czwartek, 12 lutego 2015

Pójdę za tobą wszędzie, nawet na drugi koniec świata.



Znalazłam coś, co już jakiś czas temu napisałam ^^  Miłego czytania :) 


~*~




-Kibummie – słyszy zmiękczenie swojego imienia, którego wręcz nienawidzi, ale jemu to może wybaczyć. Dlaczego, akurat jemu? Bo go kocha? Bo ma jakiś sentyment do tego chłopaka? Sam nie wiedział, ale miał w stosunku do niego ogromną słabość.  Nastolatek często to wykorzystywał jako broń przeciwko niemu. A jak to się kończyło? Źle, bo nie potrafił mu odmówić, a pomysły tego dzieciaka czasami były niewyobrażalne, a ich zrealizowanie było niemalże niemożliwe.

-Key umma – jęknął już zirytowany, że blondyn w dalszym ciągu mu nie odpowiedział, ba nawet nie zareagował! Coś było nie tak, przecież zawsze mu ulegał, a teraz nagle cisza? Nic? Nie, przecież tak być nie może. Chłopak poderwał się z miejsca podchodząc pewnie do swojego przyjaciela, który od dłuższego czasu wpatrywał się w jeden punkt za oknem  - Key – szturchnął go, by choć na chwilę zaszczycił go spojrzeniem. Nic się takiego nie stało – Bummie! – wepchnął się pomiędzy niego, a szybę, by spojrzeć na chłopaka. Kiedy przypatrywał się jego twarzy jego pewność siebie, zapał by zbajerować go zmalał, a może nawet wyparował? Widząc łzy w tych kocich oczach coś w nim drgnęło. Miał jakby ochotę mu… pomóc? Przecież nie wie jak. Nigdy nie był  w takiej sytuacji, zawsze każdy jego pocieszał, a on korzystał z tego bez żadnego kwękania. Teraz co miał niby zrobić? Przytulić go? Spytać co się stało? To takie dziwne uczucie kiedy zaczynał się o kogoś… martwić? Nie.. to zdecydowanie nie to, po prostu naszła go ochota aby zapytać się co jest powodem tych szklanych oczu u swojego przyjaciela. To normalne, nie? – Ty płaczesz? Dlaczego?

Czyżby ma jakieś omamy słuchowe czy być może się przesłyszał? Naprawdę usłyszał od niego te pytania? Czyżby coś zaczął go obchodzić? Dostrzegł, że oprócz czubka własnego nosa są także inne osoby, które chcą zwrócić na siebie jego uwagę? Stał zdumiony niepewnie przenosząc zapłakany wzrok z okna na szatyna, stojącego tuż przed nim. Zamarł zauważając jak blisko się znajduje.  Lecz szybko doszedł do siebie wzdychając ciężko. Czuł potrzebę wyrzucenia wszystkiego co ciążyło na jego duszy od dłuższego czasu. Wie, że tym co za chwilę mu powie, zrani go. Ale nie potrafi już dłużej, to zbyt wiele nawet dla niego, który ze wszystkich najdłużej wytrzymał. Bo każdy już dawno odpuścił widząc, że to wszystko jest niewarte zachodu, lecz on nie mógł tak zrobić. Wiedział, że prędzej czy później będzie cierpiał, bo nastolatek był zbyt egoistyczny by cokolwiek zauważyć. Został, czuł taką potrzebę, aby być jak najbliżej. Lecz powoli wychodził poza swoją barierę wytrzymałości.
-To mnie przerasta… Ja już najzwyczajniej w świecie nie daję rady… Starałem się ile tylko mogłem. Przykro mi Taemin, to zbyt wiele nawet jak dla mnie, a ja jestem wystarczająco cierpliwy. Nie zniosę więcej… Mam po prostu cię dosyć. Nie chcę już więcej służyć  jako ten piesek na posyłki, który zgodzi się na wszystko, o co tylko poprosisz. Czuję się źle z tym faktem, że ciągle się tylko mną wysługujesz, wykorzystujesz w każdy możliwy sposób. Nie chcę już tego więcej przechodzić. Wycofuję się. Przepraszam – wychlipał spuszczając głowę, by tylko nie patrzeć szatynowi w oczy. Czuł, że znów by zmiękł, a cała jego wcześniejsza wypowiedź poszłaby w niepamięć.

