońmi po plecach swojej żabki. 
-Pfff - prychnął po czym objął Taemina w pasie. 
-GOTOOOOOOWE! - krzyknął Jinki z kuchni. 

~*~

Wszyscy siedzieli w jednym salonie, przy rozpalonym kominku. W powietrzu unosiła się miła atmosfera, magia świąt.
-Jinki, muszę przyznać jestem pod wrażeniem twoich zdolności kulinarnych - stwierdził Key kręcąc głową z podziwem. 
-Szczerze? Ja też - zaśmiał się Dubu biorąc pierwszy prezent do ręki - To dla mnie? 
-Taaak otwórz - uśmiechnął się Minnie rozsiadając się wygodnie między nogami Jjonga. 
-Serio? - zaczął się śmiać, uniósł w górę koszulkę z napisem "I love chicken" - Dziękuję wam jest świetna, ale skąd wiedzieliście? - wyszczerzył się. 
-No nie wiem, przeczucie? - Jonghyun wzruszył ramionami podając Key prezent - To ode mnie. 
Chłopak przymrużył oczy spoglądając to na pakunek, to na Dino podejrzliwie. 
-Nic mnie nie zabije? Nie będę miał od tego zawału? - spytał niepewnie oglądając nierozpakowany prezent. 
-Otwórz to się dowiesz - wywrócił oczami na zachowanie swojego przyjaciela 
Młodszy Kim niepewnie rozerwał niepotrzebny papier, po czym zerknął do środka doznając lekkiego szoku.
-Kupony zniżkowe? I to do mojego ulubionego sklepu? Jej..Jonghyun dziękuję - uśmiechnął się zadowolony - Zobacz prezent ode mnie. 
Jjong od raz porwał w ręce kwadratowe pudełko po czym wybałuszył oczy i spłonął ogromnym rumieńcem z zażenowania. 
-Kibuuuuum! - fuknął - Żartujesz sobie?! Kulki analne?! Ty wredny, okropny, bezczelny kocie!
-Ooooo Jongi mogę to dzisiaj wypróbować? Czyli mój prezent też ci się przyda - wyszczerzył się Taemin podając mu swój. 
Jonghyun otworzył buzię z wrażenia z powodu takiej nagłej bezpośredniości swojego chłopaka. Zajrzał do środka pudełka widząc całą paczkę durex i żel intymny. Przeniósł wzrok na siedzącego przed nim Minniego. 
-Nie podoba ci się prezent hyung? - wydął usta smutniejąc. 
-Nie... ale zdziwiłeś mnie - wykrztusił wychodząc z chwilowego szoku. 
-Zawsze mówisz, że jesteś niewystarczająco nawilżony żeby - w szybkim tempie mu przerwał przytykając dłoń do jego buzi. 
-Nie musisz się tym wszystkim chwalić, skarbie - stwierdził po czym zabrał swoją rękę - Lepiej zobacz co dostałeś ode mnie. 
Młody Lee od razu dorwał się do prezentu ciesząc się jak małe dziecko
-Ojejj Jjongi dziękuję, dziękuję! Śliczny zegarek i mleko bananowe dziękuję! Jesteś taki kochany - złożył delikatny pocałunek na ustach swojego chłopaka. 
W tym samym czasie Minho uśmiechnięty od ucha do ucha tulił do siebie wielką zieloną żabę, jakby to był jego największy skarb, który dostał. 
-Dlaczego to pudełko ma dziury? - spytał zdziwiony szatyn przypatrując się uważnie pakunkowi, który zaczął się ruszać. Ściągnął z niego górną pokrywkę zamierając. - Naprawdę?! Kochanie dziękuję, dziękuję, dziękuuuuję! - piszcząc wziął małą futrzaną kulkę na ręce, piesek na to uroczo zaszczekał liżąc Kibuma po twarzy - Jak się wabi? 
-Sam wymyśl - uśmiechnął się rozczulony na ten widok. 
-Może być Kkomdae? - wyszczerzył się głaskając swojego nowego pupilka po brzuszku. 
-Co takie ciężkie, nie lepiej Coco? - rzucił Jonghyun podchodząc bliżej do szczeniaczka. 
Key ze zrozumieniem pokiwał głową.
-Coco, ładnie - spojrzał na każdego z osobna - Poznajcie wszyscy Coco, zobacz to twój tatuś - wskazał palcem na śmiejącego się lekko Minho, a piesek zaczął radośnie machać ogonkiem. 
-Śnieg! Patrzcie śnieg pada! - zakrzyknął Taemin, który przykleił się nagle do okna ciesząc się z tak małego, błahego szczegółu. 
Wszyscy podnieśli się podchodząc do młodego z uśmiechami na mordkach. Te święta są wyjątkowe, bo mogli je spędzić w swoim własnym gronie, tworząc jedną wielką, szczęśliwą,  rodzinę. Mimo że nie było z nimi ich własnych bliskich, im to nie przeszkadzało. Mięli siebie nawzajem i tyle im wystarczało.

~Bummie

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Love still goes on.



Znalazłam coś co kiedyś napisałam. Aż ciężko mi się do tego przyznać, ale mimo wszystko dodam to ^^ One shot nie sprawdzany. 

~*~

"Jongi znamy się już tak długo, tyle długich lat. Przyjaźnimy się od niepamiętnych czasów. Tak bardzo się cieszę, że jesteś przy mnie, że zawsze mogę na tobie polegać. To wiele mi daje. Kiedy tylko dowiedziałem się, że z Onew tworzycie parę, moje życie nagle legło w gruzach. Nie mogłem opanować swojego płaczu, łez płynących z moich oczu, kiedy tylko pomyślałem, że cię straciłem. Nie rozumiałem swojego zachowania, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Moje zachowanie jest zdecydowanie nie na miejscu. Uspokoiłem się, pogodziłem z tą myślą. Było dobrze, wszystko układało się w jak najlepszym porządku. Tamta nieprzyjemna sytuacja już się nie powtórzyła, przynajmniej nie w moim przypadku. Kiedy tylko zerwaliście, byłem szczęśliwy jak nikt inny. Nie mogłem powstrzymać radosnego uśmiechu pchającego się na moją twarz, kiedy tylko pomyślałem, że jesteś wolny. Że znowu będzie jak dawniej, znów będziemy spędzać tyle czasu co wcześniej. Nie powinienem tak zareagować. Powinienem ci współczuć, powinno mi być  przykro, ale dlaczego miałbym kłamać? Nigdy go nie lubiłem wraz ze wzajemnością. Nie byliśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy, a ty doskonale o tym wiedziałeś. Chyba nie powinieneś się dziwić? Prawda? Wszystko wreszcie układa się tak jak powinno. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi co wcześniej spędzając każdą wolną chwilę z sobą. Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że już dłużej nie mogę cię tak traktować. Ponieważ od dawna nim nie jesteś, jesteś kimś o wiele więcej. Wreszcie zaczynałem rozumieć, cała prawda zaczęła do mnie docierać ze zdwojoną siłą. Zakochałem się w tobie. W swoim najlepszym przyjacielu. Bałem się. Tak bardzo, że cię przez to stracę. Potrzebowałem cię jak nikogo innego, chciałem spędzać z tobą każdą wolną chwilę, być przy tobie cały czas. Przytulać, całować, pocieszać gdy masz zły humor. Tak bardzo chciałem żebyś też to odwzajemnił. Byłbym wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Ale życie nie jest takie kolorowe. Ma dla nas wiele niespodzianek. Po zakończeniu swojego krótkiego związku, szybko znalazłeś sobie pocieszenie. Nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy już miałeś następnego chłopaka. To bolało jeszcze bardziej. Czułem się okropnie, właśnie wtedy chciałem odejść. Zostawić cię, ponieważ nie mogłem dłużej tego wszystkiego wytrzymać. To jak nóż wbity prosto w serce, a ja jestem bardzo delikatny, za delikatny. Nie mogłem znieść waszej szczęśliwej dwójki mimo że nigdy nic nie miałem do Taemina, a wręcz przeciwnie, lubiłem go. Nawet mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Ale to nadal bolało. Czułem się zepchnięty na drugi plan. Byłem jak te piąte koło u wozu do niczego niepotrzebne. Z każdym dniem wiedziałem, że cię tracę. Oddalaliśmy się od siebie. Ty nic z tym nie robiłeś, a może tego nie widziałeś? Ale właśnie tego jednego dnia nie wytrzymałem. Podczas oglądania filmu w moim pokoju, nie mogłem się powstrzymać. Tak bardzo tego pragnąłem, że wszelkie hamulce puściły. Bez najmniejszego zastanawiania, wbiłem swoje wargi w twoje, całując je rozpaczliwie. Bałem się, że to będzie ostatni raz, że już się to więcej nie powtórzy. Badałem każdy najmniejszy skrawek twojego podniebienia, a ty byłeś w ogromnym szoku, że nawet nie mogłeś się poruszyć. Nie odepchnąłeś mnie co dało mi nadzieję, ale także nie odwzajemniłeś, co sprawiło lekki ból. W końcu się od ciebie oderwałem ledwo łapiąc oddech, wtedy spojrzałem w twoje oczy. Tego dnia zdałem sobie sprawę, że wszystko zniszczyłem, że cię straciłem na zawsze. Bez najmniejszego zastanowienia wstałeś, wychodząc trzasnąłeś drzwiami. Wtedy właśnie widziałem cię po raz ostatni. Moje serce pękło. Zostało w brutalny sposób wyciągnięte i podeptane. Było mi tak źle, że zacząłem szlochać, szamotać się aby dać upust temu wszystkiemu co siedziało we mnie. Na marne, nic nie opisywało tego wszechogarniającego bólu, który został po tobie. Myślałem że jak wyjadę, zapomnę. Że zakocham się na nowo i będzie wszystko w porządku. Myliłem się, było jeszcze gorzej. Tęskniłem, kochałem jeszcze mocniej, miałem obsesję na twoim punkcie. Wszędzie cię widziałem, każda osoba mi ciebie przypominała w małym stopniu. Nie mogłem być szczęśliwy skoro ciągle miałem twoją twarz przed oczami. Zasypiając przeglądałem nasze wspólne zdjęcia, budziłem się z krzykiem prosząc o to abyś wrócił. Nawet kiedy sobie kogoś znalazłem, nie mogłem wymazać sobie ciebie z pamięci. Zawsze dochodziłem z twoim imieniem na ustach. Ze mną było źle, ale nie starałem się tego zmienić. Nie miałem na to siły.  Ile się nie starałem było jeszcze gorzej, więc po co miałem cokolwiek z tym robić? W końcu odpuściłem wszelakie pocieszenie ze strony innych. Nikt nie mógł mi ciebie zastąpić. Postanowiłem wrócić. Po to, aby móc znowu cię zobaczyć. Mimo że minęło trochę czasu odkąd się widzieliśmy, mi to nie przeszkadzało. Pewnego dnia spotkałem cię. Nic się nie zmieniłeś, a nawet mógłbym powiedzieć, że jesteś jeszcze bardziej przystojny niż wcześniej. Ty chyba mnie nie poznałeś, bo przeszedłeś  koło mnie obojętnie. A może poznałeś, a udawałeś że nie znasz? Sam nie wiem. Kiedy tylko cię ujrzałem poczułem dziwne łaskotanie w brzuchu, a serce przyspieszyło swoje bicie. Miałem ochotę podejść, przytulić, przeprosić. Jedynie na co było mnie stać to wpatrywanie się w twoją oddalającą sylwetkę. Nie byłem wstanie zrobić jakiegokolwiek ruchu, ciało było sparaliżowane. W końcu oprzytomniałem. Nie czekając dłużej zawołałem cię. Krzyknąłem nie zwracając uwagi na ludzi, nie zważałem na nic. Chciałem abyś mnie dostrzegł. Odwróciłeś się, wpatrywałeś z dziwnym wyrazem konsternacji. Jonghyun przecież to ja Kibum! Pomyślałem w tamtej chwili lecz to nie powstrzymało mnie od podejścia do ciebie. Nie myślałem co robię, działałem pod wpływem impulsu. Przytuliłem cię mocno. Nie byłem wstanie oderwać się od ciebie. Byłeś taki cieplutki. Patrzyłeś zszokowany na to co się działo, w końcu mnie od siebie odepchnąłeś, by przyjrzeć mi się bliżej. Kolejne zaskoczenie wymalowało się na twojej twarzy, kiedy jeździłeś opuszkami palców po moich policzkach. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że może wreszcie będzie dobrze. Wreszcie będę mógł cię mieć dla siebie, lecz nadzieja to najgorsze co może spotkać człowieka. Niestety w szybkim tempie się ode mnie oderwałeś, zostawiłeś samego bez żadnego słowa. Nie wiedziałem co wtedy zrobić. Pójść za tobą? Zostawić cię w spokoju? Mimo wszystko dałem ci wtedy odejść aby później zrobić kolejną głupotę. Stałem pod twoim domem czekając aż wrócisz, chciałem z tobą porozmawiać, wszystko sobie wyjaśnić. W końcu cię dostrzegłem, szedłeś za rękę z jakimś chłopakiem, którego wcześniej nie znałem lecz kojarzyłem z widzenia. Choi Minho. Znów wszystko stracone. Znowu to samo. Cały zapał, wszystkie chęci wyparowały lecz wiedziałem, że tak łatwo nie mogę się poddać. Nie tym razem kiedy pozwoliłem ci odejść. Zbyt wiele przeszedłem by teraz móc się wycofać. Podszedłem do was patrząc to na wasze splecione ręce, to na ciebie. Uśmiechnąłem się krzywo, nie chciałem ci pokazać jak w tej chwili się czułem. Lecz ty znasz mnie o wiele lepiej niż sądziłem. Puściłeś chłopaka by podejść do mnie bliżej. To co od ciebie usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Myślałeś że czułem się źle? Po tym było tragicznie. Każde słowo bolało, otwierało nową ranę, której nikt nigdy nie wygoi. Nadal patrzyłem na ciebie hardo, chociaż tak bardzo miałem ochotę uciec, zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie zrobiłem nic. Stałem mierząc się z tobą tym swoim wzrokiem. Nie wierzyłem w to. Nie chciałem wierzyć, że nic do mnie nie czujesz. To było niemożliwe. Wmawiałem sobie, lecz kiedy tylko znów podszedłeś do bruneta zrozumiałem, że wszystko skończone. A może nawet nie zaczęte? Przecież nic między nami nie było i nigdy nie będzie. Może gdybym więcej się starał, a nie jak ta ostatnia ofiara losu patrzyła jak zabierają mi cię sprzed nosa, coś by to zmieniło? Mimo że już wszelkie chęci i bojowe nastawienie do działania wyparowało, pozostało mi jedno. Nadzieja, która nie opuszcza mnie aż do dzisiaj. Nadal się łudzę, że pewnego dnia przyjdziesz do mnie. Nie do kogoś innego tylko do mnie, mówiąc te dwa magiczne słowa, które wyleczą moje złamane serce. Jak na razie czekałem, czekam i będę czekać nadal, tak długo aż śmierć po mnie nie przyjdzie. Ale kto wie? Może i wtedy będę to robić?

