To ostatni rozdział z jak się okazało 3 części :) Mam wrażenie, że zepsułam to po całej linii, chociaż to mogą być jedynie moje spostrzeżenia. Planowałam to zupełnie inaczej zakończyć, ale wyszło jak wyszło. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale sądziłam, że w ogóle tego nie uda mi się skończyć. A jednak! ^^ Miłego czytania :)
~*~
Kiedy tylko znalazł się w swoim mieszkaniu nie mógł się uspokoić. Jego ręce nadal trzęsły się jak galareta mimo, że od całego zdarzenia minęły dobre dwie godziny. Jak ten przerośnięty żabolud mógł coś takiego zrobić? Przecież... przecież... ughh! Nawet w myślach nie mógł spokojnie pomyśleć . Nic racjonalnego nie przychodziło mu do głowy.
-Dlaczego ja w ogóle o nim myślę?! - wywrócił zirytowany oczyma przeprowadzając z sobą krótki monolog co jedynie rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Wziął różowy wazon, który dostał od Jonghyuna na urodziny i roztrzaskał na drobne kawałeczki. Marny pomysł na wyładowanie złości, ale na pewno nie zamierza usiąść i płakać. Nikt nie doprowadzi go do takiego stanu, a zwłaszcza nie Minho. Wziął kilka głębokich wdechów doprowadzając się do porządku dziennego. Przejechał wzrokiem po pokoju oceniając straty. Zagryzł podenerwowany wargę.
-No pięknie ta przerośnięta jaszczurka mnie zabije - pacnął się w czoło przyklękając na podłodze by pozbierać kawałki porcelany. Kiedy trzymał kilka w dłoni zmarszczył brwi intensywnie się nad czymś zastanawiając. Momentalnie wszystko co znajdowało się w jego ręce wyleciało, a Key wstał biorąc po drodze swoją komórkę, która z niewiadomych dla niego powodów leżała na podłodze. Już wiedział co zamierza zrobić i nic go przed tym nie powstrzyma. Niech ten dinozaur pozna gniew Kim Kibuma! Wybrał odpowiedni numer by przyłożyć aparat do ucha i czekać aż ten kretyn z łaski swojej odbierze. Po pierwszym sygnale już usłyszał głos swojego przyjaciela. Nie omieszkając w jakiekolwiek przywitanie się i tym podobne rozpoczął atak.
-Zamorduję Cię! Rozumiesz?! Jesteś chodzącym trupem Jonghyun! Zrobię Ci takie piekło z życia, że pożałujesz że się w ogóle urodziłeś! - fuknął nabuzowany do słuchawki wyobrażając sobie że stoi właśnie przed nim.
-O co ci chodzi Key? - spytał kompletnie nie rozumiejąc nagłego wybuchu ze strony szatyna. No co za debil! Jeszcze ma czelność pytać co się stało?! Prychnął do telefonu po czym warknął nieprzyjemnie.
-Ta twoja randka to jeden wielki niewypał! Kupiłeś już sobie trumnę?! Bo wiedz, że jeszcze dzisiaj do niej trafisz! Czekaj! Nie! Zbyt dobrze byś się miał.. Zapakuję Cię do worka i wrzucę do rwącej rzeki zaraz po tym jak cię zabiję!
-Nie mam trumny i nie zamierzam jej posiadać - westchnął po czym dodał - A więc co się takiego stało, że masz ochotę zrobić mi coś niedobrego?
-Jeszcze się głupio pytasz?! - spytał nie dowierzając w jego głupotę, ale kiedy tak to przemyślał to zdał sobie sprawę, że miał prawo nie wiedzieć.Wzdychając lekko opowiedział o wszystkim co się wydarzyło odkąd wyszedł z tej głupiej kawiarni po próbę samobójczą dla jego osoby.
-Bummie nie gorączkuj się tak, to nie moja wina, Skąd mogłem wiedzieć, że takie coś mu strzeli do głowy? Nie miałem o czym pojęcia. Przysięgam - starał się go jakoś uspokoić lecz to jedynie dolewało oliwy do ognia.