Co na to Taemin? Nic nie mówił. Stał patrząc pustym wzrokiem na blondyna, który co chwilę pociągał nosem. Był w szoku? Owszem, nie spodziewał się, że coś takiego od niego usłyszy. Lecz nadal to do niego nie docierało. Nie do końca pojmował jego słowa, chyba po raz pierwszy, ktoś mu takie coś powiedział. Czuł się zraniony? Tak. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie aż takim ciężarem dla kogoś. Że zacznie komuś przeszkadzać. A Key to była jedyna osoba której mógł zaufać. Powierzyć swoje sprawy, sekrety wiedząc, że nikomu tego nie wygada. Wiedział, że pozostanie to między nimi, a nikt o niczym nigdy się nie dowie. A więc co się stało? Aż tak bardzo był okropny? Nie, on był po prostu sobą, jak mógł komuś przez to przeszkadzać? A może jednak? Nie wytrzymał, nie potrafił w dalszym ciągu wpatrywać się w tą jego blond czuprynę. Wyminął go po czym wyszedł trzaskając za sobą drzwiami. Skoro tak bardzo im zawadza, to im to ułatwi. Nigdy więcej już nie będą musieli go oglądać. Wreszcie będą szczęśliwi, a on nie będzie musiał patrzeć tym kłamcą w oczy. Czuł się oszukany, w najgorszy sposób okłamany. Ale żeby Kibum mu coś takiego zrobił? To mu się w głowie nie mieściło. Wbiegł do swojego pokoju, który od jakiegoś czasu dzielił z Jonghyunem. Nie omieszkał się w jakiekolwiek pukanie, chociaż wszedł w trochę nieodpowiednim momencie. Nie czuł zawstydzenia ponieważ zbyt wiele negatywnych emocji krążyło w jego głowie, aby zwrócić uwagę na to co się dzieje. Jonghyun w natychmiastowym tempie zrzucił z siebie leżącego na nim Minho by ocenić co za natręt zakłóca jego chwile intymne. Dostrzegł klęczącego szatyna tuż przy wielkiej walizce, do której w ekspresowym tempie wrzucał swoje rzeczy.
-Co ty robisz? – spytał podchodząc bliżej młodszego – Gdzie ty się wybierasz?
-Tam gdzie już więcej nie będzie musieli mnie oglądać. Od dawna chcieliście się mnie pozbyć, prawda? Mięliście mnie wystarczająco dosyć, że tylko czekaliście na ten moment. Nie, nawet nie odpowiadaj, znam całą prawdę – wysyczał jadowicie patrząc na swojego hyunga z bólem w oczach. Biorąc walizkę do rąk wyminął całą dwójkę nie racząc ich już zbędnymi spojrzeniami. Chciał po prostu stąd zniknąć, by już więcej nie musieć ich na oczy oglądać. Otwierając drzwi frontowe niepewnie odwrócił się do tyłu. Jakby nadal nie był pewny swojego wyboru, ale podjął już decyzję. Nie wróci już tutaj, nigdy więcej. Szybko zmógł się w sobie wyrzucając z głowy niepotrzebne kumulujące się wspomnienia. Uniósł hardo głowę do góry, odszedł mając zamiar zacząć wszystko jeszcze raz, wymazując całą czwórkę ze swojej pamięci.

