poniedziałek, 22 grudnia 2014

Love still goes on.



Znalazłam coś co kiedyś napisałam. Aż ciężko mi się do tego przyznać, ale mimo wszystko dodam to ^^ One shot nie sprawdzany. 

~*~

"Jongi znamy się już tak długo, tyle długich lat. Przyjaźnimy się od niepamiętnych czasów. Tak bardzo się cieszę, że jesteś przy mnie, że zawsze mogę na tobie polegać. To wiele mi daje. Kiedy tylko dowiedziałem się, że z Onew tworzycie parę, moje życie nagle legło w gruzach. Nie mogłem opanować swojego płaczu, łez płynących z moich oczu, kiedy tylko pomyślałem, że cię straciłem. Nie rozumiałem swojego zachowania, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Moje zachowanie jest zdecydowanie nie na miejscu. Uspokoiłem się, pogodziłem z tą myślą. Było dobrze, wszystko układało się w jak najlepszym porządku. Tamta nieprzyjemna sytuacja już się nie powtórzyła, przynajmniej nie w moim przypadku. Kiedy tylko zerwaliście, byłem szczęśliwy jak nikt inny. Nie mogłem powstrzymać radosnego uśmiechu pchającego się na moją twarz, kiedy tylko pomyślałem, że jesteś wolny. Że znowu będzie jak dawniej, znów będziemy spędzać tyle czasu co wcześniej. Nie powinienem tak zareagować. Powinienem ci współczuć, powinno mi być  przykro, ale dlaczego miałbym kłamać? Nigdy go nie lubiłem wraz ze wzajemnością. Nie byliśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy, a ty doskonale o tym wiedziałeś. Chyba nie powinieneś się dziwić? Prawda? Wszystko wreszcie układa się tak jak powinno. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi co wcześniej spędzając każdą wolną chwilę z sobą. Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że już dłużej nie mogę cię tak traktować. Ponieważ od dawna nim nie jesteś, jesteś kimś o wiele więcej. Wreszcie zaczynałem rozumieć, cała prawda zaczęła do mnie docierać ze zdwojoną siłą. Zakochałem się w tobie. W swoim najlepszym przyjacielu. Bałem się. Tak bardzo, że cię przez to stracę. Potrzebowałem cię jak nikogo innego, chciałem spędzać z tobą każdą wolną chwilę, być przy tobie cały czas. Przytulać, całować, pocieszać gdy masz zły humor. Tak bardzo chciałem żebyś też to odwzajemnił. Byłbym wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Ale życie nie jest takie kolorowe. Ma dla nas wiele niespodzianek. Po zakończeniu swojego krótkiego związku, szybko znalazłeś sobie pocieszenie. Nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy już miałeś następnego chłopaka. To bolało jeszcze bardziej. Czułem się okropnie, właśnie wtedy chciałem odejść. Zostawić cię, ponieważ nie mogłem dłużej tego wszystkiego wytrzymać. To jak nóż wbity prosto w serce, a ja jestem bardzo delikatny, za delikatny. Nie mogłem znieść waszej szczęśliwej dwójki mimo że nigdy nic nie miałem do Taemina, a wręcz przeciwnie, lubiłem go. Nawet mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Ale to nadal bolało. Czułem się zepchnięty na drugi plan. Byłem jak te piąte koło u wozu do niczego niepotrzebne. Z każdym dniem wiedziałem, że cię tracę. Oddalaliśmy się od siebie. Ty nic z tym nie robiłeś, a może tego nie widziałeś? Ale właśnie tego jednego dnia nie wytrzymałem. Podczas oglądania filmu w moim pokoju, nie mogłem się powstrzymać. Tak bardzo tego pragnąłem, że wszelkie hamulce puściły. Bez najmniejszego zastanawiania, wbiłem swoje wargi w twoje, całując je rozpaczliwie. Bałem się, że to będzie ostatni raz, że już się to więcej nie powtórzy. Badałem każdy najmniejszy skrawek twojego podniebienia, a ty byłeś w ogromnym szoku, że nawet nie mogłeś się poruszyć. Nie odepchnąłeś mnie co dało mi nadzieję, ale także nie odwzajemniłeś, co sprawiło lekki ból. W końcu się od ciebie oderwałem ledwo łapiąc oddech, wtedy spojrzałem w twoje oczy. Tego dnia zdałem sobie sprawę, że wszystko zniszczyłem, że cię straciłem na zawsze. Bez najmniejszego zastanowienia wstałeś, wychodząc trzasnąłeś drzwiami. Wtedy właśnie widziałem cię po raz ostatni. Moje serce pękło. Zostało w brutalny sposób wyciągnięte i podeptane. Było mi tak źle, że zacząłem szlochać, szamotać się aby dać upust temu wszystkiemu co siedziało we mnie. Na marne, nic nie opisywało tego wszechogarniającego bólu, który został po tobie. Myślałem że jak wyjadę, zapomnę. Że zakocham się na nowo i będzie wszystko w porządku. Myliłem się, było jeszcze gorzej. Tęskniłem, kochałem jeszcze mocniej, miałem obsesję na twoim punkcie. Wszędzie cię widziałem, każda osoba mi ciebie przypominała w małym stopniu. Nie mogłem być szczęśliwy skoro ciągle miałem twoją twarz przed oczami. Zasypiając przeglądałem nasze wspólne zdjęcia, budziłem się z krzykiem prosząc o to abyś wrócił. Nawet kiedy sobie kogoś znalazłem, nie mogłem wymazać sobie ciebie z pamięci. Zawsze dochodziłem z twoim imieniem na ustach. Ze mną było źle, ale nie starałem się tego zmienić. Nie miałem na to siły.  