poniedziałek, 23 lutego 2015

Zrozum mnie.

                  



Napisałam to kilka miesięcy temu, jakoś tak o tym zapomniałam i nie dodałam. Właśnie siedzę i zastanawiam co napisać, a tu takie nagłe olśnienie ^^ Zastanawiam się czy nie zrobić z tego 2 części, ale to się jeszcze okaże. 





~*~





         Ten magiczny dotyk. Te znajome dreszcze, przyspieszone bicie serca. Motyle w brzuchu pojawiające się przy każdym twoim spojrzeniu. Za każdym razem się tak czuję patrząc na ciebie przyjacielu. Przynajmniej tak mi się wydaje, że nimi jesteśmy. Uśmiecham się, ty również to robisz. Doskonale zdaję sobie sprawę, że tylko udajesz, boli mnie ten fakt. Chociaż jestem szczęśliwy będąc tak blisko, że mogę czuć twoją obecność. Nawet nie przeszkadza mi świadomość, że robisz to wszystko na pokaz. Przecież tylko to się dla ciebie liczy, prawda? Rozgłos oraz zadowolenie ze strony fanów, a co ze mną? Ja w tym wszystkim nie mam znaczenia, jestem tylko zwykłą marionetką, którą się steruje za pomocą sznurków. Nie mam nic do powiedzenia, muszę robić to co mi karzą, choć każda nasza chwila spędzona razem sprawia, że moje serce rozpada się na miliony drobnych kawałeczków. Czuję ten twój zaraźliwy zapach od którego z każdym dniem coraz bardziej się uzależniam. Zaraz koniec, cały czar pryśnie jak jedna wielka bańka mydlana. Znowu stanę się dla ciebie obojętny, nic nie znaczący. Kocham cię, wybaczam każdą wyrządzoną krzywdę, przecież ty o niczym nie masz pojęcia. Skąd możesz wiedzieć, że swoim zachowaniem mnie ranisz? Czy to możliwe, że aż tak dobrym aktorem jestem? To ciągłe udawanie, wmawianie wszystkim, a co gorsza sobie, że wszystko jest w porządku i jakoś się ułoży. Jest dobrze dopóki nie zauważam jak rozmawiasz z fankami. W jaki sposób na nie patrzysz. Wiele bym dał jakbyś choć raz uraczył mnie takim spojrzeniem. Nie na scenie, ani nie dla rozgłosu. Czasami czuję, że nie daję rady. Pewna część mnie chce to wszystko skończyć, odciąć się od całego bólu, ale wtedy dostrzegam tą radość w twych oczach. Jesteś wtedy taki szczęśliwy, że nie mogę tego zrobić. Twoja bliskość mnie wykańcza, jestem coraz słabszy chociaż tego po mnie nie widać, z każdym dniem coraz bardziej się łamię jak krucha warstwa lodu. Pewnego dnia całkiem się zniszczę, ale już nikt nie będzie wstanie tego naprawić. Ostatnie słowa piosenki, ostatnie spojrzenie w tłum i w końcu czuję chłód na swojej dłoni gdzie jeszcze chwilę temu znajdowała się twoja ręka. Nie, nie puszczaj, nie zostawiaj mnie. Myślę. Jestem taki żałosny, przecież nigdy nie będziemy razem. Dlaczego nadal się łudzę? To w jaki sposób się zachowujesz daje mi nadzieję, która szybko gaśnie po skończonym show. Schodzę po schodkach wbiegając do garderoby. Wszystkie zgromadzone dotychczasowe emocje ulatują ze mnie jak powietrze z rozwiązanego balonu. Całe negatywne uczucia i wszystkie smutki dają ujście. Mokra ciecz spływa mi po policzkach. Nie mam siły tego powstrzymać, kiedyś to musiało nastąpić. Przecież jest dobrze, tak? Chyba jednak kłamałem. Jestem zwykłym oszustem, próbowałem komuś coś wmówić jak nawet sam w to nie wierzę. Coraz bardziej się pogrążasz. Przechodzi mi przez myśl. Wycieram twarz widząc roześmiane twarze Taemin'a i Minho. Nawet nie wiecie jak boli mnie patrzenie na was, gdy jesteście tacy szczęśliwi. Dlaczego ja nie mogę? Aż takim złym człowiekiem jestem? Zazdroszczę wam tego tak bardzo, że nie potrafię cieszyć się razem z wami. Co ze mnie za przyjaciel? Przecież powinienem was wspierać, ale nie mogę. Straszny ze mnie egoista. Uśmiecham się, gdy siadasz obok mnie. Przecież nie mogę dać ci satysfakcji, że to twoja wina, że te łzy są spowodowane przez ciebie.
-Płakałeś? - zmartwiony Onew kładzie rękę na moim ramieniu, a ja nadal nie spuszczam z ciebie wzroku, aż w końcu sam na mnie spoglądasz. Na twoją twarz wkrada się ten twój słynny uśmieszek. Nie, nie mogę patrzeć jak ze mnie drwisz.
-Ze szczęścia - rzucam pierwszą lepszą odpowiedź, która wpada mi do głowy.
Śmiech z waszej strony obija się o moje uszy. Uwierzyliście? Wymuszam uśmiech.
-Nie sądzę, że ze szczęścia - mówisz pewny swoich słów. Zdziwiony patrzę wprost w twoje oczy dostrzegając tą dobrze znaną wyższość.
-Jonghyun o co ci chodzi? - pytam niepewnie wstając, ty również to robisz. Przecież nie mogłeś znać prawdziwej przyczyny, prawda? Oczywiście, że nie, bo niby jak? To niemożliwe.
