Znalazłam coś co kiedyś napisałam. Aż ciężko mi się do tego przyznać, ale mimo wszystko dodam to ^^ One shot nie sprawdzany.
~*~
"Jongi znamy się już tak długo, tyle długich lat. Przyjaźnimy
się od niepamiętnych czasów. Tak bardzo się cieszę, że jesteś przy mnie, że
zawsze mogę na tobie polegać. To wiele mi daje. Kiedy tylko dowiedziałem się,
że z Onew tworzycie parę, moje życie nagle legło w gruzach. Nie mogłem opanować
swojego płaczu, łez płynących z moich oczu, kiedy tylko pomyślałem, że cię
straciłem. Nie rozumiałem swojego zachowania, przecież jesteśmy tylko
przyjaciółmi. Moje zachowanie jest zdecydowanie nie na miejscu. Uspokoiłem się,
pogodziłem z tą myślą. Było dobrze, wszystko układało się w jak najlepszym
porządku. Tamta nieprzyjemna sytuacja już się nie powtórzyła, przynajmniej nie w
moim przypadku. Kiedy tylko zerwaliście, byłem szczęśliwy jak nikt inny. Nie
mogłem powstrzymać radosnego uśmiechu pchającego się na moją twarz, kiedy tylko
pomyślałem, że jesteś wolny. Że znowu będzie jak dawniej, znów będziemy spędzać
tyle czasu co wcześniej. Nie powinienem tak zareagować. Powinienem ci
współczuć, powinno mi być przykro, ale
dlaczego miałbym kłamać? Nigdy go nie lubiłem wraz ze wzajemnością. Nie byliśmy
przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy, a ty doskonale o tym wiedziałeś. Chyba
nie powinieneś się dziwić? Prawda? Wszystko wreszcie układa się tak jak
powinno. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi co wcześniej spędzając każdą wolną
chwilę z sobą. Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że już dłużej nie mogę
cię tak traktować.
Ponieważ od dawna nim nie jesteś, jesteś kimś o wiele więcej. Wreszcie
zaczynałem rozumieć, cała prawda zaczęła do mnie docierać ze zdwojoną siłą.
Zakochałem się w tobie. W swoim najlepszym przyjacielu. Bałem się. Tak bardzo,
że cię przez to stracę. Potrzebowałem cię jak nikogo innego, chciałem spędzać z
tobą każdą wolną chwilę, być przy tobie cały czas. Przytulać, całować,
pocieszać gdy masz zły humor. Tak bardzo chciałem żebyś też to odwzajemnił.
Byłbym wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Ale życie nie jest takie
kolorowe. Ma dla nas wiele niespodzianek. Po zakończeniu swojego krótkiego związku, szybko znalazłeś sobie pocieszenie. Nawet nie zdążyłem
zareagować, kiedy już miałeś następnego chłopaka. To bolało jeszcze bardziej.
Czułem się okropnie, właśnie wtedy chciałem odejść. Zostawić cię, ponieważ nie
mogłem dłużej tego wszystkiego wytrzymać. To jak nóż wbity prosto w serce, a ja
jestem bardzo delikatny, za delikatny. Nie mogłem znieść waszej szczęśliwej
dwójki mimo że nigdy nic nie miałem do Taemina, a wręcz przeciwnie, lubiłem go.