~*~

Kibum stał nadal w tym samym miejscu, nie będąc w stanie się poruszyć. Czuł się dobrze z faktem, że wreszcie powiedział to co chciał zrobić od jakiegoś czasu, lecz obawiał się że nastolatek przyjął to zbyt pochopnie i gwałtownie. Kiedy tylko się trochę uspokoił miał zamiar z nim porozmawiać, wytłumaczyć wszystko. Zapukał do jego pokoju, by po chwili zajrzeć do środka. Ujrzał jedynie siedzącego na łóżku Jonghyuna wraz z Minho, który przytulał kruche ciało swojego chłopaka do swojej piersi.
-Widzieliście Taemina? Muszę z nim porozmawiać – zagryzł niepewnie wargę spoglądając na to na jednego, a to na drugiego niepewnie, nie chciał by zauważyli, że coś jest nie tak.
-Tak.. Ale wątpię, że go znajdziesz. Spakował swoje rzeczy i opuścił dorm. Onew starał się go jeszcze zatrzymać, niestety na marne – odparł Minho głaskając starszego Kima po białych przetlenionych włosach. Blondyn stał osłupiały wpatrując się w dwójkę przyjaciół z niedowierzaniem oraz przerażeniem na swojej bladej twarzy. Odszedł? Jego kochany chłopczyk go opuścił? Nie, to  przecież niemożliwe. Nie wierzył w to.
-Kibum co ty mu powiedziałeś? – spytał jeszcze Jonghyun drżącym głosem.
-O kilka słów za dużo, popełniłem błąd. Muszę go znaleźć. Nie mogę pozwolić, by zniknął na zawsze. Przecież ja go kocham – rzucił rozpaczliwie pociągając nieudolnie nosem przez zbierające się w jego oczach łzy. Dwójka chłopaków patrzyła na niego ze współczuciem wypisanym na twarzy doskonale wiedzieli, że ich Kotek był po uszy zakochany w maknae. Chłopak po prostu nigdy tego nie dostrzegał na co każdy głupi oraz ślepy by zauważył.  Lecz co poradzić skoro Taemin nie zwracał uwagi na nikogo innego poza sobą? Nawet sądzili, że dla Key się zmieni. Niestety to tylko ich marne przypuszczenia, które w końcu okazały się błędne.
Blondyn nie czekając na ich odpowiedź, wziął telefon by przyłożyć aparat do ucha. Jak głupi musiał być, że sądził iż chłopak odbierze? Wiedział doskonale czego ma się spodziewać chociaż nadal się łudził. Tak jak myślał, odezwała się poczta głosowa. Wykonał jeszcze kilka połączeń w dalszym ciągu mając nadzieję, że może zdarzy się cud. Taemin nie dość, że nie chciał odebrać, to w końcu po jakimś czasie wyłączył telefon. Klnąc siarczyście pod nosem  wyszedł z dormu dzwoniąc po taksówkę. Miał pomysł gdzie go może znaleźć, leczy czy to miejsce było trafne? Trzeba zaryzykować. Zajechał na obrzeża Seul przypominając sobie, że znajduje się tutaj pierwszy raz w życiu. Nawet jakby chciał zacząć go szukać nie wie dokładnie w którą stronę ma iść. Westchnąwszy zapłacił kierowcy, by rozejrzeć się po oświetlonej nikłym światłem ulicy. Było ciemno, a także późno. To niebezpieczne chodzić, o takiej porze samemu, a także jeśli do końca  nie wiesz gdzie się znajdujesz. Zagryzł wargę ze zdenerwowania, kiedy dostrzegł sporą grupkę mężczyzn śmiejącą się w niebo głosy. Odwrócił od nich wzrok modląc się w duchu by go nie zaczepili, lecz jakim trzeba być pechowcem?  Faceci, kiedy tylko dostrzegli Kibuma samego stojącego na chodniku bez zbędnych ceregieli podeszli do niego.
-Co taki ładny chłopaczek robi sam o takiej godzinie? Nie powinieneś już dawno spać? – spytał jeden nich wychylając się do przodu z pewnością ich tak zwany przywódca.
-Nie wasz zasrany interes – syknął prostując się. Przejechał wzrokiem po zebranych zdając sobie sprawę, że nawet jakby chciał uciec to jest ich o wiele za dużo, a on sam jak ten palec. Przełknął podenerwowany ślinę rozglądając się być może łudząc się, że ktoś uratuje go z opresji.
-Ładny, wyszczekany. Podoba mi się. Nie chciałbyś kochaniutki się z nami zabawić? My jesteśmy chętni – wyłonił się kolejny obleśnie się uśmiechając. Podszedł do Key i przejechał po jego smukłej sylwetce.
-Łapy przy sobie zboczeńcu – warknął wymierzając prawy sierpowy, a mężczyzna zachwiał się wpadając na innych zebranych. Korzystając z chwili ich nieuwagi zaczął biec lecz tak jak się spodziewał. W połowie drogi dogonili go uderzając czymś ciężkim w głowę, od czego od razu stracił przytomność.