Kim Kibum."

Ostatni raz zerknął na kartkę papieru na którą przelał wszystko, co ciążyło na jego duszy. Doskonale znał jego odbiorę, zagryzł wargę otwierając skrzynkę. Przejechał jeszcze raz kciukiem po różowo białej kopercie wzdychając ciężko. 
-Teraz mogę odejść, nic mnie już tu nie trzyma, jestem wolny, chociaż nadzieja pozostaje nadal - szepnął pod nosem wrzucając list. Kiedy papier wyślizgnął mu się z palców lądując na dnie, odwrócił się rzucając okiem na dobrze znany mu dom. Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa.

sobota, 20 grudnia 2014

Po prostu mnie kochaj.


Krótkie, wiem  ;-; ostatnio nie mam jakoś weny do pisania, ale może przez ten wolny czas się to zmieni ^^ Miłego czytania :)


~*~


"Od czego zacząć? Może od samego początku? Tak myślę, że to dobry pomysł, ale czy ty chcesz o tym wszystkim wiedzieć? Tyle ci problemów sprawiałem. Miałeś tyle nieprzespanych przeze mnie nocy. Tyle zszarpanych nerwów. A przez kogo? Przez takiego kretyna jakim ja jestem. Przepraszam Taemin, przepraszam za wszystko co się do tej pory stało. Byłeś, jesteś dla mnie najważniejszy. Nigdy o tym nie zapominaj. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, po prostu to dla mnie trudne. Nadal uczę się na własnych błędach, które popełniam.Widocznie wciąż jestem za młody na prawdziwy związek. Jestem małym gówniarzem, który nie rozumie słów "Kocham Cię". Nie wiem co one znaczą, nikt nie nauczył mnie kochać. Nigdy ci o tym nie opowiadałem, ale wychowywałem się w domu dziecka. Jako maluch straciłem rodziców w wypadku samochodowym, a przynajmniej tak mi to tłumaczono. W tym dużym, szarym pomieszczeniu było okropnie. Tyle dzieci, wszystkie traktowane tak samo. Nikt nie okazywał nikomu miłości. Po co skoro on jest tylko po to abyśmy wszyscy mięli gdzie mieszkać. Żebyśmy nie trafili na ulicę.  Rosłem w domu ograniczonym od wszelakich uczuć, emocji. Kiedy trafiłem do nowej rodziny gdy miałem te swoje 10 lat sądziłem, że może nic nie jest stracone. Jakoś to będzie, wreszcie będę miał szczęśliwą, kochającą rodzinę. Jakim trzeba być optymistą, żeby wierzyć w takie kłamstwa? Tak, ja nim jestem, a może raczej byłem. Myliłem się co do tych ludzi, którzy wzięli mnie po to aby czerpać ze mnie pieniądze. Nigdy nie okazali mi uczucia, nie przyjęli z otwartymi ramionami kiedy tylko przekroczyłem próg domu wracając ze szkoły. Nigdy nie czekał na mnie ciepły obiad, musiałem sam sobie zrobić. Całe dnie ich nie było, albo pracowali albo chodzili po różnych imprezach. Tak bardzo nie chciałem tak żyć. Chciałem aby to się zmieniło lecz nic nie mogłem z tym zrobić. Byłem tylko dzieckiem. Niechcianym, które od samego początku miało pecha. Moi przybrani rodzice nigdy nie zwracali na mnie szczególnej uwagi. Kiedy byłem smutny, chciałem aby ktoś przy mnie był, pokazał, że go to w ogóle obchodzi. Oni jedynie uważali że to taki wiek. Że mi przejdzie wtedy kiedy ja naprawdę potrzebowałem, aby ktoś mnie pocieszył. Nie, nawet nie o to chodziło. Chciałem poczuć się kochany, że komuś na mnie zależy, że nie jestem sam. Tak wiele wymagałem? W taki sposób wyrosłem na zimnego, nieczułego dupka. Nigdy nie interesowały mnie innych uczucia. Zrozumiałem, że skoro nikt nigdy mi ich nie okazał, dlaczego ja miałbym okazać je komuś? W ogóle nawet nie wiedziałem jak miałbym to zrobić.Tak żyłem przez kolejne 10 lat, aż poznałem ciebie. Chodzący ideał. Właśnie wtedy miałem wielką ochotę się zmienić. Pokazać, że mimo wszystko ja potrafię. Że dam radę. Niestety nie jest tak jak bym chciał żeby było. Cokolwiek nie zrobię mam wrażenie że jest źle. Że to cię rani. Nie chcę cię krzywdzić. Staram się ile mogę, Ale... czasami wydaje mi się, że nie jestem w stanie podołać zadaniu. Jesteś taki kochany, delikatny, czuły. Czasami mam wrażenie, że nie zasługuję na ciebie, że powinieneś znaleźć sobie kogoś lepszego, kto okaże ci takie uczucia na jakie zasługujesz. Chociaż. Chcę się nauczyć. Chcę być jak inni, chcę umieć kochać. Mocno, szczerze, bezgranicznie. Teraz już pewnie rozumiesz dlaczego przez cały ten czas się tak zachowywałem i zachowuję nadal. Tak bardzo cię przepraszam. Kocham Cię. Mimo że nie jestem do końca pewien co to oznacza to to powiem. Ponieważ jestem gotowy poświęcić się dla ciebie. Mimo że czeka nas, mnie długa droga jestem gotowy ją przejść. Wszystko dlatego że tak bardzo chcę umieć cię kochać.

Twój Minho"

~Bummie

niedziela, 14 grudnia 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 3.




To ostatni rozdział z jak się okazało 3 części :) Mam wrażenie, że zepsułam to po całej linii, chociaż to mogą być jedynie moje spostrzeżenia. Planowałam to zupełnie inaczej zakończyć, ale wyszło jak wyszło. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale sądziłam, że w ogóle tego nie uda mi się skończyć. A jednak! ^^ Miłego czytania :)