-Twoja! Ty to zorganizowałeś! Tą pieprzoną randkę! Ostatni raz słyszysz?! Ostatni raz wpieprzasz się w moje życie i próbujesz coś w nim zmieniać! - warknął jadowicie do telefonu po czym dodał już bardziej spokojnie - Mam tego dosyć Jonghyun, Skoro mówię, że nie potrzebuję żadnych zmian to to uszanuj.
-Dobra przepraszam może faktycznie nie powinienem cię zmuszać do pójścia na tą randkę, ale naprawdę chciałem dobrze - starał się wytłumaczyć, a Kibum już mógł sobie wyobrazić jak ze zdenerwowania drapie się po karku.
-Wiem Jonghyun, wiem ale - przerwało mu donośne pukanie do drzwi. Zerknął na godzinę, która wskazywała grupo po 23 - Muszę kończyć ktoś okupuje moje drzwi, oczywiście porozmawiamy o tym później żebyś nie myślał, że ci odpuszczę - nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Niechętnie otworzył doznając lekkiego, lekkiego? Ogromnego szoku widząc w nich Minho.
-Co tu robisz? Zdajesz sobie sprawę która jest godzina? - spytał z wyrzutem w głosie. Przecież to oczywiste, że nie wiedział.
-Chciałem z tobą porozmawiać, mogę wejść? Dosłownie zajmie to 5 minut, a później.... - zaciął się nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, lecz widząc wzrok Key na swojej osobie dodał - później zniknę i nigdy mnie nie zobaczysz, Obiecuję ci to.
Patrzył na niego w pewnej rozterce kompletnie zbity z jakiegokolwiek tropu. Co on myśli, że przyjdzie i będzie wszystko dobrze? Też coś! Zagryzł wargę marszcząc lekko czoło. Coś mu tu nie pasowało.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - uniósł jedną brew w górę lustrując chłopaka wzrokiem. Dopiero teraz dostrzegł, że jest przystojny. Nawet bardzo. Ciemne brązowe włosy, duże brązowe oczy, idealne czerwone usta, postawna sylwetka. Był niemalże idealny. Zamrugał kilkakrotnie przyłapując się znów na tym, że myśli o czymś zupełnie nierealnym.
-Powiem, że łatwo nie było, prawie z pół godziny błagałem o to Jonghyuna, ale opłacało się - uśmiechnął się delikatnie robiąc krok w przód. Czując ostrą woń perfum chłopaka lekko zakręciło mu się w głowie. Udając nagłe zirytowanie wywrócił oczami osuwając się kawałek, by wielkolud mógł wejść po czym zamknął za nim drzwi.
-Dobra a tak naprawdę czego chcesz? - westchnął spoglądając mu w oczy.
-Przeprosić. Czuję się źle. Jestem bezmyślny, ale to zdążyłeś pewnie zauważyć - stwierdził powodując lekki uśmiech na twarzy Key.
-Tak jesteś debilem - wzruszył ramionami - Ale nie gniewam się - dodał drapiąc się lekko po głowie widząc jak brunet zrobił kilka kroków w przód stojąc tak blisko niego, że aż musiał wstrzymać oddech. Zrobił kilka kroków w tył, by zrobić między nimi większy dystans. Minho chyba to zauważył, ponieważ powtórzył po nim czynność tym razem robiąc kilka w przód tak długo aż Key nie trafił na ścianę, by mógł go bez problemu przygwoździć.
-Proszę... wybacz mi. Już nigdy cię nie wciągnę na żadną karuzelę. Nigdy nawet tam nie pojedziemy. Obiecuję - nachylił się lekko by móc głęboko spojrzeć w jego kocie oczy.
-Obiecałeś także zniknąć, po tym jak cię wysłucham - wydusił z siebie otumaniony perfumami bruneta, które działały na niego w niekorzystny sposób. Dostrzegł zdziwienie w jego oczach przez nagłą śmiałość Key.