Nawet mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Ale to nadal bolało. Czułem się
zepchnięty na drugi plan. Byłem jak te piąte koło u wozu do niczego
niepotrzebne. Z każdym dniem wiedziałem, że cię tracę. Oddalaliśmy się od
siebie. Ty nic z tym nie robiłeś, a może tego nie widziałeś? Ale właśnie tego
jednego dnia nie wytrzymałem. Podczas oglądania filmu w moim pokoju, nie mogłem
się powstrzymać. Tak bardzo tego pragnąłem, że wszelkie hamulce puściły. Bez
najmniejszego zastanawiania, wbiłem swoje wargi w twoje, całując je
rozpaczliwie. Bałem się, że to będzie ostatni raz, że już się to więcej nie
powtórzy. Badałem każdy najmniejszy skrawek twojego podniebienia, a ty byłeś w ogromnym szoku, że nawet nie mogłeś się poruszyć. Nie odepchnąłeś mnie co dało mi nadzieję, ale
także nie odwzajemniłeś, co sprawiło lekki ból. W końcu się od ciebie oderwałem
ledwo łapiąc oddech, wtedy spojrzałem w twoje oczy. Tego dnia zdałem sobie
sprawę, że wszystko zniszczyłem, że cię straciłem na zawsze. Bez
najmniejszego zastanowienia wstałeś, wychodząc trzasnąłeś drzwiami. Wtedy
właśnie widziałem cię po raz ostatni. Moje serce pękło. Zostało w brutalny
sposób wyciągnięte i podeptane. Było mi tak źle, że zacząłem szlochać, szamotać
się aby dać upust temu wszystkiemu co siedziało we mnie. Na marne, nic nie
opisywało tego wszechogarniającego bólu, który został po tobie. Myślałem że
jak wyjadę, zapomnę. Że zakocham się na nowo i będzie wszystko w porządku.
Myliłem się, było jeszcze gorzej. Tęskniłem, kochałem jeszcze mocniej, miałem
obsesję na twoim punkcie. Wszędzie cię widziałem, każda osoba mi ciebie
przypominała w małym stopniu. Nie mogłem być szczęśliwy skoro ciągle miałem
twoją twarz przed oczami. Zasypiając przeglądałem nasze wspólne zdjęcia,
budziłem się z krzykiem prosząc o to abyś wrócił. Nawet kiedy sobie kogoś
znalazłem, nie mogłem wymazać sobie ciebie z pamięci. Zawsze dochodziłem z twoim
imieniem na ustach. Ze mną było źle, ale nie starałem się tego zmienić. Nie
miałem na to siły. Ile się nie starałem
było jeszcze gorzej, więc po co miałem cokolwiek z tym robić? W końcu odpuściłem
wszelakie pocieszenie ze strony innych. Nikt nie mógł mi ciebie zastąpić.
Postanowiłem wrócić. Po to, aby móc znowu cię zobaczyć. Mimo że minęło trochę czasu
odkąd się widzieliśmy, mi to nie przeszkadzało. Pewnego dnia spotkałem cię. Nic
się nie zmieniłeś, a nawet mógłbym powiedzieć, że jesteś jeszcze bardziej
przystojny niż wcześniej. Ty chyba mnie nie poznałeś, bo przeszedłeś koło mnie obojętnie. A może poznałeś, a
udawałeś że nie znasz? Sam nie wiem. Kiedy tylko cię ujrzałem poczułem dziwne
łaskotanie w brzuchu, a serce przyspieszyło swoje bicie. Miałem ochotę podejść,
przytulić, przeprosić. Jedynie na co było mnie stać to wpatrywanie się w
twoją oddalającą sylwetkę. Nie byłem wstanie zrobić jakiegokolwiek ruchu,
ciało było sparaliżowane. W końcu oprzytomniałem. Nie czekając dłużej
zawołałem cię. Krzyknąłem nie zwracając uwagi na ludzi, nie zważałem na nic. Chciałem
abyś mnie dostrzegł. Odwróciłeś się, wpatrywałeś z dziwnym wyrazem konsternacji.
Jonghyun przecież to ja Kibum! Pomyślałem w tamtej chwili lecz to nie
powstrzymało mnie od podejścia do ciebie. Nie myślałem co robię, działałem pod
wpływem impulsu. Przytuliłem cię mocno. Nie byłem wstanie oderwać się
od ciebie. Byłeś taki cieplutki. Patrzyłeś zszokowany na to co się działo, w
końcu mnie od siebie odepchnąłeś, by przyjrzeć mi się bliżej. Kolejne
zaskoczenie wymalowało się na twojej twarzy, kiedy jeździłeś opuszkami palców po moich policzkach. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że może wreszcie
będzie dobrze. Wreszcie będę mógł cię mieć dla siebie, lecz nadzieja to
najgorsze co może spotkać człowieka. Niestety w szybkim tempie się ode mnie
oderwałeś, zostawiłeś samego bez żadnego słowa. Nie wiedziałem co wtedy zrobić.
