sobota, 27 grudnia 2014

Pain the way to happiness.



One shot napisany przeze mnie i Minniego. Pierwszy raz coś takiego dodajemy. Mamy nadzieję, że wam się spodoba i przypadnie do gustu. Przepraszamy za błędy. Niestety rozdział nie jest w pełni sprawdzony, gdy znajdę trochę czasu to to zrobię. Miłego czytania :) 


~*~
       

          Miłość, a zakochanie. To jest w tym jakaś różnica? Oczywiście, że tak. Doświadczyłem tego na własnym przykładzie. Miłość to coś wspaniałego, coś co może doświadczyć każdy kto chce poczuć ten smak. Czuję ją za każdym razem kiedy patrzę na ciebie. Każdy twój najmniejszy uśmiech sprawia, że mam nogi jak z waty, a umysł ma ochotę gdzieś odlecieć. Każde twoje subtelne oblizanie warg, działa na mnie odurzająco. Gorąco rozlewa się po całym moim ciele, a serce przyspiesza swoje bicie. Dreszcze przechodzą jak stado mrówek, kiedy tylko dostrzegam twoje spojrzenie na mojej osobie. To uzależniające. Robię wszystko, aby czerpać jak najwięcej, tyle ile tylko się da. Jakiekolwiek słowo, które wypowiadasz do mnie powoduje stado rozszalałych motyli. Każdy twój najmniejszy, przypadkowy dotyk na mojej skórze ujawnia te dobrze znane, czerwone wypieki na twarzy. Z każdym dniem przekonuję się, że kocham cię coraz bardziej, coraz mocniej. Właśnie przez ciebie się rozpadam. Moje serce się łamie, kruszy na malutkie kawałeczki. Mówię, że wszystko jest w porządku, nic się złego nie dzieje. To nic takiego, wytrzymam. Mydlę sobie oczy za każdym razem kiedy wiem gdzie jesteś, z kim przebywasz. Wmawiam to sobie od dłuższego czasu myśląc, że od tego będzie mi lepiej. Że moje uczucie się zmniejszy, minie, że pewnego dnia obudzę się zapominając o wszystkim co się stało. I znów będę mógł być twoim przyjacielem, prawdziwym który nie będzie zazdrosny, nie będzie musiał udawać że wszystko jest okej. Tak będzie naprawdę. Ale tak się nie da, z każdym dniem jest gorzej. Ból uderza ze zdwojoną siłą. Jestem silny, dam radę. Kompletna bzdura. Nigdy nie słyszałem większego kłamstwa, ale cieszę się że chociaż ty tak uważasz. Prawda niestety jest inna. Każde twoje zmartwione spojrzenie odwzajemniam uśmiechem. Co z tego, że jest on wymuszony? To bez różnicy, nie chcę abyś pomyślał, że sobie nie radę. Przecież mamy siebie, to powinno wystarczyć, prawda? Zagryzam wargę. Kolejne twoje palące spojrzenie, powoli mnie przytłacza. Dostrzegam, że pytająco unosisz brew patrząc na mnie w ten dobrze znany sposób. Po co pytasz skoro znasz całą prawdę?


~*~


           Na jednym łóżku leży dwoje przytulonych do siebie chłopaków. Cieszą się ze swojej obecności, która sprawia im przyjemność. Nie rozmawiają. Po co skoro rozumieją się bez słów? Właśnie dzisiaj ich spokój zakłócił wpadający do pokoju blondyn. Widząc swojego najlepszego przyjaciela w objęciach innego, łzy stanęły mu w oczach. To on pragnął być na miejscu bruneta, którego tulił Key. Nie mógł znieść tego palącego w oczy widoku. Słone łzy popłynęły po jego lekko rumianej twarzy. Czuł się zraniony, odtrącony. Zdezorientowanie jego hyunga obiło się o jego oczy. 
-Taemin? - spytał niepewnie Kibum widząc w jakim stanie jest chłopak. 
Kompletnie nie rozumiał zachowania młodszego, ale kiedy widział łzy w tych brązowych oczkach i smutek na tej uroczej twarzyczce, serce mu się krajało. Blond włosy nie reagował. Patrzył jak zahipnotyzowany nie mogąc oderwać od nich wzroku. Nawet nie zauważył jak jego przyjaciel stanął obok niego. 
-Taemin... - złapał go delikatnie za ramię bojąc się, że może zrobić mu krzywdę. Nastolatek drgnął, a słona ciecz szybciej spływała po jego policzkach. Odsunął się od niego.
-Wszystko w porządku hyung. Kocham Cię, ale to nic. To minie. Nie przejmuj się mną. Przejdzie mi, po prostu bądź szczęśliwy - szepnął niemalże bezgłośnie, tak cicho że nawet Kibum miał lekki problem ze zrozumieniem. Lecz przekaz był jasny i wyraźny. Zakochał się, właśnie w nim. Jego najlepszy przyjaciel, jego uroczy synek go kochał, nie jak dziecko ummę lecz jak chłopak, chłopaka. Kiedy tylko dotarły do niego jego słowa, otworzył buzię z wrażenia, a jego ciało zesztywniało. Stał w szoku wyznaniem młodszego, kiedy chciał coś powiedzieć, chłopak wyszedł. 



~*~ 


          Spuściłem wzrok przypominając sobie tamte zdarzenie, które wywołało burzę sprzecznych, negatywnych emocji. I co naprawdę wtedy sądziłeś, że rzuci się na ciebie wyznając miłość? To nie jakieś tanie romansidło, w którym wszystko kończy się dobrze, a dwójka głównych bohaterów na końcu będzie ze sobą, kochając się na zabój. Niestety życie zawsze wszystko komplikuje. Podnoszę swój wzrok by zawiesić go na waszych splecionych dłoniach. To boli, ale wiem, że nic z tym nie mogę zrobić. Muszę zapomnieć. Po prostu muszę, tak będzie lepiej dla mnie, ale także i dla ciebie. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mnie od siebie nie odtrąciłeś, że nadal jesteś. Nadal możemy być przyjaciółmi. Mimo że chciałbym czegoś zupełnie innego, to jak na razie mi to wystarcza. Chyba. Wasze uśmiechnięte twarze, niewinne pocałunki, które sobie dajecie.. 
Czuję jak wbijacie mi małe drobne szpilki w serce, ale nie martwcie się daje sobie radę. Chyba...
No właśnie... CHYBA. Sam już nie wiem w co wierzyć. Czy jest sens nadal się okłamywać. Ale cieszę się hyung, że chociaż ty jesteś szczęśliwy, tyle mi starczy. Przymykam oczy. No i kogo ty próbujesz oszukać? Nawet sam siebie nie potrafisz. 
-Taemin? - głos z oddali pokoju wyrywa mnie z chwilowego otumanienia.
Patrzę na Minho przyklejając do twarzy uśmiech. Sztuczny, bo sztuczny, ale zawsze uśmiech, nie?
-Tak? - rzuciłem od niechcenia.
-Możemy porozmawiać? - spytał łapiąc mnie za rękę po czym zaciągnął w stronę przedpokoju  -Co się dzieje Minnie? Widzę, że coś jest nie tak...
-Nic się nie dzieje... nic nie widzisz - spojrzałem prosto w jego oczy... i to był błąd.
-Widzę to w twoich oczach... mnie nie oszukasz... - podszedł bliżej.
Nie mam już sił... nie potrafię dalej udawać... to wszystko mnie przerosło...
-Gówno widzisz! Gówno wiesz! Zostaw mnie! - krzyczałem starając się pohamować łzy, lecz one mnie nie słuchały...
Słone krople spływały po moich policzkach.
-Spokojnie Taeminnie - Minho starał się mnie uspokoić podchodząc coraz bliżej
-Zostaw mnie! Wyjdź! Odejdź! - starałem się go wyminąć, na marne...
Silne ramiona zgarnęły mnie do siebie, a jego duże dłonie gładziły uspokajająco po plecach.
-Zostaw mnie... - mówiłem już nie będąc tak pewny swoich słów.
Poczułem jak tracę grunt pod nogami, objąłem go rękoma za szyję i wtuliłem się w niego. Zaniósł mnie do mojego pokoju i położył na łóżku. Chciał iść, ale nie pozwoliłem mu na to. Złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie. Gdy leżał obok mnie czułem się tak... bezpiecznie. Wtuliłem się w niego chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
-Będzie dobrze Minnie.
Poczułem dziwne uczucie w brzuchu gdy wypowiedział te słowa wprost do mojego ucha.
-Skąd możesz to wiedzieć? - podniosłem głowę mówiąc przez łzy - Nawet nie wiesz o co chodzi.. - mruknąłem powracając do swojej poprzedniej pozycji.
-Tak się składa, że wiem. Byłem tam Taemin. Wszystko słyszałem. Proszę, nie płacz. On nie jest tego wart. Nie zasługuje na to, aby tak piękne oczy płakały przez niego - chwycił moją twarz w dłonie i pocałunkami ścierał łzy - Taemin...
Spojrzałem głęboko w jego czarne oczy... były śliczne.
-Tak? - odparłem cicho jakby bojąc się swojego głosu.
-Dlaczego szukasz miłości daleko, skoro masz ją na wyciągnięcie ręki?
Nie rozumiałem jego słów. Wyciągnąłem rękę i dotknąłem jego klatki. O co mu chodziło?
-Minho o co ci... - nie dane mi było dokończyć.
Poczułem jego miękkie usta na swoich. Całował delikatnie, jakby bał się, że zaraz ucieknę lub, że mnie skrzywdzi. Już zrozumiałem. Odwzajemniłem jego pocałunek, niepewnie go pogłębiając. Całowaliśmy się przez chwilę, bardzo namiętnie lecz nadal delikatnie. Odsunąłem się do niego spoglądając w oczy. Czułem, że na moich policzkach widnieją dorodne rumieńce.
-Właśnie o to Taemin. Kocham Cię. Nie chcę abyś przez niego cierpiał. Zrobię wszystko co mojej mocy żebyś i ty mnie pokochał. Sprawię, że zapomnisz o nim, lecz jednak nie chcę, abyś wymuszał to uczucie. Chce dać ci szczęście i wszystko czego pragniesz. Chcę żebyś był moją księżniczką.
-Minho. Obiecaj mi, że mnie nie zostawisz..
-Obiecuję. Co byłby ze mnie za książę, który zostawiłby swoją księżniczkę samą? - stwierdził i uśmiechnął się czule składając na moich ustach kolejny, tego dnia pocałunek, odważniejszy pocałunek. Położyłem się obok i wtuliłem w niego. Wiedziałem, że teraz będę szczęśliwy. Ból po Key nie zniknie z dnia na dzień. Pewnie pozostanie jeszcze długo, ale przy Minho czuję się bezpieczny i kochany. Mam nadzieję, że tak już zostanie. Tak długo dopóki śmierć nas nie rozdzieli...