-Płaczesz, bo znowu byłem lepszy, lepiej udawałem, lepiej przyłożyłem się do swojego zadania niż ty - słowa płynęły z twoich ust jak jedna wielka fala uderzeniowa.
-C..co? - wyjąkałem.
Jak mogłem być o takie coś zazdrosny? Przecież to niedorzeczne. Gdybyś ty wiedział jaka jest prawda, to już nigdy byś na mnie nie spojrzał. Wiem to, zbyt dobrze cię znam. Tylko nadal mnie zastanawia, dlaczego na to wszystko się zgodziłeś skoro tak bardzo gardzisz homoseksualistami? Jaką masz z tego korzyść? Przecież teraz to ciebie za niego postrzegają. Nic nie rozumiem.
-Jestem lepszym aktorem w udawaniu, musisz to przyznać. I wiesz co Bummie? Przyłożyłbyś się bardziej do naszego "związku" zawsze ja odwalam całą robotę - mówisz pewny siebie.
Spuszczam wzrok na podłogę słysząc twoje ostatnie zdanie. Oj tak, jesteś doskonałym aktorem, ale to za wiele. Coś we mnie pęka. Wiem, że tym co za chwilę zrobię złamię sobie serce. Ale co mi zostało do stracenia? Nic, ponieważ i tak jestem na straconej pozycji. Biorę kilka głębokich oddechów. Teraz albo nigdy. Prostuję się robiąc kilka kroków bliżej, a moje oczy znów spoczywają na twojej osobie.
-Naprawdę uważasz się za lepszego ode mnie? Że lepiej umiesz okazywać udawane emocje? To nic, w porównaniu z pokazywaniem obojętności tak, aby nikt nigdy się niczego nie domyślił. Dobrze mi szło prawda? - uśmiecham się pobłażliwie przejeżdżając opuszkiem palca po twoim policzku. Ale co się dzieję? Już nie jesteś taki pewny siebie, czyżby to przez tą naszą bliskość? A może masz wyrzuty sumienia? Przybliżam swoje wargi do twoich, tak bardzo tego pragnąłem. Zawsze chciałem ich skosztować. Wreszcie nadarza się taka okazja. Muskam twe lekko spierzchnięte usta. Dreszcze rozchodzą się po moim ciele. Wszelkie zahamowania prysły. Łapię twoją twarz w swoje ręce pogłębiając pocałunek. Niestety, tak jak się spodziewałem odpychasz mnie, patrząc z obrzydzeniem. To boli, wiesz?
-Co ty wyprawiasz?! - krzyczysz na mnie wymachując w dezaprobacie rękami.
-Robię to co chciałeś, przecież właśnie o to ci chodziło, czy może jednak się pomyliłem? Ale wiesz co Jonghyun? Nie żałuję. Nie żałuję niczego, co było związane z tobą. To jak mnie traktowałeś, dawałeś nadzieję, a później okrutnie rozdeptywałeś jak paskudnego robaka, nie gniewam się. Od dawna się z tym pogodziłem, bo może nadal łudziłem się, że być może pewnego dnia się zmienisz? Byłem taki głupi i jestem nadal. Ludzie tak szybko się nie zmieniają, a szczególnie nie ty. Jedyne czego mogę żałować to tego, że zakochałem się w nieodpowiedniej osobie. Ale miłość nie wybiera - kręcę głową zrezygnowany, obserwując twoją reakcję. Stoisz jak wryty, a na twojej twarzy mogę dostrzec to przerażenie. Czyżbyś był zaskoczony? A wiesz że ja też?
-Co ty mówisz Kibum? Jak mogłeś się we mnie zakochać? Przecież to niedorzeczne - mrugasz oczami, zaczynasz się denerwować. Nie uwierzyłeś mi, bądź nie chcesz tego zrobić.
-Chciałbym zaprzeczyć, ale to chyba byłoby kłamstwo, nieprawdaż?
-I co? Myślałeś, że rzucę ci się w ramiona wyznając miłość, że będziemy żyli długo i szczęśliwie w tej twojej gejowkiej bajeczce? - wyrzucasz pogardliwe i pełne odrazy słowa - Skoro tak, to się pomyliłeś. Nie jestem gejem, nigdy nim nie byłem i nie będę. Nie jarają mnie męskie nagie klaty, ani nic z tych rzeczy. Jesteś obrzydliwy myśląc, że my kiedykolwiek moglibyśmy zrobić coś takiego.
-Kiedyś być może się tak łudziłem, ale pewnego dnia dotarła do mnie okrutna prawda, ale... - przerywasz mi.
-Od jak dawna to już trwa?
-Dwa, trzy lata? Co za różnica? Przestałem to już liczyć po jakimś roku - wzruszam ramionami jakby to wszystko było normalne, bądź najbardziej oczywiste. Chociaż było mi ciężko, z trudem powstrzymywałem łzy, które niebezpiecznie zaczęły się cisnąć do moich oczu, kiedy bez słowa opuściłeś naszą garderobę. Czyżby wszystko stracone? Jak mogłem być tak głupi i wszystko zaprzepaścić? Dlaczego moja jadaczka nigdy się nie zamyka wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja? Gratuluję Kibum straciłeś nie tylko miłość życia, ale również i najlepszego przyjaciela.


~Bummie

2 komentarze:

  1. Aż mi się przypomina moja "miłostka" z czwartej klasy, było dosyć podobnie, na końcu też straciłam kogoś kogo "lubiłam"... A teraz nienawidzę gnoja 😂 Dobra, mniejsza o mnie, opowiadanie bardzo fajne :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, lekkie miłe i przyjemne. W sam raz przed świętami ;)

    OdpowiedzUsuń