~*~


Kiedy tylko znalazł się w swoim mieszkaniu nie mógł się uspokoić. Jego ręce nadal trzęsły się jak galareta mimo, że od całego zdarzenia minęły dobre dwie godziny. Jak ten przerośnięty żabolud mógł coś takiego zrobić?  Przecież... przecież... ughh! Nawet w myślach nie mógł spokojnie pomyśleć . Nic racjonalnego nie przychodziło mu do głowy.
-Dlaczego ja w ogóle o nim myślę?! - wywrócił zirytowany oczyma przeprowadzając z sobą krótki monolog co jedynie rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Wziął różowy wazon, który dostał od Jonghyuna na urodziny i roztrzaskał na drobne kawałeczki. Marny pomysł na wyładowanie złości, ale na pewno nie zamierza usiąść i płakać. Nikt nie doprowadzi go do takiego stanu, a zwłaszcza nie Minho. Wziął kilka głębokich wdechów doprowadzając się do porządku dziennego. Przejechał wzrokiem po pokoju oceniając straty. Zagryzł podenerwowany wargę.
-No pięknie ta przerośnięta jaszczurka mnie zabije - pacnął się w czoło przyklękając na podłodze by pozbierać kawałki porcelany. Kiedy trzymał kilka w dłoni zmarszczył brwi intensywnie się nad czymś zastanawiając. Momentalnie wszystko co znajdowało się w jego ręce wyleciało, a Key wstał biorąc po drodze swoją komórkę, która z niewiadomych dla niego powodów leżała na podłodze. Już wiedział co zamierza zrobić i nic go przed tym nie powstrzyma. Niech ten dinozaur pozna gniew Kim Kibuma! Wybrał odpowiedni numer by przyłożyć aparat do ucha i czekać aż ten kretyn z łaski swojej odbierze. Po pierwszym sygnale już usłyszał głos swojego przyjaciela. Nie omieszkając w jakiekolwiek przywitanie się i tym podobne rozpoczął atak.
-Zamorduję Cię! Rozumiesz?! Jesteś chodzącym trupem Jonghyun! Zrobię Ci takie piekło z życia, że pożałujesz że się w ogóle urodziłeś! - fuknął nabuzowany do słuchawki wyobrażając sobie że stoi właśnie przed nim.
-O co ci chodzi Key? - spytał kompletnie nie rozumiejąc nagłego wybuchu ze strony szatyna. No co za debil! Jeszcze ma czelność pytać co się stało?! Prychnął do telefonu po czym warknął nieprzyjemnie.
-Ta twoja randka to jeden wielki niewypał! Kupiłeś już sobie trumnę?! Bo wiedz, że jeszcze dzisiaj do niej trafisz! Czekaj! Nie! Zbyt dobrze byś się miał.. Zapakuję Cię do worka i wrzucę do rwącej rzeki zaraz po tym jak cię zabiję!
-Nie mam trumny i nie zamierzam jej posiadać - westchnął po czym dodał - A więc co się takiego stało, że masz ochotę zrobić mi coś niedobrego?
-Jeszcze się głupio pytasz?! - spytał nie dowierzając w jego głupotę, ale kiedy tak to przemyślał to zdał sobie sprawę, że miał prawo nie wiedzieć.Wzdychając lekko opowiedział o wszystkim co się wydarzyło odkąd wyszedł z tej głupiej kawiarni po próbę samobójczą dla jego osoby.
-Bummie nie gorączkuj się tak, to nie moja wina, Skąd mogłem wiedzieć, że takie coś mu strzeli do głowy? Nie miałem o czym pojęcia. Przysięgam - starał się go jakoś uspokoić lecz to jedynie dolewało oliwy do ognia.
-Twoja! Ty to zorganizowałeś! Tą pieprzoną randkę! Ostatni raz słyszysz?! Ostatni raz wpieprzasz się w moje życie i próbujesz coś w nim zmieniać! - warknął jadowicie do telefonu po czym dodał już bardziej spokojnie - Mam tego dosyć Jonghyun, Skoro mówię, że nie potrzebuję żadnych zmian to to uszanuj.
-Dobra przepraszam może faktycznie nie powinienem cię zmuszać do pójścia na tą randkę, ale naprawdę chciałem dobrze - starał się wytłumaczyć, a Kibum już mógł sobie wyobrazić jak ze zdenerwowania drapie się po karku.
-Wiem Jonghyun, wiem ale - przerwało mu donośne pukanie do drzwi. Zerknął na godzinę, która wskazywała grupo po 23 - Muszę kończyć ktoś okupuje moje drzwi, oczywiście porozmawiamy o tym później żebyś nie myślał, że ci odpuszczę - nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Niechętnie otworzył doznając lekkiego, lekkiego? Ogromnego szoku widząc w nich Minho.
-Co tu robisz? Zdajesz sobie sprawę która jest godzina? - spytał z wyrzutem w głosie. Przecież to oczywiste, że nie wiedział.
-Chciałem z tobą porozmawiać, mogę wejść? Dosłownie zajmie to 5 minut, a później.... - zaciął się nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, lecz widząc wzrok Key na swojej osobie dodał - później zniknę i nigdy mnie nie zobaczysz, Obiecuję ci to.
Patrzył na niego w pewnej rozterce kompletnie zbity z jakiegokolwiek tropu. Co on myśli, że przyjdzie i będzie wszystko dobrze? Też coś! Zagryzł wargę marszcząc lekko czoło. Coś mu tu nie pasowało.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - uniósł jedną brew w górę lustrując chłopaka wzrokiem. Dopiero teraz dostrzegł, że jest przystojny. Nawet bardzo. Ciemne brązowe włosy, duże brązowe oczy, idealne czerwone usta, postawna sylwetka. Był niemalże idealny. Zamrugał kilkakrotnie przyłapując się znów na tym, że myśli o czymś zupełnie nierealnym.
-Powiem, że łatwo nie było, prawie z pół godziny błagałem o to Jonghyuna, ale opłacało się - uśmiechnął się delikatnie robiąc krok w przód. Czując ostrą woń perfum chłopaka lekko zakręciło mu się w głowie. Udając nagłe zirytowanie wywrócił oczami osuwając się kawałek, by wielkolud mógł wejść po czym zamknął za nim drzwi.
-Dobra a tak naprawdę czego chcesz? - westchnął spoglądając mu w oczy.
-Przeprosić. Czuję się źle. Jestem bezmyślny, ale to zdążyłeś pewnie zauważyć - stwierdził powodując lekki uśmiech na twarzy Key.
-Tak jesteś debilem - wzruszył ramionami - Ale nie gniewam się - dodał drapiąc się lekko po głowie widząc jak brunet zrobił kilka kroków w przód stojąc tak blisko niego, że aż musiał wstrzymać oddech. Zrobił kilka kroków w tył, by zrobić między nimi większy dystans. Minho chyba to zauważył, ponieważ powtórzył po nim czynność tym razem robiąc kilka w przód tak długo aż Key nie trafił na ścianę, by mógł go bez problemu przygwoździć.
-Proszę... wybacz mi. Już nigdy cię nie wciągnę na żadną karuzelę. Nigdy nawet tam nie pojedziemy. Obiecuję - nachylił się lekko by móc głęboko spojrzeć w jego kocie oczy.
-Obiecałeś także zniknąć, po tym jak cię wysłucham - wydusił z siebie otumaniony perfumami bruneta, które działały na niego w niekorzystny sposób. Dostrzegł zdziwienie w jego oczach przez nagłą śmiałość Key.
-Mam sobie pójść? - wyczuł w jego głosie, żal? Nie to na pewno jego kolejne urojenia. Z jakiego powodu miałby się tak czuć, to bez sensu. Przygryzł wargę spuszczając wzrok nie będąc w stanie mu w jakikolwiek sposób odpowiedzieć - Dobrze, skoro tego chcesz.. - odsunął się lekko, a Kibum odetchnął. Dokładnie przyglądał się poczynaniom chłopaka starając się ocenić sytuacje. Naprawdę chce odejść? I dobrze przynajmniej nie będzie musiał wyciągać jakiś niepotrzebnych wniosków. Takich jak na przykład, że się zakochał. Kompletna głupota, ale kiedy brunet otworzył drzwi coś w nim drgnęło. Poczuł jakąś taką obawę. Lekkie przerażenie stanęło mu przed oczami widząc jak bez słowa opuszcza jego dom. Serce przyspieszyło swoje bicie. Dreszcze przechodziły po jego ciele jak jedna długa fala, czy właśnie tego chciał? Był pewny że dobrze postąpił. Przynajmniej tak mu się wydawało lecz z każdą kolejną mijającą sekundą miał wątpliwości. W końcu przestał stać jak ten ostatni słup soli i wybiegł za nim. Widział jedynie ciemność oraz wielką pustkę. Ślad po brunecie jakby zaginął. Łzy zebrały mu się w oczach, po czym spłynęły po jego twarzy torując sobie ścieżkę. Zdał sobie sprawę, że wcale tego nie chciał a wręcz przeciwnie. Miał wielką ochotę go przeprosić, przytulić. Jakim trzeba być kretynem aby takie coś zepsuć? No tak trzeba się nazywać Kim Kibum.
-Dlaczego sobie poszedłeś? - spytał sam siebie spuszczając głowę. Zbierające łzy mazały mu pole widzenia, ale w tej chwili nie zwracał na to szczególnej uwagi. Kiedy poczuł dłonie na swoich biodrach podskoczył lekko w miejscu gwałtownie unosząc głowę do góry.
-Myślałeś, że tak łatwo odpuszczam? - szepnął mu do ucha, a Key słysząc ten dobrze znany głos odetchnął z ulgą. Jednak to nie był żaden pedofil, który chciałby go zgwałcić w jakiś krzakach a na koniec porzuć jego zwłoki wyrzucając do rzeki. Skarcił się za swoją głupotę po czym zmarszczył brwi wyrywając się z jego uścisku. Stanął przodem do Minho i łypał na niego zirytowany.
-Chcesz żebym zawału tu przez ciebie dostał?! - ofuknął go uderzając w klatkę piersiową kiedy zauważył, że chłopak się z niego podśmiewa - No i co w tym takiego zabawnego?!
-Ty jesteś zabawny - stwierdził przejeżdżając opuszkiem palca po jego mokrym od łez policzku - Kiedy się złościsz jesteś wtedy taki słodki aż nie mogę się powstrzymać od okrzyku radości.
Szatyn przekręcił głowę w bok czując, jak jego policzki przybierają barwę czerwieni.
-Przestań, to nie prawda - mruknął pod nosem patrząc intensywnie w swoje buty by przypadkiem nie napotkać tego przenikliwego wzroku bruneta.
-Kibum, dlaczego nikogo do siebie nie dopuszczasz? Starasz się odepchnąć za wszelką cenę? - spytał Minho łapiąc jego podbródek w dwa place zmuszając aby na niego spojrzał - Coś się stało?
Skąd ta żaba może mieć takie przypuszczenia? Przecież nikt o niczym nie wiedział, nawet ten dinozaur. Nawet nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Skąd mógł to wiedzieć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Dlaczego wyciągasz takie wnioski? Niby co miałoby się stać? - starał się opanować drżenie głosu kiedy zdał sobie sprawę, że brunet chce drążyć ten drażliwy dla niego temat. Po co miał do niego wracać? Przecież wszystko było w porządku. Wreszcie mógł o tym zapomnieć, nie wspominać. Teraz znów miał przez to przechodzić po raz kolejny, bo Minho sobie coś ubzdurał? Nie ma mowy!
-Key błagam cię nie zrobisz ze mnie kretyna. Może nie znam cię zbyt dobrze, ale zdążyłem zauważyć, że coś cię gnębi choć starasz się to w różny sposób ukryć. Przykro mi, ale mnie się nie da tak łatwo oszukać - westchnął dodając - Możesz mi zaufać. Ja tylko chcę ci pomóc, a jak mam to zrobić skoro nie wiem o co chodzi?
Szatyn nie wytrzymując tego wszystkiego. Wyrwał się z jego objęć spoglądając z bólem w jego oczy.
-Pomóc? Chcesz mi pomóc? Po co? Myślisz, że jej potrzebuję, że jestem tak słaby że ją przyjmę? To się mylisz, bo dobrze sobie radzę. Wszystko jest w jak najlepszym porządku tylko tobie się coś uroiło. Próbujesz mi coś wmówić? A może w jakikolwiek sposób zbajerować żeby móc przelecieć? Przecież wam wszystkim tylko i wyłącznie na tym zależy! Aby wykorzystać słabość człowieka, a później zostawić w najokrutniejszy dla niego sposób! Myślisz, że istnieje miłość? Jakieś głębsze uczucie niż zauroczenie? Zwykłe bzdury! Kłamstwa! - krzyczał, nie przejmował się że jest późno, że swoim zachowaniem obudzi połowę swojej dzielnicy. Nawet nie zważał na to, że w jakiś sposób zaczął się kompromitować dając ujście swoim emocjom. Wiedział, że kiedyś to z niego by wyszło. Ale czy Minho to odpowiednia osoba, której powinien się zwierzyć?
-Spokojnie Kibum, uspokój się. Jestem tutaj - poczuł jego silne ramiona, które szczelnie oplatają jego szczupłą sylwetkę. Nawet nie zauważył jak znów zaczął płakać. To wszystko zaczęło go przerastać. Objął lekko chłopaka, głowę opierając o ramię Minho.
-Key czy ktoś cię... skrzywdził? - spytał ostrożnie zdając sobie sprawę, że musi ostrożnie dobierać słowa. Na jego pytanie odpowiedział głośniejszy płacz. To mu wystarczyło. Nic więcej nie musiał mówić ponieważ wiedział, że to co się stało musiało mieć duży wpływ na to dlaczego Kibum teraz jest taki zamknięty na innych. Minho zdawał sobie sprawę, że musi to zmienić i to zrobi.
-Kibum, cokolwiek się nie stało ja się tobą zajmę. Przy mnie nie musisz się obawiać. Wreszcie poczujesz się szczęśliwy. Ja ci nie zrobię tego co tamten typ, możesz mi zaufać. Naprawdę. - wyszeptał do ucha Key uspokajająco jeżdżąc dłonią po jego plecach - Nigdy bym sobie nie wybaczył jakbyś przeze mnie musiał cierpieć.
Szatyn przygryzł wargę. Miał mu uwierzyć? A jeśli kłamie? Jeśli znowu będzie przechodzić przez to samo? Oderwał się lekko od bruneta patrząc swoimi zapłakanymi oczyma w jego. Kiedy tak się w nie wpatrywał wiedział czego chciał. Czuł, że to czego potrzebuje znajdzie u tego wielkoluda.
-Udowodnij, że istnieje miłość, pokaż jaki jest jej smak spraw abym uwierzył - wyszeptał uśmiechając się nikle po czym znów zagryzł lekko wargę. Chłopak słysząc słowa Kibuma uśmiechnął się promiennie składając delikatny pocałunek na jego spierzchniętych ustach.
-Zawsze - cmoknął go w czoło zamykając szczelnie w swoich objęciach.

~Bummie

niedziela, 7 grudnia 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 2.