~Minnie & Bummie  <3

środa, 24 grudnia 2014

Zwariowane święta z SHINee.



Z racji tego, że dzisiaj są święta to chciałam wam życzyć Wesołych Świąt i Pijanego Sylwestra! :) A tutaj taki świąteczny one shot ^^ Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Miłego czytania i przepraszam za błędy :).

~*~

 -Kibum pośpiesz się, nie mamy całego dnia! – Jonghyun westchnął ponaglając swojego przyjaciela.
-Ale ja nie wiem czy to mu się będzie podobać – wydął usta  - Ty miałeś prościej, bo cokolwiek byś młodemu nie kupił, to jemu się spodoba.
-Minho też się spodoba – przerwał mu w pół zdania chcąc zakończyć te zakupy, bo trwają o wiele za długo niż by chciał.
-Tak myślisz? – zerknął jeszcze raz na dużego, zielonego pluszaka w kształcie żaby, po czym spojrzał na zniecierpliwionego już Jjonga – Nie rób takiej miny Dino, bo ci tak zostanie – wytknął mu język.
-Minho na pewno będzie szczęśliwy, że cokolwiek od ciebie dostanie – uśmiechnął się wrednie przez co od razu oberwał w tył głowy od szatyna.
-To był tylko jeden, jedyny raz! – pisnął zirytowany zabierając pluszaka i poszedł z nim do kasy – Są święta, a ty jak zwykle jesteś dla mnie nie miły – fuknął niezadowolony.
-Ale Bummie, przecież ja cię kocham, to się nie liczy? – Jonghyun uniósł brwi w wielkim zdumieniu słysząc takie coś od swojego towarzysza.  Key odwrócił głowę w jego stronę posyłając piorunujące spojrzenie. Nic się nie odzywając zapłacił za zabawkę biorąc swój pakunek, wyszedł z tego nieszczęsnego sklepu.
-Oj zamknij się parszywa jaszczurko, lepiej powiedz co zamierzasz kupić temu kurczakowi – ściągnął brwi uśmiechając się perfidnie, kiedy widział zdezorientowanie na twarzy bruneta.
-To jemu też trzeba coś kupić? – otworzył buzię ze zdziwienia nie mogąc uwierzyć w słowa Key – Sądziłem, że kurczak w lodówce mu wystarczy.
-Głupek, czy ty byś chciał takie coś dostać pod choinkę? – spytał go z wyrzutem w głosie.
-Jakby było jadalne, a ktoś nie chciał mnie otruć tak jak ostatnio…
-To nie było specjalnie! Skąd mogłem wiedzieć, że Taemin będzie chciał pomóc i zamiast proszku do pieczenia wsypie proszek na przeczyszczenie? - wywrócił oczyma jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie - Oj nie marudź, ty zrzędliwy dinozaurze - bez większych ogródek chwycił rękę starszego ciągnąc w stronę następnego sklepu.


~*~

 -Wróciiiiiiiiliśmyy! – krzyknął Kibum na przywitanie.
-Moje nooooogi, nigdy więcej! Słyszysz?! NIGDY WIĘCEJ NIE IDĘ Z TOBĄ NA ZAKUPY! – warknął i bez żadnego rozbierania rzucił się na kanapę  – O jak dobrzeee..
-Gdybyś mi pomógł, a nie grzał podłogi być może potrwałoby to o wiele krócej – prychnął na Jonghyuna zdejmując kurtkę, później buty - Radzę ci to ściągnąć, nie będę po tobie sprzątał - ofuknął go, po czym poszedł do swojego pokoju szukając tego przerośniętego żaboluda.
-Nie będę po tobie sprzątał - zaczął go przedrzeźniać rozbierając się z kurtki i butów. Rozłożył się ponownie w takiej samej pozycji co wcześniej. 
-Jonghyun hyung! Co mi kupiłeś?! Co kupiłeś? Co kupiłeś? Coooooo kupiłeeeeeś?! – Taemin wykrzyczał uradowany wbiegając na plecy starszego i zaczął po nim skakać, nie zważając  na to, że jest za ciężki bądź jego chłopak może być zmęczony.
-Młody spokojnie, miażdżysz mi kręgosłup – fuknął  – Taeminnie! – Pisnął kiedy nastolatek usiadł na jego pośladkach i zaczął łaskotać.
-Co mi kupiłeś? – spytał ponownie ponawiając swoje tortury, by tylko brunet zdradził szczegóły jego prezentu.
-Tae… Taemin.. prze…przestań… do cho…cholery – wykrztusił dławiąc się śmiechem.
-A wtedy mi powiesz? – uśmiechnął się uroczo robiąc maślane oczka nadal przejeżdżając opuszkami swoich palców po bokach chłopaka.
-Taem…Taemin…Proszęęęęę.
-No coś za coś hyung. To powiesz? – ponaglił pytanie.
-Dobr..dobra… sko..skoooończ – wysapał ciężko dysząc z wypiekami na twarzy.
-To słucham – wyszczerzył się zagryzając swoją dolną wargę.
-No tooo – zaczął po czym uśmiechnął się zadziornie zrzucając nastolatka ze swoich pleców – Przykro mi Minnie, jak ci powiem nie będziesz miał niespodzianki – wstał z kanapy, po czym pomógł mu wstać.
-Jjongi hyung… obiecałeś – pociągnął nieudolnie noskiem robiąc przy tym smutną minę.
-Skarbie, spójrz na mnie – uniósł jego podbródek – Chcesz wiedzieć już teraz co ci kupiłem czy wolisz mieć niespodziankę jak pozostali? Chyba o to w tym chodzi, nie uważasz? No już, nie smuć się – ucałował delikatnie jego usta.
-Dobrze – uśmiechnął się leciutko wtulając w jego ciepłą klatkę piersiową – Kocham Cię, wiesz?
-Ja ciebie też Taeminnie – cmoknął czubek jego głowy tuląc go do siebie, jakby w swoich ramionach trzymał cały swój świat.
-Koniec tych czułości, idziemy jeść! – zarządził Kibum wchodząc za rękę ze swoim chłopakiem – No co tak patrzycie? Już, już – klasnął w dłonie rozglądając się po pomieszczeniu – gdzie Onew?
-Jak zawsze musisz wszystko zepsuć kretynie – warknął niezadowolony Jonghyun.
-Spokojnie Jongi, umma jest zbyt nadopiekuńczy – zaśmiał się melodyjnie Taemin – To wy nic nie wiecie? W tym roku Jinki hyung przygotowuje kolacje wigilijną.
Key wraz z Jonghyunem spojrzeli po sobie przerażeni i cali bladzi poszli do kuchni z której unosił się nie mały smród.
-Hyung? Żyjesz? – spytali krztusząc się od tych zapachów.
-Czy ja nie mówiłem komuś, że macie tu jak na razie nie wchodzić?! – ofuknął ich odwracając się do nich przodem.
-Jinki…jesteś trochę jakby…. – zaczął brunet lecz szatyn mu w szybkim tempie przerwał.
-Jesteś cały ujebany – rzucił po czym przejechał wzrokiem po pomieszczeniu – COŚ TY ZROBIŁ Z MOJĄ KOCHANĄ KUCHNIĄ?! – pisnął przerażony łapiąc się za głowę – WYGLĄDA TUTAJ JAK W JAKIEJŚ CHLEWNI! BĄDŹ CO GORSZA, JAKBY PRZESZŁO STADO ORANGUTANÓW! - mówiąc to ostatnie zdanie zerknął na Jjonga, na co ten zgromił go wzrokiem.
-Spokojnie kociaku, mam wszystko pod kontrolą – uśmiechnął się dumnie wypychając pierś do przodu – A to – wskazał na brudne talerze i tym podobne – To się wszystko zaraz ogarnie.
-Ty…ty…..TYYYYY! – zaczął lecz został w szybkim tempie wypchany zza drzwi, tak samo jak wściekły dinozaur.
-Minho, widziałeś ty to?! Widziałeś co tam się dzieje?! – Kibum spojrzał zrozpaczony na swojego chłopaka.
-Tak, ale..
-WIEDZIAŁEŚ I NAWET DO MNIE NIE ZADZWONIŁEŚ?! – ryknął na cały dorm wyrzucając ręce w dezaprobacie.
-Kotku spokojnie… Nie chciałem ci zawracać głowy, a Onew hyung twierdził, że sobie poradzi – uśmiechnął się podchodząc do rozwścieczonego chłopaka, zgarniając w swoje ramiona.
-To nic nie zmienia – zaczął się szarpać, lecz Minho był o wiele silniejszy -Puść mnie - syknął.
-Nie.
-Minhoo.... puszczaj - rozkazał i zrobił kolejną próbę wyszarpania się.
-Nie i pogódź się z tym faktem - zaśmiał się widząc jego naburmuszoną minę - Złość piękności szkodzi kochanie.
-Trudno... - westchnął poddając się - Przepraszam - mruknął.
-Co? Ty mnie przeprosiłeś czy tylko się przesłyszałem? - spojrzał na chłopaka w zdumieniu.
-Nie, nie przesłyszałeś się - fuknął urażony, że musiał się do tego przyznać.
-O rety, mój kotek jest taki uroczy - zaśmiał się, całując szatyna w policzek, na co on prychnął rozzłoszczony, ale także lekko rozbawiony. 
-I to nam mówicie abyśmy się ogarnęli - Jonghyun pokręcił głową w dezaprobacie, oglądając obrazek dwójki swoich przyjaciół. 
-Zamknij się poczwaro - Key wytknął mu język jeżdżąc dłońmi po plecach swojej żabki. 
-Pfff - prychnął po czym objął Taemina w pasie. 
-GOTOOOOOOWE! - krzyknął Jinki z kuchni. 