~*~

Szatyn leżał na łóżku w swoim starym pokoju. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że tak bardzo stęskni się za tym miejscem z racji tego, że nigdy nie był człowiekiem sentymentalnym i do niczego się nie przywiązywał. Po prostu jakaś cząstka jego cieszyła się, że znów może spotkać się ze swoją rodziną. Mimo że dobrze mu się mieszkało w jednym dormie z chłopakami to tak naprawdę wciąż tęsknił za rodzinnym domem choć nigdy się do tego nie przyznawał. Nigdy tego nie okazywał. Kochał swoją rodzinę jak nikogo innego dopiero teraz zrozumiał, że był w stosunku do nich okrutny. To w jaki sposób ich traktował. Westchnął. Czyżby wreszcie powoli docierało do niego jak mogli się czuć? Zagryzł wargę, miał poczucie winy. Przecież zachowywał się jak rozkapryszony gówniarz. Nie interesowali go inni, nie przejmował się, że to ich może męczyć ponieważ zawsze liczył się tylko on sam. Jego dobro, byle tylko jemu było dobrze, po co miał przejmować się innymi? To było nie fair. Najbardziej było mu źle jak traktował Key ummę. Zawsze mu pomagał, był gdy go potrzebował, a on i tak tego nie doceniał. Czasami miał wrażenie, że zachowuje się zbyt nad opiekuńczo, zawsze go bronił nawet wtedy, kiedy sytuacja tego nie wymagała, nawet jak to wszystko była jego wina to on i tak obracał to wszystko na jego korzyść. Kochał go bardzo, ale sam dokładnie nie wiedział czy to miłość jak do przyjaciela czy być może chłopaka. Nigdy nie planował tego sprawdzać, bał się. Bał się, że się zakochał jak szczeniak. Obawiał się tych konsekwencji, że zostanie skrzywdzony dlatego nigdy w szczególny sposób tego nie okazywał. Poczuł taką nagłą obawę. Nie wiedział co ona oznaczała, ale musiał coś sprawdzić. Miał taką potrzebę. Włączył telefon, a od razu dostał milion nieodebranych wiadomości. Nie interesowało go to szczególnie, jedynie jedna osoba w tym momencie zaprzątała mu głowę. Wybrał numer swojego przyjaciela.
Pierwszy… drugi…trzeci sygnał…dziesiąty… pip pip pip.
Nie odebrał. Czego mógł się spodziewać? Niepewnie, drżącą ręką wybrał numer do Jonghyuna po chwili usłyszał zachrypnięty głos swojego przyjaciela po drugiej stronie.
-Taemin?! Gdzie jesteś?! Jesteś z Kibumem?! – spytał drżącym głosem.
-Nie, jestem u rodziców – odparł po czym dodał – Jak to Key nie ma w domu? Gdzie poszedł?
-Szukać cię geniuszu! Od dwudziestu minut nie odbiera telefonu, Taemin boję się, że coś mu się stało – wyjąkał  Jjong.
Uniósł brwi w zdziwieniu. Jak to poszedł go szukać? O takiej godzinie? Już jest grubo po północy. Zagryzł wargę ze zdenerwowania, bo miał złe przeczucia.
-Spokojnie. Znajdę go, nie martwcie się – urwał na chwilę by wziąć głęboki oddech – Przepraszam was za wszystko. Jestem idiotą.
-Nic się nie stało. Nikt się na ciebie nie gniewa. Uważaj na siebie – usłyszał jeszcze zanim się rozłączył.
Odłożył telefon od ucha by przetrawić to co przed chwilą usłyszał od swojego przyjaciela. Nie może pozwolić na to aby jego ummie coś się stało niedobrego. Zszedł na dół po schodach w progu dostrzegając swoją ummę.
-Taemin gdzie ty się wybierasz? Jest prawie pierwsza godzina – spytała kobieta opierając się biodrem o ścianę obserwując poczynania swojego syna.
-Umma, Kibum nie wrócił, a poszedł mnie szukać. Mam dziwne wrażenie, że coś się stało – rzucił rozpaczliwie zawiązując buty.
-Nie możesz wyjść o takiej godzinie. Jest późno. A jak już gdzieś idziesz weź ze sobą Taesuna – uśmiechnęła się pokrzepiająco patrząc na szatyna.
-Nie umma, nie mam czasu muszę iść. Obiecuję, że jakby coś się działo zadzwonię – mruknął wybiegając  ze swojego rodzinnego domu. Przebiegł kawałek zatrzymując się. Co jak co, ale skąd miał wiedzieć gdzie on się znajduje? Przecież on mógł być dosłownie wszędzie. Pokręcił głową zbierając się w sobie. On go znajdzie. Da radę. Choćby miał wyjechać na drugi koniec świata to odnajdzie chłopaka. Przeszedł kilka kroków by w końcu  znaleźć się na najciemniejszej dzielnicy Seul. Naciągnął na głowę kaptur bo zaczęło wiać niemiłosiernie, a pogoda coraz bardziej wskazywała na ulewę, a jego włosy zdecydowanie nie lubiły deszczu. Gdy tak krążył w kółko jego zapał malał. Prawie się poddał kiedy dostrzegł jasną blond grzywkę w jednym z ciemnych zaułków.  Zmroziło go w żyłach widząc przed sobą skulonego, trzęsącego się nagiego chłopaka. Podszedł bliżej, by zobaczyć  jego kochanego Kibummie.