Pójść za tobą? Zostawić cię w spokoju? Mimo wszystko dałem ci wtedy odejść aby
później zrobić kolejną głupotę. Stałem pod twoim domem czekając aż wrócisz, chciałem z tobą porozmawiać, wszystko sobie wyjaśnić. W końcu cię dostrzegłem, szedłeś za rękę z jakimś chłopakiem, którego wcześniej nie znałem lecz kojarzyłem z
widzenia. Choi Minho. Znów wszystko stracone. Znowu to samo. Cały zapał,
wszystkie chęci wyparowały lecz wiedziałem, że tak łatwo nie mogę się poddać. Nie tym razem kiedy pozwoliłem ci odejść. Zbyt wiele przeszedłem by teraz móc się wycofać. Podszedłem do was patrząc to na wasze splecione ręce, to na ciebie. Uśmiechnąłem się krzywo, nie chciałem ci pokazać jak w tej chwili się czułem. Lecz ty znasz mnie o wiele lepiej niż sądziłem. Puściłeś chłopaka by podejść do mnie bliżej. To co od ciebie usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Myślałeś że czułem się źle? Po tym było tragicznie. Każde słowo bolało, otwierało nową ranę, której nikt nigdy nie wygoi. Nadal patrzyłem na ciebie hardo, chociaż tak bardzo miałem ochotę uciec, zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie zrobiłem nic. Stałem mierząc się z tobą tym swoim wzrokiem. Nie wierzyłem w to. Nie chciałem wierzyć, że nic do mnie nie czujesz. To było niemożliwe. Wmawiałem sobie, lecz kiedy tylko znów podszedłeś do bruneta zrozumiałem, że wszystko skończone. A może nawet nie zaczęte? Przecież nic między nami nie było i nigdy nie będzie. Może gdybym więcej się starał, a nie jak ta ostatnia ofiara losu patrzyła jak zabierają mi cię sprzed nosa, coś by to zmieniło? Mimo że już wszelkie chęci i bojowe nastawienie do działania wyparowało, pozostało mi jedno. Nadzieja, która nie opuszcza
mnie aż do dzisiaj. Nadal się łudzę, że pewnego dnia przyjdziesz do mnie. Nie do kogoś innego tylko do mnie, mówiąc te dwa magiczne słowa, które wyleczą moje złamane serce. Jak na razie czekałem, czekam i będę czekać nadal, tak długo aż śmierć po mnie nie przyjdzie. Ale kto wie? Może i wtedy będę to robić?
Kim Kibum."
Ostatni raz zerknął na kartkę papieru na którą przelał wszystko, co ciążyło na jego duszy. Doskonale znał jego odbiorę, zagryzł wargę otwierając skrzynkę. Przejechał jeszcze raz kciukiem po różowo białej kopercie wzdychając ciężko.
-Teraz mogę odejść, nic mnie już tu nie trzyma, jestem wolny, chociaż nadzieja pozostaje nadal - szepnął pod nosem wrzucając list. Kiedy papier wyślizgnął mu się z palców lądując na dnie, odwrócił się rzucając okiem na dobrze znany mu dom. Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa.

O takie typy nieszczęśliwej miłości lubię <3 Ah, nie lubię JongKey jako pary, ale w takim wydaniu (mimo że smutnym) podobało mi się <3 Zauważyłam jednak, że w dłuższych zdaniach złożonych niekiedy nie robisz przecinków. Nie ma na to jakiejś zasady (chyba ;P), ale trzeba po prostu myśleć logicznie. Czy na jednym wydechu powiesz tratatatatatatatatatatatatatatatatatatata, czy wolisz tratatata,tatatata,tatatatata? Chociażby w ostatnim zdaniu: "Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa" - dla mnie tak to powinno brzmieć. Aish, te przecinki, czasem jest ich za dużo, czasem za mało, a przestanki są tak ważne w czytaniu... Sama na wypracowaniach szkolnych mam ich co najmniej dwa za dużo czy za mało ;)
OdpowiedzUsuń