~*~

Wszyscy siedzieli w jednym salonie, przy rozpalonym kominku. W powietrzu unosiła się miła atmosfera, magia świąt.
-Jinki, muszę przyznać jestem pod wrażeniem twoich zdolności kulinarnych - stwierdził Key kręcąc głową z podziwem. 
-Szczerze? Ja też - zaśmiał się Dubu biorąc pierwszy prezent do ręki - To dla mnie? 
-Taaak otwórz - uśmiechnął się Minnie rozsiadając się wygodnie między nogami Jjonga. 
-Serio? - zaczął się śmiać, uniósł w górę koszulkę z napisem "I love chicken" - Dziękuję wam jest świetna, ale skąd wiedzieliście? - wyszczerzył się. 
-No nie wiem, przeczucie? - Jonghyun wzruszył ramionami podając Key prezent - To ode mnie. 
Chłopak przymrużył oczy spoglądając to na pakunek, to na Dino podejrzliwie. 
-Nic mnie nie zabije? Nie będę miał od tego zawału? - spytał niepewnie oglądając nierozpakowany prezent. 
-Otwórz to się dowiesz - wywrócił oczami na zachowanie swojego przyjaciela 
Młodszy Kim niepewnie rozerwał niepotrzebny papier, po czym zerknął do środka doznając lekkiego szoku.
-Kupony zniżkowe? I to do mojego ulubionego sklepu? Jej..Jonghyun dziękuję - uśmiechnął się zadowolony - Zobacz prezent ode mnie. 
Jjong od raz porwał w ręce kwadratowe pudełko po czym wybałuszył oczy i spłonął ogromnym rumieńcem z zażenowania. 
-Kibuuuuum! - fuknął - Żartujesz sobie?! Kulki analne?! Ty wredny, okropny, bezczelny kocie!
-Ooooo Jongi mogę to dzisiaj wypróbować? Czyli mój prezent też ci się przyda - wyszczerzył się Taemin podając mu swój. 
Jonghyun otworzył buzię z wrażenia z powodu takiej nagłej bezpośredniości swojego chłopaka. Zajrzał do środka pudełka widząc całą paczkę durex i żel intymny. Przeniósł wzrok na siedzącego przed nim Minniego. 
-Nie podoba ci się prezent hyung? - wydął usta smutniejąc. 
-Nie... ale zdziwiłeś mnie - wykrztusił wychodząc z chwilowego szoku. 
-Zawsze mówisz, że jesteś niewystarczająco nawilżony żeby - w szybkim tempie mu przerwał przytykając dłoń do jego buzi. 
-Nie musisz się tym wszystkim chwalić, skarbie - stwierdził po czym zabrał swoją rękę - Lepiej zobacz co dostałeś ode mnie. 
Młody Lee od razu dorwał się do prezentu ciesząc się jak małe dziecko
-Ojejj Jjongi dziękuję, dziękuję! Śliczny zegarek i mleko bananowe dziękuję! Jesteś taki kochany - złożył delikatny pocałunek na ustach swojego chłopaka. 
W tym samym czasie Minho uśmiechnięty od ucha do ucha tulił do siebie wielką zieloną żabę, jakby to był jego największy skarb, który dostał. 
-Dlaczego to pudełko ma dziury? - spytał zdziwiony szatyn przypatrując się uważnie pakunkowi, który zaczął się ruszać. Ściągnął z niego górną pokrywkę zamierając. - Naprawdę?! Kochanie dziękuję, dziękuję, dziękuuuuję! - piszcząc wziął małą futrzaną kulkę na ręce, piesek na to uroczo zaszczekał liżąc Kibuma po twarzy - Jak się wabi? 
-Sam wymyśl - uśmiechnął się rozczulony na ten widok. 
-Może być Kkomdae? - wyszczerzył się głaskając swojego nowego pupilka po brzuszku. 
-Co takie ciężkie, nie lepiej Coco? - rzucił Jonghyun podchodząc bliżej do szczeniaczka. 
Key ze zrozumieniem pokiwał głową.
-Coco, ładnie - spojrzał na każdego z osobna - Poznajcie wszyscy Coco, zobacz to twój tatuś - wskazał palcem na śmiejącego się lekko Minho, a piesek zaczął radośnie machać ogonkiem. 
-Śnieg! Patrzcie śnieg pada! - zakrzyknął Taemin, który przykleił się nagle do okna ciesząc się z tak małego, błahego szczegółu. 
Wszyscy podnieśli się podchodząc do młodego z uśmiechami na mordkach. Te święta są wyjątkowe, bo mogli je spędzić w swoim własnym gronie, tworząc jedną wielką, szczęśliwą,  rodzinę. Mimo że nie było z nimi ich własnych bliskich, im to nie przeszkadzało. Mięli siebie nawzajem i tyle im wystarczało.

~Bummie

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Love still goes on.



Znalazłam coś co kiedyś napisałam. Aż ciężko mi się do tego przyznać, ale mimo wszystko dodam to ^^ One shot nie sprawdzany. 