Key czuł się okropnie. Miał wrażenie, że jego wszystkie wnętrzności palą niemiłosiernie. Był słaby, dał się bez problemu. Pozwolił na to wszystko. W tej chwili chciał się zapaść pod ziemie, bo było mu wstyd. Wstydził że się poddał. Nadal miał ich twarze przed oczami, te obleśne uśmiechy, zapach alkoholu mieszanego z papierosami i innymi tego typu świństwami. Jak on teraz spojrzy chłopakom w twarz? Jest skończony.  Jego cała kariera legła w gruzach. A to wszystko tylko dlatego że chciał odnaleźć swoją miłość, która i tak ma go w głębokim poważaniu. Gorzej już trafić nie mógł, wpakował się w jedno wielkie gówno. Nie przejmował się zimnem, ani tym że siedzi kompletnie nagi. Co go w tej chwili obchodzi? Przecież i tak źle być już nie mogło. Słyszał jak dzwoni mu telefon, ale nie był w stanie na żadne rozmowy. Chciał tu zostać i się nie obudzić. Bądź, żeby to wszystko okazało się jednym wielkim snem. Właściwie koszmarem z którego zaraz się wybudzi.  Przymknął oczy jeszcze bardziej się kuląc czując następny podmuch wiatru. Nie zauważył, że ktoś do niego podszedł, było mu wszystko jedno.

-Bummie? Kibummie to ty? Błagam powiedz, że tak – usłyszał ten głos na który rapotownie podniósł głowę. Nie mylił się. To był on.  Jego Minnie, jego najukochańszy Minnie stał naprzeciw niego – Przepraszam! Przepraszam! Jestem taki głupi. Key proszę… nie gniewaj się na mnie – rzucił się na biednego blondynka zgarniając jego nagie ciało do swojej ciepłej kurtki. Przejechał ręką po jego sinym policzku na co chłopak delikatnie zadrżał krzywiąc się z bólu - Przepraszam.
-Przestań...przestań przepraszać - jęknął chowając głowę w zagłębieniu jego szyi niepewnie oddając uścisk - Po co tu przyszedłeś?

Szatyn westchnął spoglądając na blondyna unosząc jedną brew do góry.
-Jak to po co? Martwiłem się o ciebie.. - przygryzł dolną wargę czując jak chłopak spogląda na niego. Miał wrażenie, że zaczyna przenikać go tym kocim wzrokiem.
-Ty? O mnie? - zdziwienie obiło się w jego oczach - Dlaczego? Myślałem, że - nie mógł skończyć, bo palec Taemina został przytkany do jego ust sprawiając, że zamilkł.
-Zawaliłem - spuścił głowę, by wziąć głęboki oddech - Chcę to naprawić, bo zależy mi na tobie Kibum - uśmiechnął się delikatnie zabierając palec z ust chłopaka.
-Zależy? Tobie na mnie zależy? Naprawdę? - pytał jakby sam nie dowierzał w co słyszy. Może to jego chory wymysł, a to wszystko tylko mu się wydaje?
-T..tak - wyjąkał Lee nie wiedząc co ma mu dalej powiedzieć - Co ci strzeliło do głowy, aby pójść mnie szukać? - spytał zmieniając temat.
-Jak się kogoś kocha to się pójdzie za nim nawet na drugi koniec świata, nie? - odparł pewny swoich słów uśmiechając się chociaż opuchlizna mu to trochę uniemożliwiała.
-C..co? - zająknął się unosząc brwi w zszokowaniu. Szatyn był kompletnie zbity z tropu, nie wiedział jak ma na to zareagować lecz nie musiał, bo Key wziął sprawy w swoje ręce wpijając się w jego pełne różowe usta.

~Bummie

1 komentarz:

  1. Twoje angsty to są angsty <3 Naprawdę, jak zwykle super, aż mi brakuje słów opisujących twoją sztukę <3

    OdpowiedzUsuń