A o to 2 część z 3 (?)  Trochę krótka ;-; Przepraszam za błędy, nie miałam czasu sprawdzić. Miłego czytania ;) 

~*~

Minho być może nie był żadnym pedofilem. O nie, nic z tych rzeczy. Ale do ludzi rozgarniętych także nie należał. Key przez całą drogę rozglądał się podejrzliwie szukając czegokolwiek co mogłoby oznaczać zagrożenie dla jego życia. Chciał to uznać jako pretekst do wyjścia z tego głupiego samochodu. Kiedy przyszedł kolejny zakręt szatyn mocno złapał się za uchwyt nad jego głową przymykając oczy.
-Dobra, co ty robisz? - westchnął Minho trochę zwalniając przy następnym zakręcie. 
-Jedziesz tak jakbyś chciał nas wszystkich zabić. Skoro chcesz popełnić samobójstwo to mów w ostateczności zdążę wyskoczyć - wziął swoje pasy i zaczął je odpinać aby podkreślić powagę swoich słów. 
Brunet, który co jakiś czas spoglądał na niego roześmiał się nagle powodując zdziwienie na twarzy Kibuma. Uniósł w zdziwieniu brwi do góry. 
-No i co w tym takiego śmiesznego? Moje życie jest bardzo cenne i nie mam zamiaru go zmarnować dla kogoś takiego jak ty - prychnął widząc, że humor jego towarzysza się jeszcze bardziej nasila - Skoro nie chcesz mi odpowiedzieć to ja wysiadam - dodał. 
-Spokojnie, kotku złość piękności szkodzi - uśmiechnął się zadziornie puszczając oczko - A z kogo mogę się śmiać jak nie z ciebie, jesteś taki uroczy.
-Jeszcze nie wiesz że ten uroczy chłopak bez najmniejszego problemu może obić ci dupę - zrobił urażoną minę niczym obrażone dziecko odwracając twarz do okna.
-Twoja niewyparzona buźka coraz bardziej mi się podoba - zagryzł wargę skupiając się na dalszej jeździe. 
Szatyn puścił te słowa mimo uszu, nic już się nie odzywając. Jak tylko dojechali na miejsce cały się spiął. Mrugał oczami być może łudząc się, że tą są tylko jakieś żarty, a brunet znowu zacznie się z niego śmiać i oddalą się od tego okropnego miejsca. Na jego nieszczęście Minho nie miał takich planów kiedy zdał sobie sprawę, że chłopak opuścił samochód by odtworzyć przed nim drzwi. Wyciągnął dłoń, chcąc pomóc mu wysiąść. Zignorował jego rękę radząc sobie sam. Omiótł wzrokiem teren znajdujący się tuż przed nim. Skrzywił się oglądając te wszystkie wysokie karuzele. Na myśl, że miałby w takiej pojechać aż w żołądku go ściskało. Przecież on panicznie bał się wysokości! W milczeniu szli ramię w ramię co jakiś czas łypiąc na Minho niepewnym wzrokiem. Brunet chyba wyczuł, że coś jest nie tak bo przystanął gwałtownie. 
-Okej co się stało? Zdążyłem zauważyć, że od dobrych pięciu minut nie pałasz radością, a wręcz przeciwnie. Nie chcesz tu być? - spytał odwracając Kima przodem do siebie widząc niepewność w jego oczach. A na co on liczył? Oczywiście, że nie chce! Nienawidzi karuzel, wesołych miasteczek i wszystkiego co by się z tym kojarzyło. Ale szatyn wiedział, że Minho się starał. Nie chcąc zrobić mu przykrości zmógł się w sobie. 
-Wszystko w porządku, idziemy? - zagryzł wargę wymijając chłopaka by ten przypadkiem o nic więcej nie pytał.

***

Było całkiem przyjemnie. Mógł nawet powiedzieć, że mu się podobało, ale kiedy zauważył na jaką karuzelę ten go ciągnie. Przystanął momentalnie. Nie ma mowy! Nie wsiądzie na to! Nie będzie zgrywać aż takiego bohatera. Chłopak nie jest warty tego żeby zszedł tam na zawał serca. 
-Co tym razem? - warknął już nieco zirytowany Minho.
-Nie ma mowy, nie wsiądę na to - prychnął próbując zakryć oznaki swojego strachu. Jeśli można to było delikatnie nazwać. Był przerażony na śmierć. 
-Nie mów, że masz lęk wysokości - zaśmiał się kpiąc z niego - No choć Kibum. Jesteś strasznie marudny - stwierdził z przekąsem. 
-I zejść tam na zawał serca? Nie dziękuję. A jeśli mam to co? - spytał zaplatając ręce na piersi. 
-Mówisz to po to żeby na to nie wsiąść. Widzę, że robisz wszystko aby tylko zakończyć tą randkę. Ale będzie fajnie, mówię ci - uśmiechnął się i złapał go za rękę ciągnąc za sobą. 
-Nie Minho, chcesz to idź sam. Chętnie popatrzę - robił wszystko aby ten go zostawił w spokoju, ale widział, że jego słowa nie robią na nim wrażenia. Nic sobie z nich nie zrobił. Zaczął się szarpać popadając w panikę kiedy zdał sobie sprawę, że chłopak wcale nie ma zamiaru odpuścić - Zostaw mnie.. Proszę.. Minho puść mnie.. - zająknął się kiedy zobaczył, że kupił bilety. Wybałuszył oczy rozglądając się rozpaczliwie. Chciał uciec jak najszybciej się da i nie oglądać za siebie. Strasznie się bał. Nie wyobrażał sobie, że tam wysiedzi chociażby sekundę. Poczuł jak zostaje wciągnięty w wagonik, a jego pasy się zapinają. 
-No rozchmurz się, naprawdę będzie fajnie! - wykrzyczał radośnie Minho spoglądając na szatyna - Kibum? Wszystko w porządku? - spytał zauważając przerażone, zaszklone oczy chłopaka - Strasznie zbladłeś. 
Kibum spojrzał na niego wściekle mając ochotę zamordować, że wciągnął go tutaj. 
-Nie jest w porządku! Naprawdę mam lęk wysokości! Jestem na śmierć przerażony! Chcę stąd zejść, rozumiesz?! - krzyknął rozpaczliwie zdając sobie sprawę, że karuzela zaczyna ruszać. Pisnął donośnie kurczowo się trzymając. Zacisnął powieki licząc, że ten koszmar zaraz się skończy. A wiedział, że najgorsze dopiero przed nim. 

***

-Kibum przepraszam! Naprawdę nie powinienem Cię do niczego zmuszać! Tak mi przykro! - złapał za trzęsącą się rękę szatyna. Jak on w ogóle śmie się do niego odzywać?! Przesadził. Cały strach, który mu towarzyszył przerodził się w złość. Też coś! Był wkurwiony jak nikt inny! Odwrócił się do niego przodem wymierzając mu siarczysty policzek.
-A wiesz co mnie obchodzą twoje przeprosiny?! Gówno! Gówno mnie one obchodzą! Czy ty w ogóle pomyślałeś jak mogłem się poczuć?! Pieprzony egoista! Zapatrzony w siebie dupek! - krzyknął wymijając Minho. Tak bardzo mu działał na na nerwy. Debil! Nie zważał na jego wrzaski, czy próby zatrzymania. Szedł przed siebie udając, że nic nie słyszy. Miał dosyć tego dnia, jedyne czego pragnął to wrócić do domu. Bohatera mu się zachciało zgrywać...
Gdyby tylko wiedział, że to nie jest warte zachodu nigdy w życiu by się na to nie zgodził! Ale kiedy patrzył w te oczy i miał świadomość, że musi mu odmówić..
Nie mógł, coś w środku kazało zrobić tak jak brunet chciał mimo że dla niego oznaczało to strach i przerażenie. Nie mógł tego zrobić..
Czy to możliwe żeby się... zakochał? 

~Bummie

piątek, 5 grudnia 2014

The sad truth.




~*~

"Ból to coś okropnego...
Coś co łatwo przychodzi.
Ciężko się go pozbyć mimo, że staramy się coś z tym zrobić.
No nie da się...
Nie da się zapomnieć o wyrządzonych krzywdach.
To tak jakby zapomnieć dzień swoich urodzin.
Zapomniałbyś?
Oczywiście, że nie...
To coś wyjątkowego.
Coś pięknego, co obchodzimy raz w roku.
Dlaczego chodzę smutny?, pytasz.
Co się stało?
Oj nie udawaj, że ci zależy.
Bo doskonale wiem, że tak nie jest...
Nawet nie próbuj zaprzeczać...
Patrzysz niezrozumiale...
Naprawdę nie wiesz?
Niczego się nie domyślasz?
To takie przykre...
Czuję zawód...
Osoba na którą liczyłem najbardziej mnie zostawiła...
Potrzebowałem jej wtedy jak nikogo innego.
Zawiodłem się na niej...
Zdajesz sobie sprawę jakie jest to okropne uczucie?
Przez cały czas myślisz, że w najgorszych, najtrudniejszych sytuacjach będziesz mieć wsparcie.
Zostajesz sam...
Już wiesz jak się czuję?
Może chociaż domyślasz?
Może tak troszkę?
Ździebko?
Odrobinkę?
Nie?
Nadal nic?
To oczywiste...
Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak mogłem się czuć.
Skąd miałbyś to wiedzieć?
Nie wiesz co przechodzę.
Nie wiesz o mnie tyle co ja wiem o tobie.
Nawet nie wiesz jak zareagować.
Nie chcę twojej litości.
Nie potrzebuję jej.
Nie chcę nic od ciebie.
Już nie teraz...
Ale wiesz?
Zrobiłbym dla tej osoby wszystko.
Ona dla mnie nic...
Ścierałbym płynące łzy z policzków.
Wtedy kiedy ja bym wylewał hektolitry łez...
Mimo wszystko nigdy nie uważałem jej za złą osobę.
Chciałbym zedrzeć ten smutek z twarzy.
Nawet jeśli miałoby mnie to nie wiem ile kosztować.
Nie mogę patrzeć jak cierpi.
Wtedy ja też to robię.
To chore!
Przecież powinienem być obojętny.
Nie przejmować się jej losem...
Ale kiedy patrzę w te oczy...
Wszystko wraca.
Nie mogę wymazać jej z pamięci.
Wiesz co jest najgorsze?
Nie jestem zły...
Może jednak jestem?
Nie, coś ty...
Tak odrobinkę?
Nie, nie na nią.
Sam już nie wiem...
Gubię się w tym...
Nie wiem co jest prawdą...
A co zwykłym kłamstwem...
To trudne...
Ale nie, raczej nie jestem zły...
Nie jestem?
Nie, raczej nie...
Chociaż, chyba jednak kłamałem.
Ale to nic, nie to jest w tej chwili ważne.
Nigdy nie zauważyłem, że mnie wykorzystuje.
Przecież to niemożliwe...
No bo jak?
Nie, na pewno nie ta osoba...
Przecież to głupie.
Nie!
To ja byłem głupi...
Tak strasznie byłem zaślepiony...
Ten jej urok...
A może nadal jestem?
Uważałem, że tak powinno być...
Nic złego się nie dzieje...
Przecież nigdy nic złego by nie zrobił...
To taki kochany aniołek...
Tłumaczyłem sobie.
Zwykły kretyn ze mnie...
To nienormalne.
Ta osoba nigdy nie dawała nic od siebie.
Może jednak nadal się mylę...
Może wpadam w paranoję?
Chyba nadal nie jesteś pewny o co chodzi...
Widzę twoje dalsze niezrozumienie.
Chociaż, może już wiesz?
Powinieneś...
Czuję się niedoceniony...
Tak dużo się dla niej produkowałem...
Robiłem co w mojej mocy, aby być jak najlepszy...
Żeby nigdy nie musiała się na mnie zawieźć...
Czy była zadowolona?
Czy widziała, że daję z siebie wszystko?
Najwidoczniej nie...
Dzień w którym odkryłem, że nic ją nie obchodzę...
Nic dla niej nie znaczę...
To najgorszy dzień jaki kiedykolwiek miałem...
To jak nóż wbity prosto w serce.
Byłem wstrząśnięty...
Że ona?
Nie, to niemożliwe...
Nie ten aniołek...
On by nigdy czegoś takiego nie zrobił...
Wmawiałem sobie.
Wpajałem te wszystkie kłamstwa.
Nie dopuszczałem do siebie prawdy...
Chciałem poczuć się lepiej...
Tak było.
Ale w końcu przejrzałem na oczy.
To wiele wyjaśniało...
Ale mimo wszystko nadal się pogrążałem...
Kryłem swoją dumę w dalszym ciągu służąc jej pomocą...
Wsparciem...
Oszalałem, wiem o tym.
Po prostu byłem zakochany...
Nadal jestem...
Nie potrafię z niej zrezygnować...
Zostawić...
To zabawne.
Tą osobą jesteś ty Taemin.
Kim Jonghyun"


~Bummie

środa, 26 listopada 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 1.