~*~

"Jongi znamy się już tak długo, tyle długich lat. Przyjaźnimy się od niepamiętnych czasów. Tak bardzo się cieszę, że jesteś przy mnie, że zawsze mogę na tobie polegać. To wiele mi daje. Kiedy tylko dowiedziałem się, że z Onew tworzycie parę, moje życie nagle legło w gruzach. Nie mogłem opanować swojego płaczu, łez płynących z moich oczu, kiedy tylko pomyślałem, że cię straciłem. Nie rozumiałem swojego zachowania, przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Moje zachowanie jest zdecydowanie nie na miejscu. Uspokoiłem się, pogodziłem z tą myślą. Było dobrze, wszystko układało się w jak najlepszym porządku. Tamta nieprzyjemna sytuacja już się nie powtórzyła, przynajmniej nie w moim przypadku. Kiedy tylko zerwaliście, byłem szczęśliwy jak nikt inny. Nie mogłem powstrzymać radosnego uśmiechu pchającego się na moją twarz, kiedy tylko pomyślałem, że jesteś wolny. Że znowu będzie jak dawniej, znów będziemy spędzać tyle czasu co wcześniej. Nie powinienem tak zareagować. Powinienem ci współczuć, powinno mi być  przykro, ale dlaczego miałbym kłamać? Nigdy go nie lubiłem wraz ze wzajemnością. Nie byliśmy przyjaciółmi i nigdy nimi nie będziemy, a ty doskonale o tym wiedziałeś. Chyba nie powinieneś się dziwić? Prawda? Wszystko wreszcie układa się tak jak powinno. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi co wcześniej spędzając każdą wolną chwilę z sobą. Aż pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że już dłużej nie mogę cię tak traktować. Ponieważ od dawna nim nie jesteś, jesteś kimś o wiele więcej. Wreszcie zaczynałem rozumieć, cała prawda zaczęła do mnie docierać ze zdwojoną siłą. Zakochałem się w tobie. W swoim najlepszym przyjacielu. Bałem się. Tak bardzo, że cię przez to stracę. Potrzebowałem cię jak nikogo innego, chciałem spędzać z tobą każdą wolną chwilę, być przy tobie cały czas. Przytulać, całować, pocieszać gdy masz zły humor. Tak bardzo chciałem żebyś też to odwzajemnił. Byłbym wtedy najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Ale życie nie jest takie kolorowe. Ma dla nas wiele niespodzianek. Po zakończeniu swojego krótkiego związku, szybko znalazłeś sobie pocieszenie. Nawet nie zdążyłem zareagować, kiedy już miałeś następnego chłopaka. To bolało jeszcze bardziej. Czułem się okropnie, właśnie wtedy chciałem odejść. Zostawić cię, ponieważ nie mogłem dłużej tego wszystkiego wytrzymać. To jak nóż wbity prosto w serce, a ja jestem bardzo delikatny, za delikatny. Nie mogłem znieść waszej szczęśliwej dwójki mimo że nigdy nic nie miałem do Taemina, a wręcz przeciwnie, lubiłem go. Nawet mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy. Ale to nadal bolało. Czułem się zepchnięty na drugi plan. Byłem jak te piąte koło u wozu do niczego niepotrzebne. Z każdym dniem wiedziałem, że cię tracę. Oddalaliśmy się od siebie. Ty nic z tym nie robiłeś, a może tego nie widziałeś? Ale właśnie tego jednego dnia nie wytrzymałem. Podczas oglądania filmu w moim pokoju, nie mogłem się powstrzymać. Tak bardzo tego pragnąłem, że wszelkie hamulce puściły. Bez najmniejszego zastanawiania, wbiłem swoje wargi w twoje, całując je rozpaczliwie. Bałem się, że to będzie ostatni raz, że już się to więcej nie powtórzy. Badałem każdy najmniejszy skrawek twojego podniebienia, a ty byłeś w ogromnym szoku, że nawet nie mogłeś się poruszyć. Nie odepchnąłeś mnie co dało mi nadzieję, ale także nie odwzajemniłeś, co sprawiło lekki ból. W końcu się od ciebie oderwałem ledwo łapiąc oddech, wtedy spojrzałem w twoje oczy. Tego dnia zdałem sobie sprawę, że wszystko zniszczyłem, że cię straciłem na zawsze. Bez najmniejszego zastanowienia wstałeś, wychodząc trzasnąłeś drzwiami. Wtedy właśnie widziałem cię po raz ostatni. Moje serce pękło. Zostało w brutalny sposób wyciągnięte i podeptane. Było mi tak źle, że zacząłem szlochać, szamotać się aby dać upust temu wszystkiemu co siedziało we mnie. Na marne, nic nie opisywało tego wszechogarniającego bólu, który został po tobie. Myślałem że jak wyjadę, zapomnę. Że zakocham się na nowo i będzie wszystko w porządku. Myliłem się, było jeszcze gorzej. Tęskniłem, kochałem jeszcze mocniej, miałem obsesję na twoim punkcie. Wszędzie cię widziałem, każda osoba mi ciebie przypominała w małym stopniu. Nie mogłem być szczęśliwy skoro ciągle miałem twoją twarz przed oczami. Zasypiając przeglądałem nasze wspólne zdjęcia, budziłem się z krzykiem prosząc o to abyś wrócił. Nawet kiedy sobie kogoś znalazłem, nie mogłem wymazać sobie ciebie z pamięci. Zawsze dochodziłem z twoim imieniem na ustach. Ze mną było źle, ale nie starałem się tego zmienić. Nie miałem na to siły.  Ile się nie starałem było jeszcze gorzej, więc po co miałem cokolwiek z tym robić? W końcu odpuściłem wszelakie pocieszenie ze strony innych. Nikt nie mógł mi ciebie zastąpić. Postanowiłem wrócić. Po to, aby móc znowu cię zobaczyć. Mimo że minęło trochę czasu odkąd się widzieliśmy, mi to nie przeszkadzało. Pewnego dnia spotkałem cię. Nic się nie zmieniłeś, a nawet mógłbym powiedzieć, że jesteś jeszcze bardziej przystojny niż wcześniej. Ty chyba mnie nie poznałeś, bo przeszedłeś  koło mnie obojętnie. A może poznałeś, a udawałeś że nie znasz? Sam nie wiem. Kiedy tylko cię ujrzałem poczułem dziwne łaskotanie w brzuchu, a serce przyspieszyło swoje bicie. Miałem ochotę podejść, przytulić, przeprosić. Jedynie na co było mnie stać to wpatrywanie się w twoją oddalającą sylwetkę. Nie byłem wstanie zrobić jakiegokolwiek ruchu, ciało było sparaliżowane. W końcu oprzytomniałem. Nie czekając dłużej zawołałem cię. Krzyknąłem nie zwracając uwagi na ludzi, nie zważałem na nic. Chciałem abyś mnie dostrzegł. Odwróciłeś się, wpatrywałeś z dziwnym wyrazem konsternacji. Jonghyun przecież to ja Kibum! Pomyślałem w tamtej chwili lecz to nie powstrzymało mnie od podejścia do ciebie. Nie myślałem co robię, działałem pod wpływem impulsu. Przytuliłem cię mocno. Nie byłem wstanie oderwać się od ciebie. Byłeś taki cieplutki. Patrzyłeś zszokowany na to co się działo, w końcu mnie od siebie odepchnąłeś, by przyjrzeć mi się bliżej. Kolejne zaskoczenie wymalowało się na twojej twarzy, kiedy jeździłeś opuszkami palców po moich policzkach. Uśmiechnąłem się delikatnie czując, że może wreszcie będzie dobrze. Wreszcie będę mógł cię mieć dla siebie, lecz nadzieja to najgorsze co może spotkać człowieka. Niestety w szybkim tempie się ode mnie oderwałeś, zostawiłeś samego bez żadnego słowa. Nie wiedziałem co wtedy zrobić. Pójść za tobą? Zostawić cię w spokoju? Mimo wszystko dałem ci wtedy odejść aby później zrobić kolejną głupotę. Stałem pod twoim domem czekając aż wrócisz, chciałem z tobą porozmawiać, wszystko sobie wyjaśnić. W końcu cię dostrzegłem, szedłeś za rękę z jakimś chłopakiem, którego wcześniej nie znałem lecz kojarzyłem z widzenia. Choi Minho. Znów wszystko stracone. Znowu to samo. Cały zapał, wszystkie chęci wyparowały lecz wiedziałem, że tak łatwo nie mogę się poddać. Nie tym razem kiedy pozwoliłem ci odejść. Zbyt wiele przeszedłem by teraz móc się wycofać. Podszedłem do was patrząc to na wasze splecione ręce, to na ciebie. Uśmiechnąłem się krzywo, nie chciałem ci pokazać jak w tej chwili się czułem. Lecz ty znasz mnie o wiele lepiej niż sądziłem. Puściłeś chłopaka by podejść do mnie bliżej. To co od ciebie usłyszałem zwaliło mnie z nóg. Myślałeś że czułem się źle? Po tym było tragicznie. Każde słowo bolało, otwierało nową ranę, której nikt nigdy nie wygoi. Nadal patrzyłem na ciebie hardo, chociaż tak bardzo miałem ochotę uciec, zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie zrobiłem nic. Stałem mierząc się z tobą tym swoim wzrokiem. Nie wierzyłem w to. Nie chciałem wierzyć, że nic do mnie nie czujesz. To było niemożliwe. Wmawiałem sobie, lecz kiedy tylko znów podszedłeś do bruneta zrozumiałem, że wszystko skończone. A może nawet nie zaczęte? Przecież nic między nami nie było i nigdy nie będzie. Może gdybym więcej się starał, a nie jak ta ostatnia ofiara losu patrzyła jak zabierają mi cię sprzed nosa, coś by to zmieniło? Mimo że już wszelkie chęci i bojowe nastawienie do działania wyparowało, pozostało mi jedno. Nadzieja, która nie opuszcza mnie aż do dzisiaj. Nadal się łudzę, że pewnego dnia przyjdziesz do mnie. Nie do kogoś innego tylko do mnie, mówiąc te dwa magiczne słowa, które wyleczą moje złamane serce. Jak na razie czekałem, czekam i będę czekać nadal, tak długo aż śmierć po mnie nie przyjdzie. Ale kto wie? Może i wtedy będę to robić?