-Mam sobie pójść? - wyczuł w jego głosie, żal? Nie to na pewno jego kolejne urojenia. Z jakiego powodu miałby się tak czuć, to bez sensu. Przygryzł wargę spuszczając wzrok nie będąc w stanie mu w jakikolwiek sposób odpowiedzieć - Dobrze, skoro tego chcesz.. - odsunął się lekko, a Kibum odetchnął. Dokładnie przyglądał się poczynaniom chłopaka starając się ocenić sytuacje. Naprawdę chce odejść? I dobrze przynajmniej nie będzie musiał wyciągać jakiś niepotrzebnych wniosków. Takich jak na przykład, że się zakochał. Kompletna głupota, ale kiedy brunet otworzył drzwi coś w nim drgnęło. Poczuł jakąś taką obawę. Lekkie przerażenie stanęło mu przed oczami widząc jak bez słowa opuszcza jego dom. Serce przyspieszyło swoje bicie. Dreszcze przechodziły po jego ciele jak jedna długa fala, czy właśnie tego chciał? Był pewny że dobrze postąpił. Przynajmniej tak mu się wydawało lecz z każdą kolejną mijającą sekundą miał wątpliwości. W końcu przestał stać jak ten ostatni słup soli i wybiegł za nim. Widział jedynie ciemność oraz wielką pustkę. Ślad po brunecie jakby zaginął. Łzy zebrały mu się w oczach, po czym spłynęły po jego twarzy torując sobie ścieżkę. Zdał sobie sprawę, że wcale tego nie chciał a wręcz przeciwnie. Miał wielką ochotę go przeprosić, przytulić. Jakim trzeba być kretynem aby takie coś zepsuć? No tak trzeba się nazywać Kim Kibum.
-Dlaczego sobie poszedłeś? - spytał sam siebie spuszczając głowę. Zbierające łzy mazały mu pole widzenia, ale w tej chwili nie zwracał na to szczególnej uwagi. Kiedy poczuł dłonie na swoich biodrach podskoczył lekko w miejscu gwałtownie unosząc głowę do góry.
-Myślałeś, że tak łatwo odpuszczam? - szepnął mu do ucha, a Key słysząc ten dobrze znany głos odetchnął z ulgą. Jednak to nie był żaden pedofil, który chciałby go zgwałcić w jakiś krzakach a na koniec porzuć jego zwłoki wyrzucając do rzeki. Skarcił się za swoją głupotę po czym zmarszczył brwi wyrywając się z jego uścisku. Stanął przodem do Minho i łypał na niego zirytowany.
-Chcesz żebym zawału tu przez ciebie dostał?! - ofuknął go uderzając w klatkę piersiową kiedy zauważył, że chłopak się z niego podśmiewa - No i co w tym takiego zabawnego?!
-Ty jesteś zabawny - stwierdził przejeżdżając opuszkiem palca po jego mokrym od łez policzku - Kiedy się złościsz jesteś wtedy taki słodki aż nie mogę się powstrzymać od okrzyku radości.
Szatyn przekręcił głowę w bok czując, jak jego policzki przybierają barwę czerwieni.
-Przestań, to nie prawda - mruknął pod nosem patrząc intensywnie w swoje buty by przypadkiem nie napotkać tego przenikliwego wzroku bruneta.
-Kibum, dlaczego nikogo do siebie nie dopuszczasz? Starasz się odepchnąć za wszelką cenę? - spytał Minho łapiąc jego podbródek w dwa place zmuszając aby na niego spojrzał - Coś się stało?
Skąd ta żaba może mieć takie przypuszczenia? Przecież nikt o niczym nie wiedział, nawet ten dinozaur. Nawet nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Skąd mógł to wiedzieć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Dlaczego wyciągasz takie wnioski? Niby co miałoby się stać? - starał się opanować drżenie głosu kiedy zdał sobie sprawę, że brunet chce drążyć ten drażliwy dla niego temat. Po co miał do niego wracać? Przecież wszystko było w porządku. Wreszcie mógł o tym zapomnieć, nie wspominać. Teraz znów miał przez to przechodzić po raz kolejny, bo Minho sobie coś ubzdurał? Nie ma mowy!