 

Ten one shot miał wyjść krótszy, ale wyszedł jaki wyszedł więc postanowiłam, że podzielę go na dwie (?) części :) miłego czytania, za wszelkiego rodzaju błędy przepraszam.

~*~

Miłość, a co to właściwie jest? Jakieś dziwne uczucie, którzy inni sobie ubzdurali, bo jak to inaczej miał sobie tłumaczyć? Nigdy nie rozumiał tych wszystkich ludzi skamlących do siebie, starających się zwrócić uwagę osoby na której im zależy. Przecież to głupie, ubieganie się o coś nie wartego zachodu. Skąd pewność, że akurat ta osoba odwzajemnia ich marne uczucia? Ludzie potrafią być tacy naiwni wierząc w te wszystkie bzdury wyssane z palca. Miłości nie ma, te wszystkie motyle w brzuchu, przyspieszone bicie serca, zwykłe urojenia. Ludziom zależy tylko na jednym, aby się ustatkować, żeby żyło im się dobrze u boku tej drugiej osoby, głównie dzięki pieniędzy. To właśnie po to zabiegają, a nie że kogoś kochają. To by było niemoralne, przecież zawsze musi być powód dlaczego ten "związek" jak to inni nazywają jest taki udany. Wszystkie przysłowia "Miłość aż do śmierci", "Miłość od pierwszego wejrzenia". To takie nierealne, zawierające mnóstwo obłudy i kłamstwa. Ponieważ jak mają to zrobić skoro takie coś nie istnieje?
-Nie rozumiem co ty w tym wszystkim widzisz, to nienormalne - wywrócił oczyma patrząc, ciekawym lecz zmęczonym już wzrokiem na swojego przyjaciela.
-Tak wszystkiemu zaprzeczasz, starasz coś sobie wmówić. Może dlatego, że nigdy nie byłeś zakochany? Nie sądzisz? - uśmiechnął się zadziornie dumnie unosząc głowę. Wiedział, że zagiął szatyna. Ale coś w tym jest. Jak miał wierzyć w coś czego nigdy sam nie doświadczył?
-Jonghyun, naprawdę nie mam na to siły. Męczysz mnie tym niemalże codziennie. Masz chłopaka, to zajmij się nim, a zostaw mnie w spokoju. Nie potrzebuję osoby, która plecie jakieś morały - warknął już zirytowany.
-Kibum ja się tylko o ciebie martwię. Nie miałeś jeszcze nikogo. Nie miałeś jak doświadczyć tego pięknego uczucia jakim jest miłość, więc trzeba będzie to jakoś zmienić - wyszczerzył się, a jego oczy niebezpiecznie zaświeciły. Wyglądał w tym momencie naprawdę jak osoba niezrównoważona psychicznie.
-Zaczynasz mnie przerażać - przyznał zgodnie z prawdą, aż strach się bać kiedy ten chłopak coś wymyśli. Ale wiedział, że nie zamierza być żadnym królikiem doświadczalnym - Co ty kombinujesz? - zmrużył podejrzliwie oczy.
-Przekonasz się - klasnął w dłonie - Będę się zbierał i owszem możesz się bać.
Zmarszczył niezrozumiale brwi. Naprawdę zaczynał się bać i to tak na serio. Westchnął ociężale. Czas pokaże co temu kretynowi wpadło do głowy.

***

-Co ty zrobiłeś?! - wrzasnął niemalże na całą kawiarnię. 
-Cicho, ludzie się patrzą - ofuknął go - Umówiłem cię na randkę, którą masz za godzinę. Coś w tym złego? - zaśmiał się widząc minę Key i cisnące z niego gromy, z oczu. 
-Jaka znowu randka? Nie ma mowy - prychnął niemalże natychmiast wstając z krzesła, na którym jeszcze chwilę temu siedział. 
-No weź - jęknął - Nie byłeś jeszcze na randce, może akurat ci się spodoba, No nie daj się prosić. Już ci wszystko zorganizowałem wystarczy, że przyjdziesz - wydął usta robiąc przy tym błagalną minę. 
-I co myślałeś, że się ucieszę skacząc pod sam sufit? - prychnął niezadowolony. Ten pomysł wcale nie przypadł mu do gustu. Nie znosił takiego typu rzeczy. Kiedy nie mógł się na nie przygotować. 
-Nie, ale sądziłem, że wykażesz chociaż większy entuzjazm. To naprawdę porządny facet - wzruszył ramionami jakby umawianie kogoś na randkę w ciemno było dla niego czymś zupełnie normalnym. Co za debil! 
-Kto to? Gdzie ma się to odbyć? - syknął starając się brzmieć na zadowolonego. A czy był? Też coś! Był wściekły do granic możliwości. Najchętniej wstałby, wrócił do domu ignorując całe starania Jonghyuna. Niestety nie był aż takim dupkiem . A powinien! 
-Sam zobaczysz, nie będę ci niczego zdradzać będziesz jedynie musiał iść do parku - odparł Jonghyun dopijając swoją kawę lekko przy tym siorbiąc.
-Do parku?! O tej godzinie?! A co jak zaciągnie mnie w jakieś krzaki i zgwałci?! Liczyłeś się z takim faktem organizując to bezsensowne spotkanie? - ofuknął go wymachując rękami w dezaprobacie. Też coś żeby zmuszać go do takich rzeczy? Blondyn na zachowanie Key wywrócił oczami wzdychając. 
-Kibum nie rób scen - uśmiechnął się lekko spoglądając na przyjaciela z politowaniem - On taki nie jest, znam go. Po prostu mi zaufaj, jasne? - posłał mu jeden z tych słynnych uśmiechów. Oczywiście, że mu ufał. Jedyne czego nie znosił, kiedy ten wścibski dinozaur zbyt bardzo wtrącał się do jego życia dorzucając swoje trzy grosze.

***

Twierdził, że był wkurzony? To teraz była z niego maszynka do zabijania. Był wkurwiony i wcale tego nie ukrywał. Chodził w tą i z powrotem mrucząc pod nosem wiązankę przekleństw. Jak wróci do domu to zamorduje tą zmutowaną jaszczurkę przy pierwszej lepszej okazji. Minęło 5 minut, 10 a osoby z którą był "umówiony" nadal nie było. To miał być żart ze strony Jonghyuna? Wiedział, że był ostatnio dla niego niezłym skurwielem. Ale to też nie jest przyczyna aby robić niego kretyna. Kolejny powód aby ten mały, przebrzydły dinozaur nie przespał spokojnej nocy. Gdy minęło już 25 minut miał zamiar właśnie iść, kiedy dostrzegł jakąś obcą sylwetkę. Zmrużył oczy spoglądając na zegarek. Był człowiekiem punktualnym, bardzo nie lubił spóźnialskich. 
-Przepraszam, że tyle czekałeś, były straszne korki - rzucił na jednym wdechu - Nigdy się nie spóźniam. Jestem Minho - uśmiechnął się przyjaźnie podając Key rękę. Szatyn zmierzył go podejrzliwym wzrokiem niebyt przekonany. Zdecydowanie nie wyglądał na geja, ale pozory mogą mylić, prawda?
-Kibum - mruknął ściskając lekko dłoń bruneta. Zmierzył go swoim czujnym okiem dostrzegając coś za jego plecami - Po co ci te chwasty? - uniósł jedną brew. 
-Te chwasty jak to określiłeś są dla ciebie - wystawił rękę z bukietem różowych róż - Doszły mnie słuchy, że lubisz te kwiaty. 
Wziął od niego bukiet po czym rzucił nim o ziemie. 
-Daruj sobie te podchody tylko gadaj po co chciałeś się ze mną spotkać. Bo nie wierzę, że z własnej woli - stanął z założonymi rękoma tupiąc nogą. Był święcie przekonany, że to są zwykłe żarty. Minho przygarbił się lekko wypuszczając ze świstem powietrze. 
-Dlaczego od razu zakładasz, że nie chciałem tego spotkania? - spytał przyglądając się uważnie poczynaniom chłopaka. 
-Nie rób ze mnie debila, wiem że Jonghyun maczał w tym palce tylko powiedz mi co ci takiego obiecał, abyś się zgodził? - warknął coraz bardziej wkurwiony zauważając, że brunet z niego kpi. 
-100 dolców, ale - natychmiast mu przerwał szukając w portfelu wyznaczonej sumy. Wziął banknot i rzucił nim w Minho. 
-Masz i spadaj - syknął jadowicie cisnąc w niego piorunami. 
- Mógłbyś chociaż mnie wysłuchać, a nie wyciągać pochopnych wniosków? - westchnął zirytowany - Nie zgodziłem się na taki układ - dodał na koniec oddając Kibumowi jego pieniądze. 
Szatyn patrzył na Minho zbity z tropu. Potrząsnął głową mrużąc oczy.
-To czego ode mnie chcesz? Bo czegoś na pewno - spojrzał na pieniądze miętosząc je lekko w dłoni, ani trochę ta sytuacja go nie bawiła
-Oh Kibum. Czemu ty ciągle jesteś taki podejrzliwy? - pokręcił głową rozbawiony Minho. I co w tym takiego śmiesznego? - Zaciekawiłeś mnie. Z tego co mi Jjong o tobie opowiadał. Wydawałeś mi się i nadal wydajesz, że jesteś osobą godną poznania - uśmiechnął się szelmowsko puszczając oczko zakłopotanemu Key.
Czuł się niezwykle dziwnie w tej sytuacji ponieważ wszystkie przypuszczenia, które posiadał okazały się jego chorym wymysłem. Tylko nadal nie rozumie po co tak zabiega, stara się jakby mu zależało. Stop. Nie, gdzie tam to takie głupie i bez najmniejszego sensu. Chociaż, to że on miał negatywne zdanie na temat tego śmiesznego uczucia jakim jest miłość, nie oznacza że chłopak będzie uważać właśnie tak samo.
-Nie wierzę w miłość więc nie musisz udawać jak bardzo ci zależy, bo i tak mnie nie przekonasz - odparł poważnie Kibum spoglądając na leżący na ziemi bukiet kwiatów. Nie wiedział co nim kierowało ale miał nieodpartą ochotę podnieść go. Tak też uczynił. Podsunął róże pod swój nos zaciągając się ich słodkim zapachem. Coś na kształt uśmiechu zagościło na jego twarzy. Stwierdził, że to było całkiem miłe ze strony Minho.
-Dzięki za chwasty, przyznaję ładnie pachną - dodał.
-Czyżby Ci się podobają? Kim mówił, że rękami i nogami trzymasz się swojego, ale przy mnie jeszcze zmienisz zdanie - stwierdził pewny swoich słów oblizując zmysłowo swoje usta. Kibum powędrował na nie swoim kocim wzrokiem. Zrobił się lekko czerwony, kiedy zdał sobie sprawę o czym pomyślał. Podniósł spojrzenie na wielkie oczy Minho.
-Może - lekki, niewinny uśmieszek wkradł się na jego twarz - Nie mam pojęcia skąd masz tyle pewności siebie, ale jeśli myślisz, że należę do tych osób, które łatwo zmanipulować, to się mylisz - uśmiechnął się zadziornie puszczając mu oczko. Spowodował, że Minho się lekko zaśmiał.
-Wiesz, że właśnie ze mną flirtujesz? - uniósł jedną brew ukazując swoje białe, proste zęby.
-Wydaje ci się. Lepiej powiedz gdzie zamierzasz mnie zabrać panie pozjadałem wszystkie rozumy  - spojrzał ciekawy co ten wielkolud wykombinował.
-Dowiesz się na miejscu. Na razie niech to będzie niespodzianka - rzucił, a jego duża dłoń powędrowała na plecy Kibuma. Zaczął prowadzić go do samochodu.
-O nie, nie ma mowy! Chcę wiedzieć i to już! Jaką mam pewność, że być może nie jesteś jakimś zboczonym pedofilem? - zatrzymał się w półkroku poważnie patrząc na Minho.
-Oczywiście, że czekam aby dobrać ci się do tyłka. Przecież od samego początku tylko mi na tym zależało odkąd się tutaj zjawiłem - ironizował.
-Nie wiem, nie znam cię - wzruszył ramionami Key po czym za namowami Minho wsiadł do środka pojazdu. Dlaczego miał dziwne wrażenie, że będzie żałować swojej decyzji?