Kim Kibum."

Ostatni raz zerknął na kartkę papieru na którą przelał wszystko, co ciążyło na jego duszy. Doskonale znał jego odbiorę, zagryzł wargę otwierając skrzynkę. Przejechał jeszcze raz kciukiem po różowo białej kopercie wzdychając ciężko. 
-Teraz mogę odejść, nic mnie już tu nie trzyma, jestem wolny, chociaż nadzieja pozostaje nadal - szepnął pod nosem wrzucając list. Kiedy papier wyślizgnął mu się z palców lądując na dnie, odwrócił się rzucając okiem na dobrze znany mu dom. Spuszczając wzrok odszedł, zamykając jeden rozdział w swoim życiu, by móc zacząć wszystko od nowa.

sobota, 20 grudnia 2014

Po prostu mnie kochaj.


Krótkie, wiem  ;-; ostatnio nie mam jakoś weny do pisania, ale może przez ten wolny czas się to zmieni ^^ Miłego czytania :)


~*~


"Od czego zacząć? Może od samego początku? Tak myślę, że to dobry pomysł, ale czy ty chcesz o tym wszystkim wiedzieć? Tyle ci problemów sprawiałem. Miałeś tyle nieprzespanych przeze mnie nocy. Tyle zszarpanych nerwów. A przez kogo? Przez takiego kretyna jakim ja jestem. Przepraszam Taemin, przepraszam za wszystko co się do tej pory stało. Byłeś, jesteś dla mnie najważniejszy. Nigdy o tym nie zapominaj. Zależy mi na tobie jak na nikim innym, po prostu to dla mnie trudne. Nadal uczę się na własnych błędach, które popełniam.Widocznie wciąż jestem za młody na prawdziwy związek. Jestem małym gówniarzem, który nie rozumie słów "Kocham Cię". Nie wiem co one znaczą, nikt nie nauczył mnie kochać. Nigdy ci o tym nie opowiadałem, ale wychowywałem się w domu dziecka. Jako maluch straciłem rodziców w wypadku samochodowym, a przynajmniej tak mi to tłumaczono. W tym dużym, szarym pomieszczeniu było okropnie. Tyle dzieci, wszystkie traktowane tak samo. Nikt nie okazywał nikomu miłości. Po co skoro on jest tylko po to abyśmy wszyscy mięli gdzie mieszkać. Żebyśmy nie trafili na ulicę.  Rosłem w domu ograniczonym od wszelakich uczuć, emocji. Kiedy trafiłem do nowej rodziny gdy miałem te swoje 10 lat sądziłem, że może nic nie jest stracone. Jakoś to będzie, wreszcie będę miał szczęśliwą, kochającą rodzinę. Jakim trzeba być optymistą, żeby wierzyć w takie kłamstwa? Tak, ja nim jestem, a może raczej byłem. Myliłem się co do tych ludzi, którzy wzięli mnie po to aby czerpać ze mnie pieniądze. Nigdy nie okazali mi uczucia, nie przyjęli z otwartymi ramionami kiedy tylko przekroczyłem próg domu wracając ze szkoły. Nigdy nie czekał na mnie ciepły obiad, musiałem sam sobie zrobić. Całe dnie ich nie było, albo pracowali albo chodzili po różnych imprezach. Tak bardzo nie chciałem tak żyć. Chciałem aby to się zmieniło lecz nic nie mogłem z tym zrobić. Byłem tylko dzieckiem. Niechcianym, które od samego początku miało pecha. Moi przybrani rodzice nigdy nie zwracali na mnie szczególnej uwagi. Kiedy byłem smutny, chciałem aby ktoś przy mnie był, pokazał, że go to w ogóle obchodzi. Oni jedynie uważali że to taki wiek. Że mi przejdzie wtedy kiedy ja naprawdę potrzebowałem, aby ktoś mnie pocieszył. Nie, nawet nie o to chodziło. Chciałem poczuć się kochany, że komuś na mnie zależy, że nie jestem sam. Tak wiele wymagałem? W taki sposób wyrosłem na zimnego, nieczułego dupka. Nigdy nie interesowały mnie innych uczucia. Zrozumiałem, że skoro nikt nigdy mi ich nie okazał, dlaczego ja miałbym okazać je komuś? W ogóle nawet nie wiedziałem jak miałbym to zrobić.Tak żyłem przez kolejne 10 lat, aż poznałem ciebie. Chodzący ideał. Właśnie wtedy miałem wielką ochotę się zmienić. Pokazać, że mimo wszystko ja potrafię. Że dam radę. Niestety nie jest tak jak bym chciał żeby było. Cokolwiek nie zrobię mam wrażenie że jest źle. Że to cię rani. Nie chcę cię krzywdzić. Staram się ile mogę, Ale... czasami wydaje mi się, że nie jestem w stanie podołać zadaniu. Jesteś taki kochany, delikatny, czuły. Czasami mam wrażenie, że nie zasługuję na ciebie, że powinieneś znaleźć sobie kogoś lepszego, kto okaże ci takie uczucia na jakie zasługujesz. Chociaż. Chcę się nauczyć. Chcę być jak inni, chcę umieć kochać. Mocno, szczerze, bezgranicznie. Teraz już pewnie rozumiesz dlaczego przez cały ten czas się tak zachowywałem i zachowuję nadal. Tak bardzo cię przepraszam. Kocham Cię. Mimo że nie jestem do końca pewien co to oznacza to to powiem. Ponieważ jestem gotowy poświęcić się dla ciebie. Mimo że czeka nas, mnie długa droga jestem gotowy ją przejść. Wszystko dlatego że tak bardzo chcę umieć cię kochać.

Twój Minho"

~Bummie

niedziela, 14 grudnia 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 3.




To ostatni rozdział z jak się okazało 3 części :) Mam wrażenie, że zepsułam to po całej linii, chociaż to mogą być jedynie moje spostrzeżenia. Planowałam to zupełnie inaczej zakończyć, ale wyszło jak wyszło. Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale sądziłam, że w ogóle tego nie uda mi się skończyć. A jednak! ^^ Miłego czytania :)