-Key błagam cię nie zrobisz ze mnie kretyna. Może nie znam cię zbyt dobrze, ale zdążyłem zauważyć, że coś cię gnębi choć starasz się to w różny sposób ukryć. Przykro mi, ale mnie się nie da tak łatwo oszukać - westchnął dodając - Możesz mi zaufać. Ja tylko chcę ci pomóc, a jak mam to zrobić skoro nie wiem o co chodzi?
Szatyn nie wytrzymując tego wszystkiego. Wyrwał się z jego objęć spoglądając z bólem w jego oczy.
-Pomóc? Chcesz mi pomóc? Po co? Myślisz, że jej potrzebuję, że jestem tak słaby że ją przyjmę? To się mylisz, bo dobrze sobie radzę. Wszystko jest w jak najlepszym porządku tylko tobie się coś uroiło. Próbujesz mi coś wmówić? A może w jakikolwiek sposób zbajerować żeby móc przelecieć? Przecież wam wszystkim tylko i wyłącznie na tym zależy! Aby wykorzystać słabość człowieka, a później zostawić w najokrutniejszy dla niego sposób! Myślisz, że istnieje miłość? Jakieś głębsze uczucie niż zauroczenie? Zwykłe bzdury! Kłamstwa! - krzyczał, nie przejmował się że jest późno, że swoim zachowaniem obudzi połowę swojej dzielnicy. Nawet nie zważał na to, że w jakiś sposób zaczął się kompromitować dając ujście swoim emocjom. Wiedział, że kiedyś to z niego by wyszło. Ale czy Minho to odpowiednia osoba, której powinien się zwierzyć?
-Spokojnie Kibum, uspokój się. Jestem tutaj - poczuł jego silne ramiona, które szczelnie oplatają jego szczupłą sylwetkę. Nawet nie zauważył jak znów zaczął płakać. To wszystko zaczęło go przerastać. Objął lekko chłopaka, głowę opierając o ramię Minho.
-Key czy ktoś cię... skrzywdził? - spytał ostrożnie zdając sobie sprawę, że musi ostrożnie dobierać słowa. Na jego pytanie odpowiedział głośniejszy płacz. To mu wystarczyło. Nic więcej nie musiał mówić ponieważ wiedział, że to co się stało musiało mieć duży wpływ na to dlaczego Kibum teraz jest taki zamknięty na innych. Minho zdawał sobie sprawę, że musi to zmienić i to zrobi.
-Kibum, cokolwiek się nie stało ja się tobą zajmę. Przy mnie nie musisz się obawiać. Wreszcie poczujesz się szczęśliwy. Ja ci nie zrobię tego co tamten typ, możesz mi zaufać. Naprawdę. - wyszeptał do ucha Key uspokajająco jeżdżąc dłonią po jego plecach - Nigdy bym sobie nie wybaczył jakbyś przeze mnie musiał cierpieć.
Szatyn przygryzł wargę. Miał mu uwierzyć? A jeśli kłamie? Jeśli znowu będzie przechodzić przez to samo? Oderwał się lekko od bruneta patrząc swoimi zapłakanymi oczyma w jego. Kiedy tak się w nie wpatrywał wiedział czego chciał. Czuł, że to czego potrzebuje znajdzie u tego wielkoluda.
-Udowodnij, że istnieje miłość, pokaż jaki jest jej smak spraw abym uwierzył - wyszeptał uśmiechając się nikle po czym znów zagryzł lekko wargę. Chłopak słysząc słowa Kibuma uśmiechnął się promiennie składając delikatny pocałunek na jego spierzchniętych ustach.
-Zawsze - cmoknął go w czoło zamykając szczelnie w swoich objęciach.
~Bummie

Oh jestem taka jak Key w tym opowiadaniu ;-; Ale ja nie nam takiego MinHo waeeee ;-;
OdpowiedzUsuń