~ Bummie

niedziela, 9 listopada 2014

Nasza wspólna melodia.




~*~

Patrzysz na mnie, a ja na ciebie. Twój wzrok przenika do mojego wnętrza szukając tego jednego miejsca. Każdy twój najmniejszy ruch, dotyk doprowadza mnie do szaleństwa. Co ty masz takiego w sobie, że tak łatwo mną manipulujesz? Pragnę zapomnieć. Oderwać się od tego, lecz to niemożliwe, kiedy jesteś przy mnie. Uśmiechasz się, ja także to robię, to silniejsze ode mnie. Ty tak na mnie działasz. Łapię cię za twoją ciepłą, delikatną dłoń. Nie mogę się powstrzymać, tak bardzo chcę cię mieć.

 Zakochałem się w tobie, wiesz?

Odwracasz wzrok, a chłód owija moją rękę.

Dlaczego tak mnie traktujesz? 
Nie uciekaj tylko dlatego, że się boisz.
Uwierz, możesz mi zaufać.

Moja miłość ci pomoże. Oboje wzniesiemy  się w górę, tylko wpuść mnie do swojego serca. Widzę to w twoich oczach. Kryje się w nich strach, choć tak bardzo starasz cię go ukryć. Nie jestem ślepy, nadal go widzę. Łapię twój podbródek patrząc w te magnetyczne tęczówki. Ah..te nasze złączone ciała. Teraz jesteśmy jednością, wiesz o tym?

Wyglądasz jak motyl, kiedy pierwszy raz cię ujrzałem.
Mignąłeś mi przed oczami.

Myśli zatrzymały się, a w głowie mi zahuczało.

Patrzysz na mnie niepewnie, mam wrażenie, że zaraz się spłoszysz i uciekniesz. Gładzę lekko twój policzek pod opuszkiem palca czując twoją gładką skórę. Masz twarz jak porcelana. Krucha, ale z pozoru mocna. Nigdy nie wiesz kiedy się potrzaskasz. Może czas wreszcie się otworzyć? Pokazać drogę do swojej duszy.

Przypominasz mi motyla.
Zbyt słaby by przetrwać.
Zbyt delikatny by przetrwać.
Dlatego muszę się tobą zaopiekować.


Pozwól mi się sobą zająć, widzę, że tego potrzebujesz. Przymykasz lekko powieki pod wpływem mojego dotyku, a lekki dreszcz przechodzi po twoim ciele. Czuję go. Zrób to. Obiecuję, że tego nie pożałujesz. Chcę twoje serce, bo ciało już mi nie wystarcza. Chcę poczuć się kochany. Pozwolisz mi na to?

Zaufaj mi, a już nigdy nie będziesz musiał się o nic martwić.

Kiedy będę przy tobie, wszelkie twoje smutki znikną w niepamięć. Będę twoim rycerzem na białym koniu broniącym od złego. Tylko otwórz się na mnie, na moją miłość. Składam lekki pocałunek w kąciku twoich ust.

Zawładnąłeś moim sercem.

Masz moje serce na wyciągnięcie ręki, masz prawo zrobić z nim cokolwiek zechcesz. Pozwalam ci na to. Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz o tym. Rozpływam się pod twoim urokiem, już tak długo się znamy, a ty nadal tak na mnie działasz.

Nie pozwolę ci odejść.

Do puki jesteś blisko mnie. Nie puszczę cię tak łatwo. Zbyt wiele dla mnie znaczysz, ale ty o tym wiesz. Twój uśmiech, jest tak bardzo zaraźliwy. Sam również to robię. Jesteś moim narkotykiem, którego potrzebuję. Biorę, nie znając umiaru. Wyniszczasz mnie od środka, prowadzisz do mojego końca, ale ja nie potrafię z ciebie zrezygnować.

Nie mogę zapanować nad swoim sercem, to obłęd. 

Kiedy czuję, że stoisz blisko, nie mogę się powstrzymać. Napawam się, oddychając tym samym powietrzem co ty. Moje serce zaraz oszaleje, jak nie dasz mu jasnej wiadomości.

Twoja uroda mnie zniewala, to obłęd.


Twoje oczy, różowe usta, nos, wszystko. Jesteś piękny, wiesz o tym? Codziennie dziękuję za to, że cię poznałem. Jesteś moim aniołem zesłanym z nieba. Idealny w każdym calu, a ponoć ideały nie istnieją. Chociaż, ty nim jesteś. Ohh.. kolejne pchnięcie. Przepraszam jeśli sprawiam ci ból. Uspokajam się widząc w twoich tęczówkach te tańczące iskierki cieszące się z naszej bliskości.

Nie chcę nikogo, poza tobą, oszalałem.
Jak to możliwe?


Nie obawiaj się, jestem cały twój. Nie bój się dla mnie otworzyć. Tak bardzo tego pragnę. Pragnę naszej miłości. Szczególnie twojej miłości. Dasz mi ją? Obiecuję, że zachowam ją w swoim sercu. Gładzę dłonią twój nagi brzuch, czując tą gęsią skórkę. Zimno ci? Przecież to niemożliwe jesteśmy rozpaleni do granic możliwości.

Jesteś moim motylem.
Im więcej czasu mija.
Tym bardziej rozumiem, że nie jestem w stanie z ciebie zrezygnować.


Uzależniam się. Mój narkotyk, który nie zna granic. Mój prywatny narkotyk, jedyny, który zażywam. Jesteś taki delikatny, boję się, że cię skrzywdzę. Widzę twoją twarz pod sobą, te twoje rozchylone usta. Jęk, który się z nich wydobywa. To urocze, wiesz?

Nie odrzucaj mnie, nie bój się. 
Bądź ze mną, nie uciekaj. 


Pozwól mi siebie kochać, chcę dotrzeć do twojego serca, które starasz się przede mną zamknąć. Chcę je tak bardzo, że czasami się już gubię bezsilny. Nadal walczę, nie poddam się do puki cię nie zdobędę. Chcę abyś był cały mój, bez wyjątku.

Tak, jestem zakochanym głupcem.
I potrzebuję cię.


Co chcesz z tym zrobić? Wiesz, że mi nie uciekniesz, nie schowasz się i tak cię znajdę. To bez sensu, ta cała gonitwa. Proszę, nie mam już na to siły. Nie dawaj mi nadziei, to mnie zabija. Z każdym kolejnym dniem jest coraz gorzej. Oh.. chłopaku czy ty na prawdę nie widzisz co ze mną robisz? Szaleję przy tobie. Nie patrz na mnie tym wzrokiem, nie zniosę tego.

Wciąż nie potrafię zrozumieć dlaczego jesteś tak chorobliwie uprzejmy. 

Nie wiem, dlaczego to dla mnie robisz. Nie chcę abyś kochał moje ciało, tylko moje serce. Zrozumiałem to od chwili, kiedy stałeś się dla mnie najważniejszy. Nie przekreślaj tego tylko dlatego, że się boisz. Poruszam się w tobie, czuję że jestem w tobie. Tak bardzo pragnę cię kochać. Tylko czekam na twoje pozwolenie. Całuję twoje spierzchnięte wargi, które tylko czekały na pieszczotę. Nie chcę, żeby był to tylko stosunek, chcę aby to coś dla ciebie znaczyło. Chcę poczuć, że jestem dla ciebie kimś ważnym, a nie zwykłym kochankiem. Proszę, nie trzymaj mnie w tej
niepewności. Nie każ mi dłużej czekać.

Nie rozumiem cię.
Tak po prostu mówisz "Nie".
Jestem naprawdę porządnym facetem.


Nadal to robisz. Próbujesz od tego uciec. Ile czasu musi minąć żebyś wreszcie zrozumiał? Nie traktuj mnie jak zabawkę, to boli. Jestem zakochanym głupcem, że ci na to pozwalam. Ale nie potrafię z ciebie zrezygnować.

Chociaż przez ciebie oszalałem.
Nie bądź niepoważny.
Jesteś moim skarbem.

Nie potrzebuję niczego więcej oprócz ciebie.

Chcę cię mieć już na zawsze, nic więcej nie jest mi potrzebne do szczęścia. Tylko ty. Czyżbyś wreszcie przejrzał na oczy? Czy nadal jesteś tak zaślepiony, że tego nie dostrzegasz? Wijesz się pode mną. Uśmiechasz spełniony. Czy tylko do tego jestem ci potrzebny? Proszę rozwiej moje wątpliwości o wiele cię nie proszę.
-Jonghyun? - słyszę twój ściszony zachrypnięty głos.
-Tak? - patrzę w twoje kocie oczy zastanawiając się co jest takiego ważnego,  co masz zamiar mi powiedzieć.
-Kocham Cię, wiesz? - uśmiechasz się niewinnie, tak bardzo uroczo. Czuję jak moje serce szaleje z radości, wreszcie czuje się tak bardzo docenione. Ma tą cholerną satysfakcję, że dążyło, starało się i zgarnęło to na czym tak strasznie mu zależało.
-Wiem, teraz już wiem Bummie. Ja Ciebie też.

W końcu jesteśmy jednością, wznosimy się razem w górę, coraz wyżej dzięki naszej miłości. Nie musimy już więcej udawać, bo doskonale znamy prawdę. Nie musimy się okłamywać. Nie musimy się porozumiewać. Poruszamy się w tym samym rytmie grając tą samą melodię.

Ring Ding Dong Ring Ding Dong Ring Diggi Ding Diggi Ding Ding Dong. 

Która połączyła nas już na zawsze.


~ Bummie

niedziela, 26 października 2014

Miłość jest piękna, nawet jeśli na końcu pozostanie jedynie ból.



~*~

-Nie martw się Kibum, na pewno ktoś się znajdzie - uśmiechnął się delikatnie jego przyjaciel klepiąc szatyna po ramieniu dodając otuchy.
-A jak nie znajdzie? Taemin szukam już od miesiąca, nie mam tyle pieniędzy aby utrzymać sam całe mieszkanie - zagryzł wargę z zażenowania, tak bardzo nie chciał obarczać chłopaka swoimi problemami, ponieważ wiedział jak dużo ich miał.
-Dasz radę Key, nie dołuj się się - mówił pewny swoich słów. A co jak i on pewnego dnia zwątpi w to co mówi? Kibum już dawno przestał wierzyć, ale nie poddawał się ze względu na siedzącego na przeciwko blondyna.
-Łatwo ci mówić. Mieszkasz razem z Minho, on ci we wszystkim pomaga i jest ci o wiele prościej. Ale dzięki za pocieszenie - westchnął spuszczając głowę, całkowicie zrezygnowany.
-Key, zobacz pewnego dnia ktoś się zgłosi, na pewno. No już. Uśmiechnij się, nie lubię kiedy nie masz humoru a co gorsza się smucisz. Zbyt bardzo wszystko wyolbrzymiasz. Będzie dobrze, nie możesz się załamywać. - puścił mu kuksańca w bok - No już chcę tu widzieć uśmiech.
Widząc, że i to nie zadziałało. Rzucił się na szatyna, łaskocząc go. Piski, krzyki i głośny śmiech było chyba słychać aż na drugiej dzielnicy.
-Dobrze Taemin, dobrze! Błagam przestań! - wydusił z siebie krztusząc się śmiechem. Chłopak widząc, że humor jego przyjaciela lekko się poprawił. Wyszczerzył się dumny z siebie na co Key spiorunował go spojrzeniem wybuchając śmiechem. Ten chłopak był niemożliwy, że w tak szybkim tempie potrafił sprawić, że zaczął się uśmiechać. Bez względu na to jak sytuacja była beznadziejna. Ale nadal nie opuszczał go niepokój, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że musiałby zdarzyć się cud, aby ktokolwiek zechciał z nim mieszkać.