~*~


Kiedy tylko znalazł się w swoim mieszkaniu nie mógł się uspokoić. Jego ręce nadal trzęsły się jak galareta mimo, że od całego zdarzenia minęły dobre dwie godziny. Jak ten przerośnięty żabolud mógł coś takiego zrobić?  Przecież... przecież... ughh! Nawet w myślach nie mógł spokojnie pomyśleć . Nic racjonalnego nie przychodziło mu do głowy.
-Dlaczego ja w ogóle o nim myślę?! - wywrócił zirytowany oczyma przeprowadzając z sobą krótki monolog co jedynie rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Wziął różowy wazon, który dostał od Jonghyuna na urodziny i roztrzaskał na drobne kawałeczki. Marny pomysł na wyładowanie złości, ale na pewno nie zamierza usiąść i płakać. Nikt nie doprowadzi go do takiego stanu, a zwłaszcza nie Minho. Wziął kilka głębokich wdechów doprowadzając się do porządku dziennego. Przejechał wzrokiem po pokoju oceniając straty. Zagryzł podenerwowany wargę.
-No pięknie ta przerośnięta jaszczurka mnie zabije - pacnął się w czoło przyklękając na podłodze by pozbierać kawałki porcelany. Kiedy trzymał kilka w dłoni zmarszczył brwi intensywnie się nad czymś zastanawiając. Momentalnie wszystko co znajdowało się w jego ręce wyleciało, a Key wstał biorąc po drodze swoją komórkę, która z niewiadomych dla niego powodów leżała na podłodze. Już wiedział co zamierza zrobić i nic go przed tym nie powstrzyma. Niech ten dinozaur pozna gniew Kim Kibuma! Wybrał odpowiedni numer by przyłożyć aparat do ucha i czekać aż ten kretyn z łaski swojej odbierze. Po pierwszym sygnale już usłyszał głos swojego przyjaciela. Nie omieszkając w jakiekolwiek przywitanie się i tym podobne rozpoczął atak.
-Zamorduję Cię! Rozumiesz?! Jesteś chodzącym trupem Jonghyun! Zrobię Ci takie piekło z życia, że pożałujesz że się w ogóle urodziłeś! - fuknął nabuzowany do słuchawki wyobrażając sobie że stoi właśnie przed nim.
-O co ci chodzi Key? - spytał kompletnie nie rozumiejąc nagłego wybuchu ze strony szatyna. No co za debil! Jeszcze ma czelność pytać co się stało?! Prychnął do telefonu po czym warknął nieprzyjemnie.
-Ta twoja randka to jeden wielki niewypał! Kupiłeś już sobie trumnę?! Bo wiedz, że jeszcze dzisiaj do niej trafisz! Czekaj! Nie! Zbyt dobrze byś się miał.. Zapakuję Cię do worka i wrzucę do rwącej rzeki zaraz po tym jak cię zabiję!
-Nie mam trumny i nie zamierzam jej posiadać - westchnął po czym dodał - A więc co się takiego stało, że masz ochotę zrobić mi coś niedobrego?
-Jeszcze się głupio pytasz?! - spytał nie dowierzając w jego głupotę, ale kiedy tak to przemyślał to zdał sobie sprawę, że miał prawo nie wiedzieć.Wzdychając lekko opowiedział o wszystkim co się wydarzyło odkąd wyszedł z tej głupiej kawiarni po próbę samobójczą dla jego osoby.
-Bummie nie gorączkuj się tak, to nie moja wina, Skąd mogłem wiedzieć, że takie coś mu strzeli do głowy? Nie miałem o czym pojęcia. Przysięgam - starał się go jakoś uspokoić lecz to jedynie dolewało oliwy do ognia.
-Twoja! Ty to zorganizowałeś! Tą pieprzoną randkę! Ostatni raz słyszysz?! Ostatni raz wpieprzasz się w moje życie i próbujesz coś w nim zmieniać! - warknął jadowicie do telefonu po czym dodał już bardziej spokojnie - Mam tego dosyć Jonghyun, Skoro mówię, że nie potrzebuję żadnych zmian to to uszanuj.
-Dobra przepraszam może faktycznie nie powinienem cię zmuszać do pójścia na tą randkę, ale naprawdę chciałem dobrze - starał się wytłumaczyć, a Kibum już mógł sobie wyobrazić jak ze zdenerwowania drapie się po karku.
-Wiem Jonghyun, wiem ale - przerwało mu donośne pukanie do drzwi. Zerknął na godzinę, która wskazywała grupo po 23 - Muszę kończyć ktoś okupuje moje drzwi, oczywiście porozmawiamy o tym później żebyś nie myślał, że ci odpuszczę - nie czekając na odpowiedź rozłączył się. Niechętnie otworzył doznając lekkiego, lekkiego? Ogromnego szoku widząc w nich Minho.
-Co tu robisz? Zdajesz sobie sprawę która jest godzina? - spytał z wyrzutem w głosie. Przecież to oczywiste, że nie wiedział.
-Chciałem z tobą porozmawiać, mogę wejść? Dosłownie zajmie to 5 minut, a później.... - zaciął się nie bardzo wiedząc co ma powiedzieć, lecz widząc wzrok Key na swojej osobie dodał - później zniknę i nigdy mnie nie zobaczysz, Obiecuję ci to.
Patrzył na niego w pewnej rozterce kompletnie zbity z jakiegokolwiek tropu. Co on myśli, że przyjdzie i będzie wszystko dobrze? Też coś! Zagryzł wargę marszcząc lekko czoło. Coś mu tu nie pasowało.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? - uniósł jedną brew w górę lustrując chłopaka wzrokiem. Dopiero teraz dostrzegł, że jest przystojny. Nawet bardzo. Ciemne brązowe włosy, duże brązowe oczy, idealne czerwone usta, postawna sylwetka. Był niemalże idealny. Zamrugał kilkakrotnie przyłapując się znów na tym, że myśli o czymś zupełnie nierealnym.
-Powiem, że łatwo nie było, prawie z pół godziny błagałem o to Jonghyuna, ale opłacało się - uśmiechnął się delikatnie robiąc krok w przód. Czując ostrą woń perfum chłopaka lekko zakręciło mu się w głowie. Udając nagłe zirytowanie wywrócił oczami osuwając się kawałek, by wielkolud mógł wejść po czym zamknął za nim drzwi.
-Dobra a tak naprawdę czego chcesz? - westchnął spoglądając mu w oczy.
-Przeprosić. Czuję się źle. Jestem bezmyślny, ale to zdążyłeś pewnie zauważyć - stwierdził powodując lekki uśmiech na twarzy Key.
-Tak jesteś debilem - wzruszył ramionami - Ale nie gniewam się - dodał drapiąc się lekko po głowie widząc jak brunet zrobił kilka kroków w przód stojąc tak blisko niego, że aż musiał wstrzymać oddech. Zrobił kilka kroków w tył, by zrobić między nimi większy dystans. Minho chyba to zauważył, ponieważ powtórzył po nim czynność tym razem robiąc kilka w przód tak długo aż Key nie trafił na ścianę, by mógł go bez problemu przygwoździć.
-Proszę... wybacz mi. Już nigdy cię nie wciągnę na żadną karuzelę. Nigdy nawet tam nie pojedziemy. Obiecuję - nachylił się lekko by móc głęboko spojrzeć w jego kocie oczy.
-Obiecałeś także zniknąć, po tym jak cię wysłucham - wydusił z siebie otumaniony perfumami bruneta, które działały na niego w niekorzystny sposób. Dostrzegł zdziwienie w jego oczach przez nagłą śmiałość Key.
-Mam sobie pójść? - wyczuł w jego głosie, żal? Nie to na pewno jego kolejne urojenia. Z jakiego powodu miałby się tak czuć, to bez sensu. Przygryzł wargę spuszczając wzrok nie będąc w stanie mu w jakikolwiek sposób odpowiedzieć - Dobrze, skoro tego chcesz.. - odsunął się lekko, a Kibum odetchnął. Dokładnie przyglądał się poczynaniom chłopaka starając się ocenić sytuacje. Naprawdę chce odejść? I dobrze przynajmniej nie będzie musiał wyciągać jakiś niepotrzebnych wniosków. Takich jak na przykład, że się zakochał. Kompletna głupota, ale kiedy brunet otworzył drzwi coś w nim drgnęło. Poczuł jakąś taką obawę. Lekkie przerażenie stanęło mu przed oczami widząc jak bez słowa opuszcza jego dom. Serce przyspieszyło swoje bicie. Dreszcze przechodziły po jego ciele jak jedna długa fala, czy właśnie tego chciał? Był pewny że dobrze postąpił. Przynajmniej tak mu się wydawało lecz z każdą kolejną mijającą sekundą miał wątpliwości. W końcu przestał stać jak ten ostatni słup soli i wybiegł za nim. Widział jedynie ciemność oraz wielką pustkę. Ślad po brunecie jakby zaginął. Łzy zebrały mu się w oczach, po czym spłynęły po jego twarzy torując sobie ścieżkę. Zdał sobie sprawę, że wcale tego nie chciał a wręcz przeciwnie. Miał wielką ochotę go przeprosić, przytulić. Jakim trzeba być kretynem aby takie coś zepsuć? No tak trzeba się nazywać Kim Kibum.
-Dlaczego sobie poszedłeś? - spytał sam siebie spuszczając głowę. Zbierające łzy mazały mu pole widzenia, ale w tej chwili nie zwracał na to szczególnej uwagi. Kiedy poczuł dłonie na swoich biodrach podskoczył lekko w miejscu gwałtownie unosząc głowę do góry.
-Myślałeś, że tak łatwo odpuszczam? - szepnął mu do ucha, a Key słysząc ten dobrze znany głos odetchnął z ulgą. Jednak to nie był żaden pedofil, który chciałby go zgwałcić w jakiś krzakach a na koniec porzuć jego zwłoki wyrzucając do rzeki. Skarcił się za swoją głupotę po czym zmarszczył brwi wyrywając się z jego uścisku. Stanął przodem do Minho i łypał na niego zirytowany.
-Chcesz żebym zawału tu przez ciebie dostał?! - ofuknął go uderzając w klatkę piersiową kiedy zauważył, że chłopak się z niego podśmiewa - No i co w tym takiego zabawnego?!
-Ty jesteś zabawny - stwierdził przejeżdżając opuszkiem palca po jego mokrym od łez policzku - Kiedy się złościsz jesteś wtedy taki słodki aż nie mogę się powstrzymać od okrzyku radości.
Szatyn przekręcił głowę w bok czując, jak jego policzki przybierają barwę czerwieni.
-Przestań, to nie prawda - mruknął pod nosem patrząc intensywnie w swoje buty by przypadkiem nie napotkać tego przenikliwego wzroku bruneta.
-Kibum, dlaczego nikogo do siebie nie dopuszczasz? Starasz się odepchnąć za wszelką cenę? - spytał Minho łapiąc jego podbródek w dwa place zmuszając aby na niego spojrzał - Coś się stało?
Skąd ta żaba może mieć takie przypuszczenia? Przecież nikt o niczym nie wiedział, nawet ten dinozaur. Nawet nie wzbudzał niczyich podejrzeń. Skąd mógł to wiedzieć?
-Nie rozumiem o co ci chodzi. Dlaczego wyciągasz takie wnioski? Niby co miałoby się stać? - starał się opanować drżenie głosu kiedy zdał sobie sprawę, że brunet chce drążyć ten drażliwy dla niego temat. Po co miał do niego wracać? Przecież wszystko było w porządku. Wreszcie mógł o tym zapomnieć, nie wspominać. Teraz znów miał przez to przechodzić po raz kolejny, bo Minho sobie coś ubzdurał? Nie ma mowy!
-Key błagam cię nie zrobisz ze mnie kretyna. Może nie znam cię zbyt dobrze, ale zdążyłem zauważyć, że coś cię gnębi choć starasz się to w różny sposób ukryć. Przykro mi, ale mnie się nie da tak łatwo oszukać - westchnął dodając - Możesz mi zaufać. Ja tylko chcę ci pomóc, a jak mam to zrobić skoro nie wiem o co chodzi?
Szatyn nie wytrzymując tego wszystkiego. Wyrwał się z jego objęć spoglądając z bólem w jego oczy.
-Pomóc? Chcesz mi pomóc? Po co? Myślisz, że jej potrzebuję, że jestem tak słaby że ją przyjmę? To się mylisz, bo dobrze sobie radzę. Wszystko jest w jak najlepszym porządku tylko tobie się coś uroiło. Próbujesz mi coś wmówić? A może w jakikolwiek sposób zbajerować żeby móc przelecieć? Przecież wam wszystkim tylko i wyłącznie na tym zależy! Aby wykorzystać słabość człowieka, a później zostawić w najokrutniejszy dla niego sposób! Myślisz, że istnieje miłość? Jakieś głębsze uczucie niż zauroczenie? Zwykłe bzdury! Kłamstwa! - krzyczał, nie przejmował się że jest późno, że swoim zachowaniem obudzi połowę swojej dzielnicy. Nawet nie zważał na to, że w jakiś sposób zaczął się kompromitować dając ujście swoim emocjom. Wiedział, że kiedyś to z niego by wyszło. Ale czy Minho to odpowiednia osoba, której powinien się zwierzyć?
-Spokojnie Kibum, uspokój się. Jestem tutaj - poczuł jego silne ramiona, które szczelnie oplatają jego szczupłą sylwetkę. Nawet nie zauważył jak znów zaczął płakać. To wszystko zaczęło go przerastać. Objął lekko chłopaka, głowę opierając o ramię Minho.
-Key czy ktoś cię... skrzywdził? - spytał ostrożnie zdając sobie sprawę, że musi ostrożnie dobierać słowa. Na jego pytanie odpowiedział głośniejszy płacz. To mu wystarczyło. Nic więcej nie musiał mówić ponieważ wiedział, że to co się stało musiało mieć duży wpływ na to dlaczego Kibum teraz jest taki zamknięty na innych. Minho zdawał sobie sprawę, że musi to zmienić i to zrobi.
-Kibum, cokolwiek się nie stało ja się tobą zajmę. Przy mnie nie musisz się obawiać. Wreszcie poczujesz się szczęśliwy. Ja ci nie zrobię tego co tamten typ, możesz mi zaufać. Naprawdę. - wyszeptał do ucha Key uspokajająco jeżdżąc dłonią po jego plecach - Nigdy bym sobie nie wybaczył jakbyś przeze mnie musiał cierpieć.
Szatyn przygryzł wargę. Miał mu uwierzyć? A jeśli kłamie? Jeśli znowu będzie przechodzić przez to samo? Oderwał się lekko od bruneta patrząc swoimi zapłakanymi oczyma w jego. Kiedy tak się w nie wpatrywał wiedział czego chciał. Czuł, że to czego potrzebuje znajdzie u tego wielkoluda.
-Udowodnij, że istnieje miłość, pokaż jaki jest jej smak spraw abym uwierzył - wyszeptał uśmiechając się nikle po czym znów zagryzł lekko wargę. Chłopak słysząc słowa Kibuma uśmiechnął się promiennie składając delikatny pocałunek na jego spierzchniętych ustach.
-Zawsze - cmoknął go w czoło zamykając szczelnie w swoich objęciach.