Ile się nie starałem było jeszcze gorzej, więc po co miałem cokolwiek z tym robić? W końcu odpuściłem wszelakie pocieszenie ze strony innych. Nikt nie mógł mi ciebie zastąpić. Postanowiłem wrócić. Po to, aby móc znowu cię zobaczyć. Mimo że minęło trochę czasu odkąd się widzieliśmy, mi to nie przeszkadzało. Pewnego dnia spotkałem cię. Nic się nie zmieniłeś, a nawet mógłbym powiedzieć, że jesteś jeszcze bardziej przystojny niż wcześniej. Ty chyba mnie nie poznałeś, bo przeszedłeś  koło mnie obojętnie. A może poznałeś, a udawałeś że nie znasz? Sam nie wiem. Kiedy tylko cię ujrzałem poczułem dziwne łaskotanie w brzuchu, a serce przyspieszyło swoje bicie. Miałem ochotę podejść, przytulić, przeprosić. Jedynie na co było mnie stać to wpatrywanie się w twoją oddalającą sylwetkę. Nie byłem wstanie zrobić jakiegokolwiek ruchu, ciało było sparaliżowane. W końcu oprzytomniałem. Nie czekając dłużej zawołałem cię. Krzyknąłem nie zwracając uwagi na ludzi, nie zważałem na nic. Chciałem abyś mnie dostrzegł. Odwróciłeś się, wpatrywałeś z dziwnym wyrazem konsternacji. Jonghyun przecież to ja Kibum! Pomyślałem w tamtej chwili lecz to nie powstrzymało mnie od podejścia do ciebie. Nie myślałem co robię, działałem pod wpływem impulsu. Przytuliłem cię mocno. Nie byłem wstanie oderwać się od ciebie. Byłeś taki cieplutki. Patrzyłeś zszokowany na to co się działo, w końcu mnie od siebie odepchnąłeś, by przyjrzeć mi się bliżej. Kolejne zaskoczenie wymalowało się na twojej twarzy, kiedy jeździłeś opuszkami palców po moich policzkach. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że może wreszcie będzie dobrze. Wreszcie będę mógł cię mieć dla siebie, lecz nadzieja to najgorsze co może spotkać człowieka. Niestety w szybkim tempie się ode mnie oderwałeś, zostawiłeś samego bez żadnego słowa. Nie wiedziałem co wtedy zrobić. Pójść za tobą? Zostawić cię w spokoju? Mimo wszystko dałem ci wtedy odejść aby później zrobić kolejną głupotę. Stałem pod twoim domem czekając aż wrócisz, chciałem z tobą porozmawiać, wszystko sobie wyjaśnić. W końcu cię dostrzegłem, szedłeś za rękę z jakimś chłopakiem, którego wcześniej nie znałem lecz kojarzyłem z widzenia. Choi Minho. Znów wszystko stracone. Znowu to samo. Cały zapał, wszystkie chęci wyparowały lecz wiedziałem, że tak łatwo nie mogę się poddać. Nie tym razem kiedy pozwoliłem ci odejść. Zbyt wiele przeszedłem by teraz móc się wycofać. Podszedłem do was patrząc to na wasze splecione ręce, to na ciebie. Uśmiechnąłem się krzywo, nie chciałem ci pokazać jak w tej chwili się czułem. Lecz ty znasz mnie o wiele lepiej niż sądziłem. Puściłeś chłopaka by podejść do mnie bliżej. To co od ciebie usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Myślałeś że czułem się źle? Po tym było tragicznie. Każde słowo bolało, otwierało nową ranę, której nikt nigdy nie wygoi. Nadal patrzyłem na ciebie hardo, chociaż tak bardzo miałem ochotę uciec, zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie zrobiłem nic. Stałem mierząc się z tobą tym swoim wzrokiem. Nie wierzyłem w to. Nie chciałem wierzyć, że nic do mnie nie czujesz. To było niemożliwe. Wmawiałem sobie, lecz kiedy tylko znów podszedłeś do bruneta zrozumiałem, że wszystko skończone. A może nawet nie zaczęte? Przecież nic między nami nie było i nigdy nie będzie. Może gdybym więcej się starał, a nie jak ta ostatnia ofiara losu patrzyła jak zabierają mi cię sprzed nosa, coś by to zmieniło? Mimo że już wszelkie chęci i bojowe nastawienie do działania wyparowało, pozostało mi jedno. Nadzieja, która nie opuszcza mnie aż do dzisiaj. Nadal się łudzę, że pewnego dnia przyjdziesz do mnie. Nie do kogoś innego tylko do mnie, mówiąc te dwa magiczne słowa, które wyleczą moje złamane serce. Jak na razie czekałem, czekam i będę czekać nadal, tak długo aż śmierć po mnie nie przyjdzie. Ale kto wie? Może i wtedy będę to robić?