***

-Ale jesteś pewiem, że taka cena ci odpowiada? - pytał po raz setny upewniając się.
-Przecież ci powiedziałem, że tak - warknął brunet już lekko zirytowany dociekliwością chłopaka.
-Spadasz mi z nieba - walnął się w czoło z otwartej ręki - No tak gdzie moje maniery nawet się nie przedstawiłem, jestem Kibum - podał  swoją lekko dygającą rękę brunetowi.
-Jonghyun - odparł ściskając delikatnie dłoń szatyna. Spojrzał na chłopaka rozbawiony przez jego roztargnienie i lekką ciapowatość. Który zaraz po zaproszeniu do środka zaczął uprzątać swoje rzeczy o mało przy tym się nie potykając o własne nogi - Spokojnie z tym sprzątaniem bo jeszcze gdzieś nie daj Boże się tu połamiesz - zaśmiał się melodyjnie obserwując zdenerwowanie na twarzy Key.
-Nie spodziewałem się, że ktoś w ogóle zgłosi się na to ogłoszenie, nie zdążyłem posprzątać - wziął kilka ubrań z podłogi po czym wrzucił je do szafy - Oh, Kibum gdzie ty masz głowę? No gdzie?! - warknął pod nosem, biorąc ostatnią parę spodni i zrobił z nimi dokładnie to samo co z resztą swoich rzeczy. Nagle zatrzymał się w półkroku odwracając się przez ramię zlustrował opierającego się przy framudze drzwi chłopaka. No i znowu zapomniał!
-Tak bardzo cię przepraszam! Nawet nie pokazałem ci twojego pokoju! - przeczesał dłonią włosy, prowadząc jego przyszłego współlokatora do pomieszczenia, w którym będzie mieszkał. Chłopak zatrzymał Kibum'a po czym położył swoje dłonie na jego barkach.
-Zawsze się tak denerwujesz przyjmując gości? - uśmiechnął się zadziornie uważnie obserwując reakcję szatyna na jego słowa.
-Nie wiem o co ci chodzi - prychnął zrzucając jego ręce - To tutaj - wskazał kiwnięciem głowy na czysty, schludny oraz zadbany pokój.
-Ładny - stwierdził rozglądając się. Usiadł na łóżku sprawdzając czy miękkie - Wydaje się wygodne - spojrzał kątem oka na stojącego w progu Key poruszając znacząco brwiami. Speszony chłopak odwrócił głowę w bok - Nie mam się nad czym zastanawiać, wprowadzam się od razu.
-Od razu? - spytał niepewnie upewniając się, czy być może się nie przesłyszał.
-Tak, to jakiś problem? - uniósł jedną brew w pytającym geście.
-Nie, oczywiście że nie to bardzo dobrze - uśmiechnął się lekko opuszczając pomieszczenie. Po wejściu do swojego królestwa pełnego różu i innych pierdół zamknął za sobą drzwi. Rzucił się na łóżko wpatrując się bez celu w sufit. Był strasznie podekscytowany, że nie będzie już więcej mieszkać sam. Ale także wielki kamień spadł mu z serca, kiedy chłopak się na to zgodził.

***

-Widzisz Key, a nie mówiłem ci, że ktoś się zgłosi - usłyszał po drugiej tronie słuchawki i aż mógł przysiąc, że Taemin się uśmiechał.
-Wiem i co ja bym bez ciebie zrobił? - zaśmiał się lekko zagryzając wargę na myśl o swoim nowym współlokatorze.
-Pewnie nic, no już opowiadaj jaki jest? Można z nim wytrzymać? A przystojny chociaż? - wypytywał.
-Taemin! - fuknął do słuchawki Key - Jak na razie nie mam co narzekać. Sprząta po sobie, płaci w wyznaczonym terminie, czasami nawet robi zakupy. Cud, miód i orzeszki - stwierdził rozmarzony uśmiechając się pod nosem.
-Czyżby ktoś tu się zakochał? No nie wierzę nasz mały Bummie dorasta! - pisnął do telefonu blondynek.
-Hola, hola, hola nikt w nikim się nie zakochał - syknął naburmuszając się - I nie zapominaj kto tutaj jest straszy.
-Mhm, jasne, jasne. Dobra Kibum ja kończę Minho wrócił. O Boże! Kupił mleko bananowe! Trzymaj się, do zobaczenia wkrótce - rozłączył się kończąc rozmowę. Szatyn jedynie wywrócił oczami rozbawiony na wspomnienie jak młody uwielbia ten produkt, który mógłby pić litrami.
Usłyszał trzask zamykanych drzwi. Zaciekawiony wyszedł z pokoju zauważając, że jego współlokator wrócił z mnóstwem siatek w rękach.
-Oooo jak dobrze, zrobiłeś zakupy - uśmiechnął się biorąc od niego torby z jedzeniem i tego typu rzeczami.
-Pomyślałem, że przyda się jakaś nowa żywność do lodówki - podszedł do Key obejmując go w pasie. Chłopak zastygł w bezruchu wstrzymując oddech, a butelka keczupu, którą trzymał momentalnie wyleciała mu z dłoni.
-T..tak - zająknął się sparaliżowany, nie będąc w stanie wykonać żadnego ruchu. Jedynie co czuł to swoje szybko bijące serce i palące ciepło bijące od bruneta.
-Czy ja cię stresuję? - wyszeptał wprost do jego ucha wywołując gęsią skórkę na całym ciele szatyna.
-Nie, dlaczego tak uważasz? - odparł, kiedy odzyskał mowę. Poczuł jak chłopak odwraca go przodem do siebie patrząc centralnie w jego kocie oczy.
-Odkąd się tu wprowadziłem zdążyłem to zauważyć Kibum - uśmiechnął się delikatnie przejeżdżając opuszkiem palca po jego policzku - To urocze jak się rumienisz, to takie słodkie - zaśmiał się lekko. Słysząc jego słowa chciał się wyszarpać z jego uścisku lecz za mocno go trzymał. Spuścił głowę czując jak robi się cały czerwony.
-Daj spokój, nic o mnie nie wiesz. W ogóle się nie znamy - przygryzł wargę.
-Ale przecież możemy, prawda? Mieszkamy razem, to wypadałoby - uniósł jego podbródek aby na niego spojrzał - Myślisz, że dlaczego chciałem tutaj zamieszkać? Na pewno nie dla ceny, ani nie dla ładnego wystroju mieszkania, ale dla ciebie. Wpadłeś mi w oko jak tylko po raz pierwszy cię ujrzałem. Nie przekreślaj tego - dodał.
-Ale... ja... - jąkał się.
-Oj Kibum, wiem że jesteś gejem, nie trudno to zauważyć - pocałował lekko jego policzek - Proszę, daj mi szansę.
Szatyn czuł, że jest w pewnej rozterce. Był niezwykle szczęśliwy słysząc to z ust bruneta. Od samego początku mu się spodobał, ale wiedział, że to jeszcze za wcześnie. Nie chciał później czegoś żałować. Westchnął niepewnie patrząc mu w oczy, lecz nie dane mu było cokolwiek powiedzieć ponieważ poczuł jego ciepłe wargi na swoich ustach. Całkowicie zszokowany nie miał pojęcia co zrobić. W brzuchu szalało mu stado motyli, które śmiesznie łaskotały, a serce miał wrażenie, że za chwilę wyskoczy z jego klatki piersiowej. Czuł się tak bardzo błogo, że nie mógł go od siebie odepchnąć, jedynie nieśmiało zaczął oddawać pocałunki. Zarzucił ręce na jego szyi przyciągając bliżej. Chciał poczuć go jeszcze bliżej siebie o ile to w ogóle mogło być możliwe. Był taki delikatny, a zarazem subtelny. Kiedy zorientował co się dzieje, odkleił się do niego cały czerwony na twarzy.
-To było... - zaczął, ale kolejny pocałunek przerwał mu.
-Niesamowite? Cudowne? Wspaniałe? Też tak uważam - skończył za niego brunet.
-Jonghyun? - spytał nieśmiało.
-Tak? - odgarnął mu kosmyk z twarzy.
-Zgadzam się. Możemy spróbować - uśmiechnął się delikatnie, cmokając usta swojego nowego chłopaka.

***
Był taki szczęśliwy, już nawet nie pamiętał kiedy ostatnio się tak czuł. Z Jonghyun'em świetnie mu się układało. Był taki kochający, chodzący ideał. On dawał mu nadzieję na lepsze jutro, dodawał kolorów, do jego wszechogarniającej szarości. Nadawał sens jego życiu i nie wyobrażał sobie, że kiedyś mogłoby go zabraknąć.. Kochał go, tak bardzo, dlatego zrobiłby dla niego wszystko, nawet skoczyłby w ogień.
-Kocham Cię, bardzo mocno - wyszeptał wtulając się w jego nagą klatkę piersiową.
-Ja Ciebie też, Bummie - cmoknął go w czubek głowy, głaszcząc po jego odkrytym ramieniu.
Kochał się przy nim budzić, patrzeć jak śpi. Czuć to bezpieczeństwo, którego wcześniej nie mógł poczuć. Jest dla niego wszystkim. Bez niego nie dałby rady, zapadłby w dołek z którego nie zdołałby się pozbierać. Codziennie dziękował za to, że ktoś zesłał mu pięknego, idealnego anioła, który strzeże go od wszystkiego złego. Tak, Jonghyun z pewnością nim był jedynie brakowało mu białych skrzydeł. Uśmiechnął się promiennie patrząc w jego oczy. Pocałował go delikatnie w usta, po czym podparł się na łokciu.
-Dziękuję Ci - szepnął zagryzając dolną wargę.
-Za co? - spytał zdziwiony brunet, nie bardzo rozumiejąc po co mu to mówi.
-Za to, że jesteś i zawsze mogę na ciebie liczyć. Że mnie kochasz mimo tych wszystkich moich wad. Za to, że mnie jeszcze nie zostawiłeś mimo naszych kłótni, które się między nami odbywały. Za to, że Bóg zesłał na moją drogę anioła broniącego od wszystkich złych rzeczy. Za to, że znów mogłem się zakochać i przekazać tą miłość właśnie tobie. Niczego nigdy nie żałowałem, jedynie tego, że wcześniej cię nie poznałem. Kocham Cię skarbie i zawsze będę mimo naszych wzlotów i upadków, nigdy Cię nie zostawię. Zostanę tak długo do puki sam mnie nie wyrzucisz ze swojego życia - łzy leciały po jego twarzy wymawiając każde kolejne zdanie ponieważ zdawał sobie sprawę, że płyną one prosto z jego serca.
-Kibum, kotku nie płacz - zagarnął go do siebie uspokajająco pocierając ręką po jego plecach - Jak mogłeś pomyśleć, że Cię kiedykolwiek wyrzucę ze swojego serca? Nigdy w życiu nie mógłbym tego zrobić, bo o takiej divie nie da się zapomnieć. Zawróciłeś mi w głowie tak bardzo, że nie wyobrażam sobie mojego dalszego życia bez ciebie. Jesteś dla mnie najważniejszy na całym świecie, cokolwiek by się nie wydarzyło, to będę przy tobie. Będę Cię wspierał w każdej podjętej decyzji. No już Koteczku uśmiechnij się, tak bardzo kocham ten twój uśmiech. Kocham każdy skrawek twojego ciała, a najbardziej kocham serce, które należy tylko do mnie. Którego nigdy nie pozwolę sobie odebrać, bo zbyt wiele dla mnie znaczy. Także Ci dziękuję, że jesteś ze mną, że wytrzymujesz mój wybuchowy charakter. Umiesz zaakceptować moje wady oraz to, że mimo wszystko nadal jesteś przy mnie. Kocham Cię Kibum - pocałował go w policzek, tuląc do swojej klatki piersiowej.
-Ja Ciebie też Jonghyun i zawsze będę - wychlipał chowając twarz w zgięciu jego szyi.