~Bummie

niedziela, 7 grudnia 2014

Daj się ponieść uczuciu cz 2.



A o to 2 część z 3 (?)  Trochę krótka ;-; Przepraszam za błędy, nie miałam czasu sprawdzić. Miłego czytania ;) 

~*~

Minho być może nie był żadnym pedofilem. O nie, nic z tych rzeczy. Ale do ludzi rozgarniętych także nie należał. Key przez całą drogę rozglądał się podejrzliwie szukając czegokolwiek co mogłoby oznaczać zagrożenie dla jego życia. Chciał to uznać jako pretekst do wyjścia z tego głupiego samochodu. Kiedy przyszedł kolejny zakręt szatyn mocno złapał się za uchwyt nad jego głową przymykając oczy.
-Dobra, co ty robisz? - westchnął Minho trochę zwalniając przy następnym zakręcie. 
-Jedziesz tak jakbyś chciał nas wszystkich zabić. Skoro chcesz popełnić samobójstwo to mów w ostateczności zdążę wyskoczyć - wziął swoje pasy i zaczął je odpinać aby podkreślić powagę swoich słów. 
Brunet, który co jakiś czas spoglądał na niego roześmiał się nagle powodując zdziwienie na twarzy Kibuma. Uniósł w zdziwieniu brwi do góry. 
-No i co w tym takiego śmiesznego? Moje życie jest bardzo cenne i nie mam zamiaru go zmarnować dla kogoś takiego jak ty - prychnął widząc, że humor jego towarzysza się jeszcze bardziej nasila - Skoro nie chcesz mi odpowiedzieć to ja wysiadam - dodał. 
-Spokojnie, kotku złość piękności szkodzi - uśmiechnął się zadziornie puszczając oczko - A z kogo mogę się śmiać jak nie z ciebie, jesteś taki uroczy.
-Jeszcze nie wiesz że ten uroczy chłopak bez najmniejszego problemu może obić ci dupę - zrobił urażoną minę niczym obrażone dziecko odwracając twarz do okna.
-Twoja niewyparzona buźka coraz bardziej mi się podoba - zagryzł wargę skupiając się na dalszej jeździe. 
Szatyn puścił te słowa mimo uszu, nic już się nie odzywając. Jak tylko dojechali na miejsce cały się spiął. Mrugał oczami być może łudząc się, że tą są tylko jakieś żarty, a brunet znowu zacznie się z niego śmiać i oddalą się od tego okropnego miejsca. Na jego nieszczęście Minho nie miał takich planów kiedy zdał sobie sprawę, że chłopak opuścił samochód by odtworzyć przed nim drzwi. Wyciągnął dłoń, chcąc pomóc mu wysiąść. Zignorował jego rękę radząc sobie sam. Omiótł wzrokiem teren znajdujący się tuż przed nim. Skrzywił się oglądając te wszystkie wysokie karuzele. Na myśl, że miałby w takiej pojechać aż w żołądku go ściskało. Przecież on panicznie bał się wysokości! W milczeniu szli ramię w ramię co jakiś czas łypiąc na Minho niepewnym wzrokiem. Brunet chyba wyczuł, że coś jest nie tak bo przystanął gwałtownie. 
-Okej co się stało? Zdążyłem zauważyć, że od dobrych pięciu minut nie pałasz radością, a wręcz przeciwnie. Nie chcesz tu być? - spytał odwracając Kima przodem do siebie widząc niepewność w jego oczach. A na co on liczył? Oczywiście, że nie chce! Nienawidzi karuzel, wesołych miasteczek i wszystkiego co by się z tym kojarzyło. Ale szatyn wiedział, że Minho się starał. Nie chcąc zrobić mu przykrości zmógł się w sobie. 
-Wszystko w porządku, idziemy? - zagryzł wargę wymijając chłopaka by ten przypadkiem o nic więcej nie pytał.