Kim Kibum."

Ostatni raz zerknął na kartkę papieru na którą przelał wszystko, co ciążyło na jego duszy. Doskonale znał jego odbiorę, zagryzł wargę otwierając skrzynkę. Przejechał jeszcze raz kciukiem po różowo białej kopercie wzdychając ciężko. 
-Teraz mogę odejść, nic mnie już tu nie trzyma, jestem wolny, chociaż nadzieja pozostaje nadal - szepnął pod nosem wrzucając list. Kiedy papier wyślizgnął mu się z palców lądując na dnie, odwrócił się rzucając okiem na dobrze znany mu dom. Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa.

1 komentarz:

  1. O takie typy nieszczęśliwej miłości lubię <3 Ah, nie lubię JongKey jako pary, ale w takim wydaniu (mimo że smutnym) podobało mi się <3 Zauważyłam jednak, że w dłuższych zdaniach złożonych niekiedy nie robisz przecinków. Nie ma na to jakiejś zasady (chyba ;P), ale trzeba po prostu myśleć logicznie. Czy na jednym wydechu powiesz tratatatatatatatatatatatatatatatatatatata, czy wolisz tratatata,tatatata,tatatatata? Chociażby w ostatnim zdaniu: "Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa" - dla mnie tak to powinno brzmieć. Aish, te przecinki, czasem jest ich za dużo, czasem za mało, a przestanki są tak ważne w czytaniu... Sama na wypracowaniach szkolnych mam ich co najmniej dwa za dużo czy za mało ;)

    OdpowiedzUsuń