***

Ile by dał aby to co jest dobre zatrzymać na zawsze, lecz niestety tak się nie da. Prędzej czy później nastąpi ten gorszy czas, którego każdy obawia się najbardziej. Lecz silni ludzie go przetrwają, a słabsi najzwyczajniej w świecie się poddają. A on do których się zalicza? Z pewnością nie do tych drugich. Stara się, radzi sobie. Jak długo to potrwa? Ile minie czasu zanim całkiem się załamie? Kiedy po raz pierwszy podniósł na niego rękę, był w szoku. Nie spodziewał się takiego zachowania po swoim chłopaku, tym bardziej jak wyczuł od niego zapach alkoholu. Przepraszał, obiecywał, że to więcej się nie powtórzy. Ileż można wpajać komuś te wszystkie kłamstwa, a później nadal robić to samo? To było takie męczące. Krzywdził go, nie fizycznie ale psychicznie. Ufał mu, czuł się źle z faktem, że coraz bardziej zaczynał się go bać, kiedy wracał do domu. Że znowu wszystko zacznie się od nowa. Powoli miał tego dosyć.
-Kibum, powiesz mi wreszcie co się z tobą dzieje do cholery?! - syknął wkurzony już Taemin widząc w jakim stanie siedzi jego przyjaciel - Nie piszesz, nie dzwonisz, kiedy już się odezwiesz to mówisz, że nie masz czasu bądź, że jest wszystko w porządku. Jak do ciebie przychodzę zastaję cię w takim stanie. Key, zaczynam się o ciebie martwić - pogłaskał siedzącego obok chłopaka po włosach.
-Nie ma takiej potrzeby, jest dobrze - spojrzał na niego wymuszając uśmiech. Wiedział, że go okłamuje, ale co miał mu powiedzieć? Nie mógł wyznać prawdy.
-Bummie... - zaczął, ale urwał przyglądając się czemuś uważnie - O Boże, czy on cię bije? Kibum błagam, powiedz mi prawdę! On cię bije, tak? Zabiję go! Zamorduję! - wstał kierując się w stronę wyjścia.
-Taemin! - krzyknął przerażony łapiąc chłopaka za nadgarstek - Nikt mnie nie bije, wszystko jest w porządku, a to? - wskazał na śliwę pod okiem, którą za wszelką cenę chciał ukryć pod warstwą makijażu - Uderzyłem się w nocy o szafkę, kiedy spadłem z łóżka, doskonale wiesz ile razy przez nią miałem siniaków - dodał, mając nadzieję, że mu uwierzy.
-No nie wiem, to nie wygląda jak po uderze.. - przerwał mu.
-Ale jest, więc uspokój się, jakby coś się działo niedobrego bym ci powiedział? Prawda? - spytał
-No tak, ale.. - znów nie dał mu dokończyć.
-To skończ się przejmować, bo nie masz czym - uśmiechnął się lekko, klepiąc miejsce obok siebie.
Blondyn nie był przekonany, ale żeby dłużej się nie zagłębiać, bez żadnego kwęknięcia usiadł we wskazanym mu miejscu.

***

-Do zobaczenia Minnie, przychodź częściej - przytulił go na pożegnanie.
-Cześć Kibum, pamiętaj ja tego tak nie zostawię nadal mam wątpliwości - szepnął mu do ucha odsuwając się ponieważ usłyszeli za sobą chrząkanie.
-Cześć skarbie - zagryzł wargę zakłopotany patrząc na Jonghyun'a, który spogląda na Taemin'a morderczym wzrokiem - Taemin już wychodził.
-Tak, jeszcze raz dziękuję za gościnę i do zobaczenia. Miło było cię widzieć Jonghyun - dodał zauważając, że chłopak jeszcze chwilę, a by go zabił.
-Wszystko w porządku? - spytał łapiąc go za ręką od razu tego żałując.
Został brutalnie wepchnięty do domu i pchnięty na ścianę z całej siły. Jęknął patrząc na bruneta z lekkim przerażeniem na twarzy.
-Jak śmiesz obściskiwać się za moimi plecami gdy mnie nie ma w pobliżu?! - krzyknął łapiąc na koszulkę Key stawiając go znów do pionu.
-Przepraszam, ale Taemin to tylko przyjaciel.. jaa - przerwał mu głośny plask, a ból rozszedł się po jego policzku.
-Zamknij się, nie chcę słuchać twoich tłumaczeń. Nie kochasz mnie. Nigdy nie kochałeś - warknął boleśnie ściskając jego ramiona.
-Przestań to boli, Jonghyun... proszę... zostaw mnie - wyjąkał czując jak łzy zbierają się w jego oczach.
-Dlaczego mam to zrobić? Skoro nic dla ciebie nie znaczę, to nikt Cię nie będzie miał. Słyszysz, nikt! - krzyczał obserwując spływające po policzkach łzy Key.
-Zawsze Cię kochałem więc dlaczego mówisz takie rzeczy?! - krzyknął nie wytrzymując już dłużej tego wszystkiego. Co się z nimi stało? Co się z nim stało? Dlaczego się tak zachowuje? Dlaczego go tak traktuje? Przecież go do jasnej cholery kocha!
-Kłamiesz! Po prostu kłamiesz! - brunet robił się coraz bardziej czerwony na twarzy ze złości.
-Jesteś pijany! Nie wiesz co mówisz! Puszczaj mnie! - zaczął się z nim szarpać po czym kopnął go z kolana w krocze. Tak bardzo, bolał go fakt że został zmuszony do takich rzeczy, ale nie może dłużej pozwolić na to aby Jonghyun, jego miłość się nad nim znęcała. Chłopak zaskoczony przez nagły cios skulił się w pół, automatycznie puścił Key. Korzystając z okazji wyswobodził się z jego rąk łapiąc za obolały policzek z którego płynęła krew. Tego już niestety nie zdoła zakryć makijażem. Skrzywił się czując nieprzyjemny ból. Od razu zabrał dłoń. Widząc jak brunet wściekły wstaje z podłogi szybko wybiegł z mieszkania, po drodze biorąc telefon. Biegł przed siebie, tak daleko aby on nie mógł go znaleźć. Ledwo widział przez łzy, które nieustannie ciekły po jego policzkach. Wybrał numer Taemina czekając aż odbierze.
pierwszy sygnał...
drugi...
trzeci...
Poczta głosowa. Zaklął w myślach nagrywając się na sekretarkę.
-Taeminnie?! Tak bardzo Cię przepraszam! Od samego początku miałeś racje.. On... on mnie bije, znęca się. Nie chciałem Ci powiedzieć, bo go kocham. Jestem największym kretynem jakiego ten świat stworzył, ale nic nie mogę na to poradzić. Mogę u was przenocować? Bo chwilowo nie mam gdzie się podziać.. Taemin ja... - urwał widząc przed sobą nadjeżdżający samochód. Poczuł, że całe życie przelatuje mu przed oczami. Zdawał sobie sprawę, że to już koniec i nic nie zdoła zrobić. Usłyszał jedynie pisk samochodu i ostry ból. Ciemność zalała jego pole widzenia.

***
Tyle co szatyn wybiegł Jonghyun udał się w pogoń za nim. Kiedy zauważył, że nigdzie go nie widzi. Warknął niezadowolony. Chciał go przeprosić za swoje zachowanie. Nie wie co w niego wstąpiło, gdy jest po alkoholu wstępuje w niego niszczycielska, agresywna bestia. Nie może dopuścić, aby to wszystko przez co przeszli dotychczas się skończyło. Nie teraz i nie przez niego. Wsiadł do samochodu, nie zwracając uwagi na fakt, że jest po kilku piwach. Teraz liczyło się dla niego tylko to, aby znaleźć swojego Kotka. Zapiąwszy pasy ruszył z piskiem opon w jego poszukiwanie. Po drodze kilkakrotnie przekroczył prędkość, przejechał na czerwonym świetle, ale czego się nie robi dla swojej miłości? Było ciemno, praktycznie nic nie było widać. Deszcz, który padał wcale nie ułatwiał zadania. Po pewnym czasie, zaczynał wątpić w jego odnalezienie. Miał wrażenie, że krąży w kółko. Nagle dostrzegł osobę, która nie wiadomo skąd wyskoczyła na jezdnię. Nie miał szans, aby wyhamować, ponieważ jechał za szybko, a człowiek znajdował się zbyt blisko. Huk, pisk. W szybkim tempie zatrzymał pojazd, a osoba na masce jego samochodu ześlizgnęła się wprost na mokry asfalt. Niewiele myśląc. Wyszedł z samochodu nagle trzeźwiejąc. Cały alkohol, który krążył w jego organizmie jakby w jednej chwili z niego wyparował. Klęknął obok potrąconej osoby, lekko ją szturchając. Odgarnął jej włosy z twarzy czując jak całe jego powietrze ulatuje z  płuc. W jednej chwili cały pobladł nie mogąc uwierzyć w co tak naprawdę widzi. Zadzwonił na pogotowie wyjaśniając co się stało. Ukląkł znów koło poszkodowanego łapiąc za jego kruchą, bladą dłoń.
-Kibummie błagam Cię, nie umieraj! Nie zostawiaj mnie! Tak strasznie Cię Kocham! Wybacz mi! Przepraszam! Tak strasznie Cię przepraszam! - popadł w histerię, szlochając tuż nad ciałem szatyna. Nie mógł uwierzyć, w co się stało. Jego chłopak najprawdopodobniej umiera, nie mógł dopuścić do siebie tej myśli.

***

Od wypadku Kibum'a minęły dwa lata. Najcięższe w całym jego życiu. Poszedł do więzienia, odsiedział swoje, aby móc stać się lepszym człowiekiem. Nie wyobrażał sobie faktu, że mógłby za to wszystko obejść się bez kary. Przecież to co on zrobił jest niewybaczalne. Tak strasznie tego wszystkiego żałował. Przez ten czas zrozumiał wszystkie swoje popełnione błędy, za które płaci srogą cenę. Czy to mu kiedyś zostanie wybaczone? Siedzi w dobrze znanym mu miejscu. Odkąd opuścił celę przebywał tutaj niemalże całe dnie. Bez względu na to jaka była pogoda. Nadal chodziły mu po głowie słowa lekarza. "Przykro mi, ale pacjent doznał zbyt dużych obrażeń, nie zdołaliśmy go uratować", "Pański chłopak nie żyje"  Jak okropnym człowiekiem musi być, że nadal pozwalają chodzić mu po tym świecie? To wszystko jego wina. Nigdy nie doceniał tego co miał, kiedy to stracił zrozumiał, jak ta osoba była dla niego ważna. Zrobiłby dosłownie wszystko, aby role się odwróciły. Kibum nie zasłużył na to, przecież nic złego nie zrobił. To on powinien zginąć, ale nie jego Kotek. Nigdy sobie tego nie wybaczy, że mógł być aż tak bezmyślny oraz nierozważny. Dlaczego to akurat on musiał prowadzić ten cholerny samochód? Jak czasem go nie denerwował, ile się nie kłócili to bardzo go kochał. Jakim cudem zrozumiał to dopiero teraz? Kiedy już nic nie może z tym zrobić, bo jest za późno. Bo to co było już nigdy nie wróci. Przejechał dłonią, bo szarym, zimnym marmurze. Przyglądał się wygrawerowanemu imieniu i nazwisku. Nadal ma wrażenie, że to wszystko to jedne wielkie kłamstwo, ale kiedy szczypie się w rękę nic się niestety nie zmieniło.
-Kibum, tak strasznie Cię przepraszam, Przepraszam za swoją głupotę, za to że nigdy nie myślę nad tym co robię. Za to, że poznałeś takiego kretyna jakim ja jestem, że przeze mnie cierpiałeś i przechodziłeś przez całe to piekło. Za to, że Cię skrzywdziłem. Tak naprawdę nigdy nie zamierzałem tego zrobić, nie rozumiałem swojego zachowania. To wszystko przez alkohol od którego się wtedy uzależniłem. Wtedy wychodziły wszystkie moje wady, które za wszelką cenę starałem się ukryć. Ale to i tak mnie nie usprawiedliwia. Kocham Cię, tak strasznie, mocno Kocham. Nie mogę się pogodzić z myślą, że pozwoliłem ci odejść, a najbardziej z tym że już nie mogę tego naprawić. Straciłem Cię już na zawsze. Przepraszam Cię, zrozumiałem, że popełniłem błąd za który płacę wysoką cenę. Przepraszam, i będę to robił do końca swojego życia, tak długo aż pewnego dnia mi nie wybaczysz - przymknął powieki spod których wydostało się kilka słonych łez. Mógł być z nim szczęśliwy, a zmarnował taką szansę. Teraz pozostał sam z całym natłokiem myśli, oraz złamanym sercem, którego już nikt nigdy nie wyleczy. Wiedział jedno. Już nigdy nie sięgnie po alkohol, bo on nie przynosi szczęścia a jedynie same problemy.

~ Bummie