***

Było całkiem przyjemnie. Mógł nawet powiedzieć, że mu się podobało, ale kiedy zauważył na jaką karuzelę ten go ciągnie. Przystanął momentalnie. Nie ma mowy! Nie wsiądzie na to! Nie będzie zgrywać aż takiego bohatera. Chłopak nie jest warty tego żeby zszedł tam na zawał serca. 
-Co tym razem? - warknął już nieco zirytowany Minho.
-Nie ma mowy, nie wsiądę na to - prychnął próbując zakryć oznaki swojego strachu. Jeśli można to było delikatnie nazwać. Był przerażony na śmierć. 
-Nie mów, że masz lęk wysokości - zaśmiał się kpiąc z niego - No choć Kibum. Jesteś strasznie marudny - stwierdził z przekąsem. 
-I zejść tam na zawał serca? Nie dziękuję. A jeśli mam to co? - spytał zaplatając ręce na piersi. 
-Mówisz to po to żeby na to nie wsiąść. Widzę, że robisz wszystko aby tylko zakończyć tą randkę. Ale będzie fajnie, mówię ci - uśmiechnął się i złapał go za rękę ciągnąc za sobą. 
-Nie Minho, chcesz to idź sam. Chętnie popatrzę - robił wszystko aby ten go zostawił w spokoju, ale widział, że jego słowa nie robią na nim wrażenia. Nic sobie z nich nie zrobił. Zaczął się szarpać popadając w panikę kiedy zdał sobie sprawę, że chłopak wcale nie ma zamiaru odpuścić - Zostaw mnie.. Proszę.. Minho puść mnie.. - zająknął się kiedy zobaczył, że kupił bilety. Wybałuszył oczy rozglądając się rozpaczliwie. Chciał uciec jak najszybciej się da i nie oglądać za siebie. Strasznie się bał. Nie wyobrażał sobie, że tam wysiedzi chociażby sekundę. Poczuł jak zostaje wciągnięty w wagonik, a jego pasy się zapinają. 
-No rozchmurz się, naprawdę będzie fajnie! - wykrzyczał radośnie Minho spoglądając na szatyna - Kibum? Wszystko w porządku? - spytał zauważając przerażone, zaszklone oczy chłopaka - Strasznie zbladłeś. 
Kibum spojrzał na niego wściekle mając ochotę zamordować, że wciągnął go tutaj. 
-Nie jest w porządku! Naprawdę mam lęk wysokości! Jestem na śmierć przerażony! Chcę stąd zejść, rozumiesz?! - krzyknął rozpaczliwie zdając sobie sprawę, że karuzela zaczyna ruszać. Pisnął donośnie kurczowo się trzymając. Zacisnął powieki licząc, że ten koszmar zaraz się skończy. A wiedział, że najgorsze dopiero przed nim. 

***

-Kibum przepraszam! Naprawdę nie powinienem Cię do niczego zmuszać! Tak mi przykro! - złapał za trzęsącą się rękę szatyna. Jak on w ogóle śmie się do niego odzywać?! Przesadził. Cały strach, który mu towarzyszył przerodził się w złość. Też coś! Był wkurwiony jak nikt inny! Odwrócił się do niego przodem wymierzając mu siarczysty policzek.
-A wiesz co mnie obchodzą twoje przeprosiny?! Gówno! Gówno mnie one obchodzą! Czy ty w ogóle pomyślałeś jak mogłem się poczuć?! Pieprzony egoista! Zapatrzony w siebie dupek! - krzyknął wymijając Minho. Tak bardzo mu działał na na nerwy. Debil! Nie zważał na jego wrzaski, czy próby zatrzymania. Szedł przed siebie udając, że nic nie słyszy. Miał dosyć tego dnia, jedyne czego pragnął to wrócić do domu. Bohatera mu się zachciało zgrywać...
Gdyby tylko wiedział, że to nie jest warte zachodu nigdy w życiu by się na to nie zgodził! Ale kiedy patrzył w te oczy i miał świadomość, że musi mu odmówić..
Nie mógł, coś w środku kazało zrobić tak jak brunet chciał mimo że dla niego oznaczało to strach i przerażenie. Nie mógł tego zrobić..
Czy to możliwe żeby się... zakochał? 

~Bummie

piątek, 5 grudnia 2014

The sad truth.




~*~

"Ból to coś okropnego...
Coś co łatwo przychodzi.
Ciężko się go pozbyć mimo, że staramy się coś z tym zrobić.
No nie da się...
Nie da się zapomnieć o wyrządzonych krzywdach.
To tak jakby zapomnieć dzień swoich urodzin.
Zapomniałbyś?
Oczywiście, że nie...
To coś wyjątkowego.
Coś pięknego, co obchodzimy raz w roku.
Dlaczego chodzę smutny?, pytasz.
Co się stało?
Oj nie udawaj, że ci zależy.
Bo doskonale wiem, że tak nie jest...
Nawet nie próbuj zaprzeczać...
Patrzysz niezrozumiale...
Naprawdę nie wiesz?
Niczego się nie domyślasz?
To takie przykre...
Czuję zawód...
Osoba na którą liczyłem najbardziej mnie zostawiła...
Potrzebowałem jej wtedy jak nikogo innego.
Zawiodłem się na niej...
Zdajesz sobie sprawę jakie jest to okropne uczucie?
Przez cały czas myślisz, że w najgorszych, najtrudniejszych sytuacjach będziesz mieć wsparcie.
Zostajesz sam...
Już wiesz jak się czuję?
Może chociaż domyślasz?
Może tak troszkę?
Ździebko?
Odrobinkę?
Nie?
Nadal nic?
To oczywiste...
Nie zdajesz sobie sprawy z tego jak mogłem się czuć.
Skąd miałbyś to wiedzieć?
Nie wiesz co przechodzę.
Nie wiesz o mnie tyle co ja wiem o tobie.
Nawet nie wiesz jak zareagować.
Nie chcę twojej litości.
Nie potrzebuję jej.
Nie chcę nic od ciebie.
Już nie teraz...
Ale wiesz?
Zrobiłbym dla tej osoby wszystko.
Ona dla mnie nic...
Ścierałbym płynące łzy z policzków.
Wtedy kiedy ja bym wylewał hektolitry łez...
Mimo wszystko nigdy nie uważałem jej za złą osobę.
Chciałbym zedrzeć ten smutek z twarzy.
Nawet jeśli miałoby mnie to nie wiem ile kosztować.
Nie mogę patrzeć jak cierpi.
Wtedy ja też to robię.
To chore!
Przecież powinienem być obojętny.
Nie przejmować się jej losem...
Ale kiedy patrzę w te oczy...
Wszystko wraca.
Nie mogę wymazać jej z pamięci.
Wiesz co jest najgorsze?
Nie jestem zły...
Może jednak jestem?
Nie, coś ty...
Tak odrobinkę?
Nie, nie na nią.
Sam już nie wiem...
Gubię się w tym...
Nie wiem co jest prawdą...
A co zwykłym kłamstwem...
To trudne...
Ale nie, raczej nie jestem zły...
Nie jestem?
Nie, raczej nie...
Chociaż, chyba jednak kłamałem.
Ale to nic, nie to jest w tej chwili ważne.
Nigdy nie zauważyłem, że mnie wykorzystuje.
Przecież to niemożliwe...
No bo jak?
Nie, na pewno nie ta osoba...
Przecież to głupie.
Nie!
To ja byłem głupi...
Tak strasznie byłem zaślepiony...
Ten jej urok...
A może nadal jestem?
Uważałem, że tak powinno być...
Nic złego się nie dzieje...
Przecież nigdy nic złego by nie zrobił...
To taki kochany aniołek...
Tłumaczyłem sobie.
Zwykły kretyn ze mnie...
To nienormalne.
Ta osoba nigdy nie dawała nic od siebie.
Może jednak nadal się mylę...
Może wpadam w paranoję?
Chyba nadal nie jesteś pewny o co chodzi...
Widzę twoje dalsze niezrozumienie.
Chociaż, może już wiesz?
Powinieneś...
Czuję się niedoceniony...
Tak dużo się dla niej produkowałem...
Robiłem co w mojej mocy, aby być jak najlepszy...
Żeby nigdy nie musiała się na mnie zawieźć...
Czy była zadowolona?
Czy widziała, że daję z siebie wszystko?
Najwidoczniej nie...
Dzień w którym odkryłem, że nic ją nie obchodzę...
Nic dla niej nie znaczę...
To najgorszy dzień jaki kiedykolwiek miałem...
To jak nóż wbity prosto w serce.
Byłem wstrząśnięty...
Że ona?
Nie, to niemożliwe...
Nie ten aniołek...
On by nigdy czegoś takiego nie zrobił...
Wmawiałem sobie.
Wpajałem te wszystkie kłamstwa.
Nie dopuszczałem do siebie prawdy...
Chciałem poczuć się lepiej...
Tak było.
Ale w końcu przejrzałem na oczy.
To wiele wyjaśniało...
Ale mimo wszystko nadal się pogrążałem...
Kryłem swoją dumę w dalszym ciągu służąc jej pomocą...
Wsparciem...
Oszalałem, wiem o tym.
Po prostu byłem zakochany...
Nadal jestem...
Nie potrafię z niej zrezygnować...
Zostawić...
To zabawne.
Tą osobą jesteś ty Taemin.
Kim Jonghyun"


~Bummie